Epistochronologia • EgoTurfSurf • Daskografia • Wczesniej : 1999
To: ExL@xxxxxxx.com
Date: Mon, 24 Jan 2000 23:33:22 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: [ExL] Borges'owski suplement (Re: "certainly...")
Nie calkiem rozumiem o co chodzi, ale pamietam, ze po zbieznej w czasie smierci Matki Teresy i nieszczesnej ksiezniczki Diany Hitchens napisal (przyblizony cytat) "it is interesting that we took as our collective idols a whimpering, narcissistic Bambi and a manipulative, thieving Albanian dwarf".
Nie przepadam za brytyjska publicystyka, ale pamflecistow maja jak nikt.
Henryk
# Date: 25 Jan 2000 02:37:14 -0000
# From: orthe@xxxxxxx.net
# Subject: [ExL]Borges'owski suplement (Re: "certainly...")
Hitchens & Matka Teresa
Z duza doza pewnosci mozna zalozyc, ze jego ksiazka
nie zostanie przetlumaczona, opublikowana w kraju.
Proces przyznania Matce Teresie rangi Swietej w toku,
obecnie jego wynik zalezny od dowodow zebranych przez
Watykan kontrargumentujacych zarzuty stawiane przez
Hitchens'a i in.
Christopher Hitchens On Mother Theresa
(Interview)
by Matt Cherry
The following article is from Free Inquiry magazine,
Volume 16, Number 4.
Below, Matt Cherry, executive director of the Council
for Secular Humanism, interviews Christopher Hitchens
about his book The Missionary Position: Mother Teresa
in Theory and Practice (Verso, 1995) and his television
program, which strongly criticized Mother Teresa. The
interview recapitulates the most devastating critiques
of Mother Teresa ever made. It also gives a very telling
account by a leading journalist into the U.S. media's
great reluctance to criticize religion and religious
leaders.
[...]
http://www.secularhumanism.org/library/fi/hitchens_16_4.html
Council for Secular Humanism
[...]
Aleksandra
p.s. Six degrees of separation...
Serwer proxy, Web only/ No mail, ect.;
zrezygnowalam z wysylki listu; pojawil
sie fragmentarycznie. Przepraszam, za
zasmiecanie skrzynek pocztowych.
To: Exlibris@xxxxxxx.com
Date: Mon, 7 Feb 2000 21:51:19 -0500 (EST)
From: Jurek Krzystek <jurek@xxxxxxxx.xxxxxx.xxx.edu>
Subject: [ExL] Conrad czy nie Conrad?
Dawno temu, bo:
On Mon, 10 Jan 2000, Aleksandra Omirska wrote:
> Tytuly trzy: > 2. John Le Carré - "Single & Single"; > Le Carre' znany wszystkim entuzjastom literatury > sensacyjnej, mistrz intrygi i dialogow. Niektorzy > nazywaja go nastepca Joseph'a Conrada, mysle > przesada. Ale czyta sie i te ostatnia jego > ksiazka wspaniale, zwlaszcza podczas dlugiej > podrozy.
Tak sie sklada, ze w zamierzchlych czasach (1992) sam nazwalem Le Carre' "Conradem XX wieku", wprawdzie ze znakiem zapytania ["SPOJRZENIA" nr 13] i przysiegam, ze sam to wymyslilem, a w kazdym razie nie cytowalem swiadomie zadnego krytyka. Osiem lat i co najmniej cztery ksiazki pozniej czy opinia ta sie ostala? Sam nie wiem, ale nie wykluczam tej mozliwosci.
"Single & Single" zostala dosc dokladnie zjechana przez krytyke, patrz cytowane przez Ole miejsce na WWW:
http://www.salon.com/books/sneaks/1999/03/04sneaks.html
(stosunkowo lagodnie autor stwierdza, ze nawet Conrad miewal swoje wychodne dni) ale czyta sie istotnie znakomicie i dla mnie jest w niej wszystko, co charakterystyczne dla Le Carre przynajmniej w epoce po-zimnowojennej.
Przy okazji: "Our Game" zyskala ostatnio na aktualnosci, nieprawdaz?
Jurek
To: ExL@xxxxxxx.com
Date: Tue, 8 Feb 2000 22:56:42 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: [ExL] Conrad czy nie Conrad?
Conrad nie Conrad [= John Le Carré], ale moim skromnym zdaniem to jest wielki i nie calkiem doceniony pisarz. Wymaganie, zeby co godzina pisal kolejne arcydzielo jest oczywiscie absurdalne, ale nawet jego slabsze ksiazki, jak ten nieszczesny krawiec z Panamy, nie schodza zazwyczaj ponizej pewnego poziomu. Takze i w tych najmarniejszych co krok natykam sie na fraze, ktora sie potem za mna natretnie wloczy.
Pociaga mnie tez ta jego szkatulkowa czy lustrzana konstrukcja i nie zawsze linearna narracja. O ile dobrze pamietam, w "Tinker Tailor Soldier Spy" i "Honourable Schoolboy" JLC uprawial klasyczny postmodernizm pod wzgledem strukturalnym, i przypomnialo mi sie to, kiedy po raz ktorys z rzedu ogladalem "Pulp Fiction". Bardzo bym chetnie Jurka tekst przeczytal (poprosze), bo w Polsce JLC jest traktowany raczej powierzchownie, co zreszta dotyczy calej klasycznej powiesci brytyjskiej (Ford Maddox Ford et al). Moze dlatego, ze to sie slabo przeklada na polski, chociaz "The Spy Who Came In From The Cold" wyszedl calkiem niezle, mimo, ze tlumacz zazwyczaj raczej okropny (Robert Stiller). A moze wcale sie slabo nie przeklada, tylko tlumacze robia szybko i bez pietyzmu, bo pieniadze zadne, a poza tym i tak nikt specjalnej uwagi nie zwraca.
"Tinker Tailor Soldier Spy", "Honourable Schoolboy" i "Perfect Spy" uwazam za powiesci wybitne, i to nie tylko dlatego, ze w dwoch z nich George Smiley osiaga szczyt swoich osiagniec. Wysoko cenie "The Little Drummer Girl", ktora krytyka zjechala, mam tez sentyment do "The Night Manager". JLC co jakis czas bywa w Toronto, gdzie czyta fragmenty swoich nowych ksiazek, i chodza na to tlumy. Co pare lat widuje go wiosna (z daleka) w szwajcarskim miasteczku na poludniowych stokach Alp, gdzie spaceruje z dwoma wielkimi, wlochatymi psami. Nagabuja go ludzie i pytaja, czy on to on. Niezmiennie odpowiada, ze nie.
Henryk
PS. Czy ktos pamieta jego publiczna awanture z Salmanem Rushdiem?
To: ExL@xxxxxxx.com
Date: Wed, 9 Feb 2000 09:59:17 -0400
From: Aleksandra Omirska <orthe@xxxxxxx.net>
Subject: Re: [ExL] Conrad czy nie Conrad?
[...]
Porownanie, zestawienie JLC z Conradem bylo dla mnie dotychczas niejasne. Dziekuje.
Henryk:
> PS. Czy ktos pamieta jego publiczna awanture z Salmanem Rushdiem?
M.in. pisal o poczatkach tej awantury Hitchens:
http://www.salon.com/news/1997/12/04news.html
Aleksandra
The ayatollah who came in from the cold JOHN LE CARRÉS OUTRAGEOUS ATTACK ON SALMAN RUSHDIE KEEPS THE FLAMES OF CENSORSHIP BURNING - - - - - - - - - - - - - - - BY CHRISTOPHER HITCHENS
To: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Date: 21 Feb 2000 22:50:00 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: [Inwazja Pluskiew] Rakowski w podziemiu PRL
[wziete z Polandelu; bez zyczenia odszukalem Ci
URL tego tekstu w archiwum. Na podwojne zyczenie
powiem kto zacz Kakatarzyna Zajac (na sama mysl
o niej zaczynam sie jakakac). Apropos, teraz, po
publikacji, pozwalam sobie poslac Twa "Inwazje
Pluskiew" dalej, oczywiscie z atrybucja. __L]
http://listserv.acsu.buffalo.edu/cgi-bin/
wa?A2=ind0002c&L=poland-l&P=9427
# Date: Mon, 21 Feb 2000 21:00:16 +0100
# From: Katarzyna Zajac <kzajac@XXXXXXX.XXX.XXX.XXX.PL>
# Subject: Rakowski w podziemiu PRL
[...]
To: ianf@xxxxxx.se
Date: Tue, 22 Feb 2000 07:25:39 -0800 (PST)
From: Henry Dasko <hdasko@xxxxx.com>
Subject: Re: [Inwazja Pluskiew] Rakowski w podziemiu PRL
Dzieki, Luc. Jestem w Szwajcarii na nartach i w podrozy sluzbowej, korzystam z I-cafe w narciarskiej wiosce. Skomplikowane. Jeden komputer, dysza mi w kark.
Serdecznosci. h
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Wed, 23 Feb 2000 10:06:21 +0200
From: Treibith Meir <treibith@XX.XXXX.XX.IL>
Subject: Re: [SERIO] Artykol Henka Dasko z GW 21.02.2000
[...]
Refleksja co do etyki i wiary w dobro systemu pana Rakowskiego. Od poczatku pisania Pamietnikow bardzo cwano przechowuje kopie w zaufanych melinach.Czyli od zarania czul Rakowski falsz i bagno etyczne systemu co nie przeszkadzalo mu w robienia kariery w Komunie.
Prawdziwosc zapisow w jego Pamietnikach bedzie dla mnie watpliwa dopoki ktos nie porowna zapisow kopii z orginalem.
Prywatny znak zapytania. Co sklonilo Rakowskiego, ze wlasnie spis wydarzen marcowych trzeba bylo ukrywac w ziemi a nie u historyka?
Meir
INWAZJA PLUSKIEW Rakowski, szef najwazniejszego z polskich periodykow, wylamal sie z haniebnej kampanii antysemickiej. Obok "Tygodnika Powszechnego" "Polityka", ostro atakowana wiosna 1968, byla jedynym pismem, na ktorego lamach nie znalazly sie kalumnie i nikczemnosci: O "Dziennikach politycznych" Mieczyslawa F. Rakowskiego pisze Henryk Dasko.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Thu, 24 Feb 2000 10:08:23 +0200
From: Treibith Meir <treibith@XX.XXXX.XX.IL>
Subject: Re: [SERIO] Artykol Henka Dasko z GW 21.02.2000
Wiesiek,
Cytuje fragment z "Inwazji pluskiew", H.Dasko:
".. Trzeci tom "Dziennikow", obejmujacy brzemienne
w wydarzenia lata 1967-68, mialy nieco inne losy.
Rakowski ukryl orginaly w metalowej bance na mleko
i zakopal je w Puszczy Piskiej ..."
Moje pytanie poslane w galaksje cybernetowa bylo wieloznaczne. Z jednej strony zastepca kogos w KC, ktory zachowuje sie jak skazany...
Z drugiej strony do 58 do 67 przechowywal kopie "u zaprzyjaznionego historyka wojskowosci". Co spowodowalo zmiane w jego 'konspiracyjnej dzialalnosci w 67, historyk czy brzemienna Historia ?
Ostatnia refleksja byla spowodowana moralnoscia Rakowskiego; jak mozna robic kariere polityczna w systemie i jednoczesnie konspirowac ?
Meir
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Thu, 24 Feb 2000 12:36:41 +0100
From: Leszczynscy <leszcze@XXXXXXX.XXXXX.LU>
Subject: Re: [SERIO] Artykol Henka Dasko z GW 21.02.2000
Meir,
na pewno postawa Rakowskiego byla dwuznaczna.Ale dzieki niemu postawa "Polityki" w 1968 byla moim zdaniem wyjatkowo. Cenzura "zdejmowala" im cale numery. Sam widzialem w 1968 jeden z takich "zdjetych" numerow..
Dla mnie Rakowski jest czlowiekiem, ktory nalezal do tego waskiego kregu w elicie wladzy pod koniec lat osiemdziesiatych, ktorzy zrozumieli koniecznosc istotnych zmian politycznych w Polsce. A Rakowski mial zbyt wiele wyobrazni i wiedzy o sytuacji w Polsce aby nie miec problemu sekretarza KC Zygmunta Czarzastego ("Co zrobic, aby w wyborach w czerwcu 1989 PZPR nie zdobyla przytlaczjacej wiekszosci mandatow poselskich"?).
Pozdrawiam
Leszcz
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Thu, 24 Feb 2000 18:39:58 +0100
From: "Jerry B." <yeruham.montanario@XXX2XXX.DK>
Subject: Re: [SERIO] Artykol Henka Dasko z GW 21.02.2000
Leszczu, Meiru und td.
To moze podziele sie z wami fragmentem mojej prywatnej rozmowy na tenze temat z moim znajomym, Polakiem, ktory tez czytal "referat" tow. Dasko i m.in. napisal:
NN> Date: Thu, 24 Feb 2000 10:29:05 +0800 NN> Jezeli ta ciekawa uwaga polega na wychwalaniu pod NN> niebiosa Rakowskiego starym standartem nietrafnych NN> zachwytow - za to ze nie rznal Zydow w marcu (ulegl NN> im np. Dasko) to lepiej nie. Jedyna "zasluga" polega NN> na tym, ze cynicznie chcial zrobic i zrobil interes NN> na Zydach - na chwale komuny - tak jak robil to juz NN> bez ogrodek gdy byl premierem pod koniec lat 80. NN> (vide obchody 45-lecia powstania w Getcie).....
I co Panowie na to ?
Rozmawiajmy sobie jednak dalej bo to b. ciekawe....
Ja Wam tez sciskam
Jurek
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Thu, 24 Feb 2000 23:09:10 +0100
From: Wieslaw Kochanski <wieslaw@XXXXXXX.SE>
Subject: Re: [SERIO] Artykol Henka Dasko z GW 21.02.2000
Czesc.
Przyznam sie szczerze ze nie bardzo rozumiem dyskusje. O co nam chodzi. O gloryfikacje Rakowskiego ktora w/d szanownych dyskutantow wiedac u H.Dasko czy tez o wiarygodnosc samych pamietnikow ? (w zaleznosci od tego gdzie schowane)
Dla mnie osobiscie ewentualna gloryfikacje jest zupelnie nieinteresujaca, tak samo jak pytanie "dlaczego i gdzie Rakowski schowal swoje pamietniki".
To co mnie interesuje to na ile wiadomosci o tym okresie zawarte w tych pamietnikach moga byc uzyteczne dla mnie. Na ile moga poglebic moja widze. (Rakowskiego "morale" jest w/d mnie zmartwieniem jego rodziny.) Nie jeden to raz zdobylem ciekawe wiadomosci od ludzi ktorzy normalnie wzbudzali u mnie obrzydzenie. Nie kazdy porzadny ma cos ciekawego do powiedzenia. Oczywiscie czytanie takich pamietnikow nalezy wziac ze szczypta soli, gdyz autor zawsze bedzie gloryfikowal samego siebie.
Nawet w ostatnich 10 latach (a moze przedewszystkim) niszczono w Polsce dokumenty archiwow MSW. Kazdy wiec ocalaly pamietnik - jest dla mnie ciekawy. jest to jakas cegielka ktorej nikt nie musi akceptowac w calosci slowo w slowo, ale nalezy ja dolozyc do reszty wiadomosci z tego okresu.
I to by bylo na tyle
Wiesiek
To: Leszczynscy <leszcze@XXXXXXX.XXXXX.LU>
Date: Fri, 25 Feb 2000 10:29:00 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: [ex SERIO] Artykul Henka Dasko z GW 21.02.2000
WL> [...] Rakowski mial zbyt wiele wyobrazni i wiedzy
WL> o sytuacji w Polsce aby nie miec problemu sekretarza
WL> KC Zygmunta Czarzastego ("Co zrobic, aby w wyborach
WL> w czerwcu 1989 PZPR nie zdobyla przytlaczjacej
WL> wiekszosci mandatow poselskich"?).
No popatrz popatrz Wlodek, a ja myslalem ze jestem jedynym ktory pielegnuje pamiec o jego epokowym wkladzie do wyborow do Sejmu kontraktowego :-)) Ale czy aby Zygmunt, nie Wlodzimierz? (n.b. pelne jego nazwisko brzmi "Oby Imie Jego Zostalo Zapomniane" Czarzasty!)
__L
To: ianf@xxxxxx.se
Date: Tue, 29 Feb 2000 00:41:07 -0800 (PST)
From: Henry Dasko <hdasko@xxxxx.com>
Subject: Re: [ex SERIO] Rakowski i "Polityka" anno domini 68
Luc, dzieki serdeczne za wszystkie listy. Czytam z wielka uwaga, bo ciekawe. Mam, niestety, nader ograniczony dostep do sieci (w wiosce jest jeden komputer do publicznego uzytku i archaiczna siec telefoniczna, ale odpisalem Webowi i Wlodkowi Roz.)
Oczywiscie, ze pisalem z autocenzura, zapewne nie mniejsza niz Rakowski. Ten pamietnik - jedyny, jaki znam z 68 - jest w swojej istocie nieprawdopodobnym oskarzeniem Polakow. Inaczej - jest najbardziej przekonywujacym ze znanych mi przykladow na zachowanie polskiego spoleczenstwa w marcu. Nie chcialem tego w
GW pisac z roznych motywacji, m.in. (choc nie tylko) dlatego, ze to powinien napisac historyk, a nie Zyd marcowy.
Serdecznosci ze stokow, h
# To: Henry Dasko <hdasko@total.net>
# Date: Fri, 25 Feb 2000 11:16:00 +0100
[ Naszych rodzimych oratorow ewidentnie nie razi
nieortograficzny tytul wysylek, wiec pozostawiam
pro forma, ale nie bez oporow. __L]
To: Henry Dasko <hdasko@xxxxx.com>
Date: Tue, 29 Feb 2000 16:33:00 +0100 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: [ex SERIO] Rakowski i "Polityka" anno domini 68
[odpowiadam bezposrednio na xxxxxxxx.ca, moze trzeba bylo tak od razu?]
HD> w wiosce jest jeden komputer do publicznego uzytku
Tylko czy aby jeden nie za duzo?!!! ;-))
HD> Oczywiscie, ze pisalem z autocenzura, zapewne nie HD> mniejsza niz Rakowski.
Nie musisz mi tego mowic. Nasi krytykanci nie rozumieja zasad publicystyki, ze kazde medium wymaga dopasowania stylu, glebokosci i poziomu ze strony autora. Cos takiego jak "wolne slowo" istnieje tylko w wyobrazni domoroslych filozofow. Wiec te ich argumenty o autocenzurze wte i wewte zdradzaja tylko ze tak na dobre nie maja wiele do powiedzenia.
Moja ocena Rakowskiego jest chyba bardziej rygorystyczna od Twojej, ale nie jestem bynajmniej zwolennikiem potepienia go en gross w czambul tylko dlatego ze lawirowal jak mogl zeby utrzymac P. na powierzchni, a nie, co zdaja sie oczekiwac oden roznej masci krytykanci, [by] zerwal z wladza, stal sie dysydentem i/albo wstapil do zakonu OO. Dominikanow.
HD> Ten pamietnik - jedyny, jaki znam z 68 - jest w swojej HD> istocie nieprawdopodobnym oskarzeniem Polakow.
Nie czytalem i pewnie nie przeczytam, wiec nie moge sie wypowiadac. Powiem Ci tylko ze Andrzej Garlicki w POLITYCE (#3, 15 I 2000, s. 62) nie ocenil tych wspomnien az tak wysoko.... recenzja nosi tytul "Sztuka antyszambrowania".
HD> Inaczej - jest najbardziej przekonywujacym ze HD> znanych mi przykladow na zachowanie polskiego HD> spoleczenstwa w marcu.
"Ze znanych ci przykladow". Nie kwestionuje. Niemniej jest to dziennik pisany do szuflady przez kogos kto przynajmniej w oczach tego spoleczenstwa reprezentowal i legitymizowal niedemokratyczna wladze. Dlatego nie moge sie zgodzic ze mialby on byc jakims spolecznie waznym miernikiem tamtejszych emocji. Mysle ze prawda o Marcu --w znaczeniu "nareszcie wladza znalazla wspolny jezyk i aprobate spoleczenstwa"-- nigdy nie zostanie zlustrowana, bo jest tak samo niestrawna jak prawda o cichym i wcale nie tak cichym, wrecz aktywnym wsparciu wiekszosci Polakow dla Endlösnung (dla swoich wlasnych, nacjonalistycznych celow).
Apropos czegos innego, dzisiejszego tekstu Lorskiego na ExLibrisie o Bablu i Rembeku [Aleksander Kaczorowski "Ballada o Grodzisku"
GW 26.02]: ten ostatni zasluguje na wieksze omowienie, i to bynajmniej nie z powodu zderzenia jego dziennika z wojny 1920 r. z Konarmia Babla, a z powodu w 'Dzienniku Okupacyjnym' Rembeka jaskrawie wyrazonych koltunskich pogladow o "lepszej sytuacji Zydow od Polakow", i innych tego typu ocen. Ta ksiazke bede musial zdobyc i przeczytac.
__L
To: ExL@xxxxxxx.com
Date: Sun, 5 Mar 2000 08:45:33 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: [ExL] Tabu i niewinnosc c.d.
Dyskutujac cztery miesiece temu z Henrykiem Dasko wokol tez Aleksandra Smolara z ANEKSU #41-42 (1986), a bardziej szczegolowo jakiejkolwiek domniemanej symetrii "pamieci zbiorowych" Polakow i Zydow z okresu wojny, wyrazilem mimochodem opinie, ze chociazby z powodow czysto demograficznych, [za Bugiem] zydzi byli bardziej dotknieta wywozkami grupa etniczna od Polakow (cytat z artykulu na koncu; tzn. dla przykladu stosujac nacjonalistyczna definicje Polaka, bo jasne jest ze dla Rosjan bylismy wszyscy 'odin chuj' [za Grynbergiem]).
Wlasnie otrzymalem tekst ktory ten wniosek potwierdza (nie mowie czy w miedzyczasie nie pozatajalem sladow innych zrodel ktore byc moze go obalaly! ;-)). Autorem jego jest historyk Jozef Lewandowski, ktory 30+ lat temu w Polsce specjalizowal sie wlasnie w kwestiach mniejszosci narodowych itp.; a w Szwecji badal bynajmniej nie incydentalne powiazania pomiedzy Szwedami a polskim ruchem oporu (czy panstwem podziemnym jak kto woli; o tym kiedy indziej).
Zebym tylko wiedzial co zacz te "trafarety"...
Jozef Lewandowski: W TVPolonia wczoraj, 3 marca po poludniu, obszerna, prawie godzinna audycja o stalinowskich deportacjach (1939-1941) obywateli polskich na Kresach. Za dotychczas o tym sie nic nie mowilo i pisalo, ze ludzie gineli za polskosc i wiare rzymsko-katolicka, za jezyk polski. Deportowano przede wszystkim osadnikow, policjantow, urzednikow, nauczycieli itd. Wszystko co w audycji mowiono, deklamowano, spiewano bylo prawie prawda, bowiem bylo zrobionym pod okreslonym, ideologicznym katem widzenia wyborem, ktory eksponujac pewne fakty zaklamywal inne. W audycji nie bylo bowiem ani slowa, ze wsrod deportowanych i aresztowanych Polacy stanowili pod wzgledem ilosciowym mniejszosc. Wedle tajnych dokumentow NKWD Polacy stanowili 44% uwiezionych i deportowanych, Zydzi 25%, Ukraincy 23%, Bialorusini 8%. Wedle danych polskiej ambasady w Kujbyszewie Zydzi stanowili ok. trzeciej czesci represjonowanych - co by sie zgadzalo, Ukraincy do ambasady sie rzadko kiedy zglaszali, zreszta - w t.zw. amnestii nie byli ujeci, nie zwalaniano ich wiec z wiezien, lagrow i posiolkow. Tak czy inaczej: Zydzi byli wsrod represjonowanych nad- reprezentowani, jako ze stanowili tylko 10% populacji Polski do 1939 a nawet uwzgledniajac wojenna migracje trudno sie doliczyc 25% Zydow na Kresach. Jesli kogos interesuja liczby, odsylam do mojego tekstu w Zeszytach Historycznych (Paryz) 1998, 126, s. 175 pass. Czy sadzano ich za to, ze byli Polakami i rzymskimi katolikami, czyli za "uparte trzymanie sie wiary"? Oczywiscie cierpieli za to, ze byli obywatelami Polski, ale trafarety owej audycji zupelnie do nich nie pasuja. Nie mialoby sensu polemizowac z glupawa audycja, robiona przez prymitywnych publicystow czy podobnych historykow, gdyby nie to, ze odzwierciadla ona pewien, jak to sie mowi, szymel. W tej konwencji nawet nie trzeba strasznych Zydow-bolszewikow, wystarczy "podrasowanie" rzeczywistosci. Przypuszczam, ze dla wiekszosci Polakow to, ze represje Stalina dotykaly w pierwszym rzedzie Zydow, moze byc zaskoczeniem, dotychczas slyszeli o Zydach pastwiacych sie nad Polakami, tak zreszta jak przed kilkoma laty przedstawila rzeczywistosc Krystyna Kerstenowa, ktorej w zadnym wypadku nie posadzam o antysemityzm. Ale trafarety, owszem powtarzala. - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
[Zeby nie bylo nieporozumien, powyzsze tezy nie umniejszaja
cierpien Polakow jako takich; 44% wysiedlonych to nadal
setki tysiecy indywidualnych tragedii i aktow upodlenia.
Ale dobrze jest oprzec sie na bardziej namacalnych danych
w kontekscie usprawiedliwiania pozniejszego "popularnego"
antysemityzmu endeckim oszczerstwem jakoby --oglednie
mowiac-- wywozki byly jakims "projektem zydowskim". __L]
On Wed, 3 Nov 1999 23:37:26 +0100 <ianf@xxxxxx.se> wrote: > Henryk IMHO zbyt pochopnie zestawia doswiadczenia "pamieci > zbiorowej" Polakow i Zydow jako rownowazne, rownowazace sie, > czy wrecz symetryczne. Tekst wstepny piora Jakuba Karpinskiego > w tym samym epokowym numerze Aneksu #41-42 (1986) w ktorym > ukazal sie artykul Smolara --epokowym dlatego ze musi jest > to pierwsza i jak dotychczas jedyna polska publikacje ktora > pozwolila sobie powiedziec na glos, nawet uzyc tego jako > motta numeru: > "Zydzi jako polski problem" -- > zwie sie wrecz > "Asymetria" i traktuje o a-priori nieporownywalnosci > doswiadczen obu "nacji". W kazdym tego slowa znaczeniu. > [...]
To: ianf@xxxxxx.se
Date: Sun, 05 Mar 2000 17:42:37 +0100
From: xxxxxxxx@attglobal.net
Subject: Re: [ExL] Tabu i niewinnosc c.d.
Ciekawe. Nie podwazajac podstawowego przeslania twojej interwencji, chcialbym wiedziec, jak to wygladalo w liczbach absolutnych, a nie tylko relatywnie. Tzn. te 44% etnicznych, i te 25%-33% zydow -- ile to bylo ludzi w kazdym przypadku. Mysle tez, ze w tego typu tekstach nalezy podawac obie te liczby (tzn. faktyczna liczbe oraz jako procent wywiezionych).
Inna sprawa, to "jakosc zsylki". Co zreszta dotyczy i samych "etnicznych". W Stanach spotkalem ludzi, ktorzy opowiadali o tym okresie z pewna sympatia -- ani specjalnego glodu, ani chlodu nie zaznali, co dla mnie bylo szokiem. Ot taki obrazek z pierwszego odcinka Czterech Pancernych i Psa.
Na koniec: chociaz takich programow historyczno-martyroligicznych z reguly nie ogladam, to jednak przyuwazylem wlasnie na Polonii pare bardzo dziwnych postaci prowadzacych takie programy. Widac maja wplywy w odpowiedniej redakcji. Coz dziwnego: Polonia to naturalnie ostoja nacjonalizmu.
Co do twego sporu z Dasko, to mimo wszystko uwazam, ze ma racje.
--Pawel
To: ExL@XxxXxxx.com
Date: Tue, 7 Mar 2000 13:10:09 -0500 (EST)
From: Jurek Krzystek <jurek@xxxxxxxx.xxxxxx.xxx.edu>
Subject: Re: [ExL] lustracja literatow w GW
On Mon, 28 Feb 2000, ____Textpert Alert____ wrote:
> Ton artykulow [cykl "Towarzysze nieudanej podrozy" > Anny Bikont i Joanny Szczesnej/GW] jest informacyjny > raczej niz lustratorski, wiec czyta je sie swietnie, > i kazdy czytelnik sam moze wyciagnac z nich wlasne > wnioski
Wielkie dzieki -- publiczne -- za te artykuly. Z powyzszym zdaniem nie sposob sie nie zgodzic, choc moje wnioski nie za bardzo oryginalne, wiec tez ich nie propaguje.
> (jako ciekawostke moge dodac ze w czesci piatej > wystepuje pozniejszy [C]hamlet Lustracyjny Jacek > Trznadel w roli rozentuzjazmowanego krytyka- > pochwalcy wierszy o Stalinie).
A, to dosyc znany fakt. Wyciagnal to ktos zaraz po ukazaniu sie "Hanby domowej", ale jakos Trznadlowego dobrego samopoczucia to nie zmacilo. [...]
Przy okazji nie bardzo dowierzam ich [GW] komentarzowi:
DONOSY> Bardzo ciekawy tekst o Holokauscie DONOSY> zamieszcza w GW Eva Hoffman, dziennikarka, urodzona DONOSY> w Krakowie Zydowka, na stale w USA, autorka wydanej DONOSY> w Polsce autobiografii `Zagubione w przekladzie'. DONOSY> Tekst stanowi omowienie tez zawartych w ksiazce DONOSY> Petera Novicka `The Holocaust in American Life'. GW> `Holokaust to przeszlosc dziwnie uzyteczna, GW> przeksztalcona w przeszlosc z zazdrosnie GW> i ostentacyjnie strzezona marka'.`Wykorzysty- GW> wanie tego straszliwego ludzkiego cierpienia GW> do celow ideologicznych lub przybierania GW> moralistycznej pozy jest niewatpliwie GW> swego rodzaju naduzyciem pamieci'.Jurek
To: ExL@XxxXxxx.com
Date: Tue, 7 Mar 2000 23:01:11 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Hoffman o Novicku w GW (Re: [ExL] lustracja...)
