Epistochronologia • EgoTurfSurf • Daskografia • Wczesniej : 2001
To: ExL@xxxxxxxxxxx.com
Date: Mon, 4 Feb 2002 23:36:53 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@xxxxxxxxx.ca>
Subject: Re: [ExL] Zamkniecie ExL
Mysle, ze Magdzie zalezaloby, aby ExL przetrwal.
Istotnie, milczymy. Wydaje mi sie jednak, ze swiadomosc istnienia ExL, chocby istnienia ulotnego, jest wazna. U LeCarrego, chyba w "The Honourable Schoolboy", jest scena, w ktorej rozgoryczony zdrada Smiley chce zlikwidowac wszystkie agendy i szkoly Cyrku, uwazajac je za bezwartosciowe. Jego aliant, biurokrata Lacon, przestrzega go: "You mustn't sell when the market is down". Jesli teraz sie rozejdziemy - 'to se ne vrati'.
Henryk Dasko
-----Original Message----- # Date: Mon, 04 Feb 2002 12:48:12 -0000 # From: "alekrad" <arad@xxx.pl> # Subject: Re: [ExL] S.P. Magda # Dziekujac Wam wszystkim za lata wspolnie # spedzone, mysle sobie, ze czas na zamkniecie # ExL. # -A.R. >> Moze przynajmniej poczekajmy i zobaczymy >> ile osob sie odezwie... >> Lukasz
To: ExL@xxxxxxxxxxx.com
Date: Tue, 5 Feb 2002 18:28:40 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@xxxxxxxxx.ca>
Subject: Re: [ExL] LeCarre
JK> Skonczylem wlasnie lekture najnowszej (bodaj) JK> ksiazki LeCarrego, "The Constant Gardener". JK> Moze bym i cos napisal, ale w tym swietnym JK> towarzystwie chetnie ustapie pierszenstwa JK> Henrykowi,jesli — o co sie zaloze — przeczytal JK> tez te ksiazke,no i oczywiscie — jesli zechce.
Chetnie bym, Jurek, napisal, ale nie mam co. Ze wstydem musze przyznac, ze odlozylem w polowie, co mi sie dotad w przypadku JLC nie zdarzalo. Wiecej - jestem jego entuzjasta, przez cale lata zachowywalem sie jak klasyczny groupie i biegalem na kazda promocje czy spotkanie, a nowe tytuly JLC sprowadzalem ze Stanow zanim jeszcze ukazaly sie w Kanadzie (a byly to czasy preinternetowe i trzeba bylo blagac znajomych o przyslanie). Stosik ksiazek JLC przy lozku to moje prywatne panaceum na grype czy depresje. Bez Smiley'a moja lista ulubionych bohaterow literackich okazalaby sie brutalnie okaleczona - cos tak, jakby wyciac z niej Old Shatterhanda czy doktora Ravica.
A jednak - nie doczytalem. Niepokoi mnie to. Moze to cuchnacy oddech nadchodzacej smierci, myslalem, starcze zniecierpliwienie, brak zainteresowania swiatem literackiej fikcji. Ale nie, polknalem jednym tchem "Corrections" Franzena i "Mercedes-Benz" Huellego, a ktorejs nocy palilem swiatlo do rana nad opowiadaniami Carvera, ktore wzialem do reki, zeby cos tam znalezc. Wiec co? OD, czyli przesyt jednym z moich ulubionych autorow?
Raczej nie. Ale JLC byl dla mnie zawsze pisarzem niuansu i swiatlocienia, nierozstrzygnietych i nierozstrzygalnych dylematow moralnych, cienkiej kreski. A "Ogrodnik" wydawal mi sie czarno-bialy i jednowymiarowy. Nikczemne firmy farmaceutyczne i ich agenci kojarzyly mi sie z karykaturami Kukryniksow z radzieckiego pisma satyrycznego "Krododil" z wczesnych lat 50, na ktorym uczylem sie tej pieknej mowy. Tam tez rysowano diabolicznych grubasow w bialych kitlach, hodujacych w laboratoriach stonke ziemniaczana.
Wiec napisz, bo ja, jak widzisz, w pietke gonie.
Pozdro, h
To: ianf@xxx.com
Date: Tue, 5 Mar 2002 11:11:56 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@xxxxxxxxx.ca>
Subject: Z daleka
My dear Luc, w niedziele w nocy wrocilem z Chin po kilku tygodniachi z radoscia uslyszalem Twoj glos. Dzwonilem, ale Cie nie zastalem, a katarynki nie masz.
