Epistochronologia  •  EgoTurfSurf  •  Daskografia  •  Wczesniej : Kwiecien 1998

To: hdasko@astral.magic.ca
Date: Fri, 01 May 1998 01:44:02 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: W domu

HD> Czesc, Lucjo -

Zarty sobie wacpanna stroisz!

HD> Tak, wrocilem, ale tylko na dwa tygodnie.
HD> Zapisz mnie, prosze, na XL, jesli moje obrotowe
HD> drzwi nie sprawiaja nikomu klopotow. Tego
HD> Szczypiorskiego chyba warto juz zostawic.

Dobrze, zapisze. A gdzie sie udajesz, jesli mozna zapytac? Wlasciwie o Szczypiorskim nie mam tak duzo do powiedzenia; ale chyba musze skwitowac to co powiedzial moj przyjaciel Krzystek.

JK> [...] uwagi o roli kawiarni literackiej, a szerzej
JK> - o pozytywnej roli elit, i o nienawisci, jaka
JK> ludzie potrafia do nich odczuwac. Zrobil to zgrabnie,
JK> przypomnial, ze lat temu 30 wladza najbardziej
JK> nienawidzila wlasnie owego stolika kawiarnianego,
JK> po czym przerzucil to na pogardliwe okreslenia
JK> "warszawka" i "kanapa", uzywane przez tych, jak
JK> powiedzial, ktorych na kanape nie zapraszaja.

zgadza sie.

JK> Szczypiorskiego dosc ostro atakowano, widac
JK> bylo, ze jest kontrowersyjny i nie przez
JK> wszystkich lubiany. Hen, w ramach srodwiskowych
JK> potyczek, natychmiast zarzucil mu niedokladnosci
JK> historyczne, a jakis jegomosc przy miniaturkach
JK> orderow, od tzw. "prawdziwych Polakow", zaczal
JK> od "my o panu, panie Szczypiorski, wiemy duzo
JK> i czas nadejdze, ze sie to wszystko powie..."

Wydawalo mi sie ze to nie bylo spotkanie wokol postaci Szczypiorskiego, a promocja ksiazki? A swoja droga szkoda ze mnie tam nie bylo, bo bym zadal klopotliwe pytanie owemu tak wiele obiecujacemu panu.... moja specjalnosc.

HD> Ktoregos wieczora popilem ostro z Michalem
HD> Cichym z GW, tym od "AK i NSZ wytlukly niedo-
HD> bitkow", dalej pracuje w Gazecie, ale juz nie
HD> prowadzi dzialu ksiazek. Nie pytalem, czy to
HD> z tamtym artykulem zwiazane, ale podejrzewam,
HD> ze przynajmniej po czesci tak.

A to szkoda ze mi nie powiedziales ze sie bedziesz z nim widzial, bo poprosilbym bys go pozdrowil. Poznalismy sie w 1994 r; zrobilem z nim wywiad wlasnie o tych Czarnych Kartach Powstania, duze czesci jego jeszcze nieopublikowane (bo --cicho sza!-- w miedzyczasie nie moglem sie doczytac wlasnych notatek ;-(( On wtedy byl kierownikiem dzialu kultury http://serwisy.gazeta.pl/img/w/w.gif GW; ale pamietam ze jeszcze na jesieni czytalem jego recenzje pojedynczych kiazek. Niestety, moja ostatnia dwumiesieczna wizyta w Polsce odbyla sie w calosci w Krakowie i Lodzi, bo w Warszawie nie znalazlem mieszkania, wiec nie bylo mozliwosci na odnowienie znajomosci. Pozatym ja nie pije, co jest powazna kloda i powodem do nieufnosci towarzyskiej...

HD> Beata pozdrawia Cie serdecznie.

Nevermind "pozdrawia". Co innego mnie od niej interesuje ;-)) Slyszales moze czy w koncu wybiera sie do Gretkowskiej?

__L

ps. glosy dyskusyjne o Szczypiorskim juz na
http://www.exlibris.pol.pl/cgi-bin/exl/spis.htm

To: ianf@xxxxxx.se
Date: Sat, 02 May 1998 06:51:09 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Majcherek przebudzony

http://www.rzeczpospolita.pl/Pl-iso/gazeta/
wydanie_980429/publicystyka/publicystyka_a_4.html

Ad: Majcherek. To nie jest, Lucek, jedyny glos tego rodzaju. Kupilem w Warszawie numer pisma "Najwyzszy Czas" - pewnie Ci wpadlo w rece, a juz na pewno obilo o uszy. Redaguje Korwin-Mikke, ostra prawica, zimna i bezwzgledna.

W numerze tym obszerny artykul Rafala A. Ziemkiewicza, ideologa pisma i pancernej piesci rozpraw z "lewica postkomunistyczna". Tezy niezwykle podobne, tez bardzo dobrze napisane, chetnie Ci posle, jesli przyslesz adres. Rozdziera szaty: "...Gdzies z marginesu zycia umyslowego wezbrala fala obskurantyzmu, fobii i glupoty. Wezbrala i usiluje podszyc sie pod katolicyzm, prawicowosc i patriotyzm, zawlaszczyc je, a wrecz zdobyc sobie monopol na reprezentowanie polskiego katolicyzmu..."

To jest po trosze glos wolajacego na puszczy, bo nawet ludzie o centroprawicowym rodowodzie oscyluja dzis w strone UW (np. Andrzej Olechowski). Majcherek, Ziemkiewicz et al. obudzili sie nagle z reka w nocniku - a prawda jest taka, ze polska prawica zazwyczaj wybierala obskurantyzm i dewocje, czego przykladem nie tylko przedwojenne czasy, ale nawet wspolczesnosc w osobach ludzi teoretycznie swiatlych, jak chocby Jan Olszewski (ex-Po Prostu, ex-obronca w procesach politycznych) czy Antoni Macierewicz, ktorego sam pamietam z marcowych batalii jako lewaka. Polska to nie Ameryka, tam nie ma Pipesa, "Commentary" i Podhoretza, a z Bieleckim, jewriejem legitymizujacym centroprawice, nawet Olechowski nie mogl sie dogadac.

Archiwalne numery XL widzialem u B., ale chyba bedziesz musial tam pojechac, zeby te klejnoty wydobyc. W Warszawie napisalem ostra polemike z artykulem Kostka Geberta, ktory sie akurat ukazal, zawiozlem do http://serwisy.gazeta.pl/img/w/w.gif GW, ale Adam byl w rozjazdach, wiec nie wiem, czy wydrukowali.

Pozdrawiam Cie, H.

To: hdasko@astral.magic.ca
Date: Sat, May 02 1998 19:21:04 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Majcherek przebudzony

        [.....]
Az tak pochlebnie wyrazala sie o mnie??? czyzby dlatego, ze w trakcie rozmowy w kilkuosobowym kolku zapytalem sie na glos czy moge pocalowac ja w policzek????? Niezbadane sa drogi i zaulki psyche kobiet.

Pamietasz co mi kiedys napisales o swoim skomplikowanym zyciu prywatnym? Ja tez takie posiadam, acz daze raczej to tego co Suzanne Vega nazwala "straight lines".

HD>    Kupilem w Warszawie numer pisma "Najwyzszy Czas"
HD>    - pewnie Ci wpadlo w rece, a juz na pewno obilo
HD>    o uszy. Redaguje Korwin-Mikke, ostra prawica,
HD>    zimna i bezwzgledna.

Znam, lesseferysta i gawedziarz. Tez, na rowni z Tejkowskim, Marcowiec; jeden z glownych nurtu oszolomskiego. Ale ciete pioro. Teraz po zrzeczeniu sie prezesury UPR (wczesniej tez?) ma stala rubryke w Dzienniku Polskim w Krakowie; czytam go czasem.

http://www.dziennik.krakow.pl/1998/DZIENNIK/Magazyn/korwin/korwin.htm

Mam jego ksiazke "Nie tylko o Zydach" ktora zawiera taka sterte nominalnie pro-zydowskich, ale "chlopo-roztropnych" bredni, ze nie wiadomo czy smiac sie czy dawac na msze za Upadek Homo Sapiens.

HD>    W numerze tym obszerny artykul Rafala A. Ziem-
HD>    kiewicza, ideologa pisma i pancernej piesci
HD>    rozpraw z "lewica postkomunistyczna".

To jest wyjatkowo odrazajaca postac; czytalem jakis jego pean o milosierdziu Sredniowiecza, a zwlaszcza Inkwizycji. Oraz, choc nie dam glowy, cos pochlebnego o Pinochetcie.

HD>    Tezy niezwykle podobne, tez bardzo dobrze
HD>    napisane, chetnie Ci posle, jesli przyslesz
HD>    adres. Rozdziera szaty: "...Gdzies z marginesu
HD>    zycia umyslowego wezbrala fala obskurantyzmu,
HD>    fobii i glupoty. Wezbrala i usiluje podszyc
HD>    sie pod katolicyzm, prawicowosc i patriotyzm,
HD>    zawlaszczyc je, a wrecz zdobyc sobie monopol na
HD>    reprezentowanie polskiego katolicyzmu..."

Narazie dzieki; ale moze moglbym Ci zaproponowac, zebys wzial koperte A4, zaadresowal do mnie (adres ponizej) i wkladal don sukcesywnie (_zbieral_) dla mnie ciekawe/ bulwersujace wycinki itp? Wyslal jak sie troche napelni. Z mojej strony zrobie to samo.

HD>    [...] wspolczesnosc w osobach ludzi teoretycznie
HD>    swiatlych, jak chocby Jan Olszewski (ex-Po Prostu,
HD>    ex-obronca w procesach politycznych)

Tu chcialbym Ci powiedziec, ze moj kuzyn przedsiebiorca w branzy motoryzacyjnej w Lodzi, [...] politycznie niezaangazowany, wyraza sie o Olszewskim per "brakujace ogniwo w teorii Darwina." Glownie z powodu tegoz "koncepcji" gospodarczych. Znam Olszewskiego wylacznie z opisow wtornych, oraz z kilku wywiadow (w tym jednego ale znaczacego w tygodniku "Ich Polska"), wiec, byc moze, jest to zbyt malo zeby o nim wydawac osady. Wiadomo ze co innego mowi sie w prasie a co innego na zebraniach partyjnych (na ktore jakos nie mialem ochoty sie udac). NB. ciekawy opis sedna ROP (nie samego Olszewskiego) napisal lider UPR Stanislaw Michalkiewicz w serii "Polemiki" w Polityce #7, 14 II 1998 (urywek ponizej).

HD>    Archiwalne numery XL widzialem u B., ale
HD>    chyba bedziesz musial tam pojechac, zeby te
HD>    klejnoty wydobyc. W Warszawie napisalem ostra
HD>    polemike z artykulem Kostka Geberta, ktory sie
HD>    akurat ukazal, zawiozlem do GW, ale Adam byl
HD>    w rozjazdach, wiec nie wiem, czy wydrukowali.

Czy chodzi o polemike z Geberta "wizja zydostwa polskiego w roku 2050" opublikowana w Der Moment Feb 1998? Ten natomiast Twoj artykul, wersje elektroniczna (najchetniej juz z ogonkami) chcialbym "nabyc".

Z checia uslyszalbym troche Twoich wrazen z literackiej warszawki. Moze byc prawobrzeznej. Okej okej, niech bedzie "plotek".

__L

# Date: Tue, 24 Feb 1998 18:09:18 +0100
# To: <ExLibris@zmit1.xxxx.xxx.pl>
# From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
# Subject: [ExL] WYRW NE Z K NTEKSTU : POLITYKA nr 7, 14 lutego 1998

    WYRW NE Z K NTEKSTU

    POLITYKA nr 7, 14 lutego 1998
    http://www.polityka.pol.pl/archiwum/arch0798.htm

    Okladka "Dlaczego Polki nie chca dzieci".    [...]

s. 70 Polemika Stanislawa Michalkiewicza, lidera Unii Polityki Realnej i publicysty _Najwyzszego Czasu_ w cyklu 'Jaka jest polska prawica': "... podstawowy problem w panstwie przechodzacym od socjalizmu do gospodarki rynkowej? Oczywiscie stosunki wlasnosciowe. Dawniej wszystko, albo prawie wszystko bylo panstwowe, a teraz ma przejsc w rece prywatne. To oczywiscie bardzo piekne i pozyteczne, ale skoro juz wszystko ma przejsc w rece prywatne, to konkretnie w czyje? [...] Z punktu widzenia aparatu zwiazkowego, Jan Olszewski byl rodzajem Hanny Suchockiej-bis. Wzmacniajac ROP, Solidarnosc znow zagrodzilaby sobie droge do bezposredniej wladzy. Dlatego powstala AWS, ktora, chociaz od poczatku uzywala ostrej, antykomunistycznej retoryki, tak naprawde skierowana byla przeciwko ROP. Stad tez owa dziwna niemoznosc dogadania sie w sytuacji zbieznosci, czy wrecz identycznosci oficjalnie gloszonych programow. Solidarnosc doszla do wladzy i obsadza stanowiska [...] dekomunizacja jest juz piesnia przeszlosci, co oczywiscie nie oznacza ze w razie gwaltownej potrzeby rowniez i ten refren nie bedzie intonowany. [...]"

To: ianf@xxxxxx.se
Date: Sat, 02 May 1998 17:27:17 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Gebert

____Textpert Alert____ wrote:

LF>    Czy chodzi o polemike z Geberta "wizja zydostwa
LF>    polskiego w roku 2050" opublikowana w Der Moment
LF>    Feb 1998?

Nie, Lucek. Chodzi o artykul "Mieszkajac na ziemi popiolow" z http://serwisy.gazeta.pl/img/w/w.gif GW 21.4. Bardzo dramatyczny tekst. Polemike, jesli mam na dyskietce (uzywalem cudzego komputera), posle Ci.

Z tymi wycinkami to malo sensowne, bo ty czytasz szesnascie razy wiecej ode mnie. Ale jesli cos znajde, oczywiscie, zachowam.

Best, H.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 03 May 1998 11:01:39 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Wieza niska, wieza wysoka

Julek B. blyskotliwie napisal o dzisiejszej Polsce, ze reprezentuje "widok swiata z wiezy koscielnej". Zastanawiam sie czesto, w jakim stopniu nasze subiektywne wrazenia odzwierciedlaja rzeczywistosc. Przeczytalem niedawno w "Polityce" ciekawy sondaz opinii publicznej, ktory byl dla mnie po czesci zaskoczeniem. Sondaz dotyczy reprezentatywnej probki ogolu Polakow, a nie czytelnikow "Polityki".

Badania dotyczyly pozytywnej lub negatywnej oceny wydarzen krajowych z marca 1998. Z jedenastu wydarzen zdecydowanie najwyzsze notowania mialo przyznanie studentom kredytow. Wsrod pozostalych pytan znalazly sie:

- przyznanie orderu Orla Bialego Kuroniowi i Modzelewskiemu
- propozycja awansu plk. Kuklinskiego do stopnia generala
- projekt uchwaly parlamentu w sprawie potepienia PRL i uznania PZPR za partie przestepcza
- kongres Unii Wolnosci
- kongres Zjednoczenia Chrzescijansko-Narodowego.

Sposrod kluczowych wydarzen miesiaca (poza kredytami studenckimi), najwyzsza ocene pozytywna (46%) zyskalo przyznanie orderow Kuroniowi i Modzelewskiemu. To samo wydarzenie ocenilo negatywnie 29% respondentow. Propozycje awansu dla plk. K. pozytywnie ocenia 25% Polakow, a negatywnie - 52%.

Kongres Unii Wolnosci pozytywnie ocenia 35% respondentow, negatywnie - 33%. Kongres ZChN, partii katolicko-prawicowej, pozytywnie ocenia 24% Polakow, zas negatywnie - 43%.

30% popiera potepienie PRL i uznanie PZPR za partie przestepcza. 48% jest przeciwko.

Najnizsza ocene pozytywna wsrod wszystkich wydarzen zyskala propozycja awansu plka Kuklinskiego; najwyzsza - ordery dla Kuronia i Modzelewskiego. Z kongresow trzech partii, jakie odbyly sie w marcu, ZChN uzyskal najnizszy poziom ocen pozytywnych i najwyzsze notowania negatywne.

Henryk D.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 03 May 1998 12:54:17 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Protestuje!!!

Mariana Solan wrote (o slowach Andrzeja Krakowskiego):

AK>>    Mama byla sekretarka Moczara, gdy ojciec,
AK>>    po wojnie, zjawil sie w Lodzi i mu ja odbil.

MS> No wreszcie mam do kogo zwrocic sie o odszkodowanie...

>   Marysia

Marysiu, Andrzej za bardzo wierzy rodzinnym klechdom. Kpt. Jozef Krakowski przybyl do Lodzi z Bialegostoku 19 stycznia 1945. Plk. Moczar byl wtedy w Lublinie, a Wojewodzki Urzad Bezpieczenstwa Publicznego w Lodzi objal w okolo tygodnia pozniej. Znajac Andrzeja, nalezy przypuszczac, iz jego Papa w ciagu tego kluczowego tygodnia zdazyl juz byl sie oswiadczyc, a nieszczesny eks-partyzant znalazl sie na przegranej pozycji.

H.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 03 May 1998 22:05:51 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Rodzinne klechdy...

Andrzej Krakowski pisal (o kolejach losu jego ojca):

Heniu,

Nie wiem na jakich dokumentach opierasz[--]:

... ale obawiam sie ze tym razem ktos cos chlapnal
nie tak. Nigdy nie slyszalem o zadnym Bialymstoku.
19-tego stycznia ojciec nie mogl byc ani w Lodzi, ani
w Bialymstoku-- bo byl w Warszawie defilujac. To ze
stopnie sie nie zgadzaja, to pal licho. Byl juz wtedy
majorem. Wiem bo mam zdjecia z tego dnia, wlasnie
z tej defilady.

A na poparcie, pozwol ze Ci przytocze fragment ze
Slownika Biograficznego Dzialaczy Polskiego Ruchu
Robotniczego, Tom 3 (K), Warszawa 1992.

    (...) "Wezwany do Lublina, 16 i 1945 otrzymal
    polecenie wraz z gen. W. Korczycem przygotowania
    defilady w wyzwolonej Warszawie 19 i t.r.,
    a nastepnie skierowany zostal przez KC do
    Lodzi na II sekretarza KL. 21 I 1945 zostal
    komandantem WUPB w Lodzi, lecz juz 27
    i powierzono mu stanowisko zastepcy
    kierownika tego WUPB..."

W Lodzi, jako zastepca Moczara, ojciec byl bodajze do
polowy kwietnia, [--]

PS. A moze Twoje dane sa z tej nowej ksiazki, ktora
miales mi przywiezc?... Ale nie martw sie, w aktach
personalnych ojca w MSW skompilowanej w 1971 roku,
mojemu wujkowi (jego bratu) odjeli 15 lat
z zyciorysu,-- a my to o pare dni czy godzin.... A

Drogi Andrzeju, pisalem z czystej przekory i w nadziei, ze zareagujesz, albowiem opowiesci o przygodach Twojego ojca stanowia ozdobe moich niedzielnych wieczorow. A oto wyjasnienie.

Ksiazki (Organy bezpieczenstwa PRL 1994-1990) Ci nie przywiozlem, bo jest haniebnie glupia i niegodna Twojej atencji. Pomine fakt, ze nie wymienia zarowno Twojego starego, jak i np. plka Leona Andrzejewskiego. Gorzej: gen. Komara czyni wiceministrem w 1969 roku. Kuron (bez imienia) jest, w 1968 roku, studentem. Jednym z antypolskich osrodkow owych lat jest "izraelski Instytut Yad Vashan", w ktorym pracuje m.in. "D.Szward". Co Ci bede dluzej opowiadal - ujemna wartosc poznawcza.

Informacja o przybyciu Twojego ojca do Lodzi pochodzi z Archiwum Akt Nowych, Akta osobowe dzialaczy ruchu robotniczego, teczka J. Czaplickiego. Sprzecznosci z defilada nie ma: nalezy przypuszczac, ze do Lodzi pojechali z Czaplickim zaraz po defiladzie i dotarli tam tego samego dnia.

Cytowane za: Krzysztof Lesiakowski, Mieczyslaw Moczar - "Mietek". Biografia polityczna, "Rytm", Wwa 1998. Niestety, w ksiazce nie ma ani slowa o sercowej klesce partyzanckiego watazki i naszego pozniejszego przesladowcy. Pisza natomiast, ze do Gdanska Twoj ojciec pojechal 8 czerwca 1945, wiec najwyrazniej rozdzieral Moczarowi serce przez dobre pol roku.

Odnosnie rangi tez mam wytlumaczenie, ale to spekulacja, wiec przy okazji.

Serdecznosci,

Henryk

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Fri, 08 May 1998 16:34:16 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: "Piesn ujdzie calo..."

Elizabeth Sachs o zbiorze "Piesn ujdzie calo":

ES>    Czy ktos z Was ma te ksiazke? Jesli tak, to czy
ES>    to jest zbior, w ktorym, miedzy innymi, znajduje
ES>    sie wiersz "Herszek"?

Ja mam. Centralna Zydowska Komisja Historyczna, Warszawa/ Lodz/ Krakow 1947. "Herszek"

Okropnie bal sie co dzien kiedy szedl do pracy,
ale mial lat dwanascie i wiedzial, ze trzeba.
Bo Herszek byl szmuglerem i "na tamta strone"
przelazil pod drutami zeby przyniesc chleba.

Najpierw czeka sie dlugo az zandarm sie odwroci,
a potem podniesc druty, przepelznac pod nimi,
a po tym hycnac w brame - juz w "aryjska" brame -
i sciagnac tam opaske rekami drzacymi.

Wyjsc z bramy jak najpredzej - wspolnik juz tam czeka.
- Sie masz, Antek! - Heil, zydziak! - Daj dwa, reszta
potem. Chleb pod kurtke, spojrzenie: widzi czy nie widzi?
I szybko pod drutami przepelznac z powrotem.

I odbywa sie droge kilka razy dziennie
(mlodsza siostra te chleby na rogu sprzedaje)
a Niemcy jak zobacza, to zaraz strzelaja
i co dzien kilka trupow przy drucie zostaje.

Herszek strasznie sie boi, wcale nie jest dzielny,
ale chodzi, bo musi, bo w domu jest bieda,
bo jak Herszek nie chodzi, to w domu sie nie je.
Juz tydzien, jak ostatnie lozko tata sprzedal.

Wiec co dzien w zly i brudny ghettowy poranek
wychodzi drzace dziecko, wstydzac sie swej trwogi,
i idzie pogwizdujac - a w mysli wciaz jedno:
"O Boze, zebym jeszcze dzis wrocil z tej drogi!"

Ale Bog w czasie wojny ma wazniejsze sprawy
i ciezko porozumiec sie z ghetta do nieba.
Wiec kiedys Herszek poszedl i wiecej nie wrocil,
bo zandarm zabil Herszka, jak niosl kilo chleba.

Autorka wiersza, pochodzacego z tomiku "Dzieci getta", jest Stefania Ney. Jest to pseudonim Stefanii Grodzienskiej, jednej z najciekawszych postaci swiata polskiej rozrywki, wziety od panienskiego nazwiska jej matki. Grodzienska wychowala sie w Lodzi, gdzie chodzila do szkoly baletowej i jeszcze jako uczennica wystepowala na scenie. Potem byla tancerka rewiowa w warszawskich kabaretach lat trzydziestych i na krotko przed wojna wyszla za satyryka i teksciarza Jerzego Jurandota. W czasie wojny wystepowala na estradzie w getcie warszawskim, skad wyszla przed likwidacja. Mowiono, ze Jurandot ocalal wylacznie dzieki jej niezwyklej woli zycia. Pod koniec sierpnia 1944, jeszcze podczas powstania, Grodzienska poszla piechota z podwarszawskiej wsi, gdzie sie ukrywala, do Lublina. Zostala spikerka Polskiego Radia, a po wojnie - znana autorka satyr i programow kabaretowych dla sceny i TV. Mieszka w Warszawie, nadal pelna wigoru i niespozytej energii. Niechetnie rozmawia o przeszlosci; znajoma dziennikarka, ktora robila z nia wywiad opowiadala, ze Grodzienska odmowila odpowiedzi na pytanie, czy jest Zydowka.

Henryk D.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Fri, 8 May 1998 21:35:24 -0400
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Zeby serio bylo serio

Pozwalam sobie przerwac przelewanki z pustego w prozne i namawiam do krotkiej palcowki w innym kierunku. Przed chwila wyskoczylem do Polski, zeby zobaczyc co tam piszczy i......... mam zal do naszych wielokulturowych dzialaczy Reunion, ze ukryli przed swietlica szalenie ciekawa i pouczajaca dyskusje na temat Marca ktora wlasnie odbyla sie na lamach Internetowego wydania Ex Libris  (niegdys zrecznie i ciekawie redagowanego dodatku literackiego do ZYCIA WARSZAWY gdzie czesto piorem malowali znani nam pochodzeniowcy znad Wisly i Atlantyku). Dyskusja zostala "sprowokowana" rocznicowymi obchodami jak rowniez artykulem Szczypiorskiego. Ponizej zamiescilem adres (trzeba miec polskie litery, ale bez nich tez mozna sobie jakos poradzic).

Zapraszam do przeczytania nastepujacych numerow: Luty 1998 - Wlodek Goldkorn, "Dziekuje gen. Moczarowi" (o Gomulce nikt mu nie zdazyl jeszcze opowiedziec). Wypowiedz ta ukazala sie rowniez w MIDRASZ nr. 3 (11), Marzec 1998

Marzec 1998 - Kinga Dunin, "Kilka skosnych refleksji na marginesie dwoch tekstow Wlodka Goldkorna, obchodow trzydziestej rocznicy wydarzen marcowych oraz artykulu Andrzeja Szczypiorskiego 'Marzec i Polacy'";

Kwiecien 1998 - "Szczypiorski i 'Poczatek'" (fragmenty dyskusji w Internecie). Wsrod dyskutantow: Lucjan Feldman i Henryk Dasko. Takze artykul Kingi Dunin "Ad vocem".