JK> tekst, a ktorym pisaly "Donosy" 21 lutego
Posiadam po polsku, moge przeslac zainteresowanym (odp. "na prywa"); oryginal znajduje sie jednak tu:
http://www.nybooks.com/nyrev/WWWfeatdisplay.cgi?20000309019R (9 stron)
Eva Hoffman recenzuje ksiazke Petera Novick'a `The Holocaust in American Life' ktorej nie czytalem, ale z dyskusji wokol niej na liscie H-Holocaust (H = History) wynika ze jest ona na wysokim poziomie. Z grubsza biorac Novick analizuje geneze zaistnienia zbiorczego konceptu pojec (l. mnoga) "Holocaust" w swiadomosci amerykanskiej, szczegolnie jako czegos na miare spoiwa powoli wynarodowiajacej sie (bo tonacej w "tyglu") tamtejszej spolecznosci zydowskiej. Wczesniejsze recenzje tej ksiazki znajduja sie m in tu (linki niezweryfikowane, niektore byc moze juz niedostepne):
http://chronicle.com/colloquy/99/holocaust/background.htm
http://www.nytimes.com/books/99/06/27/reviews/990627.27lang.html
http://www.washingtonpost.com/wp-srv/WPlate/1999-07/25/096l-072599-idx.html
http://www.washingtonpost.com/wp-srv/WPlate/1999-07/25/097l-072599-idx.html
http://www.nytimes.com/library/books/080799novick-book-review.html
http://www.nytimes.com/library/books/081799novick-book-review.html
http://www.commentarymagazine.com/9909/books.html#GM
[Debata na H-Holocaust do odzyskania na na liscie H-Holocaust dostepnej na www, niestety _bez_ szperacza danych, wiec szukajcie hasla "Novick" w Subjects za pomoca browsera...]
http://h-net.msu.edu/cgi-bin/logbrowse.pl?trx=lx&sort=2 &list=h-holocaust&month=9906&week=&user=&pw=
Dalej Jurek o entuzjastycznej(?) reakcji Leny Bialkowskiej z Donosow:
JK> Nie bardzo dowierzam ich komentarzowi:
[...]
GW> `Holokaust to przeszlosc dziwnie uzyteczna,
GW> przeksztalcona w przeszlosc z zazdrosnie
GW> i ostentacyjnie strzezona marka'.`Wykorzysty-
GW> wanie tego straszliwego ludzkiego cierpienia
GW> do celow ideologicznych lub przybierania
GW> moralistycznej pozy jest niewatpliwie
GW> swego rodzaju naduzyciem pamieci'.
Wcale sie nie dziwie reakcji Jurka. Ja tez zareagowalem na ten artykul w
GW ze zdziwieniem.... uwazam bowiem ze takie bezduszne przenoszenie tekstu skleconego na uzytek innej spolecznosci, i w kontekscie scisle _amerykanskiej_ specyfiki naduzywania [czy nie] hasla Zaglady (jak bysmy jej nie zwali) jest wysoce nieodpowiedzialne ze strony
GW.
__L
To: ExL@XxxXxxx.com
Date: Wed, 8 Mar 2000 14:21:42 -0500 (EST)
From: Jurek Krzystek <jurek@xxxxxxxx.xxxxxx.xxx.edu>
Subject: [ExL] Re: Hoffman o Novicku w GW
Dzieki za odnosnik do Evy Hoffman. Ciekawy poglad Novicka i jak rozumiem, w sporej mierze rowniez samej Hoffman. Znam sporo osob, ktore by sie podpisaly, znam rowiez kilka, ktore by sie oburzyly. Ja raczej jestem blizej tych pierwszych, ale nie wiem, czy mam w ogole prawo (moralne) sie wypowiadac na ten temat.
Natomiast co do tych slow Lucjana:
> takie bezduszne przenoszenie tekstu skleconego na > uzytek innej spolecznosci i w kontekscie scisle > _amerykanskiej_ specyfiki naduzywania hasla Zaglady > [...] jest wysoce nieodpowiedzialne ze strony GW.
To przypomina mi sie historia ze slynnym artykulem Michala Cichego z
GW w 1994 roku, ktory narobil tyle halasu w Polsce (chodzilo o recenzje z Perechodnika i pozniejsze tlumaczenie sie Cichego).
Otoz to wlasnie tlumaczenie sie, w ktorym Cichy spokojnie i rzeczowo pokazuje, skad wzial historie mordowania Zydow przez oddzialy AK w czasie Powstania 1994, zostalo przedrukowane przez skadinad zyczliwy Polsce i Polakom niemiecki "Die Zeit" w tlumaczeniu -- niezbyt doslownym, jak sie mialo okazac -- niejakiej pani Helgi Hirsch, samo-obwolanej ekspertki do spraw polskich. Wydzwiek tego tlumaczenia byl taki, ze nareszcie Polacy sami przyznali, ze... itd. itp.
Czy wiec sam fakt zamieszczenia przez "Die Zeit" artykulu bezprzecznie napisanego dla publiki polskiej, zwlaszcza tej bogoojczyznianej, byl "wysoce nieodpowiedzialny"? Nie sadze. Raczej zdanie sie na amatorskie tlumaczenie/streszczenie pani Hirsch. A widze tu lustrzana symetrie wzgledem artykulu Hoffman i mam nadzieje, ze jej streszczenie bylo lepsze, a moze nawet ona sama to napisala po polsku zeby nie bylo "Lost in translation"?
Jurek
To: Wysepka-Tzadikim <tzadikim@XXXxxxxxxx.com>
Date: Tue, 18 Apr 2000 23:37:36 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Swiatecznie...
Danka pisze:
> Bralek, jest nas kilkoro ludzi, ktorzy powiedzieli > Wieskowi wyraznie, ze nie bedziemy na swietlicy dopoty, > dopoki on nie odwola "fatwy" na trzech kolegow [--]
Ze swietlicy przegnal mnie Leon Rozenbaum. Leon jest czlowiekiem wielkiej trzezwosci umyslu i rzadkiej umiejetnosci syntetycznego myslenia. Ja tez kiedys w swojej naiwnosci wierzylem, ze swietlica jest tzw. dobrem zbiorowym i przynalezy Reunion 68, a wiec udzial w niej jest niejako przywilejem urodzenia. Klocilem sie nawet o to publicznie.
Wkrotce po moich pelnych patosu argumentach Leon napisal w sposob jasny i precyzyjny, ze swietlica jest prywatna, nalezy do kilku osob, ktore ja zalozyly i prowadza, ergo - wywalenie kogos na pysk jest niezaprzeczalnym prawem wlasciciela. Przekonal mnie. Popieram wlasnosc prywatna, nie mam nic przeciwko zamknietym klubom, ale po ponad polwieczu doswiadczen stalem sie czlowiekiem przezornym i zanim zaczne plywac, lubie wiedziec, jaka jest temperatura wody w basenie. Innymi slowy - jakie sa kryteria.
Popieram kryteria moralne. Ale pamietam, jak w swietlicy ktos komu grozil, ze go przy pierwszej okazji wykopie go z domu, a ktos inny pisal, ze na kolege, ktory mu sie tego dnia nie spodobal, doniesie do wladz podatkowych. Bylo dla mnie jasne, ze milosc blizniego nie jest czynnikiem wiodacym.
Szanuje kryteria intelektualne. Zrozumialbym, gdyby ktos polozyl mi ktoregos dnia wirtualna dlon na ramieniu i rzekl ze wspolczuciem: "Stary, wybacz. Nie sprawdziles sie. Odbijasz od sredniej." Ale swietlica kryteriow intelektualnych nie miala, a jezeli juz - to negatywne. Premiowano radosny rechocik, a nie wysublimowane dywagacje, co na wlasnej skorze niejeden raz odczulem.
Chcialbym tu nadmienic, ze wyrzucano mnie z roznych miejsc wielokrotnie. Ze szkol, gdzie pobieralem nauki, z powodow oczywistych. Z klubu "Hybrydy", za sfalszowana legitymacje studencka i zwymiotowanie na sali ogolnej w wieku niepelnoletnim. Z przychodni chorob wenerycznych naprzeciw w/w klubu - za histerie i panike bez powodu. Z SGPiS-u, za pochodzenie, hucpe, ogolna pogarde dla otoczenia i udzial w rozruchach, w tejze kolejnosci. Ze paru stadel malzenskich - za nadczynnosc erotyczna, skierowana nie tam gdzie nalezalo. Ale zawsze wiedzialem z gory, z a c o wyrzucaja.
Pracowalem kiedys w firmie, ktorej szef uprawial tzw. "management by terror". Niesposob bylo przewidziec, co danego dnia uczyni. Potrafil rano przyniesc sekretarce kwiatek, a po poludniu zelzyc ja plugawa mowa. Wczorajszy faworyt stawal sie jutrzejsza ofiara, awans mogl zwiastowac banicje, szczodra premia nie przeszkadzala w zdegradowaniu na nizsze stanowisko. Byla to ciekawa praca, pelna obiecujacych mozliwosci, z interesujacymi ludzmi. Bardzo chcialem tam zostac, ale nie wiedzialem, jakie sa kryteria. Odszedlem.
Henryk
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Wed, 19 Apr 2000 17:29:01 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Przed Sederem
Marek, o Kazimierzu Brandysie:
MP> A ja caly czas mialem nieodparte wrazenie czytajac MP> polowiczne wynurzenia Brandysa ze nie poradzil MP> sobie do konca zycia ze swoim zydowskim pochodzeniem MP> chociaz od urodzenia chyba byl katolikiem i zostal MP> b. po polsku wychowany. [--] Z tego wyparcia sie MP> swojej zydowskosci zrodzila sie jakis niedostatek MP> autentycznosci w Brandysie - pisarzu niewatpliwie MP> wybitnym.
Przed pojsciem na Seder do ludzi gleboko religijnych - oto najlepszy moment do zastanawiania sie nad mieszana tozsamoscia, niekoniecznie tylko Brandysa.
Brandys, o ile sie nie myle, byl ewangelikiem, nie katolikiem. Ochrzcil sie w latach 30, w czasie studiow na UW, a moze na chwile przedtem. Rodzina byla istotnie w wysokim stopniu zasymilowana, niewierzaca, ale nigdy nie negujaca zydowskich korzeni, siegajacych XVII wieku - przodek Brandysa w prostej linii byl lekarzem na dworze Wladyslawa IV Wazy. Brat Kazimierza, Marian, w czasie wojny siedzial w zydowskim baraku w oflagu w Woldenbergu.
Brandys uwazal sie o wiele bardziej za Polaka niz za Zyda, i trudno mu sie dziwic. Tradycji zydowskiej nie kultywowano jeszcze w poprzednim pokoleniu (np. swiateczny obiad byl w sobote, a nie w piatek). Ojciec konczyl gimnazjum Gorskiego, gdzie byl spory procent zasymilowanej inteligencji zydowskiej.
Przy tym wszystkim Brandys swojego pochodzenia nigdy nie negowal. Po wojnie napisal "Samsona", ktory mimo pewnych slabosci, w tamtym czasie raczej nie do unikniecia, jest jednym z najwczesniejszych i najwazniejszych swiadectw holocaustu w polskiej literaturze powojennej.
Mam wrazenie, ze jego uwiklania, czy jak pisze Marek, nieautentycznosc, nie mialy wiele wspolnego z zydostwem. Pisal o swoim pochodzeniu bez ogrodek, jeszcze w roku 1970, kiedy w Polsce tego raczej nie eksponowano. Gustaw Herling-Grudzinski, pisarz w Polsce celebrowany niemal tak jak Milosz, po dzis dzien wydusic z siebie nie moze, ze jest kieleckim Zydem, i to z rodziny o wcale nie asymilanckiej tradycji. Mam na polce blisko 400-stronicowy tom rozmow z Herlingiem (nie dalem rady zmeczyc), gdzie jest mowa o wszystkim, tylko nie o tym. Mozna mu zarzucic parnasizm, ale nie brak tozsamosci czy nieautentycznosc. Robi za polskiego patriote i za takiego sie uwaza.
Znam pewnego popularnego dramaturga amerykanskiego z korzeniami w SPATiFie i Hybrydach (Ludwik wie), ktory tez sie nie wywodzi od krolowej Rzepichy, ale jakos mu nie wytykaja. Znam pisarza polskiego o nazwisku hetmanow i szambelanow papieskich, ktorego mamele w dzisiejszy wieczor maca by karmiono - rowniez cisza. Mysle, ze jesli przyjac teze Marka o nieautentycznosci, to uwiklania Brandysa sa nie tyle przejawem pochodzenia, co ideologii. Brandys byl czlowiekiem lewicy i w warunkach powiedzmy szwedzkich przezylby zycie jako socjaldemokrata. W Polsce przeszedl caly klasyczny szlak meandrow ludzi, ktorzy wyszli z tradycji PPS-u, po wojnie entuzjastycznie brali udzial w stalinizmie, a potem od komunizmu odeszli, stajac sie odwaznymi i bezkompromisowymi dzialaczami opozycji antykomunistycznej. To sa zawiklane losy i niesposob je opisywac bez wewnetrznych sprzecznosci. Takie sa tez jego ksiazki, ustawione chronologicznie na polce - te nowsze kloca sie ze starszymi, czasmi trudno uwierzyc, ze wyszly spod tego samego piora.
Marek Nowakowski, swietny pisarz, w latach 50. zaczynajacy od utworow opisujacych margines spoleczny, jest autorem znakomitej doku-powiesci "Honolulu", prawie niekamuflowanej historii eks-ambasadora Polski w Paryzu czasow Bieruta i wczesnego Gomulki, Stanislawa Gajewskiego. Podobne losy. Byl zasymilowanym Zydem. Przed wojna PPS, pilsudczykowski dom, a wkrotce potem post-stalinowski ambasador. Eks-socjalisci z dobrych domow, a nie tylko proletariusze z przedwojennych jaczejek, tworzyli znaczna czesc wczesnej kadry PRL-u. Malo kto to dzis chce pamietac.
Wesolego jajka.
Henryk
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Wed, 19 Apr 2000 23:34:05 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Przed Sederem
Tereska pisze:
> Emanuel Ringelblum razem z synem ukrywali sie po > aryjskiej stronie Warszawy az do sierpnia 1944. > Prawdopodobnie na podstawie donosu zostali wykryci > i rozstrzelani na gruzach getta warszawskiego > we wrzesniu 1944.
To zdaje sie bylo wczesniej, przed Powstaniem Warszawskim. Podziemie, bodajze AK, wyciagnelo go z obozu w Trawnikach. Gdzies czytalem, ze ukrywano go wraz z 30 innymi Zydami w podziemnym schronie w Warszawie. Kryjowke zadenuncjowal Polak. Zgineli wszyscy, wraz z polska rodzina, ktora cala grupe ukrywala i karmila.
Henryk
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Thu, 20 Apr 2000 02:24:13 +0200
From: marek pelc <pelcmarek@xxx.de>
Subject: Re: Przed Sederem
Henryk,
opisales okolicznosci rozwoju Brandysa bardzo frapujaco. Ja bym sie jednak troche poupieral przy tezie ze Brandys nie byl autentyczny i ze to jest zwiazane z jego zydowskim pochodzeniem. Brandys gdzies sobie zdawal sprawe ze swej nieautentycznosci - to tez moje wrazenie oczywiscie. Za bardzo byl inteligentny by nie przeczuwac ze cos jest nie tak. Ale jego wynurzenia byly zawsze polowiczne.
Dopiero w 'Miesiacach' zajal sie tym tematem wprost i ujawinil swoje pochodzenie wraz z historycznymi domniemaniami - powie- dzialbym zlosliwie jak juz Zyd to z rodowodem szlacheckim. Jego nieautentycznosc byla po prostu zaprogramowana - przechodzi na inna wiare w czasie gdy w Polsce szaleje wojujacy antysemityzm wiec jest moment wyparcia sie, odejscia od Zydow, ktory rekompensuje swoja lewicowoscia i moze takze tym ze w katolickiej Polsce staje sie ewangielikiem. Brandys moim zdaniem mogl byc autentyczny gdyby z tego swojego rozdwojenia zydowsko polskiego zrobil temat swojego pisarstwa. Co poniekad tez zrobil, bo jego pisarstwo oscyluje na pograniczu fikcji i realnosci - po prostu nie bylo w Polsce miejsca dla takich ludzi jak on po Zagladzie ale i przed nia jego sytuacja nie byla do pozazdorszczenia.
Jak musi sie czuc czlowiek ktory uwaza sie za Polaka ale ukrywa sie jako Zyd w czasie okupacji. A po wojnie oglednie nie wspomina o swoim zydowskim pochodzeniu. To jest kwadratura kola - Zydem sie nie czuje a Polakiem do konca tez nie jest bo mu w tym przeszkadza wlasnie wyparte zydowskie dziedzictwo. Ten temat mozna by obrabiac i zrobic z niego wielka literature. Ale Brandys nie mogl przeskoczyc wlasnego cienie. Byc moze jego decyzja pozostania we Francji ma z tym co s do czynienia: na koniec zmienily sie proporcje i wzrosla czesc wyobcowania. Dla mnie Brandys byl duzej miary pisarzem, przede wszystkim pisarzem myslacym, ale zawsze mialem czytajac go, szczegolnie Miesiace poczucie niedosytu, cos irytujacego. A propos jajka (wesolego) na dzisiejszym sederze rabin mial dygresje dlaczego jest na polmisku sederowym jajko - dlatego ze jajko to wlasnie taki stwor niejasny ni to mieso ni to cos innego tak jak lud Izraela wychodzacy z Egiptu i moze do pewnego stopnia nieodzalowanej pamieci Zyd, ewangielik, socjalista, Polak Brandys.
Marek
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Thu, 20 Apr 2000 00:21:38 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Po Sederze
Spelnilem przydlugi obowiazek tradycyjno-religijny, po czym nazarlem sie jak swinia. Dlaczego Zydzi musza tyle jesc? Dali to obrzydliwe lepkie wino, na szczescie przezornie przemycilem mala piersioweczke pejsachowki, ale nawet to nie ratuje przed zgaga. Faszerowany mostek cielecy. Tlusty. Chcialem zapytac, czy to przypadkiem nie swinina, ale sie pohamowalem.
Marek, dalej o Brandysie:
MP> Ale jego wynurzenia byly zawsze polowiczne. MP> Dopiero w Miesiacach zajal sie tym tematem MP> wprost i ujawinil swoje pochodzenie wraz MP> z historycznymi domniemaniami - powiedzialbym MP> zlosliwie jak juz Zyd to z rodowodem szlacheckim.
Gwoli dokladnosci - nie w "Miesiacach", tylko o dekade wczesniej, w "Malej Ksiedze", pisanej w Polsce w roku 1969. Jawnie, otwartym tekstem, w autobiografii, a nie w powiesci. Wtedy malo kto sie spieszyl z opisywaniem tatusia - zydowskiego bankiera. Rodowod mial, jaki mial, to nie od niego zalezalo - pochodzil ze starej asymilanckiej rodziny, jakich w Polsce bylo niemalo.
MP> A po wojnie oglednie nie wspomina o swoim MP> zydowskim pochodzeniu.
Wiesz, Marek, to jest bardziej skomplikowana sprawa i nie ma na nia prostych, jednoznacznych odpowiedzi. Po 1948 roku w Polsce zasadniczo nie mozna bylo wydawac ksiazek, w ktorych czlowiek sie deklarowal jako Zyd i rozwazal wlasna przeszlosc czy tozsamosc. Nawet etatowi Zydzi, poza Adolfem Rudnickim, zajmowali sie wtedy czyms innym: Stryjkowski pisal rewolucyjna powiesc o Wloszech pt. "Bieg do Fragala", Wygodzki - tomik "Nad Engelsem", powiesc "Jelonek i syn" o fabryce chemicznej oraz "Opowiadanie buchaltera" o fabryce bieli cynkowej (???). Irena Krzywicka slowa nie napisala o swoich okupacyjnych przezyciach. Jastrun pisal o Mickiewiczu. Brandys, kulturowo bezsprzecznie Polak, przechrzta, zapamietaly stalinowiec, zdazyl napisac i wydac "Samsona". Nie wiem, czy czytales, ale jesli nie - przeczytaj.
Henryk
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Thu, 20 Apr 2000 07:56:02 +0200
From: "Lewin" <lewin@xxxxxxxx.fr>
Subject: RE: Przed Sederem
Chcialbym wam napisac, ze miedzy rzeczywistoscia i nierzeczywistoscia Brandys byl autentycznie nieautentyczny.
Ale tego tez nie jestem pewien.
Pamietam przed wielu laty spotkalem go przed synagoga w jom kipur. Mial bardzo zazenowany usmiech mowiac, ze nie wie nic o swiecie (to miejscownik od swieto) i w ogole... Wtedy malo go znalem i odebralem jako wypieranie sie.
Powiedzialem pozniej wspolnej przyjaciolce, z ktora byli wtedy Brandysowie.
Wedlug niej Brandys urodzil sie w wychrzczonej juz rodzinie, nic a nic nie mial wspolnego z zysdostwem, ale na pewno sie niczego nie wypieral.
Bardziej zblizylismy sie w ostatnich latach. We wszystkich prawie rozmowach na pierwszy plan wydobywal swoje zydostwo, ale gdzies mialem wrazenie, ze Zydem robi sie ze mna, a moze nawet dla mnie.
W sposob troche paradoksalny podczas tej przyjazni przestalem czytac jego ksiazki, choc mi je dawal z dedykacja. Tak ze nie wiem jak sie to odbijalo w jego pracy.
Umarl 11 marca, od kilku miesiecy juz byl nieprzytomny. Zanim jednak skonal przyprowadzono do niego polskiego ksiedza katolickiego, ktory udzielil mu ostatnich namaszczen.
Dowiedzialem sie o tym na cmentarzu Pere Lachaise, gdzie poszedlem na kremacje. Tam zrobili niezla szopke. Dla potrzeb telewizji kazali zgromadzeniu przejsc wokol krematorium - najpierw ksiadz, potem ambasador RP z Wajda, nieco dalej wdowa z Wojtkiem Karpinskim, potem byly zbiorowe modly przed trumna. Zdegustowany i zly na pania Marie, wyszedlem nie czekajac konca i omijajac stype.
Dopiero pozniej dowiedzialem sie, ze ta "katolicka" zona nie byla inicjatorka przedstawienia, ale bezsilna przeciwniczka. Przeciwstawila sie jednak jakos - odmawia wyslania prochow do Polski.
To taki przyczynek do uciekania z Egiptu.
Chag sameach
Ludwik rozstapiony
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Fri, 21 Apr 2000 00:37:31 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Po Sederze
Marek, w dalszych rozwazaniach o Brandysie:
MP> Na czym polegal dla tych ludzi/Zydow blask MP> polskosci i dlaczego ta polskosc tak skutecznie MP> wykluczala zydowskosc ze do dzis nie uswiadczysz MP> by taki Lem lub Rozewicz slowko na ten temat MP> uronil?
To sie nazywa proces akulturacji. Niemieccy, czescy i wegierscy Zydzi stanowia ponoc klasyczne przyklady dla ludzi zajmujacych sie tym zawodowo. Najwazniejsza role odgrywa jezyk, co u wszystkich trzech (zakladajac, ze Rozewicz istotnie mial jakichs przodkow zydowskich) jest wysoce przekonywujace. Mysle tez, ze waznym czynnikiem jest szkola - wszyscy konczyli polskie gimnazja.
Moj ojciec pochodzil z rodziny asymilujacej sie w pierwszym pokoleniu. Konczyl polskie gimnazjum i kupil bez reszty cala romantyczna tradycje polska, a jej szlachecki charakter jakos mu nie kolidowal z komunistyczna wiara. Podejrzewam, ze do komunizmu pociagnely go nie tyle marksizm czy przeslanki spoleczno-polityczne (chociaz wychowal sie w lodzkiej nedzy), co wlasnie klasyczny romantyzm rewolucji. Jego formatywna literatura - a czytal kiedys duzo i zachlannie - to byli polscy romantycy plus Zeromski. Gdybym mial go kulturowo okreslic, to wlasnie w kategoriach calkowitej identyfikacji z polskim romantyzmem i post-romantyzmem.
Moja matka pochodzila z lodzkiej inteligencji i polszczyzna byla jej jezykiem rodzinnym, choc byl to dom wielojezyczny, bo rownolegle uzywano tam rosyjskiego i jidysz. Jej kultura jezyka stala na nieporownywalnie wyzszym poziomie, pracowala jako tlumaczka i redaktorka i polszczyzna byla nie tylko jej warsztatem pracy, ale i namietnoscia. Skonczyla zydowskie gimnazjum, literature polska znala bardzo dobrze, kultura polska byla jej kultura codzienna, ale nie byla jej fetyszem.
Moj ojciec lubil recytowac "Ojca zadzumionych", moja matka czytywala Jesienina. Za najwazniejsza powiesc swojej mlodosci uwazal oczywiscie "Przedwiosnie", ona - niemieckich modernistow. W malarstwie cenil realizm, skadinad dobry, a moja matka - impresjonizm. Nie da sie z tego wyciagnac jakichs szerszych konkluzji, ale mysle, ze w ich przypadku - inteligentami byli obydwoje - szkola stanowila moment przelomu. Oboje byli inteligentami, ale moja matka skonczyla gimnazjum uczace wielokulturowosci, a moj ojciec zapewne wtedy wlasnie stal sie monokulturowy, bo z rodzinnego domu tego na pewno nie wyniosl.
Henryk
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Sat, 22 Apr 2000 16:09:31 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Elian Gonzales
Teresko, jeszcze pare slow, zanim - jak piszesz - zgodzimy sie, ze sie nie zgadzamy. Nie mam pojecia, co o Kubie wiesz, ale najwyrazniej - nie dosyc.
Nie, to nie jest kraj gorszy od Somalii. To jest kraj wielkiej biedy, czesto nedzy - ale nie glodu. To jest kraj represji politycznych - ale nie egzekucji ani lagrow. To nie jest nawet kraj terroru - w zadnym sensie. Wiem, bo bywam, ogladam i rozmawiam, i to wcale nie tylko w osrodkach turystycznych stawianych przez Hiszpanow i dzierzawionych przez post-sowiecka mafie. To jest kraj bardzo trudnej codziennosci, ale pelen godnosci i radosci zycia, a tego w Europie Wschodniej okresu poznego komunizmu uswiadczyc sie nie dalo, wiec nasze analogie i doswiadczenia nie calkiem tu pasuja. To jest kraj - a propos medycyny - gdzie smiertelnosc niemowlat jest czterokrotnie nizsza niz przecietna regionu, a wiesniacy maja zeby, a nie szczerby i pienki. To jest kraj, gdzie komunizm ani Castro daleko nie sa obiektem uniwersalnej nienawisci. Zreszta tak jest w wiekszosci krajow, ktore przeszly przez komunizm: w ponad dekade po obaleniu muru Polska nie moze sobie znalezc lepszego prezydenta niz faceta, ktory z ramienia KC zarzadzal pilka nozna. Polowa Polakow nadal popiera decyzje wprowadzenia stanu wojennego.
Danka sie dziwi, dlaczego ojciec nie chce zostac w USA, i jest calkiem mozliwe, ze jest manipulowany, a moze i nawet w Ameryce zostanie. Ale mozliwe i prawdopodobne jest takze, ze zostac nie chce, bo chce zyc na Kubie. Nie wiem, ilu takich ludzi na Kubie zyje, ale wiem, ze jest ich duzo.
Kuba ma swoje doswiadczenie z dyktatorami i w dwudziestym wieku tych, ktorych naprawde nie chciala, obalala wielokrotnie. Po upadku Sowietow, ktorzy Kube utrzymywali, Castro zostal przy wladzy nie dlatego, ze po ulicach jezdzily czolgi, a przed switem wyciagano z domow, ale dlatego, ze nie znalazla sie w kraju sila, ktora by go obalila, mimo fatalnej ekonomicznie dekady, kiedy naprawde bylo im bardzo ciezko. Castro, przynajmniej w kubanskiej swiadomosci spolecznej, to nie Batista, Duvalier, Trujillo czy Somoza.
Piszesz tez o poswieceniu rodzicow dla dobra dzieci. Otoz, Teresko, to dziecko na dobra sprawe zyc nie powinno, a zyje wbrew logice i przypadkom losu. Powinno bylo z tej detki spasc i utonac, jak jego matka i jej przyjaciel, albo moze powinny je pozrec rekiny. Zyje nie dlatego, ze matka chciala jego dobra - tylko wbrew temu, co jego matka z nim zrobila. Moj maly synek, Daniel, jest o pare zaledwie lat starszy od Eliana. Gdybys mnie zapytala, czy wolalbym go zamknac w obozie pionierskim na Kubie, czy wrzucic z detka do oceanu — sama wiesz.
Henryk
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Sat, 22 Apr 2000 19:35:34 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: PARE UWAG O KUBIE, bylo: Elian Gonzales
Leon pisze, m.in.:
> ze polowa polakow usprawiedliwia stan wojenny? > trzy-czwarte amerykanow uwaza, ze kara smierci > to bardzo dobry pomysl.
Moj drogi Leonie, piszesz jak zawsze blyskotliwie i precyzyjnie. Nie chcialbym, abys myslal, ze zamierzam w najblizszym czasie przeprowadzic sie na Kube. Nie jest to jednak kraj latwych ocen i od innych demoludow rozni sie znacznie, a gorszy od Somalii nie jest na pewno. Sluzba bezpieczenstwa bezsprzecznie istnieje i sprawnie funkcjonuje, ale w NRD funkcjonowala nawet lepiej, ze juz nie wspomne o Tonton Macoutes i innych, a tam sie jednak nie ostalo. Wiem, Korea Polnocna tez sie ostala. Istotnie. Nie sugeruje bynajmniej, ze Castro, jak Iljicz, trwac bedzie wiecznie.
Odnosnie powyzszego cytatu, tj. Polakow, stanu wojennego, Amerykanow i kary smierci. Jestes czlowiekiem zelaznej logiki i pamietasz, ze stan wojenny byl doswiadczeniem owej przyklaskujacej mu teraz polowy naszych eks-rodakow. Otoz zareczam Ci, ze polowa Amerykanow, z takim entuzjazmem popierajacych kare smierci, z autopsji jej nie zna.
Henryk
To: ianf@xxxxxx.se
Date: Sun, 23 Apr 2000 08:30:02 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Dzieki
Lucynko, dziekuje za wszystkie ciekawe rzeczy, ktore mi przysylasz. Zrewanzowac Ci sie w pelni nie moge, chyba, ze kolacja jak w koncu przyjedziesz. Tu masz tekscik, ktory pojdzie w ResPublice w nastepnym miesiacu. Musialem napisac, bo mnie chcieli z redakcji wyrzucic. Adam sie wscieknie, uzna to za zdrade i brak lojalnosci.
Best, h
Attachment converted :Attach:Repatrianci.txt (TEXT/MSIE)
To: ianf@xxxxxx.se
Date: Sun, 23 Apr 2000 18:18:22 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Dzieki
LF> Doprawdy, Henryku, nie musisz mi dziekowac LF> ani sie rewanzowac. Nie mam tez w planach LF> odwiedzania Nowego Swiata w najblizszej LF> przyszlosci (ani, niestety, Nowego Swiatu). LF> [Repatrianci] Konczy sie jakos dziwnie, LF> zastanawiam sie wiec czy aby otrzymalem to LF> w calosci?
Tak, w calosci.
LF> Powiedz mi jeszcze, zmieniles nazwisko ojca LF> na podobnie brzmiace zeby zachowac szczypte LF> 'denialability', reszta zas bez upiekszen?
Czysta fikcja. Oczywiscie, ze detale trzeba skads wziac, duzo rzeczy pamietam z dziecinstwa, inne przeczytalem. Moj ojciec (mial, dzieki Bogu, obie rece, nigdy nie siedzial w Berezie, a wojne przezyl pod okupacja, a nie w Riazaniu) istotnie przez kilka miesiecy byl sekretarzem Bieruta, ale na ten temat nic nie wiem. Czytalem natomiast dosc biografii Bieruta, zeby te kilka zdan zmontowac. Filmu "Sadko" nie widzialem nigdy, ale wiem, ze byl. Tasme "Czapajewa" podarowala mi znajoma Rosjanka, etc.
