Mini-recenzje |
pióra historyka Józefa Lewandowskiego. |
Lucjan Feldman (ed)
|
4 X
2002 |
Inne teksty
i recenzje
Józefa
Lewandowskiego
|
Ostatnio moje regały
wzbogaciły sie o szereg pozycji, bądź bezpośrednio
związanych z problemami żydowskimi, bądź o nie
zahaczające. Spróbuję tu omówić przynajmniej te,
które proszą się o komentarz:
Józef
Lewandowski
|
Mariusz Bechta |
| Jan Tomasz Gross |
| Natan Gross |
| Henryk Grynberg |
Piotr Kuncewicz |
| Henryk Pająk |
| Andrzej Potocki |
| Dariusz Stola |
| Tomasz Szarota |
| Feliks Tych |
|
|
| 16 XI 2000 #bechta |
Rewolucja, Mit,
Bandytyzm
Komunisci na Podlasiu w latach 1939-1944
Mariusz Bechta
Rachocki i Spółka
Warszawa-Biała Podlaska 2000
Jako edytor figuruje Rachocki i Spółka. W książce
znajdujemy reklamę innych publikacji owej oficyny,
w szczególności czterech (!) książek Davida Irvinga,
głośnego brytyjskiego apologety nazizmu. Co już w sobie
jest wizytówką i książki Bechty. Mieści się ona
w raczej niewielkim ale hałaśliwym nurcie dążącym do
przywrócenia ONR i NSZ
w polskim życiu politycznym. Naukowym opiekunem Bechty
jest prof. dr. Tomasz Wituch z Instytutu Historii
UW, a rekomendowali książkę red. Jerzy
Ślaski i dr Tadeusz Krawczak, dyrektor Archiwum Akt Nowych
w Warszawie. O Żydach raczej sporadycznie, bo to dla
autora temat uboczny, ale ciekawie. Żydzi więc współpracowali
z Niemcami i donosili na ludzi im pomagających, Żydzi
uchodzący przez Zagładą rabowali i byli zmorą miejscowych
chłopów. Coś w tym jest, bo wszelka partyzantka
utrzymywała się kosztem miejscowej ludności, ale o tym
autor nie pisze. Bechta sumuje swe wywody, że "właściwie były
trzy sposoby likwidowania zagrożenia ze strony Żydów: fizyczne
ich likwidowanie we własnym zakresie, sporadyczne donoszenie do
Niemców oraz najczęściej praktykowano odwoływanie się do aparatu
sądowniczego podziemia niepodległościowego. Tam ferowano
i egzekwowano wyroki" (s. 100). Cenne
wyznanie, autor chyba nie zdawał sobie sprawy co pisze. Bo
polszczyzna włada nienadzwyczajnie. |
| 16 XI 2000
#upiorna #sasiedzi |
Upiorna Dekada.
Trzy eseje o stereotypach
na temat Żydów, Polaków i komunistów
Jan Tomasz Gross
Universitas, Kraków 1998.
Sąsiedzi.
Historia Zagłady
żydowskiego miasteczka
Jan Tomasz Gross
Pogranicze, Sejny 2000
Gdzieś na przełomie lat 50-ych
i 60-ych do skupiającego opozycyjnych
intelektualistów Klubu Krzywego Koła na rynku Starego Miasta,
zaczęli uczęszczać dwaj nastoletni uczniowie liceum. Stanowili
taki kontrast z pozostałymi uczestnikami tamtejszych
dyskusji, że zdawało się, iż są jeszcze w krótkich
spodenkach, choć było to tylko złudzeniem. Dyskutowali dojrzale
i wnosili świeży powiew do audytorium składającego się
z ludzi, którzy już wszystko przeżyli i widzieli. Ci
dwaj młodzi ludzie to Adam Michnik i właśnie Jan Tomasz
Gross. W wyniku "marca" 1968 Gross
emigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie ukończył studia
i doktoryzował się. Opublikował szereg rozpraw. Po
angielsku wystartował książką "Polish Society under German
Occupation" (1979). Dowiódł, dość paradoksalnie,
że polska myśl nigdy nie była tak wolna od nacisków, jak podczas
okupacji. Jego pierwsza książka po polsku (wraz z Ireną
Grudzińską- Gross) "W czterdziestym nas matko na Sybir
zesłali" opublikowana w Londynie w 1983
przyniosła mu niepodzielne polskie uznanie. Była to edycja
relacji o sowieckim terrorze na ziemiach wcielonych
w 1939 r. do ZSSR.