Goraco polecam wypowiedzi Kingi Dunin, ktora nie bawi sie w kazuistyke i nie probuje chowac sie za eufemizmami.

Przy okazji, w jednym z ostatnich numerow "Biuletynu Zydowskiego Instytutu Historycznego" [chodzi o #3/4 1993 (red.)] jest ciekawy artykul Abrahama Brumberga o postawie inteligencji polskiej (jest on wspomniany w dyskusji). Niestety, nie mam go, chociaz autor mieszka niedaleko.

Przyjemnej lektury. Moze uda sie cos z tego przelac na nasze forum.

-Wlodek Rozenbaum

www.exlibris.pol.pl

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sat, 09 May 1998 17:52:35 -0400
From: Leon Szyfer <soleil@xxxx.com>
Subject: Sprawozdanie z Bar Mitzvy cz.I

Nadszedl dlugo oczekiwany dzien w zyciu Danusi Keren, a przede wszystkim jej syna Isaaca Jacoba Simmsa. Dzien jego Bar Mitzvy. Ale dzien przedtem odbyl sie dlugo zapowiadany obiad.

OBECNI:

Issac Jacob Simms - wiadomo

Dana Keren i jej malzonek, Michael. Uwaga malzonkowi shtetliczan, jako osoby niewiele znaczace, wymieniani sa jedynie z imienia i to krotko.

Tereska Pollin i jej malzonek Bill,

Marysia, ta trzecia siostra Korczewska, i jej malzonek, Jerzy,

Henry Dasko

Sabina Way, w przelocie z Paryza do Kalafiorni,

Nizej podpisany i jego malzonka, Sonia.

Luuuudzie !!!!!! My wszyscy jestesmy nienormalni. Nigdy w zyciu nie widzielismy sie dotychczas a calujemy sie jak najblizsza rodzina. Maz Tereski, urodzony w Hameryce, pozniej ja pytal, czy my wszyscy znamy sie z dziecinstwa. Kiedy Tereska odparla, ze spotykamy sie po raz pierwszy, nic nie powiedzial, pomruczal troche pod nosem i tylko pozniej kreslil jakies zagadkowe kolka na czole.

Tutaj powinienem powiedziec: "Po przelamaniu pierwszych lodow", ale nie moge. Nie bylo zadnych lodow. Pamietacie jak Danusia mowila, zebym nie przychodzil w szortach, bo zmarzne. Otoz zrobilo sie tak goraca, ze trzeba bylo obnizyc termostat klimatyzcji (air conditioning). O jedzeniu pisac nie bede, poniewaz nie jestem sprawozdawca kulinarnym. Mnie smakowalo wszystko. Obowiazek sprawozdawcy zmusza mnie do napisania o kartoflach. Musicia zapytac Tereski o recepte. Powiem Wam tylko tyle, ze tylko trzy osoby mogly jesc tych kartofli tyle, ile dusz zapragnie (kazdy plasterek ok. 3000 kalorii):

Sabina Way, Michael Simms (maz Danusi) i Sonia Szyfer. Pozostale osoby nie nadaja sie do prezentowania odziezy w domach mody, chyba, ze sa to rozmiary dla doroslych, a nie niedozywionych nastolatkow.

Mowiono o wszystkim, zupelnie jak w swietlicy. Od Holocaust do opowiadania kawalow. Nie bylo glodnych kawalow, bo wszyscy byli najedzeni.

Trzeba bylo sie dosc szybko rozejsc po to by zdazyc na nastepny dzien do synagogi. Przy pozegnaniu zgodnie twierdzilismy, ze SWIETLICA uczynila nas rodzina. Zyczac wszystkim takich samych uczuc, zegnam sie do sprawozdania czesci drugiej (synagoga)

Leon, i wyrzuccie te numery. Mam bardzo niedobre skojarzenia z numerowaniem Zydow.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sat, 09 May 1998 22:49:19 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: "Piesn ujdzie calo..."

Anka Lec, przy okazji historii Stefanii Grodzienskiej, eks-piosenkarki z warszawskiego gettta i autorki tomiku wierszy "Dzieci Getta" - a w wieku lat 84 dajacej do zrozumienia, ze nie jest Zydowka:

AL>    To samo bylo z Ryszarda Hanin. Szkoda wielka
AL>    ale nie mnie sadzic. Ich wybor w polskiej
AL>    rzeczywistosci powojennej ale smutne.

Chyba nie to samo. Poznalem ja pozno, w latach osiemdziesiatych. Absolutnie nie ukrywala pochodzenia. Co wiecej, pod koniec zycia Hanin zagrala dwie niezwykle role - teatralna i filmowa - bezposrednio zwiazane z tematem zydowskim. Ta teatralna to monodram Stronskiej "Przyjechala Zydowka", produkcji Leszka Kantora, o ile pamietam - pisany wlasnie dla Hanin (Leszek, tak?).

Role swojego zycia zagrala w filmie "Jeszcze tylko las" - postac polskiej sluzacej, ktorej powierzono zydowska dziewczynke. Nie pamietam, aby jakikolwiek inny film o Zagladzie zrobil na mnie podobne wrazenie.

Henryk D.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 10 May 1998 10:09:14 +0200
From: Leo Kantor <adekvat@xxxxxxx.se>
Subject: O Ryszardzie Hanin slow kilka.

Dzien dobry Henryku i swietliczanie,

Istotnie monodram "Przyjechala Zydowka" nalezy do jednych z wielkich dokonan artystycznych Ryszardy Hanin. Tekst dotyczyl wizyty starszej juz wiekiem Zydowki, ktora po wielu , wielu latach przyjechala z Izraela na pare dni do Polski.

O monodramie Anny Stronskiej "Przyjechala Zydowka" Henryk Weber pisal w "Polityce" ze jest to "... jeden z najwybitniejszych wspoleczesnych tekstow literackich dotyczacych losow generacji polskich Zydow, losow ciagle i zawsze trudnych.. tekst Anny stronskiej zostal wykonany przez Ryszarde Hanin w sposob- mimo niecheci do za wielkich slow nalezy posluzyc sie tym akurat okresleniem - wprost genialny."

Sama Anna Stronska napisala w programie przedstawienia: ".. w monodramie mowie o niezalatwionej sprawie. Nie wmawiajmy sobie, ze pretensje zglasza tylko jedna strona, ze wyczerpaly sie zale i niedomowienia. Tego tematu mozna sie bac, jesli sie ma maslo w glowie. Innych powodow nie znajduje, ale jest to swiat nie do odbudowania. Bohaterka monodramu wybornie zdaje sobie z tego sprawe i jesli nawet wskrzesza cienie, to tylko przy probie uzyskania jakiegos ladu wewnetrznego, bo za duzo byloby powiedziec, spokoju."

Tekst byl pisany o ile dobrze pamietam jeszcze w okresie, zamrozonych oficjalnych kontaktow Polsko-Izraelskich, kiedy tematy zydowskie byly w Polsce przymkniete, [a] slowo Izrael wymiawiano w zupelnie innych kontekstach. Premiera sztuki, ktora odbyla sie w 1989 roku byla poczatkiem traktowania tematu polsko-zydowskiego juz inaczej, pamietajmy tez ze tworzyla sie wtedy tez juz inna Polska.

Rysia Hanin byla pozna jesiebia 1990 r u mnie w domu w Sztokholmie przez kilka dni pozna jesienia potem pisala do nas. Spotkalem ja jeszcze raz w Szwecji w 1991 roku, kiedy przyjechala do Sztokholmu na prywatne zaproszenie Adama Bromberga, znanego juz wtedy w Szwecji wydawcy Singera, Milosza, Mrozka i Kolakowskiego.

W zadnym wypadku nie zaprzeczala swojego pochodzenia, osoba niezwykle delikatna, dobra, wrazliwa, pelna ciepla, nigdy tez zle o nikim nie mowila co w kregach teatralnych nalezy raczej do rzadkosci. Patronat nad przedstawieniem miala "Stara prochownia" w Warszawie, ja bylem tylko organizatorem tzw. premiery skandynawskiej. Rysia byla szczesliwa z tej okazji, sytuacja w tym czasie w teatrze polskim byla niedobra, pensje byly znikome a ceny szly w gore jak rakiety, cala kultura dotknieta wtedy szczegolnie mocno okresem transformacji byla na granicy zalamania. Pokutowal wciaz jeszcze okres stanu wyjatkowego, ktory teatr rozlozyl, czesciowo przez to, ze aktorzy bojkotowali instytucje panstwowe, zwlaszcza TV.

Do teatru "Regina " w Sztokholmie nie mozna sie bylo dopchac. Henkowi Dasko musialem zalatwic bilet z puli "specjalnej". Ostatni raz widzialem R. Hanin chyba w 1993 roku w Warszawie, bylismy na kawie w kawiarence Wyzszej Szkoly Teatralnej.

"Jeszcze tylko ten las" z ta mala dziewczynka zydowska, widzialem tuz po jego zmontowaniu na kolaudacji w studio filmowym.

Film otrzymal pare nagrod miedzynarodowych. Na Festiwalu Filmow Polskich w Gdyni, za role w tym filmie Ryszarda Hanin otrzymala nagrode glowna. Widownia bila brawo wstajac z miejsc.

L. Kantor

To: <reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 10 May 1998 20:13:06 -0400
From: "Wlodzimierz Rozenbaum" <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Re: Zyd artystyczny

Wszyscy (chyba) zgadzalismy sie od poczatku naszych dyskusji, ze kazdy ma prawo do takiej tozsamosci jaka mu najbardziej odpowiada. Ale to dotyczy osob, ktore dokonaly wyboru i sa w tym wyborze konsekwentne. Problem powstaje wtedy, kiedy rozne osoby - bardziej czy mniej znane - maja kilka tozsamosci na rozne okazje. Wielu zaasymilowanych Zydow w gronie bliskich i zaufanych przyjaciol nie wstydzi sie swojego pochodzenia, ale w innych sytuacjach sa w najlepszym wypadku tzw. closet Jews (ukrywajacymi sie Zydami), a w skrajnych przypadkach Polakami- katolikami. Dla ilustracji posluze sie dzisiejszym "Swiatem Ksiazki" (Book World), dodatku niedzielnego do The Washington Post. Ukazal sie w nim panegiryk na czesc Czeslawa Milosza piora Davida Streitfelda. A w tym panegiryku takie curiosum: "Adam Michnik, jeden z przywodcow zwiazku zawodowego Solidarnosc, tak wyjasnil znaczenie Milosza dla ruchu wolnosciowego wczesnych lat 80-ych: 'My Polacy, jako katolicy, musimy miec swieta trojce. W 1980 mielismy papieza, druga osoba byl, oczywiscie, Lech Walesa. Trzeba bylo trzeciej. I polski Bog, ktory kocha Polske, sprawil, ze Milosz dostal nagrode Nobla.' " Od udreki przyznawania sie do zydowstwa ustrzez nas Panie, albowiem nie wiemy co czynimy. Amen. Racje mial medrzec, ktory powiedzial: "Ucz sie ucz, a garb ci sam wyrosnie".

Przyjemnych snow z aniolkami (i uwazniejszego czytania listow) zyczy,

Wlodek Rozenbaum

-----Original Message-----
Date: Sunday, May 10, 1998 5:53 PM
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Zyd artystyczny

[...] Istnialy wyjatki, np. Wygodzki czy Stryjkowski,
ale to wybor Pasternaka i Hanin byl wyborem typowym.

HENIU, STRYJKOWSKI OCHRZCIL SIE NA STARE LATA.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Mon, 11 May 1998 11:31:52 -0400
From: Dana Keren <d.keren@xxxxxxxx.ca>
Subject: Re: Zyd artystyczny

Adam Michnik nigdy nie uwazal sie za Zyda (za kogo go inni uwazali, to juz inna historia, prawda Julek?). Przed moim wyjazdem do Izraela Adam sie bardzo na mnie zezloscil, wezwal mnie na spotkanie i zbesztal. Uwazal, ze jezeli nie jestem wyznania Mojzeszowego, to nie mam prawa wyjezdzac z Polski do Izraela. Taka ot historyjka, Danka.

On Sun, 10 May 1998, Wlodzimierz Rozenbaum wrote:

WR>    Wszyscy (chyba) zgadzalismy sie od poczatku naszych
WR>    dyskusji, ze kazdy ma prawo do takiej tozsamosci jaka
WR>    mu najbardziej odpowiada. Ale to dotyczy osob, ktore
WR>    dokonaly wyboru i sa w tym wyborze konsekwentne.
WR>    Problem powstaje wtedy, kiedy rozne osoby - bardziej
WR>    czy mniej znane - maja kilka tozsamosci na rozne
WR>    okazje.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 10 May 1998 17:47:25 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Zyd artystyczny

Ania Lec pisala o niedawnym spotkaniu z rezyserem Januszem "Kuba" Morgenszternem, Wlodek Roz. - o swoim zetknieciu z Ryszarda Hanin. Morgensztern nie chcial w rozmowie z Ania wchodzic w zadne szczegoly swoich losow w tarnopolskim getcie, zydowskie pochodzenie Hanin pominieto na festiwalu filmow zydowskich w Waszyngtonie. Wlodek pisze, ze nie rozumie odejscia Hanin od wlasnych korzeni, a Ania zastanawia sie, czy to sa tematy, o ktorych sie w Polsce glosno nie mowi. Mam wrazenie, ze w tym wypadku chodzi o cos innego.

Otoz Morgensztern sie z niczym nie ukrywa (co zreszta byloby absurdalne z jego nazwiskiem i jego wygladem). Leszek Kantor i ja pamietamy Hanin z osobistych kontaktow w okresie wspominanym przez Wlodka i obaj przyswiadczamy, ze traktowala swoje zydowskie pochodzenie jako cos normalnego. Ale Ania i Wlodek nie myla sie w swojej ocenie: ani Morgensztern, ani Hanin nie chcieli o swojej zydowskosci mowic. Nie sadze jednak, zeby glowna role graly tu percepcje polskiej publicznosci czy tez chec przemilczania pewnych tematow z powodow koniunkturalnych.

Morgensztern, Hanin, Grodzienska i wielu im podobnych to ludzie ze swiata polskiej kultury, identyfikujacy sie przez to z Polska znacznie silniej niz przecietny czytelnik gazet. Nie chodzi tu nawet o stopien asymilacji, tylko raczej o akulturacje, wymiane wlasnych symboli kulturowych na inne. To nie jest proces ograniczony do polskich Zydow, ale ogolna prawidlowosc antropologiczna: klasycznym przykladem jest rusyfikacja mniejszosci narodowych, nacmienow, w ZSRR. Niemieccy Zydzi tradycyjnie uwazali sie za rodowitych Niemcow wlasnie ze wzgledu na wysoki poziom kulturowego zniemczenia, jaki ich cechowal; na Wegrzech i w Czechoslowacji, w dawnej monarchi austrowegierskiej, takie przyklady akulturacji wymieniac mozna bez konca.

Przypuszczam (a troche i wiem z obserwacji), ze dla wielu z tych polskich tworcow ich zydowskie pochodzenie jest sprawa wlasciwie nieistotna. Uwazaja sie za Polakow w sensie kulturowym, a kulture traktuja jako podstawowy wyznacznik identyfikacji. Wojna i komunizm bezsprzecznie odegraly swoja role, ale ograniczanie tego do lat powojennych to redukcjonizm: tak bylo przed druga wojna, i przed pierwsza wojna tez. Mateusz Mieses nie napisalby swojego slynnego kompendium "Z rodu zydowskiego", gdyby problem powstal w 1945.

Ci tworcy sa wiec czesto postrzegani przez innych jako Zydzi, ale sami siebie nie widza w tych kategoriach. W latach bardzo mlodych czytywalem ksiazki malzenstwa Centkiewiczow, pary specjalizujacej sie w opowiesciach z Arktyki: "Odarpi, syn Egigwy", "Biala foka" etc. Kiedy Czeslaw Centkiewicz, wiceprezes Zwiazku Literatow Polskich, pojawial sie na zebraniach, Slonimski mruczal: "przyszedl Zyd polarny", albo "wiceprezes jest synem chasyda i bialej foki". Centkiewicz sie pienil, bo naprawde nie uwazal sie za Zyda. Ania Bikont przyslala mi jakis czas temu fragment wspomnien Mariana Brandysa, ktory w oflagu w Woldenbergu znalazl sie w baraku zydowskim - nie potrafil sie tam odnalezc, bo odnosnikiem jego rzeczywistosci byla kultura polska. Z nieco mlodszego pokolenia pisal o tym kilkakrotnie Urban, ktory jest przykladem skrajnym, ale nie wyjatkowym.

Sadze, ze u Hanin istotny byl tez dodatkowy czynnik: zwiazala sie z komunizmem od bardzo mlodych lat i jej stosunek do wlasnych korzeni nie byl inny niz u znacznej czesci komunistow-Zydow. Jej mezem byl Leon Pasternak, pisarz, poeta i politruk, bez reszty wierny idei do konca swoich dni (umarl w 1969). Widzial sie w kategoriach internacjonalistycznych, a nie narodowych. Istnialy wyjatki, np. Wygodzki czy Stryjkowski, ale to wybor Pasternaka i Hanin byl wyborem typowym.

Z Grodzienska jest troche inaczej i nie calkiem to rozumiem, bo ona potrafi wrecz zaprzeczyc, ze jest Zydowka, chociaz wszystkie slowniki literackie pisza w o jej pobycie w getcie i tomiku "Dzieci Getta". Nie jest zreszta w tym osamotniona - w jej srodowisku jest kilka takich kobiet, wszystkie zwiazane z literatura.

Powyzsze nie jest proba zaprzeczenia racjom Ani czy Wlodka - rzeczywistosc powojennej Polski odegrala role oczywista i niemozliwa do zanegowania. Ale uwazam, ze w przypadku tworcow czynnik akulturacji byl dominujacy.

Henryk D.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Mon, 11 May 1998 13:25:17 -0400
From: "hdasko" <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Zyd artystyczny

Julek,

Madrze napisane. Nie wiem, czy dokladnie tak jest, ale ten element na pewno istnieje. Napisalem, ze nie jest moja intencja zaprzeczenie twierdzeniom Ani i Wlodka, bo maja swoje racje. Mysle, ze to tez sie bardzo zmienia w zaleznosci od osoby, i ze moznaby wyroznic pewien zakres motywow, ktore takie, a nie inne zachowania powoduja.

Te motywy beda zawieraly zarowno to, o czym piszesz ponizej, jak i to, co ja opisalem. Proporcje beda rozne w indywidualnych przypadkach.

Best,

Henryk

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Mon, 11 May 1998 13:47:16 +0200
From: "Leo Kantor" <adekvat@xxxxxxx.se>
Subject: Rozwazania o pochodzeniu

>    Niedawno byl na "Polonii" reportarz o Stefanii
>    Grudzienskiej, jednego slowa na temat skad pochodzi.
>    To na prawde sztuka mowic o osobie przez 2 godz.
>    i nic nie powiedziec o tak waznym detalu w jej
>    zyciu. To samo bylo z Ryszarda Hanin i innymi

No i co z tego ?

Jakie to ma znaczenie ? I co to komu da ? Jesli Hanin czy Grodzienska,czy ktokolwiek inny zadeklarowaliby publicznie o swoim pochodzenia i przewentylowali swoj zyciorys.

Sprawa poczucia przynaleznosci narodowej nalezy tylko i wylacznie do tych indywidualnych prywatnych osob. Nikt nie powinien sie w tym grzebac i do tej sprawy wtryniac. Jest to bowiem sprawa niezwykle intymna, wyzsza sfera prywatnej swiadomosci.

Wlasnie nikt inny jak prymitywny Gomulka zazadal od nas w marcu 68 afirmacji narodowej. Byla to wprostej linii goebelsowsko- hitlerowski numer. Nie powinno byc, innego kryterium oceny czlowieka w tym aktora, rezysera, stolarza czy pisarza, jak tylko pod wzgledem jego czynow, postepowania, stosunku do innego czlowieka ( rozwijam tu w przyblizeniu mysl Jacka Kuronia wypowiedziana w Teatrze Zydowskim w Warszawie na rocznicy 30-lecia Marca 68). Kazda inna metoda czy sposob oceny czlowieka pd wzgledem jego pochodzenia, rasy, religii, koloru skory prowadzi do tego co juz dobrze znamy. Te lekcje przerobilismy juz wiele razy.

I powiedzmy sobie w koncu , bo wiemy o tym bardzo dobrze, ze same deklaracje o zydostwie o niczym nie swiadcza. Sa bowiem Zydzi szlachetni i dobrzy - sa tez, jak w kazdej innej narodowosci gnidy. Sa Zydzi madrzy i wrazliwi - spotykamy tez polglupkow i chamow. Sa ciepli, oddani , uczuleni na los innego czlowieka lub tez wredni i bezczelni.

Natomiast inna sprawa, nie mniej dla mnie wazna , jest jezeli mowi sie zle z niechecia lub nawet z pogarda o Zydach. Wypowiedzi takie czasem maja miejsce nie tylko wsrod "gojow" czy antysemitow. Jezeli myslimy, ze w wsrod naszej emigracji takich nie ma, to sie mylimy. Emigracja pomarcowa nie jest jednolita i zintegrowana pod sztandarem dobra i szlachetnosci. Przynaleznosc do niej nie statuuje tych pojec. Mialem okazje przyczytac i uslyszec uragajace narodowi zydowskiemu prymitywne wypowiedzi ze strony osob z naszej lapanki. W kazdym przypadku kwalifikowalyby sie takie wypowiedzi do potepienia lub co najmnie do pociagniecia za ucho, jesli nie dania w nos osobnikowi taka postawe prezentujacemu.

Ocena czlowieka, jego prywatnego i wlasnego odczucia przynaleznosci narodowej jest materia delikatna. Unikajmy szperania w niej i gloszenia pospiesznych i niekontrolowanych ocen. W dyskusjach na temat pochodzenia z naszej strefy geoetnicznej jest wciaz zbyt wiele zaewoluowanych w aksamitna powloczke , zolci, goryczy , rozzalenia i pretensji , ze ja jestem taki/taka jaki/jaka jestem , a inni chca byc innymi, i ze wszyscy naokolo musza byc takimi jak ja sobie wyobrazam. Jest to czesto problem osob majacych problemy z samym soba. Nie jest bynajmniej problem etnicznego samookreslenia. Czesto kryje sie pod tym zwykla zlosc i niczego innego wiecej nie dostrzegam w tym krajobrazie. Zlo jest zawsze zaprzeczeniem szlachetnosci, harmonii i dobroci niezlaeznie od tego czy jest sie Polakiem czy Zydem dunskim pochodzenia ukrainskiego z matki cyganki wegierskiej obecnie na paszporcie kanadyjskim.

Dyskusja na temat pochodzenia czesto jest sciagana na poziom dywagacji czy pisiorek Dany Cohen International , jak ona jeszcze go miala, mial obciety napletek czy tez nie, czy ma ona prawo reprezentowac panstwo zydowskie.

" Zbaw mnie Panie od pogardy i nienawisci" napisal kiedys w swoim wierszu wspanialy poeta Natan Tenebaum. Zyd szwedzki, pochodzenia polskiego, urodzony na Bialorusi. Czytajmy jego wiersze byc moze one pomoga nam zyc razem z tymi przechrzczonymi i gojami czy polzydami i wszelkiego innego koloru, wiary i narodowosci ludzmi - zyc pelniej, lepiej i godniej. Pod warunkiem oczywiscie ze oni nie beda chcieli rzucac na nas kamieniami lub ranic slowami. Ale czy nie jest czasem tak, ze nasz dobry znajomy lub najblizszy z tej samej synagogi czy parafii , dotyka nas bez powodu tak mocno, ze chce nam sie po prostu wyc. Dobry Panie zbaw mnie i moich przyjaciol od takich, nawet jezeli sa oni z pomarcowej emigracji z udokumentowana i ogloszona publicznie przynaleznoscia narodowa.

L.Kantor

To: Reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Mon, 11 May 1998 17:50:36 EDT
From: ITuchnitz <ITuchnitz@xxx.com>
Subject: "Piesn ujdzie calo"

Ok. rok temu wyczytalem na lamach warszawskiego "Slowa Zydowskiego" w polskojezycznej czesci calostronicowy artykul o Stefanii Grodzienskiej. A to z tej okazji, ze przyjechala na weekend do zydowskiego domu wypoczynkowego w Srodborowie na odczyt o swoim zyciu. Zaproszona zostala przez TSKZ. Opowiadala duzo o sobie, o getcie... Ciekawe co ja do tego sklonilo. Czesto ludzie na stare lata powracaja do swojego Zydostwa. A moze ktos z polskich czlonkow swietlicy byl na tym spotkaniu i moze nam troche opowiedziec jak sie Grodzienska zachowywala na "zydowskim podworku"? Jurek Dabrowski

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Mon, 11 May 1998 20:43:59 -0400
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Re: Rozwazania o pochodzeniu

Leo,

Cos ty sie tak na siebie uwzial? Co paragraf, to zaprzeczenie wlanych tez. I, jakbys siebie nie czytal, dokladasz biednemu Natanowi, co nie jest z zadnej lapanki. Podejrzewam, ze po prostu pospieszyl sie z wyjazdem. To przeciez polski poeta z prawdziwego zdarzenia. A ty robisz z niego Vikinga pochodzenia bialoruskiego. Jesli panie Grodzienska i Hanin publicznie nie przyznaja sie do pochodzenia zydowskiego to ich sprawa, ale ukrywanie swojego pochodzenia na festiwalu filmow zydowskich, przed zydowska publicznoscia, w Stanach, nie jest normalna reakcja. Obawiam sie, ze pani Hanin potraktowalaby twoja publiczna obrone jej zydowskiego pochodzenia jako niedzwiedzia przysluge. Z takimi obroncami nie trzeba wrogow. Co do Gomulki, to mnie wcale nie bolalo, ze mialem sie samookreslic. Bylem polskim Zydem przed nim i po nim. Parszywosc jego polityki polegala na wyodrebnieniu mniejszosci zydowskiej, jako spolecznosci nielojalnej, antypolskiej, nie zaslugujacej na zaufanie. Mylisz sie, ze Gomulka zadal od nas afirmacji narodowej. Gomulka twierdzil, ze Zydzi polscy niezaleznie od deklaracji nie spelniali warunkow wymaganych od obywateli polskich. Dlatego wyjechalem.