[...]Best, h
To: Henry Dasko <hdasko@total.net
Date: Mon, 24 Apr 2000 13:26:00 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: detale z dziecinstwa (Re: Dzieki)
Prozy czysto wspominkowej nie mozna oceniac zwykla miarka; jezeli to wiec fikcja-pastisz-wspominkow to niestety nie stoi na to wlasnych nozkach. Czegos tam brakuje, chociazby jakiejs ?refleksji? wynikajacej z tych szczatkowych "wspomnien". Mowilem ze czegos brakuje.
[...]
HD> Luc, ta lista jest znakomita. Zastanawiam sie, HD> czy nie moglbys jakichs pieniedzy na tym zarabiac. HD> Przejrze pozniej i poprosze Cie o pare rzeczy.
Etam, zarobic. Do tego trzeba miec Kiepele[tm]. Mow za siebie.
__L
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Mon, 24 Apr 2000 19:53:19 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: ZLOSLIWOSC PRZEDMIOTOW MARTWYCH, bylo: Elian Gonzales
Nie pamietam kiedy, ale chyba za czasow wczesnego Gomulki Polska zaprzyjaznila sie z Iranem, czyli Persja. W "Przekroju" zaczely sie pojawiac fotografie eleganckiego szacha w odkrywanym Maserati, a w "Kobiecie i Zyciu" - jego pieknej i jalowej zony, Sorayi, w gronostajach. Nawiazano stosunki dyplomatyczne. Do Teheranu pojechal nowy ambasador nazwiskiem Kiryluk. Nie wiem, skad Marysia zna perski i co znaczy w tym trudnym i starozytnym jezyku "leonczuk", ale "kiryluk" oznacza "barani chuj".
Dla Persow nawiazanie stosunkow z Europa Wschodnia bylo sprawa istotna, nie wiadomo, czy ktos znal z gory nazwisko ambasadora, ale Persowie dyplomatycznie milczeli, kiedy minister pelnomocny pojawil sie na dworze szacha z papierami akredytacyjnymi. Wiadomo natomiast, ze w polskiej ambasadzie nikt po persku nie mowil. Nie rozumiano, dlaczego przed ambasada co wieczor gromadzily sie tlumy, radosnie skandujace "Kiryluk! Kiryluk!". Rozradowany dyplomata wychodzil na balkon i jak Kiepura klanial sie zgromadzonym, a do Warszawy szly entuzjastyczne raporty o uczuciach glebokiego braterstwa, jakie Persowie odczuwaja do Polakow.
Z czasem sprawa stala sie glosna, dowiedzial sie o tym Gomulka, wpadl w furie i polecil ambasadora odwolac. Na wszelki wypadek kazal tez odwolac ze stanowiska owczesnego ministra kultury i sztuki, Bogu ducha winnego faceta nazwiskiem Karol Kuryluk.
Z Gomulka bylo sporo klopotow dyplomatycznych po jego powrocie do wladzy. Na przyjeciu w ambasadzie francuskiej, kiedy po ostrygach podano miseczki do plukania palcow z woda i plasterkami cytryny, spragniony i zbrzydzony Gomulka natychmiast wychleptal zawartosc. Szefem protokolu byl wtedy zawodowy dyplomata nazwiskiem Jozef Winiewicz, czlowiek znacznego taktu. W sposob delikatny i dyskretny wyjasnil Gomulce dekadenckie zwyczaje, panujace w swiecie dyplomacji. Tego samego wieczora na bankiecie w ambasadzie wegierskiej Gomulka z satysfakcja umyl rece w kompocie ze sliwek.
Henryk
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Tue, 25 Apr 2000 00:55:14 EDT
From: Trueweb@xxx.com
Subject: Re: ZLOSLIWOSC PRZEDMIOTOW MARTWYCH, bylo: Elian Gonzales
Heniu:
Nie uwlaczajac ani baranom ani tym bardziej Kirylukowi, uwazam jednak ze palma pierwszenstwa w temacie poslizgow jezykowych na niwie dypolomatycznej przysluguje nadal polskiemu MSZ za wyslanie do Izraela w latach 60tych na ambasadora Bide. Radosc w Polsce byla tak ogromna ze nawet cenzura zezwolila "Szpilkom" na zamieszczenie dwuwiersza "Jak Bida to do Zyda". Ale to wszystko blednie przy faux-pas ktory zdarzyl sie Jerzemu Andrzejewskiemu vis-a-vis Marii Dabrowskiej.
Sprawe ta opisuje Dabrowska w jej pamietnikach, a dezawuuje Antoni Marianowicz w JEGO pamietnikach, niedawno wydanych. Chodzi o to ze Andrzejewski przy okazji jubileuszu Damy polskiej literatury w roku 1952 zemdlal na scenie. Dabrowska pisze ze Andrzejewski zemdlal bo, jak potem tlumaczyl, zobaczyl w pierwszym rzedzie owczesnych politrukow literatury Hoffmana i Broniewska. Nicz podobnego, mowi Marianowicz: "Andrzejewski, zwracajac sie bezposrednio do pani Marii, powiedzial ze jest ona najwieksza polska EPICZKA... i wtedy, na dzwiek fatalnej fonetyki tego slowa, osunal sie bez zmyslow na podloge. ("Polska, Zydzi i cyklisci. Dziennik roku przestepnego. Iskry 1999, s. 239)
Pozdrawiam, Trueweb
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Tue, 25 Apr 2000 15:01:40 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: ZLOSLIWOSC PRZEDMIOTOW MARTWYCH
> Pytali sie gomulke czy umie po angielsku. > Oczywiscie i od razu zareprezentowal.
> Metro Golden Meir ( Meir zebys mogl to > sprzedac miedzy znajomymi)
W istocie rzeczy chodzilo o przygotowanie Gomulki do wystepu na forum ONZ, kiedy szykowal sie do swojej pierwszej i jedynej podrozy do Nowego Jorku. Wybitni anglisci uczyli go przez cztery miesiace, zeby bodaj na raucie mogl kilka slow powiedziec do Amerykanow i w ten sposob przelamac pierwsze lody. Gomulka mial w glowie komy i procenty, Nowy Jork go sploszyl i lekcji zapomnial. Skompromitowac sie jednak nie chcial, wiec kiedy go uprzejmi gospodarze spytali, jak mu przeszla podroz, przypomnial sobie to, o czym wiedzial, ze jest na pewno po angielsku: "Metro-Goldwyn-Mayer-Grrrrrrr!".
Opowiadano tez, ze kiedys przed swietami wybral sie z Zosia (née Liwa Szoken) do ZOO. Za ogrodzeniem spacerowal strus. "Zobacz - powiedziala malzonka - jaki piekny ges. Pogadaj z dyrektorem, moze nam da na swieta, kolegow zaprosisz." "Idiotko - zdenerwowal sie Gomulka - to nie jest ges. To jest pelikan. Z tego sie robi atrament".
Henryk
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Fri, 28 Apr 2000 07:36:55 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net
Subject: Re: Rzepa: [wyjatkowo parszywy wywiad z Finkelsteinem]
Przeczytalem uwaznie wywiad, przyslany przez Lucka. Czy ktos, kto ma rozeznanie w tych sprawach, moglby skomentowac?
Henryk
-----Original Message----- # Date: Thursday, April 27, 2000 3:30 PM http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/ wydanie_000426/publicystyka/publicystyka_a_2.html
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Fri, 28 Apr 2000 17:47:13 EDT
From: TrueWeb@xxx.com
Subject: Re: [SERIO] Rzepa: [wyjatkowo parszywy wywiad z Finkelsteinem]
Rozmowa z Normanem Finkelsteinem na lamach "Rzeczypospolitej" odbije sie z pewnoscia glosnym echem -ale przede wszystkim w Polsce. Nie wyobrazam sobie aby prasa amerykanska rzucila sie do tlumaczenia tego wywiadu. Finkelstein jest, jak to sie ladnie po angielsku mowi, "known quality" na tym kontynencie i na ogol nie wola sie go aby dawal swiadectwo historycznej prawdzie. Jak juz Wlodek R. podal, znany jest on jako ultra-lewicowiec co szczegolnie wyraza sie w mocno ideologicznym zabarwianiu wszystkich jego polemik. Jest zajadlym antysyjonista, swoje najbardziej znane prace poswiecil problemowi palestynskiemu widzianemu oczywiscie z anty-izraelskiego punktu widzenia. Jego atak na Goldhagena zawiera wszystkie cechy sekciarskiego propagandysty piszacego w ataku furii. Odebralo to jego polemice wiarygodnosc rzeczowego argumentu, co wcale nie bylo rzecza przesadzona bo w gruncie rzeczy mial on sporo racji.
Krotko mowiac, Goldhagen w "Hitler's willing executioners: Ordinary Germans and the Holocaust" wystapil z teza ze narod niemiecki jako narod byl juz od dawna przygotowany duchowo do realizacji programu zaglady Zydow, ze zlozyly sie na to wieki indokrynacji antysemickiej, a hitleryzm byl tylko szczytowym tego przejawem; tak tedy, gdy nastal odpowiedni moment, Niemcy jako spolecznosc z gotowoscia uczestniczyli w programie zaglady. Tak wiec, dla przykladu, Goldhagen ostro protestuje przeciw uzywania slow "nazizm, nazistowski" w odniesieniu do zbrodni niemieckich, poniewaz byly one dokonane nie tylko przez nazistow, t.j. czlonkow NSDAP. Ksiazka Goldhagena spotkala sie z ogromnym oddzwiekiem, byla bestsellerem w Niemczech, wywolala chor zgodnych pochwalnych recenzji i omal nie zapewnila mlodemu, blyskotliwie piszacemu historykowi katedry na Harvardzie.
Pozniej jednak historycy wzieli to dzielo na warsztat i przy blizszym spojrzeniu wyszly na jaw powazne mankamenty natury metodologicznej, przede wszystkim ogromne braki w bazie zrodlowej. Goldhagen zrobil ksiazke metoda "analizy lokalnej", biorac za przedmiot badania kilka batalionow pomocniczych ktore skladaly sie nie z ideologicznych nazistow a ze zwyklych Niemcow ktorzy z niebywalym animuszem wykonali polecone im zadanie likwidowania skupisk zydowskich w Polsce. Udzial reszty narodu w ludobojstwie udowadnial na podstawie materialow drukowanych.
Jednoczesnie z raczej mlodzienczym tupetem potepil w czambul historykow zydowskich ktorzy przed nim zajmowali sie ta tematyka. Finkelstein wystapil przeciwko Goldhagenowi w ksiazce p.t. "A Nation On Trial: the Goldhagen Thesis and Historical Truth" (Henry Holt, 1998) gdzie dobral sie do kazdego metodologicznego bledu Goldhagena, ale na tym nie skonczyl. Dostalo sie wszystkim innym autorom zydowskim na czele z Elie Wieselem ktorych Filnkelstein oskarzyl o syjonistyczne skrzywienie i postawienie badan nad historia syjonizmu w sluzbe imperialistycznych celow Izraela. Goldhagen chcial podac Finkelsteina do sadu ale jakos nic z tego nie wyszlo i w ogole sprawa przygasla. Bylo to jeszcze jednym swiadectwem ze Finkelstein, skadinad zdolny historyk, jest po prostu ingnorowany jako polemista.
Pisze to wszystko aby dac obraz czlowieka ktory za nastepny temat obral sobie wykorzystywanie przez Zydow Holocaustu dla zbicia majatku. Ciekawe ze zabral sie za ten temat po przeczytaniu ksiazki Petera Novicka "Holocaust in American Life", moim zdaniem bardzo dobrej, zrownowazonej krytycznej historii odniesien do tematyki zaglady wsrod spolecznosci zydowskiej w Ameryce. Mozna sie spodziewac ze Finkelstein "poprawi" ksiazke Novicka, ktory zreszta w niewielkim tylko stopniu zajmowal sie finansowymi aspektami "uzytkowania" Holocaustu.
Nie mam az tak dobrego rozezniania w sprawie odszkodowan ktora juz teraz wymaga ogromnej wiedzy polityczno-historycznej i trudno mi dyskutowac z cyframi i faktami ktore Finkelstein podaje.
Pracuje poza tym w instytucie ktory od wielu lat otrzymuje granty z funduszow Claims Conference i znam inne organizacje zydowskie ktore z tychze korzystaja. Bez wchodzenia w dyskusje nad sposobem podzialu pieniedzy moge tylko powiedziec, ze zydowskie biblioteki, instytuty badawcze i uczelnie ktorym przypadla w udziale rekonstrukcja kultury zydowskiej po wojnie, sa rownouprawnione w korzystaniu z tych funduszow. Wywiad Finkelsteina udzielony nie srodkom przekazu w Ameryce, a gazecie polskiej pachnie mi po prostu taktyczna rozgrywka gotowego na wszystko czlowieka ktory idzie na calego w rozprawie ze znienawidzonymi wrogami.
Finkelstein zna bardzo dobrze sprawy polsko-zydowskie i wie co to znaczy opublikowac ten wywiad w Polsce, pomimo to nie zaluje sobie, ani na tonie, ani na oskarzeniach. Ciekawe, na przyklad ze nagle banki szwajcarskie staly sie dla niego godne sympatii bo dobrano im sie pierwszym do skory zamiast to uczynic w Ameryce.
Z drugiej jednak strony, sprawa odszkodowan, a szczegolnie rozdzialu uzyskanych pieniedzy wymaga od zydowskich przestawicielstw nastawienia sie na to ze bedzie masa pytan, ze bedzie sie im patrzec na rece, czy to w dobrej czy zlej wierze, ze bedzie jednym slowem koniecznosc pelnej sprawozdawczosci. Latwo zignorowac Finkelsteina chociazby na podstawie tendencyjnego tytulu jego przyszlej ksiazki, ale to sprawy nie zamknie.
Marek Web
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Sat, 29 Apr 2000 08:51:17 +0200
From: Lewin <lewin@xxxxxxxx.fr>
Subject: RE: Rzepa: [wyjatkowo parszywy wywiad z Finkelsteinem]
Teza Goldhagena nie jest bardzo oryginalna. Pozyczyl ja od Raula Hilberga i nieco zmienil, ale chyba niezbyt przekrecajac. Hillberg - znany wszystkim z filmu Szoa - uwaza, ze to cala cywilizacja chrzescijanska prowadzila do "ostatecznego rozwiazania". Najpierw odzielono Zydow od chrzescijan, potem ich zaznaczono (to sw Ludwik wprowadzil obowiazek stroju i znaku dla Zydow), w nastepnym etapie miano zlikwidowac. To ze zaglady podjeli sie Niemcy jest jakby drugorzedne.
Paradoksem - moze tylko pozornym - jest to, ze ten etap przyszedl w oresie galopujacej asymilacji Zydow. Pisze pozornym bo nie brak teorii antysemickich wg ktorych asymilicja i chrystianizacja zydokonuje sie po to by mogli od wnetrza saczyc zlo i rozsadzic nim Kosciol powszechny.
Takie pomysly mamy od Nieboskiej Krasinskiego poprzez dziewietnastowiecznych Francuzow, az do dzisiejszych proroctw, ze arcybiskup Paryza, wychrzta J-M Lustiger, szykuje sie na Piotra II czyli ostatniego papieza.
Akceptacja eksterminacji Zydow przez swiat chrzescijanski jest byc moze teza dyskusyjna. O wiele bardziej oczywista wydaje mi sie absolutna obojetnosc narodow swiata na los Zyd[?]nosc wroga, jak na przyklad w Polsce, lub slabo przeslonieta rzekoma niewiedza - wsrod aliantt[?]przerwac.
To, co napisalem nie jest zadna proba rozmycia winy - pamietac trzeba, ze Szoa wykoncypowali i wykonali Niemcy.
Ludwik
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Sat, 29 Apr 2000 10:23:00 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Rzepa: [wyjatkowo parszywy wywiad z Finkelsteinem]
Zalezy co komentowac, Henryku. O jakosci, posrednio wiec tez wazkosci, argumentow profesora Finkelsteina najlepiej swiadczy ostatni akapit jego wypowiedzi:
Przewodniczacy WJC Edgar Bronfman lata swym
prywatnym odrzutowcem i twierdzi, ze potrzebuje
pieniedzy dla "biednych" ofiar. Ja bym mu od-
powiedzial: "Prosze pana, ma pan wlasny majatek
o wartosci ponad 3 mld dol., dlaczego sie pan
nie podzieli nim z ofiarami, starczy az nadto.
Niech pan zostawi Polske w spokoju.
Aczkolwiek mozna uznac, ze w (byle) wywiadzie dla prasy wolno sobie pozwolic na pewien stopien pop-frywolnosci, odstepstw od suchej terminologii naukowej, nie bardzo rozumiem jak ktos powazny, ktos na poziomie, mogl posluzyc sie tak infantylnie prymitywno-marksistowskim argumentem: Bronfman zgromadzil $3MLD —Finkelstein zapomnial dodac, a dziennikarz nie zadal mu wiodacego pytania, ze z amoralnego wyszynku wodki!— wiec niech nie zawraca glowy, skoro sam moglby wszystko wyplacic. (Dlaczego akurat Bronfman? Because he's there.)
Co do meritum sprawy, czy odszkodowania z Niemiec dochodzily do rak ofiar, zapewne ma duzo racji, bo jasne jest ze przy podziale tych "lupow," biurokracja na wszelkiego rodzaju szczeblach pochlonela duzy ich procent. Nie wiem czy "lwia czesc", nawet raczej watpie, ale niewatpliwe jest ze dla "zwyklych smiertelnych" uzyskanie odszkodowania z Niemiec nigdy nie bylo rzecza prosta. Czy nalezy za to winic tylko tych, ktorym Finkelstein to zarzuca, to inna para kaloszy..... mysle ze odpowiedzialnych bylo wiecej, tak w Niemczech, jak w Izraelu, jak i w Peerelu (ktory, o ile dobrze pamietam, zrezygnowal z podpisania umowy o odszkodowaniach indywidualnych na rowni z Izraelem, podczas gdy wzial jakas mniejsza sume, kilkadziesiat milionow dolarow, ryczaltem "w imieniu ofiar", ktora zasilila skarb panstwa [oficjalnie]. O tym profesor Finkelstein, ani jego rozmowca, nie racza napomknac.).
Dlaczego uzyskanie odszkodowania nie bylo rzecza latwa? Trzeba pamietac ze od 1945 roku, przez cala Zimna Wojne az do polowy lat 70-tych, kiedy pierwsze Drugie Pokolenie weszlo w wiek w ktorym zadaje sie rodzicom trudne pytania, Holocaust nie byl tematem popularnym, u nikogo. Na pewno odzwierciedlilo sie to w niechetnym stosunku do ofiar, nie mniej w Izraelu ("sabon" etc). Od poczatku (koniec lat 50-tych), kiedy Ben Gurion zaczal dogadywac sie z RFN-em, nikt nie zatroszczyl sie o stworzenie jakiegos nadrzednego, miedzy- czy nadnarodowego (czy ja wiem?) organu ktorego glownym zadaniem byloby wyszukiwanie ofiar i weryfikowanie ich aplikacji. Organu, ktory MUSIALABY SIE ROZLICZYC Z PIENIEDZY W SPOSOB JAWNY.
O tym nikt nie pomyslal, bo wtedy malo kto zajmowal sie tymi sprawy na tym poziomie... dla analogii prosze pamietac, ze gdyby nie dzialalnosc osoby —dopiero potem instytucji, ale nadal— prywatnej Simona Wiesenthala, wielu zbrodniarzy wojennych nie staneloby nigdy przed sadem!
Miast tego podzialem tych funduszy zaczelo parac sie mnostwo miejszych i wiekszych posrednikow, co stworzyla mozliwosci dalekoidacej korupcji i pseudo-korupcji. Kiedys czytalem, ze jakas czesc odszkodowan z Niemiec szla do Izraela w formie produkcji przemyslowej, m in., w pewnym okresie, wanien. Trudno mi sobie wyobrazic zeby te wanny rozdzielano indywidualnie; najprawdopodobniej zostaly przekazane Histradutowi czy innym organizacjom —do kibutzow?— w ramach dotacji rzadowych. Czy taki podzial nalezy wliczyc w poczet tej korucji, o ktorej mowi Finkelstein, nie wiem, ale nie watpie, ze w tych wannach niejedna raczka druga raczke myla.
Nie inaczej bylo w tych Nowych! Demokratycznych! Niemczech, gdzie sprawy rozliczeniowe z okresu III Rzeszy powierzono zwyklemu trybowi sadowemu, nie mniej chyba dlatego, zeby samemu sobie udowodnic jakimi demokratami (-jak-cholera!) oni sie stali. Tzn. osoba ubiegajaca sie o odszkodowanie musiala udowodnic (NIE ZART), ze pobyt w obozie, czy utrata najblizszych, mienia etc, w powaznym stopniu zawazyla na jej zdrowiu, i dalszych mozliwosciach zarobkowych. Nie musze mowic ze dla wielu ofiar stanowilo to kolejne ponizenie, traumatyzujace usprawiedliwianie i kupczenie swym cierpieniem.
Przy tym opierano sie na --kniaz Krapotkin powiedzialby-- echt-drobnomieszczanskiej skali oceny zdrowia i tych, mozliwosci. Z dwoch kuzynek mego ojca w Izraelu, jedynych poza nim z calej naszej rodziny, ktore przezyly Zaglade, jedna byla zonata przed wojna, z jakims lekarzem; druga jeszcze panna. Lekarz "zniknal gdzies" podczas pozogi wojennej. Kiedy przyszlo do przyznawania im odszkodowan, kuzynka-po-doktorze, z zawodu nauczycielka, otrzymala, jak sie tam zwalo, "wysoka rente", zdaje sie rzedu DM2000/miesiac. Ta druga, zaledwie "hausfrau", [powojenna] zona adwokata, tylko DM600. Obie stracily dokladnie te sama rodzine i przezyly wojne razem.
W papierach mego zmarlego w 1965 roku ojca znalazlem kopie dwoch listow z 1958 roku, jedyne znane mi jego proby uzyskania jakiegos odszkodowania za lata spedzone w getcie lodzkim, selekcje w Auschwitz, i osiem miesiecy w Dachau. Jeden, napisany zupelnie dobra angielszczyzna do British War Relief Fund referowal do wzmianki [niedatowanego wycinka] w [Manchester] Guardian ewidentnie napomykujacej o istnieniu tej organizacji. Drugi, po niemiecku, do jakiegos adwokata w Monachium, ktory musi dzialal na tym polu.
Od Anglikow ojciec dostal bardzo grzeczna odpowiedz, ze zajmuja sie wylacznie odszkodowaniami za utrate mienia obywateli brytyjskich, i ze w swojej sprawie winien zwrocic sie do wladz polskich. Od Herr Rechtsanwalt'a dosc zdawkowe wyjasnienie stanu prawnego zakonczone jednak rachunkiem za takowe: ojciec mogl dokonac wplaty znacznej jak na tamte czasy sumy albo w DM, albo nawet w zlotowkach, na konto pana adwokata w takim a takim oddziale banku w Lodzi, tu wieloczlonowy numer konta. O ile wiem ojciec pozniej nie szukal innych drog, byc moze "koniunktura" na takowe sie zmienila, i szeregowemu czlonkowi partii ktory chcial "byc [tylko] czlowiekiem", nie wypadalo robic o to szumu.
Czy ludzie ktorzy potraktowali go tak neutralnie- obscesowo zrobili to umyslnie? Nie wiem, raczej sklaniam sie ku ogolnej inercji umyslowej, braku wizji, jak komus za Zelazna Kurtyna trudno jest ubiegac sie o cos takiego bez pomocy z zewnatrz, chociazby nakierowania go we wlasciwym kierunku.
Jedno jest pewne, ze dzialalo to podobnie, jak w przypadku tzw. Foreign Aid udzielanej krajom Trzeciego Swiata przez Szwecje —nie watpie ze identycznie jest w innych panstwach— gdzie spora czesc funduszy znajduje droge do kieszeni rodzimych konsultow roznej masci, w ten sposob "wspomagajacych" rozwojowi krajow-klientow. Jest to oczywiscie forma korupcji, na pewno moralnie watpliwe, ale tak niestety (nie)funkcjonuja tryby spoleczenstw rzeczywistych, nie jakichs wyimagowanych dla potrzeb indygnacji profesorow Finkelsteinow.
Na koniec mala refleksja: Kosciol Katolicki, w ramach wyscigu o, wedle ich doktryny auto-uszlachetniajace cierpienie, jesli nie proby "arianizacji" Zaglady, uczynil swieta niegdysiejsza wroclawianke Edith Stein. Zginela w Auschwitz dlatego ze byla Zydowka, nie dlatego ze byla katolikiem. Zastanawiam sie czy, gdyby Estelle Saphir, ktorej odzyskanie zdeponowanych przez jej ojca w Szwajcarii pieniedzy zajelo "tylko" 50+ lat — gdyby przechrzcila sie na ichnie, czy KK tez uznalby ja za warta tego zaszczytu?
__L
ps. nie czytam tzadikim na biezaco, wiec jesli ktos skomentuje,
badz tak inteligentna/y[tm] i dolacz moj adres do odpowiedzi.
To: Henry Dasko <hdasko@total.net
Date: Sat, 29 Apr 2000 00:13:00 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Przed Sederem
On 00-04-19 17:29 -0400 you wrote in <tzadikim@XXXxxxxxxx.com>:
HD> [...] Gustaw Herling-Grudzinski [...] Mam na polce HD> blisko 400-stronicowy tom rozmow z Herlingiem (nie HD> dalem rady zmeczyc), gdzie jest mowa o wszystkim, HD> tylko nie o tym. Mozna mu zarzucic parnasizm, ale HD> nie brak tozsamosci czy nieautentycznosc. Robi za HD> polskiego patriote i za takiego sie uwaza.
Chodzi o "Rozmowy w Dragonei" Boleckiego? Mialem w reku, odstawilem na polke w Prusie. Zdaje sie ze ten "Najkrotszy przewodnik po samym sobie", jak pisze Sawicka, tez stroni od jakichkolwiek "kontrowersyjnych" tematow.
[...]
HD> "Honolulu" [...] Eks-socjalisci z dobrych domow, HD> a nie tylko proletariusze z przedwojennych jaczejek, HD> tworzyli znaczna czesc wczesnej kadry PRL-u. Malo HD> kto to dzis chce pamietac.
Ciekawe. Czy ta ksiazka spotkala sie z jakims odzewem? Jak mowia nasi bracia Australijczycy, news 2 me mate.
__L
To: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se
Date: Sat, 29 Apr 2000 09:44:50 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net
Subject: Re: Rzepa: [wyjatkowo parszywy wywiad z Finkelsteinem]
Wiesz, ja nie jestem specjalista, a ranga moralna problemu przerasta moje mozliwosci osadu (judgment). Nie wiem, czy czytales recenzje Hoffman z Novicka w NYRB - ciekawa, wyczerpujaca, wywazona. Wszystko co piszesz w swoim liscie to prawda, ale osoba prof. F. wydaje mi sie malo istotnym aspektem zagadnienia - to ma przeciez calkiem inny wymiar. Nie chodzi tez o normalne dzialania instytucjonalno-biurokratyczne, tylko o oskarzenie WJC o wyludzanie pieniedzy przez zawyzanie liczby ofiar etc.
Posylam kilka wypowiedzi z cadykim.
h
To: Henry Dasko <hdasko@total.net
Date: Sat, 29 Apr 2000 13:51:47 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: GW: Bikont/Szczesnej wywiad z Herlingiem/Grudzinskim (dlugie)
[Aczkolwiek nie czesc "Towarzyszy nieudanej podrozy", podroz, ktora odbywa Gustaw Herling-Grudzinski dzieki pytaniom dziennikarek
GW, jest nie mniej interesujaca.
Na szczegolna uwage zasluguje fakt, ze jest to chyba pierwszy tekst w ktorym GH-G w o g o l e napomyka o swym tzw. "pochodzeniu". Zeby nie byc jednak dluznym tym ktorzy, ponoc wbrew jego woli, zwykli stawiac go na piedestal, dla ktorych ten faktoid bedzie trudny do strawienia, niweluje go "autorytatywna" opinia nt. pogromu kieleckiego: byla to robota NKWD "dla swoich bardzo okreslonych celow". Tudziez dluzszym, niewatpliwie zasluzonym, ale tez jak najbardziej poprawnie politycznym, konspiroidalnym atakiem na Zydow amerykanskich. NB. ta ksiazka Milosza ktorej Herling nie czytal, ale ktora krytykuje za czarnowidztwo, "Wyprawa w dwudziestolecie", jest niesamowitym, lekko skomentowanym wyborem materialow prasowych i innych zrodel z lat II RP. Goraco polecam. __L ]
http://www.gazeta.pl/Iso/Wyborcza/Opinie/530swe.html
[artykul dostepny przez tydzien od dnia publikacji, 2000-04-29,
potem w platnym archiwum; adres na dole]TAK, TAKI JESTEM
Sam sobie nieraz zadaje pytanie, jak bym sie zachowywal, gdybym zostal w Polsce. Sadze, ze staralbym sie znalezc jakies zajecie nie majace nic wspolnego z pisarstwem. Nie chcialbym uchodzic za nieugietego bohatera. Z Gustawem Herlingiem-Grudzinskim rozmawiaja Anna Bikont i Joanna Szczesna
http://demo:demo@archiwum.gazeta.pl:8083/search?NS-search-page
=results&NS-query=Herling%2dGrudzinski+and+Bikont+and+Szcz%EAsna
&NS-collection=r2000&NS-search-type=NS-boolean-query&NS-max
-records=20&NS-tocstart-pat=/text/HTML-gw-tocstart.pat
To: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se
Date: Sat, 29 Apr 2000 17:46:19 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net
Subject: Re: Przed Sederem
LF> Chodzi o "Rozmowy w Dragonei" Boleckiego?
Nie stroni od kontrowersji, tylko zajmuje okreslone stanowisko. To jest nienawistnik, Luc, jak Herbert, Trznadel, Libera, Mentzel, Bolecki et al. W Rzepie drukuja historyka Chodakowskiego - wiesz o kim mowie. Wszystko rozne odcienie tego samego sztandaru. Nie chce robic za bolszewika, Jaruzelski mnie mierzi, Kwasniewski Aleksander obraza moja estetyke - ale pomiedzy tym a GHG jest jeszcze cala masa opcji. Niech zyje Olechowski!
LF> [...] LF> Ciekawe. Czy ta ksiazka spotkala sie z jakims LF> odzewem?
Nie wiem, ale mozna ja kupi w ksiegarni Odeon na Wiejskiej, kolo Czytelnika. Kup.
h
To: Henry Dasko <hdasko@total.net
Date: Sat, 29 Apr 2000 19:00:00 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Rzepa: E/Sawickiej wywiad z Herlingiem/Grudzinskim
http://www.rzeczpospolita.pl/ dodatki/plus_minus_000429/plus_minus_a_4.html
Rzeczpospolita 29.04.00 Nr 101 Naklad 131
ROZMOWA
Gustaw Herling-Grudzinski: Pisarz musi miec do powiedzenia czytelnikowi cos naprawde waznego
Klucz wrzucony do stawu
[...]
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Sat, 29 Apr 2000 23:37:47 +0200
From: marek pelc <pelcmarek@xxx.de>
Subject: Re[2]: Rzepa: [wyjatkowo parszywy wywiad z Finkelsteinem]
To nie jest jedyna teza Goldhagena ale jedna z paru i oczywiscie ze originalnosc jego ksiazki i wzburzenie ktore nastapilo po jej publikacji maja do czynienia ze sposobem w jaki swoje tezy przedstawil. Moim zdaniem ta ksiazka sprawila ze nie uzywa sie dzisiaj na kazdym kroku eufemizmu "naszisici" mimo ze chodzi o zwyklych Niemcow.