Autorami relacji byli Polacy, zarówno dzieci jak i dorośli,
deportowani do łagrów i posiołków, a uwolnionych po
układzie Stalina z Sikorskim. Relacje zebrano, gdy
polskie oddziały opuściły w 1943r.
ZSSR. Książka Grossów była wielce wartościowa,
ale podpisanego uderzyło, że autorzy nie zastanowili się,
dlaczego w liczącym tysiące pozycji zbiorze nie ma relacji
Żydów, mimo że ci stanowili trzecią część represjonowanych.
Pamiętam, na gorąco zgłaszałem uwagi wydawcom książki, czyli
"Aneksowi" czyli Smolarom. Recenzować w ówczesnych
warunkach nie chciałem. Po latach Gross sam zdystansuje się od
wcześniejszych swych prac. Wypreparowanie wątku żydowskiego
z tej i z innych pozycji - stwierdza -
"...przyszło mi łatwo, bez większych wątpliwości
i zastanowienia, dlatego, że takie panowały reguły
warsztatu historycznego w odniesieniu do tej epoki, nie
tylko zresztą w polskiej historiografii. Dzisiaj uważam,
że był to błąd [...] Dodam tylko na moje usprawiedliwienie, że
po opublikowaniu każdej z książek musiałem mieć poczucie,
iż coś należało uzupełnić w tematach przeze mnie
poruszanych, skoro niedługo później pisałem eseje
o stosunkach polsko-żydowskich pod jedną i drugą
okupacją" (Upiorna dekada... s. 21)
Szczerość autora budzi szacunek.
Najnowsze publikacje Grossa pisane są bez enigmatów,
prześlizgnięć, opuszczeń, tak częstych w polskiej
historiografii, gdy w grę wchodzą sprawy żydowskie. Autor
dowodzi ("Upiorna dekada..."), że skrajne okrucieństwo Niemców
wobec Polaków pomagających Żydom było możliwe głównie wskutek
dominującego w społeczeństwie antysemityzmu, że polska
nagonka w Zagładzie, tak ją opisał dr Klukowski
w Szczebrzeszynie, wcale nie była wyjątkiem, Gross wylicza
wiele miast, gdzie było podobnie, dowodzi, że zarażenie nazizmem w Polsce trwało i po klęsce
Niemców, że mit "żydokomuny" jest
racjonalizacją antysemickich postaw. W konluzji
stwierdza, że "tak jak biali Amerykanie muszą sobie sami
opowiedzieć o niewolnictwie i dyskryminacji rasowej,
Rosjanie o staliniźmie, a Niemcy o fascynacji
Hitlerem, tak samo Polacy - ze względu na Holokaust - muszą
sobie opowiedzieć historię prześladowania Żydów w Polsce.
Inaczej nigdy nie będą żyć w zgodzie z własną
tożsamoscią" ("Upiorna dekada...", s. 118).
Trudno mi się powstrzymać od gorzkiej refleksji, że zdanie nie
nowe, że sam pisałem to 10 lat temu przy okazji
badania pogromu w Pińsku w 1919 roku.
Wtedy spotkałem się z nieżyczliwym, ponurym milczeniem.
Może jednak krople skruszą skałę?
Druga pozycja "Sąsiedzi" nosi jeszcze bardziej upiorny
charakter, dotyczy morderstwa żydowskich mieszkańcach miasta
Jedwabne na Podlasiu, dokonanego z przyzwolenia Niemców,
ale przez nieprzymuszonych polskich sąsiadów. Żydów,
1.600 osób zapędzono siłą do stodoły
i spalono. Fakt znany wielu historykom
i niehistorykom, pamiętany przez miejscową ludność, ale
tabu, na temat którego nie wolno było napisać. Jeśli pisano to
kłamstwa. Ciekawe są reakcje na demaskację. Słyszałem sąd,
wcale nie z kręgów antysemickich, że Gross jest antypolski.