LeCarrego oczywiscie czytalem. Uwazam, ze to znakomity tekst. Czy myslisz, ze pisze autobiografie?
Poza tym czytam malo, bo nie mam na nic czasu. Jestem w Toronto tylko trzy dni, w czwartek lece z dziecmi i Agata na narty. Od 20.3 do 14.4 w Toronto, potem znowu te kurewskie Chiny. Zycie mi mija.
Ciesze sie, ze Cie slysze. Przyjedziesz latem? Bede Cie piescil (werbalnie, ale to lepsze niz nic).
best, h
To: hdasko@xxxxxxxxx.ca
Date: Wed, 6 Mar 2002 18:25: +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Z daleka
HD> myslisz, ze [John Le Carré] pisze autobiografie?
Napisal juz semi-, "A Perfect Spy". Z tego tekstu wynika, ze pierwotny zamysl bilansu zycia Ronnie, w dwoch szpaltach, nie ma szans powodzenia z braku namacalnych zrodel. Z drugiej strony, ten obszerny szkic wydaje sie byc zbiorem kilku wybranych watkow czegos obszerniejszego, z widocznymi lukami pomiedzy. Mozliwe wiec, ze napisal wiecej, ale nadal niewystarczajaco zeby starczylo na biografie. Po namysle zaczynam wiec sklaniac sie ku zgodzie z zalaczona opinia wzieta z [lecarre] (gdzie, nb. zwykle nie dzieje sie nic ciekawego), ze pelniejsza, "prawdziwa", autobiografia wiele wiecej by nam nie dala. ZAUWAZ JEDNAK, ze ten list mozna czytac dwo-jako, uno: bona-fide opinie osoby postronnej; due: zakamuflowana proba sondazu opinii publicznej ze strony samego autora pod pseudonimem, czy jakiegos jego wydawcy czy poplecznika ("Even Bestselling Authors Get The Gallup Blues"). "Roy Bland" brzmi mi podejrzanie, czy nie tak nazywala sie jedna z postaci w TTSS?
NB. fragmenty tego co weszlo do szkicu w TNY byly wczesniej opublikowane w Sunday Times ["Son of a swindler: A deceptively cushy life"] — przeslalem to na ExL 2 VII 2001. Niestety, obecnie juz niedostepne za darmo na sieci, ale zachowalem kopie, winna tez byc na ExL.
http://www.sunday-times.co.uk/news/pages/
sti/2001/07/01/stirevnws03016.html?999Inne ciekawe artykuly/recenzje:
http://www.newyorker.com/FROM_THE_ARCHIVE/ARCHIVES/?010402fr_archive02
http://salon.com/audio/the_paris_review/2000/12/08/lecarre/
http://www.nytimes.com/2000/12/19/arts/19LECA.html?pagewanted=all
__L
X-URL: http://groups.yahoo.com/group/lecarre/message/1414
Date: Tue, 05 Mar 2002 22:19:15 -0000
From: "roybland" <roybland@xxxxxxxxx.net>
Subject: Autobiography?
Dear Le Carré Groupers:
Having read (with some eye strain) the entertaining yet
tragically sad New Yorker piece about Ronnie Cornwell,
I'd now beg your leave to try to start a bit of a debate.
[...]
To: ianf@xxx.com
Date: Wed, 6 Mar 2002 14:29:46 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@xxxxxxxxx.ca>
Subject: Re: Z daleka
# Subject: [lecarre] Autobiography?
My dear Luc, jak zwykle przysylasz rzeczy fascynujace. Dzieki.
Tak, Roy Bland to istotnie postac z TTSS - ciekawe, ze ktos sobie taka ksywe przybral, bo Bland, jak sama nazwa wskazuje, to typ pozbawiony seksapilu, "burly ex-Marxist dialectician", byly wykladowca uniwersytetu w Poznaniu (a wiec uniw. Adama Mickiewicza). Mial zalamanie nerwowe. Pojawia sie jeszcze raz, krociutko, na poczatku THB, "to be stood down and never heard of again". LC pisze o nim bez sympatii, a jego literackim epigramem jest wspaniale zdanie "To injustice belongs injustice."
List nota bene swietnie napisany i ciekawy. Nie sadze, zeby to byl LC himself, ale podejrzewam zawodowe pioro. Watpie, zeby to byl sondaz, bo biografia LC sprzedalaby sie w meganakladzie, co do tego nie ma watpliwosci.
