Epistochronologia • EgoTurfSurf • Daskografia • Wczesniej : December 1998
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Sun, 3 Jan 1999 00:29:25 +0100
From: ___Textpert Alert____ <ianf@XXXXXX.SE>
Subject: tylko dla koneserow UBelkotu
Sobotnia Rzeczpospolita Online zawiera artykul o zasadach werbowania agentow UB/SB w lonie PZPR zatwierdzonych 15 VII 1953 r (po "zdemaskowaniu" Berii w ZSRR) przez wiceministra MBP Romkowskiego, o ktorym 29 VII 1998 roku (w 45 lat i dwa tygodnie pozniej!!! acz zakladam ze zbieznosc tych dat jest przypadkowa) pisal na reunion- serio Henryk Dasko pod uskrzydlonym tytulem: "O UB, ale nie tylko (Dluuuuuugieeee)".
<http://www.rzeczpospolita.pl/Pl-iso/dodatki/plus _minus_990102/plus_minus_a_8.html> z ogonkami <http://www.rzeczpospolita.pl/Pl-asc/dodatki/plus _minus_990102/plus_minus_a_8.html> bez
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Mon, 4 Jan 1999 14:02:31 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: ZYDLACZENIE PRZEZ GOJOW...
Staszek pyta:
> "A u mnie Grycendler i maca i brud" > co (kto?) to na Boga Ojca jest ten Grycendler?
Mieczyslaw Grydzewski, wspolzalozyciel i redaktor naczelny 'Wiadomosci Literackich', nazywal sie naprawde Grycendler. To z kolei bylo uproszczona wersja nazwiska jego ojca, Jakuba Gruetzhaendlera.
Markowi W: istnieje wiele utworow Tuwima, wymagajacych zydlaczenia. Mysle o jego ogromnej tworczosci kabaretowej, z reguly podpisanej pseudonimem: Doktor Pietraszek, Roch Pekinski, J. Wim, Oldlen, Brzost, Schyzio- Frenik etc. Pisywal teksty i skecze m.in. dla Lawinskiego i Krukowskiego, pelne szmoncesowych postaci. Zdaje mi sie, ze te teksty nigdy nie wyszly w zbiorowym opracowaniu, ale istnieja w rozmaitych wyborach miedzywojennych tekstow kabaretowych.
'Sek', za naszych czasow przypomniany przez Dziewonskiego i Michnikowskiego, istotnie napisal Konrad Tom. Szmonces byl niezwykle popularna forma tworczosci i chyba wszyscy Zydzi uprawiali ten gatunek.
Bernard slusznie pisze, ze niektore wiersze Tuwima o tematyce zydowskiej ('Gieldziarze', 'Zydzi') goraco dyskutowano w klubach zydowskich. Wiecej - wywolywaly nie tylko polemiki, ale i napasci. Bodajze w 'Hajnt' oskarzono go o 'zdrade narodu zydowskiego', dwie zydowskie studentki protestowaly w prasie przeciwko wierszowi 'Gieldziarze', a w tym samym czasie na jego wieczorze autorskim doszlo do gwaltownych zajsc, zakonczonych interwencja policji. W 1950 roku wycofano wydrukowany naklad tomiku wierszy Tuwima w Jugoslawii, po czym wydano go w nowej wersji, bez dwoch utworow wym. wyzej.
Jednak najglosniej atakowali Tuwima, uzywajac dokladnie tego sformulowania - nienawisc do wlasnego narodu (self- hating Jew) - nie Zydzi, ale polscy antysemici w endeckich pismach. Jak zawsze, Zyd zasymilowany stanowil zagrozenie. Dla antysemitow - bo w przybranej kulturze znajdowal dom, ktorego mu jako Zydowi odmawiano. Dla ortodoksow - bo asymilacje postrzegali jako porzucenie zydostwa, a tylko sobie samym przyznawali prawo decydowania o tym, kto Zydem jest i kto nim nie jest.
Henryk D.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Mon, 4 Jan 1999 21:22:21 +0100
From: Natan Tenenbaum <naten@XXXXXXX.SE>
Subject: Re: ZYDLACZENIE PRZEZ GOJOW...
Bernard C>> A kto napisal "a u mnie za siafem Slominski"? Bernard C>> w wierszyku-pyskowce ktorego. tytulu nie pamietam.
Marek W> A nie podalbys kontekstu? Nie ze Ci nie wierze, Marek W> ale chcialbym zobaczyc reszte tego wiersza. Nie Marek W> wykluczam, bron boze: Tuwim mial swoje sprawy Marek W> z Zydami, czemu nie. Takie to byly czasy.
Marku, Marku
Ty bys lepiej klasykow czytal (tych zwlaszcza na litere "T"), zamiast szukac lysiny na glowach przyjaciol. Wiersz, o ktorym mowa, byl juz wspominany w naszej dyskusji a zwie sie:
Taki jest pelen tytul wiersza, w ktorym Tuwim wysmiewa Stanislawa Piaseckiego, przedwojennego literata, zalozyciela faszyzujacego pisma "Prosto z mostu". Do rzeczy nalezy, iz onze Piasecki mial mamuske... niearyjska. Uwaga - nie nalezy mylic go z Boleslawem P. (przed wojna - zalozycielem ONR-Falangi, po wojnie - faszystowskim sojusznikiem PZPR), ani z Sergiuszem P. - przemytnikiem, pisarzem)"Poeta zazdrosci pewnemu literatowi imieniem Stas,
ze jest sarmata on zas, nieszczesny poeta Zydem jest
parchatym Takoz obojej stron zywot wiernie opisany"natan
__________________________
Natan Tenenbaum Stockholm
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Mon, 4 Jan 1999 20:04:16 +0100
From: Natan Tenenbaum <naten@XXXXXXX.SE>
Subject: Potega slowa, czyli Pietrzak-partyzant
Jak kadeta Pietrzaka zapisano do partyzantow.
Krzewia sie u nas na swietlicy niepokojace obyczaje. Poki slowa sa naduzywane przez ludzi malo odpowiedzialnych - nie ma wiekszego niebezpieczenstwa; nie musimy brac tych slow serio. Gorzej, gdy ci, ktorych glos jest zwykle wywazony i sie liczy w naszych dyskusjach, zaczynaja odnosic sie niedbale do slow, ktore pisza.
Oto przyklady z ostatnich dni; dotycza jednej sprawy, ktora - wylacznie pod wplywe slow, bez zadnego zwiazku z faktami - zmienia nagle swoj ksztalt.
1 stycznia Wlodek Rozenbaum pisze: (...) Mnie tlumaczenie Pietrzaka jak najbardziej przekonuje. Pamietam go z lat 60-ych, sluchalem wielu jego nagran z koncertow juz po mojej emigracji i nie odczytalem w nich antysemickiego sentymentu.
2 stycznia ten sam autor stwierdza: (...) Moze to sie i "w pale nie miesci", jak kiedys powiedzial Pietrzak, absolwent Wyzszej Szkoly Nauk Spolecznych przy KC PZPR (to, a propos, jego nieistniejacych koneksji z partyzantami) ...
3 stycznia Leon Rozenbaum zapewnia: (pisownia oryginalna) (...) Nawet z pietrzakowymi kpligacjami partyzanckimi nie mozna go posadzic o zydofobia. (LR)
W ten sposob Jan Pietrzak w ciagu trzech dni zostaje zapisany do partyzantki. Porozmawiajmy chwile. Fakty sa takie: wedlug wydawnictwa "Kto jest kim w Polsce" (wyd. 2, Warszawa 1989) J.P. byl studentem Wyzszej Szkoly Nauk Spolecznych przy KC PZPR do 1967 r. Powiadamia nas tez o tym Wlodek R. Pelna zgoda! Dalej jednak pojawia sie niezbyt jasna uwaga na temat jakichs partyzantow (nie bawmy sie w detale, lapiac autora za brak cudzyslowu), chodzi, oczywiscie o t. zw. frakcje moczarowska. Nastepnego dnia Leon R. nie ma watpliwosci, co do "partyzanckich koligacji". Proste!
Otoz jest rzecza niemal pewna, ze w latach 60-tych musiala rowniez na WSNS-ie, jak wszedzie, istniec ekspozytura moczarowska. Podkreslam - jak wszedzie; w kazdym wiekszym zakladzie pracy i z cala pewnoscia na kazdej uczelni. Oznaczaloby to, ze wszyscy, ktorzy byli tam zatrudnieni, lub studiowali a wiec tak ze 2/3 spoleczenstwa, automatycznie mogliby byc podejrzani o sprzyjanie tej frakcji? Chyba nie. No, tak - ale WSNS byla szkola specjalna, partyjna! Nie zajmuje sie zawodowo dziejami WSNS i, o ile wiem, nie zajmuja sie specjalnie tym tematem ni Wlodek, ni Leon. Tyle jednak wiem, ze w latach 60-tych WSNS z cala pewnoscia nie byl opanowany przez moczarowcow. Wykladala tam, o ile pamietam - Maria Turlejska, napewno zas Celina Budzynska, a Eugenia Strumieniowa byla prorektorem, czy nawet rektorem; prowadzili tam zajecia naukowcy, ktorzy w 1968 zostali po marcu usunieci z Uniwersytetu zas Adam Schaff mial tam nieklamany autorytet. Wszyscy oni z t.zw. zasadniczych powodow nie byli (bo byc nie mogli) zwiazani z "partyzantami". WSNS nie byla w tym czasie opanowana przez ludzi Moczara.
Wrocmy do J.P. Tak sie zlozylo, ze byly to lata, gdy pozostawalismy w zywym kontakcie. O ile pamietam - owe studia J.P. na WSNS-ie byly raczej formalne i n.p. nie znalazlem potwierdzenia, ze J.P. je ukonczyl. Tego jednak nie wiem. Wiem za to, ze J.P. bral do programu kabaretu "Hybrydy" teksty, ktore nie mogly znalezc uznania w kierownictwie partyjnym, szczegolnie wsrod "moczarowcow". Pokpiwalismy sobie z t.zw. socjalizmu i z "pokazuchy", z detego entuzjazmu i z pomnika warszawskiej "Nike". A Pietrzak czasem zbieral baty. No, nie zeslali go na Sybir, jednak wzywali tu i owdzie na dywanik. Wiem, o czym pisze, bo przy tym bylem. By nie byc goloslownym (tak niechcacy, moglaby to byc aluzja do przytoczonych wyzej listow); odrzucony przez STS, jako nazbyt ostry tekst nizej podpisanego "Jutro i dzis" poszedl w programie "Usmiech z errata". To m.in, za ten tekst, poltora roku pozniej, obrugala moczarowska "Walka Mlodych" - kabaret "Hybrydy", autora i dyrektora, czyli J.P.
Na koniec, skoro juz jestesmy przy partyzantce - skecz z jakiegos studenckiego teatrzyku;
Po lesie chodzi czlowiek, grzyby zbiera. Wyskakuje na niego dwoch - waciaki, zdobyczne parabelki, kaszkiety;
- Hände hoch!
Facet przerazony, unosi rece do gory, jezykow obcych nie posiada, wiec mruczy;
- Panowie, co jest?
- Jak to - co jest...? Wojna jest!
- Panowie, wojna sie skonczyla dwadziescia lat temu...
- Co pan gada, glupoty jakies....
- Ale to prawda!
...milczenie, niedowierzanie.
- Wacek, a moze on rzeczywiscie prawde gada...?
- Slowo honoru!
- Przysiegnij pan na Boga!
- Jak Boga kocham!
...
- Patrz, Wacek, a my tak te mosty wysadzamy, wysadzamy...
Panowie, pora skonczyc z wysadzaniem mostow.
z pionierskim pozdrowieniem natanJUTRO I DZIS
(muz. J.A.Marek)
(sl. N. Tenenbaum)
W hotelach robotniczych
(wyk. Jan Pietrzak z zespolem)
w musztardowkach parzymy herbate -
Wdzieczny lud nam to kiedys policzy
I w pomnikach wyrazi zaplateNowa Hute mysmy stawiali
Petrochemie, Turoszow, Tarnobrzeg;
- Wiemy, jutro bedzie socjalizm,
wiemy, jutro bedzie nam dobrze
Entuzjazmem napawa ta mysl....ale jaki jest program na dzis?
Co tam dzis, wazne jest jutro...! (walczyk)
Jutro kazdy miec bedzie domek z ogrodkiem,
Ani jednej pluskwy w calym domu!
... Dzisiaj mozesz isc tylko z kolega na wodke,
lub dziewczyne sciskac, po kryjomu...Ale jutro masz za to, na lato - Balaton!
Zima - Giewont, Krupowki i narty
... dzis masz dyche w kieszeni; do kina idz za to,
albo w ciemnej swietlicy graj w kartyAlbo sluchaj przez glosnik, jak rosnie nam krzywa!
...najwazniuejsza wszak jest - PERSPEKTYWA!__________________________
Natan Tenenbaum Stockholm
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Mon, 4 Jan 1999 21:31:45 +0100
From: Wiktor Drukier <drukier@XXXX11.XXXX.DK>
Subject: Sv: Potega slowa, czyli Pietrzak-partyzant
Natan ma racje piszac o WSNS czyli Wyzszej Szkole Nauk Zbytecznych jak w potocznym jezyku te szkole nazywano. Wplywy partyzantow w samej kadrze nauczycielskiej raczej byly male , dopiero po czerwcu 1967 zawrzalo i tam (i to raczej w organizacji partyjnej a nie w kadrze). Jan Pietrzak owszem studiowal na WSNS ale chyba tylko zaocznie. Nie zeby go usprawiedliwiac ale z partyzantami to on raczej w czasie studiow specjalnej stycznosci nie posiadal. Pisze to troszke by zaapelowac o nie dorabianie historii (evt. histerii)
Witek Drukier
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Mon, 4 Jan 1999 21:38:31 -0500
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@XXXXXXX.NET>
Subject: Re: Potega slowa, czyli Pietrzak-partyzant
Widocznie jestem jeszcze zmeczony intelektualnie wyczerpujacym konkursem i glebia tlumaczenia jego wynikow, bo nie bardzo do mnie dociera w jaki to sposob zrobilem partyzanta z bardzo lubianego przeze mnie satyryka. Licentia poetica czy mydlenie oczu? Mozna przeciez komentowac rozne rzeczy bez zajmowania sie nimi zawodowo (eureka!). Natan, sam nie uwazasz sie za eksperta, ale odrazu fundujesz mi swoja teorie na temat WSNS. Znalazles tam az trzy panie profesor. Ale przynajmniej jedna z nich byla, chyba, bardziej przynalezniona do Wojskowej Akademii Politycznej, gdzie tlumy "partyzantow" i ich zwolennikow robilo magisteria i doktoraty pod jej kierunkiem - z tematow partyzanckich i "utrwalaczowych" (zachecam do przejrzenia np. rocznikow Wojskowego Przegladu Historycznego).