Napletki pozostawie innym.

Nie daj sie zwariowac,

Wlodek Rozenbaum

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Mon, 11 May 1998 18:56:53 +0200
From: "Julius Pilpel" <julpil@xxxxxxx.dk>
Subject: Re: Zyd artystyczny

Heniu,

Jest cos, o czym nie wspominasz w swoim liscie, cos, co jest piekielnie istotne.

Bycie Zydem jest niewygodne. Bycie Zydem - to tylko problemy, nic wiecej. Gdyby przeszlosc Hanin i Grodzienskiej byla inna, z pewnoscia powiedzialyby w wywiadzie: "Jak Pan wie, moj ojciec byl Francuzem", lub "moja mama byla Wloszka". Bycie Wlochem, Francuzem czy Szwajcarem dodaje tylko uroku. Nie musze dodawac, co dodaje bycie Zydem w Polsce. I nie tylko w Polsce.

Piszesz:

"Nie sadze jednak, zeby glowna role graly tu percepcje
polskiej publicznosci czy tez chec przemilczania pewnych
tematow z powodow koniunkturalnych"(..)

Pozwole sobie miec zdanie odmienne. Moze percepcje polskiej publicznosci nie graja glownej roli, ale z pewnoscia role istotna. Dalej piszesz:

"Morgensztern, Hanin, Grodzienska i wielu im podobnych
to ludzie ze swiata polskiej kultury, identyfikujacy sie przez
to z Polska znacznie silniej niz przecietny czytelnik gazet. Nie
chodzi tu nawet o stopien asymilacji, tylko raczej o akulturacje,
wymiane wlasnych symboli kulturowych na inne."

I znow sie nie zgadzam. Tacy ludzie, moim zdaniem wymieniaja nie tylko, jak piszesz, symbole. Wymieniaja przede wszystkim siebie samych. Jesli aktorka w wywiadzie telewizyjnym przeskakuje tak istotny okres w swoim zyciu, wyrzuca czesc siebie. I nic to, ze wsrod znajomych czy przyjaciol mowi o swojej zydowskiej przeszlosci. Przeciez wie, ze oni o tym wiedza. A wsrod szerokiej publicznosci tego nie powie, poniewaz sie w s t y d z i. Poniewaz jest to n i e w y g o d n e . Jeszcze dalej piszesz:

"Przypuszczam (a troche i wiem z obserwacji), ze dla
wielu z tych polskich tworcow ich zydowskie pochodzenie
jest sprawa wlasciwie nieistotna"(..)

Jesli jest to sprawa nieistotna, bedzie tez nieistotna po tym, jak wspomna o swoim zydowskim pochodzeniu. Nie mowie o afiszowaniu sie, a o naturalnym komentarzu, dotyczacym tak waznego momentu zycia, jakim byla okupacja.

Doskonale rozumiem tych ludzi. Ale nie mam do nich szacunku. To wszystko.

Sciskam Julek P.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Tue, 12 May 1998 02:50:50 +0200
From: Julian S. Bielicki <J.S.Bielicki@xxxx.xxxxxx.de>
Subject: Re: Rozwazania o pochodzeniu

No ale zdaje sie, ze Pani Albright tez byla bardzo zdziwiona, jak sie dowiedziala z prasy, ze jest pochodzenia zydowskeigo? A pare ulic dalej tutaj mieszka jej kuzynka ze Slowacji, z rodu Korbel, ktora sie dziwi ze Pani Albright sie dziwi, bo przeciez prawie cala jej rodzina Korbel zostala wywieziona do obozow zaglady. A Pani Albright nic o tym nie wiedziala. Taka malo poinformowana jest Pani Minister Spraw Zagranicznych USA. To czego wymagac od zastraszonych Zydow w Polsce?

Julek - dokladny

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Tue, 12 May 1998 14:51:01 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: "Byc Zydem..."

(Uwaga: dlugie)

Dorobilismy sie wiec dwoch zasadniczych postaw: tej liberalnej (Elzbieta, Leszek, Staszek, nizej podpisany) i tej nieprzejednanej: Julek P., ktorego slowa Mariana Brandysa przyprawiaja o awarie perystaltyki, i Wlodek Roz., ktory troche na wyrost pisze o "ukrywaniu swojego pochodzenia" przez Ryszarde Hanin, co, sadzac z jego poprzedniego i szczegolowego opisu, nie calkiem odpowiada rzeczywistosci. Wlodek zauwaza tez, ze Stryjkowski sie ochrzcil, natomiast on sam zawsze okreslal sie jednoznacznie jako Zyd. Podawanie wlasnej osoby za przyklad w dyskusji o szerszych wymiarach wydawalo mi sie zawsze metoda niebezpieczna, albowiem sugeruje wyzszosc naszych moralnych rozwiazan ponad innymi. A to jest argument, ktory zazwyczaj nietrudno obalic.

Ania Lec, ktora znajduje sie gdzies posrodku, wspomina swojego tescia, Stanislawa Jerzego Leca i pisze, ze pominiecie jego zydowskiego pochodzenia stworzyloby sylwetke niepelna i niezrozumiala. Bezsprzecznie, ale to jest sformulowanie niepelne, bo przeciez chodzi o cos znacznie szerszego. Otoz Lec, poeta znakomity i nie calkiem doceniony, jest swietnym przykladem skomplikowanej natury ludzkiej i zyciorysow, nie poddajacych sie latwej systematyce Wlodka. Byl lwowiakiem i wiedenczykiem, baronem K.u.K. monarchii austro-wegierskiej (pelne nazwisko Ani brzmi Anna Karpinska Baronin de Tusch-Letz), epigonem literackiej i kulturowej tradycji galicyjskiej. Byl tez ideowym komunista i autorem pierwszego polskiego wiersza slawiacego Jozefa Stalina, drukowanego we Lwowie bardzo wczesnie, bo juz w grudniu 1939. Po wojnie (getto, ucieczka, partyzantka AL), po kilku latach na dyplomatycznym stanowisku we Wiedniu, wyjechal do Izraela. Z Izraela, jako jeden z niewielu, po kilku latach reemigrowal do Polski. Po powrocie stworzyl nowy dla polskiej literatury gatunek antytotalitarnego aforyzmu filozoficznego, w ktorym okazal sie jednym z tworcow najwybitniejszych, i to dalece nie na skale lokalna.

Pisze o tym z detalami, bo losy Leca, nawet jak na polskich Zydow niezwykle zawiklane, ilustruja ulude uproszczonych kryteriow Wlodka. Jak zakwalifikowac Leca? Co on sam powiedzialby o sobie? Czy jego slowa, jakie by nie byly, przyprawilyby Julka o odruch wymiotny?

Wlodek oburza sie, ze Stryjkowski sie ochrzcil. Moze i sie ochrzcil, ale sprobuj wyrwac z powojennego dorobku kulturowego Zydow polskich jego ksiazki i zobacz, co zostanie. Wiec moze, mimo tego, ze sie ochrzcil, byl d o b r y m  Z y d e m  ? Wspolczesna kinematografia polska nie obfituje w obrazy Zydow, nie obfituje w nie tez tworczosc sceniczna. Wytnij z tego te dwie role Ryszardy Hanin, o ktorych przed kilkoma dniami pisalem i przyjrzyj sie resztkom. Wiec moze i Hanin, ktora nie wstala na festiwalu w Waszyngtonie, nie uklonila sie z usmiechem i nie powiedziala po polsku "jestem Zydowka", moze i ona okazuje sie Z y d o w k a  p r a w d z i w a ?

Ochrzczony byl Slonimski, a Tuwim mial w swoim dorobku wiersze, okreslane jako zatracajace o antysemityzm. Ochrzcil sie Hemar, ktory naprawde nazywal sie Jan Marian Hescheles, i wcale nie dlatego, ze przed wojna kabaretowy autor musial byc chrzescijaninem. Pisal o tym (Julek, lec po torebke):

"...Ze niezaleznie od tego
Z jakiego pochodze miasta
Ja w ogole nie jestem
Polakiem od krola Piasta.
Z krwi lechickiej, z przypadku
I z metrykalnych przyczyn
Moja ambicja, ze jestem
Polakiem ochotniczym...

... Moglem urodzic sie w Pinsku,
W Radomiu czy w Lezajsku,
Moglbym dzis Horacjusza
Przekladac po hebrajsku,
Moglbym byc w Izraelu
Satyrycznym gwiazdorem -
W tym sek, ze bym nie mogl - bo jestem
Polakiem amatorem..."

Wiec jesli zwazyc powyzsze, to moze Elzbieta i Leszek maja racje, moze sprawy samookreslenia i tozsamosci naleza do sfery prywatnej i wylacznie prywatnej, nie podlegajac cudzym - z definicji uproszczonym - ocenom?

=============

Julek P., wczoraj mniej nieprzejednany, napisal blyskotliwie, ze bycie Zydem jest tylko niewygodne, natomiast posiadanie ojca Francuza dodaje uroku. To jest w znacznej czesci prawdziwe: piosenkarka Joanna Rawik wspomina od czasu do czasu o swoim dziecinstwie w Rumunii, Stanislaw Dygat napomykal o francuskich przodkach, Tadeusz Konwicki i Czeslaw Milosz podkreslaja wlasna litewskosc. O zydowskich korzeniach, zdawaloby sie, malo kto pisze. Ale i to okazuje sie nie calkiem jednoznaczne.

Tytul niniejszych uwag, "Byc Zydem...", jest tytulem niezwykle ciekawych wspomnien Andrzeja Wroblewskiego, wydanych w 1992 roku. Wroblewski, niezyjacy juz dzis stary socjalista, byl dziennikarzem i krytykiem teatralnym. Do wydania ksiazki nie identyfikowal sie publicznie jako Zyd. Takich ksiazek mam sporo, wszystkie wydane w ciagu ostatnich kilku lat: "Wyznanie mojzeszowe" krakowskiego pisarza i krytyka Henryka Voglera, "Nowolipie" Jozefa Hena, "Bialy kamien" Anny Boleckiej. U Goldy Tencer na scianie widzialem afisz rocznicowego spektaklu z nazwiskami najswietniejszych artystow warszawskich scen, ktorzy - podobnie jak zyjacy z piora Hen, Bolecka czy Tomasz Jastrun - jakos nie boja sie byc identyfikowani z tematem zydowskim. Ksiazek o polskich Zydach (w tym literatury pieknej) jest bardzo wiele, a przewazajaca ich czesc pisana jest nie przez Zydow, ale przez Polakow. Jakos mi ta rzeczywistosc - nie wymyslona, ale udokumentowana - koliduje z wizja polskiej publicznosci, bojkotujacej spektakle z Zydowka w roli glownej.

Wszystkie te ksiazki wychodza w Polsce wspolczesnej, postkomunistycznej, pelnej antysemickich pisemek w kioskach i takichz napisow na murach. W rzeczywistosci postrzeganej przez nas jako n i e p r z y j a z n a  Z y d o m  nawet kobieca pisarka Maria Nurowska, znana z produkcji literackiej masowki, pisze zyczliwe ksiazki o Zydowkach. Wiecej: Krzysztof Kakolewski jest autorem ksiazki o pogromie kieleckim pt. "Umarly cmentarz", jednoznacznie sugerujacej, ze bylo to dzielo zydowskiego UB. Ten sam autor wydal przed paru laty tom opowiadan "Szukanie Beegera", ktory reklamowal jako "trzy wstrzasajace nowele na temat swiata i kultury Zydow polskich, zniszczonych z nienawisci, pochlonietych przez historie."

Ksiazki te, a takze moc innych tytulow na tematy zydowskie, wydaja wydawcy komercjalni i wolnorynkowi, zalezni od percepcji czytelnikow. W czasach internacjonalistycznej wladzy, zanim jeszcze inkwizytorski Kosciol i czarnosecinna "Solidarnosc" wypuscily upiory z dzwonnicy i kruchty, takich ksiazek w Polsce z zasady nie drukowano. Jestem milosnikiem paradoksu i przeciwnikiem powierzchownych konkluzji, wiec zauwaze tylko, ze nic w naturze nie jest rownie proste, jak pragna to wiedziec nasi nieprzejednani.

Serdecznosci,

Henryk D.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Wed, 13 May 1998 01:10:53 +0200
From: "Julius Pilpel" <julpil@xxxxxxx.dk>
Subject: Re: "Byc Zydem..."

Heniu, Aby z Toba dyskutowac, trzeba sie dobrze najesc. Nie jest to dla mnie nowoscia, chociaz akurat w tej dyskusji nazwisko Brandysa przyprawia mnie o mdlosci i po krotkiej procedurze(!) znow bede musial cos zjesc. List Twoj jest rzeczywiscie dlugi i przez to nie mniej ciekawy. Kilka uwag (fragmenty, gdzie wymieniasz lub zwracasz sie do mnie):

Jestem tak samo liberalny, jak wszyscy inni. W postepowaniu ludzi (Zydow i nie Zydow) interesuja mnie przede wszystkim mechanizmy psychologiczne: dlaczego postepuja tak, jak postepuja. W tej dyskusji nie interesowalo mnie, czy ktos jest "dobrym" czy "zlym" Zydem, badz "prawdziwym", lub "nieprawdziwym". Nie rozumiem, jaki zwiazek z dyskusja nasza ma obszerny fragment dziejow S.J. Leca.

Piszesz:

"Jak zakwalifikowac Leca? Co on sam powiedzialby
o sobie? Czy jego slowa, jakie by nie byly, przyprawilyby
Julka o odruch wymiotny?
"

Heniu, co znaczy: "jakie by nie byly"? A jakie byly? Lec jest dla mnie polskim poeta pochodzenia zydowskiego, gdyby twierdzil inaczej, moglby mnie rzeczywiscie przyprawic o mdlosci. Przeciez, do diabla, zydowskiego pochodzenia nie mozna wyrzucic!

Roznica miedzy Hemarem a Brandysem jest ogromna. Chodzi o samookreslenie sie. Brandys nie chcial sobie wpisac pochodzenia zydowskiego. Hemar pisze o sobie, ze jest "Polakiem ochotniczym", "Polakiem amatorem". A wiec z autoironia. Przyprowadzony przez Ciebie wiersz Hemara jest bardziej na moja korzysc i potwierdza teze, ze mozna byc polskim tworca i czuc sie Polakiem, a jednoczesnie nie zapominac swoich korzeni. Jestes, jak piszesz, przeciwnikiem powierzchownych konkluzji. Ja tez. Piszesz:

"Nic w naturze nie jest rownie proste, jak pragna
to widziec nasi nieprzejednani."

Nie moge sie z Toba nie zgodzic. Ale jako ze pijesz do mnie, to dodam: Sa czasami rzeczy duzo bardziej proste, anizeli nam sie wydaje. Niepotrzebnie je komplikujemy, starajac sie doszukac Bog wie czego.

Brandys i jemu podobni nie wierza w to, ze w kraju o tradycjach antysemickich uwierza, ze jest on POLSKIM pisarzem, ze jest rzeczywiscie POLAKIEM. Brak akceptacji jest straszny, zwlaszcza dla tworcow. W zwiazku z tym krzyczy wiecej, glosniej. Kogo stara sie przekonac? Sam siebie?

Sa tez tacy, ktorzy milcza. Ktorzy ukrywaja swoje zydowskie pochodzenie przed szeroka publicznoscia. Bo sie boja, ze po odkryciu sie ich rowniez przestana uwa- zac za polskich tworcow, za Polakow.

Wybacz rzeczywiscie szybka i byc moze zbyt powierzchowna analize. Ale nie wydaje Ci sie, ze cos w tym jest?

Sciskam Cie Julek Pilpel

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Tue, 12 May 1998 23:55:46 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: "Byc Zydem..."

Julius Pilpel napisal (o Marianie Brandysie):

JP> Przeciez, do diabla, zydowskiego pochodzenia
JP> nie mozna wyrzucic!

Julku, przyjacielu, nie denerwuj sie. To czysto teoretyczne dywagacje.

Mam do Ciebie pytanie: czy sadzisz, ze Michael Ondaatje, kanadyjski pisarz, autor "The English Patient", pol-Cejlonczyk, pisze sobie w papierach "pochodzenie cejlonskie"?

Best, Henryk

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Wed, 13 May 1998 11:42:24 +0200
From: "Julius Pilpel" <julpil@xxxxxxx.dk>
Subject: Re: "Byc Zydem..."

Henryk, Z psychologicznego punktu widzenia zatajanie, ukrywanie czegos swiadczy o istniejacym problemie. Pol- Cejlonczyk mnie nie interesuje, natomiast interesuje mnie reakcja polskiego Zyda, ktory Zydem nie ma ochoty byc. Ty starasz sie dopisac jemu i jemu podobnym jakies szlachetne pobudki. Bronisz ludzi sztuki, ktorzy poprzez swoje uniwersalne poslannictwo znajduja sie jakoby w innym swiecie. Jeszcze raz: Marian Brandys jest (byl) Polakiem i polskim pisarzem. Rozumiem to i akceptuje. Natomiast nie moge zaakceptowac p o l s k i e g o  p o c h o d z e n i a  Brandysa, ktore to wpisal sobie do oficjalnych papierow. I jesli odpowiesz, ze kazdy ma prawo do takiego pochodzenia, jakie chce miec - tutaj dyskusja najprawdopodobniej zakonczy sie.

Pozdrawiam Julek P.

To: hdasko@astral.magic.ca
Date: Wed, May 13 1998 18:35:38 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: "Byc Zydem..."

HD>    [...] Tomasz Jastrun - jakos nie boja sie byc
HD>    identyfikowani z tematem zydowskim.

No, wiesz, Henryku, nie badzmy moze tacy pochopni. Faktem jest, ze piszac jako Charlamp czy Smecz w dalekiej Kulturze, wyraza swiatle opinie. Ale moze nie zawsze tak na "zywo". Znam go tylko pobieznie, ale jak za jego wowczas dyrektorowania Instytutem Polskim w Sztokholmie, na pokazie filmu Marcela Lozinskiego "Swiadkowie—Kielce 1946" w obecnosci rezysera pochwaliwszy film osmielilem sie jednak zglosic zastrzezenie _asekurantyzmu_ wobec zaczecia go cytatem z Kerstenowej a.d. 1981 (od tego czasu przez nia zdezawuowanym) o —z grubsza— niewyjasnionej do konca roli UB/NKWD, czyli tzw watku prowokacyjnego w Kielcach, to zachowal sie jakby sam fakt istnienia czy pokazania tam tego filmu stawial go poza nawiasem krytyki, a moje slowa byly jakims oszczerstwem wobec Dobrego Smaku, o ile nie Dobrego Imienia Polski. Dyskusje zgasil w zalazku. Rezyser tez uwazal to za chwyt ponizej pasa.

HD>    [...] Wiecej: Krzysztof Kakolewski jest
HD>    autorem ksiazki o pogromie kieleckim pt.
HD>    "Umarly cmentarz", jednoznacznie sugerujacej,
HD>    ze bylo to dzielo zydowskiego UB. Ten sam
HD>    autor wydal przed paru laty tom opowiadan
HD>    "Szukanie Beegera", ktory reklamowal jako
HD>    "trzy wstrzasajace nowele na temat swiata
HD>    i kultury Zydow polskich, zniszczonych
HF>    z nienawisci, pochlonietych przez historie."

No i co z tego? A jeszcze wczesniej napisal ksiazke "Co u pana slychac?" bedaca zbiorem wywiadow ze zbrodniarzami hitlerowskimi w Niemczech (bardzo dobra). Twoj argument traci jakas symetria, ze nic nie jest jednoznacznie zawsze czarne czy zawsze biale. A dla mnie jest to tylko dowod na schizofrenie mentalnosci Kakolewskiego (a w pewnym sensie szerszej masy Polakow) w kwestii zydowskiej. Co za "kwestii zydowskiej"? Bardzo proste: prawa Zydow do egzystencji, istnienia w ramach polskosci. Kakolewski na co-tydzien produkuje sie w "Ich Polsce", niejednokrotnie z watkami zydozerczymi. Widocznie odkryl nisze publicystyczna, ktora udalo mu sie wypelnic (dzielac ja czasowo z Robertem Jerzym Nowakiem; Leszkiem Zebrowskim i Waldemarem Lysiakiem.)

Tomasz Jastrun niewatpliwie nalezy do tych swiatlych w narodzie, ale nie zapominajmy, ze on tez nie jest wolny od nalecialosci mentalnosci "hurrapatriotycznej" zaakumulowanej we wszystkich tych, ktorym dane bylo przezyc 40 lat PRLu.

__L

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Wed, 13 May 1998 22:33:41 +0200
From: Josef Zorski <josef@xxxxxxxxx.se>
Subject: Re: "Byc Zydem..."

JP>       [...] nie moge zaakceptowac p o l s k i e g o
JP> p o c h o d z e n i a Brandysa, ktore to wpisal sobie
JP> do oficjalnych papierow. I jesli odpowiesz, ze kazdy
JP> ma prawo do takiego pochodzenia, jakie chce miec -
JP> tutaj dyskusja najprawdopodobniej zakonczy sie.

JP> Pozdrawiam
>   Julek P.

A ja rozumiem Brandysa,jak i wszystkich ludzi ktorzy przezyli okupacje w ukryciu,w gettach,w obozach, i potem juz nigdy nie chcieli wrocic do zydostwa.Wielu bylo takich,ktorych slowo Zyd do dzis napawa strachem, niesmakiem,nawet odraza.Byli ludzie,ktorzy przezyli straszne rzeczy wsrod swoich, i doznali strasznych rzeczy od innych Zydow... To kompleks,uraz,chorobliwy strach. Poza tem w Polsce nigdy nie bylo dobrze byc Zydem, bylo to cos wstydliwego jak garb lub choroba. Paradoksalnie wlasciwie,nie rozumieli tego nigdy Zydzi ktorzy nie byli w pelni lub nawet czesciowo bardzo zaasymilowani.Dla nich tez nie zrozumiala byla postawa ukrytych Zydow. Osobiscie uwazam,ze kwestia zydowstwa to rzecz b.osobista,nalezaca nawet do sfery intymnej.Nie brak na swiecie ludzi wielkich,wplywowych itp,ktorzy swoje pochodzenie traktuja jako balast,niepotrzebny szczegol,ryse na zyciorysie. Z drugiej strony,ostatnie dziesieciolecia wykazaly odrodzenie sie narodowego,bezkompleksowego i najzupelniej normalnego ruchu zydowskiego wsrod Zydow w galucie, i to jest fantastyczne.Szczegolnie rozwoj w USA jest ciekawy.Ksiazka Dersowitza byla juz sygnalem tego procesu(Chutzpa) najbardziej ciekawi mnie,czy taki prawdziwy ,szczery ruch moze powstac w takim kraju jak Polska.Mialem na ten temat wiele dyskusji z Krajewski jak tu byl,bo ja w to nie wierze. co do Brandysa.Kochani,nie zapominajmy ze ten czlowiek napisal Samsona. Cudowna ksiazke obnazajaca prawde o polskim antysemityzmie, przedwojennych palkarzach,gettcie lawkowym,zyletkarzach bijacych zydowskich studentow itp. To nie jest przypadek,ze jest to ksiazka zapomniana w dzisiejszej Polsce.Wlasnie ta ksiazka jest nie do strawienia dla tych ktorzy przepisuja historie polskich Zydow. Ja wierze,ze zarowno wsrod Zydow jak i nie Zydow nadejdzie czas ogolnej tolerancji,gdzie nie bedzie sie zwracalo uwagi na "pochodzenie" czy tez zagladalo ludziom do zyciorysow. Zwyciestwo izraelskie na festiwalu piosenki jest byc mozem symptomem tych utopijnych czasow- tolerancja,liberalizm,humanizm,wszystko to zwyciezy nad ciemnota,zacofaniem,ksenofobia,nietolerancja. Moze to tylko bajka,ale milo sobie popisac. Jozek Zorski Yossi.Ja Tobie nic nie wkladalem,po prostu rozczulilo mnie to,ze posrednio przyznawales racje tezom Sidora o zdradzieckiej naturze Zydow. Ale rozumiem,ze moze uderzylem ponizej pasa,wiec w ramach przeprosin oswiadczam,ze nawet jezeli Ci cos wkladalem,to teraz wyjmuje, i wiecej nie bede.

To: ianf@xxxxxx.se
Date: Wed, 13 May 1998 17:21:13 -0400
From: "hdasko" <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: "Byc Zydem..."

Witaj, Lucjanie -

LF>    [Tomasz Jastrun] dyskusje zgasil w zalazku.
LF>    Rezyser tez uwazal to za chwyt ponizej pasa.

To bardzo ladnie opisana i prawdziwie brzmiaca historia. Jastrun w piorze jest znakomity, ale publicznie bywa fatalny. Nie pisalem o jego zaletach towarzyskich lub ich braku. Nie pisalem o jego postepowej czy wstecznej wizji swiata. Pisalem, ze Jastrun, czlowiek zyjacy z piora, i to bynajmniej nie w http://serwisy.gazeta.pl/img/w/w.gif GW, identyfikuje sie jako w Polsce jako pol-Zyd. Tak jest w istocie. To wszystko, co chcialem powiedziec.

