Ex Libris |
#97 Maj 1996 [stron 28] |
|
Włodek Goldkorn |
|

issn 0867-1958 |
Oświęcim jest moim
grobem rodzinnym. Tu spoczywają prochy babci Jochabad i babci Towy,
cioci Heli i cioci Toli, cioci Róży, wujka Srulika i cioci
Nachci. Innego grobu rodzinnego nie mam. Kiedy 27 stycznia 1945 roku,
w drodze do Berlina, oddziały Czerwonej Armii wkroczyły do
obozu, więźniów (oprócz kilkuset osób) już tam nie było. A jednak
powstał wtedy (pierwszy) mit: mit radzieckich żołnierzy- wyzwolicieli
obozu śmierci. Mit triumfu ZSRR nad złem absolutnym. Aby
powiększyć wymiary zwycięstwa, dać złu wymiar jeszcze bardziej
dramatyczny niż w rzeczywistości (nieopisywalnej), ustala się
liczbę ofiar: cztery miliony. Ta liczba staje się dogmatem.
Dopiero po upadku komunizmu Franciszek Piper, dyrektor muzeum
oświęcimskiego, może opublikować wyniki swoich badań,
z których wynika, że w Oświęcimiu zamordowano około
miliona dwustu tysięcy osób (inni historycy mówią o milionie
czterystu tysiącach ofiar). Od tego czasu, od stycznia 1945 roku,
historia mojego grobu rodzinnego to historia pięćdziesięciu lat
publicznych skandali, kłamstw, awantur, wojen o formy
pamięci.
W maju 1947 z polecenia Centralnej
Komisji Historycznej przy Komitecie Żydowskim (list z 10 maja
podpisany przez sekretarza generalnego Józefa Kermisza
i Nachmanna Blumenthala) malarz Henryk Hechtkopf realizuje
pawilon poświęcony pamięci żydowskich ofiar Oświęcimia. Oświęcim,
nawet dla komunistycznych władz, jest więc miejscem przede
wszystkim Żydów. Na ten temat się nie dyskutuje. Ale już pod
koniec lat czterdziestych z Moskwy wieje inny wiatr. Wiatr
antysemityzmu i negacji żydowskiej specyfiki Shoah.
W muzeum otwartym na terenie obozu próbuje się stworzyć
wrażenie, że ofiary to antyfaszyści. Obóz śmierci staje się
symbolem "postępowej i demokratycznej ludzkości". Muzeum ma
służyć utrwaleniu ideologii walki antyfaszystów z faszystami.
Tej samej, która nadaje demokratyczną i cywilizacyjną
legitymację komunistycznym władzom a także -- na arenie
międzynarodowej -- Związkowi Radzieckiemu. Nie jest zresztą
przypadkowa organizacja muzeum. Istnieje blok sowiecki, grecki,
holenderski, norweski, francuski etc. Chce się w ten sposób
podkreślić, że ofiarami hitleryzmu były narody, nie pojedynczy
ludzie, a już na pewno nie mniejszość religijna, etniczna,
kulturowa naszego kontynentu. Jednocześnie podział na
narody-ofiary, które po wojnie --dzięki heroizmowi radzieckich
żołnierzy-- odzyskały niepodległość, pozwala dać wyraz koncepcji
braterstwa narodów. W ramach tej percepcji nie ma oczywiście
miejsca dla Shoah.
Nie jest kaprysem ówczesnych władz fakt, że
blok żydowski zostaje zamknięty. Jeżeli Żydzi mają prawo do swojego
bloku, to znaczy, że są narodem. Więcej, są częścia braterstwa
narodów. Dla komunistów jednak uznanie Żydów za naród to syjonizm.