Gentlemani nie dyskutują o faktach, więc zarzucają
Grossowi braki warsztatowe, np. że nie wykorzystał niemieckich
materiałów. W kręgach mniej gentlemańskich wre.
W "Naszym Dzienniku" pewien profesor historii pisał, że po
pierwsze Żydów nie zamordowano, po drugie byli enkawudzistami,
po trzecie uczynili to Niemcy, po
czwarte... |
| 16 XI 2000 #gebirtig |
Żydowski
bard - gawęda o życiu
i twórczości Mordechaja Gebirtiga
Natan Gross
Znak, Kraków 2000
Nazwisko Gebirtig poznałem wiele lat po wojnie, chyba wtedy,
gdy po raz pierwszy usłyszałem pieśń S'brent (Gore!), napisaną
po pogromie w Przytyku (1936), obecnie
odbieraną jako zapowiedź nadchodzącej Zagłady. Jednak teksty
i melodie krakowskiego stolarza towarzyszyły mi od
wczesnego dzieciństwa, śpiewali je moja matka i mój ojciec,
chyba też nie wiedząc o ich autorze. Miara wielkości
Gebirtiga i miara anonimowości żydowskiej literatury! Pod
skromnym, nawet nieśmiałym tytułem, jaki Gross nadał książce,
kryje się duże dzieło. Autor, rodem z Krakowa, poeta,
filmowiec, publicysta, filar polskiej literatury w Izraelu,
od wielu lat gromadzi szczątki spuścizny zamordowanego przez
Niemców, a za życia też rzadko publikowanego Gebirtiga,
szuka okruchów pamięci, stara się przywrócić do życia to, co
zostało zgładzone i zdeptane. Odnalazł po drodze pokaźną
ilość nieznanych, czy zapomnianych, nigdy nie publikowanych
rękopisów Gebirtiga. Czasem szedł wiodącym na manowce tropem,
ciekawie o tym pisze, ale mozolną drogą prób, błędów
i weryfikacji udało mu się wyprostować ścieżki. Dokładał
jedną informację do drugiej, by w rezultacie stworzyć
monografię wielkiego twórcy, który jak nikt wyraził żydowski
byt, jego cienie i niewielkie blaski. Dzięki Grossowi
odnalazłem w zakamarkach pamięci jakieś elementy własnego
dzieciństwa i młodości. |
16 XI 2000
|
Memorbuch
Henryk Grynberg
W.A.B., Archipelagi
Warszawa 2000
#grynberg Grynberg dokonał
świadomego wyboru - jest poetą zamordowanego narodu. Kanwą jego
najnowszej książki są nagrane na magnetofon wspomnienia Adama
Bromberga, wielkiego wydawcy, twórcy PWN
i polskich powojennych encyklopedii, obiektu jednej
z najbardziej zawziętych nagonek antysemickich
w 1968 roku. O ile się orientuję,
nagrania te to w dużej przynajmniej mierze rozmowy
Bromberga w latach 80-ych z Michałem Haykowskim,
o czym jednak w książce nie ma słowa. Nie wiem, co
Grynberg wziął z taśm a co opuścił. Znając Bromberga,
rozmawiając z nim dużo w latach 70-ych,
on i ja, mieszkaliśmy w Uppsali, obawiam się, że
Grynberg trochę zagęścił obraz przeżyć Bromberga i usunął
to wszysko lub niemal wszystko, co przeszkodziłoby dynamiczności
narracji. Wolałbym bardziej wyważony, mniej agitacyjny obraz.
W jakimś wywiadzie zresztą autor stwierdza, że oryginalny
tekst na taśmach był tylko wątkiem, dzieło jest jego, Grynberga.
O ile Bromberg relacjonował, mnie przynajmniej, swe
doświadczenia w miarę bezemocjonalnie, starając się wyważyć
racje, motywacje i działania, o tyle Grynberg jest
pisarzem emocjonalnym. Czy to dobrze, czy to źle? Nie podejmuję
się osądu. Książka sprawiła na mnie duże wrażenia, przez kilka
wieczorów nie mogłem się uwolnić od ponurego nastroju. Może
dlatego, że znam czy znałem wiele przewijających się
w tekście osób, wielu co prawda nie znam osobiście, ale
wiem kto to jest i jakie są jej przygody i losy.