Ale w WSNS-ie bylo tez wiecej niz troche panow, jak rowniez duzo goscinnych wykladow, no i, oczywiscie, studentow, ktorzy - z wyjatkiem Pietrzaka - nalezeli w duzym procencie do sredniego i wyzszego aktywu partyjnego z Warszawy i terenu. Czy byli wsrod nich "partyzanci" i ich zwolennicy. Oczywiscie. Jak kadet Pietrzak wyladowal w takiej uczelni? Nie wiem. Ale rodzice- komunisci przedwojenni to bylo za malo. Uczelnia ta bowiem byla dla aktywu partyjnego. Mowilo sie, ze ojciec byl spokrewniony z gen. Pietrzakiem. Nie wiem czy tak bylo. Zwracalo sie rowniez uwage na fakt, ze Pietrzak mial wieksza swobode tworcza niz inni. Nie mam zadnych powodow, zeby kwestionowac sytuacje, ktorych byles swiadkiem. Tym nie mniej uwazam, ze traktowano Pietrzaka lagodniej. Czy dlatego, ze byl rzeczywiscie spokrewniony z gen. Pietrzakiem, czy tez przez niewinne kontakty z moczarowcami? Moze chodzilo o jakas polityczna rozgrywke, ktorych bylo wtedy wiele. NIEWAZNE. Pietrzak nie zmienil swojej satyry, w kazdym razie nie radykalnie. I to bardzo dobrze o nim swiadczy. TO JEST DLA MNIE WAZNE. Nawet jesli wszyscy jego najblizsi krewni byli partyzantami, czy wiceministrami i dyrektorami MB i MSW. Ponial? A teraz rusz lysina (nie obrazaj sie, ja mam na pewno wieksza) i wymysl jakis sensowniejszy konkurs, z jury ktore ma troche wieksze kolektywne poczucie humoru.
Wlodek Rozenbaum
P.S. A skoro mowa o PERSPEKTYWIE (tam daleko w dole), polecam "Czy te oczy moga klamac?" Wieksza glymbia.
NT> Jak kadeta Pietrzaka zapisano do partyzantow.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Wed, 6 Jan 1999 18:43:00 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Jeszcze o partyzantce
Natan, jeszcze raz o Janku Pietrzaku:
> Odpowiedzi Wlodka i Leona przeczytalem z pewnym > przygnebieniem. Problem, w moim przekonaniu, > polega na tym, ze - gdy nie znam dokladnie > jakiejs sprawy, zaznaczam to w moim tekscie, > podczas gdy Wlodek zwykle prezentuje opinie > kategoryczne, bezdyskusyjne. [...] > Sytuacja robi sie dziwna; oto Wlodek, ktory po > raz kolejny zapewnia o tym, jak bardzo ceni satyre > Janka P., rzuca jednoczesnie lekka dlonia nader > slabo ugruntowane, wg mnie - goloslowne podejrzenie > o jego kontaktach z "partyzantami", z ktorego Leon > czyni rzecz dowiedziona. Ja sam, majac dzis pewien > dystans do satyry Pietrzaka, a takze do jego > dzialalnosci publicznej - uwazam jednak, ze w imie > faktow, tych, ktore znam dobrze - nalezy go od > takich podejrzen uwolnic.[...]
Mnie sie, Natan, wydaje, ze problem tej dyskusji polega na braku definicji pojecia "partyzanci". To ciezkie slowo, ale co ono w tym kontekscie oznacza? Ze Janek Pietrzak spiskowal czy sympatyzowal z Moczarem i Olszowskim z zamyslem obalenia Gomulki i wyrzucenia Zydow z Polski? To absurd, i nie wierze, zeby Wlodek mial cos takiego na mysli.
"Partyzanci" w kontekscie lat 60-tych oznacza nieformalna frakcje w aparacie wladzy. W najwiekszym skrocie, w drugiej polowie dekady partyzanci dazyli do raptownego zwiekszenia swoich wplywow politycznych i administracyjnych. Pietrzak przynalezec do tej formacji nie mogl, bo czescia aparatu wladzy w zadnym sensie nie byl. Koneksje w tym srodowisku, jesli je w ogole mial, nie pochodzily z WSNS, bo Janek WSNS do tego nie potrzebowal. Znal bardzo duzo ludzi w Warszawie, zawsze potrafil umiescic sie w stycznym punkcie rozmaitych kregow towarzyskich i czynil to po mistrzowsku. Partyzanci mieli znaczne wplywy w mediach, wiec jesli Janek z kims z nich pijal wodke, to nie z profesorka z Gorno- Wyszywatielnowo Ucziliszcza, tylko z facetami z roznych redakcji. Zarzucanie mu jakichkolwiek antysemickich skrzywien w latach 60-tych czy 70-tych jest kolejnym absurdem, obracal sie przez cale lata wsrod warszawskich Zydow i czul sie miedzy nimi u siebie. Nie znam tego srodowiska w stopniu takim jak Natan czy Edek Harley, ale o ile pamietam, problem antysemityzmu tam nie istnial.
Pytanie wiec, co ma Wlodek na mysli i jaka latke mozna Jankowi przypiac. Otoz Janek Pietrzak od zarania swoich dni mial silne ciagotki w strone populizmu. Podkreslal demonstracyjnie wlasna proletariackosc. Mimo znakomitego sluchu, wielkich zdolnosci imitatorskich i wspanialej znajomosci polszczyzny, swiadomie plebeizowal wlasne slownictwo i akcent, lubil zabrzmiec, jakby wlasnie przyjechal tramwajem z Pelcowizny albo Siekierek. Byl w kazdym calu pelnoprawnym czlonkiem elity artystycznej i intelektualnej PRL-u, zwanej nieco pogardliwie "warszawka", przesiadywal przy kawiarnianym stoliku ze Slonimskim, Konwickim, Dygatem i Holoubkiem - ale kiedy tylko szostym zmyslem wychwytywal (a anteny mial jak malo kto, lapal pelna czestotliwosc kazdej rozmowy), ze cos zaczyna sie dziac p o z a n i m, popadal natychmiast w nieco halasliwa swojskosc. Tym sie odroznial od Kofty czy Kreczmara. W tym polskim swojchlopstwie Pietrzak czul sie naprawde u siebie i chociaz potrafil jesc zupe bez mlaskania i snuc wyrafinowane dywagacje o puszkinowskich odniesieniach u Wysockiego, w gruncie rzeczy bylo mu lepiej nad plastrami salcesonu z gazety i ciepla wodka z tej musztardowki, o ktorej Natan tak wzruszajaco pisal.
Alfabet kulturowy "partyzantow" byl wlasnie taki - swojski, rodzimy, plebejski. Polany ckliwo-romantycznym lukrem od Or-Ota i Slonskiego, od lwowskich Orlat i cudu nad Wisla, umiejetnie zamienionym na rzeczywistosc PRL. Taka mieli frazeologie, taka estetyke. Te "Biale krzyze", te narodowo-patriotyczne jaselka w rodzaju "Dzis do ciebie przyjsc nie moge", te piosenki - "A twoje oczy sa granatowe, a w twoich oczach granatow pek"... Pan Janek, ktory gardzi kazda wladza i szanuje glownie pieniadze, na ten partyzancki obrzadek nie byl calkiem obojetny.
Wcale nie dlatego, ze w podtekscie mozna bylo doslyszec "bij Zyda" i "Polska dla Polakow". To z polityka nie mialo nic wspolnego. Jankowi byla i jest bliska tradycja, ktora okreslilbym jako narodowo-sentymentalna, takie sa jego najlepsze srodki ekspresji. To Janek jest autorem piosenki, ktora o maly wlos nie zostala nowym hymnem Polski. Bywalem na jego koncertach w latach 80-tych, kiedy objezdzal kontynent za kontynentem, pamietam te finalowe msze, kiedy tlum wstawal do slow "Zeby Polska, zeby Polska, zeby Polska byla Polska", a po sali szedl jeden wielki szloch. Ostatni raz tak plakali, kiedy w "Popiele i diamencie" grano "Czerwone maki na Monte Cassino". Gdyby Janek napisal swoja piosenke w latach 60-tych, stalaby sie hejnalem "partyzantow".
To, mysle, chcial zasugerowac Wlodek. Nie czynilbym z tego Pietrzakowi zarzutu, Pan Janek, jak kazdy starzejacy sie artysta, jest dzis po prostu cynikiem. W latach 60-tych nie zezowal jeszcze na dwie strony i nie staral sie palic Panu Bogu swieczki, a diablu ogarka - to, jesli przyszlo w ogole, to znacznie pozniej. Pietrzak to znakomity satyryk, zasluzenie przejdzie do historii kultury PRL - ale jego kabaret nigdy nie mial w sobie ostrosci intelektualnej Bim-Bomu czy wczesnego STS-u. Tu zgadzam sie z Natanem - trzeba sie dobrze zastanowic, zanim mu sie jakas latke przypnie. Skaza Pietrzaka, jesli w ogole istnieje, jest natury artystycznej, a nie moralnej.
Henryk D.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Fri, 8 Jan 1999 00:06:07 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Cyraneczka nie ptak
MS>> Czy to nie Mazowsze kiedys spiewalo MS>> "kobieta - nie ludzie"? [...]
Ludwik> Dla scislosci Ludwik> "Cyraneczka - nie ptak, DZIEWCYNA - nie ludzie".
Marysia przypomniala te piosenke. Wychowywalem sie w atmosferze racjonalizmu i staralem sie pojac rozumem otaczajaca mnie rzeczywistosc, takze i ta z piosenek. Slowa "Na prawo most, na lewo most, a w dole Wisla plynie" [czy aby nie "... dolem Wisla plynie"? (red. dyz.)] wydawaly mi sie nie tylko optymistyczne, ale przede wszystkim jasne i przejrzyste; latwo moglem sobie wyobrazic konkretny punkt miasta, skad widac bylo dwa mosty i Wisle. Nie chce, aby ktos pomyslal, ze metafora byla mi obca. Tak nie bylo. Poetycka przenosnia zawarta w slowach "autobusy czerwienia migaja, zagladaja do okien tramwajom" nie budzila we mnie szczegolnych watpliwosci, choc dobrze wiedzialem, ze autobusy nigdzie zagladac nie moga.
Ale piosenka o cyraneczce nie dawala mi spokoju. Jak to - cyraneczka nie ptak? Jesli nie ptak, to co? Wszystko inne wokol mnie bylo konkretne, ba, doslowne nawet. Moja rzeczywistosc nie zawierala w sobie tajemniczych niedopowiedzen. Owszem, inna piosenka, ta o gesiach za woda - "uciekaj dziewczyno, bo cie poboda" - tez wymagala pewnej wyobrazni, bo boda krowy, a nie gesi - ale od biedy moglem zrozumiec te poetyke. Tekst wyrazal jasno, co gesi uczynia. Natomiast cyraneczka - cyraneczka pozostawala niezglebiona tajemnica. Cyranki siadaly na nadwislanskich lachach, przygladalem sie im uwaznie. Skrzydla, lapy, piora, dziob. Ptak, nie bylo dwoch zdan, ptak. Moj ojciec, czlowiek zajety i prozaiczny, wzruszal ramionami, kiedy probowalem sie czegos na ten temat od niego dowiedziec podczas niedzielnych spacerow w Lazienkach. Wloklem sie za nim i jego przyjacielem, zatopionymi wiecznie w tej samej dyskusji. Wkrotce zapomnialem o cyraneczce.
Ojciec zabieral mnie co roku na pochod pierwszomajowy, a kiedy zblizalismy sie do trybuny, pozwalal mi niesc szturmowke. Pamietam uczucie raptownego olsnienia, jakiego doznalem tamtej wiosny, kiedy przechodzilismy obok budynku, obwieszonego gigantycznymi portretami przywodcow. Na jednym z nich widnialo znane mi z fotografii w gazetach oblicze premiera kraju, wyjasniajace wszystko. - Tam! - wrzasnalem triumfalnie, wskazujac palcem w strone honorowego podium - tata, tam! Cyraneczka! Zaden ptak! Cyraneczka nie ptak!
Scena ta miala miejsce juz po przedwczesnej smierci Jozefa Wissarionowicza i dlatego zapewne moim rodzicom udalo sie ujsc z zyciem, a mnie nie oddano do domu dla bezprizornych. Nie wiem, czy moj ojciec wybaczyl mi kiedykolwiek, choc przypisywanie naszych nienajlepszych na przestrzeni lat stosunkow (Dziunia Suknik wie) wylacznie temu wydarzeniu byloby zbyt latwym uproszczeniem.
Naturalnym biegiem rzeczy wkrotce podroslem, przestalem chodzic na spacery z ojcem i zapalalem goracym uczuciem do piosenkarki, ktora spiewala slowa znacznie bardziej tajemnicze od cyraneczki:
Kto w Alabama do Noemi trafi,
Z bawelny ponczoch cala noc,
Bo w Alabama, jak w drewnianej szafie,
Jedwabnych kiecek moc.W tej szafie gruchaj z golabkami swemi,
Klekoce w rynku stary Ford,
To jedzie diabel, diabel do Noemi,
Rozpiera sie jak lord.Nie jestem pewien, czy dokladnie tak ale bardzo podobnie. Od tych tajemniczych asocjacji dreszcze mi chodzily po plecach. Nie mialem pojecia o co chodzi, ale przesiakniete to bylo jakas tajemna erotyka. Niestety, piosenkarke wkrotce pozbawil zycia malzonek-kompozytor, strzeliwszy swiezo nabytym Citroenem DS w przydrozne drzewo. Byla to pierwsza z licznych niezrealizowanych milosci mojego zycia.
Potem podobala mi sie jeszcze jedna piosenka, tez o ptakach, wiec od cyraneczki nie calkiem odlegla:
Pod papugami
Wisi lustro, w ktorym kazdy ma
Most z lampionami
Promenade do bialego dnia...Ale w Michaju Burano juz sie nie zakochalem.