LF>    Twoj argument traci jakas symetria, ze nic nie
LF>    jest jednoznacznie zawsze czarne czy zawsze biale.

LF>    A dla mnie jest to tylko dowod na schizofrenie
LF>    mentalnosci Kakolewskiego (a w pewnym sensie
LF>    szerszej masy Polakow) w kwestii zydowskiej. Co
LF>    za "kwestii zydowskiej"? Bardzo proste: prawa
LF>    Zydow do egzystencji, istnienia w ramach polskosci.
LF>    Kakolewski na co-tydzien produkuje sie w "Ich
LF>    Polsce", niejednokrotnie z watkami zydozerczymi. [--]

Nie, Lucek, nie symetria. Relatywizmem, w znacznej czesci przypadkow, dotyczacych Polakow i Zydow. Kakolewski, ktory pisze plugawe teksty w NP, ma stada uwielbiajacych go przyjaciol-Zydow. Nie mozna mu zarzucic, ze kwestionuje, jak piszesz, "prawa Zydow do istnienia w ramach polskosci". Tytulowym bohaterem najwybitniejszej polskiej powiesci ostatniego dwudziestolecia jest Zyd. Powiem Ci szczerze, ze staram sie unikac jednowymiarowych okreslen na opisanie wiekszosci aspektow polsko-zydowskich stosunkow, bo to bardzo rzadko sie sprawdza. Mam takiego kolege w YIVO, nazywa sie Michael Steinlauf. Napisal dobra ksiazke o tym - "Bondage to the Dead". Czytales?

Best, H.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Wed, 13 May 1998 20:46:17 -0400
From: "Wlodzimierz Rozenbaum" <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Re: "Byc Zydem..."

Heniu,

Czego jak czego, ale elokwencji i stylu nie mozna ci odmowic. Przyjemnie sie czytasz nawet jak trudno sie z toba zgodzic. Oby tak dalej!

Nie ulega watpliwosci, ze szlismy inna droga i dlatego dochodzimy do roznych wnioskow. Ale argumentujemy tak samo. Przeciez ty sam nie robisz nic innego jak wyliczasz kilka tych samych indywidualnych przykladow. Co laczy twoje idealy? To, ze byli albo ukrywajacymi sie Zydami, albo "Zydami na cwierc etatu". Tobie to nie tylko odpowiada, ale probujesz przekonac mnie i innych, ze to sa jakies wzory do nasladowania, bo oni "sprawdzili sie" w kulturze polskiej. Mnie ten argument nie przekonuje. Tuwim nie pisalby gorzej, gdyby otwarcie przyznawal sie do swojego pochodzenia (wiersz "My Zydzi polscy" z pewnoscia mu nie zaszkodzil). Slonimski po chamsku drwil z innych Zydow (on byl lepszy, bo ochrzczony), ale czy to dodawalo wiekszego uroku jego tworczosci i zdobywalo mu wiecej czytelnikow? Stryjkowski i Hanin to dla mnie koniunkturalni rzemieslnicy, ktorzy zawsze chcieli byc z establishmentem i gotowi byli isc na kazdy kompromis (dobrze im bylo za Stalina, po Pazdzierniku, za i po Solidarnosci) - gdyby nie komunizm, ich talentu by chyba nikt nie zauwazyl. Stryjkowski niczym mnie nie poruszyl poza kilkoma glupimi wywiadami prasowymi. Hanin zagrala role swego zycia w filmie "Jeszcze ten las...". Byla w nim Polka z krwi i kosci. Nareszcie! Poza tym nic szczegolnego nie stworzyla. Ja nikomu z tych ludzi nie zazdroszcze i nie zamienilbym sie z nimi miejscami. Ja sie czuje lepiej z moja tozsamoscia. Dla mnie schizofrenia nie jest alternatywa. Nie uwazam, ze trzeba dawac ludziom punkty za pochodzenie, a juz na pewno nie wtedy kiedy dostaja od tego apopleksji.

Wlodek Rozenbaum

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Thu, 14 May 1998 10:10:35 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: "Byc Zydem..."

Drogi Wlodku,

A oto garsc zlosliwie i tendencyjnie dobranych cytatow z Twojego listu:

WR>    Tuwim nie pisalby gorzej, gdyby otwarcie
WR>    przyznawal sie do swojego pochodzenia...
WR>    Slonimski po chamsku drwil z innych Zydow...
WR>    Stryjkowski i Hanin to dla mnie koniunkturalni
WR>    rzemieslnicy... gdyby nie komunizm, ich talentu
WR>    by chyba nikt nie zauwazyl... Stryjkowski
WR>    niczym mnie nie poruszyl poza kilkoma glupimi
WR>    wywiadami prasowymi... Hanin ...nic szczegol-
WR>    nego nie stworzyla...

Uprzejmie nazywasz ich wszystkich "moimi idealami". Drogi Wlodku, nie wspominalem w swoim liscie o idealach. Pisalem natomiast obszernie o uproszczonych ocenach, czego, jak sie zdaje, w ferworze polemicznym nie dostrzegles.

Wiem, ze zartujesz. Podejrzewam, ze "Austerie", opatrzona pieszczotliwym autografem autora, trzymasz na nocnym stoliku, obok konterfektu Rysi Hanin z takaz dedykacja na rewersie. Dzien rozpoczynasz od artykulu wstepnego Adama Michnika w "Gazecie Wyborczej", a to wszystko piszesz wylacznie, zeby mnie sprowokowac...

Serdecznosci, Henryk.

To: hdasko@astral.magic.ca
Date: Thu, May 14 1998 18:39:46 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: "Byc Zydem..."

Henryku, przepraszam ze ja caly czas lawiruje wokol tego samego tematu,
ale przynajmniej wiesz, ze slowa Twe nie przechodza bez echa. Oto ono:

HD>    [...] Kakolewski, ktory pisze plugawe teksty
HD>    w NP, ma stada uwielbiajacych go przyjaciol-
HD>    Zydow. Nie mozna mu zarzucic, ze kwestionuje,
HD>    jak piszesz, "prawa Zydow do istnienia w ramach
HD>    polskosci".

Kazdy, kto produkuje sie w tym organie szmalcownikow, tym samym kwestionuje prawo Zyda do istnienia w ramach polskosci.

__L

To: ianf@xxxxxx.se
Date: Thu, 14 May 1998 12:24:04 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: "Byc Zydem..."

____Textpert Alert____ wrote o NP:

Nie jestem, Lucek, zwolennikiem takich szerokich mazniec pedzla. Wiesz, Andrzejewski i Galczynski przed wojna pisywali w Prosto z Mostu. Nie kazdy, kto tam pisuje, jest automatycznie Antonim Lange. NP nie czytam, wiec czym jest to pismo nie bardzo wiem. Kakolewski, skoro juz o nim mowa, jawi mi sie zdolnym niegdys reporterem, a przy tym artystyczna i intelektualna miernota, obsesjonatem antykomunizmu, ktory nie bez kozery w znacznym stopniu identyfikuje z Zydami. Sadze, ze gdybys mu zadal bezposrednie pytanie o to prawo istnienia, oburzylby sie ogromnie i zaprotestowal. Pewnie nawet napisalby dla Ciebie pean o polskich Zydach. Nie chce na jego fobie odpowiadac moja wlasna.

Best, H.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Fri, 15 May 1998 10:25:12 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: SV: Ktory slownik?

Olek Niemand, o slangowym znaczeniu slowa "jerk", oznaczajacego czlowieka niepowaznego, nie przestrzegajacego ogolnie przyjetych regul postepowania, pajaca:

ON> "Beef-jerky" to jest wlasnie to suszone mieso.
ON> Mozna w dalszym ciagu kupic. A w 1964 roku,
ON> kiedy ten slownik wydano, to znaczenie slowa
ON> "jerk" (zarowno jako rzeczownik jak i czasownik)
ON> bylo nie takie jak dzis.

Niezupelnie. W tym znaczeniu slowo "jerk" nie zmienilo sie od lat 30-tych. Slownik Stanislawskiego tego nie podawal, bo w wiekszosci ignorowal amerykanski slang. Po pierwsze, nie bylo specjalistow; zdaje sie, ze nawet w USA pierwszy powazny slownik slangu ukazal sie pozniej. Po drugie i wazniejsze, prace nad slownikiem Stanislawskiego rozpoczeto w polowie lat 50-tych. Bylo to juz wprawdzie w czasach odwilzy, ale nastepujace strofy pobrzmiewaly jeszcze glosno:

"Dobrze wam bylo pic Coca-Cola.
Ssaliscie nasza cukrowa trzcine,
zjadali nasze ryzowe pola,
zuliscie kauczuk, zloto, platyne,
dobrze wam bylo pic Coca-Cola.

...Po Coca-Cola blogo, rozowo,
za pare centow amerykanskich
sniliscie nasza smierc atomowa,
piec kontynentow amerykanskich.
Po Coca-Cola blogo, rozowo!.."

Albo:

"Pali bubek "Camela"
Z nabozenstwem, po troszku
I z respektem popija
Kawe "Nesca", te w proszku.

Kawa - lura jest podla,
Lecz smakuje mu lura,
Bo ja w darze przyniosla
Atlantycka kultura.

... Gdy bubkowi zagraja
Poczciwego foxtrotta,
Bubek drgawek dostaje
I w podrygach sie miota.

Odpowiada mu taka
Tanca moda ponura,
Bo ja w darze przyniosla
Atlantycka kultura..."

ON> Byl rowniez taniec co sie tez nazywal "jerk" ale sie
ON> nie przyjal i nie wiem czy ktos to jeszcze pamieta.

Ten drugi wierszyk to mniej wiecej o tym tancu (a konkretnie o boogie-woogie).

Nie widzialem ostatniej wersji Stanislawskiego, co jakis czas modyfikowanego, ale poprzednie edycje, mimo oczywistych mankamentow, byly nienajgorsze. Wiem, ze zawodowi tlumacze z zasady od takich slownikow stronia, ale do nieprofesjonalnego uzytku wydaje mi sie calkiem solidne. Slownik Kosciuszki, ktory ktos wspominal, pamietam jako cos znacznie posledniejszego.

Henryk D.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Fri, 15 May 1998 21:43:58 +0200
From: Aleksander Niemand <alex.anacon@xxxxxxx.se>
Subject: SV: SV: Ktory slownik?

Henryk,

Zeby bylo smieszniej, to slowo "jerk" nawet wkradlo do sie do szwedzkiego w slowie "hoppjerka" ktore oznacza kogos kto nie moze usiedziec na jednym miejscu i np. czesto zmienia miejsce pracy No i popatrzcie panstwo: nawet takie prozaiczne slowo jak "jerk" mozna potraktowac powaznie.

Tych wierszykow nie znalem, bardzo ladne. Rewanzuje sie kupletem z kabaretu "Abakus" z Warszawskiej Stodoly, z okazji kolejnej podwyzki cen:

"A kwas siarkowy jeszcze nie zdrozal,
Kwasem siarkowym ugasisz pozar.
Od tego trunku, kochany bratku,
Szumi ci w lbie i masz ogien w zadku
."

Olek - ex hoppjerka

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sat, 16 May 1998 07:22:47 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: "Byc Zydem..." [reunion-serio]

Pisze Wlodek Rozenbaum apropos autoidentyfikacji osob publicznych:

WR>    [...] Tuwim nie pisalby gorzej, gdyby otwarcie przyznawal
WR>    sie do swojego pochodzenia (wiersz "My Zydzi polscy"
WR>    z pewnoscia mu nie zaszkodzil).

Lament i zarazem manifest Tuwima "My, Zydzi polscy" z 1944r. jest proza, nie wierszem, ale mniejsza w tej chwili o klasyfikacje. W tekscie tym autor pisze wyraznie, ze jest "Polakiem, bo mi sie tak podoba. To moja scisle prywatna sprawa, z ktorej nikomu nie mam zamiaru zdawac relacji, ani wyjasniac jej, tlumaczyc, uzasadniac."

Niemniej dwa akapity pozniej pisze, ze gdyby mial uzasadniac swe "narodowe poczucie", to czuje sie Polakiem "dla najprostszych, niemal prymitywnych powodow, przewaznie racjonalnych, przewaznie irracjonalnych, ale bez 'mistycznej' przyprawy. "Byc Polakiem -- to ani zaszczyt, ani chluba, ani przywilej. To samo jak z oddychaniem. Nie spotkalem jeszcze czlowieka, ktory jest dumny z tego ze oddycha."

Czy wiec tak samo bezceremonialnie traktowal swe zydostwo? Raczej glebiej, bo dalej czuje sie zwiazany "CHRZESTEM NAD CHRZESTY: KRWAWYM, GORACYM, MECZENNICZYM BRATERSTWEM Z ZYDAMI. Przyjmijcie mnie, Bracia, do tej zaszczytnej wspolnoty Niewinnie Przelanej Krwi. Do tej gminy, do tego kosciola chce od dzis nalezec." (pisownia oryginalna).

Pisane w rok po powstaniu w getcie warszawskim, dzis brzmi to moze gornolotnie. Wazniejsze jednak, ze wbrew hurrapatriotyczno- nacjonalistycznej "normie" obowiazujacej wtedy na emigracji, Tuwim nie przeciwstawil tam pojec narodowosc -- etnicznosc. Za to mu chwala, bo przeciez nie dyskutowalibysmy tego tutaj, gdyby w tej nowej, "internacjonalistycznej", wszechuprawnionej. Polsce zastosowano tenze miarke.

Mylne sa tez sugestie, jakoby Tuwim nie "przyznawal sie" do swego pochodzenia (skad do negowania go jest juz niedaleko). Nie tylko ze przyznawal sie, ale od najwczesniejszych lat odzwierciedlalo sie ono, nawet jesli mizernie, w jego tworczosci. Inaczej bylo natomiast z afirmacja "czyim" (ktorego narodu) chce byc poeta, gdzie Tuwim bezapelacyjnie _wybral_ bycie poeta polskim, a tym samym, w warunkach przedwojennej polaryzacji narodowosciowej, swiadomego odejscia od tematyki zydowskiej.

Skazeni wlasnymi doswiadczeniami z PRLu, nie zdajemy sobie jednak sprawy jak odmiennie, i jak definitywnie wygladala kwestia wyboru tozsamosci wtedy, kiedy Tuwimowi przyszlo wybierac.

W 1904 roku dziesiecioletni wowczas Tuwim poslany zostal do gimnazjum. W zaborze rosyjskim nie istnialy szkoly z wykladowym jezykiem polskim. Ale w dwa lata pozniej, po Rewolucji 1905 r. i strajkach szkolnych, oslabiony juz Carat zezwolil na powstanie prywatnego polskiego gimnazjum w Lodzi. Przeniosla sie tam czesc uczniow panstwowych szkol rosyjskich. Niezamoznej, choc gleboko spolonizowanej, rodziny Tuwima nie bylo na to stac, wiec Julian kontynuowal nauke az do matury w starym miejscu. W miedzyczasie akt przejscia do polskiej szkoly (czy szerzej: niekorzystania z instytucji zaborcy) nabieral w spolecznosci lodzkiej, szczegolnie wsrod mlodziezy, coraz to bardziej emocjonalnych barw. Kolega szkolny Tuwima Jerzy Szapiro wspomina wrecz fakt ich pozostania tam jako "hanbe", ktora starali sie zatrzec "wspolzawodniczac z kolegami ze szkol polskich w znajomosci rodzinnej historii i literatury, co wymagalo znacznego wysilku pozaszkolnego. Niejednego Niemca i Zyda spolszczyla ta atmosfera polskosci w rosyjskiej szkole."

Ale wkuwanie historii swoja droga, a zycie swoja. Doszlo bowiem do tego, ze komitet porozumiewawczy polskich organizacji (zlozony m/in z "narodowcow" i PPS-u) zarzadzil formalny bojkot uczniow szkol rosyjskich, a niektorym "lamistrajkom" dane bylo zapoznac sie tez z bardziej namacalnymi formami protestu, jak "zrzucanie czapek z glowy infamisom i spychania ich z trotuarow na ulice"; a takze "[...] kolega Marian Kolinski otrzymal nakaz organizacyjny, by publicznie pewnego infamisa spoliczkowac [...] co uczynil na podworzu owczesnego teatru 'Victoria' (pozniejsze kino 'Polonia')" (für die Lodzermensche: Piotrkowska 67 vis-a-vis der Buchhandel "Swiatowid".)

Owym "infamisem" byl nastoletni wowczas Julian Tuwim.

Uderzony tam, gdzie nosil juz jedno znamie, wobec ktorego mial dozywotni uraz. Spoliczkowany dlatego, ze, uznawszy go za Polaka, oczekiwano od niego "polskiej", patriotycznej postawy.

No i nie zapominajmy tez, ze wyboru tego dokonal (1911?) na dlugo zanim spodziewac sie bylo mozna upadku Caratu, a wiec jego decyzja stania sie polskim poeta w prowincjonalnym, scisle _merkantylnym_ miescie pelnym parchow, szwabow, gojow na obrzezach wielonarodowego Imperium, nie podyktowana byla bynajmniej jakimis oportunistycznie pojetymi szansami powodzenia.

        ·
        ·
        ·

Czytam wlasnie w naukowym zurnalu obyczajowym, ze pewien neurolog skonstatowal istnienie specyficznych "okienek" w czasie naszego rozwoju, jedynie podczas ktorych jestesmy podatni na nabycie smaku w muzyce, jedzeniu czy modzie (ktorych sie pozniej trzymamy przez cale zycie; dlatego nie widac wielu osiemdziesieciolatkow z diamentowym gwozdziem przez jezyk, delektujacymi sie sushi w takt Spice Girls). Kto wie, moze istnieje tez specjalne okienko na okreslenie swej tozsamosci jako Polak/ Niepolak maly?


__Lucjan

zrodla:

Julian Tuwim "My, Zydzi Polscy.../ We, Polish Jews..."; opracowanie, wstep i przypisy Chone Schmeruk; Fundacja SHALOM, 1993; ISBN 839010162

Janusz Dunin "Tuwim jako Zyd, Polak, czlowiek"; w "Prace Polonistyczne: Tuwim i inni. W kregu Tworcow XX Wieku" nakladem Lodzkiego Towarzystwa Naukowego; seria LI 1996 (PL ISSN 00794791)

Robert M. Sapolsky "Open Season"; The New Yorker , March 30 1998, p. 57-72

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sat, 16 May 1998 12:16:00 +0200
From: Leo Kantor <adekvat@xxxxxxx.se>
Subject: Tekst o Tuwimie i "tych" co sie zaangazowali.

>> Lament i zarazem manifest Tuwima "My, Zydzi polscy"
>> z 1944r. jest proza, nie wierszem, ale mniejsza
>> w tej chwili o klasyfikacje......
>> Lucjan

Przepraszam. Kto to jest Lucjan autor prawie pelnej interpretacji w dyskusji o pochodzeniu i niezwykle ciekawego tekstu o Tuwimie, pomimo jego internetowej lakonicznosci.

Lucjan podpisz sie pelnym nazwiskiem i podaj kraj.

Zwracam uwage na ten tekst i bardzo polecam czytanie go, dlatego pisze na serio. Po takim tekscie czuje sie, ze nie jestesmy jeszcze w swietlicy zupelnie na dnie.

Przy okazji, jak juz jestem przy komputerze. Ktos zamonitowal na temat "Tych co sie zaangazowali w rehabilitacje marcowa..." itp O co chodzi? Bo kten ktos cierpi i nalezaloby byc moze wyjasnic, aby mu w tych cierpieniach pomoc. Zaangazowalo sie tylko pare osob w rozny sposob na rozna skale i wielu poziomach, ale sie zaangazowalo. Pokazali wole, tak mysle , opowiedzienia " o skurwysynstwie w marcu 68" , poswiecili wiec swoj czas, pieniadze, zaswiadczyli wlasnym udzialem w imprezach, seminariach, wywiadach, spotkaniach na uniwersytetach albo na ulicy pod szarym budynkiem dworca W-Wa Gdanska pod tablica na deszczu.

Co jeszcze oni mieliby jeszcze zgodnie z intencjami autora monitu zrobic, w ktora strone pojsc i o co walczyc, zeby go zadowolic. I dlaczego autor wymienia tych "zaangazowanych", a ja bylem jednym z nich, w kontekscie atrykulu niekoszernego wieprza z noeobcietym albo obcietym knorowskim praciem Jerzego Urbana. To bardzo bym chcial wiedziec dzisiaj.

Henryk Dasko odpowiedzial wprawdzie autorowi monitu, ale jednym tylko zdaniem, bo wyjezdza na dwa tygodnie.

L.Kantor

To: hdasko@astral.magic.ca
Date: Sat, May 16 1998 12:50:59 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Kakolewski w "Ich Polsce" (Re: "Byc Zydem...")

LF>>    Kazdy, kto produkuje sie w tym organie
LF>>    szmalcownikow tym samym kwestionuje prawo
LF>>    Zyda do istnienia w ramach polskosci.

HD> Nie jestem, Lucek, zwolennikiem takich szerokich
HD> mazniec pedzla. Wiesz, Andrzejewski i Galczynski
HD> przed wojna pisywali w "Prosto z Mostu".

O Galczynskim, ktorego tworczosci nie znam niestety dobrze, slyszlem opinie jako najwiekszego antysemity w poezji polskiej. Ale nie bede sie sprzeczal, bo lata przedwojenne nie sa niestety (jeszcze) moja silna strona.

HD> NP nie czytam, wiec czym jest to pismo nie
HD> bardzo wiem. Kakolewski, skoro juz o nim mowa,
HD> jawi mi sie zdolnym niegdys reporterem, a przy
HD> tym artystyczna i intelektualna miernota,
HD> obsesjonatem antykomunizmu, ktory nie bez
HD> kozery w znacznym stopniu identyfikuje z Zydami.

Wiesz Henryku, ja czytalem przez jakis rok (mam okolo 50 numerow) specjalnie dlatego, zeby nie byc pochopnym w mych ocenach. Otoz nie mam watpliwosci, ze gdyby w Polsce istnial oficjalny organ Zwiazku Szmalcownikow —w koncu ludzi teraz okolo, czy dobrze po siedemdziesiatce— to wygladalby m/w tak jak NP. W najlepszym wypadku, bo moglo by byc jeszcze gorzej. Kiedys znajdzie sie ktos kto porowna zawartosc tego parszywca z Der Stürmerem. Der Stürmer "wygra", ale niewielkim odstepem.

HD> Sadze, ze gdybys mu zadal bezposrednie
HD> pytanie o to prawo istnienia, oburzylby sie
HD> ogromnie i zaprotestowal. Pewnie nawet napisalby
HD> dla Ciebie pean o polskich Zydach. Nie chce na
HD> jego fobie odpowiadac moja wlasna.

No coz, jezeli ktos kwestionuje prawo Zydow do bycia czyms innym poza Zydami-Polskimi nacjonalistami, to tym samym kwestionuje prawo ich istnienia. Jak powiedzial ktos madry, ten, kto, chcac walczyc z komunistami, walczy z Zydami, ma nie po kolei w glowie.

__L

To: hdasko@astral.magic.ca
Date: Sat, May 16 1998 12:51:51 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Huelle (Re: "Byc Zydem...")

HD>>>    Tytulowym bohaterem najwybitniejszej
HD>>>    polskiej powiesci ostatniego dwudzies-
HD>>>    tolecia jest Zyd.

HD> "Weiser Dawidek" Pawla Huelle, gdanszczanina
HD> urodzonego w 1957 roku. Znakomite pioro plus
HD> odrobina metafizyki, a przy tym ciekawy facet.
HD> Wydal tez tom kapitalnych opowiadan w "Pulsie".

Ah, kamien mi spadl z serca, bo chodzilem martwiac sie jak "cos wybitnego" moglo umknac mej uwadze. Znam te powiesc, jest rzeczywiscie dobra, ale nie podzielam Twego zachwytu. Uwazam ze jej mglista metafizycznosc przeslania cokolwiek autor (nie) chcial(by) powiedziec. Nadto mam watpliwosci, czy aby bohaterem jest Zyd (mowia, ze jest albo moze nie)... Grynberg zwrocil mi na to uwage. Co prawda nie czytalem jej pozniej pod tym bardziej dociekliwym katem, ale nie sadze by jego analiza byla bez powodow (ja w ogole nie czytam prozy pod katem kto nie/jest Zydem ;-))

W kazdym razie podzielam jego zdanie wokol innej ksiazki powszechnie w Stanach uwazanej za Holocaust novel, gorzej, za "podrecznik" na kursach literatury Shoah: "Malowany ptak", akcja ktorej toczy sie wszedzie i nigdzie, bohater nawet nie jest zidentyfikowany jako Zyd, a sam Kosinski bynajmniej wcale nie traktowal jej jako cos innego niz alegorie lat wojennych. Tzn na poczatku, zanim zalapal sie, ze to niezly business. Zakladam ze znales go osobiscie....

HD> Z dwudziestoleciem przesadzilem o rok: "Mala
HD> apokalipsa" wyszla w 1979. Niefortunne wyrazenie
HD> "najwybitniejsza" to tez moja opinia, a nie jakis
HD> ogolnie przyjety kanon, wiec potraktuj to, prosze,
HD> jako skrot myslowy. Mialem na mysli, ze w moim
HD> odczuciu ksiazka bardzo wazna.

Mimochodem udalo Ci sie sformulowac ciekawe pytanie (nawet jezeli w formie stwierdzenia): ktore (wspolczense) ksiazki nalezaloby uznac za wybitne, czy kandydatki do wejscia do kanonu wybitnej literatury polskiej? Apropos Michnika: chce tylko dodac, ze moj "dziedzic PRLu" byl powiedziany jak najbardziej przyjaznie. Lubie Adama, co nie oznacza ze jestem wobec niego bezkrytyczny. Jesli chcesz odszukam tekst z 1990? roku w ktorym tak go nazwalem, i Ci podesle [(dopisek red. dyzurnego = autora inkryminowanego tekstu: "dziedzic PRL" nie przeszedl, niestety, przez wyrafinowane sito redakcji DONOSOW)].