Sugestywny obraz doznań i przeżyć Żydów, uważających Polskę
za swą ojczyznę, ale nie aprobowanych w swej polskości.
W sugestywności wszelako tkwi i zasadzka. Bo jednak
stylistyka stosowana przy opisie Zagłady nie zawsze jest na
miejscu w traktowaniu moczaryzmu, jak by nie był on
wstrętny. Po prostu każde zjawisko przy badaniu wymaga narzędzi
sobie właściwych. |
| 16 XI 2000 #kuncewicz |
Goj patrzy na Żyda
Dzieje braterstwa i nienawiści
od Abrahama po współczesność
Piotr Kuncewicz
Kopia, Warszawa 2000
Pod skromnym tytułem kryje się próba popularnego, ale
ambitnego przedstawienia czterech tysięcy lat dziejów
żydowskich .Autor jest sensownym krytykiem, cenionym
historykiem literatury. Po co, dlaczego wziął się za
nieswoje, żydowskie sprawy? Za to przecież można oberwać,
i to z wielu stron. Autor odpowiada na to pytanie
wyraźnie, nie kryje, był pod naciskiem antysemickich pojęć,
czyli - jak pisze - był głupcem. Jego dążenie to
przeciwdziałanie głupocie. Można wyczuć, że skumulował się
w nim dość częsty w Polsce wewnętrzny konflikt
między przyswojonymi ("polska zastana rzeczywistość")
pojęciami a przyjaźnią i koleżeństwem
z Żydami.
Warsztat historyka literatury ma dobre i złe strony.
Dobre, bo autor ma jednak szersze spojrzenie niż tradycyjni
historycy, nie grzeszący na ogół nadmiarem inteligencji
i raczej ograniczeni w ilości i doborze
stosowanych kategorii. Złe, bo autor zmuszony jest do
nadmiernego zapożyczania się u innych autorów.
W internecie napotkałem na opinię, że Kuncewicz
nadmiernie uzależniony jest od Paula Johnsona. Mnie rzuciła
się w oczy zbytnia uległość wobec Majera Bałabana,
historyka co prawda dużej klasy i w swoim czasie
odkrywczego, ale dziś już przestarzałego i, co by to nie
mówić, tworzącego w dość odmiennych od dzisiejszych
warunkach. Bałaban musiał bronić judaizmu i Żydów,
teraz czas na racjonalną i sprawiedliwą refleksję.
Rozumiem, że autorzy dzieł przeglądowych nie mogą
wszystkiego sami badać, że zmuszeni są opierać się
o to, co inni już napisali. To nieuchronne
w opisie wydarzeń politycznych, wojen, chronologii.
Gorzej, gdy Kuncewicz wystawia laurki autorom dzieł
talmudycznych, o których wie tyle, co inni napisali.
Autorzy o których się opiera, akcentują zjawiska
religijne, znacznie mniej mają do powiedzenia
o sprawach społecznych. Mnie przynajmniej razi,
pominięcie zarówno przepisów żydowskiego prawa, jak
i wnikliwszego potraktowania zasad współżycia
społecznego. Żydzi byli społeczeńswem burżuazyjnym avant de
lettre, zdanie Maxa Webera, i to właśnie powodowało
trwałość żydowstwa, nie rozpuszczającego się
w społeczeństwach niewolniczych i feudalnych. Tu
leży również jedna z ważnych przyczyn antysemityzmu.
Nota bene Kuncewicz nie zdaje sobie sprawy, że dawny
hebrajski nie rozróżniał pojęcia pracy od niewoli. Prawo
żydowskie zakazywało niewolnictwa, przyzwalało na
siedmioletni najem. Co nie przeszkadza, by w polskich
tłumaczeniach pięcioksiągu hebrajskie avoda oporczywie
tłumaczono jako niewola. Chyba dlatego, że Kościół
usankcjonował niewolnictwo. Więc i Kuncewicz ilekroć
mowa o sługach w społeczeństwie żydowskim,
tylekroć pisze o niewolnikach. Kuncewicz eksponuje
rolę Żydów w średniowieczu jako handlarzy niewolnikami,
warto by jednak przy okazji dodać, że Ibrahimowi ibn
Jakubowi niewolników do Pragi dostarczali słowiańscy
książęta. Omyłek i błędów w transkrypcji,
onomastyce, toponimice zauważyłem mało, co wystawia dobre
świadectwo autorowi i wydawnictwu. Gdyby jednak
zestawić wszystkie zastrzeżenia i odmienne stanowisko
w sprawach merytorycznych, powstałaby równoległa
książka. Nie będę jej pisał, pominę więc i przykłady,
chyba wystarczy kilka. Autor pisze, że w wojnie
1973 t.zw. Yom Kippur "...w pierwszych
dniach doszło do sromotnej klęski potem przyszedł błyskawicznie
najnowszy sprzęt amerykański i szanse sie wyrównały"
(s. 326).