Henryk D.
PS. Wiem, wiem. "Pod papugami" rozslawil Niemen, ale ja to slyszalem pierwszy raz w sopockim Non- Stopie wlasnie w wykonaniu Burana, w roku chyba 64...
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Fri, 8 Jan 1999 00:52:47 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: [SERIO] Studenci z bratnich krajow
Wlodek Rozenbaum, o studentach z bratnich krajow:
WR> W pozniejszych latach przyjezdzaly do Polski WR> z Zachodu w ramach wymiany miedzy bratnimi WR> partiami rozne osoby m.in. na studia w Wyzszej WR> Szkole Nauk Spolecznych. Ciekawe czy ktos ze WR> swietliczan slyszal cos wiecej na ten temat WR> od krewnych i znajomych. Tylko prosze bez WR> kabaretowych insynuacji.
O WSNS-ie nie wiem, ale na SGPiS przysylali z dzungli. Kolegowalem sie z Sudanczykiem, synem plemiennego kacyka, ktory cierpial straszliwie, poniewaz nie pozwalano mu na udzial w studium wojskowym. Uwazal to za jawna dyskryminacje. Sudanczyk mial na kazdym policzku trzy rowne blizny po rytualnych nacieciach, uderzajaco podobne do podoficerskich belek na naramiennikach. W zwiazku z tym nosil ksywe "Plutonowy", ktora nadal mu moj przyjaciel Michal K., czlowiek niekiedy okrutny (Anka Lec wie). Nie kabaret?
Henryk D.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Fri, 8 Jan 1999 11:06:11 -0500
From: Elizabeth Sachs <esachs@XXX.XXXX.EDU>
Subject: Re: Cyraneczka nie ptak
Henryk> tata, tam! Cyraneczka! Zaden ptak! Henryk> Cyraneczka nie ptak!.
Podobny przypadek mial miejsce w kregu znajomych moich rodzicow. Jak zapewne pamietacie, w wedlowskiej mieszance byly (i dalej sa) cukierki Pierrot, wymawiane nie z francuska, lecz z polskim akcentem na przedostatnia sylabe i slyszalnym "t". Synek znajomych spytal tatusia: - Tata, co to jest Pierrot? - Taki pajac. - odpowiedzial zza gazety ojciec. Nastepnego dnia pani w przedszkolu wskazala na portret Przyjaciela Dzieci i spytala: - Dzieci, czy wiecie kto to jest towarzysz Bierut? -Taki pajac - wyrwal sie do odpowiedzi nasz mlody bohater. -Kto ci powiedzial?! -Tata.
I tu skonczylo sie bez kazamatow - wezwany do przedszkola tatus uzmyslowil sobie bieg wypadkow i ani przedszkolanka ani zaden z milusinskich nie doniosl do organow.
Elzbieta
p.s. A ilu z Was intrygowal tajemniczy, waleczny zwierz Alpuhary?
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Fri, 8 Jan 1999 22:02:44 -0500
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@XXXXXXX.NET>
Subject: Re: Cyraneczka nie ptak
Pyszne wspomnienia. Pamietam, ze wielu z mojego pokolenia pasjonowalo sie Januszem Gniatkowskim, tym od "Kuba wyspa jak wulkan goraca", "Indonezja" (Ryzowe pola w wodzie mokna). Po wielu latach nie moglem sobie odmowic przyjemnosci nabycia CD tego piosenkarza. Potem za wczesnych lat jazzu, kiedy chodzilo sie na koncerty otwierane i prowadzone przez Tyrmanda, wielu zazdroscilo Wicharemu, czekoladowej pani Bovery, jego partnerki na rozne okazje, ktora podniecona synkopami lubila oszalamiac sluchaczy miedzynarodowymi szlagierami w zabawnej polskiej wersji z fikusna wymowa. Na przyklad. Bei mir bist du schein:
"Bo ty masz w sobie cos,
naprawde takie cos
Ja w tobie naprawde kocham sieOczy mi mowia, ze
ty wiele dziewczyn masz
I zezowaty jest i ze masz brzydki twarz.Bo ty masz w sobie cos, itd."
Potem przyszedl Marek Gaszynski. Kolega, wprawdzie, ale to juz byla inna epoka.
Wlodek Rozenbaum
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Sat, 9 Jan 1999 00:17:16 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Cyraneczka nie ptak
Jozek wyjasnia:
> Wszystko co nie lata,w ludowym slownictwie nazywane > bylo "nie ptakiem". Kaczka,tez nie ptak. [...] > natomist to,ze gesi boda slyszalem wiele razy na > wsi.W jezyku polskich chlopow gesi bodly, i to > porzadnie.Widac,ze jako dziecko nigdy nie byles > zaatakowany przez stadko gegajacych gesi ktore > faktycznie "bodly" swoimi dziobkami. [...] > PS Od kiedy marksizm-leninizm-stalinizm jest > racjonalizmem???
Drogi Jozku, jestem Ci wdzieczny. Nie mialem o tym wszystkim pojecia. Ktos dokladny upieralby sie, ze cyranka lata, i to znakomicie, ale co sie tam bedziemy sprzeczac. Brzmi dobrze.
Marksista-leninista byl moj ojciec, ktory bardzo wczesnie uznal, ze wychowywanie mnie jest marnowaniem czasu. Odpowiedzialnosc za moj rozwoj przejela matka, ktora marksistka nie byla, ale racjonalistka - wlasnie tak (Witek D. wie).
Najlepszego, Henryk
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Sat, 9 Jan 1999 08:14:42 +0100
From: Josef Zorski <josef@XXXXXXXXX.SE>
Subject: Re: Cyraneczka nie ptak
HD> Odpowiedzialnosc za moj rozwoj przejela matka, HD> ktora marksistka nie byla, ale racjonalistka HD> - wlasnie tak (Witek D. wie).
Drogi Henryku Masz racje-cyranka lata,sprawdzilem to juz po nacisnieciu tego klawisza "sänd". Ale i dziewczyna jest ludziem,wiec wybaczysz mi ta niescislosc. Natomiast Florcia (polska chlopka ktora byla moja przyszywana babcia , i autentyczna mamka mojego taty) zawsze mowila,ze "uwazaj,bo cie gesi poboda"jak bylismy na wakacjach.tak wiec co do gesi sie nie wycofywuje.
serdeczne pozdrowienia
Jozek [...]
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Sat, 9 Jan 1999 08:50:54 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Cyraneczka nie ptak
Jozek pisze:
JZ> Mowiac o atmosferze mialem na mysli raczej nie JZ> dom,a ogolna atmosfere jaka was wszystkich, ludzi JZ> tamtego pokolenia otaczala. Przy okazji przytocze JZ> kiedys mowe tow Bieruta na temat Mickiewicza,aby JZ> wyjasnic co mialem na mysli mowiac,ze atmosfera JZ> byla niezbyt racjonalna.
Jozek, przyjacielu. Rozumiem, ze masz na mysli "srodowiskowo", a nie "pokoleniowo", bo jesli o to ostatnie chodzi to zapewniam Cie, ze jestem w wieku circa Twoim, a nie tow. Bieruta, niezaleznie od tego, co w moim pisaniu tutaj odnajdujesz.
My tu niekiedy zartujemy na temat radosnego stalinowskiego dziecinstwa, ale prawda jest taka, ze w srodowisku moich rodzicow pierwsze tchnienia tzw. odwilzy zaczely sie pojawiac wczesnie. Bralo sie to z bezposredniego kontaktu z najblizszymi przyjaciolmi rodzicow, przesladowanymi w latach stalinowskich. Przychodzili do nas ludzie swiezo wypuszczeni z wiezienia, a kolezanka mojej matki ze szkolnej lawki stracila w UB meza, znanego podowczas publicyste i weterana z Hiszpanii. Moj najblizszy przyjaciel z podworka zniknal nagle na dwa czy trzy lata, kiedy wysiedlono ich z mieszkania po aresztowaniu jego ojca.
Moja matka reagowala na to silniej niz ojciec, ktory pozostal twardoglowym ortodoksa. Nigdy nie wiedzialem, ile w tym bylo uporu i retoryki, a ile rzeczywistych przemyslen. Ale nie ulega watpliwosci - masz w tym calkowita racje - ze stalinowska symbolika wczesnego dziecinstwa byla pierwszym obrazem rzeczywistosci, jaki ja i moje pokolenie przyswajalo.
Natomiast pierwsze rozmowy, jakie pamietam, stanowily czesc procesu jak najbardziej racjonalistycznego, bo kwestionowaly owa stabilna rzeczywistosc. Zaczelo sie wczesnie, od rozmow moich rodzicow z ich przyjaciolmi, ktorzy siedzieli w lagrach sowieckich. Moglem miec wtedy szesc czy siedem lat i w miare uplywu czasu ten proces sie coraz bardziej nasilal. Poniewaz moj ojciec byl twardoglowcem, te dyskusje mialy u nas w domu szczegolnie gwaltowny charakter i trudno bylo tego nie slyszec. Mysle, ze to bylo dla ich srodowiska typowe i ze wielu moich rowiesnikow, wychowanych w domach komunistycznej inteligencji, takie rzeczy pamieta.
Serecznosci, Henryk
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Sat, 9 Jan 1999 19:34:34 +0100
From: Josef Zorski <josef@XXXXXXXXX.SE>
Subject: Re: Cyraneczka nie ptak
Elizabeth Sachs skrev:
ES> Panowie, ES> Przeciez sprawa powinna byc oczywista, zwlaszcza ES> w tym gronie. Nalezy slowa piosenki odczytac ES> z wlasciwa intonacja: "Cyraneczka nie ptak? ES> Dziewczyna nie ludzie?"
Elzbieto,przeciez jak Mazowsze (czy Slask?) to spiewa,to wyraznie slychac,ze oni to jako stwierdzenie wymawiaja,nie jako pytanie z akcentem charakterystycznym dla tych z kreconymi wloskami (jak to polski urzednik w szwedzkiej ambasadzie okreslil nasza kolejke po wizy,gdy jakas kobieta pytala o kolejke) Wiec pomimo,ze Sygetynski w tym moze maczal nutki,to to nie bylo tak jak twierdzisz.
Henryku.Doskonale rozumiem fermenty intelektualne w wielu zydowskich rodzinach. U mnie w domu raczej sluchalo sie tylko BBC i Radio Free Europe,tzn ja jako 6 letni czlowiek w 1953 r siedzialem obok taty i patrzalem jak on walczyl z radiem aby sluchac pomimo zagluszania.Slowo "zagluszaja" bylo czyms specjalnym w mojej glowie, i b.irytujacym. Juz jako nieco starszy mlodzieniec (7-9 lat) zaczalem rozrozniac spikerow z Free Europe i Voice of America,nie mowiac o BBC ,ktorego bum bum bum bum nasladowalem ku uciesze znajomych,ale mialem zabronione robic to przed obcymi. Czasami caly wieczor spedzalismy z Tata przy radiu ,szczegolnie ze Ojciec byl mistrzem parodii oficjalnych przemowien i artykulow. Napisal np wspaniale wypracowanie z okazji smierci tow.Bieruta, ktore odczytalem na ogolym "porannym apelu" calej szkoly,z okazji smierci obroncy wdow i sierot. Pamietam,ze nauczyciele nie wiedzieli czy smiac sie czy plakac. Sprawa byla o tyle prosta,ze w moim miescie i tak wszyscy wiedzieli,ze nasza rodzina to starzy kapitalisci imperialisci i kumple Rokefelera (o czym nawet byla mowa podczas spiewania "Wielki Stalin" w naszym TSKZecie pewnego razu) Ojciec znal roznych ludzi ktorzy byli tu i tam w roznych wladzach,i ktorzy jak i on sluzyli w przedwojennym wojsku (jak mawiali-w tym PRAWDZIWYM wojsku,a nie w tej czerwonej armii z papuga bez korony) (ale to mowili juz potem,kolo 1956r,kiedy i do taty zwierzali sie,ze nareszcie skonczy sie to gnebienie przez Zydow) Jednoczesnie Tato znal i tych Zydow tez,chociaz nie osobiscie.Pomogl jednak dyrektorowi mojej szkoly,ktory jesienia 1954 r zadzwonil do nas do domu i blagal Ojca o pomoc,bo go chca wyrzucic z pracy i zniszczyc rodzine za zarzut przestepstwa antysemityzmu. Pamietam,jak tato sie denerwowal,bo dyrektor M. byl "zwyklym czlowiekiem,"a kto dzis lubi Zydow",i pomogl mu poprzez znajomosci. Wtedy tez pamietam dostalem pierwsze wyklady,zeby odrozniac antysemitow od "antysemitow" i zeby rozumiec skomplikowany swiat Zydow i " zydow". Nigdy w zyciu nie musialem chodzic w zadnym pochodzie pierwszomajowym,ale to u nas nie bylo sztuka. TSKZ urzadzal zawsze osobna grupe ,ale tato i tak nigdy nic z TSKZem nie mial wspolnego,wiec tylko smial sie,i pisal fajne wierszyki ktore ludziska czytali podczas wieczorow bridzowych u nas w domu. Tato opowiedal czasami (wiele lat pozniej)jak u jego przyjaciela dyrekora L. zbierala sie czasami grupka trzech pulkownikow,zydowskich chlopcow,w Ludowym Wojsku, po kolacyjce i piciu wychodzili na balkon i spiewali zydowskie piosenki,na caly pelny glos,wolni ludzie w swoim wolnym kraju,ktorego wolnosc wywalczyli(no i nas uratowali) Ale Tato sie nie cieszyl tym faktem,byl to poczatek lat 50-tych,i jak mi potem owpowiadal,staral sie im wytlumaczyc,ze z tego beda tylko gibrente cures w przyszlosci. Ale oni sie tylko smiali,zreszta czuli sie naprawde Polakami,wychowalo ich wojsko. No,ale potem przyszedl Pazdziernik,nagle ludzie mowili inaczej,troche rodzin zydowskich wyjechalo z Sosnowca,moj wujek mieszkal przez jakis czas u nas z rodzina,bo istnialo niebezpieczenstwo,ze tam gdzie mieszkal,rozwala mu glowe siekiera. tato znecal sie nad nim,trul o syjonizmie,Zabotynskim,wielkim narodzie amerykanskim,BBC,Churchillu, caly cyrk. W 1957 wzial mnie ojciec na zwiady do Izraela,gdzie mieszkala siostra mamy.Przez dwa miesiace mieszkalismy w Mikve Israel. Moj tato przyzwyczajony do bialych koszul,krawatow,bridza,kawki(przesiadywal na Alenby i Dizengoff i dyskutowal z rozlicznymi przyjaciolmi) niespecjalnie przyzwyczail sie do mitunu i izraelskich curesow. pozdrowienia Jozek
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Sat, 9 Jan 1999 20:04:50 +0100
From: "Res. de Tusch-Lec" <de_tusch_lec@XXX.DK>
Subject: Sv: Cyraneczka nie ptak
A mnie przypomina sie taka historia. Mieszkalismy blisko Cyrankiewicza i czesto widzalam jak na spacer z psem wychodzila gosposia Cyrankiewicza. Pewnego razu bedac z tata w Al. Ujazdowskich zobaczywszy psa z gosposia, krzycze na glos - tata, patrz, to jest pies Cyrankiewicza. Tata mnie ofuknal, abym byla cicho. Kilka dni pózniej spotykamy tego samego psa z gosposia ale ja juz krzycze tata to jest pies towarzysza Cyrankiewicza. Czegos mnie jednak to komunistyczne wychowanie nauczylo. pozdrawiam anka
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Sat, 9 Jan 1999 17:28:21 -0500
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@XXXXXXX.NET>
Subject: CYRANECZKI SA W KROPECZKI: Zydzi antykomunisci
Ogolna uwaga (nie nowa): starajcie sie, zeby SUBJECT odzwierciedlal temat. O malo co nie wyrzucilem listu Jozka, bo myslalem, ze znowu probuje nawracac za pomoca Pisma Swietego wg Krajewskiego. Co za przyjemna niespodzianka! Tym razem zaserwowal nam fascynujace wspomnienia z domu rodzinnego w Sosnowcu. Wiecej takich opowiadan. Przeciez jest spora grupa - sadzac z listow - osob, ktore wychowaly sie w niepartyjnych domach, czasami przestrzegajac pewnych tradycji zydowskich. To sa ciekawe rzeczy. Jak doszlo do stworzenia takiego domu i co sklonilo te niepartyjne, nawet antykomunistyczne rodziny do pozostania w Polsce i to tak dlugo? Jaka byla struktura zawodowa tych rodzin, jak radzily sobie one w codziennym zyciu?