A syjonizm, jak powszechnie wiadomo, to coś bardzo
niedobrego. Izrael "przyczółek imperializmu na Bliskim
Wschodzie", jest wykluczony z dyskursu o braterstwie
narodów. Więcej, jest jednym z wrogów "demokratycznej
ludzkości". Jest syjonistą, kto podkreśla żydowską specyfikę
Shoah, kto mówi o Shoah. Jedną z konsekwencji tej
logiki jest nagonka w 1968 roku na autorów hasła "Obozy
koncentracyjne" w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej. Ich
wina: fakt, że napisali, iż w obozach zagłady ginęli
głównie Żydzi. Potem jest sprawa Karmelu, z roku na rok
przekładana przeprowadzka sióstr, zakłopotanie hierarchii kościelnej,
prowokacje rabina Weissa, komisja międzynarodowa, która zajmuje
się "przyszłościa Auschwitz". A jeszcze później niezręcznośc
prezydenta Wałęsy w czasie obchodów pięćdziesiątej rocznicy
wyzwolenia Oświęcimia (gdyby nie presja międzynarodowa, nie
wspominałby o Żydach). I ostatnio: kwestia supermarketu
i skinowie, protesty Żydów, marsz żywych. Oświęcim jako pole
walki o to, czyja pamięć jest prawdziwa i do kogo należy
były obóz. Tymczasem w muzeum konserwatorzy sumiennie
wykonuja swoją prace. Na terenie byłego obozu wymienia się
zardzewiały drut na nowy, prosto z fabryki. Żeby się baraki
nie zawaliły, buduje się fundamenty (Niemcy nie przewidzieli, że
budynki będą tak długo istnieć i że będzie potrzebny nowy
drut kolczasty). Tony okularów ofiar leżą jak na wystawie
sklepowej i mogą być podziwiane przez dziesiątki tysięcy
turystów. Tak samo jak włosy.
Babcia Jochabad była kobietą głęboko religijna.
I jak ogół bogobojnych Żydówek -- włosy miała przykryte chustką.
To wstyd pokazywać je obcym ludziom. Babcia Towa w Boga chyba
nie wierzyła, a ciocia Nachcia była wręcz ateistką. Nie
wiem, nie mogę, nie chcę zrozumieć, dlaczego części ich ciał
(a włosy są częścia ciała) nie są pochowane. W żydowskiej
tradycji relikwie nie istnieją, każdy człowiek ma prawo do swojego
grobu i obowiązkiem potomków jest go pochować.
Mumie są charakterystyką społeczeństw
opierających się na ideologii śmierci. Społeczeństw totalitarnych.
Z mumiami żyło się w Egipcie faraonów albo w krajach
komunistycznych (mauzolea). Nie rozumiem też, dlaczego okulary
wujka Srulika są obiektem w muzeum horroru. Nie rozumiem po co
trzyma się przy życiu muzeum horroru. Muzea można budować gdzie się
chce, na przykład w mieście Oświęcim. Istnieją zresztą doskonale
zorganizowane muzea Holocaustu w Waszyngtonie
i w Jerozolimie. Zwiedzający je może się dowiedzieć dużo
więcej o Shoah niż turysta w Oświęcimiu. Tak samo jak
radość z faktu, że istnieje państwo Izrael -- może być
wyrażana w Izraelu, w Stanach Zjednoczonych albo też
w Polsce. Nie sądzę natomiast, że cioci Toli sprawia
przyjemność, iż jacyś młodzi ludzie śpiewają nie znane jej pieśni
po hebrajsku i powiewają biało- niebieskimi flagami depcząc
jej popioły.
Społeczeństwa dojrzałe dają wyraz żałobie,
chowając swoich zmarłych. Budując cmentarze, które są terenem ciszy,
spokoju, skupienia. Miejscem prywatnej żałoby, a nie muzeum
horroru oraz terenem wojen ideologicznych i religijnych.
Rozumiem: Oświęcim jest symbolem dla całej ludzkości. Ale pamięci,
tej prawdziwej, nie utrwalają relikwie, a już na pewno nie
falszywe druty kolczaste. Pamięć żyje w sercach potomków,
w literaturze, w sztuce. Albo umiera. Trzeba pozwolić
zawalić się barakom, zgnić zardzewiałym drutom.