Klęski nie było, tym
bardziej sromotnej, ani na chwilę bowiem nie odnotowano rozsypki
wojska ani osłabienia kontroli lotnictwa nad obszarem
powietrznym państwa. Nie było też paniki, jaka zawsze
towarzyszy klęsce. Izrael odniósł zwycięstwo, gdy tylko minął
element zaskoczenia i nim zdołały nadejść jakiekolwiek
amerykańskie transporty.
W innym miejscu Kuncewicz czyni Josifa Trumpeldora ideowym
i politycznym współpracownikiem, ba, nawet zastępcą
Zebulona Żabotyńskiego. Co prawda obaj działacze ze sobą
współpracowali podczas I wojny
światowej, ale byli politycznymi antagonistami.
Kuncewicz poważnie traktuje również rzekomą elekcję Abrahama
Prochownika na króla Polski (przed Piastem!), mimo że już przed
kilku laty Arthur Sehn dowiódł, że całe to opowiadanie jest
XIX- wiecznym, niezgrabnym artefaktem. Nigdy nie
miałem odwagi powiedzieć Jerzemu Giedroyciowi, że jego ZESZYTY
HISTORYCZNE adresowane są w próżnię, ale faktem
jest, że mądry artykuł Sehna przeszedł w Polsce
niezauważony.... i jeszcze jedna kąśliwa uwaga. Autor
godzi swój katolicyzm z podziwem czy uwielbieniem New Age,
co jest stanowiskiem nieortodoksyjnym, przez Kościół źle
widzianym, ale mimo to dość częstym. Jednym
z najważniejszych - dla niego - zalet judaizmu
(i Żydów w ogóle) jest prekursorstwo w tym ruchu,
wielokrotnie to podkreśla. To stanowisko łączące żydowskość
z New Age nie jest przekonująco ani dla tych co nie lubią
Żydów, ani tych, co choć mają sympatię dla żydowskości, ale
conajmniej obojętnie odnoszą się do New
Age. |
| 16 XI 2000 |
Piąty rozbiór Polski 1990-2000
Henryk Pająk
Retro, Lublin 1998
#pajak
Motto książki: "Powiedz wnukom że tu była Polska". Autor
czołowy, jeśli to tak można nazwać, producent obecnej
antysemickiej literatury. Ciekawy tylko jako przedstawiciel
genre'u. Dzikie skojarzenia. Nawiasem mówiąc stylistycznym
wzorem Pająka wydaje się być Adolf Nowaczyński, sztandarowy
przedwojenny antysemita, redaktor Gazety Warszawskiej, ale nie
pozbawiony talentu, co jednak trudno powiedzieć o Pająku.
Nowaczyńskiego zmasakrował Antoni Słonimski w jednym ze
swych felietonów w Wiadomościach Literackich. Pająkiem
zajmować się nie warto, ale pamiętać o nim należy.