W moim partyjnym domu zachodnie stacje radiowe traktowano negatywnie. Ale nie lekcewazono zachodnich publikacji, zwlaszcza w jezyku polskim. Mozna je bylo znalezc w domu w szafie na polce, schowane pod bielizna taty. Radio mielismy dobre, ale ojciec nie popieral grasowania po stacjach zachodnich.
Za to jak przyjezdzal wujek-kapitan, najpierw z Rembertowa (byl oficerem WP - przy okazji zastanawiajace jest, ze malo kto ze swietliczan zetknal sie, mial w rodzinie, czy slyszal o oficerach zydowskiego pochodzenia ponizej pulkownika), a potem z Wroclawia (byl zdemobilizowany na fali pierwszych czystek we wczesnych latach 50-ych), rozdrazniony ojciec pozwalal na lowy radiowe i bylo troche zabawy.
Ciekawe, ze jak w 56 pojechalem z ojcem do ZSRR, zeby odwiedzic rodzinne strony (i zobaczyc Moskwe, oczywiscie), to wrocilismy z ogromna skrzynia z pokretlami, pod nazwa MIR, ktora lapala wszystko i wiecej niz sie mialo czas sluchac. Machina ta miala, chyba, z piec pasm krotkich i nawet ojciec zainteresowal sie wojazami po falach eteru. A jak sie zaczeli przewijac przez nasze mieszkanie repatrianci z ZSRR, to mieli duza ucieche sluchajac wiadomosci i kulturalnych programow radiowych za Bugiem. Prawie, ze zaluje, ze nie wpadlo nad do glowy, zeby je wywiezc z Polski. Ojciec sprzedal je sasiadowi z osiedla (zdaje sie, ze pulkownikowi), ktoremu bardzo spodobalo sie, zwlaszcza, ze wczesniej z zona - swiezo po Pracowni Elektronicznej na fizyce - wlasnorecznie wymienilismy w nim adapter na nowoczesniejszy niemiecki).
Jozek, czekam na dalsze opowiesci.
Wlodek Rozenbaum
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Sun, 10 Jan 1999 16:15:31 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Cyraneczka nie ptak
Jozku drogi, dopiero teraz przeczytalem niezwykle ciekawy list, jaki napisales o wlasnym domu. Wlodek Roz. juz Cie skomplementowal i zadal podobne pytania do tych, ktore i mnie po glowie chodza. Chcialbym Cie prosic, zebys jeden temat poruszyl troche obszerniej: dlaczego Twoi rodzice zostali w Polsce po wojnie i nie skorzystali z licznych mozliwosci emigracji az do 68 roku?
Z mojej wlasnej perspektywy, oczywiscie waskiej, w Polsce zostali Zydzi, ktorzy w jakims stopniu sympatyzowali z systemem, a przynajmniej funkcjonowali w ramach stworzonych przez komunizm mechanizmow, choc niekoniecznie uwazali sie za komunistow. Z rodziny mojego ojca (wojne przezylo piecioro z siedmiorga rodzenstwa) w Polsce zostal tylko on sam, reszta, wroga sowieckiemu modelowi w kazdej jego formie, wyjechala. Ogromna lodzka rodzina mojej matki wyginela niemal do szczetu, przezyla ona i jej siostra, lekarka, ktora w 1948 wyjechala do Izraela, choc bardzo nie chcialy sie rozstac. Powodow do wyjazdu bylo znacznie wiecej niz powodow do zostania.
Znalem Zydow wielce krytycznych w stosunku do polskiego komunizmu, ale przeciez z nim jakos zwiazanych, wpisanych nie tyle w warstwe ideologii, co praktyki realnego socjalizmu. Nie wiem, czy wyrazam sie jasno: mysle np. o pracownikach nauki czy administracji, ktorym komunizm zapewnial sposob na zycie. Mam wrazenie, ze w przypadku Twojej rodziny bylo jednak inaczej.
Z tego co piszesz wydaje mi sie, ze Twoj ojciec, czlowiek bezsprzecznie rzutki i wszechstronnie utalentowany, uwazal system panujacy w Polsce za aberracje. Jego tradycje byly inne i wszystko co komunizm reprezentowal musialo mu byc jak najbardziej obce. Twoj ojciec zarabial na zycie w sposob, ktory komunizm postrzegal jako przezytek czasow minionych i domyslam sie, ze musiano go gnebic domiarami, inspekcjami etc. Z kazdych powodow zdaje mi sie naturalne, gdyby emigrowal. Co spowodowalo, ze zostaliscie w Polsce?
Serdecznosci, Henryk
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Mon, 11 Jan 1999 02:43:03 +0100
From: Julian Ilicki <julian.ilicki@XXX.XX.SE>
Subject: Niepartyjni Zydzi bylo: Cyraneczka nie ptak
On 10 Jan 99, at 16:15, Henry Dasko wrote: [---]
HD> Z mojej wlasnej perspektywy, oczywiscie HD> waskiej, w Polsce zostali Zydzi, ktorzy HD> w jakims stopniu sympatyzowali z systemem, HD> a przynajmniej funkcjonowali w ramach HD> stworzonych przez komunizm mechanizmow, HD> choc niekoniecznie uwazali sie za HD> komunistow. Z rodziny mojego ojca...
To zalezy gdzie. W Warszawie przypuszczalnie wielu nie-komunistycznych Zydow mozna by bylo zakwalifikowac do powyzszej kategorii, aczkolwiek na pewno nie wszystkich. Na podstawie moich badan z 1984 r. moge stwierdzic, ze przeciwienstwem Warszawy byl w tym kontekscie Dolny Slask, gdzie wielu-Zydow nie bylo komunistami i tez niekoniecznie czuli sie oni zwiazani z systemem. Wrazenie to potwierdzaja tez moje wlasne doswiadczenia, wsrod rodzin zydowskich ktore znalem (n.p. rodzice moich kolegow ze szkoly zydowskiej). Moglbym tutaj dodac, ze wedlug moich badan Lodz znajdowala sie gdzies miedzy Dolnym Slaskiem i Warszawa, i to nie tylko geograficznie, :-) ale tez z punktu widzenia struktury zawodowej i stopnia zydowskosci/polskosci pokolenia naszych rodzicow.
Powodow nie-wyjezdzania nie-komunistow i ludzi nie zwiazanych z systemem, mimo ze za wyjatkiem pierwszej polowy lat piecdziesiatych granica polska byla dla Zydow w zasadzie przez caly czas otwarta, bylo wiele.
Jednym z powodow moglo byc przywiazanie do Polski jako kraju, kultury, jezyka, etc. Innym powodem, chyba dosc waznym, byl brak odwagi czy tylko inicjatywy aby podjac tak wazna i decydujaca decyzje - nie wszyscy bylo gotowi palic za soba mosty. Jeszcze innym powodem byly obawy przed nieznana przyszloscia. Nie wszyscy chcieli tez do Izraela (wojny, klimat, etc.) a do innych krajow bylo trudno sie dostac jak sie nie mialo tam krewnych. W innych rodzinach moze czekano az dzieci skoncza szkole podstawowa, czy zrobia mature, czy - pozniej - skoncza studia.
Bylo tez wiele rodzin ktore psychicznie przez caly czas zyly na walizkach. Tak bylo tez i u nas. Rodzice chcieli wyjezdzac juz w 1956 r., mimo ze moj tato jeszcze przed wojna byl komunista (ale czesciowo wyzdrowial jeszcze przed wojna, gdy jako mlody chlopak przeszedl nielegalnie granice do kraju swietlanej przyszlosci ludu pracujacego wlasnie w czasach najgorszych kolektywizacji i to co tam wtedy zobaczyl tak go przerazilo, ze pospiesznie wrocil - rownie nielegalnie - do kraju zgnilego kapitalizmu jakim wtedy byla Polska, i jak opowiadal swoim wspoltowarzyszom partyjnym w Pinsku co widzial w Kraju Rad(osci) to mu nie chcieli wierzyc i podejrzewali ze jest policyjnym prowokatorem; nastepne zas wyzdrowienie mialo miejsce w Trudowoj Armii w Kazakstanie), i nawet tez zlozyli papiery na wyjazd.
Po pierwsze jednak to nam na poczatku odmowiono. Przypuszczalnie dlatego, ze moj ojciec - ow wujek-kapitan Wlodka Rozenbauma, ktory w domu swoich partyjnych szwagrow - ktorych znal jeszcze z dzialalnosci partyjnej w Pinsku zanim zostali jego szwagrami, sluchal zachodnich stacji radiowych, i ktory wylecial z wojska w 1952 r. - w r. ok. 1949, pracujac w dowodztwie pomorskiego okregu wojskowego w Bydgoszczy, pracowal przy szyfrach. Po drugie po jakims czasie zmieniono jakies blankiety na wyjazd i mozna bylo skladac ponownie, ale moi rodzice juz sie nie mogli zdobyc na to ponowne skladanie na wyjazd. I tak zostalismy w Polsce do marca, podczas ktorego podjecie decyzji na wyjazd nie przysparzalo nam zadnych problemow.
I ja sie ide was pytac do jakiej kategorii powodow nie- wyjezdzania nalezaloby zaliczyc moich rodzicow? :-)
Ilek
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Mon, 11 Jan 1999 20:40:48 -0500
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@XXXXXXX.NET>
Subject: Re: Niepartyjni Zydzi bylo: Cyraneczka nie ptak
Takie pytania to raczej do mamy i brata (chociaz mlodszego). Ale przy okazji poruszasz kilka tematow, na ktore mozna patrzec z roznej perspektywy:
1. Wydaje mi sie, ze czasami bezpartyjni tak sobie ukladali stosunki z wladzami, ze mogli zyc w miare wygodnie. Dotyczylo to rowniez Polakow. Moja zona wyleciala z pracy dzieki donosom bezpartyjnych Polakow;
2. Nie jestem taki pewien, ze z Polski mozna bylo latwo wyjezdzac, poza okresami do 50-go i 56-57. W tym pierwszym okresie zydowskie organizacje mogly go utrudnic i czynily to niejednokrotnie (wspominal o tym Heniek Grynberg). W okresach kiedy wyjazdy byly ulatwione, opuszczalo Polske chyba wiecej osob z Dolnego Slaska niz z innych rejonow.
3. Ostra reakcja wspoltowarzyszy partyjnych na opowiadania taty byla z pewnoscia dosc typowa w takich wypadkach ze wzgledu na atmosfere podejrzliwosci w partii, jak rowniez obawa, zeby nie wylac dziecka z kapiela. Zreszta to jest skomplikowany temat i istnieje dosc bogata literatura zajmujaca sie nim.
Wlodek Rozenbaum
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Mon, 11 Jan 1999 23:20:22 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Marksizm jest zydowska ideologia?
Jakub, w odpowiedzi na argumenty Leona I:
>> Odpowiedz na pytanie #3:
>> Nic nie musze tlumaczyc, bo dosc niski
>> procent Zydow "sie garnal" do marksizmu.
> Odnosnie punktu #3: czy mowisz na wedlug odczuciu,
> czy tez wedlug jakiejs statystyki. Ja czytalem,
> ze proporcjonalnie, o wiele wiekszy procent Zydow
> nalezal do partii niz nie-Zydzi. Wiele tez z tych,
> ktorzy nie nalezeli, sympazyzowali z nia.
Dobrze czytales, Kubusiu. Leon chce powiedziec, ze jesli wziac pod uwage ogolna liczbe Zydow - procent komunistow wsrod nich byl niewielki. To prawda, ale mocno niepelna.
Udzial procentowy Zydow w komunizmie byl prawie wszedzie nieproporcjonalnie wysoki (mysle o pierwszej polowie XX wieku). Wyjatek stanowily Niemcy, gdzie Zydow w ogole bylo malo, a biedoty zydowskiej jeszcze mniej. W Polsce to sie szczegolnie wyraznie ujawnialo - KPP skladala sie w przewazajacym stopniu z mniejszosci narodowych (Zydzi, Ukraincy, Bialorusini). Mozna sadzic, ze tzw. sympatycy reprezentowali podobny sklad narodowosciowy.