__L

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sat, 16 May 1998 10:09:18 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@xxxxx.net>
Subject: Tuwim (Bylo: "Byc Zydem")

Czesc, Lucjan. Swietny tekst o Tuwimie, czytalem z wielkim zaciekawieniem. Jeden aspekt uwazam za dyskusyjny.

Piszesz:

LF>    Tuwim bezapelacyjnie _wybral_ bycie poeta polskim,
LF>    a tym samym, w warunkach przedwojennej polaryzacji
LF>    narodowosciowej, swiadomego odejscia od tematykid
LF>    zydowskiej.[--]

LF>    No i nie zapominajmy tez, ze wyboru tego [tj. zostania
LF>    polskim poeta - H.] dokonal (1911?) na dlugo zanim
LF>    spodziewac sie bylo mozna upadku Caratu, a wiec jego
LF>    decyzja stania sie polskim poeta w prowincjonalnym,
LF>    scisle _merkantylnym_ miescie pelnym parchow, szwabow,
LF>    gojow na obrzezach wielonarodowego Imperium, nie
LF>    podyktowana byla bynajmniej jakimis oportunistycznie
LF>    pojetymi szansami powodzenia.

Powiedzialbym, ze dokladnie na odwrot. Moim zdaniem, decyzja Tuwima (jesli w ogole mozna mowic o jakimkolwiek pozaemocjonalnym elemencie decyzji zostania poeta) podyktowana byla wzgledami moze nie merkantylnymi, ale czysto pragmatycznymi. Sadze nawet, ze gdyby Tuwim mial wybor, zostalby poeta rosyjskim, a nie polskim. Czynnikiem decydujacym byla perfekcyjna znajomosc polskiego, a nie patriotyzm w sensie konwencjonalnym, tj. wykraczajacy poza bezpanstwowa i ponadnarodowa Arkadie dziecinstwa i wczesnej mlodosci.

W pokoleniu Tuwima, w warunkach zaborow, a potem odradzajacej sie panstwowosci polskiej, tematyka patriotyczno- narodowa (traktowana w rozmaity sposob) byla zazwyczaj czescia tworczosci poetyckiej. Nawet u poety tak odleglego od polskiego nacjonalizmu jak Bruno Jasienski, sztandarowy poemat poswiecony jest polskiemu mitowi narodowemu - Jakubowi Szeli. W mlodzienczej tworczosci Tuwima bohaterem poematu jest rosyjski neurastenik Piotr Plaksin, Polka, bufetowa Jadzia, okazuje sie ckliwa idiotka, zas Zyd Slonomoskin przedstawiony jest jako nachalny arrywista.

Skamandryccy koledzy Tuwima czesto siegali po tematyke narodowa i patriotyczna. U mlodego Lechonia roi sie od Trauguttow i Karmazynowych Poematow, a "major Brzoza kartaczami w moskiewskie pulki wali". Kazimierz Wirlstein, Niemiec, odrzucil rodowe nazwisko jako niepolskie i nazwal sie Kazimierzem Wierzynskim. Polsko- patriotyczne wiersze pisywal mlody Slonimski. Tuwim moim zdaniem byl takich uczuc pozbawiony, jego ojczyzna byla polska poezja, z tym, ze slowo "polska" ogranicza sie niemal wylacznie do jezyka.

Sadze tez, ze Tuwim gdzies tam w podswiadomosci zalowal, ze z powodow praktycznych nie mogl zostac poeta rosyjskim. To tez nie mialo nic wspolnego z jego tozsamoscia - jezyk rosyjski stwarza znacznie wieksze mozliwosci poetyckie, szczegolnie dla slowianskiego ucha. Zwiazki Tuwima z poezja i literatura rosyjska to oczywiscie temat na dysertacje, a nie list, ale wiele jest sladow, ktore te supozycje podtrzymuja.

Mysle wiec, ze doszukiwanie sie u wczesnego Tuwima (bo wojna to oczywiscie zmienila) prob identyfikacji narodowej czy to z Zydami, czy z Polakami mija sie z rzeczywistoscia. Tuwim nie myslal w kategoriach, jak piszesz, "swiadomego odejscia od tematyki zydowskiej". Nie mial od czego odchodzic. To byl przede wszystkim czlonek plemienia poetow i obywatel  B a r  w i  s t a  n u .

Pozdrawiam, Henryk D.

To: ianf@xxxxxx.se
Date: Sat, 16 May 1998 11:53:46 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Galczynski et. al.

Czesc, Lucek.

LF>    O Galczynskim, ktorego tworczosci nie znam niestety
LF>    dobrze, slyszalem opinie jako najwiekszego antysemity
LF>    w poezji polskiej. Ale nie bede sie sprzeczal, bo
LF>    lata przedwojenne nie sa niestety (jeszcze) moja
LF>    silna strona.

Wiesz, sladow jest malo, nalezaloby zajrzec do zrodel. Drawicz, ktory byl wielkim specjalista od Galczynskiego, mowil, ze chcialby o tym napisac, ale niestety umarl. Za PRL-u o tym nie wspominano, a czy jest cos nowszego, nie wiem.

Oczywiscie, ze to nie Janusz Korczak. Byl przez jakis czas sztandarowym poeta ONR-u i pisal to, co oni pisali. Okreslenie go jako "najwiekszego etc". jest absurdalne, bo w historii literatury polskiej byli antysemici ideowi, zdeklarowani, od Krasinskiego po Langego i innych. O Galczynskim mowiono, ze w Prosto z Mostu i w ONR-ze wyladowal dlatego, ze Grydzewski odmawial mu rangi poetyckiej, bezsprzecznie wielkiej, a "Wiadomosci" byly dla niego zamkniete.

Wlasciwie szlo o dwa wiersze: "Skumbrie w tomacie" i "Polska wybuchla w 1937 r." Opracowan krytycznych nie znam, ale sa slady literackie. Tuwim, ktory potraktowal go lagodnie i zartobliwie po "Skumbriach", pisal o nim ostrzej w "Kwiatach polskich":

"... gdy grozil noca dlugich nozy
liryk, deliryk, satanista..."

Jest tez elegia na jego smierc piora Hemara, niezwykle trafna, za wyjatkiem niesprawiedliwej oceny poetyckiej:

"...Bies go wodzil po miescie
Bezdrozem i manowcem,
Az go, niedowarzenca,
Zrobil oenerowcem,
 
Az mu mieczyk Chrobrego
I niepokalaniecki
Krzyzyk w klapie zamienil
Na sierp i mlot sowiecki,
 
Az umarl komunista
Galczynski. Przed nim, pierwszy,
Mlodziej od niego umarl
Poeta niewielu wierszy..."

O nim tez pisal Milosz:

"...jest ONR-u spadkobierca Partia..."

On sam sie przed dawnymi wyborami bardzo bronil pod koniec zycia, kompletnie zagubiony w rzeczywistosci politycznej. Mortkowicz- Olczakowa, zaprzyjazniona z nim od poznych lat 30-tych, a wiec na krotko przed jego zwiazaniem sie ze Stanislawem Piaseckim pisze, ze chyba w 1951 przyjechal do nich do Krakowa, do slynnego domu pisarzy na Krupniczej. Blagal ja po pijanemu, zeby jemu samemu przyswiadczyla, ze nigdy nie byl faszysta.

Uciec od tych wyborow, niestety, sie nie da. Chcialbym to jednak widziec w swietle calosci jego zycia i tworczosci i unikac osadow opartych wylacznie na epizodzie. Brandysa i Konwickiego uwazam za wybitnych pisarzy i niezwyklych ludzi - czy mozna ich oceniac, nie bedac autorem NP, przez pryzmat stalinizmu?

LF>    Otoz nie mam watpliwosci, ze gdyby w Polsce istnial
LF>    oficjalny organ Zwiazku Szmalcownikow --w koncu ludzi
LF>    teraz okolo, czy dobrze po siedemdziesiatce-- to
LF>    wygladalby m/w tak jak NP. W najlepszym wypadku, bo
LF>    moglo by byc jeszcze gorzej. Kiedys znajdzie sie ktos
LF>    kto porowna zawartosc tego parszywca z Der Stürmerem.
LF>    Der Stürmer "wygra", ale niewielkim odstepem.

Co Ty powiesz? Musze kupic w Warszawie i wreszcie przeczytac.

(O Huellem):

LF>    Nadto mam watpliwosci, czy aby bohaterem jest Zyd
LF>    (mowia, ze jest albo moze nie)... Grynberg zwrocil
LF>    mi na to uwage.

Wiesz, zeby czlowiek Twojej inteligencji, przenikliwosci i zdolnosci analitycznych powolywal sie idiotyzmy Grynberga - niepojete. Mysmy to juz brali: on sie uwaza za wlasciciela Holocaustu, jedynym wlasciwym glosem jest jego halasliwa rozpacz, wszystko inne to falsz i podszywanie sie. Wypisz-wymaluj Hania Krall z jej plaksiwa pretensjonalnoscia.

Grynberg czulby sie usatysfakcjonowany, gdyby Weiser obnazyl obrzezanego kutasa i pokazal rany, otrzymane w czasie pogromow 46-ego roku. Cenie go jako pisarza, "Kadisz" uwazam za ksiazke wiecej niz wazna, ale od ocen literackich Grynberga robi mi sie slabo. Dlaczego Huelle nie moze stworzyc takiego bohatera, jakiego chce, bez narazania sie na cenzure moralna Grynberga? Co za piramidalna bzdura. To samo odnosi sie do Kosinskiego, napisalem w XL, co o tym mysle, Grynberg sie obrazil i powiedzial, ze go znieslawiam. Nie prowokuj mnie, bo zdaje sie, ze znasz sprawe i swietnie wiesz, o co chodzi.

Imputowanie Kosinskiemu po jego smierci, ze zrobil sobie z Holocaustu interes jest kolejnym klasycznym chwytem Grynberga. Ktokolwiek jako tako obznajomiony z Ameryka rozumie swietnie, ze po "Malowanym ptaku" Kosinski mogl, podobnie jak Grynberg, wykonac kolejnych jedenascie martyrologicznych ksiazek na ten sam temat, zarobic moc pieniedzy and live happily ever after. Nie zrobil tego, zamknal rozdzial, pisal o nartach, polo i transwestytach. Grynberg powinien sie cieszyc, a nie narzekac, ale jego zre Kosinski, zre Huelle, zre Pazniewski, a nawet zre kobieta, ktora lekko rodzi. Taki charakter. Szkoda. Agnieszka O. mowila, ze to przez wojne, to samo mowila o Passencie.

LF>    Apropos Michnika: OK, dzieki zes mi powiedzial. [--]

Noted.

Lucek, ciesze sie, ze poslales Tuwima na "serio". Zdajesz sobie sprawe, ze tozsamosc Tuwima nie jest moim podstawowym problemem zyciowym, ale wykorzystalem okazje, zeby podniesc tzw. poziom. Naprawde mysle, ze on wolalby byc poeta rosyjskim.

Wyjezdzam na 10-14 dni. Pozdrowko.

H.

To: hdasko@astral.magic.ca
Date: Sat, May 16 1998 19:53:16 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Tuwim (Bylo: "Byc Zydem")

HD> Jeden aspekt uwazam za dyskusyjny.

HD> [...] decyzja Tuwima (jesli w ogole mozna mowic
HD> o jakimkolwiek pozaemocjonalnym elemencie decyzji
HD> zostania poeta) podyktowana byla wzgledami moze
HD> nie merkantylnymi, ale czysto pragmatycznymi.

Chodzilo mi glownie o to, ze w tym na wskros merkantylnym miescie, bez wiekszych tradycji kulturowych, decyzja zostania poeta, niewazne jakim, na pewno nie byla dlan, ani dla jego rodzicow, czyms bezdyskusyjnym. A Tuwim podjal te decyzje juz w wieku 17 lat, odkad zaczal notowac swe wiersze (wiele z nich udostepnionych przez Stefanie Tuwim dopiero w latach 80-tych?).

HD> Sadze nawet, ze gdyby Tuwim mial wybor, zostalby poeta
HD> rosyjskim, a nie polskim. Czynnikiem decydujacym byla
HD> perfekcyjna znajomosc polskiego, a nie patriotyzm
HD> w sensie konwencjonalnym, tj. wykraczajacy poza
HD> bezpanstwowa i ponadnarodowa Arkadie dziecinstwa
HD> i wczesnej mlodosci.

Mozliwe, ale wydaje mi sie ze pomniejszasz role indoktrynacji, naporu, nacisku otoczenia w kierunku zrzucenia jarzma niewoli, m in przez opowiadanie sie przeciw zaborcy, jaki wtedy tam panowal. Moze 30 lat wczesniej Tuwim nie pogardzilby rola nowego Lermontowa czy Puszkina, ale nie za rozsypujacego sie juz Caratu.

HD> Tuwim moim zdaniem byl takich uczuc pozbawiony,
HD> jego ojczyzna  byla polska poezja, z tym, ze
HD> slowo "polska" ogranicza sie niemal wylacznie
HD> do jezyka.

Masz racje, malo tam wzlotow i pienia na czesc Chwalebnych Czynow. Pozniej zreszta to odejscie od gornolotnego patriotyzmu na rzecz lekkosci, blyskotliwosci, igraszek slownych, stalo sie poniekad "etykietka" Skamandrytow, od Wierzynskiego "Zielono mu w glowie" poczynajac.

HD> Sadze tez, ze Tuwim gdzies tam w podswiadomosci
HD> zalowal, ze z powodow praktycznych nie mogl
HD> zostac poeta rosyjskim. To tez nie mialo nic
HD> wspolnego z jego tozsamoscia - jezyk rosyjski
HD> stwarza znacznie wieksze mozliwosci poetyckie,
HD> szczegolnie dla slowianskiego ucha.

Da. "Lukasza Modiszczewa i zlakniona wdowke" Innokentija Siemionowicza Barkowa znaju?

HD> Mysle wiec, ze doszukiwanie sie u wczesnego
HD> Tuwima (bo wojna to oczywiscie zmienila) prob
HD> identyfikacji narodowej czy to z Zydami, czy
HD> z Polakami mija sie z rzeczywistoscia. Tuwim
HD> nie myslal w kategoriach, jak piszesz,
HD> "swiadomego odejscia od tematyki zydowskiej".
HD> Nie mial od czego odchodzic. To byl przede
HD> wszystkim czlonek plemienia poetow i obywatel
HD> Barwistanu.

You say potatho, I say pothato. Jakiegos wyboru dokonal, nie wiem na ile swiadomego. Napisalem ze swiadomie odszedl od tematyki, poniewaz istnieli wtedy inni pisarze, ktorzy, piszac po polsku, tworzyli glownie dla publiki zydowskiej. Zreszta malo wazne, bo glownie chodzilo mi o pokazanie zlozonosci mechanizmu wyboru tozsamosci Tuwima, tym samym podkreslenie ze nie miejsce tu na prostackie szufladkowanie tego albo tak albo siak.

PS. ponoc wybywasz gdzies znowu. Wracajcie szczesliwie do bazy.

__L

To: ianf@xxxxxx.se
Date: Sat, 16 May 1998 13:49:43 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Tuwim (Bylo: "Byc Zydem")

____Textpert Alert____ wrote:

LF>    [...] Moze 30 lat wczesniej Tuwim nie pogardzilby
LF>    rola nowego Lermontowa czy Puszkina, ale nie za
LF>    rozsypujacego sie juz Caratu.

Masz racje.

LF>    Da. "Lukasza Modiszczewa i zlakniona wdowke"
LF>    Innokentija Siemionowicza Barkowa znaju?

Znam, pamietam tez wersje polska. To przeklad Tuwima?

LF>    Napisalem ze swiadomie odszedl od tematyki,
LF>    poniewaz istnieli wtedy inni pisarze, ktorzy,
LF>    piszac po polsku, tworzyli glownie dla publiki
LF>    zydowskiej.

Chyba innego kalibru...

LF> PS. ponoc wybywasz gdzies znowu. Wracajcie szczesliwie do bazy.

Thanks. Poslalem Ci drugi list, o Galczynskim. Dostales?

Moj nowy adres jest hdasko@total.net, ale listy przesylane na stary dochodza.

Best, H.

To: hdasko@total.net, [6 odbiorcow@internet]
Date: Sun, 17 May 1998 01:14:43 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: syn Wl. Gomulki o antysemityzmie swego ojca [ex Poland-L]

http://listserv.acsu.buffalo.edu/cgi-bin/wa?
A2=ind9805c&L=poland-l&P=4775
# Date:         Sat, 16 May 1998 21:02:39 +0200
# From: Izabella Wroblewska <pwwzajac@xxx-xx.xxx.pl>
# Subject:      Rozmaitosci weekendowej prasy (1)
    [...]

Ryszard Strzelecki (syn Wladyslawa Gomulki), Rzeczpospolita:
------------------------------------------------------------

Sadze, ze to co arcybiskup Jozef Zycinski napisal o moim ojcu,
grzeszy brakiem chocby minimum obiektywizmu. Bogate w wydarzenia,
w sukcesy i kleski, zycie Wladyslawa Gomulki, w ktorym
niejednokrotnie ryzykowal wolnoscia i wlasnym zyciem, broniac
tych idealow i wartosci, ktore - jak sadzil - najlepiej sluzyly
interesom narodu polskiego, arcybiskup skwitowal obelzywymi
sformulowaniami.
    [...]

To: ianf@xxxxxx.se
Date: Sat, 16 May 1998 20:04:25 -0400
From: "hdasko" <hdasko@total.net>
Subject: Re: syn Wl. Gomulki o antysemityzmie swego ojca [ex Poland-L]

Wow! Powies zaraz na "serio"!

        - Kolega A. napisze, ze Gomulka zostal antysemita, bo jego ojciec ("Ziutek") wydymal pewna sliczna i mloda Zydowke ze zw.zaw. chemikow, w ktorej mlody i lysiejacy Wieslaw kochal sie na zaboj. Z rozpaczy i samotnosci Wieslaw ulegl natarczywej adoracji Liwy Szoken (p. scena slubu Dwojry, cierpiacej na chorobe Basedowa corki furmana Froima Gracza u Babla [Czy aby nie Dwojry Krzyk? Gdzie jestes, "Zmierzchu", kiedys mi potrzebny? (pyt. z retorycznym wolaczem redaktora dyzurnego)];

        - Kolega B. napisze, ze w swietle informacji, jaka jest mu znana ze zrodel, ktorych podawac nam profanom nie zamierza, Ryszard Strzelecki nie jest synem Wieslawa. 9 miesiecy przed narodzeniem potomka Wieslaw siedzial w Rawiczu, a Liwa Szoken znana byla z wprowadzania w zycie zasad bolszewickiej obyczajowosci, uznajacej wszystko za wlasnosc kolektywna;

        - Kolega C. napisze, ze rozumie Wieslawa, ktory wychowal sie wsrod antysemickiego motlochu w Krosnie, i rozumie antysemitow z Krosna, ktorzy przez stulecia chlali wodke, sprzedawana im przez zydowskiego arendarza, i ze gdyby plk. Kuklinski dostal te posade o pietnascie lat wczesniej, long live America nie dopuscilaby do Marca;

        - Kolega D. napisze, ze Strzelecki ma racje, bo prawdziwy antysemityzm to antysemityzm Kosciola, i biskup lepiej by zrobil, gdyby pisal o Glempie, a nie o Gomulce...

H.

To: hdasko@total.net
Date: Sun, 17 May 1998 09:59:37 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Galczynski et. al.

Henryku, do Galczynskiego (moze) powroce, jak wpadnie mi w rece jakies dobre opracowanie... tak sie bowiem sklada, ze nikt z moich znajomych nie posiada niczego nowszego niz c:a 1970. To ciekawa postac, o ktorej niejedno slyszalem (acz nie bardzo zapamietalem bo, wiesz, ta mlodosc chmurna-gorna...) od Ziemowita Fedeckiego, jego przyjaciela (ja go dobrze pamietam z lat STSu, on mnie nie, ale nie mam mu tego za zle). Widze ze trzeba bedzie wybrac sie do Warszawy, zdarzyc przed panem Bogiem, i pojsc don na herbatke. W zeszlym roku przechodzil jakas operacje krtani, potem byl konwalescentem, i nic z tego nie wyszlo. Teraz tylko kilka komentarzy

HD> [...] pisal o nim ostrzej w "Kwiatach polskich":

HD>        "... gdy grozil noca dlugich nozy
HD>        liryk, deliryk, satanista..."

To ciekawe, przeoczylem.

HD> O nim tez pisal Milosz:

HD>        "...jest ONR-u spadkobierca Partia..."

Jestes pewien, ze to bylo specyficznie o Galczynskim? Znalem ten cytat wczesniej (aczkolwiek w formie "bo ONR-u jest spadkobierca Partia"), ale sadzilem ze to jest taki bardziej ogolny komentarz nt przyjecia juz na poczatku lat 50-tych, po II Zjezdzie?, nowej ku-narodowej orientacji tej parti robotniczej. Ostygla im bowiem goraczka reform, a zaczela sie walka o stolki. Do tego kazda dyktatura dazy do znalezienie jakiejs plaszczyzny porozumienia, poklasku, a przynajmniej cichej akceptacji ze strony swych subjektow, a tym dla tego rezymu byla wlasnie ideologia endecka, przy zachowanej frazeologii i liturgii komunistycznej.

LF>> Der Stürmer "wygra", ale niewielkim odstepem.

HD>     Co Ty powiesz? Musze kupic w Warszawie
HD>     i wreszcie przeczytac.

Niepelne wydanie, z drugiej strony sporo jadowicie zydozerczych kawalkow, jest na

http://www.medianet.com.pl/~naszapol/

Dla przykladu, recenzja "Oko za oko" znajduje czy znajdowalu sie tu (acz czasowo niedostepna; nie mam zamiaru ich korygowac):

http://www.medianet.com.pl/~naszapol/9703biei.html

A dla rownowagi, Ex Librisowa jest tu

http://www.kultura.org/exlibris/exl_086.html#UminskaB

HD> (O Huellem):

itd napisze pozniej. Moja opinia o literackim hochsztaplerstwie Kosinskiego (nie jest to calkiem negatywne) uformowalem sobie na dlugo przed wyczytaniem co Grynberg mial do powiedzenia o "Malowanym Ptaku" (nie o tworczosci Kosinskiego jako takiej), ale byc moze wyrazilem sie niedokladnie: opieralem sie wylacznie na jego artykule (przezen zatytulowanym "Kosinski's Holocaust" ale przez redakcje zmienionym na) "A New Look at the Painted Bird" w numerze 5-6, 1995 kwartalnika "2B" (bodaj przedruk z 'Okay America', #2 July 1991, NY), tudziez liscie do redakcji w numerze 7-8, 1995. W tym ostatnim mowi wyraznie, ze

"[I do not] wrestle with the ‘myth of Jerzy Kosinski,’ for I merely try to point out how preposterous among American critics and scholars is the view that ‘The Painted Bird’ is a historical document and/or part of Holocaust literature. The ‘myth’ of Kosinski, or any other author for that matter, is of no interest to me."   "[ja sie nie] zmagam z ‘mitem Jerzego Kosinskiego’, probuje tylko pokazac, jak niewlasciwy jest poglad amerykanskich krytykow i badaczy, ze ‘Malowany ptak’ jest dokumentem miary historycznej i/albo czescia literatury Holocaustu. ‘Mit’ Kosinskiego, czy jakiegokolwiek innego autora, mnie nie interesuje."

Ocene Grynberga tez zostawmy sobie na pozniej, bo nie mozna nad nim przejsc mimochodem; tak sie sklada, ze jest on jednym z niewielu mych "samoistnych", przypadkowych odkryc literackich (innym jest David Lodge), i to przez wlasnie "Zycie codzienne i artystyczne", jedyna jego powiesc bez sladu problematyki "zydowskiej". Cenie tez sobie jego znajomosc, i nie podzielam Twej opinii o "wlascicielu Holocaustu". Tym bardziej ze jak nikt, on wyraznie, jednoznacznie okreslil na strazy czego, czyich cmentarzy, stoi.

HD>    Wiesz, zeby czlowiek Twojej inteligencji,
HD>    przenikliwosci i zdolnosci analitycznych
HD>    powolywal sie idiotyzmy Grynberga -
HD>    niepojete.

Kurdemol, Lucek, trzeba bylo siedziec cicho, nadal bys uchodzil za medrca. Wystarczylo tylko byc niemowa.

HD>    [...] To samo odnosi sie do Kosinskiego,
HD>    napisalem w XL, co o tym mysle, Grynberg sie
HD>    obrazil i powiedzial, ze go znieslawiam. Nie
HD>    prowokuj mnie, bo zdaje sie, ze znasz sprawe
HD>    i swietnie wiesz, o co chodzi.

Akurat, niestety, nie. Nie podpuszczalbym Cie tak. Wszystkie numery Ex Librisa , ktore kiedykolwiek zawitaly pod me strzechy sa zindeksowane pod

http://www.kultura.org/exlibris

na reszte czekam. Jak dostane, to sie wylacze na dwa miesiace i bede czytal i kompilowal.

HD>    Imputowanie Kosinskiemu po jego smierci, ze
HD>    zrobil sobie z Holocaustu interes jest kolejnym
HD>    klasycznym chwytem Grynberga.

Nie Grynberga; nie moim, nie generalizuj. Tyczylo tylko "Malowanego Ptaka", nie reszty jego powiesci. Nie wiem czy on to "zrobil". Na pewno bylo mu milo, ze ksiazka znajduje czytelnikow, never mind dlaczego. Jestem zbyt oddalony od sceny amerykanskiej zeby moc sie autorytatywnie wypowiadac jak odbieral fakt uzywania tej ksiazki jako tekstu akademickiego z genre'u literatury Holocaustu, ale nie sadze zeby sie temu sprzeciwial.