Zresztą, sam też będzie o sobie
przypominał. |
| 16 XI 2000 #potocki |
Żydzi rymanowscy
Andrzej Potocki
Apla, Krosno 2000
Rymanów to miasteczko na Podkarpaciu, niedaleko Krosna,
a autor jest miejscowym pisarzem, historykiem
i publicystą. Jego publikacja jest solidnym referatem
materiałowym, opartym o miejscowe źródła archiwalne,
o relacje, a również o The Rymanow Book, wydaną
w Izraelu w 1985 roku. Niestety,
w życiu jak w pieśni: "czas zatarł ślad" - nawet
w archiwach, cóż dopiero w pamięci ludzkiej. źródeł
nie ma, wyschły. Wyschła również ludzka pamięć. Od Zagłady
minęło zaledwie nieco ponad pół wieku, ale jej ofiary zatarły
się jak nie przymierzając Jadźwingowie, którymi, za moich
czasów, dręczono dzieci w szkole. Autor we wstępie
stwierdza, że obecnie, "wielu nawet nie podejrzewa jak bardzo
dawny Rymanów był żydowskim miasteczniem". Innymi słowy,
dowodzi, że bez historii Żydów historia Polski jest okaleczonym
kikutem. Ma rację, ale ta racja nie bardzo dociera do piszących
podręczniki i formujących syntezy, jak dowiódł inny
omawiany tu autor, Feliks Tych. To z jednej strony, bo
z drugiej książka Potockiego jest przejawem dość szerokiej
fali przypominania polskim czytelnikom o zaginionych,
zapomnianych już mieszkańcach tej ziemi, podobne książki
i drobne publikacje powstają w wielu miejscowościach
w Polsce.. Nota bene najwybitniejszą osobą zrodzoną
w ogóle w Rymanowie jest laureat Nobla, Izydor Izaak
Rabi, amerykański chemik i fizyk. (W moich źródłach nosi
imiona Isidor Isaac ale w rymamowskiej metryce
z 1898 chyba nie miał zamerykanizowanych
imion). Nota bene: autor z racji ich antysemityzmu nie
szczędzi Potockich, właścicieli Rymanowa
w XIX w., chyba własnych
protoplastów. |
| 16 XI 2000 |
Kampania
antysyjonistyczna
w Polsce 1967-1968
Dariusz Stola
ISP PAN, Warszawa, 2000
#stola
Poprzednia książka tego samego autora, "Nadzieja
i Zagłada" (Warszawa 1995), oparta
o materiały żydowskiego członka emigracyjnej Rady Narodowej
w Londynie podczas II wojny światowej,
Ignacego Schwarzbarta, była sporą naukową rewelacją,
przynajmniej na miarę krajową. Tu zaznaczona monografia zajmuje
się jednym tylko aspektem "marca" - kampanią antysemicką.
Kiedyś omawiałem w "Acta Sueco- Polonica" ciekawą, wydaną
w 1990 rozprawę Jerzego Eislera "Marzec
1968", opartą o opublikowane materiały
i relacje. Stola włączył do obiegu naukowego również
i archiwalia, do których Eisler jeszcze nie miał dostępu.
Jak w poprzedniej rozprawie na zaznaczenie zasługuje
inteligencja Stoli, potrafiącego w przejawach
i szczegółach dostrzec ich nomotetyczne uwarunkowania.
Autor jest powściągliwy w ocenach i rzadko daje się
ponieść sympatiom i chyba częstszym u niego
antypatiom. Warto zapamiętać niektóre sformułownia.
A więc "pozostawiając nierozstrzygniętą kwestię rozkładu
postaw w społeczeństwie, możemy stwierdzić, że atmosferę
w r. 1968 tworzyły wypowiedzi
i zachowania agresywnie antysemickie". Były one produktem
"halucynogennej mieszaniny" (s. 192 pass.).
Szkoda, że autor ograniczył się do jednej płaszczyzny "marca"
i że nader mało znajdujemy u niego na temat kampanii
antyrewizjonistycznej i antyinteligenckiej w ogóle, na
temat wyczerpania się ideologii komunistycznej i szukania
innych wsporników systemu, ale miejmy nadzieję, że nie
powiedział ostatniego słowa. |
16 XI 2000
#szarota
|
U progu Zagłady
Zajścia antyżydowskie i pogromy
w okupowanej Europie: Warszawa,
Paryż, Amsterdam, Antwerpia, Kowno
Tomasz Szarota
Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2000
Autor, profesor w Instytucie Historii
PAN, zajmuje się II wojną
światową. Problematyką Zagłady się nie zajmował, można nawet
powiedzieć, że ją świadomie, celowo i niezgrabnie wymijał.
Tak więc postąpił w swoim czasie w monografii gen
Roweckiego- "Grota" (Warszawa 1983), gdzie prożno
szukać słowa Żyd czy Zagłada, czy antysemickich tekstów
Roweckiego, choć wątpię, by o nich nie wiedział.