Za glowna przyczyne niecheci rdzennych Polakow do KPP uwaza sie stosunek komunistow do niepodleglosci Polski. Komunisci uwazali niepodlegle panstwo polskie za "bekarta traktatu wersalskiego" i przy rozmaitych okazjach, od slaskich plebiscytow po wojne polsko-sowiecka 1920 roku, zajmowali oficjalne czy poloficjalne stanowisko sprzeczne z interesem panstwowosci Polski. Do ruchu komunistycznego, z definicji internacjonalistycznego, latwiej tez bylo przyciagnac Zydow, mniej zwiazanych z polska tradycja niepodleglosciowa. Wielu miedzywojennych komunistow zydowskich to pierwsze asymilujace sie i emancypujace pokolenie, ktore do ruchu przystepowalo w bardzo mlodym wieku, zazwyczaj jeszcze w szkole. Wyrastali poza tradycja polska, a poza tym biedoty zydowskiej na ogol nie dopuszczano do polskiego rytualu patriotyczno-niepodleglosciowego, opartego na tradycji narodowej, a nie obywatelskiej, i nierozerwalnie zwiazanego z katolicyzmem.
W ten sposob czesto wyjasnia sie lgniecie Zydow do komunizmu w Polsce. Ale w innych krajach, np. w miedzywojennej Czechoslowacji, problem biedoty zydowskiej i hermetycznej tradycji narodowej nie wystepowal w stopniu porownywalnym do Polski. Mimo tego procent Zydow w ruchu komunistycznym w Czechoslowacji byl rowniez bardzo wysoki, bez porownania wiekszy niz procent Zydow w stosunku do ogolu ludnosci. Gdzies czytalem, ze procent Zydow wsrod komunistow na Wegrzech i w Czechoslowacji byl prawie identyczny, choc Czesi mieli tradycje obywatelska, inkluzywna dla mniejszosci, a miedzywojenne Wegry, podobnie jak Polska - tradycje narodowa, ekskluzywna.
Nie zgadzam sie tez z Leonem, ze do radykalnych ruchow spolecznych garnal sie niski procent Zydow. Liczby w tym wypadku nie oddaja calkowitej prawdy. Znaczny procent polskich Zydow nie uczestniczyl w zyciu politycznym w zadnej formie. Natomiast wsrod tych, ktorzy w zyciu politycznym brali udzial, radykalizm spoleczny nie byl wyborem marginesowym.
Pozdrowienia,
Henryk D.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Tue, 12 Jan 1999 01:45:10 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Marksizm jest zydowska ideologia?
Luftmensch, o przedwojennych komunistach:
>> Moze jeszcze wytlumaczysz dlaczego wiekszosc >> komunistow zydowskich przed wojna byli trockistami? >> Czy to byla solidarnosc narodowa? A moze nie znam >> statystyki?
Nie wiem, Jurek. Bardzo wielu wyznawalo trockizm, fakt. Mnie sie w ogole wydaje, ze dyskusje polityczno-teoretyczne w tamtych czasach budzily namietnosci niezupelnie dla nas zrozumiale. Dzielili sie na frakcje, odlamy, orientacje, od anarcho-syndykalizmu po luksemburgizm, kto wie, co tam jeszcze bylo. Nasze pokolenie wyrastalo w zupelnie innych warunkach i prawie nikt juz nie planowal swiatowych czy lokalnych rewolucji (pisze "prawie nikt", bo jednak pare razy slyszalem, jak planowali).
Amerykanski pisarz i rezyser John Sayles (Andrzej wie) napisal znakomita i zabawna nowelke na ten temat, moze najlepszy utwor, jaki kiedykolwiek czytalem o radykalnej lewicy. Nazywa sie "The Anarchist Convention" - "Zjazd Anarchistow". Jesli Cie temat interesuje, przeczytaj.
Pozdrawiam, Henryk
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Tue, 12 Jan 1999 07:47:33 +0100
From: Stefan Burg <burg@XX.XXX.SE>
Subject: Re: Marksizm jest zydowska ideologia?
Ja znalem rowniez takich, ktorzy nie sympatyzowali, wrecz przeciwnie, ale nalezeli.
/Stefan
(Jakub pisze:) Ja czytalem, ze proporcjonalnie,
> o wiele wiekszy procent Zydow nalezal do partii
> niz nie-Zydzi. Wiele tez z tych, ktorzy nie
> nalezeli, sympazyzowali z nia.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Tue, 12 Jan 1999 12:21:09 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Marksizm jest ideologia zydowska?
Leon, o czasach przedwojennych:
HD>> Komunisci uwazali niepodlegle panstwo polskie HD>> za "bekarta traktatu wersalskiego"...
LR> Wydawalo mi sie, ze pierwszy nazwal Polske LR> "bekartem traktatu wersalskiego" Molotow LR> w 1939 roku. Czy to pojecie bylo rzeczywiscie LR> uzywane przez komunistow przedtem?
Nie wiem, czy dokladnie to wyrazenie, dlatego napisalem w cudzyslowiu. Natomiast pojecie "bekarta" istnialo bezsprzecznie znacznie wczesniej, Molotow tego wtedy nie wymyslil.
Komunisci calkiem otwarcie kwestionowali podstawy niepodleglej Polski, i nie tylko w 1920 roku w Bialymstoku, kiedy Marchlewski tworzyl Tymczasowy Komitet Rewolucyjny. Bialorusinow, Litwinow i Ukraincow komunisci uwazali za przymusowo wcielonych do Polski i postulowali ich uniezaleznienie. Podwazano polskosc ziem zachodnich. Lenski-Leszczynski, Stein-Domski i Zofia Unszlicht wystapili z programowymi tezami, w ktorych byla mowa o "demagogii niepodleglosciowej". Zjazd KPP przyjal uchwale nawolujaca do samostanowienia Litwinow, ktorych w Polsce bylo wszystkiego 80 tysiecy. Horwitz- Walecki nazywal korytarz gdanski "potwornym dziwolagiem", a dazenia Polakow do odzyskania Gdanska - "imperialistyczna zaborczoscia". Mowa tu nie o Lidze Morskiej i Kolonialnej, tylko o najbardziej podstawowych aspektach panstwowosci polskiej - tak, jak je postrzegala przytlaczajaca wiekszosc rdzennych Polakow, bez wzgledu na wybory polityczne. Mniejszosciom narodowym, w tym Zydom, latwiej bylo to wszystko przelknac.
HD>> Nie zgadzam sie tez z Leonem, ze do radykalnych ruchow HD>> spolecznych garnal sie niski procent Zydow. Liczby HD>> w tym wypadku nie oddaja calkowitej prawdy. Znaczny HD>> procent polskich Zydow nie uczestniczyl w zyciu HD>> politycznym w zadnej formie. Natomiast wsrod tych, HD>> ktorzy w zyciu politycznym brali udzial, radykalizm HD>> spoleczny nie byl wyborem marginesowym.
LR> o ile mnie moja wiotla pamiec nie myli, pisalem
LR> o komunistach a nie ogolnie o radykalnych ruchach
LR> spolecznych. trzy najwieksze ruchy polityczne to
LR> religijny, syjonistyczny i Bund. Spora czesc tego
LR> zaangazowania kwalifikuje sie jako radykalna i ja
LR> temu nie zaprzeczalem. W koncu stycznia nasza
LR> Krysia Fiszer otworzy w ZIH-u wystawe przedwojennych
LR> plakatow zydowskich ze zbiorow YIVO. Duza czesc to
LR> plakaty polityczne namawiajace zydowskich wyborcow
LR> do glosowania na rozmaite partie i lokalne listy.
LR> Nawet jesli polscy Zydzi nie uczestniczyli w zyciu
LR> politycznym w znacznej liczbie, nie byli z tego
LR> zycia wylaczeni. O ile wyzszy procent Polakow bral
LR> czynny udzial w zyciu politycznym? Ciekawe.
Ja, Leon, nie mialem na mysli radykalnego chasydyzmu. Przepraszam, jesli czegos nie zrozumiales. Nie twierdze tez, ze w przedwojennej Polsce nie bylo zydowskich plakatow wyborczych, ani ze wzbraniano mniejszosciom narodowym mozliwosci udzialu w procesie politycznym. Mysle natomiast, ze powazny procent Zydow z rozmaitych powodow w tym procesie nie uczestniczyl.
Pytasz o cyfry. W wyborach z 1928 roku (reprezentatywnych, bo nie bojkotowanych przez zadna mniejszosc narodowa ani znaczaca orientacje polityczna) glosowalo 78% uprawnionych. Partie zydowskie zdobyly w sumie 13 mandatow, niecale 3%. Nawet malo popularni komunisci mieli o 40% wiecej (18 mandatow). Zydzi stanowili wowczas ok. 11% ludnosci Polski.
Henryk D.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Tue, 12 Jan 1999 12:21:45 -0500
From: Mariana Solan <xxxxxx@XXXXXXXX.XXX.NET>
Subject: Re: Jaruzelski i Cyrankiewicz
Jozek, tak czytam te Twoje wpomnienia i nagle z mroku zapomnienia wylania sie pare kobiet na laweczce przed kosciolem u ktorych nog bawie sie w piasku. I te tez pytaja Jadzie ktora sie mna opiekowala "ta mala to Zydoweczka, co?" a Jadzia twardo "ale gdzie tam", i dodaje: "Zydow bym do kosciola brala?". Ja nawet nie wiedzialam wtedy co to/kto to Zyd. A jednak zapamietalam:-)))
Jadzia zajmowala sie mna i bratem i chyba starala sie zbawic moja duszyczke przyprowadzajac mnie po kryjomu przed rodzicami do kosciola. Kosciol byl bardzo stary, drewniany, malutki, ciemny i robil na mnie za kazdym razem ogromne wrazenie. Do dzis pamietam zapach swiec palacych sie przy oltarzy i wody swieconej ktora Jadzia mnie kropila. Mialam moze 3 czy 4 lata i popatrz, jak to sie nagle przypomina.
Ale ja wlasciwie nie o tym, a o Sosnowcu. Moja mama i jej rodzina pochodzili z tamtad i pamietam jak wujek opisywal ostatnie lata przed wojna. Bardzo kategorycznie dzieli on mlodziez zydowska tego okresu na ta zaangarzowana w Hashomer Hacair i przygotowujaca sie do alia, i na ta zwiazana z komunizmem. (Taki rozdzial mozna bylo znalesc chocby w ich rodzinie kiedy on, szomrowiec, wyemigrowal do Izraela wkrotce po wojnie a moja mama zwiazana z ruchem komunistycznym (choc nigdy w partii nie byla:-) pozostala w Polsce pelna wiary w nowa przyszlosc budujacego sie kraju.) Ciekawe czy cos slyszales na ten temat od swoich rodzicow?
Marysia
Josef Zorski wrote:
> Mietku,to jest fascynujace. Czy wiesz,ze > siostra Jaruzelskiego byla dentystka?
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Tue, 12 Jan 1999 12:54:20 -0500
From: Stan Matwin <stan@XXXX.XXXXXXX.CA>
Subject: Re: Jaruzelski i Cyrankiewicz
Marysia napisala: "Jadzia zajmowala sie mna i bratem i chyba starala
sie zbawic moja duszyczke przyprowadzajac mnie po kryjomu przed
rodzicami do kosciola. Kosciol byl bardzo stary, drewniany, malutki,
ciemny i robil na mnie za kazdym razem ogromne wrazenie. Do dzis
pamietam zapach swiec palacych sie przy oltarzy i wody swieconej
ktora Jadzia mnie kropila. Mialam moze 3 czy 4 lata i popatrz,
jak to sie nagle przypomina."
Marysiu, ja tez mialem taka Jadzie, imieniem (chyba) Marysia. Pamietam, mrocznie jak Ty, wnetrze kosciola na Placu 3ch Krzyzy w Wwie, tylko ona mogla mnie tam prowadzac. Niewatpliwie, przerazona bezboznoscia komunistycznego domu moich rodzicow, usilowala dac mi minimalna edukacje chrezscijanska. Wynik tego byl nastepujacy: gdzies w 54-55 roku rodzicow odwiedzial jakis zaprzyjazniony Wazny Towarzysz. Oni gadali, a ja cos tam budowlaem z klockow w kacie. Wazny Towarzysz postanowil zainteresowac sie dzieckiem, podszedl do mnie, i spytal:
- Co tam Stasiu stawiasz? Pewnie Palac Kultury?
- Nie, odparlem dumnie. Kosciolek dla Pana Jezusa, bo komunisci go wyrzucili i nie ma sie gdzie podziac.
Pani Marysia z czasem zostala zmieniona na Pania Irene. Ta z kolei edukowala mnie w innej materii. Gdy w 56 r., gdy wszyscy i wszedzie (w Warszawie) mowili o Zydach, przerwalem rodzicom jaks rozmowe na ten temat, i tupiac noga oswiadczylem, ze Zydzi to oszusci i kretacze, ze do nich naleza wszystkie pieniadze na swiecie, ze wykorzystuja i omamiaja chrzescijan. Po przesluchaniu wskazujacym pania Irene jako zrodlo tego objawienia, moja matka (stracila siostre i brata w Holocauscie) oddalila pania Irene, a ja poszedlem do przedszkola...
Pozdrowienia
Staszek
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Tue, 12 Jan 1999 17:53:04 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Marksizm jest zydowska ideologia?
Ilek o komunistach i Zydach:
Ilek> [...] W 1933 r. KP Polski miala 9.200 czlonkow, Ilek> KP Zachodniej Ukrainy 4.600 czlonkow, a KP Ilek> Zachodniej Bialorusi 4.000 czlonkow. Cuzamen Ilek> 17.800 czlonkow. Wsrod czlonkow KP Polski 26% Ilek> stanowili Zydzi. Jaki byl odsetek Zydow w po- Ilek> zostalych dwoch "podpartiach" moje zrodla nie Ilek> podaja, ale na pewno nie byl mniejszy, przypusz- Ilek> czalnie byl wiekszy. Ilosc Zydow w KPP wynosil Ilek> wiec, dajmy na to, ok. 5.000. Nalezy tez przy- Ilek> puszczac, ze tak odsetek jak i ilosc byly wieksze Ilek> w drugiej polowie lat trzydziestych. Rowniez inne Ilek> zrodlo podaje, ze Zydzi stanowili ok. 25% ogolu Ilek> czlonkow KPP. Dla porownania: odsetek Zydow Ilek> w ogole ludnosci Polski wynosil wtedy ok. 9,8%.