A propos po wojnie pisano "nIemcy" z malej litery - szczegolnie w pisamach Zyd. Centralnej Komisji Historycznej. Ksiazka Goldhagena ma sporo slabych punktow, ale to nie determinuje jej waznosci. Przed Goldhagenen nikt jakos nie odwazyl sie odpowiedziec na pytanie jakie byly motywacje oprawcow - bo to oczywiscie dla historykow sliski teren - material jest niepelny i nie wiadomo jak interpretowac dane statystyczne - historycy lubia miec do czynienia z dokumentami Hilberg np Proba rekonstrukcji horyzontu odczuwania oprawcow z Batalionu Policji 101 bardzo czesto metoda indukcji, gdy G. wspomina ze ci policjanci pisali do domu o tym co sie dzieje albo wysylali zdjecia i wnioskuje z tego ze nie wstydzono sie przed rodzina tego co sie dzieje ze rodzina byla na cos takiego "przygotowana" i akceptujaca albo ze zona jednego z oficerow egzekutujacych w ciazy mogla byc w poblizu egzekucji itd.
To ze Niemcy uprawiali "antysemityzm eliminacyjny" to jest tylko jedna czesc ale po to zeby Zaglada mogla sie dokonac musiala przeciez dojsc do wladzy grupa polityczna dla ktorej ten antysemityzm stal sie doktryna panstwowa i ta grupa polityczna miala poparcie narodu a trzecim warunkiem oczywiscie byla wojna. Ale zawsze wraca do nas pytanie: dlaczego mimo antysemityzmu w roznych krajach Europy Zaglada dokonywala sie Niemczech i to konsekwentnie do ostatnich dni wojny? Marek
To: Henry Dasko <hdasko@total.net
Date: Sun, 30 Apr 2000 11:45:00 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Rzepa: [wyjatkowo parszywy wywiad z Finkelsteinem]
HD> Nie wiem, czy czytales recenzje Hoffman z Novicka HD> w NYRB - ciekawa, wyczerpujaca, wywazona.
Mam na temat tej recenzji troche odmienne zdanie, a raczej nt jej transplantacji na lamy
GW (parafrazujac Mikolaja Reja, "bo Polacy nie Yankesi, i swoj problem zydowski maja"). Podczas Twej nieobecnosci mielismy o tym mala wymiane zdan na ExLibrisie, zalaczam. Ksiazka Novick'a niewatpliwie ciekawa, ale co ma ona do rzeczy w kontekscie polskim?
Dlatego uwazam ze jezeli
GW chcialoby zaprezentowac te ksiazke wlasnym czytelnikom, to winno zatrudnic wlasnego recenzenta, ktory by napisal dla tej, a nie innej, publicznosci. Merytorycznie cos na ksztalt szkicu —bo trudno nazwac go recenzja per se— Aleksandra Kaczorowskiego wokol tematyki zydowskiej w "Dzienniku Okupacyjnym" Stanislawa Rembeka ("Ballada o Grodzisku"
GW 26/27-02-2000).
NB. w/w ksiazke zdobylem, przeczytalem, i nie podzielam wzburzenia Kaczorowskiego, ale doskonale je rozumiem, bo dla niego to nowosc, te neutralno-niechetne spojrzenie przedwojennego endeka na Zydow podczas okupacji.
HD> Wszystko co piszesz w swoim liscie to prawda, ale HD> osoba prof. F. wydaje mi sie malo istotnym aspektem HD> zagadnienia - to ma przeciez calkiem inny wymiar. HD> Nie chodzi tez o normalne dzialania instytucjonalno- HD> biurokratyczne, tylko o oskarzenie WJC o wyludzanie HD> pieniedzy przez zawyzanie liczby ofiar etc.
Jak powiedzialem, nie bylo, i nie ma zadnego nadrzednego miedzynarodowego organu (poza Jewish Claims Conference?) ktory moznaby poddac lustracji finansowej. Cos takiego by sie niewatpliwie przydalo, ale to temat na prace doktorska, jesli tylko na jedna. Finkelsteinowi nie udaloby sie chyba tego powiedziec w zadnym pismie anglojezycznym ze wzgledu na grozbe pozwu do sadu o pomowienie itp, wiec wykorzystal szanse powiedzenie tego "zagranicznemu" dziennikarzowi. Co jest tu znamienne i zastanawiajace to fakt ze Rzepa takie rzeczy publikuje, bez slowa komentarza odredakcyjnego. Tudziez inne podobne teksciki, m in Chodakiewicza.
__L
To: ianf@xxxxxx.se
Date: Sun, 30 Apr 2000 07:35:03 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Rzepa: [wyjatkowo parszywy wywiad z Finkelsteinem]
LF> Ksiazka Novick'a niewatpliwie ciekawa, ale co ma LF> ona do rzeczy w kontekscie polskim?
Niemalo. Polska jest postrzegana przez amerykanskich Zydow (upraszczam) jako e l e m e n t holocaustu. Tak tez w istocie bylo, albowiem zaglada odbyla sie na ziemiach polskich. Krytyczna ksiazka Novicka daje Polakom do reki rozmaite argumenty obronne, szczegolnie, jesli poparte sa autorytetem moralnym Ewy H. Gdyby Adam nie drukowal, Rzepa zamiescilaby tendencyjnie dobrane wyjatki.
LF> Co jest tu znamienne i zastanawiajace to fakt, ze LF> Rzepa takie rzeczy publikuje, bez slowa komentarza LF> odredakcyjnego. Tudziez inne podobne teksciki, LF> m in Chodakiewicza.
Oni uprawiaja szczegolny lesseferyzm w tym wzgledzie., tj. wydrukuja nader szlachetny tekst o wydarzeniach marcowych, a obok czy nastepnego dnia - Chodakiewicza. Logika jest rzekomo taka, ze staraja sie przedstawic spectrum pogladow, czego np.
GW nie uczyni. W rzeczywistosci - maja narodowego zeza.
Luc, czy XL dziala? Nic nie dostaje. Also, pamietasz recenzje z Europy Normana Daviesa? Tam bylo pare miazdzacych. Masz? Jesli tak, bardzo prosze.
Best, h
To: Henry Dasko <hdasko@total.net
Date: 30 Apr 2000 16:05:00 +0200 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Przed Sederem
ExL dziala tak jak dziala kazde forum-bez-fermentu. Niestety, u nas [= listy "Reunion"] tego nie ma, m in dlatego, ze nie posiadamy masy krytycznej ilosci (i/albo kolektywnej madrosci) uczestnikow.
LF>> Zdaje sie ze ten "Najkrotszy przewodnik po samym LF>> sobie", jak pisze Sawicka, tez stroni od jakichkolwiek LF>> "kontrowersyjnych" tematow. HD> Nie stroni od kontrowersji, tylko zajmuje okreslone HD> stanowisko.
Mialem na mysli kontrowersji-w-cudzyslowie, m in kwestie jego odzegiwania sie od zydowstwa (hmmm... to pojecie zasluguje na wlasny, zwiezly termin: how about 'zydonegacja'? ;-))
HD> Herbert, Trznadel, Libera, Mentzel, Bolecki HD> et al. W Rzepie drukuja historyka Chodakiewicza
Libera nalezy do tego samego obozu? Gdzie on sie produkuje z takimi teksty? Apropos, Chodakiewicz jest zaledwie (?) doktorantem na Kolumbii, czy masz jakies namiary z czego on zamierza doktoryzowac, i kto bedzie jego oponentem?
HD> - wiesz o kim mowie. Wszystko rozne odcienie tego HD> samego sztandaru. Nie chce robic za bolszewika, HD> Jaruzelski mnie mierzi, Kwasniewski Aleksander obraza moja HD> estetyke - ale pomiedzy tym a GHG jest jeszcze HD> cala masa opcji. Niech zyje Olechowski!
Kwasniewski przypomina mi takiego mlodego aparatczyka ktorego w 1967? roku partia oddelegowala na stanowisko dyrektora STSu, gdzie byl rodzajem figuranta, bo teatr pod kazdym innym wzgledem, poza stricte-administrywialnym, kierowany byl przez jaczejke Jarecki-Osiecka-Markuszewski (tak jak to pamietam, acz bylo ich oczywiscie wiecej, z Ryskiem Praczem na czele). Byla to pozycja miedzy Scylla a Charybda, nie do pozazdroszczenia; poniekad moj pierwszy "namacalny" kontakt z dwulicowoscia "etatyzmu". Ciekawe co on teraz porabia....
Apropos, w styczniu bylem na takim gownianym wieczorku o "Nostalgii za PRL-em: Syrenka, Szarotka i lody 'Bambino'" w Teatrze Nowym, gdzie Krzeminskiemu (Ireneuszowi), zasiadajacemu wspolnie z Kutzem, Varga, Komendantem i (Piotrem) Bratkowskim w panelu, ubzduralo sie, ze samo pojecie 'nostalgii za PRL-em' jest wielce naganne, i dlatego, jesli juz, to nalezaloby je egzorcyzowac przez kwalifikowanie kazdego kto odwazylby sie powiedziec cokolwiek pozytywnego o tym —w koncu dlugim i niejednolitym— okresie, jako 'czlonka partii' (Krzeminski, co robil kariere na UW za PRLu, a nie masz bardziej dyspozycyjnej nauki od socjologii — dokad myslisz zwracal sie KC jak potrzebowal "niezaleznych", partyjnym serwilizmem niesplamionych badan opinii publicznej? Wertenstein-Zulawski stamtad nie mial zludzen..)
Tym samym oberwalo sie Kutzowi, ktory mial czelnosc zagaic ze "to nowe co przyszlo po wojnie, stanowilo niesamowita szanse dla takich jak on, z czworakow w Sosnowcu, ktorzy, do chwili wyjazdu na egzamin do Filmowki, nie byli dalej jak kilometr od swego domu".
Pod koniec dyskusji wstalem i opieprzylem Krzeminskiego za diabolizowanie czegos, co tego nie wymaga (wiec nalezaloby sie przygladnac jego motywom); a przy okazji zapytalem prowadzacego wieczor Komendanta dlaczego nie potrafil znalezc chocby jednej kobiety "z lat PRLu" do panelu.
To ostatnie niestety nie wypalilo, bo jakas cizia w srednim wieku z widowni rozpoznala w tym argument wojujacego feminizmu i sie obruszyla, JAKTO?!!, przeciez ona (i jeszcze jakas pani redaktor z widowni) tez zabieraly glos. Krzeminski cos odwarknal. W marcu br. bral udzial w dwudniowym sympozjum "dialogu polsko-zydowskiego" [w Instytucie Polskim w Stockholmie] (fatalnie cos belkotal po angielsku — zupelny brak refleksyjnosci i samokrytycznego spojrzenia na wlasny "odczyt"); zostalem zaproszony z racji mej obecnosci na poprzednim [podobnym spotkaniu], "Kim Jest Twoj Blizni Po Holokauscie?" w 1996r.
Nie odzywalem sie, ale drugiego dnia, podczas dyskusji, cos zapytalem. Krzeminskiemu musi wyskoczyla jakas choragiewka, bo na koncowym koktailu z konsumpcja tak lawirowal, zeby byc jak najdalej ode mnie.... ;-)) Nie moge nic napisac nt. tego zalosnego sympozjuma, bo organizatorzy, m.in. WIEZ, nie zatroszczyli sie o udostepnienie uczestnikom tekstow prelegentow, a bez tego daleko sie nie zajdzie.... zreszta mam i tak niska opinie o "dialogach polsko-zydowskich" prowadzonych przez paradygmat, czy pryzmat, religii, nawet niech im bedzie w duchu jak najbardziej ekumenistycznym. Nominalnie swieckie panstwo polskie chetnie rozparcelowuje takie dialogi specom od wiary, jak by to bylo sednem problematyki; tym samym umywajac pozniej rece: "to juz nie nasz stolik."
Notabene, ten wieczor w Teatrze Nowym nie poszedl jednak calkiem na marne dzieki wybuchowi 86?-letniego Ryszarda Matuszewskiego na zachwalana przez Varge ex cathedra "Wolna Trybune" Skrzyposzka. Czegos tak glupiego, zle napisanego, on dawno juz nie widzial! I takie sie teraz wydaje, zupelne dno! (zaluje ze nie mialem ze soba nagrywacza...)
HD> Swietne rzeczy przysylasz. Bez Ciebie bym zglupial.
"The vanity of men should never be underestimated,
and women, for some reason, have given up playing
to men's vanity, thinking perhaps that in the
12-Step Era, frankness and empathy are the key."
Garrison Keillor in Salon 1999/09/07
To: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se
Date: Sun, 30 Apr 2000 21:17:59 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net
Subject: Re: Przed Sederem
HD> Apropos, Chodakiewicz jest zaledwie (?) HD> doktorantem na Kolumbii, czy masz jakies HD> namiary z czego on zamierza doktoryzowac, HD> i kto bedzie jego oponentem?
Nie mam pojecia. Przypuszczalnie z zydokomuny, sadze, ze te teksty to fragment pracy. Czytalem jego broszurke o wojnie domowej w Hiszpanii (zenujaca), i dwa tomy dokumentow GL/AL, ktore opracowal. To jest malo ciekawy facet, nic odkrywczego w tym co pisze, nie ma. Nie sadze, Luc, zeby jego praca doktorska okazala sie w jakimkolwiek sensie wazna czy pionierska.
Best, h
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Mon, 8 May 2000 22:04:19 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Philip Roth / The Human Stain
Wyszla nowa ksiazka Philipa Rotha, zatytulowana "The Human Stain". Czytalem dwie noce bez przerwy. Historia profesora-klasycysty, prorektora koledzu w Nowej Anglii, nazwiskiem Coleman Silk, swietnego wykladowcy i dynamicznego administratora, zmuszonego do odejscia z powodu rzekomo rasistowskiej uwagi, jaka mial wypowiedziec publicznie. Wkrotce okazuje sie, ze Silk sam jest Murzynem o wyjatkowo jasnej skorze, ukrywajacym swoja tozsamosc, oficjalnie podajacym sie za Zyda i przez wiele lat ozenionym z Zydowka, ktora tez nie wiedziala, kim naprawde jest jej maz. Swietnie napisana ksiazka, pelna pasji i drapiezna. Roth najwyrazniej ostatnio czytuje klasykow, bo pelno tam aluzji do greckich tragedii i ta opowiesc ma chwilami podobny wymiar.
Historia Silka jest po czesci autentyczna. Przed czterema chyba laty czytalem w New Yorkerze swietny tekst o Anatole'u Broyardzie, wieloletnim recenzencie literackim New York Timesa, autentycznym patrycjuszu wsrod krytykow i znanej postaci wsrod nowojorskich intelektualistow. Broyard mieszkal w XVIII-wiecznym domu w Connecticut, ktory kiedys wynajal na lato jakiemus bankierowi. Bankier mial ambicje literackie, przejrzal biblioteke Broyarda i znalazl stary egzemplarz Partisan Review z jego wczesnym tekstem - ale notke o autorze wycieto zyletka. W Nowym Jorku bankier powedrowal do biblioteki i odszukal ten sam numer pisma, po czym wyczytal w notce, ze Broyard jest Murzynem. Nikt o tym nie wiedzial.
Pamietam, ze schowalem ten numer New Yorkera [June 17, 1996]. Nasunely mi sie analogie z Zydami. Leon Rozenbaum napisal kiedys w swietlicy, ze malo kto z naszego pokolenia moze powiedziec, ze nigdy nie negowal wlasnej tozsamosci. Nie wiem, czy to ogolna prawda, ale w stosunku do wielu warszawskich Zydow - na pewno tak. Zreszta znam dwa czy trzy wypadki ludzi z naszej emigracji, ktorzy po dzis dzien nie przyznaja sie do pochodzenia. Jedna z tych osob, ze Szwecji, nie powiedziala nawet wspolmalzonkowi, ktory rzekomo nic nie wie.
Polecam Rotha. Znakomita ksiazka.
Henryk
To: ExL@xxxxxxx.com
Date: Wed, 10 May 2000 17:21:26 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: "Next year in Copenhagen" ? [ExL]
Dwa miesiace temu przeczytalem o premierze sztuki brytyjskiego pisarza i dramaturga Michaela Frayna "Copenhagen" na Broadway'u.
Przedstawienie to jest proba urzeczywistnienia, rekonstrukcji, oraz interpretacji spotkania w 1941 roku Nielsa Bohra z jego uczniem/ potem [przez lata bardzo bliskim] wspolpracownikiem Wernerem Heisenbergiem. Oboje nalezeli do swiatowej czolowki badaczy energii jadrowej. Po dzis dzien nie wiadomo po co wlasciwie Heiseneberg, jakby nie bylo czlonek Herrenvolku, zjawil sie u Bohra —wedle Ustaw Norymberskich— Zyda. Michael Frayn podjal wiec probe znalezienia odpowiedzi na nigdzie niepostawione pytania. Potencjalnie bowiem spotkanie to moglo zawazyc na dalszych losach swiata; gdyby np. Heisenberg wrocil do Leipzigu upewniony ze do produkcji bomby atomowej potrzebne sa zaledwie kilogramy (ok 35), nie zas tony U235, wtedy, byc moze, Hitler wladalby bomba atomowa.....
Jak wiemy z historii Niemcy nie zdolali, wlasciwie prawie nie probowali, wyprodukowac broni jadrowej podczas wojny; podobne nie-wyniki "osiagneli" tez w dziedzinie komputerow: maszyny pioniera cybernetyki Konrada Zuse z 1942 roku (w depozycie Muzeum Techniki w Monachium), o trzy lata wczesniejsze, wiele mniejsze, i tym samym wydatniejsze od ENIAC'a, nie wywolaly zainteresowania urzednikow III Rzeszy... jeszcze jeden dowod na to ze dyktatura nie jest najefektywniejsza forma zarzadzania.
Aczkolwiek jest wsrod nas duzo fizykow ktorym ta historia nie powinna byc obca, nie dlatego o tym pisze. Raczej, poniewaz instynktywnie czulem, ze jest to opowiadanie tego samego pokroju co "Namiestnik" Rolfa Hochhuth'a (ktore widzialem, i pamietam jak przez mgle, chyba w Dramatycznym, jesli nie w Teatrze Narodowym ok. 1965-1966 roku. Potem, po wojnie szesciodniowej, jakiekolwiek "prozydowskie" dywagacje wyszly oczywiscie z "mody"). Nie zawiodlem sie; w zalaczonej ponizej stereorecenzji —stereo, bo jednoczesnie z ksiazki i ze sztuki na Broadway'u— autor siega po dokladnie to samo porownanie.
Jest to wiec rodzaj literatury spekulatywnej, wyzsza klasa "co by bylo gdyby". Znam jeszcze jeden taki utwor bedaca "rekonstrukcja" prawdziwego, wazkiego, ale detalicznie nieudokumentowanego incydentu historycznego. Jest nia sztuka "Noc Trybad" szwedzkiego dramaturga Pera Olova Enquist'a, o jednej szczegolnej dobie w zyciu Augusta Strindberga, jego zony Siri von Essen i jej kochanki "panny David" (spotkanie to ma miejsce w Kopenhadze; tam tez mieszka autor sztuki; traktuje o rozpadzie malzenstwa Strindberga; potem juz nie mialem wyrzutow sumienia ze nie czytalem tego ichniego wieszcza).
Myslac kiedys o tej sztuce zastanawialem sie z jakimi polskimi postaci (i ktore ich rzeczywiste czy wyimaginowane spotkania), chcialbym zaznajomic sie na scenie. Na pierwszym miejscu, po namysle, chyba rekonstrukcje zerwania Lechonia z Tuwimem w Nowym Jorku w 1943(?) roku, co stalo sie w wyniku —zdaje mi sie, bo temat ten nie jest zbyt obszernie opisany— opowiedzenia sie Tuwima za Zwiazkiem Patriotow Polskich i ZSRR jako przyszlych wyzwolicieli Polski, wiec przeciw endekoidalemu rzadowi londynskiemu. To musialo byc cos niezle wzburzajacego dla nich obu, Skamandrytow, poetow, dotknietych wspolna niedola emigacji. Slady tej rozlaki, wieczne powracanie do niej, widoczne jest co chwila w dziennikach Lechonia.
Na drugim miejscu: Tuwim i Gombrowicz. Co prawda jeden byl w Buenos Aires, drugi w San Paolo, odleglosc wieksza niz z Kurlandii do Karpat, nigdy sie wtedy nie spotkali i zdaje sie nie lubili nawzajem, ale sama mysl o czym mogliby ze soba mowic, dziedzic z Zydem, nie daje mi spokoju.
No i na koncu, Kosinski. Ale nie wiem kiedy/ z kim. Pomozecie?
__L
http://www.nybooks.com/nyrev/WWWfeatdisplay.cgi?20000525004R
REVIEW May 25, 2000
The Unanswered Question
Thomas Powers
a play by Michael Frayn and
directed by Michael Blakemore at
the Royale Theater, New York
opened April 11, 2000
96 pages, $10.95 (paperback)
published by Play
published by Methuen Drama
(buy the book) barnesandnoble.bfast.com/booklink/
click?sourceid=119949&ISBN=0413724905Something happened - some terrible offense was given which could never be recalled - during the wartime visit of the German physicist Werner Heisenberg to the man who probably meant most to him in the world, the Danish physicist Niels Bohr. It would be forgotten now, certainly Michael Frayn never would have written a play about it, if the offense had not somehow involved Heisenberg's role as a leader of the German effort to invent atomic bombs. But the bomb was part of it and scientists and historians have been arguing about what happened ever since.
Here is what is known: in September 1941 Heisenberg traveled to Copenhagen, where he told Bohr that in Germany a research effort was underway to develop bombs using the principle of atomic fission. Some kind of misunderstanding ensued. In despair Heisenberg told his wife and close friends that the conversation had gone astray, Bohr became too angry to continue, the meeting ended abruptly. Bohr's wife and friends later confirmed that indeed he was angry, so angry that the old friendship and intimate working relationship could never be restored. They did not see each other for many years, until Heisenberg came again to Denmark in 1947. There, in Tisvilde, where Bohr had a house in the country, they tried to sort out the earlier conversation but could agree on little - not even where it took place: on an evening walk, as Heisenberg remembered, or in Bohr's study in his home? "After a while," Heisenberg wrote in a memoir, "we both came to feel that it would be better to stop disturbing the spirits of the past."
There is no evidence that the two men ever broached the subject again during the remaining fifteen years of Bohr's life, but plenty of other people did, then and later. The 1941 meeting was minutely analyzed by American and British intelligence authorities after Bohr's escape to Sweden in 1943, one jump ahead of the Germans. Rumor of Heisenberg's visit spread through the scientific grapevine even before the war was over, and its meaning was hotly debated afterward. Why had Heisenberg come to Copenhagen? What made Bohr so angry? [...]Cos sie stalo - cos tak strasznie obrazliwego, ze nie sposob bylo tego pozniej zrekonstruowac - w trakcie odwiedzin podczas wojny niemieckiego fizyka Wernera Heisenberga u osoby, ktora prawdopodobnie znaczyla dlan najwiecej na swiecie, dunskiego fizyka Nielsa Bohra. Dawno byloby to zapomniane, z pewnoscia Michael Frayn nie napisalby o tym sztuki, gdyby owa obelga nie byla jakos wmieszana w role Heisenberga jako szefa niemieckiego projektu budowy bomb atomowych. Ale bomba byla czescia tej sprawy, i odtad naukowcy i historycy dyskutuja co takiego mialo miejsce.
Oto, co wiadomo: we wrzesniu 1941 roku Heisenberg udal sie do Kopenhagi, gdzie powiedzial Bohrowi, ze w Niemczech zainicjowano badania naukowe nad konstrukcja bomb jadrowych. Doszlo do jakiegos nieporozumienia. Zrozpaczony Heisenberg powiedzial zonie i bliskim przyjaciolom, ze konwersacja zeszla na manowce. Bohr byl zbyt zdenerowany zeby kontynuowac, spotkanie zakonczylo sie nagle. Przyjaciele i zona Bohra potwierdzili pozniej, ze istotnie byl zdenerwowany, tak wzburzony, ze starej przyjazni i bliskich wiezi wspolpracy nigdy nie da rady odratowac. Nie widzieli sie potem przez wiele lat, az do 1947 roku, kiedy Heisenberg ponownie przyjechal do Danii. I tam, w Tisville, gdzie Bohr mial letni domek, probowali sobie wyjasnic wczesniejsza rozmowe, ale nie mogli dojsc do porozumienia nawet co do tego gdzie to sie dzialo: podczas wieczornej przechadzki, jak zapamietal to Heisenberg, czy w gabinecie Bohra w jego domu? "Po jakims czasie" napisal Heisenberg we wspomnieniach, "obaj uznalismy, ze lepiej nie budzic upiorow przeszlosci."
Nie ma zadnych poszlak przypuszczac, ze Bohr i Heisenberg kiedykolwiek powrocili do sprawy w ciagu nastepnych pietnastu lat zycia Bohra, wielu innych jednak jak najbardziej, tak wtedy, jak i pozniej. Kiedy w 1943 r. Bohr uciekl do Szwecji o krok przed Niemcami, jego spotkanie z Heisenbergiem w 1941 r. zostalo drobiazowo przeanalizowane przez amerykanskie i brytyjskie sluzby wywiadowcze. Pogloska o wizycie Heisenberga rozeszla sie wsrod naukowcow jeszcze przed koncem wojny, a jej znaczenie goraco potem dyskutowano. Po co Heisenberg zjawil sie w Kopenhadze? Co tak wzburzylo Bohra? [...]
To: ExL@xxxxxxx.com
Date: Wed, 10 May 2000 13:44:15 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: "Next year in Copenhagen" ? [ExL]
Na marginesie uwag Lucjana o zwiazkach i zerwaniach pisarzy:
Tuwim, Gombrowicz, Lechon.
Tuwim pisal do Anatola Mühlsteina w kwietniu 1942:
"Sprawa nie wymaga wstepow, wiec od razu ad rem. W Buenos Aires biduje, gloduje, slowem meczy sie mlody, niezmiernie utalentowany prozaik Witold Gombrowicz. Zwrocil sie on do Wittlina, uprzednio i do mnie, z rozpaczliwym listem o natychmiastowa pomoc. Wiec zbieramy, literaci, miedzy soba. Czy bylby Pan gotow rowniez dac jakas sume na ten cel?"
Cytuje za Robertem Jarockim "Zyd Pilsudskiego", ArsPrint, Warszawa 1997. Tamze sporo o prostalinowskim nastawieniu Tuwima i jego konflikcie z emigracja, nie tylko endekoidalna. Jarocki zamieszcza bardzo krytyczny list Mühlsteina do Tuwima, w ktorym Mühlstein pisze, za ma do niego wielki uraz:
"Pan sie niestety za malo zna na polityce i dlatego byloby lepiej, zeby Pan w tych czasach glosu nie zabieral. Narod Polski znajduje sie w tej chwili w straszliwym polozeniu. Bez wzgledu na bledy popelnione przez tych lub innych, nie wypada, aby najwiekszy z jego zyjacych poetow, Julian Tuwim, oglaszal wywiady albo publikowal telegramy, ktore w duszy kazdego przecietnego Polaka musza wywolac bolesny oddzwiek."
Grydzewski, ktory do "Kwiatow polskich" odnosil sie entuzjastycznie i publikowal obszerne fragmenty (cenzurujac fragmenty, ktore uwazal za zbyt krytyczne w stosunku do przedwrzesniowej Polski), pisal do Tuwima: "Na sanacje dzisiaj wymyslac nie sztuka, trzeba to bylo robic pietnascie lat temu."
To skomplikowana sprawa, bo bliskich przyjaciol wsrod ludzi tworczych wlasciwie nie mial. Byl czlowiekiem o cieplym sposobie bycia i kontakt potrafil nawiazac natychmiast, niezaleznie od barier, jakie przed nim stawial interlokutor. Nie na wszystkich ten jego wdziek dzialal, wielu czulo do niego instynktowna niechec, ale mam wrazenie, ze to szlo bardziej o jego zawsze podejrzana reputacje, bo falszu na zewnatrz w nim nie bylo, moze za wyjatkiem ostatniego okresu, bardzo juz zalosnego. Ale jego kariera w latach 60. i po czesci 70. byla tak raptowna i telewizyjna, ze powazni pisarze amerykanscy nie byli z nim blisko. Arendt i Sontag go nie znosily. We wczesnym okresie przyjaznil sie z Arthurem Millerem, ktory mial romans z Elzbieta Czyzewska i przez to zblizyl sie do Polakow, i ze Styronem. O zerwaniu z kimkolwiek nie moglo byc mowy, bo Kosinski byl absolutnie bezkonfliktowy i umial swietnie z kazdej sytacji wyjsc, zazwyczaj przez furtke autoironii. Znana jest historia jego spotkania na jakims przyjeciu z Anatole Broyardem, krytykiem i recenzentem New York Timesa, ktory dzien wczesniej schlastal "Blind Date". Obawiano sie skandalu, ale Kosinski podszedl do Broyarda z usmiechem, mowiac "thanks for the attention".
Jesli z kims chcial sie rozstac - znikal bes pozegnania. Trudno tez bylo z nim zerwac, bo nielatwo bylo przekroczyc pewna niewidzialna zaslone, jaka stawial. Rzadko opuszczal garde. Jesli byl czlowiekiem namietnosci, to ich nie werbalizowal. Bezkompromisowe stanowisko zajmowal w dwoch sprawach: w obronie praw czlowieka i przeciwko oskarzaniu Polakow o wspoludzial w zagladzie. W ostatnich latach ten drugi temat stal sie dla niego niezwykle wazny. Rzadko sie skarzyl, ale to, co o "Malowanym ptaku" pisano w Polsce i prasie emigracyjnej trafialo go bolesnie, bo w tym wzgledzie uwazal sie jednoznacznie za glosiciela polskiej racji. Kiedys, w dyskusji na ten temat - a dyskusje podejmowal niechetnie - powiedzial do czlowieka, z ktorym byl w wielkiej zazylosci przez cale lata: "this is where we part company". Powiedzial to tonem tak finalnym, tak dla niego nietypowym, ze ciarki szly po plecach.
Przyjaciol mial trzech. W Polsce i pierwszych latach emigracji najblizszy byl mu Andrzej Wat, syn Aleksandra, bodajze historyk sztuki, mieszkajacy w Paryzu. W Nowym Jorku, do wczesnych lat 80., przyjaznil sie bardzo z Abe Rosenthalem, naczelnym New York Times'a, w 1957 wyrzuconym z Polski za reportaze, za ktore dostal Pulitzera. Po skandalu wywolanym artykulem w Village Voice i odpowiedzi NYT ich stosunki sie rozluznily. W latach 80. najblizszy byl mu Ted Field, potomek magnackiej rodziny z Chicago i hollywoodzki producent filmowy.
Autor biografii Kosinskiego, James Park Sloan, wsrod listy stu kilkudziesieciu osob, z ktorymi rozmawial przygotowujac dokumentacje, nie wymienia zadnego z powyzszej trojki.
Henryk
To: ExL@xxxxxxx.com
Date: Thu, 11 May 2000 03:02:05 +0100
From: orthe@xxxxxxx.net
Subject: Re: "Next year in Copenhagen" ? [ExL]
Lucjan:
> [...] Po dzis dzien nie wiadomo po co wlasciwie > Heiseneberg, jakby nie bylo czlonek Herrenvolku, > zjawil sie u Bohra —wedle Ustaw Norymberskich > — Zyda. [...]