Biegne. Wracam 19 marca.
Serdecznosci, h
To: hdasko@xxxxxxxxx.ca
Date: Wed, 6 Mar 2002 21:04:00 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxx.com>
Subject: Re: Z daleka
HD> [...] potem znowu te kurewskie Chiny. Zycie mi mija.
"Life Happens While You're Making Other Plans" ;-))
Jestem pod wrazeniem dopiero co przeczytanego wspomnienia Francine du Plessix Gray o Majakowskim... (TNY Jan 7, 2002; p. 38..); co za niebywala historia; pierwsze co mi przyszlo na mysl:
slaba plec, kur wa mac, slaba pl ec. Jesli przeoczyles - zachowaj do podrozy, acz oczywiscie nie jako jedyna lekture.
HD> Ciesze sie, ze Cie slysze. Przyjedziesz latem?
Dzieki, H., na pewno nie w tym roku; nie widze zadnego swiatelka w mym tunelu, acz, teoretycznie, takowe moze zamigac w 2004-ym. Zobaczymy. W miedzyczasie baw sie dobrze, a jesli juz masz lamac noge, to z rozmachem.
__L
To: ____Textpert Alert____ <ianf@xxx.com>
Date: Thu, 7 Mar 2002 13:01:01 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@xxxxxxxxx.ca>
Subject: Re: Z daleka
Luc, masz ten tekst o Majakowskim? Bardzo mnie to interesuje. Dzwonilem, ale zajete.
Za godzine lece.
h
----- Original Message ----- # Sent: Thursday, March 07, 2002 8:57 AM
> Zdjecie 35-letniej Tatiany née Yakovlevy, "cross > between Marlene Dietrich and a Tatar tribeswoman" > du Plessix, nono voto Mayakovski, secundo voto > Liberman, tudziez ekstra plotki, w artykule "In > Memoriam: Alex in Wonderland", VF, Jan 2000, > pp. 22-29 (Cameron Diaz cover). > __L
To: hdasko@xxxxxxxxx.ca
Date: Thu, 7 Mar 2002 19:18:00 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Z daleka
Lec, sokole. Nie zdarze wskanowac ni przeslac, 17 stron z ilustracjami. "Dla mnie bomba".
__L
>> wspomnienia Francine du Plessix Gray o Majakowskim... >> (TNY Jan 7, 2002; p. 38..); coz za niebywala historia
To: hdasko@xxxxxxxxx.ca
Date: Thu, 19 Mar 2002 16:25:00 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxx.com>
Subject: NYT: Falls of Towers and the Rise of Polish Poetry
Henryku, pewnie znasz organizator, moze moglbys sie dowiedziec czy istnieje zapis fonograficzny tego supe-rrrr-wieczoru i ?jak? bygozdo bynabyc dla konsumpcji wlasnej?
NB. opis wystepu Czyzewskiej przypomina mi opisy deklamacji Modrzejewskiej, ktora ponoc potrafila wprawic widownie w ekstaze liczac po polsku do czterdziestu i czterech.
__L
http://www.nytimes.com/2002/03/16/arts/16POET.html
The New York Times March 16, 2002
Falls of Towers and the Rise of Polish Poetry
by Sarah Boxer
[...]
To: ____Textpert Alert____ <ianf@xxx.com>
Date: Wed, 20 Mar 2002 23:28:18 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@xxxxxxxxx.ca>
Subject: NYT: Falls of Towers and the Rise of Polish Poetry
My dear Luc, dzwonilem do Czyzewskiej, ale jej nie ma. Glowacki na wieczorze nie byl. Poszukam dalej.
best, h
To: hdasko@xxxxxxxxx.ca
Date: Sat, 23 Mar 2002 08:13:12 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxx.com>
Subject: NYT: Falls of Towers and the Rise of Polish Poetry
LF>> czy istnieje zapis fonograficzny tego supe-rrrr-wieczoru HD> Dear Luc, rozmawialem z Irena Grudzinska-Gross. HD> 1200 osob na wieczorze, twierdzi, ze znakomite, HD> ale nagrania nie ma.
No i jak tu miec zaufanie do Polakow, tak nie dbajacych o swoja spuscizne kulturowa? "Nikt nie pomyslal?" Przychodzi mi na mysl owa slawetna debata feministek z Normanem Mailerem w NY Town Hall, ["Town Bloody Hall" 30iv1971 (DVD)]i o ile bylibysmy wszyscy ubozsi, gdyby nie zostala uwieczniona....