Nie znam, Ilek, tych procentowych danych. Slyszalem podobne szacunkowe liczby n/t ogolu czlonkow KPP w Polsce, natomiast cyfry dotyczace procentu Zydow wydaja mi sie podejrzane. Staszek, mam wrazenie, slusznie je kwestionuje.
Znam tylko dwa opracowania, rzucajace swiatlo na rzeczywisty udzial Zydow w KPP. Pierwsze to lista czlonkow KC KPP. Na stu ludzi polowa to Zydzi. Nie przesadza to sprawy, ale przynajmniej jest rzetelnym dokumentem, a nie zgadywanka.
Drugie opracowanie oparte jest o archiwa przedwojennej policji w woj. kieleckim i zawiera duzo szczegolowych informacji o latach 1918- 1938. Dwadziescia kilka zestawien analizuje sklad narodowosciowy rozmaitych komorek partyjnych w roznych okresach. Otoz procent Zydow jest tam znacznie wiekszy niz 25%, oscyluje blizej 60, niekiedy wiecej. Kielecczyzna byla okregiem typowym narodowosciowo dla centralnej Polski, a cyfry, jakie w tych zestawieniach znajduje, wydaja mi sie zbiezne z lista KC.
Wiadomo tez, ze w Lodzi, gdzie KPP istniala w wystarczajacym rozmiarze, zeby jakies wnioski mozna bylo z tego wyciagnac, Zydow wsrod komunistow bylo dobrze ponad polowe. W Warszawie, kiedy w latach dwudziestych Gomulka byl sekretarzem zwiazku zawodowego chemikow, zdominowanego przez komunistow, "przewazajaca czesc czlonkow byla narodowosci zydowskiej", jak pisze jego syn.
Ilek> Tak wiec podczas gdy Zydzi stanowili ok.
Ilek> jednej czwartej czlonkow KPP, odsetek czlonkow
Ilek> KPP wsrod ludnosci zydowskiej w Polsce (ok.
Ilek> 5.000 na ok. 3,3 miljony) wynosil ~0,15%. Nawet
Ilek> jezeli podwoimy ilosc Zydow w KPP i dodamy
Ilek> sympatykow, to odsetek ten stanowi krople
Ilek> w zydowskim morzu.
To sa, Ilek, te pozornie logiczne wnioski. Zrob sobie herbate i czytaj dalej. ;-)
Wedle Twoich danych, odsetek czlonkow partii komunistycznych w stosunku do calej Polski wynosil piec setnych procenta, czyli pieciu ludzi na dziesiec tysiecy ludnosci. Zgoda.
Ale w wyborach 1928 roku nielegalni i niepopularni w Polsce komunisci zdobyli lacznie nie piec setnych procenta mandatow, tylko okolo czerech procent, czyli osiemdziesiat razy wiecej. Mozna przyjac, ze to odzwierciedlalo rzeczywisty zasieg komunistow w owczesnej Polsce, choc nie zasieg calosci radykalizujacej lewicy, bo znaczna wiekszosc Polakow lewicowej orientacji glosowala na PPS, a i lewicowi Zydzi mieli inne opcje. Sprobujmy z tego wyciagnac jakies wnioski.
W tym czysto akademickim cwiczeniu przyjmijmy, prosze, moje powyzsze zalozenie - ze Zydow w KPP byla polowa, a nie 25%. Akceptujemy Twoje powyzsze liczby bezwzgledne - 18 tysiecy zrzeszonych komunistow. Ordynacja wyborcza nie byla bezposrednia, ale przyjmijmy dla uproszczenia, ze byla, i ze jeden czlonek partii komunistycznej rownal sie osiemdziesieciu wyborcom.
Jesli to zalozenie przyjac, to dziewiec tysiecy Zydow, czlonkow nielegalnej partii, rownaloby sie 720,000 zydowskich glosow oddanych na komunistow w wyborach. A to w proporcji do ogolu ludnosci zydowskiej w przedwojennej Polsce moze znaczyc wiele, ale na pewno nie, jak piszesz, "krople w zydowskim morzu".
Nie twierdze, ze tak bylo, ze trzy czwarte miliona polskich Zydow glosowalo w 1928 roku na komunistow. Chce tylko wykazac, ze proby szacowania rzeczywistego zasiegu lewicowych ideologii radykalnych (nie tylko wsrod Zydow) na podstawie liczby czlonkow podziemnej partii komunistycznej nie moga przyniesc zadnych sensownych rezultatow.
Danych liczbowych nie ma. Jest natomiast przekaz ustny i przekaz literacki, ktory jednoznacznie zaprzecza "kropli w morzu". Nie chce, zeby ktokolwiek zrozumial z tego, ze uwazam komunizm za wiodaca ideologie wsrod przedwojennych Zydow - nie, nie i jeszcze raz nie. Ale zasieg lewicowych ideologii rozmaitego kroju - w tym rowniez komunistow - byl wsrod Zydow znaczny, i proby minimalizowania go zaprzeczaja prawdzie historycznej.
HD>> Znaczny procent polskich Zydow nie uczestniczyl
HD>> w zyciu politycznym w zadnej formie. [...]
Ilek> Mylisz sie. Zydostwo w miedzywojennej Polsce Ilek> bylo przesiakniete dzialnoscia polityczna lub Ilek> politycznopodobna, albo przynajmniej sympatiami Ilek> politycznymi czy politycznopodobnymi. Istnial Ilek> _olbrzymi_ wachlarz partii i organizacji Ilek> politycznych lub politycznopodobnych, ktore Ilek> zawziecie sie zwalczaly. Od religijnie orto- Ilek> doksyjnej Agudat Israel, poprzez religijno- Ilek> syjonistyczna Mizrachi, burzuazyjnych-niere- Ilek> ligijnych folkistow Dubnowa (ktory to ruch Ilek> pozniej wymarl smiercia naturalna), syjonistow Ilek> (wsrod ktorych rowniez istnial bardzo szeroki Ilek> wachlarz od niemal komunistow do skrajnej prawicy, Ilek> od antyreligijnych do ortodoksow), potezny Bund, Ilek> az do czlonkostwa w KPP. Nie zapominaj tez Ilek> o ostrych wewnatrzzydowskich walkach miedzy Ilek> jidyszystami, hebraistami i "polonistami", Ilek> ktorzy na ogol (aczkolwiek nie zawsze) byly Ilek> zwiazani z okreslonymi ruchami politycznymi, Ilek> o asymilacjonistach, i o wielu innych zydowskich Ilek> ruchach spolecznych, ktore nawet jezeli nie byly Ilek> czysto polityczne, to bardzo czesto mialy silny Ilek> polityczny wydzwiek.
Masz, Ilek, calkowita racje. Leon, wybacz. Zle sie wyrazilem, nieslusznie napisalem. Mialem na mysli nie udzial w zyciu politycznym, ktore trafnie tu opisujesz, tylko raczej w procesie politycznym, tj. glownie wybory. A w tym, sadze, stosunkowy udzial Zydow byl znacznie nizszy niz Polakow.
Pozdrawiam,
Henryk
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Sat, 16 Jan 1999 14:55:49 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Mity i kobity
Leon R., o panienkach, mediach i dwoch prezydentach:
LR> To nie media sie zmienily. Trzeba zwrocic LR> uwage, ze podczas kampanii wyborczych media nie LR> przeprowadzily zadnych pozadnych inwestygacji LR> spraw Flowers i Jones chociaz doniosly o nich. LR> Roznica lezy w samym Clintonie. Choc i on LR> i Kennedy (jego wzor) mieli podobny stosunek LR> do kobiet to jednak ten ostatni mial klase. LR> Kennedy nie rzucal sie na pracowniczki Bialego LR> Domu i nie macal ich.
Kennedy mial legende, a nie klase. Nie tu miejsce na rozstrzasanie jakosci obu prezydentur, ale Jack Kennedy mial stosunek do kobiet niemniej odrazajacy niz Bill Clinton. Gorzej - mozna argumentowac, ze niesmaczne i prostackie poczynania Billa sa w gruncie rzeczy zalosne i nic wiecej. Natomiast Kennedy, czlowiek calkiem innego kalibru, zinstytucjonalizowal swoje dziwczenie.
Nie wiem, czy Kennedy macal rzadowe urzedniczki. Wiem, ze uzywal ich do woli, w stopniu powazniejszym i z wiekszym sukcesem, zarowno w sypialni jak i w basenie Bialego Domu. Mial zwyczaj mowic swoim ochroniarzom "get me some poon", po czym ci ochoczo sprowadzali mu rozmaite panienki, zazwyczaj prostytutki, choc nie tylko. Cierpial na chroniczna chorobe weneryczna, ktora dawalo sie zaleczyc antybiotykami, ale nie wyleczyc. Marilyn Monroe telefonowala z jego sypialni w Bialym Domu - pamietasz, Leon, ze doradca Clintona, Dick Morris, polecial za podobna afere, podal waszyngtonskiej prostytutce sluchawke, zeby sie pochwalic, ze rozmawia z prezydentem. Kennedy, dziwkarz extraordinaire od najmlodszych lat, za czasow prezydentury mial glosne i publiczne afery z rozmaitymi paniami, potrafil zniknac z oficjalnej imprezy z poznana wlasnie kobieta, a wszyscy wokol udawali, ze nic sie nie stalo. Mial dlugi zwiazek z kochanka szefa mafii chicagoskiej, ktora calkiem przekonywujaco twierdzi, ze uzywano jej do przerzucania pieniedzy pomiedzy oboma panami. Rodzony brat prezydenta, podowczas prokurator generalny panstwa, sluzyl jako broda w skandalach z aktorkami, m.in. Monroe i Angie Dickinson. Jak to nazwales? Klasa?
Oczywiscie, ze rzadzily inne standarty. Ale, jak slusznie pisze Staszek, przede wszystkim inaczej wowczas wygladaly media. Afery Kennedy'ego byly szeroko znane, bo ukryc sie tego nie dalo. Wiedzial o nich m.in. Walter Winchell, dziennikarski giez, tworca sensacyjnej publicystyki o znanych postaciach i jeden z najpotezniejszych ludzi mediow tamtych czasow. Zzerala go nienawisc do calego klanu Kennedych, ktorych uwazal za prokomunistycznych - mimo tego nie osmielil sie nigdy o tym napisac. Winchell byl protegowanym Hoovera, szefa FBI, ktory spiskowal przeciw Kennedym gdzie tylko mogl - i mimo tak poteznego opiekuna nic konkretnego o seksualnych eskapadach Kennedy'ego nie ukazalo sie za jego zycia.
Henryk D.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Sat, 16 Jan 1999 15:41:54 EST
From: HDBD1997@XXX.COM
Subject: Re: Mity i kobity
In a message dated 1/16/99 1:56:14 PM Central Standard Time, hdasko@TOTAL.NET writes:
<< Kennedy mial legende, a nie klase. Nie tu miejsce na rozstrzasanie jakosci obu prezydentur, ale Jack Kennedy mial stosunek do kobiet niemniej odrazajacy niz Bill Clinton. >>
Heniek nie ma dwoch zdan ze to co piszesz to prawda co jest tutaj jednak dla mnie bardzo odpychajace to to ze Bill wybral sobie dziewczyne prawie w wieku jego corki.
To co robil Jack z Marylin tez jest skandaliczne (sa dowody ze Bialy Dom mial bezposredni udzial w jej smierci bo obawiano sie ze moze za duzo powiedziec prasie) ale przynajmniej byla ona starsza od pani Lewinski i doskonale wiedziala co robi i dlaczego.
pozdrawiam
Heniek
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Sat, 16 Jan 1999 15:08:12 -0800
From: jacob <jbekker@XXXXX.XXX>
Subject: Re: Mity i kobity
Henku,
czy dwudziestoletnie dziewuszki nie wiedza co robia? W epoce, kiedy jedenastoletnie juz zaczynaja zycie seksualne, dwudziestolatki sa juz "staruszkami".
czesc, jakub
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Sun, 17 Jan 1999 12:38:42 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Mity i kobity
Imienniku moj drogi,
Co do Billa, to nie on sobie wybral, tylko ona. Jemu jest raczej wszystko jedno, wystarczy, zeby miala tetno, a i to niekoniecznie.
Co do Marilyn - nie, nie ma dowodow. Sa rozmaite plotki, fantazje, apokryfy i mity, ale MM zmarla smiercia samobojcza.
Pozdrawiam, Henryk D.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Sun, 17 Jan 1999 15:57:23 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Mity i kobity
Stefcia o Marilyn Monroe:
> Na to tez nie ma dowodow ze MM zmarla smiercia samobojcza.
Masz, Stefciu, racje. Istotnie nie ma dowodow, podobnie, jak z Hlaska. Rownie dobrze mogl to byc wypadek. Oczywiscie teorii jest moc, m.in ta, o ktorej pisal Henio. Czytalem nawet gdzies zaskakujaca teze, ze MM zmarla od lewatywy z potezna dawka srodkow nasennych, zaaplikowanej jej potajemnie (???) na polecenie zazdrosnego o nia psychiatry.
Serdecznosci, Henryk
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Mon, 18 Jan 1999 02:30:05 EST
From: HDBD1997@XXX.COM
Subject: Re: Mity i kobity
<< Co do Billa, to nie on sobie wybral, tylko ona. Jemu jest raczej wszystko jedno, wystarczy, zeby miala tetno, a i to niekoniecznie. >>
To jest wlasnie to nieszczesie Ameryki ze jego czlonek kieruje jego mozgiem. Facet (inteligientny, skonczona dobra szkola a pozniej Gubernator Arkansas no i wreszcie Prezydent) powinien miec wieksza kontrole na swoimi naturalnym instynktem. Zreszta nie jestem zupelnie przekonany ze my znamy cale prawde i jaka role w tym wszystkim miala jego zona. Trudno uwierzyc ze ona nic nie wiedziala co sie dzieje. Ta cala afera z Foster, Watergate e.t.c. tez ciagle nie jest znana do konca. Wydaje mi sie ze skonczy sie to wszystko ostra nagana dla Clintona a Monika dostanie wiecej forsy niz Ty i ja zarobimy przez cale nasze zycie za zdjecia i osobiste wspomnienia . Nie zla zaplata za prace ustami, strach pomyslec co by Monika dostala gdyby zgodzila sie rozebrac, moze by zostala Ambasadorem?
pozdrawiam
Heniek B.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Mon, 18 Jan 1999 03:11:59 -0500
From: Leon Rozenbaum <irony@XXXXXXXX.XXX.NET>
Subject: Hipokryta hipokrycie nie ulatwia w USA zycie
Musze przyznac, ze afera Clintona juz mnie nudzi i nie moge sie doczekac az go senat odimpicznie. Oczekiwac od niego, ze zrezygnuje jest podobne do oczekiwania od Hillary, ze go zostawi po wystawieniu jej na publiczne posmiewisko.