Strona poswiecona Heisenbergowi:
http://www.aip.org/history/heisenberg/p01.htm
Aleksandra
To: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Date: Wed, 13 May 2000 13:16:00 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: "Next year in Copenhagen" ? [ex ExL]
Henryku, napisales:
HD> Kosinski [...] We wczesnym okresie przyjaznil HD> sie z Arthurem Millerem, ktory mial romans HD> z Elzbieta Czyzewska...
A, to byloby ciekawe, zrekonstruowac ich dialog, ousidera Kosinskiego i dramaturga-juz-wtedy-instytucje oraz widocznie seryjnego kochanka aktorek Millera. Kiedy ten romans z Czyzewska mial miejsce? O ile sie orientuje jej malzenstwo z Halberstamem trwalo ze 3 lata, 1967-1970? Czy wiesz co sie z nia dzieje, co ona tam robi? Dlaczego nie wrocila na Olim.pl?
HD> [...] W Nowym Jorku, do wczesnych lat 80., przyjaznil HD> sie bardzo z Abe Rosenthalem, naczelnym "New York HD> Times'a", w 1957 wyrzuconym z Polski za reportaze, HD> za ktore dostal Pulitzera. Po skandalu wywolanym HD> artykulem w "Village Voice" i odpowiedzi NYT ich HD> stosunki sie rozluznily.
Znam Abe Rosenthala glownie z "The Kingdom and the Power" Gay Talese'a, oraz z pozniejszych, niezbyt mu przychylnych notatek prasowych w "SPY Magazine", ktory czytalem przez dobrych kilka lat osiemdziesiatych. To jednak inna generacja niz Kosinski.
W Muzeum Historii Miasta Lodzi, w Palacu Poznanskich, znajduje sie "gabinet Kosinskiego" (obok takowych Rubinsteina, Tansmana, Bacewiczownej, jeszcze kogos i osobnego, w zeszlym roku zainaugurowanej "rekonstrukcji pokoju Karskiego"; gabinet Tuwima ma powstac niedlugo). W tymze, w gablotce, lezy kopia artykulu z New York Magazine z lutego czy marca 1983 r. w ktorym K. ujawnia kto wlasciwie pisze jego powiesci: jest nim kolektyw kilkunastu osob, zyciorysy z portretami Kosinskiego ucharakteryzowanego na rozne postaci. Niestety, nie znam tej sprawy blizej, ponad poziom plotki.
HD> Autor biografii Kosinskiego, James Park Sloan, HD> wsrod listy stu kilkudziesieciu osob, z ktorymi HD> rozmawial przygotowujac dokumentacje, nie HD> wymienia zadnego z powyzszej trojki.
Przeczytalem recenzje z ktorej wynikalo ze to nie tyle biografia, co buchalteria, wiec dalem sobie spokoj.
Ksiazke Jarockiego mam/znam, stamtad czerpalem tez swoja wiedze, ale jak powiedzialem chcialoby sie uslyszec te ich rozmowy na zywo. Apropos, Jarocki napisal kiedys o corkach Mühlsteina, szczegolnie Ance, zonie Louisa Begleya; polecam:
http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/
plus_minus_980905/plus_minus_a_2.html
__L
To: ianf@xxxxxx.se
Date: Sat, 13 May 2000 09:18:05 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: "Next year in Copenhagen" ? [ex ExL]
LF> Kiedy ten romans z Czyzewska mial miejsce? O ile LF> sie orientuje jej malzenstwo z Halberstamem trwalo LF> ze 3 lata, 1967-1970? Czy wiesz co sie z nia LF> dzieje, co ona tam robi? Dlaczego nie wrocila LF> na Olim.pl?
Wiem. Nic nie robi. To jest osoba o niezwyklych zdolnosciach autodestruktywnych, kiedys zdolna aktorka komediowa, ale jednak niewiele ponad to. Nie miala latwo, bo byla alkoholiczka. Na jej plus nalezy zapisac, ze w koncu przestala, ale to picie tez jej zdecydowanie nie pomoglo. Natomiast zycie sobie i innym zmarnowala nawet nie przez picie, tylko z charakteru. Jest to przy tym inteligentna i calkiem ciekawa kobieta. Zapytalem kiedys Halberstama, czy chcialby opowiedziec o Polsce lat 60., ale zmyl mnie takim tonem, ze mi sie zle zrobilo. Mam wrazenie, ze on jej nadal placi alimenty, ale pewien nie jestem.
Romans z Millerem - krotko po jej przyjezdzie do USA, przelom lat 60 i 70. To ona romansowala, nie on. Potrafi byc agresywna, niektorzy mezczyzni sie na to lapia.
LF> [Abe Rosenthal] To jednak inna generacja LF> niz Kosinski.
Zdaje sie, ze ur. w 1922. Z bialoruskich Zydow, ojciec nazywal sie Shipiatsky. Czerwone pieluchy - Young Communist League; potem ostro antykomunistyczny. Bardzo zainteresowany Polska, przynajmniej w tamtych latach. Nienawidzil Gomulki.
LF> W tymze, w gablotce, lezy kopia artykulu z New LF> York Magazine z lutego czy marca 1983 r. [...] LF> z portretami Kosinskiego ucharakteryzowanego LF> na rozne postaci.
To byl fotozart, dosyc zreszta glupawy. Wydawca pisma byl Ed Kosner, przyjaciel Kosinskiego. Nie wiem, ktory z nich wpadl na ten pomysl, chyba Kosner. Jerzy te sprawe z Village Voice zle rozegral, bardzo defensywnie.
LF> Przeczytalem recenzje z ktorej wynikalo ze to LF> nie tyle biografia, co buchalteria, wiec dalem LF> sobie spokoj.
Nie, to biografia, solidnie udokumentowana i pisana bardzo kompetentnym piorem. Lezy na niej cien antypatii Sloana do JK, co byloby OK, gdyby tego tak nachalnie nie eksponowal. Casus Fielda-Wata-Rosenthala jest zaskakujacy, bo rozmawiac bylo trzeba, a potem mogl napisac co chcial. Tak zrobil z wieloma przyjaciolmi K. To jest dziwna postac, Sloan, pelna jakichs wewnetrznych uwiklan i kompleksow, ktorych nie rozumiem. Zdaje sie, ze syn pastora z Poludnia, teraz ozeniony z Zydowka. Szanuje wiedze i umiejetnosci, ale jako czlowiek odrzuca mnie kompletnie. Manipulant najwyzszego rzedu.
Serdecznosci, h
To: cadikim <tzadikim@XXXxxxxxxx.com>
Date: Sat, 13 May 2000 20:55:27 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Pamietniki polityczne Rakowskiego
Meir, o pamietnikach MFRakowskiego:
MT> [...] Moj postulat jest , ze akcja narodowsciowa MT> i antysemicka w 67-69 roku nie moglaby byc MT> przeprowadzona przez Moczara bez Starszego MT> Brata poparcia i pomocy. Prawdopodobnie Moczar MT> w przyszlosci mial byc 1:szym sekretarzem , MT> podobnie do Andropowa. W ten sposob mozna MT> zrozumiec niemoc Gomulki, Kliszki i Starewicza MT> i ich pasywnosc,
Ta teza, Meir, wysuwana niejednokrotnie przez Polakow, nie ma nawet zdzbla poparcia w dokumentach. Historiografia marca i partyzantow, calkiem juz bogata, nie zawiera nic, co by ja potwierdzalo.
Piszesz o "niemocy Gomulki, Kliszki, Starewicza". Od konca. Starewicz wladzy nie mial zadnej. Mogl sobie co najwyzej zalatwic pokoj w domu wczasowym, ale na polityke wplywu nie mial zadnego. O mieszkanie i paszport tez musial prosic kogos innego. Byl de iure odpowiedzialny za media, ale nawet nie wiedzial, co i kto tam pisze, bo osrodek wladzy znajdowal sie gdzies indziej. Jego sila byl wylacznie otwarty dostep do Gomulki, ktory go lubil. Warto dodac, ze pierwszy, anonimowy artykul w Trybunie Ludu, 11 marca, wymieniajacy zydowskie nazwiska rzekomych inspiratorow, byl autorstwa Starewicza.
Gomulka nie byl niemocny. Gomulka rzadzil. Kiedy zechcial - po naradzie aktywu w Sali Kongresowej 19 marca, kiedy wreszcie zrozumial, ze to bije takze w niego - marzec bez wiekszego klopotu wyhamowal. To Gomulka wypuscil te sfore psow w czerwcu 1967, dajac jednoznaczne przyzwolenie, ze mozna. To on zezwalal na antysemityzm partyjny, nie tylko w latach 60., ale az do samego konca: w 1982 (czytalem niedawno w Polityce), juz na ostatnich nogach, pokladal nadzieje w Zjednoczeniu Grunwald, organizacji czarnosecinnej, do ktorej nalezeli Poreba i Gontarz.
Rowno dwa lata temu syn Gomulki, Ryszard Strzelecki, bronil w "Rzeczypospolitej" ojca przed zarzutami antysemityzmu, piszac miedzy innymi o marcu. W jego slowach "zasieg i intensywnosc kampanii" zaskoczyly Gomulke. To jest absolutna prawda. Gomulke reagowal nie na marcowy antysemityzm, ale wlasnie na jego zasieg i intensywnosc, ktore zaczely mu przeszkadzac.
Mam fotokopie odrecznego listu, jaki Gomulka napisal do Stalina w grudniu 1948, 20 lat przed marcem. Pisal tam: "uwazam za konieczne nie tylko zaprzestanie dalszego zwiekszania elementu zydowskiego tak w panstwowym jak i partyjnym aparacie, lecz takze stopniowe zmniejszanie tego odsetka, zwlaszcza w gornych ogniwach tego aparatu." To sa slowa jednoznaczne, domagajace sie numerus clausus dla Zydow nie tylko w gornych eszelonach wladzy, ale w calej administracji. Marzec byl tylko realizacja tych slow.
Kliszko byl jego cieniem. Sam nie myslal, ale slepo wykonywal polecenia. Do komunizmu przyszedl przez lodzka organizacje KPP, gdzie przewazali Zydzi, ktorzy nierzadko dawali mu w ideologiczna kosc. Jego wielka, przedwojenna miloscia byla poetka Sonia L. (Julek wie, bo byl kiedys spowinowacony), ktora, jak slyszalem, szydzila publicznie z jego utworow. Potem mial partyjna zone, Mire M., tez Zydowke, pozniejsza pisarke, tlumaczke i kobiete z wielkiego swiata, ktora go rzucila, kiedy poszedl siedziec. Utrzymywal sie z korepetycji z polskiego w domach zydowskiej burzuazji, gdzie mowiono do niego "niech zaczeka, Monius jeszcze je" i trzymano na klatce schodowej. Innymi slowy, mial swoje skrzywienia.
Reasumujac: partyzanci rosli w sile w latach 60-tych nie dlatego, ze ich popierali Rosjanie (chociaz kilku by sie znalazlo, szczegolnie Suslow), ale przede wszystkim dlatego, ze Gomulce calkiem sie ich program podobal. A Gomulka od 1956 roku az do roku 1970, z wylaczeniem kilku dni marca, mial w Polsce wladze absolutna, niekontrolowana i niezagrozona.
MT> [...] nie ma zadnego wspomnienia natomiast MT> o sjonizmie. Najczestsze zapiski sa w latach MT> 63-64, co trzeci zapis jest zwiazamy z kwestia MT> zydowska.
Rakowski, syn wielkopolskiego chlopa, byl i jest pozbawiony jakichkolwiek uprzedzen antysemickich w stopniu prawie niespotykanym. Jego pierwsza zona byla Zydowka - matka Wandy Wilkomirskiej, Dorota [= tesciowa MF Rakowskiego (red. dyz)] nazywala sie naprawde Dora Temkin.
Henryk
To: cadikim <tzadikim@XXXxxxxxxx.com>
Date: Sun, 14 May 2000 15:19:20 +0200
From: Josef Zorski <josef@xxxxxxxxx.se>
Subject: Re: Pamietniki polityczne Rakowskiego
Henryku i Meir-to b.ciekawe mysli. Z tego co ja slyszalem i czytalem itp,to marcowa heca nie tylko nie miala poparcia sowietow, ale i ch troche zaklopotala przy koncu. Ich ideologia przeciez byla jak najbardziej odlegla od wypedzania jewrejow jako elementu obcego. Nie zgadzam sie natomiast z Heniem co do analizy postaci Gomulki. Ja uwazam,ze on nie byl antysemita,natomiast pragmatykiem,realista i przede wszystkiem rozumial jaka szkode wyrzadza Partii zbyt duzy odsetek zydowskich towarzyszy.W zadnym kraju nie chce sie miec za duzo Zydow w aparacie rzadzacym,bo to jest naturalny odruch kazdego narodu w stosunku do swoich mniejszosci,niewazne czy Zydow czy Chinczykow.Problem mniejszosci zydowskiej polegal na tym,ze de facto nie czula sie ona mniejszoscia jesli idzie o czesto zaasymilowane jednostki,ktore w naturalny sposob piely sie po szczeblach drabiny awansow (nie tylko w polityce ale i np nauce massmedia i sztuce) na tym polega tragedia Zydow. My nie widzimy siebie jako gosci i mniejszosc narodowa w krajach gdzie mieszkalismy od setek lat,a inni nas tak wlasnie widza, i to nie znaczy,ze sa antysemitami. Poza tem Heniu-jezeli Rakowski nie byl antysemita,bo mial zone Zydowke,to Gomulka tez nie byl,bo tez mial zone Zydowke i w dodatku sie z nia nie rozwiodl. pozdrowienia Jozek
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Sun, 14 May 2000 11:26:55 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Pamietniki polityczne Rakowskiego
Jozek - nigdy nie nazwalem Gomulki antysemita. To jest okreslenie pozbawione kryteriow, nieprecyzyjne i dla roznych ludzi znaczace rozne rzeczy. Pisalem natomiast, co Gomulka robil, a jakie wnioski sam z tego wyciagniesz czy jak go zechcesz nazwac - to juz inna historia.
Co do Zydow przy wladzy - abstrahuje od tego, ze komunizm mial nie dzielic ludzi na Zydow czy nie-Zydow. Najwyzsze stanowiska w nowej wladzy - Berman, Minc, Radkiewicz, Zambrowski - ustanawial Stalin ze swoimi ludzmi. Ale Gomulka, Jozek, postulowal nie tylko odsuniecie Zydow od wierchuszki wladzy; postulowal ich czesciowe usuniecie - wedle jakich kryteriow, nie wiem - z administracji w ogole. To sie nazywa numerus clausus, a nie pragmatyzm.
W calej Europie Wschodniej za Stalina sytuacja byla analogiczna. Na Wegrzech, w Czechoslowacji i bodajze w Rumunii tez (nie jestem pewien) nawet pierwsi sekretarze byli Zydami. A jednak marzec dokonal sie tylko w Polsce, i to wlasnie za czasow Gomulki, za jego swiadomym przyzwoleniem, czesciowym udzialem i calkiem pokaznym poparciem.
Komunizm mial roznych przywodcow, zarowno Ulbrichta jak Dubczeka. Gomulka byl bezsprzecznym patriota polskim, pewnie nawet mezem stanu. Nie, nie zamykal w lagrach i nie likwidowal skrytobojczo - ale to on pociagnal za spust w grudniu 1970, choc do wladzy wyniosl go nie tyle sam pazdziernik, co czerwiec w Poznaniu, kiedy do robotnikow strzelal ktos inny. Polska jest tradycyjnie antysowiecka, wiec legenda Gomulki, twardo negocjujacego z Rosjanami w 1956 pokutuje nadal - pewnie widziales te kronike filmowa z pociagiem, zatrzymywanym wtedy na kazdej stacyjce, tlumami spiewajacymi "Sto lat". To prawda, i nikt tych tlumow nie spedzal. Gomulka rzeczywiscie umial bronic polskiej racji stanu. Byl przy tym postacia zlowroga, a chociaz siedzial w wiezieniu Stalina, przejal od niego metody wladzy absolutnej i autokratycznej, recznego sterowania panstwem, ktore traktowal jak wlasna zagrode.
W ostatecznym rozrachunku okazal sie podobny do wlasnie do Ulbrichta. Odszedl po dokonaniu najwiekszego rozlewu krwi w czasach post-stalinowskich. Dzis, jako jedyny z komunistycznych przywodcow, jest postacia na wpol kultowa wsrod czarnego skrzydla nacjonalistow, wywodzacego sie z pezetperowskich nacjonal- komunistow. Czcza go za marzec. Mowia, ze dobrze chcial, ale nie zdazyl wszystkiego dokonac, bo mu Zydzi nie pozwolili.
Henryk
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Wed, 17 May 2000 19:36:01 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Zabawa w Paryzu z Gabrysiem Lawitem
> sa tez pacjenci ktorzy placa grosze > albo i wogole nie moga ani grosza > zaplacic, ja nie odmawiam pracy z nimi, > jezeli podchodza powaznie do tego
Pewien Julek, psycholog z Frankfurtu,
swych pacjentow zwykl traktowac z kurtu-
azja. Lecz gdy nie chca mu placic,
mimo, ze sa bogaci,
Jul ich szybko wyrzuca za burtu!Henryk
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Tue, 23 May 2000 09:31:19 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Swietlica
Leon pisze:
> kiedy uderzenia w wieska osiagnely swoj > ce i "sprywatyzowal" swietlice, napisalem > ironiczny list na ten temat, ktory to list > przekonal samego henia d. zeby sie wypisac.
Ten trzezwy i przenikliwy list napisales sporo wczesniej, kiedy co naiwniejsi (ja) mysleli nadal, ze swietlica jest tzw. wspolnym dobrem. Moze to jest moj brak wyczucia slowa pisanego, ale ironii w Twoim liscie nie znalazlem, chociaz na ogol potrafie odroznic, kiedy piszesz powaznie, a kiedy nie. Twoj list nie byl tez bezposrednim powodem mojego odejscia ze swietlicy - to bylo wynikiem wymiany listow z Wieskiem i Slawkiem Grynbergiem - ale byl najwazniejszym racjonalnym argumentem za odejsciem.
Pisales - cytuje z pamieci, bo listu nie zachowalem - ze swietlica jest wylaczna wlasnoscia ludzi, ktorzy ja zalozyli, i ktorzy zapraszaja do udzialu innych wedle wlasnych kryteriow. Miales racje. Tomek sie uskarza, ze nikt poza nim nie protestowal przeciwko sprywatyzowaniu swietlicy. Najwyrazniej nikomu to nie przeszkadza i ludzie sie z tym zgadzaja. Mnie nie przeszkadzaly zadne zasady wprowadzone przez Wieska et al. i moglem sie im latwo podporzadkowac - moge pisac z ogonami, moge bez, potrafie w miare logicznie zrozumiec, co sie nadaje na ktora liste. Nie lubie, jak sie mnie obraza, wiec staram sie nie obrazac innych. Przeszkadzal mi natomiast facet z reka na wylaczniku, ktory uzywal sankcji administracyjnych, bo mu sie cos albo ktos nie podobal.
W Polsce to sie nazywalo "szlaban", albo zakaz druku. Internetu nie bylo, wiec represje administracyjne stosowano w srodkach przekazu i w wydawnictwach. Dzialaly znacznie lepiej niz merytoryczna cenzura, bo zmuszaly autora do zastanowienia sie nad kazdym slowem. Przejdzie? Nie przejdzie? Spodoba sie? Nie spodoba? Czasem to nie mialo nic wspolnego z trescia, wystarczylo jedno slowo (Jozek), zeby taki szlaban dostac. W efekcie ludzie ze szlabanem (Julek) zalozyli tzw. "drugi obieg" (wysepka).
Ania Suknik to napisala zwiezle i akuratnie, wiec tylko powtorze: Jozek, jesli chcesz byc w swietlicy, to sie nie uskarzaj, ze Cie Wiesiek skresla. Wiesz, ze Wiesiek wysepki nie lubi, do Ciebie tez ma jakies anse - nie mozesz sie dziwic, z Cie skresla. Dlaczego Cie skresla? Bo tak mu sie podoba. Jak Leon proroczo napisal - jego swietlica.
Henryk
To: Danka Keren <d.keren@xxxxxxx.ca>
Date: Fri, 26 May 2000 21:05:54 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Dwie ballady Gabrysia
Danusiu, Twoj wspanialy maz toleruje z anielska cierpliwoscia nasze etniczne rozhowory. Poniewaz lubie go bardzo, posylam Ci przeklad dwoch Gabrysiowych ballad, w przyblizeniu przynajmniej oddajacy smak jego piosenek. Nie uzgodnilem z nim, wiec nie pisz o tym i nie posylaj dalej [teksty zamieszczone tu oczywiscie za zgoda i wiedza autora piosenek (red. dyz.)].
h
"To kill the Fuehrer / Ballada o Zamachu na Hitlera"
"Father's photo / Zdjecie Ojca"
tekst i muzyka Gabriel Lawit, tlumaczenie Henryk Dasko
To: Tzadikim <tzadikim@XXXxxxxxxx.com>
Date: Sat, 27 May 2000 21:22:38 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Basia i Anglicy
Basia zwana Wampirkiem w ogole miala szczescie do Anglikow. Jesienia 1966 bylem na wakacjach w Wisle, pod Barania Gora. Przypadkiem natknalem sie na Basie, ktora ze swoja kataleptyczna, wiecznie spiaca matka mieszkala w sasiednim domu wczasowym. Niewielka grupa chodzilismy na spacery kreta i stroma szosa do Istebnej, przez przelecz Kubalonka. Bylo to ciekawe, bo na sliskiej jak szklo, prawie zawsze pokrytej blotnistej mazia nawierzchni z granitowej kostki trenowali rajdowcy, przygotowujacy sie do Rajdu Polskiego, podowczas eliminacji Mistrzostw Europy. Polska oszalala na punkcie rajdow, Sobieslaw Zasada na Steyr Puchu 650TR prowadzil w klasyfikacji europejskiej Grupy 2 i mozna go bylo na Kubalonce zobaczyc. Samochod byl malenki (zmodyfikowana licencja Fiata Cinquecento z ostrzejszym silnikiem i gorska skrzynia biegow), miescil sie w zakretach z duzym marginesem bledu i Zasada, ktory byl kierowca solidnym i pracowitym, ale talentem srednim, slizgal sie uporczywie tym zuczkiem tam i z powrotem kilkanascie razy dziennie.
Ktoregos popoludnia uslyszelismy inny dzwiek. Z daleka bylo wiadomo, ze samochod wchodzi w luki na bardzo wysokich obrotach, na samej granicy przyczepnosci, a kierowca trzyma go w zakrecie ambalujac gazem. To jechal Anglik Vic Elford, pozniejszy zwyciezca Rajdu Monte Carlo i mistrz Europy, na bialym Porsche 911. Przelecial kolo nas jak zjawa, zobaczylismy tylko wir migocacych nad kierownica rak. Minal nas na trudnej, ciasnej petli, nachylonej w odwrotna strone, gdzie sila odsrodkowa spychala samochod z szosy. Wydawalo nam sie, ze jedzie dwa razy szybciej od Zasady. Natknelismy sie na niego pare kilometrow dalej. Byl wysoki, szczuply, ubrany w wykwintne sportowe kurteczki i sweterki z naszywkami. Pil kawe z termosu i palil papierosa.
Otoczylismy wianuszkiem samochod i Elford poczestowal nas Pall Mallami. Na widok Porsche'a, kurteczek i sweterkow oczy mi wyszly na wierzch. Elfordowi tez wyszly, ale na widok Basi. Basia, drobna i fertyczna, trzepotala rzesami i pokazywala ostre zabki (stad Wampirek), Elford usmiechal sie jak Kot Rybolowca i jal szykowac dla niej miejsce w samochodzie, czyniac przy tym mnostwo zachecajacych i raczej jednoznacznych gestow, albowiem Basia jezykow obcych nie posiadala, a i polski tez nie do przesady.
Stracilibysmy pewnie Basie na zawsze, ale akurat podjechalo drugie Porsche - w owych czasach z rownym prawdopodobienstwem mozna bylo oczekiwac pojawienia sie na tej szosie dwoch lodolamaczy - z ktorego wysiadl niezwykle dystyngowany, mocno juz siwiejacy pan, w okularach, tweedowej marynarce i z czupurnie podkreconymi wasami. Pan jednym rzutem oka objal cala sytuacje, najwyrazniej dla niego nie pierwszyzne, po czym rownie dystyngowanym, oksfordzkim akcentem poczal publicznie Elforda przywolywac do porzadku. Byl to baron Huschke von Hanstein, owczesny szef stajni Porsche i legendarna postac w swiecie sportu automobilowego, w 1940 zwyciezca wyscigu Mille Miglia, gdzie entuzjastyczni Wlosi zwykli wlazic pod kola samochodow pedzacych z szybkoscia dwustu i wiecej kilometrow na godzine.
Elford z niejakim smutkiem wycalowal Basie, obdarowal ja metalowym znaczkiem Porsche'a, nam wszystkim podal reke, po czym zniknal, aby w kilka miesiecy pozniej zdrowo dolozyc Zasadzie w Rajdzie Monte Carlo. Z czasem przesiadl sie na samochody Formuly I, ale w kilka lat pozniej wypadek na torze Nuerburgring na dobra sprawe zakonczyl jego kariere. Wielokrotnie i bezskutecznie usilowalem wycyganic od Basi znaczek Porsche'a. Baron Huschke von Hanstein umarl cztery lata temu w wieku 85 lat.
Co sie dzieje z Basia - nie wiem.
Henryk
To: Tzadikim <tzadikim@XXXxxxxxxx.com>
Date: Sat, 27 May 2000 18:20:31 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: piknik-2000-Izrael
Na zdjeciu 1, [czy ktos ma to zdjecie? (red. dyz)] z przodu, drugi od prawej, w skorzanej kamizelce - Witek Goliat.
W polowie lat 60. Polske objezdzala wielka przyczepa cyrkowa, w ktorej za pieniadze pokazywano cuchnaca, rozkladajaca sie padline, czyli cielsko gigantycznego wieloryba. Ktos robil na tym rownie gigantyczna kase, a miasta i miesciny obwieszono afiszami zapowiadajacymi widowisko. Nosilo nazwe "Goliat-Wieloryb". Krzysiek Melchior (obecnie swietny lekarz w Ulricehamn, gdzies niedaleko Göteborga), czlowiek o raczej niekonwencjonalnym poczuciu humoru, ktory mieszkal w tym samym domu co Witek Goliat, nabyl od rozwieszacza plik owych afiszy i nalepial je Witkowi na drzwi. Z uporem szalenca przedstawial Witka przy kazdej okazji, mowiac "to jest Goliat-Wieloryb". Witek, niewysoki i drobny, szalal, bo Melchior powtarzal ten watpliwy zart osiemset razy, za kazdym razem uwazajac to za znakomita zabawe. Buska to pewnie pamieta, bo wszyscy moi koledzy robili do niej slodkie oczy.
W kategorii rozrywek masowych "Goliat-Wieloryb" stal o oczko wyzej od staruszki z mojego dziecinstwa, zbierajacej po domach suchy chleb dla konia i zaprawiajacej sie denaturatem na naszym podworku, ktory filtrowala przez pietke razowca. Z czasem potracila ja waskotorowa ciuchcia, chodzaca do Wilanowa i przejezdzajaca nieopodal naszego osiedla, nim jeszcze w miejscu jej (ciuchci) koncowego przystanku wybudowano partenon ambasady radzieckiej. Chodzilismy ogladac staruszke, ktorej jakos nikt nie chcial zabrac. Spoczywala przykryta papierowymi workami po cemencie. Czasami pojawiala sie baba z maszyna do robienia waty cukrowej. Taki sam, a moze nawet ten sam wozek widuje teraz w Toronto. Inna baba sprzedawala zawiniete w papierek "panskie skorki", cos jak rachatlukum. Dalej stoi pod warszawskim Zoo, kolo misiow, ale teraz to juz chyba jej corka albo i wnuczka, bo w tym fachu ludzie sie szybko starzeja.
Z rozrywek natury bardziej artystycznej zawsze mozna bylo liczyc na cos, co nazywalo sie "festyn ludowy". Nie mam pojecia, jak to w rzeczywistosci wygladalo, bo nigdy nie bylem. W Zakopanem za to zakolegowalem sie z facetami z angielskiego zespolu beatowego, raczej niezdolnymi i pozbawionymi szans na jakikolwiek sukces w swojej ojczyznie. W Polsce uchodzili za polbogow, siedzieli cale lata, grali w "Watrze" i ktos mi opowiadal, ze zamierzali poprosic o azyl polityczny, kiedy im zezwolenie na pobyt wygaslo. Mialem nadzieje, ze laska ich splendoru splynie i na mnie. Buska wie, bo byla wtedy w Zakopanem.
Ktory Slon, Sputniczko? Sasiad Wasz i Jula?
h
----- Original Message -----
To: "irusia z" <irusia@xxxxx-xxxxxx.net>,
"zdjecia" <zdjecia@XXXxxxxxxx.com>
From: "Anna Suknik" <anna@xxxxxxxxxxxxxx.se>
Sent: Saturday, May 27, 2000 4:35 PM
Subject: SV: piknik-2000-Izrael
Irusia!
Poniewaz ja nikogo na tych zdieciach nie poznaja
oprocz Slonia (chyba mam racje, ze to slon), to
bardzo prosze i juz z gory dziekuje za dokladny
opis.
sputnik
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Wed, 31 May 2000 19:37:56 -0400 (Eastern Daylight Time)
From: Dana Keren <d.keren@xxxxxxxx.ca>
Subject: Zobaczcie co znalazlam!
Machcewicz, Boleslaw. Rozne strony zycia, czyli, czego nie zawierala teczka nr 5786 w KC PZPR. Warszawa : YPSYLON, 1999. ISBN 83-85135-92-8.
Najwazniejsza rzecz jest na okladce. Cytuje:
"Edward Ochab, ktory byl przewodniczacym Rady Panstwa, kiedys w trakcie wielkiej miedzynarodowej imprezy, jaka byl i do dzis jest Wyscig Pokoju, zostal zagadniegy przez prowadzacego bezposrednia transmisje radiowa BOGDANA TUSZYNSKIEGO : "Panie Przewodniczacy, czy mozemy prosic o wypowiedz dla Polskiego Radia na temat tej imprezy". Ochab odpowiedzial: "Ja sie dziwie, ze wy, redaktor socjalistycznego radia nie znacie innych form zwracania sie, np. towarzysz czy obywatel". Sto tysiecy ludzi sluchalo tego na zywo, bo byla wtedy moda na male radia tranzystorowe. Tuszynski przybladl nieco, ale kontynuuje: "Towarzyszu Przewodniczacy, jak oceniacie te impreze?" Ochab zastanowil sie chwile i mowi: "Moj Boze, czlowiek tak malo ma czasu na ogladanie imprez". W tym momencie caly stadion krotko zachichotal. A jak zachichocze sto tysiecy, to jest dosc glosno."
Donosi - Danka
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Thu, 1 Jun 2000 09:55:36 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Zobaczcie co znalazlam!
Cytat istotnie niedokladny, bo o ile pamietam, Ochab o Bogu nic nie mowil. Natomiast gafe, transmitowana na zywo, rzeczywiscie slyszano w gornej czesci stadionu, gdzie dochodzil dzwiek z rozmieszczonych na koronie Stadionu X-lecia wysokich glosnikow na slupach. Z nich szla transmisja radiowa. Wiem, bo bylem, chociaz siedzialem nizej, ale po stadionie rozeszlo sie natychmiast. Chichotu nie pamietam, raczej powszechne uczucie zaskoczenia, ze mogl cos tak nieeleganckiego powiedziec publicznie. Rok byl chyba 66.