Apropos, czy widziales Midrasza Luty 2002, recenzje Reginy Grol dwoch tomikow wierszy Agaty Tuszynskiej?
__L
To: serio@xxxxxxx68.net
Date: Thu, 22 Aug 2002 17:06:01 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@xxxxxxxxx.ca>
Subject: Re: Prowizoryczna Swietlica.
Wiesiek, wycofaj mnie ze wszystkich list poza "wazne". Dzieki.
Henryk D.
To: ExL@xxxxxxxxxxx.com
Date: Fri, 23 Aug 2002 19:56:04 -0600
From: "Izabela J. Bozek" <biblioteko@xxxx.ca>
Subject: Re: [ExL] Pan od poezji ?
At 12:39:00 8/23/02 -0400, you[rek krzystek] wrote:
JK> Dzieki, Izo, za post o ksiazce Siedleckiej. Nigdy JK> jej nie czytalem, ale kojarzy mi sie, ze to ona JK> popelnila ten paszkwil na Kosinskiego. Teraz JK> wyglada, to stalo sie jej 'emploi.
Popelnila jeszcze ksiazke o Gombrowiczu, ale nic na jej temat nei wiem.
JK> Przy okazji, czy to oznacza, ze napiszesz cos JK> wiecej na ExL? I ze w ogole zyjemy?
Bardzo bym chciala. Moze jak wroce z Nowego Jorku okolo 3 wrzesnia.
A zyje sie w Edmontonowku strasznie: tydzien temu w Jasper spadlo 15 cm sniegu, jutro ma byc 30 stopni, bilety lotnicze gdziekolwiek osiagnely ceny absurdalno-astronomiczne (Nowy Jork 1400, Frankfurt 1700), Grzegorza Nowaka wyrzucono z posady dyrektora artystycznego Edmontonskiej Orkiestry Symfonicznej, a teraz wlasnie odbywa sie Fringe - festiwal teatrow ulicznych, ktorego glowna atrakcja sa dmuchacze kolorowych balonikow w ksztalcie dlugich parowek.
Dlatego tylko patrze, jakby sie gdzies przemiescic...
pozdrowienia tez
iza (lekko sfrustrowana)
To: ExL@xxxxxxxxxxx.com
Date: Sat, 24 Aug 2002 06:53:34 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: [ExL] Pan od poezji ?
Przemieszczaj sie natychmiast, Iza. Do Toronto. Do NYC mozna od biedy samochodem, Frankfurt bywa i za 700 naszych pseudolarow, za tydzien festiwal filmowy. Smialo mozemy udawac metropolie.
A z tymi teatrzykami ulicznymi bywa roznie. Z tego powstal 'Cirque du Soleil'...
pozdrawiam henryk
To: ExL@xxxxxxxxxxx.com
Date: Sun, 25 Aug 2002 03:20:00 -0600
From: "Izabela J. Bozek" <biblioteko@xxxx.ca>
Subject: Re: [ExL] Pan od poezji ?
Ba, myslalami o tym, tyle ze w Toronto jeszcze mniej dla mnie pracy niz gdzie indziej w Kanadzie. Za to w Stanach rynek pracy dla specjalistow w mojej dziedzinie jest nieprawdopodobny.
Swoja droga, niewiele wiem o Toronto, zwykle tylko przesiadam sie z samolotu na samolot, raz bylam na Roncesvalles. W ten czwartek tez sobie posiedze trzy godziny na lotnisku, czekajac na samolot do NY. Za malo chyba czasu, zeby jechac do miasta.
HD> do NYC mozna od biedy samochodem,
Wiem, jechalam w grudniu. Nie z Toronto, co prawda, a z Hamilton via London. Za Buffalo zlapalam mandat za przekroczenie szybkosci, policjant nie chcial mi uwierzyc, ze mile moga sie pomylic z kilometrami;) Na Manhattan wjechalam wczesnym ranem modlac sie, zeby znalezc parking. Nawet sie udalo, ale w koncu i tak zostawilam samochod na Brooklynie pod domem znajomych i jezdzilam metrem. Nie zdazylo mi sie, zeby nie spotkac za kazdym razem w wagonie przynajmniej jednej osoby z Nowym Dziennikiem w reku. To bylo ciekawe doswiadczenie - poruszac sie po NYC samochodem.