HD> Agnieszka O. mowila, ze to przez wojne, to
HD> samo mowila o Passencie.

Passent tez sie ukrywal?

HD> Wyjezdzam na 10-14 dni. Pozdrowko.

A gdzie sie bedziesz ukrywal? Jesli w Polsce, i znowu masz zamiar podlaczac sie przez transatlantycki modem do Kanady, to --jak powiedzialem wczesniej-- sa lepsze sposoby.

__L

To: josef@xxxxxxxxx.se, [grupa 7 odbiorcow]@internet
Date: Wed, 27 May 1998 20:02:15 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: zupelnie inna dyskusja (apropos wykladu Julka B.) [prywatnie]

Jozek napisal w odpowiedzi na nastepujce uwagi Lucka:

LF>> [--] nowa, niepewna swej roli wladza bez ludowego
LF>> suportu wnet zdala sobie sprawe, ze wszelkie posuniecia
LF>> pro-zydowskiej racji stanu sa recepta na jeszcze glebsze
LF>> antagonizowanie populacji. Populacji, ktorej poparcia
LF>> wladza szukala, ale posrod ktorej znajdowaly sie wcale
LF>> niemale grupy ludzi, ktorzy czerpali namacalne zyski
LF>> z nieszczescia swych zydowskich sasiadow (o ile nie
LF>> gorzej). Chociazby wiec ze wzgledu na sama swa ilosc
LF>> w spoleczenstwie, ich wojenne postawy staly sie defacto
LF>> bezkarne.

JZ>    Lucek,to nie jest wlasciwie cala obiektywna "prawda".
JZ>    Wladza naprawde traktowala Zydow jako pelnoprawnych
JZ>    obywateli. Byla to zarowno kontynuacja postawy polskich
JZ>    komunistow do Zydow w czasie, wojny jak i calej polskiej
JZ>    lewicy.(o tej wspanialej naprawde postawie pisze m.in.
JZ>    Cukierman, podkreslajac szczera i prawdziwa przyjazna
JZ>    i pelna empatii postawe komunistow i lewicy w stosunku
JZ>    do zydowskiego. Jest tez na ten temat masa innych
JZ>    swiadectw, jest to prawda historyczna.

Mam wrazenie, Jozek, ze idealizujesz internacjonalizm wczesnej "wladzy ludowej". System (mysle o okresie po r.1948, a wiec po skonsolidowaniu wladzy) istotnie traktowal Zydow jako pelnoprawnych obywateli - pod warunkiem, ze postanowili zostac Polakami. Celem komunistow, a w pierwszym rzedzie Stalina, ktorego wizje realizowano, byla Polska narodowo homogeniczna, a wiec pozbawiona mniejszosci narodowych. Ten cel, nota bene, laczyl komunistow polskich wszystkich pokolen powojennych, choc oczywiscie motywacja byla rozna.

Popadam tu sila rzeczy w pewne uproszczenia i uogolnienia, bo zachowania rozmaitych ludzi byly rozne - ale bledem jest myslenie, ze Zydzi-komunisci w swojej masie palali specjalna sympatia do Zydow w sensie zdefiniowanej i wyrozniajacej sie mniejszosci, dazacej do zachowania swojej odrebnosci juz nie tylko religijnej, ale nawet kulturowej.

Wiesz, ja to srodowisko wladzy roznych szczebli pamietam niezle z wlasnego dziecinstwa. Mysle tu nie tyle o wierzcholkach nomenklatury, gdzie Zydzi byli z reguly kompletnie zdejudaizowani, co o aparacie sredniego szczebla, ktorego klasycznym przykladem byl moj ojciec i jego srodowisko.

Moj ojciec byl przedwojennym komunista, pochodzacym z biednej, lodzkiej rodziny, nie zasymilowanej, ale i nie "chalaciarskiej" - dziadek mowil i pisal po polsku, choc slychac bylo akcent, babka mowila gorzej. Ojciec przeszedl klasyczna droge zyciowa zydowskich komunistow - odejscie od tradycji, emancypacja, wiezienie, w czasie wojny ZSRR, co bynajmniej nie przytlumilo jego entuzjazmu dla "nowego wspanialego swiata". Otoz pamietam, ze jego stopien identyfikacji z jakakolwiek tradycja zydowska byl zerowy. Nie moge nawet powiedziec, za pragnal uchodzic za Polaka-patriote, bo i to byloby nieprawda, choc z temperamentu byl romantykiem, wiec sila rzeczy pewne elementy polskosci byly mu bliskie. Pojecie narodowej czy etnicznej tradycji na dobra sprawe nie istnialo w jego zyciu, zastapila to tradycja klasowa, internacjonalistyczna etc.

Nie pytalem go nigdy, za kogo sie uwaza, bo takie pytanie nie przyszloby mi do glowy. Byl komunista, z rowna rewerencja ogladajacym matejkowskiego ksiecia Witolda, co maszerujace pod czerwonym sztandarem neorealistyczne robotnice rzymskie z rysunkow Renato Guttuso. Czytywal na glos Konrada Wallenroda i poemat Twardowskiego o Wasylim Tiorkinie. Podspiewywal "Towarzysz Harnam od kuli padl nam, od faszystowskiej kuli psa" i "Bandera rossa". Podejrzewam, ze Theodore Dreiser i Stefan Zeromski byli mu blizsi niz Stendhal i Sienkiewicz. Niewykluczone, ze z ZSRR indentyfikowal sie niemniej niz z Polska, bo przypuszczam, ze okreslenie "ojczyzna swiatowego proletariatu" uznalby za prawdziwe, przynajmniej do poznych lat 50-tych. Mial wokol siebie spore srodowisko, w znacznym stopniu zydowskie, skladajace sie z ludzi, ktorych poglady, identyfikacje etc. postrzegalem podobnie. Sadze, ze gdybym go zapytal i zmusil do odpowiedzi, powiedzialby, ze jest Polakiem pochodzenia zydowskiego. Jak wielu jemu podobnych, zyl w kompletnej izolacji od zycia codziennego - sadze, ze nie mial pojecia, ile kosztuje bochenek chleba czy litr mleka.

Ta izolacja miala szersze implikacje. Nie sluchal "Wolnej Europy", czytywal "Trybune Ludu" i periodyki kulturalno-spoleczne. Nie sadze, aby kiedykolwiek znalazl sie w niedzielne przedpoludnie przed kosciolem i przyjrzal ludziom wychodzacym z mszy. Mysle, ze indagowany o imponderabilia etniczne - polskie, zydowskie, jakiekolwiek inne - okreslilby je jako p r z e z y t e k. Tak naprawde uwazal i sadze, ze nie byl w tym w swoim srodowisku odosobniony. Zmiany przyszly pozniej, w znacznej mierze po 1968-mym. Moja matka myslala inaczej, do swojej tradycji byla niezwykle przywiazana i przypuszczam, ze w tym byla rownie typowa dla srodowiska jak i moj ojciec.

Rozgadalem sie, ale chcialem napisac cos innego. Piszesz o pozbawionym uprzedzen nastawieniu polskiej lewicy, w tym komunistow, do Zydow. To oczywiscie prawda, ale musisz odroznic pozytywny stosunek do ludzi bez wzgledu na ich pochodzenie (a ten bezsprzecznie istnial) od pozytywnego stosunku do zydowskiej odrebnosci. Tego nie bylo i byc nie moglo, bo komunisci rzeczywiscie to uwazali za przezytek, ktory wkrotce zostanie wymazany z nowej swiadomosci. Socjalisci zapewne mysleli inaczej, ale bardzo szybko ich rozpedzono.

Najlepszego, Henryk

Lucek, wpisz moze Staszka Matwina na te liste - to dla niego interesujace tematy. Lewinkopf, nie Lewenhaupt.

H.

To: hdasko@total.net, [grupa 7 odbiorcow]@internet
Date: Thu, 28 May 1998 18:02:10 +0200
From: Josef Zorski <josef@xxxxxxxxx.se>
Subject: Re: zupelnie inna dyskusja (apropos wykladu Julka B.) [prywatnie]

HD>    narodowo homogeniczna, a wiec pozbawiona
HD>    mniejszosci narodowych.

Henryku. Ja sie z Toba zgadzam, oczywiscie ze komunisci(zydowscy szczegolnie) nie uznawali ani pojecia odrebnosci,ani religijnej ani narodowej ani jakiejkolwwiek. Twoj opis jest doskonaly i oddaje dokladnie sposob rozumowania . Ja mialem bardziej na mysli nastawienie podczas wojny do zydowskiego cierpienia: komunisci byli absolutnie szczerze "po stronie" Zydow.

Po wojnie oczywiscie tepiono wszystko co bylo zydowskie (poza TSKZowskim zydostwem) no i syjonistyczne itp. Jest tez inna sprawa-we wszystkich systemach i krajach Zyd jest w pewnym sensie jak miedzy mlotem a kowadlem-liberalowie chca go widziec jako takiego samego jak inni,antysemici odwrotnie. Tak sformulowal to faktycznie Sartre. Teraz to juz nie takie aktualne,bo asymilacja jest nagminna,pozatem USA (i Kanada) dala przyklad ze jest i inna droga.

Musze na razie konczyc, serdeczne pozdrowienia

Twoj opis Ojca byl b. ciekawy i niejako streszczajacy cale pokolenie zydowskich idealistow i marzycieli. Jozek

To: hdasko@total.net, [grupa 7 odbiorcow]@internet
Date: Thu, 28 May 1998 20:48:46 -0400
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Re: zupelnie inna dyskusja (apropos wykladu Julka B.) [prywatnie]

Heniek,

Najpierw, gdzies sie rzekomo ulatniasz, po to tylko, zeby napuscic Jozka na nowy temat, a potem ladujesz z Ksiezyca ze swoimi uproszczeniami, z ktorymi trudno sie w duzym stopniu niezgodzic.

Mysle, ze jednym z uproszczen, ktore trzeba do lamusa wlozyc, to przekonanie, ze komunisci zydowskiego pochodzenia w Polsce mieli taki sam poglad na tozsamosc zydowska i dziarsko garneli sie pod czerwone sztandary i transparenty z polskimi napisami. Sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana.

Byli, bowiem, w Polsce komunisci Zydzi, ktorym nie przeszkadzalo byc Zydami i komunistami, i nie odczuwali oni ogromnej potrzeby demonstrowania swojej przynaleznosci przez spalszczanie sie. Czesc z tych Zydow nie wytrzymala "internacjonalistycznej" presji towarzyszy z kierownictwa (w tym rowniez tych zydowskiego pochodzenia) i wyjechala z Polski w pierwszych latach po wojnie.

Bardzo dobrym przykladem jest tu dr Adolf Berman, ktory zreszta powiedzial to dziennikarzowi londynskiej "The Jewish Chronicle" od razu po wyjezdzie w 1949 roku. A przeciez to byla osoba, ktora przezyla okupacje w Polsce i odegrala czolowa role w mobilizowaniu elity intelektualnej Polski do wysilkow w dziele ratowania Zydow (byl on jednym z filarow "Zegoty").

Byli tez Zydzi komunisci, ktorzy uwazali, ze zydowskie organizacje i instytucje powinny i moga byc zydowskimi przybudowkami partii komunistycznej. Tak ze gotowi byli oni zadoscuczynic marzeniom starych bolszewikow, zeby zachowac swoja etnicznosc tylko w formie (dlatego organizacje te i instytucje zyly w jezyku zydowskim - moze czasami troszke zagubione w tlumaczeniu, ze posluze sie tu formula panny Hoffman), ale internocjalistyczne, czasami prawie anty-zydowskie w tresci (tutaj mam na mysli owczesna dzialalnosc takich luminarzy jak Szymon Zachariasz, Hersz-Grzegorz Smolar, Michal Mirski). Ja mam zdjecia z tego okresu z uroczystoci komunistycznych w organizacjach zydowskich i udzialu Zydow- komunistow w pochodach i wiecach.

No i byla jeszcze inna grupa, o ktorej piszesz ty, bo znasz ja lepiej. Moja sytuacja rodzinna tak sie ulozyla, ze moge pisac o tych Zydach-komunistach typu Zachariasza i o tych, ktorzy potrafili przejsc do grupy, o ktorej ty tak ciekawie piszesz.

W wypadku moich rodzicow, w PRL zaczeli oni od drugiej grupy (dzialacze zydowscy-komunisci), a potem po przejsciu do pracy rzadowej przeszli transformacje i stali sie niemal takimi jak Zydzi z grupy twoich rodzicow. Mowie niemal, bo chociaz w naszym domu zaczela gorowac "polskosc", to jednak rodzice nie potrafili calkowicie zerwac z zydowskim i uzywali tego jezyka w rozmowach miedzy soba, chociaz nie tak czesto jak przedtem. Pozniej na emeryturze, "zydowskosc" zaczela znowu odgrywac wieksza role. Ciekawe jednak, ze mimo pewnej presji rodzice nie chcieli spolszczyc nazwiska, chociaz zgodzili sie na spolszczenie swoich imion.

Zgadzam sie z toba, ze Jozek bardzo upraszcza, powiedzialbym nawet, ze idzie tak daleko w upraszczaniu, ze falszuje rzeczywistosc. Bo w gruncie rzeczy pisze on o "resztkach", ktore zostaly w PRL, a nie o przewazajacej wiekszosci, ktora glosowala nogami, jak tylko byly okazje: w poznych latach 40-ych, w 1956-ym.

O latach 50-ych bardzo ladnie i prawdziwie pisze Henryk Grynberg. Jedyne rzeczy, ktore mi sie z jego tworczosci naprawde podobaja. Wlodek Rozenbaum

P.S. Zgubil mi sie adres Wlodka Richtera, mam nadzieje, ze innych nie opuscilem

To: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxxxxx.net>, [4 odbiorcow]@internet
Date: Thu, 28 May 1998 22:10:36 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: The Brothers Berman [prywatnie]

WR> Bardzo dobrym przykladem jest tu dr Adolf Berman [--]

Drogi Wlodku, bardzo slusznie piszesz, z jednym wyjatkiem: dobry doktor Berman nie byl komunista. Byl dzialaczem Poalej Syjon Lewica.

WR>    [--] Jozek bardzo upraszcza, powiedzialbym
WR>    nawet, ze idzie tak daleko w upraszczaniu,
WR>    ze falszuje rzeczy wistosc. Bo w gruncie
WR>    rzeczy pisze on o "resztkach", ktore zostaly
WR>    w PRL, a nie o przewazajacej wiekszosci,
WR>    ktora glosowala nogami, jak tylko byly
WR>    okazje: w poznych latach 40-ych, w 1956-ym.

Jozek wyjasnil, ze mial na mysli okres wojny i stosunek lewicowych ugrupowan, w tym komunistow, do Zydow i w tym ma bezsprzecznie racje.

O peregrynacjach napisze osobno,

Best, Henryk

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Thu, 28 May 1998 22:17:59 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: UB-Zyd-Komuna?

Wlodzimierz Rozenbaum wrote:

WR> Jesli chodzi o stan etniczny kadry kierowniczej
WR> [MSW-UB] w latach 1944-1956, to na 447 osob:

WR>    Polakow - 284 osoby, 63.5 procent
WR>    Pochodzenia zydowskiego - 131, 29.3%
WR>    Ukraincow - 10, 2.2%
WR>    Rosjan - 12, 2.7%
WR>    Bialorusinow - 9, 2.0%
WR>    Innych - 1, 0.2%

Wedle danych z konca 1945, na 500 osob kadry bylo 67 Zydow, czyli 13%. Oznacza to, ze w okresie pozniejszym, m.in. po powrotach Zydow z ZSRR i usunieciu dawnych akowcow z aparatu bezpieczenstwa, liczba Zydow w kadrze kierowniczej podwoila sie.

W tym samym roku ogol Zydow zatrudnionych w aparacie bezpieczenstwa wynosil 438 Zydow. Jesli do tego dodac wieziennictwo, prokurature i aparat sprawiedliwosci, mozna z grubsza zalozyc, ze w calym aparacie represji pracowalo zapewne nie wiecej niz 1000-1500 Zydow. Wlodek, zgadzasz sie z takim szacunkiem?

Henryk D.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Fri, 29 May 1998 13:22:04 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Zydzi w UB...

Andrzej Krakowski o Zydach w UB:

AK> Mam wrazenie ze podajac suche procenty skladu
AK> osobowego kadry kierowniczej UB w latach '44-'56,
AK> popelniamy ten sam blad, ktory jest tak zrecznie
AK> wykorzystywany przez nowych historykow w Polsce.
        [--]

AK> niewielu bylo takich, ktorzy w tamtym okresie
AK> pchali sie do bezpieczenstwa na ochotnika. Byly
AK> to zazwyczaj decyzje odgorne...

AK> Partia nie prosila, Partia zadala, wymagala
AK> i nie pytala o zdanie. Skonczylo sie na osobistej
AK> obietnicy Bieruta ze to tylko na szesc tygodni...
AK> Szesc tygodni dla niego [ojca Andrzeja] skonczylo
AK> sie w 1948 r., a dzien w ktorym zdjal mundur -- jak
AK> twierdzil do smierci, byl jednym z najszczesliwszych
AK> dni w jego zyciu. Nienawidzil kazdego dnia w tej
AK> instytucji, a nie mial powodu zeby klamac.

To jest, Andrzej, polprawda. Nie watpie, ze tak bylo w przypadku Twojego ojca - ale byli tacy i byli inni. Pamietam dobrze, bo przychodzili do nas do domu, mialem wtedy szesc lat, ale pamietam.

Nazwisk nie bede wymienial, bo to nieistotne, ci ludzie w wiekszosci nie zyja, ale zyja ich dzieci i moze to nawet czytaja. Przychodzil X., przedwojenny kolega ojca z celi, w za dlugim, szaroniebieskim prochowcu. Pracowal w wieziennictwie, pojawial sie wieczorami, grozny, odrazajacy i bezzebny, nadal czuje jego kwasny zapach. Kiedys przyszedl, gdy stalem w naszym ciemnawym korytarzu, trzymajac za lapke mojego zoltego, pluszowego misia.

- Co tam masz - powiedzial - misia? Taki duzy chlopak - misia?
No, to teraz rozwalimy twojego misia
- i z kieszeni plaszcza
wyjal ciezki, czarny pistolet.

X-a nie znosilem od zawsze, ale przychodzili tez inni, ktorych lubilem ogromnie. Wiecej - traktowalem ich jak wujkow, bo wujkow przeciez nie mialem, a i oni traktowali mnie jak rodzine. Siadywali przy okraglym, poniemieckim stole, przynosili wlasna wodke, bo u nas w domu alkoholu nie bylo. W szczegolnie zimne wieczory wpuszczano do kuchni na herbate ich kierowcow. Nie mialem rodzenstwa i lubilem ich sluchac, to byli dowcipni, inteligentni ludzie, ich rozmowy skrzyly sie humorem i blyskotliwoscia. Dwoje z nich, malzenstwo, ulubione postacie mojego dziecinstwa, pracowalo w informacji wojskowej, trzeci, o niezwyklym nazwisku z radzieckich filmow i transparentow, byl oficerem UB. To nie byli ludzie nieszczesliwi, miotani watpliwosciami, topiacy w wodce stawroginowskie rozterki wlasnej duszy. Mam wrazenie, ze w owych latach czuli sie spelnieni i potrzebni. Wierzyli, przynajmniej do polowy lat 50-tych, w otaczajaca ich rzeczywistosc, partia postawila ich na posterunku, dala m pistolet i wladze. Mlodosc spedzili w biedzie i konspiracji, potem ukrywali sie po szafach albo jedli trawe w kazachstanskim stepie - a oto nowa Polska powierzyla im klucze do przyszlosci, dala szofera i sklepy za zoltymi firankami. Nie, Andrzej, watpie, zeby chcieli sie zastanawiac, czy "kontra", z ktora kazano im sie rozprawiac, w istocie byla zaplutym karlem reakcji, czy tez nie.

Ich watpliwosci, jak sadze, przyszly z innej strony i niewiele mialy wspolnego z obiektywnym pojmowaniem dobra i zla. Od 1948 roku zaczely sie aresztowania komunistow, procesy Rajka i Slansky'ego, w 1949 sprawa Fielda, w listopadzie 1952 aresztowano generala Komara, w chwile potem wybuchla sprawa lekarzy kremlowskich. To sie wszystko dzialo wokol nich i sadze, ze gdzies tam w glebi musieli sie bac, moze nie tak, jak w Rosji, gdzie w latach trzydziestych siedziano nocami przy zapalonym swietle nad szklanka herbaty, ale bezpiecznie czuc sie nie mogli. Przez jakis czas, mysle, to tylko wzmagalo ich entuzjazm do pracy i do nowego, bo wierzyli pewnie, ze dzieki oddaniu i proletariackiej czystosci nie zejda na wrogie pozycje i unikna podejrzen.

Mialem to szczescie, ze ci ludzie nie pracowali  w p i o n i e  s l e d c z y m  tylko w administracji, wiec nikomu paznokci osobiscie nie wyrywali, ale kto wie, moze to oni przygotowywali w y t y c z n e  ,  wiec roznicy wielkiej nie ma. Wspominam ich, jak widzisz, cieplo, bo to byla czesc mojego optymistycznego, stalinowskiego dziecinstwa z ksiazek Gajdara i wierszy Marszaka - ale wole nie myslec, jak ich pamietaja inni.

Pytanie, jak sadze, jest inne - czy w pojmowaniu rzeczywistosci przez ludzi z aparatu przemocy istniala roznica pomiedzy Zydami i nie- Zydami? Innymi slowy, czy te trzynascie lub trzydziesci procent laczyl jakis wspolny mianownik, odmienny od tego, ktory cechowal pozostalych?

Otoz sadze, ze nie. Ze swojego dziecinstwa pamietam goraca przyjazn dwoch chlopcow z mojej szkoly, slicznego, zielonookiego blondynka i szczuplego bruneta o wyraznie semickich rysach. Siedzieli w jednej lawce, nie rozstawali sie w czasie przerwy, razem jedli drugie sniadanie i odwiedzali sie nawzajem w domu. Brunet wychowywal sie bez ojca, znanego dzialacza komunistycznego, ktory siedzial. Nazwisko blondynka bardzo dlugo nic mi nie mowilo. Minelo dobre dwadziescia piec lat, zanim przeczytalem, ze to ojciec blondynka torturowal ojca jego najlepszego przyjaciela.

Serdecznosci, Henryk D.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Fri, 29 May 1998 13:35:25 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: "I ciagle widze ich twarze"

Golda Tencer @ SHALOM Fundation, o podpisach w jezyku hebrajskim:

GT> Drodzy Przyjaciele,

GT>    Znowu potrzebuje Waszej pomocy. W sierpniu
GT>    wystawa "I ciagle widze ich twarze"
GT>    bedzie goscila w Yad Vashem w Izraelu [--]

Nie wiem, ilu z Was widzialo te wystawe, ale jest to absolutnie niezwykle przezycie emocjonalne. Wiem, ze wystawa byla juz w Los Angeles i Detroit, a Lilka Elbaum pomaga w zorganizowaniu ekspozycji w Bostonie. Widzialem te wystawe w Warszawie, potem dostalem wspaniale wydany album i zagladam do niego za rzadko, bo budzi we mnie zbyt silne reakcje. Niedawno dowiedzialem sie, ze dramatyczny tekst ksiazki jest dzielem Ani Bikont, ktorej nazwisko umknelo mi w drobnym druku w stopce redakcyjnej. Znam wypadki odnalezienia na fotografiach zamieszczonych w ksiazce dawno zaginionych czlonkow rodzin. Golda mowi, ze ludzie nadal przysylaja jej fotografie.

Podpisy hebrajskie do wystawy w Yad Vashem powinny byc zrobione przez ludzi, ktorzy rozumieja, co drukuja. Jesli podpisy powstana w Polsce, przy najlepszych checiach wyjdzie z tego galimatias. Przy dzisiejszej technologii druk czegokolwiek jest przedsiewzieciem nieskomplikowanym. Pytam przyjaciol z Izraela - kto moglby pomoc Goldzie i zorganizowac druk podpisow na miejscu, aby nie bylo bledow i omylek?

Henryk D.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Fri, 29 May 1998 20:57:10 -0400
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Re: UB-Zyd-Komuna?

Mysle, ze jest zbyt zawyzony, bo po wyzwoleniu wszystkie urzedy byly w powijakach, z tym, ze bezpieczenstwo i milicja rozwijaly sie o wiele szybciej niz inne resorty (NB wieziennictwo nie bylo odzielnym resortem, a czescia bezpieczenstwa - zmiana nastapila, i to tylko czesciowo - po 56). Z roznych wspomnien wynika, ze bylo kilkanascie osob tu, kilkanascie tam. Wiekszosc spraw cywilnych, zwlaszcza w terenie, zalatwiala administracja wojskowa (np. grupy operacyjne).

Wlodek Rozenbaum

To: hdasko@total.net, [4 odbiorcow]@internet
Date: Fri, 29 May 1998 20:48:17 -0500
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Re: The Brothers Berman [prywatnie]

No prosze, a nie mowilem, ze my sie przewaznie zgadzamy, tylko patrzymy z innej per[spektywy.]

A pomylki zdazaja sie nawet najtezszym glowom. Np. w sprawie Adolfa Bermana. Czy jak ktos sie nie modli po polsku, to nie jest katolikiem? Otoz, moze cie rozczaruje, ale Poalej Syjon Lewica, to byla zydowska partia komunistyczna. Niektorzy przeszli z niej do KPP, KPZB, KPZU, czy ich mlodziezowych formacji, inni przeczekiwali, nie zmieniajac pogladow. Adolf Berman wstapil do partii komunistycznej w Izraelu, co bylo logiczna kontynuacja jego dzialalnosci w Poalej Syjon Lewicy. Nie wiem, czy miales okazje poczytac cos po angielsku na temat ruchu i partii syjonistycznych w Polsce przedwojennej, ale o Bermanie pisala rowniez Toranska, ktora przeciez znasz i w naturze, i z lektury.