W kilkakrotnie wznawianej książce Szaroty o życiu
codziennym okupacyjnej Warszawy jest kilka stron o getcie,
słusznych, ale zdawkowych, zupełnie bez proporcji do miary
zjawiska. Nie wiele rozumiem z jego najnowszej publikacji.
Zdaje się przyświecać mu myśl, że akcje pogromowe
w Warszawie były łącznym dziełem niemieckiej inspiracji
i polskiej skrajnej prawicy mobilizującej warszawski
motłoch. Warszawskie akcje pogromowe, słusznie dowodzi,
znalazły odpowiednik gdzieindziej w okupowanej Europie.
Były to w Polsce więc zjawiska marginalne, nie
porównywalne, dla przykładu, z postępowaniem Litwinów.
Wniosek wynikający z pracy Szaroty, że właśnie należy je
traktować jako marginalia. Mnie autor nie przekonał, choć
materiał przezeń opublikowany, owszem, jest pożyteczny.
Konkluzje Szaroty zostały dość gruntownie zdezawuowane przez tu
omawiane książki Jana Tomasza Grossa. |
| 16 XI 2000 #tych |
Długi
cień Zagłady
Szkice historyczne
Feliks Tych
ŻIH, Warszawa 1999
Autor jest doświadczonym historykiem, można nawet powiedzić,
tani kalambur, że jest ciężko doświadczonym historykiem.
W 1968 z racji niedobrych powiązań
rodzinnych został pozbawiony pracy i całkowicie odsunięty
od dydaktyki i badań, podobnie potraktowano jego żonę.
Z Polski nie emigrował, ale znalazł jakąś przystań
w niemieckim instytucie im. Eberta, placówce badawczej
socjaldemokracji. Od niedawna jest dyrektorem Żydowskiego
Instytutu Historycznego, który to instytut, po latach naukowej
wegetacji pod kierunkiem w najlepszym razie komicznych
postaci, nareszcie otrzymał fachowe kierownictwo. Książka jest
zbiorem referatów wygłoszonych ostatnimi laty na różnych
konferencjach, a więc nie ma spójnego charakteru. Zawiera
też nieuchronne powtórzenia, na szczęście nieliczne. Referaty
podejmują tematy, o których intuicyjnie i tak się
wiedziało, ale które bądź były tabu, bądź były "ze szlachetnych
pobudek zakłamane", a to w tym celu, by stworzyć taki
a nie inny obraz polskiego społeczeństwa i jego
stosunku do mordowanych Żydów. Tych pisze więc o Zagładzie
w pamiętnikach i wspomnieniach, o Zagładzie
w potocznej świadomości Polaków, o Zagładzie
w podręcznikach szkolnych. Jeden tekst zajmuje się
zakresem odpowiedzialności społeczeństwa niemieckiego za Zagładę
i jest opisem niemieckiej reakcji na znaną książkę
Daniela J. Goldhagena. Też wnikliwy tekst, choć
o Niemcach, Niemczech i stosunku obecnych Niemców do
wojennej i przedwojennej przeszłości możnaby
ostrzej. |
|
|
Wzbogaciłem się również o inne książki, których tu nie omawiam, niekiedy
dlatego, że wymagają staranniejszego potraktowania,
niekiedy ze względu na ich iteratywny charakter.
Wymienię je tylko:
- Icchak Cukierman "Antek. Nadmiar pamięci (Siedem
owych lat) Wspomnienia 1939-1946." Redakcja naukowa
i przedmowa Marian Turski. Posłowie Władysław
Bartoszewski. Warszawa 2000.
- Rudi Assuntino, Włodek Goldkorn. "Strażnik. Marek
Edelman opowiada." Znak, Kraków 1999.
- Anka Grupinska "Ciągle po kole. Rozmowy
z żołnierzami getta warszawskiego." Twój Styl, Warszawa
2000.
- Michael C. Steinlauf "Bondage to the Dead. Poland and
the Memory of Holocaust." Syracuse University Press, 1997 (ma
się ukazać w polskim tłumaczeniu, może już się
ukazała).
- Henryk Zwi Zimmermann "Przeżyłem, pamiętam, świadczę"
Kraków 1997 [Wspomnienia okupacyjne pochodzącego ze Skały
nad Zbruczem prawnika i czołowego polityka
izraelskiego].
|
|