HD> Frankfurt bywa i za 700 naszych pseudolarow, HD> za tydzien festiwal filmowy. Smialo mozemy HD> udawac metropolie.
Jaki to festiwal?
HD> A z tymi teatrzykami ulicznymi bywa roznie. HD> Z tego powstal 'Cirque du Soleil'...
No tak, no tak. Jednak trudno znalezc cos interesujacego, naprawde. Z roku na rok powtarza sie to samo, malo jest rzeczy oryginalnych, wyglada to tak, jakby sie wszyscy nawzajem podgladali i nasladowali.
iza
To: ExL@xxxxxxxxxxx.com
Date: Thu, 29 Aug 2002 22:11:44 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: [ExL] Re: Panie i Panowie od prozy.
Link do tekstu Krajewskiego:
http://respublica.onet.pl/1092966,artykul.htmlO Grynbergu: [tekst "Winie Europe" w ResPublica Nowa] spieralbym sie z definicja Jurka, ze on sie "radykalizuje".
Moim zdaniem to nie jest wizja radykalna, tylko szczegolna zbitka redukcjonizmu, nienawisci i zwyczajnych klamstw, ktorych w tekscie Grynberga niemalo, poczawszy od oburzajacego i z gruntu falszywego stwierdzenia, ze Zydzi w Europie boja sie eksponowac symbole zydostwa. W podobny sposob w Europie, a takzei w Ameryce, pisano swego czasu o Zydach, bo jezyk nienawisci, w tym takze jezyk antysemityzmu, posluguje sie sie zawsze tymi samymi narzedziami. Antysemityzm jest bezsprzecznie czescia tradycji chrzescijanskiej i czescia tradycji europejskiej, w tym takze tradycji czasow powojennych. Ale jesli, jak chce Grynberg, uznac go za calosc i wylacznosc owej tradycji, to powstaje obraz rownie prawdziwy jak obraz Zyda-lichwiarza, Zyda-bolszewika i Zyda-mordercy palestynskich dzieci.
Bylem przez wiele lat wielbicielem prozy Grynberga, "Kadisz" uwazam za ksiazke wybitna i niedoceniona. Ale od jakiegos czasu znajduje w jego slowach (vide niedawny artykul, w "Odrze" bodaj, w ktorym dokladal Glowinskiemu) jakas zaskakujaca wrogosc do swiata. Jesli istotnie widzi nasze czasy takimi, jak je opisuje - a wydaje mi to glosem odosobnionym, nie pamietam, zebym czytal podobne wypowiedzi Zydow amerykanskich - to mnie to zatraca o jednostke chorobowa. Pamietam, ze kiedy umarl Kosinski, Grynberg z ewidentna zloscia napisal, ze "Malowany ptak" nie ma nic wspolnego z Holokaustem, bo to jest ksiazka o sierotce Marysi i krasnoludkach. On ma jakies szczegolne poczucie post-holokaustowego mesjanizmu, ale mesjanizmu ekskluzywistycznego, zakladajacego wylacznosc praw.
Sporo sie pisze o Holokauscie jako o nowej religii Zydow, wliczajac swietna ksiazke Petera Novicka "The Holocaust In American Life" (ciekawa recenzja Evy Hoffman http://www.nybooks.com/articles/189). Teza jest na ogol taka, ze to wymyslili na wlasny uzytek Zydzi amerykanscy. Grynberg, Zyd polski, zaprzecza tej tezie.
HOLOCAUST I POLITYKA - EVA HOFFMAN
GW2000-02-19
http://www.gazeta.pl/Ascii/Wyborcza/Opinie/590swe.html
http://www.nybooks.com/nyrev/WWWfeatdisplay.cgi?20000309019R (9 stron)
Henryk D.
http://www.nybooks.com/articles/189
Volume 47, Number 4 · March 9, 2000 Review
The Uses of Hell
By Eva Hoffman
The Holocaust in American Life
by Peter Novick
Houghton Mifflin, 373 pp., $27.00
More than fifty years after it took place, the Holocaust seems to have a larger presence than ever in American life. News stories about long-delayed discoveries of Nazi crimes and lawsuits brought by victims and survivors are reported on the front pages of the daily papers. In several states, the teaching of this somber subject is mandated by legislation. Politicians enjoin us to preserve the memory of the tragedy and to heed its message. [...] Ponad piecdziesiat lat po fakcie, Zaglada bardziej, niz kiedykolwiek, wydaje sie byc obecna w zyciu Amerykanow. Artykuly w prasie o wielce spoznionych odkryciach nazistowskich zbrodni, i procesy wytaczane przez ofiary i uratowanych, prezentowane sa na pierwszych stronach gazet. W wielu stanach (USA) nauczanie tego smutnego przedmiotu jest regulowane ustawodawczo. Politycy naklaniaja nas do utrwalania pamieci o tej tragedii i do kierowania sie jej przeslaniem. [...]