Dla mnie i dla tysięcy innych ludzi
Oświęcim jest naszym wspólnym, rodzinnym grobem. I chciałbym,
aby był traktowany jako cmentarz. Przede wszystkim cmentarz
żydowski.
|
|
| Kinga Dunin |
Innego szczęścia nie będzie Maria Dąbrowska
Dzienniki powojenne 1945-1965 tom I,
wybór, wstęp i przypisy Tadeusz Drewnowski, SW "Czytelnik",
Warszawa 1996 |
| Tadeusz Drewnowski |
Łatwo przegapić Pepysa (o zadziwiająco świeżej karierze
dzienników prywatnych w literaturze polskiej) |
| Andrzej Paczkowski |
Socjalizm niegdysiejszy Lidia Ciołkoszowa
Spojrzenie wstecz, rozmowy przeprowadził
Andrzej Friszke, w serii "Kolekcja Świadkowie XX wieku",
Editions du Dialogue, Paryż 1995 |
| Włodzimierz Borodziej |
Polityk Wolfgang Pailer Stanisław
Stomma. Nestor der polnisch- deutschen Aussöhnung Mit einen
Vorwort von Marion Dönhoff, Bouvier Verlag, Bonn 1995; |
| Roman Kubicki |
Pamiętam więc żyję Janina Bauman Powroty.
Opowieść w czterech odsłonach, Zysk i S-ka
Wydawnictwo, Poznań 1995 |
| Izabela Filipiak |
Diagnoza: życie Halina Poświatowska Opowieść dla
przyjaciela, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1996; Malgorzata
Szułczyńska "... nie popełniłam zdrady..." Rzecz
o Halinie Poświatowskiej, Instytut Wydawniczy Świadectwo,
Bydgoszcz 1995 |
i S-ka cykl
Kronika Wypadków |
Impresje nie-kulturalne (m in
z IV Festiwalu "Świata Literackiego" z udziałem Jacka
Podsiadło, pisarki Nataszy Goerke, klarnecisty Vladko Kucana oraz [...]
Zyty Rudzkiej, ``która przeczytała fragment najnowszej,
nie wydanej jeszcze powieści Pałac
Cezarów. Dotyczył on między innymi spotkania dwóch
kobiet, które pokazują sobie dupy za pieniądze, co przez jednego
z recenzentów "Gazety Wyborczej", podpisującego się inicjałami
K.V., uznane zostało za gęstą, bardzo sensualną prozę. Rudzka wyznała
w wywiadzie dla "Nowego Nurtu", że życzy "sobie
więcej zawodów miłosnych, bo po każdym pisze nową powieść".
Tymczasem zawiązany już został komitet w celu wyszukania
mężczyzny, który zapewniłby Zycie Rudzkiej miłosne spełnienie,
pozwalając jej tym samym na twórczy odpoczynek''.)
Sztuka w przestrzeni wirtualnej (Centrum Sztuki
Współczesnej ekspozycja "Kolekcja III prezentująca zbiory
gromadzone tam od 1990 roku jako dary i depozyty artystów
polskich i zagranicznych); Piękno i doświadczenia
skrajne ("Olimpia" Katarzyny Kozyry w w/w Kolekcji) |
Bach cykl Muzyka. Noty |
Antonina Krzysztoń "Kiedy przyjdzie dzień", Pomaton/EMI 1996;
Jonasz Kofta "Song o ciszy", Pomaton/EMI 1996;
Reflection "Lo", October Records 2000 (!) |
|
Marcin Cichoński cykl Muzyka. Noty |
Różni wykonawcy "Dead Man Walking -- Music
from and inspired by the motion picture",
Sony Music Polska 1996; Acid Drinkers "The State of Mind
Report", Warner Music Poland/ Polton 1996 |
Andrzej Rostocki cykl Bestseller |
Kwiecień |
Wpisz hasło + Return |
|