A co do wyjasnienia Jozka, ze chodzilo mu o okres wojny, to nie jest ono o wiele lepsze. Przeciez juz pisalo sie na swietlicy, ze roznie z ta "rownoscia" bylo. Wielu dzialaczy komunistycznych w czasie wojny tez bylo niechetnych Zydom (byly przeciez i przypadki morderstw, i nie przyjmowania Zydow do oddzialow partyzanckich, i wrogiego stosunku do Zydow w oddzialach, i roznie bylo z ta pomoca dla gett). Tak, ze prawda jak zawsze lezy po srodku. Nie przesadzajmy z poprawianiem jej w jedna czy druga strone. Przeciez liczba 500,000 Zydow, ktorzy uchowali sie w Polsce w czasie okupacji jest typowa fantazja Marcowa. Nie mowiac o tym, ze na uratowanie tylu Zydow (stosujac metody matematyczne rachmistrzow marcowych) zabraklo by zarowno Polakow jak i miejsc do przechowywania Zydow. Przestanmy bawic sie w Rojtszwanca.

Wlodek Rozenbaum

To: Stan Matwin <stan@xxxx.xxxxxxx.ca>, [4 odbiorcow]@internet
Date: Fri, 29 May 1998 21:14:30 -0400
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Re: zupelnie inna dyskusja (apropos wykladu Julka B.) [prywatnie]

Staszek,

Kultura  byla straszliwie snobistyczna, a przy tym publikowala duzo dobrych i bardzo dobrych rzeczy. Nazwisko i koligacje autorow znaczyly jednak szalenie duzo. Zamiescili np. bardzo dobre opowiadania Hena, ale tez i glupawy artykul o stosunkach polsko-zydowskich Szczypiorskiego. Ja pokazalem im manuskrypt ksiazki o Marcu znanego dziennikarza, ktory wywiozlem w formie mikrofilmu. Zainteresowal ich, bo zawieral duzo wiadomosci i cytatow z dokumentow, o ktorych zwlaszcza wtedy nie mieli pojecia.

Ale kiedy na prosbe autora odmowilem wyjawienia nazwiska, zaczeli sie wykrecac i w koncu nie wydrukowali. Wydrukowali moj dosc obszerny list dotyczacy bezpieczenstwa, ale zlekcewazyli moja polemike ze Szczypiorskim. Ale z drugiej strony, opublikowali "moj" artykul o gierkowskiej polityce ekonomicznej (wtedy nie wspomnialem im o prawdziwym autorze z Warszawy, ktorego pseudonimu uzylem). Gdybys im podal swoje nazwisko, to moze by ci nawet oplacili podroz do Paryza. Mnie zreszta proponowali zalatwienie stypendium na studia w Stanach, ale jak sie wykrecili z manuskryptu ksiazki, to nie nie mialem ochoty korzystac z ich posrednictwa. Nie spieszylo mi sie tez z powrotem na studia. Znam takiego, co skorzystal i bardzo dobrze na tym wyszedl (ale jestem pewien, ze bez nich tez by sobie nie gorzej poradzil, bo to bardzo zdolny chlopak).

Wlodek Rozenbaum

To: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxxxxx.net>, [4 odbiorcow]@internet
Date: Fri, 29 May 1998 22:52:11 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: The Brothers Berman [prywatnie]

Wlodzimierz Rozenbaum, o Adolfie Bermanie:

WR>    Czy jak ktos sie nie modli po polsku, to nie jest
WR>    katolikiem? Otoz, moze cie rozczaruje, ale Poalej
WR>    Syjon Lewica, to byla zydowska partia komunistyczna.
WR>    Niektorzy przeszli z niej do KPP, KPZB, KPZU, czy
WR>    ich mlodziezowych formacji, inni przeczekiwali,
WR>    nie zmieniajac pogladow. Adolf Berman wstapil do
WR>    partii komunistycznej w Izraelu, co bylo logiczna
WR>    kontynuacja jego dzialalnosci w Poalej Syjon Lewicy.

Do KPI istotnie wstapil, logicznie czy nie - nie wiem. U Kerstenowej wyczytalem natomiast, ze w 1945 roku zydowscy komunisci w Polsce domagali sie mandatu dla siebie w Krajowej Radzie Narodowej, twierdzac, ze Adolf Berman jako przedstawiciel Poalej Syjon Lewica uzurpuje sobie prawo wystepowania w ich imieniu - wiec najwyrazniej chodzilo nie tylko o jezyk, w jakim sie modlili. Poalej Syjon-L byla partia marksistowska, radykalnie socjalistyczna, ale nie pamietam, zeby sie okreslali jako komunisci. Znam jeszcze inne partie marksistowskie, socjalistyczne, stojace na pozycjach walki klasowej, ktore takze nie byly komunistami.

Nie badz zlosliwy. Jozek nie mial na mysli, ze 500,000 Zydow przechowalo sie w Polsce. Cyfra jest istotnie zawyzona: szacunki, ktore znam podaja ok. 60,000 w Polsce, 250,000 do 300,000 w ZSRR.

Best, Henryk

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Fri, 29 May 1998 23:24:35 -0400
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Re: Zydzi w UB...

Suche liczby rzeczywiscie moga wypaczyc obraz. Publikujac te liczby na naszym forum wiedzialem, ze dla nas one nie beda suche. Nie jestem pewien, czy chcialbym opublikowac te liczby na innym forum dyskusyjnym. Ale nawet na naszym forum uzylem okreslenia "pochodzenie zydowskie", a nie "Zydzi" (jak bylo w danych, ktore ja otrzymalem z Warszawy). Mysle, ze moje okreslenie jest obiektywniejsze i przez naszych korespondentow powinno byc odpowiednio zrozumiane. Nie widze wiec powodu, zeby sie z tego tlumaczyc. Tym bardziej, ze nie widze zadnej sprzecznosci w bardzo trafnych i ladnie opisanych przykladach Andrzeja i Henka. Pasuje do nich dobrze zwiezly komentarz Teresy.

Co nam daja tego typu statystyki? Liczby nie klamia, ale moga wprowadzac w blad. Otoz, uwazam, ze nie powinnismy sie bac zaakceptowania rzeczywistosci i prawdy o naszych rodzicach, krewnych czy znajomych. Nie powinnismy ich tez ani automatycznie ganic badz rozgrzeszac. Dokonywali oni wyboru w warunkach, o ktorych mamy w najlepszym wypadku male pojecie. Nie jestem tez pewien, czy powinnismy automatycznie akceptowac tlumaczenia (opowiadania) rodzicow. Mowie to z osobistej perspektywy, po zetknieciu sie z wieloma osobami w roznych okresach.

Podobnie jak Heniek roznie wspominam osoby z bezpieczenstwa. Podejrzewam, ze nie zawsze osoby, ktore wydawaly sie nam niezbyt sympatyczne winne byly gorszych czynow niz ci fajni wujkowie czy ciocie. Andrzej slusznie zwraca uwage na to, ze na pewnym szczeblu partia kierowala ludzi do roznych resortow na rozne stanowiska. Odmowic bylo trudno. Jesli ktos mial dobre kontakty, mogl sobie cos innego zalatwic. Tutaj zwraca uwage fakt, ze ojciec Andrzeja nalezal do takich. Zetknalem sie z takimi, ktorych mozliwosci wyboru byly mniejsze albo szalenie ograniczone (nie mozna powiedziec, ze nie mieli zadnego - kompromisy, kompromisy).

Byli tacy co ladowali w wieziennictwie i traktowali to jako normalna prace (czasami traktowali to jako okazje, zeby sie odegrac na wrogu). Byli tez inni, ktorych kierowala tam towarzyszka Gomulkowa i ich protesty nie odnosily skutku (jej argument: "z takim nosem?" przewazal), a przeciez trzeba bylo pracowac i utrzymac rodzine. Niektorzy w podobnych okolicznosciach ladowali w innych pionach aparatu bezpieczenstwa. Duzy procent zatrudnionych w bezpieczenstwie nie mial specjalnych wyrzutow na sumieniu. Na ogol byli dumni ze swojej pracy. W najgorszym wypadku w zaakceptowaniu sytuacji pomagalo im duze utajnienie ich stanowisk. Dzieki temu nie rozmawiali o swojej pracy, nawet ze znajomymi zatrudnionymi w innych departamentach czy wydzialach. Nie mieli wiec zbyt wiele czasu czy okazji zastanawiac sie nad charakterem swojej pracy. W ich miejscu pracy wszyscy robili to samo.

Byli tacy, ktorzy nie bardzo "sprawdzali sie" w pracy. Takim udawalo sie odejsc bez ujemnych skutkow dla swojej dalszej kariery. Innni, ktorzy byli cenionymi pracownikami, nie mogli odejsc. Znam wypadek osoby, ktorej zaproponowano prace w Radiu. Propozycja wyszla od jednego z glownych szefow, ktory byl chyba tez we wladzach partyjnych na szczeblu KC. Nie wyszlo. Osoba ta probowala dalej przez zasluzonego czlonka KC, ktory byl kierownikiem jednego z wazniejszych wydzialow. Tez nie pomoglo. Towarzysz minister general nie zgodzil sie.

I chociaz niezupelnie zgadzam sie z Henkiem, ze watpliwosci u bezpieczniakow zaczely budzic sie w zwiazku z procesami Rajka, Slansky'ego (sprawa Fielda nie pasuje tu, bo to mial byc dowod na powiazania z imperialistycznymi wywiadami i Field nie odmawial wspolpracy ze sledczymi), Komara. Z pewnoscia byly jakies, zwlaszcza wsrod "dabrowszczakow" i w Zarzadzie II Sztabu Generalnego. Ale bez przesady. Chodzilo tu czesto o ludzi, ktorzy przez dluzszy czas mieszkali i pracowali na Zachodzie, czesto "zamieszani" w rozne bardzo utajnione akcje wywiadu radzieckiego o ktorych malo kto wiedzial i ktorych nie wolno bylo potwierdzac. Jesli ktos mial jakies watpliwosci, to najwyzej typu: "to musi byc jakas tragiczna pomylka", a nie, ze to zla wladza, czy system. Dodam, ze zgadzam sie z Henkiem, ze reakcje, odczucia, czy watpliwosci z pewnoscia nie mialy podloza etnicznego (np. w Sledczym Polacy wykazali nie mniej zaciecia i okrucienstwa niz ich wspolpracownicy pochodzenia zydowskiego, i tak samo trudno im bylo zrozumiec swoja wine podczas procesow).

Przerywam tutaj, bo i tak za bardzo rozpisalem sie. Poza tym, nie chce monopolizowac dyskusji. Zachecam jednak do jej kontynuacji. Mysle, ze powinnismy ustosunkowac sie do takich i podobnych drazliwych tematow. Moze wtedy bedzie nam latwiej lekcewazyc, czy reagowac na kalumnie wrogich nam osob.

Wlodek Rozenbaum

Henry Dasko wrote:

Andrzej Krakowski o Zydach w UB: [...]

HD>    To jest, Andrzej, polprawda. Nie watpie,
HD>    ze tak bylo w przypadku Twojego ojca - ale
HD>    byli tacy i byli inni. Pamietam dobrze, bo
HD>    przychodzili do nas do domu, mialem wtedy
HD>    szesc lat, ale pamietam.

To: hdasko@total.net, [4 odbiorcow]@internet
Date: Sat, 30 May 1998 00:12:32 -0400
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Re: The Brothers Berman [prywatnie]

Heniek,

Nie dziel wlosu na czworo. Komunistyczny profil Poalej Syjon Lewicy nie ulega zadnej watpliwosci i tak ta partia jest przedstawiana przez historykow specjalizujacych sie w historii syjonizmu i zydowskich partii politycznych w Polsce. Kersten po prostu nawiazuje do "przepychanki" i "walki o stolki" po wojnie.

Zydzi tak samo podstawiali sobie noge jak Polacy. Trzeba to tylko widziec w odpowiedniej perspektywie. Smolar wystepowal wtedy jako reprezentant zydowskich partyzantow mimo, ze wlasciwie takiej organizacji nie bylo. I dlatego m.in. musial troche poczekac, zeby sie przebic wyzej. Rzecznikiem i wyrocznia byl wtedy Szymon Zachariasz, ktory nawet krotko kierowal Wydzialem Zydowskim w KC (wydzial krotko istnial).

Nie jest to, niestety, okres z ktorego Zydzi powinni byc specjalnie dumni. Kiedy pisalem swoja prace magisterska udalo mi sie w Nowym Jorku w YIVO znalezc troche dokumentow i opracowan na ten temat. Odzielnym tematem jest czystka w organizacjach zydowskich w zwiazku z Kongresem Zjednoczeniowym Partii. Komunisci zydowscy przypinali latki kazdemu, kto mogl przeszkodzic w zjednoczniu partii zydowskich na polska modle, tzn uczynic ja zydowska przybudowka PZPR. W ten sposob niektorym Zydom odmowiono czlonkostwa w nowej partii i czasami mialo to wplyw na ich dalsza kariere, ktora tez byla wedlug polskiego partyjnego klucza.

Wlodek Rozenbaum

P.S. Nie uwazam Kerstenowej za autorytet w historii Zydow w ogole, a w PRL w szczegolnosci. Jest ona solidnym historykiem, ale o sprawach zydowskich pisala wiecej z serca niz z wiedzy i dokumentow.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sat, 30 May 1998 01:12:19 +0200
From: Anita Burg <burg@xx.xxx.se>
Subject: Re: Zydzi w UB...

Oczywiscie liczenie procentow rasowych jest nonsensem. Istnieja uwarunkowania historyczne i polityczne, dla ktorych i statystyka narodowosciowa KPP tez nie odzwierciedlala przekroju owczesnego spoleczenstwa RP. Ciekawe skadinad, czy istnieja statystyki Zydow-wiezniow i ofiar UB?

Ochotnikow do UB byc moze nie bylo wielu, ale niestety byli. Nie mowie tu o ideowych komunistach ktorych, niezaleznie od narodowosci, gnalo partyjne sumienie. Mowie o zydowskich chlopcach, czesto z malych wiosek i miasteczek. Cudem ocaleli i wstepowali teraz do UB czesto dla zemsty na Niemcach i szmalcownikach, na Ukraincach. Ludzie na ogol bez zawodu i bez wyksztalcenia, wychowani przez wojne, wprowadzani czesto przez innych Zydow - juz ubekow. Aby sie odkuc, a takze najesc, ubrac i zamieszkac.

Ten typ wystepowal glownie "w terenie". Zapisanie sie do partii i nadbudowa ideologiczna jezeli przyszly, to pozniej. Na ogol, jezeli/gdy juz przejrzeli bylo za pozno na wyskoczenie z tego pociagu.

Nie usprawiedliwiam ich, ale bardziej rozumiem niz ideowych komunistow, ktorzy w imie tych swoich idei potrafili zdradzic i wyrzec sie przyjaciol i towarzyszy.

A nie kazdy mial swobodny dostep do Bieruta.... Z calym szacunkiem dla ojca Andrzeja: oddelegowania do UB i _tej instytucji_ nienawidzil, ale jeszcze przez dlugie lata z powodzeniem dzialal na innych niwach ,odcinkach i posterunkach zanim calkowicie przejrzal. Uczucie, ze najszczesliwszym dniem jego zycia bylo wydostanie sie z UB, dzielil jednak z pewnoscia z niejednym po drugiej strony biurka/kraty/barykady (niepotrzebne skreslic).

Wiekszosc ubekow-Zydow odsunieto w 1956, czesto na inne odpowiedzialne pozycje dyrektorow, prezesow spoldzielni. Paru zamknieto dla zatkania geby opinii publicznej, podczas gdy ich dawni przyjaciele, towarzysze i wspolpracownicy odwracali sie od nich plecami zgodnie z kanonami partyjnego pragmatyzmu.

UB, choc pod inna nazwa, pozostalo, chociaz o ciaglosc dbali juz teraz glownie towarzysze aryjscy.

Niestety, nieco Zydow pozostalo mimo wszystko w aparacie czynnej przemocy az do roku 1968. Sam wiem tylko o paru. W Szczecinie bylo trzech majorow i jeden (pod?)pulkownik MO, ponoc - ich wersja - w administracji. Komendant ORMO w Lodzkim. Oslawiony pulkownik (pelny!) wieziennictwa w Katowicach.

Moje osobiste wspomnienia z lat 50-ych pozbawione sa sentymentow. Pamietam do tej pory dzwonek do drzwi, wrzask ubeka i placz mojej Matki. Powod: zerwala sie krepa z flagi wywieszonej w oknie z okazji smierci Stalina. Skonczylo sie wszystko dzieki Bogu dobrze, bo tylko na strachu: mieszkalismy przy bocznej slepej uliczce i nikt nie zechcial zrobic z tego antypanstwowej prowokacji.

Pamietam takze atmosfere wiecznego strachu, szepty, wielokrotne ostrzezenia aby nikomu niczego nie opowiadac ("bo mozesz na nas wszystkich nieszczescie sprowadzic").

Podsumowanie?

Trudno mi sie zdobyc na sympatie i usprawiedliwianie pewnych ludzi i ich postaw. Nawet jezeli, a moze wlasnie dlatego ze, chodzi tu o Zydow.

Moge probowac ich zrozumiec, moge nawet osobiscie polozyc "gruba kreske" (Rosjanie maja na to lepsze wyrazenie).

Prawda historyczna nie zawsze przedstawia "naszych" w najkorzystniejszym swietle. Nie tylko Einstein, Anielewicz czy Wieser, ale niestety takze kapo, ordnerzy, gangsterzy, kolaboranci czy ubecy stanowia czesc naszego wspolnego dziedzictwa.

Nie uwazam ze w zwiazku z tym powinnismy, w imie "wyzszych racji", np. obaw aby nie dac antysemitom pozywki etc, przemilczac, wybielac czy usprawiedliwiac ciemne strony przeszlosci. Sadze, ze rozliczenie przez nas samych pewnych, nie zawsze pieknych postaw i faktow, moze w perspektywie przyniesc tylko korzysci. Katharsis, a jednoczesnie wybicie argumentow przeciwnikom.

Pozdrawiam,

Stefan

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sat, 30 May 1998 16:13:57 -0400
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Re: Zydzi w UB...

Czasami w bardzo prosty sposob. W czasie przyjmowania do pracy wypelnia sie ankiete personalna, ktora zawiera rubryke "narodowosc". Nie mozna jej zostawiac niewypelnionej. Potem ta ankieta laduje w archiwum i pozniej mozna ja wykorzystac. Tak tez stalo sie w tym wypadku. Zauwazylem, ze w jednym czy dwoch wypadkach osoby pochodzenia zydowskiego zadeklarowaly narodowosc polska. I tak zostalo. Jedna z tych osob dlugo tam miejsca nie zagrzala. Moze dzisiejszych reunionistow to dziwi, ale wtedy, wiele, wiele lat temu bylo duzo ludzi, ktorzy woleli nie ukrywac swojej narodowosci.

Wlodek Rozenbaum

Julian S. Bielicki wrote:

JSB>    A jak powstaja te liczby? Wedlog jakich kryteriow
JSB>    definiowano kogos za Zyda w UB? Oboje rodzice zydzi?
JSB>    Jeden rodzic? Babcia albo dziadek? Pradziadek?
JSB>    Dlugosc nosa? Czy wlasna deklaracja dangeo czlowieka,
JSB>    ze jest zydem?

JSB>    I jezeli, to dlaczego taka statystyka nie pokazuje
JSB>    ilosc katolikow w UB?

JSB>    Przeciez takie stytystyki maja tylko jedno za
JSB>    cel, przesuniecie obrazu historii w kierunku:
JSB>    PRL--->komuna--->UB--->katowanie ludzi--->przez Zydow

JSB>    Jezeli by los historii tak przez przypadek chcial,
JSB>    ze np. za 50 lat w Polce bedzie panowal nationalny
JSB>    socjalizm, to tez pokaza statystyki, ile dzisiaj Zydow
JSB>    bylo w bankwosci, kupowalo ziemie, domy, i ze Zydzi
JSB>    byli winni, a jak za sto lat by byl tam znowu nationalny
JSB>    kapitalizm, to by pokazali statystyki, ze w latach 2050
JSB>    Zydzi byli odpowiedzialni za wszystkie zlo w Polsce,
JSB>    i tak w kolo Macieju.

JSB>    Ilu zydow bylo wsrod zalozycieli religii
JSB>    chrzescijanskiej?

>    Julek

Wlodzimierz Rozenbaum schrieb:

WR>> Suche liczby rzeczywiscie moga wypaczyc obraz.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sat, 30 May 1998 22:28:44 +0200
From: Anita Burg <burg@xx.xxx.se>
Subject: Re: Zydzi w UB...

At 16:13 1998-05-30 -0400, Wlodzimierz Rozenbaum wrote:

WR>    Czasami w bardzo prosty sposob. W czasie
WR>    przyjmowania do pracy wypelnia sie ankiete
WR>    personalna, ktora zawiera rubryke "narodowosc".

Nawet gdybysmy (tzn. rodzina Burg) chcieli ukrywac narodowosc, to i tak byloby trudno - wszyscy dookola wiedzieli. Ot, jeszcze jedna "wada" zycia na prowincji.

Oczywiscie, trzymajac sie zawsze z daleka i z odraza od partii, ZMS, UB i tym podobnych, bazuje swoje opinie tylko na sprawach zaslyszanych, przypadkowych zrodlach, slaskim kolorycie lokalnym - i troche na intuicji.

Zdziwiloby mnie wiec, gdyby tacy towarzysze-internacjonalisci jak Minc, Berman, Staszewski czy Starewicz wpisywali byli do _swoich_ powojennych ankiet narodowosc zydowska. Tak, ze nie sadze aby statystyka etniczna UB opierala sie na ankietach personalnych, raczej na "ogolnej wiedzy". Wszyscy wiedzieli przzeciez kto zacz. Wiadomo bylo nawet, ze Moniek Spychalski tez jest nasz (mimo, ze tak naprawde nie byl).

Ale chetnie dowiedzialbym sie, jak to bylo naprawde z tymi ankietami owczesnych towarzyszy.

Pozdrawiam,
Stefan

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sat, 30 May 1998 17:13:06 -0400
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Re: Zydzi w UB...

Sasza,

A teraz Sasza ty masz duzo racji, ale przekluje twoj balonik madrosci. Znowu dajesz nam dobry przyklad operowania ogolnikami (ja tez to robie). Wazne jest, zeby przy uogolnianiu nie przesadzac z liczbami, w kazda strone. Czasami staramy sie sprowadzac zupelnie rozne sytuacje do tego samego mianownika. Twoje przyklady z wojska sa nieporownywalne z wyborami dokonywanymi przez naszych rodzicow, krewnych, czy znajomych. Ja studiowalem z ludzmi w Warszawie i w Stanach, ktorzy pracowali lub zglaszali sie do pracy w sluzbach specjalnych, z roznych pobudek i czesto wierzac, ze ich nowa praca nie bedzie wymagala dramatycznych kompromisow. Czesto mieli racje. Przeciez, zeby byc swinia nie trzeba bylo pracowac w bezpieczenstwie i byc czlonkiem partii.

Niestety, bylo bardzo duzo "niezrzeszonych" swin, ktore denuncjujac, donoszac i glosujac wyrzadzily wiele krzywd i doprowadzily do licznych tragedii. Tak jak byly osoby w bezpieczenstwie i w partii, ktore nie chcialy robic swinstw i placily za to swoja kariera (chociaz niekoniecznie cierpialy bardzo z tego powodu materialnie). Byli tez ludzie mojej generacji, ktorzy sami garneli sie do organow, al[e] i tacy, ktorzy odmawiali, mimo ponetnych propozycji.

Pamietam np. dobrze jednego z naszych, niezyjacych juz kolegow, ktory po szkole sredniej dostal bardzo "interesujaca" propozycje z MSW. Szukal rady u kilku bliskich kolegow i znajomych. Odradzalismy mu i on bardzo szybko zrozumial, ze powinien odmowic. Zrobil to. Nie zawazylo to w zadnym stopniu na jego pozniejszej karierze, chociaz znalezli sie w dniach marcowych nasi rodzimi parszywcy, ktorzy wskazywali na niego jako na agenta MSW w warszawskim TSKZ.

Wracajac do wczesniejszych lat, Andrzej Krakowski zwrocil uwage na bardzo wazny element: dyscypline partyjna. To nie jest wymysl. Tak bylo. Ale potem niekoniecznie musialo sie grzeznac w blocie. Chociaz jesli ktos nieopatrznie wdepnal (nieswiadomie zgodzil sie przyjac prace), to trudniej bylo odejsc, zwlaszcza jesli sie ubrudzilo rece. Aparat nie chronil tych, ktorym brudna praca nagle przestala sie podobac, i czynil wszystko, zeby tych ludzi zatrzymac (m.in. w obawie, zeby ci ludzie nie poczuli sie zwolnieni od utrzymania tajemnicy, mimo, ze ryzyko bylo male).

Zreszta, aparat nie lubil "tracic" pracownikow nawet wtedy kiedy ich zwalniano. Bardzo czesto wymagano od bylych pracownikow, zeby wspolpracowali z MSW w nowych miejscach pracy; czasami MSW kierowalo ich do innych instytucji. Kiedys przyszla do moich rodzicow znajoma Polka, zeby poradzic sie co robic. Wrocila z mezem z placowki dyplomatycznej. Przed wyjazdem zrezygnowala z pracy w MSW; pomyslala sobie, ze nareszcie udalo sie jej odczepic. Po powrocie zaczela szukac pracy. Bardzo szybko "odnalazlo" ja MSW. Powiedziano jej, ze jesli nie zgodzi sie na wspolprace w nowym miejscu pracy, MSW zrobi wszystko co moze, zeby nowej pracy nie znalazla. A jej warunki materialne nie pozwalaly na siedzenie w domu i, zreszta, nie miala na to ochoty. Nie wiem jaka decyzje podjela, ale wiem, ze strasznie to przezywala. To bylo na poczatku lat 60-ych.