To: ExL@xxxxxxxxxxx.com
Date: Fri, 30 Aug 2002 10:18:07 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: [ExL] Re: Panie i Panowie od prozy.
Jurek K-uk pisze:
> We Francji, zjadliwie laickiej, w ogole afiszowanie > sie symbolami religijnymi jest zle widziane. [...] > Otoz nikt, nigdzie nie nosi zadnych krzyzykow. Wsrod > studentow takoz. Zadnych gwiazd Dawida, zadnych > polksiezycow na gumkach. Jedyne co jest, i z czym > sie *nie da* walczyc, to chustki na glowach dziewczyn > muzulmanek. Nawet chlopcy zydowscy w wieku Bar Micwa, > ktorych czasami mozna na ulicy spotkac w kipie, gdy > ida do szkoly to ja zdejmuja, mimo, ze pewnie nikt > im by nie kazal. > Synagoga w Caen, w dosc eksponowanym miejscu > w centrum, jest ewidentnie synagoga, z duza fasada > z motywem orientalnym opartym na szescioramiennej > gwiezdziei z brama z metaloplastycznymi dekoracjami > w ksztalcie menory. Ale napisu nie ma *zadnego* > i wlasciwe wejscie jest od tylu... Nie chca sie > afiszowac w szabat.
To jest oczywiscie kwestia indywidualnych wyborow, ale mam dosc znajomych w tejze Francji z mezuza na framudze drzwi wejsciowych, i to wcale nie w Marais. Takoz w Niemczech, Anglii, Belgii etc. W Polsce, jak slusznie zauwaza Jozek Lorski, sprawa jest bardziej skomplikowana, chociaz tenze Dawid Warszawski, na ktorego Grynberg sie powoluje, ma mezuze, jarmulke, brode, tales i wszystko inne co trzeba. U Grynberga odrzuca mnie nie to, ze pisze o antysemityzmie w Europie: to jest niezaprzeczalne. Jednak antysemityzm w Europie wydaje mi sie nie punktem ciezkosci, tylko elementem znacznie szerszego i zapewne ciekawszego problemu ksenofobii narodowej. We wrzesniowym numerze Harpers (niestety, niedostepnym na sieci) przeczytalem interesujacy artykul Nicholasa Frasera pt "Le Divorce: Do Europe and America have irreconcilable differences?"
Polecam, a jesli ktos chce, moge poslac fotokopie poczta.
Henryk D.
To: ExL@xxxxxxxxxxx.com
Date: Fri, 29 Nov 2002 09:07:37 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: [ExL] Sanitariat starozakonny. Bylo: Unikatu, idz do katu. Bylo: Platea
Jurek K-uk:
> jedna kolezanka sie posliznela na kupie egzaminow > czesciowo poprawionych, i o malo co nie doszlo > do skandalu towarzyskiego na szczeblu dywizji > zmechanizowanej i starozakonnego korpusu > sanitarnego.
Starozakonny korpus sanitarny... Placze mi sie to po oplotkach pamieci, chyba jako "baon sanitarny", ale ani rusz nie moge sobie przypomniec zrodla. Brzmi jak z opowiadan Babla, ale mysle, ze tylko brzmi. Jakas piosenka z przedwojennego zydowskiego kabaretu, cos jak "Aj waj, Madagaskar", po wojnie spiewane jako "Ajaj, Madagaskar"? Jurek?
Henryk
To: ExL@xxxxxxxxxxx.com
Date: Fri, 29 Nov 2002 09:40:00 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: [ExL] Sanitariat starozakonny. Bylo: Unikatu, idz do katu. Bylo: Platea
Bardzo dziekuje. Ciekawe, tyle lat spedzilem na obozach i zgrupowaniach harcerskich, a tego jakos nie pamietam. Kiedy Ty w tym harcerstwie byles?
Henryk
----- Original Message -----
To: ExL@xxxxxxxxxxx.com
Sent: Friday, November 29, 2002 9:23 AM
From: "Pawel F. Gora" <gora@xx.xx.xxx.pl>
Subject: Re: [ExL] Sanitariat starozakonny. Bylo: [...]