Historia willi na Nowym Miescie, zwanej "ochabowka", byla troche bardziej skomplikowana. To nie byl "domek, co sobie budowal na skarpie", ale calkiem reprezentacyjna budowla. Ochab, ktory mial liczna rodzine (cztery corki), mieszkal po wojnie w szesciopokojowym mieszkaniu na Parkowej, na Dolnym Mokotowie, przy zachodniej granicy Lazienek. Byl to niewysoki, otynkowany na szaro blok nalezacy do wojska, jak zreszta niemal cala ulica, zachowana prawie bez zniszczen wojennych i po wojnie przejeta przez UB i korpus oficerski. Dostal to mieszkanie jako general, wiceminister obrony narodowej i szef Glownego Zarzadu Politycznego. W tym samym budynku w latach 50. mieszkali doradcy radzieccy wysokiego stopnia, a sasiadem Ochabow mieszkajacym pietro nizej byl szef Sztabu Generalnego, Bialorusin Jerzy Bordzilowski, ktory, jak mi sie zdaje, w roku 1967 wrocil do ZSRR. We wczesnych latach 50 przed budynkiem znajdowala sie mala, pomalowana na zielono budka wartownicza ze spiczastym daszkiem, w ktorej stal (na siedzenie nie bylo miejsca) zolnierz, potem to zlikwidowano, a ochroniarz Ochaba czail sie w sluzbowce.
W polowie lat 60., kiedy po smierci Aleksandra Zawadzkiego Ochab zostal Przewodniczacym Rady Panstwa i de iure najwyzszym dostojnikiem panstwowym, wojsko zaczelo domagac sie zwrotu mieszkania. To byly czasy szybkich awansow generalskich i ostatecznego usuwania starej kadry z lat wojennych, mieszkanie Ochaba na owczesne warunki warszawskie bylo wyjatkowo atrakcyjne, a sam Ochab, ozeniony z Zydowka, a do tego, jak slusznie pisze Ludwik, czlowiek wielkiej przyzwoitosci, byl znienawidzony przez sitwe dochodzaca wlasnie do wladzy. Zabrac mu mieszkania nie bylo mozna, ale mozna bylo dac tzw. kopniaka w gore. Byly to lata dowcipow o ogloszeniu drobnym w "Zyciu Warszawy": "Zamienie szlak bojowy od Lenino do Berlina na dwa dni partyzantki na lubelszczyznie".
W latach 60. willi dla dostojnikow panstwowych nie budowano - to przyszlo pozniej, za Gierka. Gomulka byl pod tym wzgledem niezwykle pryncypialny, sam mieszkal w ladnym i jasnym mieszkaniu na tylach sejmu, w budynku stawianym dla wyzszej rangi aparatczykow, ale bez ostentacji czy luksusow. Pozbawiony byl aspiracji konsumpcyjnych w jakiejkolwiek formie i mawial, ze przed wojna u niego w domu dzielono zapalki na czworo, a cukier ogladal dwa razy w roku, wiec Polacy powinni byc zadowoleni, ze za jego wladzy tego robic nie musza.
Tym niemniej Ochabowi zaproponowano za zgoda Gomulki wille na skarpie Nowego Miasta. Budowac z poczatku mialo wojsko, jako rekompensate za mieszkanie na Parkowej. Uzasadniano to wszystko tym, ze po czesci willa da sie wykorzystac do celow reprezentacyjnych, tj. mialo to byc wystarczajaco obszerne, aby mozna tam bylo zaprosic na intymny obiad wizytujacego Bulgara czy enerdowca. Informacje o planowanej willi ukazywaly sie w prasie, naswietlone wlasnie pod takim katem.
Wlasnie dlatego, ze willi dla dostojnikow wowczas nie budowano (niekiedy stawiano jakies niewielkie segmenty) i stanowilo to ewenement - za kleptokracji czasow Gierka pies z kulawa noga by na to uwagi nie zwrocil - sprawa stala sie glosna. Probowano drukowac optymistyczne zajawy z postepu budowy, ale Wolna Europa miala inteligentniejszych dziennikarzy, a w Polsce poznych lat 60, kiedy dorastal powojenny wyz demograficzny, temat mieszkan stal sie nieslychanie drazliwy. Ochab zrezygnowal z willi, chociaz usilowano go przekonac, ze bedzie to odczytane jako zwyciestwo szeptanej propagandy. Budynek ukonczono i oddano Instytutowi Kardiologii. Zapamietalem ten incydent ze szczegolami, bo wydawal mi sie szczegolna synteza absurdow tamtego czasu.
Ochab umarl w roku 1989 i na Parkowej mieszkal do smierci. O ile wiem, mieszkanie zostawiono potem jego wdowie.
h
----- Original Message ----- > To: tzadikim@xxxxxxxxxx.com > From: Lewin <lewin@xxxxxxxx.fr> > Sent: Thursday, June 01, 2000 12:44 AM > Subject: RE: Zobaczcie co znalazlam! > Sam to slyszalem przez radio. Dowcip zachowany, ale > cytat malo dokladny. Nie wydaje mi sie tez by te > transmisje slychac bylo rowniez na stadionie, male > tranzytory byly jeszcze rzadkoscia, smiechu nie > pamietam. > A dlaczego medze? > Dlatego, ze Ochab, jak na czlowieka na tak wysokim > stanowisku i do tego w totalitarnej dyktaturze, byl > stosunkowo uczciwy. I przede wszystkim dlatego, ze > skonczyl kariere bo przeciwstawial sie marcowej hecy. > Faktycznie sie podczas tego etapu (Wyscigu Pokoju) > zblaznil, choc jednoczesnie ta wpadka jest dobra > ilustracja polskich sprzecznosci. > Zrobiono z niego balwana przy pomocy z urzedu > kolportowanych dowcipow wlasnie dlatego. Tak samo, > jak stworzono skandal z "ochabowka" - domkiem, co > sobie budowal na skarpie, jakoby za panstwowe > pieniadze. Jezeli nawet, to w tamtych czasach > (czesc Mordechai!) tak ludzie na jego stanowisku > rutynowo robili. Nie mowiac juz o tym, ze w wielu > demokratycznych krajach byla glowa panstwa ma prawo > do kwatery, a nawet samochodu z szoferem-goprylem. > To prawda, ze i w innych wypowiedziach nie robil > wrazenia orla, ale podobno byl bardzo oczytany > i sam pisal wiersze. > Caluje > Ludwik Pluta.
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Fri, 2 Jun 2000 15:11:08 -0400 (Eastern Daylight Time)
From: Dana Keren <d.keren@xxxxxxxx.ca>
Subject: Nowe polskie ksiazki
1. Tematy zydowskie / pod redakcja Elzbiety Traby i Roberta Traby. Olsztyn : Borussia, 1999. ISBN 8390972484
2. Dni, miesiace, lata ... wybor z polskich dziennikow wojennych i powojennych / wybor i oporacowania dokonala Ewa Jazdzewska-Goldstein. Wroclaw : Siedmiorog, 1999. ISBN 8372541280. Autorzy wspomnien: Zofia Nalkowska, Janusz Korczak, Jan Nowak, Jozef Czapski, Aleksander Wat, Ola Watowa, Maria Dabrowska, Leopold Tyrmand, Stefan Kardynal Wyszynski, Witold Gombrowicz, Gustaw Herling-Grudzinski, Marian Brandys, Andrzej Szczypiorski.
3. Korczak, Janusz. Listy i rozmyslania palestynskie. Warszawa : Ezop : Zydowski Instytut Historyczny, 1999. ISBN 83-90015355 (Ezop), 838588217 (ZIH)
Wasza Przekleta Bibliotekarka.
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com, [22 odbiorcow]@internet
Date: Fri, 2 Jun 2000 16:58:10 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: stosunkowo uczciwy
Jozku drogi,
ksiazka Swiatly jezy sie od kalumni i klamstw, nie tylko na ten temat. Dostepu do materialow "dwojki" nie mialem, ale moge Cie calkiem autorytatywnie zapewnic, ze jego szwagra nikt nie likwidowal, albowiem wielokrotnie jadalem przy jego stole posilki i cieszyl sie zdrowiem najlepszym. Ania Lec Ci to dokladniej opowie, bo byla z tym domem zaprzyjazniona znacznie dluzej niz ja. Nalezy sadzic, ze cala relacja jest rownie prawdziwa jak historia o likwidacji Czeslawa Ringera.
Edward Ochab byl w swoim czasie twardoglowym stalinowcem. Mial w zyciorysie nadzor nad Glownym Zarzadem Informacji WP i sadownictwem wojskowym w czasach stalinizmu (przez 6 miesiecy), byl tez I sekretarzem w okresie rewolty poznanskiej w 1956 i ponosil ostateczna odpowiedzialnosc za rozlew krwi, choc do konca zycia upieral sie, ze polecenie strzelania wydano dopiero w odpowiedzi na strzaly. Byl przy tym czlowiekiem uczciwym i prawym; to dzieki niemu powstala jedyna w swoim rodzaju ksiazka Teresy Toranskiej "Oni", dokument historyczny bezprecedensowej wagi, bo to on pierwszy zdecydowal sie na rozmowe z dziennikarka "Solidarnosci" i on otworzyl jej drzwi do innych, w tym do Bermana. Dobrowolnie zrezygnowal ze stanowiska I sekretarza na rzecz Gomulki, ktorego nie cenil i uwazal za czlowieka nie nadajacego sie do wladzy. Czas pokazal, ze mial racje, nie tylko w marcu 68 i grudniu 1970, ale wlasciwie przez caly okres jego rzadow.
W marcu Ochab zdobyl sie na gest wyjatkowy, przyswiadczajacy jego charakterowi. Napisal: "Jako Polak i komunista protestuje z najglebszym oburzeniem przeciw hecy antysemickiej organizowanej w Polsce przez rozne ciemne sily, wczorajszych ONR-owcow i ich dzisiejszych moznych protektorow. W sytuacji, jaka wytworzyla sie w naszej partii, jestem zmuszony nadac swemu protestowi forme rezygnacji z mandatu Biura politycznego i Komitetu Centralnego PZPR. Rownoczesnie skladam pisemna rezygnacje ze stanowiska przewodniczacego Rady Panstwa oraz przewodniczacego OK FJN". Podobnego wypadku w historii rzadzacych partii komunistycznych nie ma.
Byl w najwyzszych wladzach partyjnych w okresie stalinizmu, ale w 1954 wewnatrzpartyjna komisja, ktorej przewodzil, pierwsza sformulowala oskarzenia wojskowego aparatu sledczego o tortury, wymuszanie zeznan i prowokacje. Byl to pierwszy taki wypadek w bloku komunistycznym, bo we wczesniejszej sprawie Berii nie chodzilo o wypuszczenie nieslusznie aresztowanych, tylko o zdobycie wladzy, i oskarzenia o zbrodnie mialy charakter instrumentalny.
Nie mam pojecia, czy istotnie "nad biednym Ochabem ciazyly" jakies materialy. Mysle, ze jesli cos na nim ciazylo, to swiadomosc kleski idealow, ktorym poswiecil zycie, a nie teczka w UB. Gdyby tak istotnie bylo - zareczam Ci, czytalibysmy o tym juz wielokrotnie.
I jeszcze drobiazg - Leon niescisle napisal, ze Ochab ukonczyl wyzsza szkole handlowa. W rzeczywistosci to byla szkola srednia, odpowiednik powojennego liceum ekonomicznego, tyle, ze nazywala sie Akademia Handlowa. Skonczyl tez kilkumiesieczny kurs spoldzielcow przy UJ, ale studiow nie mial.
Pozdrowienia, Henryk
----- Original Message -----
Sent: Friday, June 02, 2000 3:27 PM
From: Josef Zorski <josef@xxxxxxxxx.se>
Subject: stosunkowo uczciwy
> Heniu,Ty naprawde ladnie piszesz, przyjemnosc czytac.
[...]
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Fri, 2 Jun 2000 17:15:28 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Nowe polskie ksiazki
JL> Jezus, Ewa ksiazke napisala! To jest zona JL> mojego kuzyna Piotra Goldsteina, swietna JL> dziewczyna i polonistka. Wiesz cos wiecej? JL> Busia
Przy calym szacunku dla zaslug malzonki kuzyna, nalezy sadzic, ze ksiazke napisali raczej Nalkowska, Korczak, Nowak, Czapski et al.
h
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Fri, 2 Jun 2000 17:17:14 -0400 (Eastern Daylight Time)
From: Dana Keren <d.keren@xxxxxxxx.ca>
Subject: Re: Nowe polskie ksiazki
Buska, nic o niej tu w tej ksiazce nie pisze. Gwoli scislosci, ona tej ksiazki nie napisala, ale wybrala te pamietniki, opracowala, napisala wstep, bibliografie, no i wydala ta ksiazke, to znaczy Wyd. Siedmiorog sie zgodzilo ja wydac. Ale to jest napewno pierwszy krok. Potem przyjdzie krytyka literacka. Ona pisze tez?
Danka
DK>> Wasza Przekleta Bibliotekarka. LF> Przekleta???? Upiorna, rozumiem; Idiosynkratyczna, LF> rozumiem; Jednotorowa, rozumiem; ale zaraz "Przekleta"? LF> Ale nie bede sie sprzeczal, wiec powiem tylko: LF> Klnij Dalej!
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Fri, 2 Jun 2000 23:49:37 +0200
From: "Anka de Tusch-Lec" <anka@xxxxx.dk>
Subject: Sv: stosunkowo uczciwy
Od kilku dobrych miesiecy nie jestem na zadnych listach i jak narazie jest mi z tym dobrze. Zreszta wszystko co mialam do powiedzenia to powiedzialam. i dla tego jest mi dobrze z ta cisza. Chce tylko potwierdzic slowa Henka, ze Ringera nikt nie zlikwidowal i ze bylam czestym gosciem w ich domu. Ochab do wilii sie nigdy nie wprowadzil bo ponoc corki mu na to nie pozwolily. Niestety z mieszkaniem na Parkowej sa klopoty, bo zglosili sie przedwojenni wlasciciele a tam mieszkaja jakies Ochaby. [...]
caluje
anka
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com, [22 odbiorcow]@internet
Date: Fri, 2 Jun 2000 18:29:44 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: stosunkowo uczciwy
Jozek pisze:
JZ> to ciagle od nowa nie moge pojac, jak ludzie JZ> myslacy i inteligentni wchodzili bez namyslu JZ> w sluzbe tej zbrodniczej ideologi,jaka JZ> niewatpliwie byla stalinowska rzeczywistosc. [...]
U Swiatly raczej wyjasnienia nie znajdziesz. Ale w odpowiedzi na pytanie, ktore stawiasz, napisano co najmniej pare tysiecy calkiem przekonywujacych stron druku, od literatury pieknej po ksiazke Twojego wspolziomka, Jaffa Schatza, pt. "The Generation". Jak zechcesz, to Ci przygotuje liste lektur, ktore mnie osobiscie na to samo pytanie udzielily raczej wyczerpujacej odpowiedzi.
Kazda wiara, Jozek, latwo zamienia sie w fanatyzm. Dlatego, jak zauwazyl pewien popularny kiedys pisarz, religie kosztowaly zawsze tyle krwi.
JZ> Jestem coraz bardziej przekonany,ze bez JZ> zbrodni okresu leninowsko-stalinowskiego, JZ> nigdy nie powstal by nazizm w Niemczech.
Dobrze by bylo, zebys wyjasnil na czym sie Twoje przekonanie opiera, bo to jest teza raczej odkrywcza. Chyba, ze mowa o samym dojsciu Hitlera do wladzy, czyli wyborach - ale nie tak rozumiem Twoje slowa.
[.....]Henryk
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Sat, 3 Jun 2000 03:09:59 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: stosunkowo uczciwy
Jozku drogi,
oczywiscie, ze widzimy te sprawy inaczej; to nie jest jedyny zapewne temat, na jaki mamy rozne poglady. Szanuje te oceny i Twoje prawo do nich, mam natomiast zastrzezenia do Twoich rozmaitych stwierdzen, ktorych pojac nie potrafie.
Piszesz obok, ze:
JZ> Jestem coraz bardziej przekonany,ze bez JZ> zbrodni okresu leninowsko-stalinowskiego, JZ> nigdy nie powstal by nazizm w Niemczech.
Wybacz, ale to jest ahistoryczny nonsens. Korzenie zorganizowanej ideologii antysemickiej i sakralizacji rasy aryjskiej w Niemczech siegaja lat 70. XIX wieku; bezposrednia przyczyna powstania DAP (potem NSDAP) byla kleska Niemiec w I wojnie swiatowej. Program partii, od poczatku zwany "niezmiennym", powstal w roku 1920. Glosil uniewaznienie traktatu wersalskiego, zjednoczenie wzystkich Niemcow pod haslem wielkiej rzeszy i mozliwosc deportacji Zydów jako elementu obcego. W Rosji dobiegala dopiero konca wojna domowa, o zbrodniach Czeka malo kto jeszcze slyszal, a do wielkiej czystki i terroru Stalina brakowalo kilkunastu lat, a ruchy lewicowe spod rozmaitych sztandarow scieraly sie w calej Europie z ideologiami radykalnego nacjonalizmu.
"Zbrodnie okresu leninowsko-stalinowskiego" nie mialy wiec zadnego wplywu na sytuacje w Niemczech. Natomiast rewolucja bolszewicka 1917 roku istotnie wywarla znaczny wplyw na Europe, w tym takze na Niemcy. Dala m.in. asumpt rozkwitowi teorii o zydowskim spisku swiatowym, majacym na celu zniszczenie chrzescijanstwa. Do wyznawcow tej teorii nalezal takze Hitler, i wizja [~] miedzynarodowego spisku zydokomuny rzeczywiscie stanowila znaczacy element jego programu.
O ksiazce "Mowi Jozef Swiatlo". Nie wierzysz, ze to pelne kalumni i klamstw, bo:
JZ> Ksiazke pisal Zbigniew Blazynski, czlowiek JZ> ponad wszelkie watpliwosci uczciwy i prawy.
Blazynski, Jozek, napisal mniej niz 10% tekstu, a cala reszta to slowo w slowo transkrypcje tasm Swiatly. Jozef Swiatlo byl najgorszym z najgorszych, asem policji politycznej totalitarnego rezimu. Jego zrodla to teczki departamentu X, a jego metody zdobywania informacji to tortury, prowokacja, a w najlepszym razie donos. Cytujac go pisales, ze Czeslawa Ringera zlikwidowano. Zajrzalem do ksiazki i rzeczywiscie tak jest napisane. Otoz - nie zlikwidowano.
Audycje Swiatly odegraly w latach 50. ogromna role polityczna. Natomiast ich wartosc jako zrodla historycznego jest z definicji watpliwa, bo w jakim stopniu mozna polegac na wyznaniach kata, probujacego ratowac wlasna skore? Zaskakujace, ze ten dokument, w dzisiejszych kategoriach raczej pornografia historyczna niz rzetelne zrodlo, Tobie wlasnie wydaje sie wiarygodny bez reszty.
I na koniec:
JZ> Po wojnie nie bylo wysoko przy wladzy ludzi JZ> ktorzy dalej wierzyli w idee komunizmu.
Tego, Jozek, wiedziec nie mozesz. Moze tak, a moze nie. Powiem Ci tylko, ze nie znam zadnego historycznego swiadectwa, ktore by Twojej tezie przyswiadczalo i nie ma powodu, zeby ja przyjac, a juz na pewno nie w tak apodyktycznej formie. Czytalem wiekszosc dostepnych wspomnien czolowych dzialaczy komunistycznych, od Toranskiej po Chruszczowa, Dzilasa i Londona. Wielu odeszlo pozniej od komunizmu, ale nie znam wypadku, aby ktorykolwiek z nich negowal wlasne zaangazowanie ideologiczne w latach, kiedy w Europie Wschodniej wprowadzano komunizm.
Pytasz, jakim czlowiekiem mogl byc Ochab, typowany na zajecie miejsca po Bierucie. Otoz szefami partii komunistycznych bywali nie tylko Rakosi i Novotny, ale takze Nagy i Dubczek. Jesli mialbym oceniac Ochaba, mysle, ze byl blizszy tym ostatnim, i gdyby historia potoczyla sie inaczej, wierze, ze zostawilby po sobie lepsza pamiec niz Gomulka.
To sa wszystko dawne sprawy, interesujace raczej dla hobbystow. Duzo na ten temat napisano, duzo archiwow otwarto i wiedza historyczna jest na zupelnie innym poziomie niz kiedy Swiatlo mowil przed mikrofonami RWE. Ocena tamtych czasow i ludzi jest kwestia osobista. Mozna widziec powojenny komunizm polski jako ekwiwalent nazizmu minus autostrady i wielu go tak wlasnie definiuje. Ja taka wizje uwazam za redukcjonizm, uderzajacy podobny metodologia do osadow ferowanych w czasach stalinowskich.
[.....]Pozdrawiam, Henryk
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Sat, 3 Jun 2000 12:33:12 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: stosunkowo uczciwy
Jozek pisze:
JZ> Nie wiem czy czytales ciekawa ksiazke Stuarta JZ> Kahana "The Wolf of the Kremlin". JZ> Kahan zrobil cala serie rozmow w Moskwie ze JZ> swoim krewnym (bratem ojca) i wydal ta ksiazke JZ> w 1987r. Jego wujek,Lazar Moisejevitj Kaganovitj JZ> mial 93 lata gdy ksiazka byla pisana
Czytalem, Jozku. Ciesze sie, ze Cie zaciekawila. Jest to, obok ksiazki Johna Sacka "Oko za oko", ulubiony tekst zrodlowy organizacji neonazistowskich. Mozesz zajrzec na Internet i sprawdzic. W jezyku policyjnym taki utwor nazywa sie "falszywka" i polega na tym, ze na kanwie rzeczywistych postaci i zdarzen buduje sie pseudodokumentalny i niesprawdzalny material, po czesci fikcyjny. Wspoltworca gatunku byl we wczesnych latach 70. autor powiesci sensacyjnych, niezly skadina pisarz, Alan Williams. Ksiazka nosila tytul "The Beria Papers". Jesli wpadnie Ci w rece - przeczytaj, swietnie napisane.
Ty mnie pewnie, Jozek, uwazasz za apologete komunizmu i myslisz, ze w domu mam kapliczke z ikona Iliicza. Tak nie jest. Praktyka komunizmu u wladzy wszedzie opierala sie na klamstwie i zawierala w sobie zbrodnie, a w ekstremalnych wypadkach - ludobojstwo. Mozna sie dzisiaj bez wysilku duzo na ten temat dowiedziec, bo w kazdej ksiegarni leza inteligentne i rzetelne ksiazki na ten temat i wcale nie trzeba byc do tego historykiem, bo ta wiedza dostepna jest w popularnej formie dla wszystkich. Ale budowanie sobie obrazu historii i komunizmu na podstawie Swiatly i "Wolf of the Kremlin" powoduje, ze potem piszesz o odpowiedzialnosci stalinowskich zbrodni za nazizm i podobne nieprawdziwe rzeczy.
Pozdrawiam, Henryk
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Sun, 4 Jun 2000 08:36:59 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: stosunkowo uczciwy
Jozek pisze:
> przede wszystkiem ja nie napisalem o odpowiedzialnosci > komunizmu za nazism, tylko napisalem,ze JA uwazam,ze > bez komunizmu nie byloby dojscia nazismu do wladzy.
Jozek, przeciez ja nie dyskutuje z historia, tylko z Toba.
> Co do ksiazki Kahana. Czy ksiazka jest falszywka? > Skad to wiesz ?Autor pokazuje kopie dokumentow > z ktorych wynika,ze dostal potem zakaz wjazdu do > ZSRR. czy on klamie,ze jest krewnym Kaganowicza ?
Sadze, ze nie klamie. Wiesz, ja tej ksiazki nie zachowalem, a to sie ukazalo chyba kilkanascie lat temu. Wtedy ja czytalem, razem z miazdzacymi zupelnie recenzjami - wlasnie w kontekscie wiarygodnosci. Pamietam, ze jednym z zarzutow bylo to, ze Kaganowicz nie znal jidysz, poza tym autorowi wytykano jakies rzeczywiscie absurdalne bledy - ale szczegolow przytoczyc tutaj nie potrafie. Pamietam tez, ze zaliczylem ja, slusznie czy nieslusznie, do tego samego gatunku literackiego co w pare lat pozniej wspomnienia kochanki Stalina, ksiazki niewiarygodnej, w ktorej prawda miesza sie z fikcja.
> Zgadzam sie,ze te dwie ksiazki to nie sa ksiazki > historyczne. Zgadzam sie ,ze w historycznej debcie > nie powinny byc cytowane.Ale nasza debata to nie > jest naukowa dyskusja.
Jozek, przeciez to nie ja wnioslem te ksiazki do dyskusji, tylko Ty. Jesli chcesz dyskutowac o pogladach in abstracto, w kategoriach moralnych - bardzo chetnie. Ale nie chce na podstawie takich zrodel budowac obrazu historii, bo sa to w mojej ocenie ksiazki niewiarygodne, a dzisiaj nasza wiedza o komunizmie opiera sie i powinna opierac na tym, co prawdziwe.
Na tym punkcie mam rzeczywista obsesje - z kilku powodow. Po pierwsze dlatego, ze dorosle lata spedzilem w Polnocnej Ameryce, gdzie pierwsza zasada literatury faktu jest skrupulatnosc i wiarygodnosc. Tak mnie, jako czytelnika, wychowali.
Drugim powodem sa moje lata w Polsce. Otoz naczelna zasada komunizmu u wladzy bylo klamstwo - w kazdej mozliwej formie, od polprawdy, niedopowiedzenia, przeklamania, po absolutne falszerstwo. Moja ulubiona lektura lat dzieciecych byla powiesc "Daleko od Moskwy" Wasyla Azajewa, ksiazka o herosach pracy socjalistycznej, budujacych rurociag naftowy gdzies na dalekim zapleczu frontu. Mialem 9 lat, ksiazka bylem zachwycony i chcialem natychmiast jechac na Daleki Wschod, zeby sie do tej budowy przylaczyc. W kilka lat potem - moglem miec 13-14 lat - dowiedzialem sie od przyjaciela naszego domu (Buska wie), ze Azajew siedzial w lagrach i ksiazke napisal na podstawie wlasnych doswiadczen, oczywiscie przemilczajac fakt, ze to byl Gulag. Od tej chwili, powoli i z oporami, zaczalem sie rozstawac z komunizmem, nie chcialem juz czytac "Soso" i przestalem snic o "Wyprawie do Arteku".
Mysle tez, ze moze bym z Polski i po marcu nie wyjechal (wielu z mojego srodowiska jednak zostalo), gdyby nie marcowa prasa. Usuniecie z SGPiS-u przyjalem z niejaka ulga, bo to bylo paskudne miejsce i per saldo zrobili mi przysluge - ale dopiero wymiar klamstwa marcowej propagandy uswiadomil mi z cala ostroscia, ze to juz nie chodzi o szczytne cele i nie w pelni dojrzale spoleczenstwo, tylko o to, ze nieprawda jest wpisana w genetyczny kod tego systemu.
Mamy inne doswiadczenia, Jozek. Moj ojciec byl jednym z tych, ktorzy jak slusznie piszesz, "przywlekli sowietyzm do Polski", choc tak naprawde przywlokl go Stalin, a nie garstka idealistow, ktorej udalo sie przezyc jego lagry. Byloby dziwne, gdybysmy o wszystkim mysleli tak samo. Napisalem Ci poprzednio, ze szanuje Twoje poglady i nie mam zamiaru polemizowac z Twoja wizja komunizmu, choc moj obraz (w odniesieniu do Polski, a nie ZSRR) jest zapewne mniej czarno-bialy. Ale prawda jest prawda, historia-historia, i mozna ja oceniac tylko na podstawie tego co sie w rzeczywistosci wydarzylo.
Pozdrowienia, Henryk
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Mon, 05 Jun 2000 22:07:22 +0200
From: Stefan Burg <stefan.burg@xxxxxxx.se>
Subject: Re: stosunkowo uczciwy
JZ> [...] Czytam Twoj szkic o Brychcie, faktycznie JZ> z zapartm tchem. Coz za tragiczny los, a jedno- JZ> czesnie jaka wspaniala ilustracja epoki ! Historia JZ> artysty jako historia calego kraju. Powroce jak JZ> doczytam do konca, bo czytam to powoli.
Jozek,
Brycht bardzo wczesnie przestal byc "artysta" i szybko stoczyl sie w dol. Swoja rownie pochyla zapoczatkowal praktycznie "Raportem z Monachium" , a zakonczyl "Azylem politycznym", najplugawszym chyba utworem w calej polskiej literaturze.
Henryk slusznie kwituje ten szmatlawiec kilkoma zaldwie zdaniami, zastrzegajac sie ze i to za duzo. Chcialbym tylko dodac, ze w porownaniu z "Azylem", "Malo wierni" czy tez "Glupia sprawa" to wrecz arcydziela literackie i moralne wyzyny.
Mysle takze, ze dosc pochopnie porownujesz losy drania, "literackiego" donosiciela, i kabotyna Brychta, z "historia calego kraju" i doszukujesz sie tragizmu tam, gdzie ja widze glownie skurwysynstwo i oportunizm, okraszone ponadto niemala dawka antysemityzmu.
/Stefan
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Mon, 05 Jun 2000 22:26:00 +0200
From: Stefan Burg <stefan.burg@xxxxxxx.se>
Subject: Re: stosunkowo uczciwy
JZ> Ale czekaj Stefan. Czy czytales caly esej Henka ? JZ> Nie uwazasz,ze Brycht byl artysta ?
Byl. Szybko przestal. Skurwysynstwo mu pozostalo. Oczywiscie ze czytalem esej Henka. Brychta tez zaliczylem. Nie mam zwyczaju komentowac utworow nieprzeczytanych.
/Stefan
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Mon, 5 Jun 2000 17:25:12 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: stosunkowo uczciwy
Stefan, jesli masz zamiar zarzucac mi publicznie klamstwo, to dobrze by bylo, gdybys to zaadresowal bezposrednio do mnie, a nie do osob trzecich.
Oczywiscie, ze wymyslilem. Listy od niego tez sfalszowalem. Mozliwe tez, ze mam rozdwojenie jazni, i w rzeczywistosci calego Brychta sobie uroilem.
Henryk
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Tue, 06 Jun 2000 00:44:19 +0200
From: Stefan Burg <stefan.burg@xxxxxxx.se>
Subject: Re: stosunkowo uczciwy
Henryku, nie unos sie. Esej jest znakomity, o czym Ci zreszta powiedzialem od razu po przeczytaniu. Nigdy nie zarzucalem Ci rowniez _klamstw_, falszerstw dokumentow, ani mentalnych bifurkacji: wiem rowniez ze rzetelnie sprawdzasz zrodla i materialy i autentycznie zazdroszcze Ci Twojej wiedzy, talentu a takze Twojego archiwum.
Po prostu ten kadysz wydal mi sie zbyt literacki, i ta uwaga podzielilem sie w toku e-mailowej rozmowy o Brychcie. W koncu licencja autorska tez nie jest grzechem, istnieja precedensy.
Twoja reakcja mowi mi jednak, ze nie mialem racji, wobec czego przepraszam i przyjmuje do wiadomosci fakt, ze nawet i prawda moze czasami okazac sie zbyt literacka.