Niektorzy sztetlicianie podjeli walke z republikanska hipokryzja ignorujac fakt, ze za prezydentury Clintona wyrzucono z wojska (ktorego jest Najwyzszym Przelozonym) liczna grupke ludzi za cos co w Bialym Domu uwazane jest za sprawe prywatna w godzinach pracy. Ciesze sie, ze z taka radoscia przyjeli obroncy Clintona pomoc od Larry Flynta, znanego i cenionego milosnika horyzontalnej rownosci kobiet w obrazkach. Pokaze to hipokrytom po ktorej stronie masla znajduje sie pajda chleba. Jak tak dalej pojdzie to scenariusz Andrzeja stanie sie satyra a satyra Janusza scenariuszem. Tekst Janusza choc dowcipny cierpi na brak znajomosci amerykanskich realii (albo irrealii). Przede wszystkim nie ma potrzeby wprowadzenia nowych praw, ktore Clinton czy kandydat na prezydenture musialby przekroczyc. Istniejace w zupelnosci wystarczaja.
Kazdy prezydent skladajac przysiege na poczatku kadencji obiecuje, ze bedzie podtrzymywal konstytucje oraz istniejace prawa. Tak sie nieszczesliwie sklada, ze krzywoprzysiestwo jest karalne. Bardzo bym chcial, zeby Ameryka byla bardziej podobna do tych krajow, w ktorych mozna tolerowac takie zjawisko ale co sie da zrobic? Sam Clinton tez swiadomie nie odmowil odpowiedzi na klopotliwe pytania powolujac sie na istniejace swobody konstytucyjne a wybral klamstwo. Byl to swiadomy wybor. Mozna tez swiadomie bronic kogos tylko dlatego, ze jest demokrata. Wolny wybor, wolny kraj. LeonR.
P.S. LARRY FLYNT FOR PRESIDENT!!!
MANDATORY SEX FOR GOVERNMENT INTERNS????
VOLUNTARY SEX DETECTORS TESTS FOR HYPOCRITES!!!
CHELSEA CLINTON TURNS DOWN A GOVERNMENTAL INTERNSHIPS!!!
LARRY FLYNT BLAMES HIPPOCRATES...
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Tue, 19 Jan 1999 07:56:50 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Element obcy i Polsce wrogi
Meir, po przeczytaniu enuncjacji ksiedza J.:
> Czy ktos wie gdzie mozna znalezc odpowiedz gen. > Bor-Komorowskiego, dowodzcy AK w Polsce, na apel > gen Sikorskiego. Czy ktos czytal ten list, ktory > podobno jest w archiwum w Londynie?
Jesli chodzi Ci o list "...Kraj traktuje Zydow jako element obcy i wielu wypadkach Polsce wrogi, czego dali dowody zachowaniem swoim na okupacji sowieckiej, a czesto i tutaj..." etc, to ten dokument znajduje sie w Warszawie, w Archiwum Akt Nowych. Przynajmniej jedno polskie opracowanie (Dariusz Stola: Nadzieja i zaglada) cytuje obszerne fragmenty depeszy. Bor-Komorowski wyslal depesze w sierpniu 1943. Jego korespondencja byla z gen. Sosnkowskim - Sikorski zginal 4 lipca w Gibraltarze.
Pozdrawiam, Henryk
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Tue, 19 Jan 1999 21:57:42 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Element obcy i Polsce wrogi
Meir o stosunku AK do Zydow:
>> [...] informacje o tresci listu czytalem w gazecie >> hebrajskiej. Cytowane bylo zdanie gen. B-Komorow- >> skiego, w ktorym twierdzil, ze atmosfera plskiej >> ludnosci jest za bardzo antyzydowska zeby mozna >> zrobic jakies konkretne kroki w udaremnieniu >> zaglady zydow!
Serwus, Meir. Jesli dokladnie cytujesz, to takiego listu nie znam, i nawet watpie, zeby istnial. Nie bardzo wierze, zeby Bor-Komorowski sugerowal, ze gdyby nie antysemickie nastroje Polakow, Zydow udaloby sie ocalic przed zaglada. A taki jest jednoznaczny sens tego zdania.
Istnieje natomiast korespondencja dowodcow Polski Podziemnej do Londynu, przyswiadczajaca szeroko rozprzestrzenionym nastrojom antyzydowskim w okupowanej Polsce, i to nie tylko w 1943 roku. Dwa lata wczesniej, we wrzesniu 1941, Grot-Rowecki depeszowal do Sikorskiego:
"Prosze przyjac jako fakt zupelnie realny, ze przygniatajaca wiekszosc kraju jest nastrojona antysemicko. Nawet socjalisci nie sa tu wyjatkiem. Roznice dotycza tylko taktyki postepowania. Zalecajacych nasladowanie metod niemieckich prawie nie ma (mowa o okresie poprzedzajacym zaglade polskich Zydow - HD). Metody te wywolaly odruchy wspolczucia, ale zmalalo ono po zlaniu sie obu okupacji i zaznajomieniu sie przez ogol z zachowaniem sie Zydow na wchodzie".
Takich dokumentow jest wiecej, w tym depesza Bora- Komorowskiego. Bardzo Ci polecam ksiazke, o ktorej juz pisalem, zatytulowana "Nadzieja i zaglada". Autorem jest polski historyk Dariusz Stola. Ksiazke widzialem u Neusteina w Tel Avivie. Duzo sie z niej dowiedzialem o oficjalnych aspektach stosunkow polsko- zydowskich w czasie wojny, a takze o calym procesie przeplywu informacji na temat zaglady Zydow przez kanaly polskie.
Pozdrawiam, Henryk
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Wed, 20 Jan 1999 08:54:22 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Element obcy i Polsce wrogi
Marek, jeszcze o korespondencji dowodcow AK n/t Zydow:
> o co chodzilo Grot-Roweckiemu : " Metody te > wywolaly odruchy wspolczucia, ale zmalalo ono > ono po zlaniu sie obu okupacjii i zaznajomieniu > sie przez ogol z zachowaniem sie Zydow na > wschodzie".
Polacy zarzucali Zydom wspolprace z wladzami sowieckimi po 17 wrzesnia. Zakres oskarzen byl szeroki, od serdecznego witania Armii Czerwonej jako wyzwolicielki, do aktywnej wspolpracy i denuncjowania Polakow (glownie narodowcow) do NKWD.
W Polsce do dzis istnieje zbiorowa pamiec prosowieckich zachowan Zydow w obliczu wejscia Rosjan w 1939 roku, a takze w okresie pozniejszym, choc to ostatnie w mniejszym stopniu, bo terror sowiecki nie oszczedzal Zydow. Ta zbiorowa pamiec jest uderzajaco podobno do naszej wlasnej pamieci, wedle ktorej Polacy przygladali sie zagladzie Zydow z obojetnoscia, a nawet gorzej.
Zarowno Zydzi, jak i Polacy zaprzeczaja wzajemnemu obrazowi pamieci rownie glosno i energicznie. Najczesciej uzywanym argumentem sa wlasne straty i cierpienia, poniesione z rak wroga. Polacy, oskarzani o (delikatnie mowiac) niechec dla mordowanych Zydow, odpowiadaja, ze Niemcy ich rowniez mordowali. Zydzi, w obliczu zarzutow o prosowieckie dzialania, twierdza, ze ich tez wywozono do lagrow.
Biez wodki nie razbieriosz.
Pozdrawiam, Henryk
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Wed, 20 Jan 1999 11:32:10 -0800
From: jacob <jbekker@XXXXX.NET>
Subject: Re: Element obcy i Polsce wrogi
HD> Biez wodki nie razbieriosz.
Henryku, Najgorsze jest to uogolnienie. Daje sie ono zauwazyc u pewnej czesci spolecznosci z obydwu stron. W samym uogolnieniu kryje sie zla wola, jesli juz nie wrogosc.
Czesc, Jakub
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Wed, 20 Jan 1999 10:47:57 MST
From: Alexander Lazer <alazer@XXX.NET>
Subject: Re: Element obcy i Polsce wrogi
Ojciec mojej zony, bp. Szmulik Brod, wrocil ze swoim bratem do Lezajska, ich rodzinnego miasta pod koniec wojny. Oboje zostali rozpoznani przez polskich mieszkancow miasta. Jeden z owych mieszkancow z okrzykiem "Zydzie, ty jeszcze zyjesz!" zastrzelil brata i zranil Szmulika, ktory mimo zranienia byl w stanie uciec. W wyniku doznanej rany, Szmulik stracil noge ponizej kolana.
Relacja o tym zdarzeniu byla mi przekazana przez siostre Szmulika Broda.
Podobno on sam o tym nigdy nie mowil. Nie wiem jak dokladna jest ta relacja zdarzen i oczywiscie nie mam pojecia na ile jest reprezentacyjna dla stosunku spolecznosci polskiej do Zydow podczas wojny.
Sasza Lazer
-----Original Message----- To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE Date: Wednesday, January 20, 1999 3:35 AM From: Marek Trejbicz <treibith@XX.YYYY.ZZ.IL> Subject: Re: Element obcy i Polsce wrogi Osobiscie, nie mam watlpliwosci, ze spolecznosc polska byla nie tylko obojetna lecz wrecz pomagala hitlerowcom zagarniac zydow. Dwoch kuzynow mojego ojca uratowali sie na Pradze na aryjskich papierach. Jedyny ich strach byl przed szmalcownikow. To samo slyszalem od p. Marianskich , zamieszkala w Ramat- Ganie, ktora w czasie Zaglady byla laczniczka Armii Ludowej w Krakowa (napisala o swoich przezyciach ksiazke) i od pani Stahlowej, ktrora byla "polka" w Rzeszowie a obecnie mieszka w Geteborgu. Pozdrawiam, Meir
To: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Date: Sat, 23 Jan 1999 23:47:00 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: tekst Szymona Rudnickiego (o porwaniu Bohdana Piaseckiego?)
Henryku,
na pewno nie bedzie dla Ciebie zaskoczeniem, ze koncepcja zydowskich porywaczy i mordercow mlodego Piaseckiego padla na podatna glebe, i tak np nie dawniej jak tydzien temu, 16 stycznia 1999 r., podniosla swa hydrza glowe w "Zyciu" Wolka, w artykule Antoniego Dudka "Boleslawa Piaseckiego panstwo w panstwie", gdzie nawiazano do niej nastepujacymi slowy (w kontekscie):[...] dwa kolejne rozlamy, jakie dotknely PAX w latach 1955-56 [...] nie sklonily jednak Piaseckiego do porzucenia polityki. Najblizszy takiej decyzji byl chyba po porwaniu i zamordowaniu w 1957 r. przez grupe bylych milicjantow i funkcjonariuszy UB zydowskiego pochodzenia swego najstarszego syna Bohdana. Ta zbrodnia, ktorej rzeczywiste motywy wciaz pozostaja niejasne, nastapila w niespelna miesiac po rozstrzygajacym spotkaniu Piaseckiego z Gomulka.[...]
Kropka w kropke Szlachcic i Kosztirko, nie?
__L
# Date: Thu, 17 Dec 1998 07:55:27 -0500
# From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
# Subject: [FORUM] Zydowscy Kierowcy (Ekerling)
[...]
W styczniu 1966, na dwa lata przed marcem, na naradzie
z udzialem wiceministra MSW Szlachica i prok. generalnego
Kosztirki wysunieto nowa koncepcje zbrodni pod haslem
"Srodowisko". Bohdana Piaseckiego porwac i zamordowac
mieli nacjonalisci zydowscy, w zemscie za przedwojenne
lata, kiedy to Boleslaw Piasecki byl szefem "Falangi".
Mimo nacisku Szlachcica, prokuratura i wydz. sledczy
MSW zakwestionowaly te koncepcje i do niczego konkretnego
nie doszlo. [...]
Wiekszosc informacji pochodzi z tekstu Szymona Rudnickiego,
warszawskiego historyka (teraz na UW, przedtem, zdaje sie,
pracowal w ZIH-u), ktory o tym pisal.
To: "____Textpert Alert____" <ianf@xxxxxx.se>
Date: Sat, 23 Jan 1999 19:11:26 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: tekst Szymona Rudnickiego (o porwaniu Bohdana Piaseckiego?)
Serwus, Luc.
LF> Zamierzam nawiazac do tego w tekscie o czyms LF> innym wiec chcialbym wiedziec jak dokladnie sie LF> nazywa i gdzie wydany ten tekst Rudnickiego LF> na ktory sie powolales.
Szymon Rudnicki, "Najdluzsze sledztwo", Polityka 6 (1814), 8.II.92.
Antoni Dudek i Grzegorz Pytel sa autorami ksiazki "Boleslaw Piasecki. Proba biografii politycznej", Aneks, Londyn 1990. Ksiazka tego tak wyraznie nie formuluje, ale supozycja jest podobna:
"...Caly casus Ekerlinga, a takze [...] bledy szkolne prowadzacych sledztwo (ginely nawet dowody rzeczowe) swiadcza niezbicie, ze zachowanie Sluzby Bezpieczenstwa w tej sprawie bylo skandaliczne. Co wiecej, wymowa tych faktow sprawia wrazenie, ze sprawcy porwania, jezeli sami nie byli funkcjonariuszami wladz bezpieczenstwa, to musieli miec wsrod niektorych z nich bardzo mocne poparcie..." (str. 255)
"...Final tej interwencji (Piasecki u Gierka 1977 - HD) stanowil kolejny dowod, ze zbrodnia ta miala charakter polityczny i zamieszani w nia byli funkcjonariusze aparatu partyjno-panstwowego." (str. 320).