> Piosenka tak, ale zrodla nie znam. Ja to
> spiewalem w harcerstwie (sic!), co bylo
> dostatecznie dawno temu, ale jednak nie
> przed wojna. Piosenka zapewne jest
> przedwojenna. Rzecz byla o ksieciu, ktory
> kazal licznej armii pilnowac cnoty swojej
> corki. Wsrod formacji zmobilizowanych do
> pilnowania byly
> Cztery szwadrony kawalerii
> Szensnascie pulkow artylerii
> <duzo innych>
> I starozakonny baon sanitarny
> A gdy ksiaze odkryl, ze ksiezniczka conte
> stracila, zagrozil smiercia tym, ktorzy
> do tego doprowadzili. Wowczas uciekly
> Cztery szwadrony kawalerii
> Szesnascie pulkow artylerii
> <duzo innych>
> Ostal sie jeno baon sanitarny
> Z uwagi na wymieniane formacje - "szwadron",
> a byli tez huzarzy ("pulki huzarow i saperow"
> z rymem "fizylierow"?) - mysle, ze to
> w istocie jest przedwojenne.
> Pawel
To: ExL@xxxxxxxxxxx.com
Date: Fri, 29 Nov 2002 09:42:38 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: [ExL] Sanitariat starozakonny. Bylo: Unikatu, idz do katu. Bylo: Platea
Wspaniale. Ty tak z pamieci?
Henryk
----- Original Message -----
To: exl@xxxxxxxxxxx.com
Sent: Friday, November 29, 2002 9:38 AM
From: biblioteko@xxxx.ca
Subject: Re: [ExL] Sanitariat starozakonny. Bylo: [...]
Lizelotta
Za siodma gora zyl raz krol
Mial corke Lizelotte
Bardziej niz o talarow wor
Dbal krol o corki cnote
Choc cnoty krolewny strzegli...
Trzynasty pulk kawalerii
Siodmy pulk artylerii
Wojska ladowe i lotnicy
Oraz lucznicy, oszczepnicy
Pulk Mamelukow z Afryki czarnej
I starozakonny baon sanitarny
Krolewna Lizelotta zas
Z ojca sie w kulak smiala
Z kazdym, kto w zamku progi wszedl
Krolewna sie... kochala
Choc cnoty krolewny strzegli...
Trzynasty pulk kawalerii...
Az wielkim glosem krzyknal krol
Zezujac oka katem
Kto z moja corka zgrzeszyl choc raz
Niech stanie tu, przed frontem
I wtedy wystapili...
Trzynasty pulk kawalerii...
Krolewskie slowo daje wam
Ze ja mu nic nie zrobie
Niech przyzna sie, przeklety dran
I niech ucieka sobie
I wtedy do ucieczki sie rzucili...
Trzynasty pulk kawalerii...
(iza)
To: ExL@xxxxxxxxxxx.com
Date: Fri, 29 Nov 2002 12:53:14 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: [ExL] Cnotliwa Lizelotta
Oczywiscie, Tuwim. Jemu sie takie rzeczy sypaly z rekawa. Dzieki.
Henryk
> Ha, strona > http://malenstwo.iinf.polsl.gliwice.pl/uboot/seriale/cytaty15.html > podaje jeszcze jeden wariant tekstu, jako autora > wymieniajac Tuwima. (Uwaga na fatalne kodowanie > pl-literek.) > A fragment listu zamieszczony stronie > http://www.ilhadamagia.com.br/~andsol/polski/czkawka.html > odnosi rzecz do Fredry i XIX wieku. > Smiesznie by bylo, gdyby sie okazalo, ze to > Jurek Karczmarczuk byl adresatem tego listu. > Pawel
To: ExL@xxxxxxxxxxx.com
Date: Sat, 30 Nov 2002 17:07:32 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: [ExL] O unikatowosci i unikalnosci o poranku
Iza bardzo pieknie napisala. Unikatowy list. Oczywiscie nie mialem pojecia, ze "unikalny" to rusycyzm. Zdjalem z polki IX tom Doroszewskiego - istotnie, nawet tam zaznaczono, choc ten slownik przygotowywano jeszcze za Wissarionowicza. Skad mialem wiedziec? Moja matka byla z litwakow, wprawdzie urodzila sie i wychowala w Lodzi, ale w jej domu mowiono glownie po rosyjsku. Moj dziadek po pochwie, podejrzewam, prawie wcale po polsku nie mowil, rachityczne proby interesow uwienczone dwukrotnym bankructwem uprawial glownie w wilenskim jidysz, obco brzmiacym lodzkim Zydom, w wiekszosci przybyszom z Kongresowki. Nie ulatwialo mu to zycia. Mam wrazenie, ze zyli glownie z zasobow mojej prababki.