Jeszcze raz: naprawde nie chcialem Cie urazic, i przepraszam ze/jezeli to zrobilem.
Pozdrowienia,
Stefan
> Date: Mon, 5 Jun 2000 18:55:22 -0400 > OK. Dziekuje za list. > Henryk
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Wed, 7 Jun 2000 08:33:08 +0200 (IST)
From: Treibith Meir <treibith@xx.xxxx.xx.il>
Subject: Re: stosunkowo uczciwy
A propos Brychta,
W trzecim tomie Pamietnikow Politycznych, Rakowski 4 razy wymienia nazwisko Brychta, za kazdym razem w negatywnym kontekscie dodajac jednoczesnie o B. ze jest zdolnym pisarzem.
Z sarkazmem podaje, ze Brycht w 1967 roku dostaje Panstwowa nagrode za 'Raport z Monachium', ktory koronuja go na znawce Niemiec, bez znajomosci jezyka niemieckiego!.
W owych czasach Malej Rewolucji Kulturalnej (Duza Rewolucja miala miejsce w Chinach) Urzad Prasy byl pod kontrola Moczara a Brycht byl ich czlowiekiem, podobnie jak Wilhelmi glowny redaktor "Kultury", ktory drukowal Brychta.
Meir
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Fri, 9 Jun 2000 18:20:45 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: powazni pisarze pisza ksiazki dla dzieci
Ani Dali nie wydal FGL [Frederico Garcia Lorca], ani Lorca nie zginal z rak Gestapo. Rozstrzelala go milicja falangistow w Grenadzie w sierpniu 1936. Dali byl wtedy w Paryzu. Istotnie sympatyzowal z Franco i mial faszystowskie fascynacje, ale przekonan politycznych nie posiadal w ogole i tego co mowil nie mozna bylo brac powaznie.
Wiadomo natomiast, ze laczylo ich bardzo wiele, wzajemna fascynacja artystyczna i osobista. W latach 20., zanim Gali zwiazal sie z Gala Eluard, spedzali razem wakacje, gdzie Lorca wielokrotnie probowal go uwiesc. Dali twierdzil, ze do stosunku nie doszlo, bo nie uwazal sie za homoseksualiste, poza tym Lorca mial sie okazac malo delikatny. Zreszta ulubionym partnerem seksualnym Dalego byl on sam - spedzil zycie jako nalogowy onanista. Rozpisywal sie o tym szeroko, a autoerotyzm jest jednym z czolowych tematow jego tworczosci. Mozna go lubic albo nie, ale artysta byl wielkim, a szalencem jeszcze wiekszym.
h
----- Original Message -----
To: tzadikim@xxxxxxxxxx.com
From: zunz family <xxxx@xxxxxxxxx.net.il>
Sent: Friday, June 09, 2000 6:04 PM
Subject: Re: powazni pisarze pisza ksiazki dla dzieci
Dali wydal Lorca ? Jak to bylo? To juz teraz
rozumiem dlaczego nigdy mi sie Dali nie podobal.
Ot tak, instynkt.
Roza.
> Halina Jaworski-Klon wrote:
>> ....szczegolnie wredny antysemita. leonr.
Szerze mowiac, to sama o tym nic nie wiem, ale slyszalam to
juz na wysepce. Kiedy i jak on to exponowal ?; czy podobnie
jak Hamsun? Czy tak jak teraz niedawno mowiono, ze Marlon
Brando jest antysemita, a potem okazalo sie , ze sie
nieprzychylnie wyrazil o prasie, krytykach i producentach
w Hollywood, ze wiekszosc z nich to Zydzi i dyktuja co sie
bedzie krecic i z kim, a inne mniejszosci, narodowe jak
np.Indianie, maja przez to zmnieszone szanse, potem sie
kajal i przepraszal u Larry Kinga, ze on napewno nie jest
antysemita. Teraz ta kampania przeciwko Tomi Hilfiger, nic
nie udowodniono, ale nawoluje sie do bojkotu. O Hamsunie
sama czytalam, ale co bylo z Roald Dahl, napisal takie
fajne ksiazeczki. Dali sypmpatyzowal z Franco, Picabia
kolaborowal, razem wydali w rece gestapo Lorce. Strawinski
byl strasznym antysemita. i chociaz to wiem, Basia nie
czytaj- slucham jego piesni (Stravinsky Songs CBS 72881)
-Basia nie czytaj. Czy tak jak Fassbinder byl (szczegolnie
wrednym) antysemita?
To: ExL@xxxxxxx.com, tzadikim@xxxxxxxxxx.com
Date: Thu, 6 Jul 2000 07:24:27 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Tak, taki byl [ExL]
Apropos Gustawa Herlinga-Grudzinskiego, musze przyznac ze nie oczekiwalem, ze nie przezyje Jerzego Giedroycia, w koncu ponad-dziewiecdziesieciolatka. Niewykluczone, ze temu drugiemu udaje sie trzymac tak mocno, bo, w odroznieniu od swego bylego wspolpracownika, nie wdawal sie w zadne meczace podroze z piedestalem w plecaku po Polsce. Grudzinski odbyl zas takich chyba z piec, po kazdej stajac sie jeszcze bardziej zgredliwym i dogmatycznym Heraldem Autoobjawionej Prawdy. Ciekawe komu teraz wsrod starszych pisarzy czy publicystow przyjdzie byc idolem prawicy... Herbert zmarl; Rozewicz, Milosz, Szymborska odpadaja; Stomma to wrecz komuch; Lem zbyt refleksyjny..... moze w-sam-raz-enigmatyczny Mrozek?
Zapewne teraz, w ramach wspominkow o Zmarlym, ukaze sie cale mnostwo tekstow, ktorych nie sposob sledzic, czy nawet byc swiadomym ich zaistnienia, z zagranicy. Wobec tego czy moglbym prosic was, "krajanow", o donoszenie, o wszelkich takich tyczacych historii "Kultury", zwlaszcza jego konfliktu/ zerwania z Giedroyciem? Ten ostatni nigdy nie skomentowal tego na glos, natomiast GH-G nie przepuszczal okazji, od pierwszego felietonu w "Rzeczpospolitej" w 1996 r., zeby nie wieszac psow na redaktorze Kultury....
12 maja 2000 GH-G odebral doktorat honoris causa UJ. Jego odczyt doktorski odnalezc mozna w "Zwojach":
__L
DONOSY #2827, 2000-07-05 14:14 GMT > Gustaw Herling-Grudzinski zmarl
To: ExL@xxxxxxx.com
Date: Thu, 06 Jul 2000 14:26:00 -0500
From: Jurek Krzystek <jurek01@xxxxxxx.xxx.xx.us>
Subject: [ExL] Re: Tak, taki byl (Herling znaczy)
Dzisiejszy (6 lipca) NYT przynosi nekrolog H-G, piora Michaela T. Kaufmana. Poniewaz zniknie on w ciagu jednego dnia, wsadzilem go do archiwum ExL na www.xxxxxxx.com wsrod moich starszych plikow.
Na marginesie: jedna z moich wiekszych wpadek na ExL dotyczyla ksiazki "Wartime Lies" niejakiego Louisa Begleya, ktora potraktowalem jako pamietnik. Sprowadzil mnie na ziemie Henryk D. A tu sie okazuje, ze jestem w doborowym towarzystwie, bo pisze w tym samym nekrologu Kaufman:
In reviewing "The Island," for The New York Times Book Review in 1992, Louis Begley, the Polish-born author of the World War II memoir "Wartime Lies," said it ["The Island"] "rightfully belongs to the canon of great works of literature," and expressed the hope that its publication would make more widely known a writer "of extraordinary talent and scope." Recenzujac "Wyspe" dla Przegladu Ksiazek New York Times'a Louis Begley, pochodzacy z Polski autor "Wojennych Klamstw", pamietnika lat wojny, napisal, ze ["Wyspa"] "spelnia wszelkie wymagania przynaleznosci do kanonu literatury swiatowej", i wyrazil nadzieje, ze publikacja tej ksiazki pozwoli szerzej poznac pisarza "niebywalego talentu i rozmachu". Czyli tez sie nabral.
A na marginesie, to niezaleznie od publicystyki H-G, o ktorej mam podobna opinie, co Lucjan, istnialy rowniez utwory literackie, ktore na ogol czytywalem z przyjemnoscia, chocby rozliczne opowiadania wloskie.
J.
To: ExL@xxxxxxx.com
Date: Fri, 7 Jul 2000 16:42:43 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: [ExL] Re: Tak, taki byl (Herling znaczy)
De mortuis aut bene, aut nihil. Powinienem milczec, bo sie nie godzi. Ale czytam uwaznie wspomnienia o nim, wliczajac milosierne slowa Adama Michnika, ktorego Herling nienawidzil i przypisywal mu role diaboliczna. Ludzi swietych nie ma, Adam sam potrafi byc zawziety, wiec poczuwam sie do napisania kilku slow.
Zmarly nie byl moim pisarzem, choc cenilem jego sztuke w ten sam sposob, w jaki ceni sie sredniowieczne malowidla, wypelniajace dlugi ciag muzealnych sal. Chylimy czolo przed kunsztem, ale malo ktore dzielo pozostaje na trwale w naszej pamieci. Mialem wrazenie, ze nie mial poczucia humoru, a juz na pewno nie w stosunku do wlasnej osoby. Pewnie bylo inaczej, w kontakcie osobistym (mowia Ci, co znali go dobrze) byl czlowiekiem urokliwym i pelnym wdzieku, ale w pisaniu potrafil stlumic to skutecznie.ö
Trudno bylo, czytajac polskie gazety i prase literacka, wyrobic sobie na jego temat wlasne zdanie. Pisano o nim z rewerencja graniczaca z namaszczeniem, na kleczkach. Tak pisano kiedys o Aleksandrze Fadiejewie, przewodniczacym Zwiazku Pisarzy Radzieckich, i o Maksymie Gorkim. Laknal tego. Otaczal sie nie tyle klaka, co akolitami, dworem, nierzadko zlozonym z ludzi o bezsprzecznych osiagnieciach, ale jak i on traktujacych siebie z powaga nadmierna. Grazyna Borkowska poswiecila mu szkic, zaczynajacy sie od napuszonych i nieprawdziwych slow "Najzuchwalszy krytyk staje wobec osoby i tworczosci Gustawa Herlinga-Grudzinskiego oniesmielony." Wlodzimierz Bolecki nadzial swoje "Rozmowy w Dragonei" patosem, ktory przywodzi na mysl nie Boga, ale zakrystie.
Mysle, ze patrzal na swiat z niesmakiem, z lekkim wstretem natury zarowno moralnej, jak i estetycznej. Byl autorem "Innego swiata", wiezniem lagrow, kawalerem Virtuti Militari i zieciem Crocego, wiec moze i mial do tego prawo. Jednakze czesto przypominal mi Solzenicyna zamknietego w vermonckich latyfundiach, za plotem zwienczonym drutem kolczastym, gloszacego prawdy objawione, a przeciez zle.
Byl czlowiekiem surowym. Ze swojego Parnasu potepial en gros marnosc otaczajacego swiata i ludzka malosc. Podejrzewalem, ze w ten sposob pragnie udowodnic wlasna wyzszosc. Byl postacia bezsprzecznie bohaterska, ale byla w nim tez jakas nieskromnosc, zadza aplauzu, moze i zrozumiala po tylu latach przemilczania jego nazwiska w Polsce. Ale ludzie naprawde wielcy takiej potrzeby nie odczuwaja, i dlatego postac Giedroycia w moich oczach bije zupelnie innym blaskiem.
Podkreslal ludzka malosc, a ja jestem z szydercow i przesmiewcow, z klerkow od Bendy i blaznow od Kolakowskiego. Najbardziej na swiecie cenie czlowiecza grzesznosc, bo tylko ona pozwala na literacki zapis odkupienia. Z zycia Herlinga powiesci napisac sie nie da, albowiem byl czlowiekiem bezgrzesznym, tak sie widzial sam i tak go widza Borkowska i Bolecki. Mimo tej bezgrzesznosci, mimo tego, ze uwazal sie za moralny kompas dla innych, nie chcial i nie potrafil odzegnac sie od ludzi nienawisci, ktorzy w Polsce pod jego portretem w ostatnich latach organizowali swoje konwentykle.
Przebaczyc nawroconym i postkomunistom nie chcial, i jesli ktos mial ku temu niekwestionowane moralne prawo, to wlasnie on. Ale pod ten sam strychulec podciagal tez Gazete Wyborcza i ludzi z dawnej opozycji, w tym Michnika. Pisal o nim w sposob niegodny, nie chcac pamietac, ze Michnik siedzial w komunistycznym wiezieniu wlasnie po to, aby ksiazki Herlinga mozna bylo w Polsce kupic. Dzis Michnik w sposob nader elegancki pomija to milczeniem, ale i to napawa mnie watpliwosciami, bo nie jest przypadkiem, ze Herbert i Herling, ludzie wielkich idealow i wielkiego charakteru, z czasem i za swoim przywoleniem stali sie idolami obozu nietolerancji, i nie sadze, aby mozna bylo to przemilczec.
I na marginesie: urodzil sie jako Zyd, ale jak wielu innych pisarzy chcial byc i byl Polakiem. Wsrod tworcow jego pokolenia takich bylo niemalo, od Kazimierza Brandysa po Henryka Voglera. Zaluje, ze Herling nie uznal tego tematu za godnego poruszenia piorem, choc ci, ktorych wymieniam powyzej, a takze i inni, potrafili sie z tym zmierzyc.
Pozdrawiam wszytkich, wyjezdzam na wakacje na tydzien.
Henryk D.
To: ianf@xxxxxx.se
Date: Sun, 23 Jul 2000 12:33:10 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: New Statesman: Germany - no longer "Ein Volk?
[ #### Komentarz na koncu, przeczytaj najpierw artykul. <http://www.consider.net/forum_new.php3?newTemplate=Open Object&newTop=200007170012&newDisplayURN=200007170012> __L ]
The New Statesman Profile - The Germans
At last, they are undergoing a real personality change: the Volk is doomed and Hitler just a laughing matter. The Germans profiled by David Lawday
Niemcy nareszcie zmieniaja charakter: Narod jest przegrany, a Hitler stal sie obiektem drwin. Profil Niemcow kresli David Lawday
LF> [ Czytajac to zastanawialem sie oczywiscie nad LF> analogia z Polska..... ile lat, i ile (jeszcze) LF> przegranych, zajmie jej pozbycie sie swego LF> "sami swoi", "My Polacy Zlote Ptacy", nacjonal- LF> romantycznego bagazu. Zreszta Polska nie jedna LF> ktora ma z tym trudnosci.... znam z autopsji LF> polityke Szwedow na tym polu, ktora nie mozna LF> nie nazwac schizofreniczna... Niemcom wystarczyly LF> dwie przegrane wojny + jeszcze pol wieku zeby LF> zaczac rozumiec, ze potega panstwa nie lezy LF> w jakims Lebensraumie, a w energicznym spole- LF> czenstwie, ktorego NIE SPOSOB perpetuowac bez LF> "domieszki cudzej krwi". Polacy en masse zdaja LF> sie jednak nadal dazyc do celu panstwa jedno- LF> etnicznego, jako kompensate ?czy ja wiem?, za LF> urazy wczesniejszych epok. ]
Moj drogi, upraszczasz okropnie. Niemieckie jus sanguinis to efekt bismarckowskiej unifikacji, zjednoczenia zbalkanizowanych panstewek, ktore laczyl tylko jezyk, a wiec krew.
Polska byla przez stulecia panstwem wieloetnicznym, nie tylko "obojga narodow", ale znacznie wiecej. Za czasow swojej panstwowosci kierowala sie zasada jus soli, jak zreszta wiekszosc imperiow, poczawszy od Rzymu. Panstwami polietnicznymi, nadajacymi obywatelstwo bez wzgledu na krew, byly cesarstwo habsburskie i imperium brytyjskie, cesarstwo ottomanskie (po przyjeciu wiary), a nawet imperium rosyjskie, choc z ograniczeniami. W Polsce przystapienie do narodu w sensie panstowym bylo niejako automatyczne i nie wymagalo nawet zmiany wyznania, a polonizacja i asymilacja postrzegane byly pozytywnie, a nie jako zagrozenie.
Nawet w okresie miedzywojennym, kiedy odrodzona Polska stala sie dziwolagiem etnicznym i zmuszono ja do podpisania paktu o mniejszosciach narodowych, obywatelstwo polskie nadawano niezwykle liberalnie i bez ograniczen. To ciekawe, bo po ponad stuleciu rozbicia i bezpanstwowosci naturalne byloby wprowadzenie jus sanguinis, a przynajmniej jus religio (Giertych i Doboszynski, czyli "mloda endecja"). Tak sie jednak nie stalo, wybrano tradycje Austro-Wegier i przedwojenna Polska pozostala do konca panstwem obywatelskim, a nie narodowym. Tradycja romantyczna, o ktorej wspominasz, byla z gruntu obywatelska, a nie narodowa, co znajdziesz zarowno u Mickiewicza i Slowackiego, jak i w haslach "Wiosny Ludow". Zygmunt Krasinski byl nieslawnym wyjatkiem.
Zmienilo sie to po II wojnie. Komunisci dazyli konsekwentnie do panstwa narodowego i eliminacji mniejszosci w szeroko pojetym znaczeniu. W tym punkcie zgadzaly sie bez ograniczen rozmaite pokolenia i frakcje komunistycznych przywodcow, od Gomulki i Bieruta po Ochaba i Gierka. Nie bede Ci wyliczal przykladow sekowania mniejszosci w Polsce, bo sam je znasz, ale objely wszystkie grupy autonomiczne. Co wiecej, mialo to miejsce we wszystkich fazach komunizmu, nie tylko za krwawych czasow Wissarionowicza i akcji "Wisla", ale takze i za lagodnego Gierka. Taka byla polityka calego obozu, ale Polska, znana w wielu aspektach swojej polityki zycia codziennego z naginania ram, tu okazala sie niemniej entuzjastyczna od innych demoludow. Nie wiem, czy to mial na mysli Milosz, piszac w 1956 roku "Jest ONR-u spadkobierca partia", ale pasuje jak ulal.
O ostatniej dekadzie trudno mowic, bo to okres wrzenia spolecznego i szerszych wnioskow bym nie wyciagal. Polska nie jest krajem masowej imigracji, ale jesli mialaby sie nia stac, wierze, ze nie poszlaby droga niemiecka.
Serdecznosci, h
To: hdasko@total.net
Date: 25 Jul 2000 15:14:00 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: New Statesman: Germany - no longer "Ein Volk?
HD> Moj drogi, upraszczasz okropnie. Niemieckie jus HD> sanguinis to efekt bismarckowskiej unifikacji, HD> zjednoczenia zbalkanizowanych panstewek, ktore HD> laczyl tylko jezyk, a wiec krew.
Henryku,
zgodze sie z Toba, ze bylo to uproszczenie, generalizacja.Ale zwaz na format —quickie note— w ktorym z gory deklaruje ze szukam analogii z (mentalnoscia) [Pp]olska. Nie wnikajac w odmiennosc tradycji prawa obywatelstwa miedzy niegdys sfragmentowanymi Niemcami i na drobne rozebrana Polska, oba kraje leza w srodku Europy czasu terazniejszego, i stanowia dwa centra praworzadnosci na osi Irlandia-Rosja (the secret Irish-Russian Axis! ;-))
W tej sytuacji, swiadome odejscie Niemcow od ich tradycji na rzecz "francuskiego", bo przeciez datujacego sie od Komuny Paryskiej, prawa obywatelskiego, jest czyms bardzo znamiennym, zaslugujacym na nasza uwage. Przede wszystkim swiadczy o tym, ze Niemcy zaczynaja cos robic w sprawie demografii, swego ujemnego —podobnie jak w calej Europie z wyjatkiem chyba tylko Portugalii i Grecji— przyrostu naturalnego. Czemu nie sposob zaradzic bez zwiekszenia naplywu z zewnatrz. Tak dlugo jak Polska dogania Zachod, byc moze nie bedzie miala tego samego problemu. Ale potem, jak/jesli osiagnie podobny poziom dobrobytu, nie widze jak mogla by go uniknac... oczywiscie, wszystko to bedzie przesuniete w czasie moze o dekade czy dwie, ale bedzie.
W Polsce wzrasta stale ilosc imigrantow, rowniez z krajow Dalekiego Wschodu, ale jak na razie sa to cyfry znikome w skali panstwowej. Majac wlasne doswiadczenia szwedzkiej do-gooder polityki integracji-przez-asymilacje-ale-do-czego-sie-pchasz-chamie, oczekuje ze rowniez Polakom nie ujdzie to bezbolesnie.
HD> To ciekawe, bo po ponad stuleciu rozbicia i bez- HD> panstwowosci naturalne byloby wprowadzenie jus HD> sanguinis, a przynajmniej jus religio (Giertych HD> i Doboszynski, czyli "mloda endecja"). Tak sie HD> jednak nie stalo, wybrano tradycje Austro-Wegier HD> i przedwojenna Polska pozostala do konca panstwem HD> obywatelskim, a nie narodowym.
To wydaje mi sie byc nastepstwem po czesci pozytywizmu, po czesci narodowego ocknieniencia sie i odstapienia, po klesce Powstania Styczniowego, od tej zupelnie przez poprzednie stulecie paralizujacej narodowej martyr-mantry "Polski Chrystusem Narodow". Znowu powiesz ze upraszczam. Winny.
HD> Tradycja romantyczna, o ktorej wspominasz, byla HD> z gruntu obywatelska, a nie narodowa, co znajdziesz HD> zarowno u Mickiewicza i Slowackiego, jak i w haslach HD> "Wiosny Ludow". Zygmunt Krasinski byl nieslawnym HD> wyjatkiem.
I pomyslec ze ja przez kilkadziesiat przedstawien odstawialem za statyste, ergo czerpalem zyski! z "Nieboskiej Komedii" Hanuszkiewicza w Narodowym a.d. 1969! Na cale szczescie nie ja jeden, rowniez Kurylewicz na puzonie (ktorego leitmotif z oprawy widowiska pozostaje ze mna do dzisiaj).
HD> Zmienilo sie to po II wojnie. Komunisci dazyli HD> konsekwentnie do panstwa narodowego i eliminacji HD> mniejszosci w szeroko pojetym znaczeniu.
Ja bym powiedzial: "dazyli poniewaz byla to jedyna potencjalna plaszczyzna porozumienia z tymi, ktorych awantgarda sie mienili, a wiec _legitymizacji_ ich wladzy." Lewandowski twierdzi, ze adopcja hasel endeckich byla calkiem swiadoma na najwyzszych szczeblach, de facto oficjalna, dyskutowana na I zjezdzie PZPR, zdaje sie 1951 rok.
HD> W tym punkcie zgadzaly sie bez ograniczen rozmaite HD> pokolenia i frakcje komunistycznych przywodcow, od HD> Gomulki i Bieruta po Ochaba i Gierka. Nie bede Ci HD> wyliczal przykladow sekowania mniejszosci w Polsce, HD> bo sam je znasz, ale objely wszystkie grupy auto- HD> nomiczne. Co wiecej, mialo to miejsce we wszystkich HD> fazach komunizmu, nie tylko za krwawych czasow HD> Wissarionowicza i akcji "Wisla", ale takze i za HD> lagodnego Gierka.
Calkowita zgoda, niemniej jest to spuscizna do ktorej Polacy sie nie przyznaja, ze ta demonizowana teraz wladza, we wszystkich jej odmianach (a bylo ich, zdaje sie, dwanascie roznych "garniturow" od 1944 roku), pod tym wzgledem realizowala polityke sprzeczna z jej wlasna ideologia, natomiast zbiezna z ideologia skrajnej "opozycji".
HD> Taka byla polityka calego obozu, ale Polska, znana HD> w wielu aspektach swojej polityki zycia codziennego HD> z naginania ram, tu okazala sie niemniej entuzjas- HD> tyczna od innych demoludow. Nie wiem, czy to mial HD> na mysli Milosz, piszac w 1956 roku "Jest ONR-u HD> spadkobierca partia", ale pasuje jak ulal.
Chyba tak, bo czego inaczej? Nie na darmo prawica pluje na "Wyprawe w Dwudziestolecie".
HD> O ostatniej dekadzie trudno mowic, bo to okres HD> wrzenia spolecznego i szerszych wnioskow bym nie HD> wyciagal. Polska nie jest krajem masowej imigracji, HD> ale jesli mialaby sie nia stac, wierze, ze nie HD> poszlaby droga niemiecka.
Nie, niemniej w sytuacji potrzeb masowego naplywu "rak do pracy i perpetuacji narodu", co byloby mniej naturalnego niz oferta prawa osiedlenia sie, i defacto polonizacji Ukraincow i Bialorusinow (chyba jednak nie Litwinow czy Lotyszow, ale nigdy nie wiadomo). Jak powiedzialem uprzednio, Niemcom dane bylo przezyc dwie narodowe porazki w przeciagu 25+ lat, oraz efekty przymusowej denazyfikacyjnej demokratyzacji (podobnie zreszta jak w Japonii). Polskie porazki, te dajace powod do przemyslen "paradygmatowych" w skali wiekowej, sa albo zbyt odlegle w czasie, albo takie rozmydlone, jak te 45 lat PRL- "nacjonal-komunizmu", zeby dac podobny impet do rozmyslen....
__L
ps. dobrze ze sie odezwales po urlopie, juz nie bede Ci przesylal rzeczy prywatnie,
poniewaz i tak dostajesz je z Cadykow.
To: tzadikim@XXXxxxxxxx.com
Date: Mon, 7 Aug 2000 11:00:05 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Bardzo Wazne Pytanie
BJ> Kochani, BJ> czy ktos z Was zna nastepujacych polskich pisarzy: BJ> Anna Bolecka, Olga Tokarczuk i Stella Muller-Madej? BJ> Potrzebne mi ABSOLUTNIE WSZYSTKO na ich temat BJ> Basia od czasu do czasu od literatury tez
1. Anna Bolecka - rocznik 1951, albo cos w okolicy. Polonistka, literaturoznawca, redaktorka w wyd. Czytelnik. Jako pisarka debiutowala w 1989 powiescia "Lec do nieba", ktorej nie znam. W 1993 wydala bardzo dobrze przyjeta powiesc "Bialy kamien", wpisujaca sie w gatunek nostalgicznej prozy o przedwojennym swiecie Zydow. Akcja powiesci dzieje sie na Kresach, skad pochodzila rodzina Boleckiej (o ile wiem, jest z mieszanego malzenstwa). Ksiazka miala kilka wydan (co w Polsce jest nader rzadkie jesli chodzi o wspolczesna proze), fragmenty drukowano w "Tworczosci" i w "Kresach", powiesc czytano w radio. Przeklady na dunski, holenderski, niemiecki i hiszpanski.
W ub. roku wydala powiesc pt. "Kochany Franz", ktorej bohaterem jest pisarz Franz, zyjacy w Pradze w pierwszej polowie stulecia. Pisze listy. Niby o Kafce, ale wymyslone. Nie czytalem. Wyd. holenderskie 2000, przeklady na niemiecki i portugalski.
Mezatka. Maz Wlodzimierz Bolecki, eseista, krytyk, literaturoznawca, z tytulem profesora. Z mieszanego zwiazku. Wielbiciel i biograf Gustawa Herlinga-Grudzinskiego i Jozefa Mackiewicza, oszolom antykomunizmu. Jedno dziecko, syn.
2. Olga Tokarczuk. Ur. 1962 w Sulechowie, wychowana na opolszczyznie. Uchodzi za najwybitniejsza wspolczesna pisarke polska. Psycholog. Pracowala w szpitalu psychiatrycznym, potem jako nauczycielka. Mieszka w Walbrzychu. Mezatka, dzieci.
Zaczynala wierszami i mala proza ("Miasta w lustrach"}, ale slawe przyniosl jej debiut powiesciowy "Podroz ludzi Ksiegi" (1993). Chetniej czytaja ja kobiety. Epicka literatura, polrealistyczna, z elementami mistycyzmu. Dzieje sie w XVII wieku. Bardzo dobrze napisane, jesli ktos lubi Harry Pottera i Tolkiena, tylko dla starszych.
W 1995 wyszla ksiazka "E.E.", ktorej akcja dzieje sie we Wroclawiu na poczatku wieku. Mistyczna powiesc o dojrzewaniu. Tytul to inicjaly bohaterki, panienki nazwiskiem Erna Etzler. Wielki sukces, duzo nakladow, wywiady prasowe i TV, nazwisko.
Powiesc "Prawiek i inne czasy" (1996) dzieje sie w malej wiosce podkieleckiej na przestrzeni 80 lat. Nagroda Polityki, nagroda Fundacji Koscielskich, nominacja do "Nike". Nie czytalem, ale recenzje znakomite.
Potem wyszedl zbior opowiadan "Szafa" i w ub. roku powiesc "Dom dzienny, dom nocny". Tokarczuk bardzo duzo pisze i ogolnie uchodzi za nadzieje polskiej literatury. Jest czescia nurtu prozy kobiecej (tj. pisanej przez kobiety), w Polsce niezwykle waznego. Szanuja ja krytycy a czytelnicy czytaja z zapalaem, co sie rzadko zdarza.
Liczne przeklady: Niemcy, Francja, Hiszpania.
O Stelli M-M nic nie wiem, poza tym, ze napisala pamietnik zat. "Dziewczynka z listy Schindlera".
Henryk
----- Original Message ----- To: tzadikim@xxxxxxxxxx.com From: Basia Jaworski <xxx@xx4xxx.nl> Sent: Monday, August 07, 2000 5:20 AM Subject: Bardzo Wazne Pytanie
To: ExL@xxxxxxx.com
Date: Thu, 31 Aug 2000 07:59:25 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: [ExL] Thinking Different?
Jurek, sceptycznie:
> Olu, ja nie wierze, ze mozna *w ogole* dokonac
> laboratoryjnych, kontrolowanych doswiadczen
> w dziedzinie, ktorej podstawowymi cechami sa
> redundancja, szybka i losowa zmiennosc, oraz
> nokautujaca kazdego tzw. naukowca niestabilnosc
> wynikajaca z dodatnich sprzezen zwrotnych (mody,
> plotki, zbiorowe szalenstwa muzyczne i inne).
[...]
A ja mysle, ze mozna, chociaz mnie rowniez teza o uwarunkowaniach procesu myslenia srodowiskiem kulturowo- historyczno- naturalnym nie wydaje sie odkrywcza. Podejrzewam, ze do udowodnienia tego nie trzeba siegac po grupy tak odmienne, jak Amerykanie i Koreanczycy. Mysle, ze badania wykazalyby pewnie i roznice myslowe pomiedzy np. Kanadyjczykami (konserwatywni, ostrozni) a mowiacymi tym samym jezykiem, ogladajacymi te sama telewizje, zyjacymi w b. zblizonych warunkach Amerykanami (dynamiczni, sklonniejsi do podejmowania ryzyka, etc.). Wydaje mi sie to truizmem, bo Skandynawowie na dana sytuacje zareaguja inaczej niz Wlosi, co wiemy bez dobrego prof. N.
Wierze natomiast, ze takich danych nie da sie opracowac liczbowo, tj. poza pewnymi raczej oczywistymi wnioskami niewiele z nich wynika. Te same wnioski znamy, jak pisal Jurek, z Kubusia Puchatka czy z anegdotycznych opowiesci o zachowaniach japonskich biznesmenow w USA w latach 50.