Oczywiscie to nie dowod, jezeli juz, to poszlaka. Teza o spisku eks-funkcjonariuszy UB jest stara, a w druku zostala sformulowana przez znanego Ci skadinad Petera Raine w ksiazce "Sprawa zabojstwa Bohdana Piaseckiego" Oficyna Poetow i Malarzy, Londyn 1988. Cytowac nie bede, bo wiesz kto zacz i mozesz sobie swietnie wyobrazic.
Badz jednak ostrozny. Rudnicki pisze:
"...na korzysc zwolennikow tej wersji (Zydzi - HD) przemawialy artykuly w prasie izraelskiej, a w szczegolnosci artykul w "Maariv" z 13 marca 1966, ze mordercy Bohdana Piaseckiego przebywaja w Izraelu. Wladze szykowaly nawet note do rzadu Izraela, ale nadszedl czerwiec 1967 i nota stala sie bezprzedmiotowa."
Serdecznosci, h
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Sat, 23 Jan 1999 19:28:00 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Wiadomosc
Tereska, o zonie zmarlego ub. jesieni prof. Mikolaja Kozakiewicza:
TP> Czy ktos moze potwierdzic (pamietam z rozmow TP> rodzicow), ze Kozakiewicz ozenil sie z Zydowka, TP> ktorej rodzice zostali zamordowani po wyzwoleniu. TP> O ile pamietam, ona i brat byli jakos schowani, TP> a rodzicow dorwal chlop, ktory mieszkal w ich TP> domu. Podobno Kozakiewicz sie nia zajmowal jako TP> psycholog(?) a potem ich kontakty sie rozwinely TP> i staly sie romantyczne.
Weronika Mertz, malarka, swietna kobieta. Mieli syna Daniela, fotografika, robil ciekawe collage. Chcial zostac rezyserem, ale zdaje sie, ze nie mogl dostac sie do lodzkiej Filmowki. Wspaniala rodzina.
Henryk D.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Sun, 24 Jan 1999 12:16:55 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Bezobywatelscy obywatele
Wlodek R[ichte]r, po nastraszeniu nas rzekomymi perypetiami prof. Brzezinskiego:
> [...] Mnie jeszcze bardziej niz moje wlasne > obywatelstwo polskie (ktore mnie tez do tej > pory nie interesowalo), interesuje obywatelstwo > mojej corki. > Czy w mysl wypowiedzi konsula RP w Ottawie: >> "Obywatelstwo polskie nigdy nie wygasa, >> przekazywane jest w wiezi krwi, i nie >> ma zadnego zwiazku z ziemia.[--]" > jest ona obywatelka polska? > Troche mi to przypomina tradycje CCCP > wylapywania "swoich" obywateli w Europie, > w miare awansowania Armii Czerwonej na > Berlin.
Wlodku,
Jesli do Szwecji nie jechales przez Izrael, a obywatelstwa polskiego sie drugi raz nie zrzekles, Twoje potomstwo jest w swietle polskiego prawa polskimi obywatelami. Decyduje o tym polskie obywatelstwo jednego z rodzicow. Moje dzieci, urodzone w Kanadzie z matki Amerykanki, jesli zechca, maja wedle obowiazujacych przepisow prawo do polskich paszportow. Zdaje mi sie, ze to prawo nie jest nowe.
Nowe sa natomiast przepisy wjazdu do Polski, ale nie dotycza wszystkich hipotetycznych "obywateli", a jedynie posiadaczy polskich paszportow. Do niedawna Polakom bylo wszystko jedno, na jaki paszport sie wjezdzalo. Polak zamieszkaly w Kanadzie, posiadacz obu paszportow, mogl wjezdzac na kanadyjski. Teraz jest to niedozwolone. Osoby posiadajace polski paszport musza go okazywac przy wjezdzie.
W Afryce i w paru eks-republikach polski paszport jest wart piec tysiecy dolarow, a te wydawane przez konsulaty sa szczegolnie cenne, bo latwe do sfalszowania. Slyszalem, ze klientow szuka sie poprzez danie ogloszenia w miejscowej prasie: "Zgubilem polski paszport, z prawem bezwizowego wjazdu do krajow Europy Zachodniej. Tel....". Na podstawie nowej ustawy obywatelskiej Polska zacznie wkrotce przyjmowac reemigrantow z Kazachstanu. Oznacza to, ze widok skosnookiego faceta o azjatyckich rysach, legitymujacego sie granatowym dokumentem z orlem w koronie przestanie kogokolwiek dziwic. Latwo zgadnac, ze cena pojdzie znacznie w gore. Zastanow sie dobrze, Wlodek.
Henryk D.
To: Lucjan Feldman <ianf@xxxxxx.se>
Date: Tue, 26 Jan 1999 06:38:47 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Hlasko
Dzieki, Luc, za Rzepe. Ciekawe ogromnie.
Czytales tekst Gronskiego, ktory cytuje Maslon?
h
# Date: Tue, 26 Jan 1999 10:33:18 +0100 # Subject: [SERIO] kilka ciekawych artkulow w Rzepie [ExL] [odnosniki do wersji tekstow bez ogonkow] Kornhauser -- Jarzebski http://rzeczpospolita.pl/ Pl-asc/dodatki/plus_minus_990116/plus_minus_a_7.html Maslon -- Hlasko http://rzeczpospolita.pl/ Pl-asc/dodatki/plus_minus_990116/plus_minus_a_2.html Pazniewski -- Dostojewski http://rzeczpospolita.pl/ Pl-asc/dodatki/plus_minus_990116/plus_minus_a_1.html Herling-Grudzinski -- Edelman (nie tylko) http://rzeczpospolita.pl/ Pl-asc/dodatki/plus_minus_990123/plus_minus_a_3.html
To: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Date: Tue, 26 Jan 1999 19:53:00 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Hlasko
Henk,
czytalem, mam przed soba. Gronski czasami jest zbyt enigmatycznie-moralizujacy jak na moj gust; co chce przez to powiedziec, to ze nie zrozumialem niekorych jego (zal)uzji. Jesli chodzi o felietonistow POLITYKI ostatnio czytam coraz bardziej uwazniej Jana Z. Slojewskiego (HAMa — wiesz kto zacz?); natomiast przestalem nawet zerkac na nudnika Zanussiego.
Apropos, mam (chyba nadal w rodzinie) egzemplarz Magazynu
GW z konca pazdziernika, gdzie byl dosc obszerny ilustrowany urywek z tej ksiazki o Sonji Ziemann-Hlasko. Myslalem zeby Ci go poslac, ale poniewaz zawieral tylko drobnomieszczanskie plotki, naprawde nic ciekawego, dalem sobie spokoj.
W kazdym razie nie bylo tam odpowiedzi na pytanie jak dwoje ludzi nie posiadajacych wspolnego jezyka (bo Hlasko spotykal sie z Sonja w Polsce w obecnosci tlumaczy, czesto z angielskiego) moglo stac sie malzenstwem. Bo, jak rozumiem, ich ozenek nastapil zaraz potem, czy w kazdym razie niedlugo potem jak Marek wyjechal...
Od czasu kiedy zginela przesylka do Ciebie, odeszla mi ochota wysylania czegokolwiek poza "plaskimi" listami, ale jesli Ci bardzo zalezy, moge sie sprezyc raz jeszcze.
__L
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Wed, 27 Jan 1999 09:03:45 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Survivors in Poland (Paisner)
W "Polityce" z 9 stycznia ukazal sie b. ciekawy artykul o ksiedzu Romualdzie Waszkinelu, ktory w rzeczywistosci jest Zydem nazwiskiem Jakub Weksler. Przechowali go Polacy, ktorym przed zaglada getta w Swiecianach matka oddala niemowle, urodzone w podczas wojny.
To nie jest nowa historia, czytalem o niej juz przedtem, ale artykul w "Polityce", piora wroclawskiego dziennikarza Mariusza Urbanka, jest madry, swietnie napisany i wyjatkowo ciekawy. Nie bardzo wiem, jak to udostepnic ew. zainteresowanym, ale zdaje sie, ze Lucjan ma kopie, a on umie sie z tym obchodzic.
Henryk
Danka cytuje:
>> From: Vera Paisner <xxxxx@x-2000.com> >> Subject: Re: Survivors in Poland VP> I am a psychoanalyst who is currently working VP> in Warsaw forming support groups for children of VP> Holocaust survivors who have recently discovered VP> their jewish heritage. Since the early 90's and VP> the end of Communism, survivors, some on their VP> death beds have started to tell their adult VP> children and spouses, about their true identities. VP> I believe the latest figures are closer to 30,000 VP> and rising. War time trauma is still unfolding VP> in Poland. greetings, Vera Paisner
To: hdasko@total.net
Date: Wed, 27 Jan 1999 15:28:00 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Hlasko
LF>> czytam coraz bardziej uwazniej Jana Z. LF>> Slojewskiego (HAMa — wiesz kto zacz?); HD> Znam i cenie. HD> Za Rozpedowskiego dziekuje, nie fatyguj sie. HD> Znam czlowieka, lubie, ale wole nie czytywac. LF>> nie zrozumialem niekorych jego (zal)uzji. HD> [tych] o ciotce rewolucji z wydawnictwa, HD> malzonce ministra?
To tez, ale w ogole nie mam wiekszego wyczucia atmosfery towarzyskiej tych czasow (na poziomie, np. o wiele lepiej mi "znanej" atmosfery "Ziemianskiej" itp). Zdaje sie ze to po czesci problem pokolenia, w koncu jestem o 15 lat mlodszy od Hlaski, po czesci zas brak saturacji obyczajowascia lat piecdziesiatych, kiedy bylem zaledwie szczenieciem. A poznej wyjechalem, i przez nastepne 15 lat nie mialem kontaktu z ta literatura. Troche pozno zaczac sie tym fascynowac teraz.
__L
To: ianf@xxxxxx.se
Date: Wed, 27 Jan 1999 12:31:38 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Hlasko
To ciekawe, Luc, jestem od Ciebie starszy o ledwie dwa lata, a dla mojego srodowiska (i nie tylko) wspolczesna literatura polska stanowila punkt odniesienia. Hlaske czytano u mnie w szkole, jak wiesz, dalece nie elitarnej. Na SGPiS-ie (bardziej plebejskiej instytucji w Warszawie nie bylo), Longin Miesak, bokser wagi polciezkiej, blagal na kolanach, zeby mu pozyzczyc "Nastepnego do raju".
Maslon napisal obrzydliwy tekst, a Gronski ma w tym wypadku racje. Hlasko byl fenomenem socjologicznym i o tym warto pisac. Ale oni sie nienawidza, Maslon jest z druzyny Trznadla, Kakolewskiego et consortes.
Chcialem Ci te ministrowa rozszyfrowac, ale skoro Cie nie interesuje...
Best, H
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Fri, 29 Jan 1999 17:16:57 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Baza
Drodzy Przyjaciele z Administracji,
Z uwag przeczytalem Wasz dzisiejszy list, zawiadamiajacy nas, ze ze wzgledow bezpieczenstwa lista adresowa czlonkow Reunion'68 nie bedzie wywieszona na stronie Reunion. Wybaczcie, ale to jest nonsens.
Pierwsza liste adresowa Reunion dostalem poczta chyba z osiem lat temu. Przyslala mi ja Reginka Glajch, ktorej wtedy nie znalem. Teraz juz znam - dzieki tej liscie. Wiosna 1997 przyszla kolejna lista, obecna, rozeslana przez obecna administracje. Dzieki tej liscie pisze teraz do Was, bo zawierala informacje o Swietlicy, Biuletynie, zjazdach etc. Co wazniejsze, zawierala adresy i telefony moich przyjaciol, z ktorymi stracilem kontakt trzydziesci lat temu. Jestem Wam wszystkim - pisze to z cala powaga - dozgonnie wdzieczny za inicjatywe stworzenia tej listy i przyslania mi jej. Pisze to nie tylko w swoim imieniu, ale takze tych, ktorych na liscie nie bylo, a teraz juz sa - bo korzystaja z powielonych egzemplarzy, jakich odbito i rozdano wiele.
Lista jest wiec od lat ogolnie dostepna. Dobre poltora roku wisiala na stronie Reunion. Zniknela, o ile dobrze pamietam, z powodow technicznych (brak miejsca na dysku). Wszystko to dzialo sie bez jakiegokolwiek uszczerbku dla "bezpieczenstwa".
Moim zdaniem lista jest najcenniejsza rzecza, jaka Reunion moze sie z nami wszystkimi dzielic. Baza danych powinna byc dostepna bez ograniczen, a jesli istnieja ku temu mozliwosci techniczne - zorganizowana tak, abym jadac do jakiegos miasta mogl tam odnalezc bliskich mi ludzi. Byloby wspaniale, gdybym z listy mogl sie dowiedziec, ile dzieci ma moj stary przyjaciel w Sztokholmie, kiedy jest jego rocznica slubu i kiedy kazde z nich ma urodziny. Bardzo chcialbym tez widziec w bazie osobna liste adresow e-mailowych. Jednym slowem, jesli mamy po temu mozliwosci, baza informacyjna powinna byc rozszerzana i udostepniana z jak najwieksza latwoscia - a nie zamykana pod klucz "do uzytku wewnetrznego".
Most Poniatowskiego widnial na co drugiej pocztowce warszawskiej. W ksiegarniach zalegal przeceniony album "Mosty warszawskie", zawierajacy szczegolowe dane techniczne konstrukcji, a takze fotografie z roznych stadiow budowy. Ale fotografowanie mostu Poniatowskiego bylo niedozwolone. Ze wzgledow bezpieczenstwa.
Pozdrawiam Was,
Henryk D.
EpistoChronologia 1967 1989 i x 1990 ii iii v vi vii viii ix x xi 1991 ii iv v vii viii ix xii 1992 i ii iii iv vii ix 1993 iii v 1994 i v ix 1995 iii v ix xi 1996 v viii ix x xi xii 1997 i ii iii iv v vi vii viii ix x xi xii 1998 i ii iii vii viii ix x xi xii 1999 i ii iv v vi vii viii ix x xi 2000 i iii iv v vi ix x xi xii 2001 ii iii viii xi xii 2002 xii 2003 iii vi v vii viii ix x xii 2004 ii iii iv vii viii ix x xi 2005 i iii iv v vii ix 2006 EgoTurfSurf • Daskografia • Dalej : Luty 1999