Wojne moi rodzice przezyli na Wschodzie. Moj ojciec, przedwojenny jeszcze komunista, przywiozl stamtad pewien sowiecki sznyt jezykowy, jakim porozumiewali sie jego koledzy: na samochod mowili maszyna, na telefon - aparat, referenta personalnego nazywali kadrowikiem, a legitymacje - biletem. Kilkanascie lat temu, czytajac wywiad Toranskiej z Bermanem, zwrocilem uwage, ze uzywal w rozmowie z nia tego samego jezyka, a i ja sam po dzis dzien, zapytany o godzine o 22.45, odpowiadam "trzy na jedenasta", bo tak u mnie w domu mowiono.
U mnie w domu, ale przeciez nie powszechnie. Zasmiecenie polszczyzny zargonem partyjnym mialo korzenie rodzime bardziej niz sowieckie - owe "wicie-rozumicie" i "my na organizacji" pochodzily z malorolnej Polski, bo stamtad rekrutowala sie wiekszosc powojennego aparatu wladzy. Nie przyjelo sie, szydzono z tego powszechnie, i nie tylko dlatego, ze "oni". Ludziom o jakichkolwiek aspiracjach inteligenckich czy kulturalnych przez glowe by nie przeszlo, zeby cos takiego powiedziec. To bylo z innego swiata, nie tylko politycznego.
Dzis, oczywicie, inaczej. Schamienie wspolczesnej polszczyzny, trans-srodowiskowe i totalne, najlepiej ilustruje oszalamiajaca kariera odrazajacego slowa "zajebisty". Dlatego tak bardzo imponuje mi niezlomna postaw Izy. Iza, przysiegam: koniec z "unikalnym"!
Henryk
> To: ExL@xxxxxxxxxxx.com > Sent: Saturday, November 30, 2002 8:55 AM > From: biblioteko@xxxx.ca > Subject: [ExL] O unikatowosci i unikalnosci o poranku > Obiecalam wczoraj, ze po pracy napisze kilka slow > na temat na temat tytulowych dwoch wyrazow. Naturalnie > wiem, ze to moja osobista idiosynkrazja, ze tak sie > upieram przy poprawnym uzywaniu przymiotnika "unikatowy". > Jednakze jest ona (ta idiosynkrazja;) poparta naukowo:) > o czym ponizej. Wklejam bowiem fragment z PanaMiodkowego > "Slownika Ojczyzny Polszczyzny" [...]
To: hdasko@xxxxxxxxx.ca
Date: Mon, 9 Dec 2002 16:18:13 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxx.com>
Subject: Nobel z poslizgiem
Odczyt V.S. Naipaula, o ktorym napomknalem Ci przed rokiem.
http://www.nobel.se/literature/laureates/2001/naipaul-lecture.ram
http://www.nobel.se/literature/laureates/2001/naipaul-lecture-e.html
http://www.nobel.se/literature/laureates/2001/naipaul-video.html
To: Lucjan Feldman <ianf@xxx.com>
Date: Mon, 9 Dec 2002 14:45:06 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@xxxxxxxxx.ca>
Subject: Gluchy telefon
My dear Luc, usiluje sie do Ciebie dodzwonic, ale nie odbierasz. Szkoda. Ale i tak ciesze sie, ze Cie slysze.
Twoj, h
EpistoChronologia 1967 1989 i x 1990 ii iii v vi vii viii ix x xi 1991 ii iv v vii viii ix xii 1992 i ii iii iv vii ix 1993 iii v 1994 i v ix 1995 iii v ix xi 1996 v viii ix x xi xii 1997 i ii iii iv v vi vii viii ix x xi xii 1998 i ii iii vii viii ix x xi xii 1999 i ii iv v vi vii viii ix x xi 2000 i iii iv v vi ix x xi xii 2001 ii iii viii xi xii 2002 xii 2003 iii vi v vii viii ix x xii 2004 ii iii iv vii viii ix x xi 2005 i iii iv v vii ix 2006 EgoTurfSurf • Daskografia • Dalej : 2003