Mozna wiec zalozyc, ze ekstrawagancko artystyczne inklinacje Wlochow, ktore zaowocowaly Kaplica Sykstynska, Wenecja i Bizzarrini Strada 5300 GT, sa efektem ich specyficznego procesu myslenia. Drzewka bonsai i dopracowana do perfekcji limuzyna Lexus sa wynikiem takich, a nie innych zbiorowych inklinacji Japonczykow. Zgoda. Ale co z tego wynika, poza konkluzjami ex post? I dlaczego Grecy, ktorzy mieli Praksytelesa i Partenon, nie wydali z siebie geniuszy nowczesnego wzornictwa przemyslowego czy Ettore Bugattiego? Bo ich Turcy zapaskudzili? Oto jest pytanie...
Henryk D.
To: TZADIKIM@HOME.XXXX.XXXXX.COM
Date: Wed, 18 Oct 2000 11:10:50 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Italia + mordercy.
> Abu Daud ktory byl organizatorem tego zamachu > w Monachium zostal zlikwidowany w Warszawie > przez "nieznanych sprawcow". Likwidacja odbyla > sie w kawiarni hotelu bodajze "Europejskiego". > Facet siedzial przy stoliku, ktos podszedl, > strzelil mu kilka razy w leb z pistoletu > i szybko wyszedl. Nie pamietam tylko w ktorym > roku to bylo....
Abu Daoud zyje, a kilka lat temu byl w Izraelu za zgoda wladz izraelskich. Mieszka stale w Jordanii i byl czlonkiem Narodowej Rady Palestynskiej. Uchodzi za zwolennika pokoju. Chyba przed trzema laty wydal autobiografie, ktora narobila duzo szumu i tam wlasnie zadeklarowal sie po stronie pokojowych rozwiazan, tak tez glosowal kilka razy na posiedzeniach rady. Od czasow Netanyahu nie ma prawa wstepu do Ramalli, gdzie ma dom. W Niemczech jest poszukiwany listami gonczymi. Na wolnosc wyszedl w 1977 roku (Francuzi, o ile pamietam, wypuscili go z wiezienia i ekspulsowali do Algerii).
W Warszawie postrzelono go, a nie zlikwidowano. Stalo sie to w roku 1981, w "zielonym barku" hotelu Victoria, postawionego juz po naszym wyjezdzie niemal dokladnie tam, gdzie za naszych czasow byl Teatr Zydowski. Po Europie Wschodniej krazylo wtedy wielu Palestynczykow, w Warszawie mozna bylo ich ogladac w kwietniu, w rocznice Powstania w Getcie Warszawskim. Stali pod pomnikiem ze sztandarami palestynskimi, czasami probowali skladac wience. Potem ruszali w strone Alei Generala Andersa (dla nas Marcelego Nowotki), z transparentami po polsku: "Palestyna Wolna".
Hotel Victoria, dla tych, ktorzy nie widzieli, jest klasyczna budowla z czasow "oswieconego socjalizmu", tj. budowana za pozyczone i w znacznej mierze roztrwonione pieniadze. Takie same hotele sa w Sofii, Pradze, Bukareszcie i pewnie w Ulan Bator tez, choc nie wiem na pewno, bo nie bylem. Bunkrowata, ciezka bryla, moc marmurow, za male pokoje, za waskie lozka, nienajlepsze lazienki. Taki luksus na pokaz, w nieco prowincjonalnym wyobrazeniu, bo na swiecie budowano wtedy znacznie lepiej. Socrealizm po spoznionej ewolucji modernistycznej. Hall zimny jak fabryczna hala, w nim ciezkie, skorzane klubzesle, stoisko z bursztynami i kiosk z "Paris Match" sprzed kilku tygodni. Tak to wygladalo 20 lat temu.
"Zielony barek" Victorii uchodzil za miejsce niezwykle ekskluzywne, tj. uchodzil wsrod pewnych srodowisk. Slowo "zielen", z natury lagodne i uspokajajace, nie w oddaje w pelni jadowitej barwy scian, krytych dlugim, futrzastym dywanem, czy polokraglych kanap z pikowanej, swiecacej ceraty, na ktorych niewygodnie bylo siedziec. Klebily sie tam cale tabuny prostytutek, jeszcze wtedy rodzimych, a nie post-sowieckich. Dolar stal wysoko, a w Warszawie niewiele bylo rozrywek. Ceny alkoholu w barku byly na kieszen polskiego smiertelnika surrealistyczne, wiec siadywali tam glownie zachodni komiwojazerowie oraz goszczacy w Warszawie na dluzej Arabowie.
Jeden z plebejskich bohaterow powiesci Tadusza Konwickiego "Kompleks polski" z tego mniej wiecej okresu mowi, ze "Arab, kiedy tylko zobaczy noge bialej kobiety, zaraz sie spuszcza". Takie krazyly wtedy legendy, ale dziennikarze i policjanci mowia, ze Arabowie istotnie gustowali w polskich kurwach, preferujac egzotyczne i skomplikowane kombinacje. Panienki po powrocie z tych imprez nadawaly sie na urlop zdrowotny, a nie do dalszej pracy, i do awantur arabskich klientow z sutenerami dochodzilo czesto. Wedle jednej wersji postrzelenie Abu Daouda mialo byc wynikiem takiego wlasnie konfliktu.
Ale to bylo 20 lat temu i uzywanie broni palnej do rozwiazywania bandyckich porachunkow bylo rzadkoscia. Byl to jedyny odnotowany w Warszawie wypadek postrzelenia kogos z pistoletu w 1981 roku, mowiono tez, ze niewykrytym sprawca byl Arab. Nie wiadomo, czy chodzilo o dyspute polityczna, czy o odplatne wzgledy jakiejs damy.
Wasz, Henryk
(ekspert od polskich kurew)
To: TZADIKIM@HOME.XXXX.XXXXX.COM
Date: Wed, 18 Oct 2000 13:52:36 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Abu Daoud
Jozek, moj drogi. Dzentelmeni nie dyskutuja o faktach. Piszesz:
JZ> - Izraelczycy NIGDY nie pozostawili by tego faceta JZ> przy zyciu,z tego powodu ,ze mial oficjalny wyrok JZ> smierci podpisany przez Premiera
Pozostawili, jak najbardziej. W listopadzie przeklad jego pamietnikow wychodzi w USA, mozesz zajrzec pod amazon.com.
W tymze 1996 roku Abu Daoud byl w Gazie na posiedzeniu Narodowej Rady Palestynskiej. Pojechal tam za zezwoleniem wladz izraelskich, legitymujac sie wydanym przez Izrael dokumentem, dajacym prawo swobodnego przejazdu czlonkom administracji palestynskiej. Nie ukrywal swojej tozsamosci.
Glosowal za usunieciem z ichniego odpowiednika Manifestu Lipcowego klauzuli nawolujacej do zniszczenia Izraela.
Niemcy rozeslaly list gonczy za Daoudem dopiero po ukazaniu sie w 1996 w Paryzu pierwodruku jego autobiografii, w ktorej przyznal sie do swojej roli w Monachium. W Ameryce w ub. roku bylo sporo glosow nawolujacych do nie rozpowszechniania tej ksiazki, ale widze z amazon, ze to sie nie powiodlo, zreszta wydaje mi sie to niemozliwe do przeforsowania w warunkach amerykanskich.
Ten drugi Abu z Black September nazywal sie Iyad.
Henryk
To: TZADIKIM@HOME.XXXX.XXXXX.COM
Date: Wed, 18 Oct 2000 14:07:50 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Abu Daoud
Jozek, ja jeszcze raz o tych kurwach. Tys sie za duzo naczytal Johna LeCarré i "The Little Drummer Girl" bierzesz za prawde objawiona. Security, przeswietlenia, nietykalni bogowie... Powiem Ci cos. Ty nie znasz tych panienek z "Victorii". To sa artystki, gwiazdy filmowe, Hollywood ulicy Krolewskiej. Jesli ktos przedtem dymal glownie wielbladzice i kozy, to na ich widok nie tylko o security zapominal, ale gotow byl sie wyrzec Arafata, Gazy i tego meczetu, gdzie Sharon polazl prowokowac. Wierz mi, bywalem w tamtych czasach w zielonym barku, ogladalem te damy. Konwicki mial racje - na ich widok cos innego mieli w glowie niz walke narodowo-wyzwolencza. Jak sie kiedys spotkamy w Warszawie to Cie przedstawie, sam sie przekonasz.
Henryk
To: ianf@xxxxxx.se
Date: Sun, 19 Nov 2000 09:52:37 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Sledczy do wiezienia
Luc, nie kwestionuje skrzywien tych, ktorzy lubia szermowac nazwiskami Zydow. To niezaprzeczalne. Ale nie wszystko mozna pod ten sam strychulec podciagnac. O Polityce Ci napisalem (przepraszam, niejasno), bo czytuje tam czesto artykuly o pospolitych przestepcach, tych, co zatlukli Pershinga, Nikosia etc., a tygodnik ich tez wymienia wylacznie z inicjalu. Dopiero czytalem o jakims Slowaku, najemnym mordercy, ktory obcinal glowy na zamowienie. Tez nie wymienili z nazwiska, choc juz po wyroku.
A z nazwiskami Zydow tez bywa rozmaicie. Humer i Zarako-Zarakowski odmieniani byli na wszystkie mozliwe przypadki, a Zydami nie sa. Wolinska i Morela rozdmuchano bardzo - oboje to Zydzi. Mnie sie wydaje, ze to chodzi tez o pewna range symbolu i jesli popatrzysz na te cztery nazwiska, po rowno polskie i zydowskie, to reprezentuje rozmaite elementy aparatu: Humer-UB, Wolinska - sadownictwo, Morel - obozy, ZZ - prokurature. Czytajac o nich, a szczegolnie o Morelu, mialem wrazenie, ze jego zydostwo podkreslano bardzo, ale z kolei glownym zrodlem byla ksiazka Sacka, wiec trudno sie dziwic. W przypadku Wolinskiej pisano, ze byla zona Brusa i wyjechala po marcu, ale rowniez pisano, ze byla zona Franciszka Jozwiaka.
Mysle, ze to zalezy od tego kto pisze. Gdybym mial uogolniac to oczywiscie istnieje pewien rodzaj Schadenfreude, tego zaprzeczyc sie nie da. Czy akurat w
GW? Wiem, ze Adam na brata uwrazliwiony nie jest i w ogole te sprawy malo go obchodza, Helene tez, a Skalskiego wcale. Mlodzi hunwejbini pewnie lubia umiescic zydowskie nazwiskow takim wypadku, bo to im daje okazje do rozliczenia sie z szefami.
Czytales o Jedwabnem?
best, h
----- Original Message -----
Sent: Sunday, November 19, 2000 9:11 AM
LF> Zauwaz, Henryku, ze moj komentarz byl uniwersalny,
LF> nie tyczyl GW czy (blednie) POLITYKI. Niemniej,
LF> dzieki za diagnoze. Moze potrafilbys wiec wyrazic
LF> ponizsza mysl w sposob gwarantowanie poprawny?
LF> Wszyscy znamy nazwiska Adama Humera i Solomona
LF> Morela. Dlaczego akurat te dwa? W przypadku
LF> pierwszego rozchodzilo sie o "proces Humera
LF> i dziewieciorga innych". Jesli wierzyc (nb. b.
LF> wywazonemu) filmowi dokumentalnemu Jaroslawa
LF> Gugaly z TVP Lodz, osoba wobec ktorej wysuwano
LF> tam najostrzejsze zarzuty, i ktora tez otrzymala
LF> wieloletni wyrok, byl Edward Kwasek, "Rudym
LF> Kwaskiem" zwanym. Niemniej nie slyszy sie
LF> o Kwasku, podobnie jak nikt z tych ktorzy chetnie
LF> posluguja sie nazwiskiem "Morel" jako symbolu
LF> ucisku lat stalinowskich, nie wydaje sie znac/
LF> czy nie pamieta innych nazwisk, np. innego
LF> oskarzonego o dokladnie takie same czyny co
LF> Morel: nazywa sie Czeslaw Geborski; jego
LF> nazwisko podano do wiadomosci publicznej tylko
LF> w "Angorze". Wszedzie gdzie indziej figurowal
LF> juz jako "Czeslaw G.".
>> Angora Numer 22/2000 4 czerwca 2000
>> Komendant obozu dla Niemcow w Lambinowicach
>> Nie bylem polskim HÖSSEM
LF> NB. praktyki dziennikarskie na bazie przepisow
LF> prawnych winne chyba byc stosowane wobec wszystkich
LF> obywateli tak samo, nie tylko jakichs "taksonomicznie
LF> wyrozniajacych sie" jednostek?
> __L (ps. zrob to lapidarnie, ekstra punkty).
HD>> Luc, popadasz w paranoje. To jest kwestia jakichs
HD>> dziwacznych przepisow prawnych, a nie antyzydowskich
HD>> skrzywien. Polityka nie podaje nazwisk skazanych
HD>> bandziorow, chyba, ze wyrok jest prawomocny.
>> Dzieki, h
LF>> Sent: Saturday, November 18, 2000 3:58 PM
LF>>> [ Nie nawoluje do ujawniania nazwisk, ale nie moge
LF>>> oprzec sie refleksji, ze nazwisko "Mieczyslawa M."
LF>>> zapewne nie brzmi "niepolsko", a wiec dziennikarze
LF>>> i inni publicysci nie mieli powodu, pretekstu czy
LF>>> potrzeby upubliczniania go, co zdaje sie byc regula
LF>>> wobec, i nad dlugo przed, rozprawami sadowymi innych,
LF>>> mniej etnonomastycznie faworyzowanych indywiduuow.
LF>>> http://www.gazeta.pl/Iso/Wyborcza/Kraj/02/082kra.html
LF>>> GW 14 XI 2000
LF>>> Sledczy do wiezienia
LF> [...]
To: hdasko@total.net
Date: Mon, 20 Nov 2000 16:51:00 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Sledczy do wiezienia
HD> [...] Mlodzi hunwejbini pewnie lubia umiescic HD> zydowskie nazwiskow takim wypadku, bo to im HD> daje okazje do rozliczenia sie z szefami.
Henk,
o czym my dyskutujemy. Aczkolwiek doczepiony do notatki
GW, zauwaz, ze moja refleksja nad niezaprzeczalnym trendem szafowania nazwiskami w taki czy inny sposob "zydowskimi" (vel "zydokomunistycznymi"), przy zachowaniu regul "przyzwoitosci prasowej" w przypadku nazwisk innych, tyczyla nagminnosci tego zjawiska, nie szczegolnego tego przypadku. Inaczej nie staralbym sie tego zuniwersalizowac, nie podparlbym sie tym "etnonomastycznym" neodziwolagizmem, tym bardziej, ze poprawniejszym bylby chyba takowy z prefiksem antropo-.
Mysle, ze Twoja uwaga o hunwejbinach, aczkolwiek prawdziwa, nie oddaje zasiegu tego procederu, ktory wydaje sie raczej byc rodzajem pospolitej "mantry" na wszelka ewentualnosc ujawnionych polskich przewinien wobec Zydow, jak ostatnio w Jedwabnem; defacto jednym z wyrazow polskiej odmiany "prewencyjnego" negacjonizmu (wyolbrzymianie tego aspektu sprawy jest tak samo niewskazane jak jego pomniejszanie, ale nie wolno go negowac. Trudno jednak trafic w "zloty" srodek).
HD> Czytales o Jedwabnem?
Oczywiscie. Wszystko, wlacznie z "Sasiadami". Zle mi sie robi jak czytam Zakowskiego ["Kazdy sasiad ma imie" GW 18xi2000] —ktory powinien byl wiedziec lepiej— i Szarote ["Diabelskie szczegoly" GW 18xi2000] (tym bardziej), szukajacych ze swieca w reku jakiejs furtki, jakiej dziury w calym, ktora pozwolilaby im przyjac model na wzor "prowokacji sowieckiej w Kielcach 1946", jako jeden z ALTERNATYWNYCH TEZ co takiego tam sie wydarzylo. Napisz mi ze sie myle.
__L
To: ianf@xxxxxx.se
Date: Mon, 20 Nov 2000 21:53:47 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Sledczy do wiezienia
Z prewencyjna negacja i Kielcami masz racje. Ksiazki Grossa nie czytalem, przeczytalem
GW. Szarocie sie nie dziwie, zastrzezenia metodologiczne przyjmuje do wiadomosci. Dziwie sie Zakowskiemu, ktory, biedny, wije sie jak piskorz, bo w gruncie rzeczy Polakom nie chodzi o tych nieszczesnych Zydow, ale o slowa Szaroty:
"Te niepodwazalne fakty sa tak wstrzasajace, ze nawet mnie - historyka, ktory duzo sie naczytal i sporo pisal o roznych przejawach haniebnych zachowan Polakow pod okupacja niemiecka - zmuszaja do zupelnie nowych konkluzji. Bo do tej pory wiedzielismy o szmalcownikach, o tym, ze stosunkowo niewielu Polakow odwazylo sie ukrywac Zydow w domach, o antysemickich wybrykach po wkroczeniu Niemcow do Warszawy w 1939 r., o napadaniu, rabowaniu i biciu Zydow przez polskich wyrostkow. Ale nie zdawalismy sobie sprawy, ze Polacy byli takze sprawcami Holocaustu. A w Jedwabnem byli. I to nie jacys pojedynczy dewianci, ktorzy w kazdej spolecznosci sie znajda, ale tlum z wladzami miasteczka na czele."
To, o ile wiem, zostalo pierwszy raz tymi slowy publicznie powiedziane przez Polaka, i to Polaka z niemalym autorytetem. Zakowski przemilcza i zamiast tego dzieli wlos na czworo: jezyk nienawisci, nie ma odpowiedzialnosci za przeszlosc, nie mieszac z duma narodowa, etc. Znam i cenie Zakowskiego, zaskoczony jestem, ze on, mediator Michnika i Tischnera, najpowazniejszy po Michniku komentator
GW, akurat to napisal.
best, h
To: ianf@xxxxxx.se
Date: Mon, 20 Nov 2000 22:08:19 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: minirecenzje 11 ksiazek
Bardzo to, Luc, ciekawe. Pan Lewandowski swietnie pisze. Dawno nie czytalem tak celnych i zwiezlych uwag. Dzieki serdeczne, h
To: TZADIKIM@HOME.XXXX.XXXXX.COM
Date: Wed, 22 Nov 2000 21:11:59 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Texas survivor
Pierre Elliott Trudeau jako postac istotnie barwny i ciekawy, intelekt znaczacy, ale jako polityk i szef panstwa - groza.
Przetrwal w pamieci wlasnie jako postac, a nie lider. Z jego politycznych idealow nie pozostalo nic, a choc partia, ktorej przewodzil jest przy wladzy, nie slyszalem, zeby ktokolwiek nazywal sie jego spadkobierca czy uczniem.
Swoim elektoratem gardzil, czemu dawal wyraz przy kazdej mozliwej okazji. Interesowala go wladza, a nie kierowanie krajem.
Skutecznie wykastrowal parlament, przenoszac odpowiedzialnosc za ustawodawstwo na sad najwyzszy, ktorego czlonkow sam mianowal.
Rzadzil nie przy pomocy ministrow, ale wlasnej kancelarii. Jego inicjatywy ekonomiczne byly bez wyjatku katastrofalne, wpedzil Kanade w dzikie dlugi, z ktorych kraj po dzis dzien nie moze sie wygrzebac; marzyly mu sie projekty przemyslowe na skale stalinowska, ale rownie bezsensowne jak gierkowskie. Lubil uwazac sie za humanitaryste, ale obsypywal pieszczotami Mao Zedonga, Fidela Castro i generala Jaruzelskiego. Dysydentow sowieckich w czasach Brezniewa, Andropowa i Czernienki uwazal za demagogicznych chlystkow i nazywal chuliganami. Cechowal go wsciekly, niepohamowany antyamerykanizm i gdyby okreslenie "imperium zla" wpadlo mu do glowy, tak wlasnie nazwalby Stany Zjednoczone. Jego poprzednikiem i nauczycielem byl wybitny polityk Lester Pearson, laureat pokojowej nagrody Nobla i tworca niezaleznej polityki zagranicznej Kanady, ktora Trudeau wlasnorecznie zdemontowal. Mial przy tym styl, elegancje i nieprzecietny intelekt, podobal sie kobietom i pozostawil po sobie barwna legende, ktorej trudno zaprzeczyc, choc z czasem jego wdziek zniknal, a zastapila go agresywna arogancja. Zaczynal jako czlowiek idealow, ale skonczyl jako cynik. Bylem kiedys jego wielbicielem i zwolennikiem partii liberalnej, ktorej przewodzil, ale odarl ja z poczucia misji spolecznej i narodowej, a jego nastepca jest dzisiejszy premier, Jean Chretien, czlowiek maly, nieciekawy i pozbawiony jakiejkolwiek wizji.
Tyle o Trudeau.
Henryk
To: TZADIKIM@HOME.XXXX.XXXXX.COM
Date: Sun, 26 Nov 2000 15:08:01 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Liceum im. Jaroslawa Dabrowskiego, bylo: Czy Moskwa nam pomoze?
Meir pisze:
> Moja nauczycielka historii byla Tlominska , > ktora pamietam ze miala osobowosc i wiedze. > W tym roku Ela Ichnowska uswiadomila mnie > ze Tlominska miala sjonistyczne pochodzenie.
Lucyna Tlominska... Zdawalo mi sie, ze nazywala sie Tlomnicka. Piekna, szczupla kobieta o smutnym wejrzeniu i kruczych wlosach spietych w kok. Uczyla mnie przez rok. Nie mialem pojecia, ze jest Zydowka.
Traktowala nas z dystansem. Jej poprzednikiem byl nasz wychowawca, Harczuk, z pochodzenia pitekantropus. Nasze stosunki z nim mozna okreslic jako wzajemna pogarde. Klasa byla trudna, spolaryzowana, jej wyzyny okupowal Leon Sfard, olimpijczyk duchowy, moralny i akademicki, ale gros stanowili chlopcy przyuczajacy sie do zawodu konika biletowego i dziewczeta kontemplujace mozliwosc kariery w najstarszej profesji swiata. Niezyjacy juz Grzes Simon (samobojstwo w wojsku), klarnecista i saksofonista jazzowy, przychodzil skatowany do szkoly prosto z restauracji "Kongresowa", gdzie do rana przygrywal striptizerkom. B., trafnie i obrazowo zwana Lokomotywa, dorabiala na kozaki od Golcowej na Chmielnej w barku hotelu "Europejski". Krzysiek W., paser, alkoholik i hokeista, sprzedawal na bazarze Rozyckiego ortalionowe plaszcze kradzione w szkolnej szatni.
Krzysztof Klopotowski (pozniej prawicowy dziennikarz polonijny w Nowym Jorku) mowil Harczukowi, ze Hakata byla organizacja wynikla z polaczenia Zakonu Krzyzackiego z Arianami-Bracmi Polskimi. Harczuk zalewal sie wtedy krwia i ciskal w nas zmietymi kartkami klasowek. Wielokrotny mistrz Polski, delfinista Andrzej Wakowski (pozniej instruktor plywania w zakladach Volvo) pytany przez Tlominska (czy Tlomnicka) o date ucieczki Henryka Walezego odpowiadal, ze tego wprawdzie nie wie, ale moze jej powiedzic, w ktorym roku Presleya powolano do wojska i jaka plyte Beatlesow puszczal po raz pierwszy prezenter Jimmy Saville w Radio Luksemburg. Pani T-T walczyla chwile ze soba, po czym spuszczala oczy i notowala cos nie w dzienniku, ale na osobnej kartce papieru. Myslelismy, ze zbiera materialy do powiesci. Nie pamietam, zeby kiedykolwiek udalo nam sie wyprowadzic ja z rownowagi.
> Posylam te twoje smutne wspomnienia mojej > siostrze, ktora chodzila do jednej klasy > z Jurkiem Zelnikiem i Jankiem Grosfeldem.
Kiedy przyszedlem do tej szkoly, Zelnik (pozniejszy Faraon w filmie Kawalerowicza), byl juz w elitarnym Liceum Rejtana, gdzie nazywano go Zelowa. Jego mama, pani Zelnikowa, pracowala w Polskim Radio, a we wczesnych latach 50-tych bojowo wykladala teorie dramatu na wydziale dziennikarstwa UW. Ojciec, pan Zelnik, née Celniker, byl najprzystojnieszym i najelegantszym mezczyzna jakiego zdarzylo mi sie w zyciu spotkac. Wygladal jak Gianni Agnelli, patrycjusz i wlasciciel Fiata i zachowywal sie w sposob stosowny do wygladu. Wbrew krakaniu kolegow, Jurek Zelnik ukonczyl szkole teatralna i zostal dobrym aktorem dramatycznym o solidnym warsztacie i nieco nawiedzonym wejrzeniu czarnych, plonacych oczu. Slysze, ze jest zarliwym katolikiem.
Jas Grosfeld przechadzal sie po korytarzach szkolnych obuty w biale, plocienne spodnie, tenisowe pantofle zachodniej produkcji, z pekiem rakiet pod pacha, otulony w liczne i jednako puszyste swetry i reczniki. Tenis byl w owych latach i w moim otoczeniu sportem rownie egzotycznym jak dzisiaj gra w polo albo wyprawa na Mt. Everest i Jas, o plowej czuprynie i jajowatej czaszce mlodego Anglika, budzil w nas, mlodszych o rok czy dwa, podziw zatracajacy o nabozenstwo. Jego ojciec byl partyjnym historykiem, matka - docentem Akademii Medycznej i tworca polskiej ortodoncji. Mieszkali w jednej z najlepszych z ocalalych warszawskich kamienic, zwanej Domem Bez Kantow, o rzut kamieniem od hotelu "Bristol" i kiedy ojciec wyjezdzal, zdarzalo sie, ze Jas pojawial sie pod szkola za kierownica szmaragdowego Fiata 1300. Dzis nawet ludzie pilotujacy swoje wlasne odrzutowce nie robia na mnie podobnego wrazenia.
Mial piekna siostre, Isie, o urodzie sennego kota, ktora niestety chodzila do innej szkoly. Zostala zona Aleksandra Smolara, politologa, profesora czolowych uniwersytetow francuskich i dzialacza Unii Wolnosci w Polsce.
Z Jasiem mam swoje porachunki, albowiem w sposob podstepny i niegodny tenisisty i angielskiego dzentelmena zabral mi przesliczna blondynke, Zosie S., harcerke, modelke i kolezanke Isi z lawki szkolnej. Dr Jan Grosfeld jest dzis czlonkiem Komisji Episkopatu Polski d/s Dialogu z Judaizmem i czolowym katolickim specjalista od stosunkow z Zydami. Jesli wiec z perspektywy czasu widze, iz mozna sie tego bylo po Jasiu spodziewac, niewykluczone, ze te slowa dyktuje mi tlacy sie gdzies gleboko zal i pretensja za owa Zosie.
Henryk
To: TZADIKIM@HOME.XXXX.XXXXX.COM
Date: Mon, 27 Nov 2000 01:39:06 +0100
From: Joanna Lasserre <xxxxxxxx@xxxx-xxxxxxxx.fr>
Subject: Re: Liceum im. Jaroslawa Dabrowskiego,bylo: Czy Moskwa nam pomoze?
HD> Sun, 26 Nov 2000 17:38:38 -0500
JL>> Jak ja bym miala napisac o mojej szkole,
JL>> ktorej nienawidzilam...
HD> Nie przesadzaj, Buska. Bylas najpopularniejsza
HD> osoba w tej calkiem ciekawej szkole. Kolejki
HD> sie ustawialy. Wiem, bo sam stalem.
HD> h
Nigdzie nie stales, byles zajety Isia i tuzinem innych o ktorych mi opowiadales w kazda niedziele po prywatce w sobote, ze wszystkimi szczegolami. A ja bylam popularna tylko przez dwa tygodnie jak bylam zawieszona przed matura. A swoja droga jak juz przyszedles, to fajnie bylo sie pokazac przed kolezankami ze studentem. A szkola byla okropna, to fakt.
Buska
W czynie 1-Majowym 1964? przed Ambasada CHRL w Warszawie; na pierwszym
planie w ponczoszkach-siateczce dla uczczenia okazji bosa kandydat na Zuch-
Dziewczyne Pola Glazer; w tyle po lewej dozorujacy im Henryk (ktos musial).
To: ianf@xxxxxx.se
Date: Mon, 27 Nov 2000 14:13:58 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Liceum im. Jaroslawa Dabrowskiego
LF> Ty sie pociesz jak [Zosia S.] dzis musi sobie
LF> w brode pluje! A tak mieszkalaby w Kanadzie,
LF> mlekiem i mniodem etc.
LF> Bo on chyba, ten, abstynent?
Zosia nie wyszla za niego za maz. Rzucila go, jak przedtem rzucila mnie. Potem miala mlodego rezysera o zlym nazwisku (ojciec podpisal wyrok smierci legendarnego przywodcy podziemia), ale i jego zostawila. Wyszla za maz za swietnie zapowiadajacego sie filozofa, papiste i heideggerczyka, ktory wyklada po niemiecku. Wiele lat mieszkala za granica, teraz znow w Warszawie. Jestesmy w bliskiej przyjazni.
h
To: TZADIKIM@HOME.XXXX.XXXXX.COM
Date: Mon, 27 Nov 2000 16:35:43 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Co napisal Leon III
Jul> Zelnik jako faraon z zegarkiem na reku Jul> wygladal tez nie przekonywujaco.
W "Faraonie" nie bylo zegarkow. Zegarki byly w "Krzyzakach".
W "Faraonie" byly dresy z napisem "AZS" na plecach.Henryk
To: ExL@xxxxxxx.com
Date: Fri, 22 Dec 2000 19:42:16 -0500
From: Aleksandra Omirska <orthe@xxxxxxx.net>
Subject: [ExL] Swieta, swieta
wraz z nimi serdeczne zyczenia dla Wszystkich Nieznajomych i troche Znajomych z ExL -- WESOLYCH...
Redakcji --- materialow do redagowania
Henrykowi Dasko - weny tworczej, by pieknie napisane, interesujace artykuly znow zaczely sie pojawiac na liscie,
Lucjanowi Feldmanowi - czasu i sil, by wiecej literacko-ciekawych tekstow pojawilo sie na ExL pomimo albo z powodu podrozy w czasie, wraz z podziekowaniami,
Jurkowi Karczmarczukowi -- bez-huraganowych Swiat w Krainie Winnic i Serow,
Jurkowi Krzystkowi -- wspanialych muzycznych koncertow,
Ryskowi Romaniukowi -- wszystkiego naj...
Grazynie Sadowskiej -- zyczenia zloze osobiscie :)
Pozdrowienia dla Wszystkich,
Ola
EpistoChronologia 1967 1989 i x 1990 ii iii v vi vii viii ix x xi 1991 ii iv v vii viii ix xii 1992 i ii iii iv vii ix 1993 iii v 1994 i v ix 1995 iii v ix xi 1996 v viii ix x xi xii 1997 i ii iii iv v vi vii viii ix x xi xii 1998 i ii iii vii viii ix x xi xii 1999 i ii iv v vi vii viii ix x xi 2000 i iii iv v vi ix x xi xii 2001 ii iii viii xi xii 2002 xii 2003 iii vi v vii viii ix x xii 2004 ii iii iv vii viii ix x xi 2005 i iii iv v vii ix 2006 EgoTurfSurf • Daskografia • Dalej : 2001