A, wiec, dalej popieram dyskusje. Nie unikajmy drazliwych tematow. Dzielmy sie wlasnymi doswiadczeniami i zaslyszanymi historiami, ale unikajmy skrajnosci. Starajmy sie byc sprawiedliwymi.

Wlodek Rozenbaum

Alexander Sharon wrote:

Anita Burg wrote:

AB>> Ochotnikow do UB byc moze nie bylo wielu, ale
AB>> niestety byli. Nie mowie tu o ideowych komunistach
AB>> ktorych, niezaleznie od narodowosci, gnalo partyjne
AB>> sumienie. Mowie o zydowskich chlopcach, czesto
AB>> z malych wiosek i miasteczek. Cudem ocaleli
AB>> i wstepowali teraz do UB czesto dla zemsty na
AB>> Niemcach i szmalcownikach, na Ukraincach. Ludzie
AB>> na ogol bez zawodu i bez wyksztalcenia wychowani
AB>> przez wojne, wprowadzani czesto przez innych
AB>> Zydow - juz ubekow. Aby sie odkuc, a takze
AB>> najesc, ubrac i zamieszkac.

AS>    Na jakich to Niemcach chcieli sie odkuc chlopcy
AS>    z malych i duzych miasteczek, wstepujacy do CzK
AS>    albo NKWD/MWD w latach 20 i 30 ych.

AB>> Nie przesadzajmy. Praca w organach bezpieczenstwa
AB>> oprocz specjalnych przywilejow mieszkaniowych
AB>> i innych, dawala cos bardziej waznego chlopakom
AB>> z malych i duzych miasteczek - wladze. Nie wierze
AB>> ze kogos mogli zmusic do pracy w tych specjalnych
AB>> oddzialach. Jezeli sie odmowilo, wtenczas oczywis-
AB>> cie moglo to byc polaczone z wyrzuceniem czlowieka
AB>> z partii i pracy. Ale chlopak z malego miasteczka
AB>> nie mogl sobie pozwolic do powrotu zawodu szewca
AB>> czy krawca w spoldzielni zydowskiej. Zakosztowal
AB>> juz wladzy, munduru, orderow i specjalnych
AB>> przywilejow. Sumienie tu odchodzilo na boczne tory.

AB>> Nie pieprzmy wiec co to niektorzy rodzice
AB>> przezywali za katusze. Nie kupuje tych historii.

AS>    Nie przemawiam jako teoretyk. W przeciwenstwie
AS>    do z wiekszosci z was, mialem osobista
AS>    "przyjemnosc" przebywaniu w mundurze armii
AS>    kilku krajow. Znalem rodzaj ludzi, ktorzy po
AS>    zaproponawaniu przejscia z normalnych jednostek
AS>    do "specjalnych", przyjmowali to jako awans
AS>    spoleczny, oddania sprawy, bezpieczenstwa itd.
AS>    To byli wlasnie faceci, ktorym wladza byla
AS>    potrzebna jak powietrze. Niektorzy odmawiali,
AS>    przewaznie byli usuwani na bok, kariere mieli
AS>    zatamowana albo wrecz przerwana. I nic,
AS>    przezyli to nie skurwiajac sie wewnetrznie.
AS>    Przy goleniu tez nalezy spojrzec bez wstydu
AS>    na lustrzane odbicie.

AS>    Serwus

>      Sasza

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sat, 30 May 1998 18:15:34 -0400
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Re: Zydzi w UB...

SB>    Ale chetnie dowiedzialbym sie, jak to bylo
SB>    naprawde z tymi ankietami owczesnych towarzyszy.

>      Stefan

Przeczytaj sobie jeszcze raz swoj list i znajdziesz przekonywujaca odpowiedz: "Oczywiscie, trzymajac sie zawsze z daleka i z odraza od partii, ZMS, UB i tym podobnych, bazuje swoje opinie tylko na sprawach zaslyszanych, przypadkowych zrodlach, slaskim kolorycie lokalnym - i troche na intuicji".

A wiec gotow jestes poswiecic fakty dla intuicji. Na tej zasadzie zaczniesz niedlugo popularyzowac znane "prawdy", ze wszyscy Zydzi maja duzy zmysl do handlu i mysla tylko o pieniadzach, albo, ze wszyscy Zydzi sa wyjatkowo zdolni do nauk scislych, itp.

Nikt z wymienionych przez ciebie osob nie pracowal w organach bezpieczenstwa, wiec twoj argument jest zwykla demagogia. Nie pisalem o nich i nie wiem, co oni wpisali w swoich ankietach. Chociaz wcale by mnie nie zdziwili, jesli by podali narodowosc zydowska. Ale co z tego? Dokument, na ktory powolalem sie, zawiera nazwiska o roznym brzmieniu. Nie ma zadnych powodow, zeby kwestionowac prawdziwosc zapisow. W przeciwienstwie do ciebie ja nie musze bawic sie we wrozke, albo dorabiac sobie fakty do lepiej mi pasujacej teorii.

Faktem jest, ze po wojnie bardzo wiele osob zglaszajacych sie do sluzby panstwowej mialo nazwiska zydowskie i nie ukrywalo swojej tozsamosci zydowskiej. Procent takich osob byl o wiele wyzszy wsrod tych, ktorzy przezyli w ZSRR, niz w Polsce. Ci, ktorzy przezyli w Polsce, czesto mieli polskie papiery i w zwiazku z tym konsekwentnie zachowywali polska narodowosc. Argument, ze kazdy wiedzial, ze Berman byl Zydem, niezaleznie od tego jak on sie samookreslal, nie ma tu zadnego znaczenia. Pisalem kiedys juz, ze niemal wszyscy moi rowiesnicy zdajacy na studia podawali narodowosc polska, nawet jesli ich nazwiska byly typowymi zydowskimi.

Jesli ktos w pierwszych latach po wojnie chcial pracowac (czy byl skierowany do pracy) w bezpieczenstwie, to jaki sens mialo dla tej osoby ukrywanie swojej narodowosci w instytucji, gdzie takiej rzeczy nie mozna ukryc. Przeciez osoba ta szla pracowac dla instytucji, ktorej zadaniem bylo bronic rownych praw tej osoby.

Ponadto sam widzialem ten dokument, zarowno czesc organizacyjna z obsada, jak i czesc z biogramami. Znam duzo nazwisk osob, ktore pracowaly w bezpieczenstwie. Dokument ten widzialy tez osoby, ktore pracowaly w bezpieczenstwie i naukowcy, ktorzy opracowuja dokumenty sluzby bezpieczenstwa. Jest to dokument historyczny bez jakichkolwiek komentarzy. Byly wypadki, ze niektorzy pracownicy pozniej zmienili swoje zydowskie nazwiska na polskie. Figuruja one w tym dokumencie pod swoim nowym polskim nazwiskiem i nie podane jest poprzednie zydowskie.

I ostatnia rzecz, imputowanie, ze w PRL wpisywano komukolwiek w ankiete personalna narodowosc, jaka sobie zazyczyly wladze bezpieczenstwa, czy jakas inna wladza, jest zupelna halucynacja. Ludzie i wladze mogli sobie myslec co chca (i mysleli), ale ja wpisywalem do mojej ankiety personalnej narodowosc wlasnego wyboru. I tak czynili wszyscy inni. Jedynym wyjatkiem, ale nie dotyczylo to ankiet personalnych tylko emigracyjnych, byly nasze wyjazdy pomarcowe, kiedy to niektorzy z nas musieli deklarowac narodowosc do ktorej sie nie poczuwali.

Wlodek Rozenbaum

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sat, 30 May 1998 18:21:13 -0400
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Re: Zydzi w UB...

JSB>    No wiec u moich rodzicow w ich swiadectwach
JSB>    maturalnych z roku 1925 z Vilna stoi
JSB>    narodowosc = polska, wyznanie = mojzeszowe.

Julek,

Czto-to ja, pardon, nie ponial? Gdzie Krym, gdzie Rzym, gdzie wyznanie, gdzie polska przed wojna, a gdzie PRL i co to ma wspolnego z konkretnym dokumentem, na ktory sie powolalem?

Wlodek Rozenbaum

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sat, 30 May 1998 19:36:48 -0400
From: Leon Szyfer <soleil@xxxx.com>
Subject: Re: Zydzi w UB...

Wlodzimierz Rozenbaum wrote:

WR>    A, wiec, dalej popieram dyskusje. Nie unikajmy
WR>    drazliwych tematow. Dzielmy sie wlasnymi doswiad-
WR>    czeniami i zaslyszanymi historiami, ale unikajmy
WR>    skrajnosci. Starajmy sie byc sprawiedliwymi.

Wlodku,

mam pytanie, na ktore odpowiedz moze nie istniec. Slyszalem, ze CCCP specjalnie "obsadzal" aparaty bezpieczenstwa wasali Zydami zgodnie ze stara rzymska zasada: "divide et impera". Jak cos bedzie nie tak, to mozna bedzie zwalic na Zydow. Chyba tylko Tobie i ewentualnie Henkowi moze byc cos wiadomo. A moze to po prostu jedna z legend?

Leon

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sat, 30 May 1998 20:32:47 -0400
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Re: Zydzi w UB...

LS>    mam pytanie, na ktore odpowiedz moze nie istniec.

Ja rowniez czytalem w roznych ksiazkach i artykulach, ze to byla teoria Stalina. Chociaz argument brzmi logicznie i czasami statystyki wydaja sie potwierdzac te teorie, to ja nie jestem o tym przekonany. Nie wiem o zadnych dokumentach, ktore by to potwierdzaly. Powody duzego udzialu Zydow we wladzach komunistycznych w ogole, a w organach bezpieczenstwa w szczegolnosci moga byc wytlumaczone przyczynami, o ktorych Heniek, Andrzej, Stefan, Jozek, Leon i inni juz wspominali:

(1) sprawdzenie sie w Zwiazku Radzieckim;

(2) przeszlosc komunistyczna i doswiadczenie w nielegalnej pracy;

(3) przywiazanie do idei;

(4) duze zdyscyplinowanie;

(5) duze wyrobienie ideologiczne i propagandowe;

(6) odpowiednie wyksztalcenie (czasami specjalistyczne).

Ponadto wydaje mi sie, ze wiekszy wplyw na rekrutacje mialy krajowe kierownictwa partyjne. W Polsce pod pewnym wzgledami byla specyficzna sytuacja: silna opozycja anty-komunistyczna ze strony zbrojnych ugrupowan; silna partia opozycyjna - PSL; duzy wplyw Kosciola i ogolna niechec katolikow do komunizmu; niewielka ilosciowo partia komunistyczna; duza procentowo ilosc Zydow w aparacie politycznym w wojsku. Partia nie miala wyboru. Ale starala sie te bezpieczniackie kadry regulowac. Gomulka mowil o tym na konferencjach KC, mimo, ze jego polowica pchala Zydow do bezpieczenstwa.

Nie wydaje mi sie prawdopodobne, zeby Stalin mial taki plan. Dla niego bezpieczenstwo bylo ostoja komunizmu. Wazne bylo, zeby bylo sprawne i najlepiej bez Zydow (jesli mozna sie bylo bez nich obejsc), bo w stosunku do nich byl bardzo podejrzliwy. Mysle, ze polscy towarzysze tak bardzo sie ze Stalinem nie roznili, a i zydowscy towarzysze nie chcieli duzej reprezentacji Zydow we wladzach czy bezpieczenstwie.

Duzo stanowisk bylo obsadzanych na zasadzie koterii [odpowiednik pozniejszej, i obecnej, "republiki kolesiow" (cyniczny dopisek red. dyz.)]. Patrzylo sie na znajomosci: jakie funkcje w partii przed wojna, jakie wiezienia, z kim siedzial, w jakim okregu pracowal, co robil w Rosji, jakie wyksztalcenie, znajomosc jezykow, kto moze poswiadczyc o charakterze, kwalifikacjach. I procentowo biorac, wyglada na to, ze chyba Zydzi w partii komunistycznej byli lepiej wyksztalceni i przygotowani zawodowo, jak rowniez bardziej wyrobieni ideologicznie. Ciekawe, np. ze w pierwszych latach po wojnie, ilosc Zydow zatrudnionych w wywiadzie byla bardzo wysoka (wyksztacenie, znajomosc jezykow i zagranicy).

Wlodzimierz Rozenbaum

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 31 May 1998 00:57:48 +0200
From: Julian S. Bielicki <J.S.Bielicki@xxxx.xxxxxx.de>
Subject: Re: Zydzi w UB...

A to to ja juz nie wiem, mnie sie tylko przypomnialo, ze tak bylo tam napisane, ale nie narodowosc polska, a obywatelstwo polskie, wyznanie mojzeszowe (wlasnie sprawdzilem), Bejla Bielicki, Samuel Shapiro, matura z roku 1932. A o czym jest teraz dyskusja tutaj, bo ja watek stracilem?

Aha, gdzies mam pismo rodzicow z poczatku lat piecdziesiatych, gdzie przyrzekaja, ze nie brali udzialu w spisku lekarzy zydowskich przeciwko Stalinowi, wiec tak slodko dla Zydow to juz i wtedy nie bylo, mimo Bermana i Beriji.

Prypominam sobie, ze gralem w jakiejs sztuce Wy... (jak on sie nazywal, ten bardzo znany pisarz zydowski, co tez w 1968 wyjechal do Izraela?), na W. sie zaczynal (Wygodzki? Wysocki?), no i gralem w jego sztuce z Winnicka (bo bylem wtedy zdolny i wygralem jakis konkurs na te role) chlopca zydowskiego w getcie, Winnicka byla tam jego mama, znaczy moja, i ta "mama" tlumaczyla mi, ze jest dla Zydow niedobrze, wiec ja sie chcialem wypisac z tego klubu zydowskiego, pojsc gdzie trzeba i zadeklarowac, ze sie wypisuje, zeby dali nam spokoj, ale nie mozna sie bylo wypisac.

Jak przyszedlem do domu po tej sztuce telewizji, to mama byla zaplakana a tata jakis smutny, a ja nie wiedzialem dlaczego, bo w telewizji bylo fajnie i dawawali mi duzo ciastek w kantynie, pani Winnicka byla bardzo mila, przytulala mnie, a mialem juz tak 13 lat, wiec mi sie podobalo bardzo, jak mnie przytulala, ale tez z SS-manami sie fajnie zartowalo przy herbacie z ciastkami, tym bardziej ze w tej sztuce glodowalismy i chodzilo o jakas kromke chleba, wogole nie rozumialem dlaczego takie awantury w tej sztuce o te kromke chleba byly, jezeli ciagle ciastka we mnie wpychali.

Jezeli to w czyms dalej moze pomoc, to przewodniczacy komisji egzaminacyjnej szkoly mego taty, gdzie dostal mature, nazywal sie Dr. Zelski (z kropka) K., inni czlonkowie byli: J.Domaradzki, Z.Stabinska, Wl.Rozak, W.Stepinski.

Wiecej nic nie wiem, ale jak trzeba, moge poszukac.

Julek

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 31 May 1998 01:37:35 +0200
From: Julian S. Bielicki <J.S.Bielicki@xxxx.xxxxxx.de>
Subject: Re: Zydzi w UB, a Julek w TV

Oj, naprawde znales moja mame?! A to milo uslyszec! Ja w telewizji gralem tak pare lat, raz Krola Maciusia I, ale jak mialem 15 lat to przestalem, bo musialem sie juz do matury uczyc.

Wtedy to ciagle ktos mowil "a jestes synem Bielickiej/ Bielickiego", a teraz jestem we Frankfurcie i mowia "a, jest Pan bratem Bielickiego", ale teraz to ja mowie, ze to jest pomylka, ze to jest na odwrot, ze to ja jestem Bielicki, a Michal jest moim bratem. Tak to jest, bo on jako ginekolog to ciagle patrzy komus pod horyzont, a ze ktos u mnie byl, to sie nikt nie przyznaje, wiec mnie nikt nie zna, ale moze to i lepiej.

A tak to Janek Weiss ma dzisiaj urodziny! Wiec skladam Ci tez niniejszym drogi Janeczku serdeczne zyczenia urodzinowe, zebys nam duzy rosl i zdrowy byl i zeby Ci humoru nigdy nie zabraklo!

usciski
Julek

P.S. A zcy ktos wyliczyl, ile procent lekarzy zydowskeigo pochodzenia bylo?

I dlaczego mowia, jak ktos ma jednego rodzica Zyda, ze to Zyd, tak samo moglby byc po tym drugim rodzicu nie-Zyd. Bella, moja mala (mieszana) bratanica nosi mogen-david na szyi, mimo ze nie musi, bo jest "mieszana", oby jej dobrze w zyciu bylo.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 31 May 1998 10:58:38 -0600
From: Alexander Sharon <sharona@xxxxxxxxx.com>
Subject: Re: SV: Kto kogo bil ? I jak mocno ?

Henry Dasko wrote:
        (...)

HD> przedstawiciele mniejszosci wykazywali sie
HD> wiernoscia, a aparat potrzebowal wyprobowanych
HD> kadr... Jak i Wlodek, nie sadze, zeby istniala
HD> oficjalna polityka w tej sprawie. Zreszta sprawa
HD> nie ograniczla sie do Zydow: zarowno Dzierzynski
HD> jak jego nastepca, Mienzynski, pochodzili z polskiej
HD> szlachty. Wiem tez, ze Gruzini, ktorych procent
HD> w kadrach bolszewickich byl niewspolmiernie wysoki,
HD> borykaja sie z podobnymi pytaniami.

Nie zapomnijmy strzelcow lotyszskich, ktorzy stanowili podstawowe sily Czerezwyczajki odrazu po przewrocie pazdziernikowo/listopadowym 17 roku.

Sasza

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 31 May 1998 09:43:58 -0400 (EDT)
From: esachs@sas.xxxxx.edu (elizabeth sachs)
Subject: Re: Bialowieza

Alexander Sharon wrote:

AS>> Teraz jezeli chodzi o wyraz "biala", niekoniecznie
AS>> musi oznaczac kolor. pzreciez bialolica, bialoglowa
AS>> oznacza 'piekna" dziewice w kilku slowianskich
AS>> jezykach.

HD>    Saszka, fantazjujesz. "Bialolica" oznacza "o jasnej
HD>    cerze"; "bialoglowa" - "kobieta zamezna", czyli
HD>    siwa. Istnieje interpretacja, ze mialo to zwiazek
HD>    z chustami, jakimi mezatki owijaly glowy, podczas
HD>    gdy panny wlosow nie zaslanialy.
HD>    We wszystkich znanych mi przypadkach, w trzech
HD>    slowianskich jezykach, "bialy" oznacza wylacznie
HD>    barwe.

Heniu,

Saszka tez ma troche racji, w tym sensie, ze kolorowi, gdy odnosil sie do kobiecego wygladu (nie w wypadku "bialoglowy"), przypisywano dodatnia wartosc estetyczna, zreszta nie tylko w kulturach slowianskich - w "Tristanie", poza Izolda Jasnowlosa, wystepuje tez Izolda o Bialych Dloniach. Jasna cera odrozniala dobrze urodzone panny, chronione przed sloncem i wichrem, zarowno od wiesniaczek jak od mezczyzn. Byla zatem symbolem urody. Elzbieta

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 31 May 1998 08:32:49 +0200
From: "Leo Kantor" <adekvat@xxxxxxx.se>
Subject: SV: Kto kogo bil ? I jak mocno ?

>> Datum: den 30 maj 1998 23:50
>> Frå: Feliks Puchlik
>> Ämne: Re: Zydzi w UB...

FP>>    Jak juz zapraszasz do dyskusji,to uwazam:
FP>>    Niech juz Polaka bije Polak,a Zyda Zyd.
FP>>    To wtedy bedzie juz proste: Swinia bije.
FP>>    Chociaz diabli wiedza: moze z tej swini
FP>>    znowu Zyda zrobia?

Drogi przyjacielu,

Nie jest to takie proste.

Ci "zydzi" ( pisze z malej litery nie przez pomylke ) w sluzbach bezpieczenstwa ktorzy tam byli z roznych powodow, bili i tlukli bardzo skutecznie i uderzali nie rzadko wlasnie Zydow mocniej niz trzeba, wiecej niz trzeba i czesciej niz trzeba bylo. Polscy Zydzi, np. ktorzy siedzieli za posiadanie zlota, za zegarki , dolary czy za cos innego, bo za to Zydzi siedzieli wtedy przewaznie obok oficerow AK i ksiezy, modlili sie do Boga, zeby ich przesluchiwal oficer sledczy Polak. Bo jezeli polski oficer dal mu w glowe dwa razy to ten natutalizowany nie do konca polski oficer sledczy tlukl 2o razy. Opowiadali mi to znajomi, ktorzy siedzieli w tak zwanej aferze zlota dentystycznego.

Siedzieli tez oni potem w Strzelcach Opolskich, dyrektorem wiezienia byl tam jeden z "naszych", nie pytaj mnie co on tam wyrabial. Nie chce podawac jego nazwiska bo dzieci jego sa czlonkami Reunion.

W Lodzi w aferze walutowej posadzono w koncu juz lat 50-tych wiele osob w tym sporo pochodzenia zydowskiego. Lamano im najpierw palce i nosy i inne kosci bito i torturowano, ale sledztwo bylo dlugie i nie dawalo szybkich rezultatow. Opowiadala mi w 1990 r. USA mama moich bliskich przyjaciol kiedy jako mlode kobiete z dwojgiem malych dzieci wzieto ja na komende na przesluchanie. Oficer (jeden z naszych) zaczal sledztwo po polsku. Po wstepnej rozmowie, kiedy na wiele pytan kobieta odpowiadala, ze nic nie wie za co jej maz siedzi (wziety wczesniej siedzial nieslusznie, potem go wypuszczono) "Nasz" oficer przeszedl na idisz: " Majn kind, ty wiesz gdzie ty jestes, ty wiesz ze stad sie tak szybko nie wychodzi. Oj wej iz mir, ludzie dokad wy sie pchacie, po co wy to robicie, Idn, kiedy wy zmadrzejecie. Jezeli ja ci moge pomoc, majn kind , przeciez ty jestes taka mloda powiedz cos, daj mi cos o co mozna sie bedzie zaczepic i bede mogl i powiedziec,ze zgodzila sie mowic a ja zrobie, moje dziecko, ze cie stad wypuszcza razem z mezem, bo ja widze, ze on tez sie zaplatal i chyba jest niewinny." - Czy ty masz moze male dzieci ?. Tak, dwoje. Oj wej iz mir, majn got, wos zol ich machn.

Kiedy kobieta dalej z uporem twierdzila, ze nic nie wie, uderzyl ja, krzeslo sie przewrocilo a potem wrzasnal: "Zabrac te zydowska kurwe na dol i dac jej w dupe tak zeby sie nie podniosla" Potem dwoch goryli wyszlo z szafy, skrecilo jej rece i pociagnelo do piwnic.

Kobieta ta, jej maz i dorosle juz dzieci mieszkaja dzisiaj w USA.

Drogi Puchliczku, nie wszystko bylo takie proste w tamtych czasach miedzy nami Zydami.

Ci ktorzy bili, ci ktorzy bicie organizowali i ci ktorzy je statuowali piszac paragrafy ,artykuly i regulaminy spoleczne jak zyc i co walczyc podpierajac ten nieludzki system , zasluguja na pogarde. Do tego nalezaloby chyba dodac rowniez to, ze: ubecja zydowska byla nieszczesciem dla Polakow i tragedia Zydow.

Bo ogolie rzecz biorac jak juz jestesmy przy biciu mysle, chociaz nie wiem czy mam racje, ze w naszej tradycji kulturowej z tej jej najlepszej strony "bicie" nie bylo uznawane jako srodek argumentacji czy zalatwiania sprawy. Byly male wyjatki jak u I. Babla. w Odessie bylo paru zydowskich bandytow. Dlatego przewaznie nas bito i bito, a mysmy rzadko oddawali.

Dopiero w Getcie Warszawskim w pewnym okresie a potem w Izraelu powiedziano juz dokladnie i wyraznie teraz STOP!!!

L.Kantor

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 31 May 1998 12:31:08 -0400
From: Dana Keren <d.keren@xxxxxxxx.ca>
Subject: Zydzi w UB

Pracowal u nas w bibliotece jeden Izraelczyk, ktory mial blizej nie okreslona chorobe umyslowa. Po jakims czasie, jak jego stan sie pogorszyl, wrocil do Izraela. Po ktrotkim czasie zaczal stamtad wysylac do trzech "wybranych" osob zupelnie niesamowite epistoly, tak falami. Wysylal ich po piec, szesc naraz do kazdej osoby, drobniutko maczkiem, a potem przez jakis czas cisza, a potem znowu. Te epistoly byly znane w calej bibliotece. Pewnego dnia, jak nadeszla znowu fala tych epistol, spotkalam jedna pania, bibliotekarke, w windzie. Ludzie mowili o tych listach, a ta pani, zwrocila sie co mnie, i stwierdzila : Ten Matlofsky to jest naprawde powodem wstydu dla narodu zydowskiego. Ona mi chciala dac znac, ze zal jej mnie, ze ja sie tak musze takiego wyrodka wstydzic. Byla w stosunku do mnie zyczliwa. Ja sie na nia popatrzylam i ze zdumieniem stwierdzilam, ze przeciez Matlofsky wysyla te listy nie dlatego, ze jest Zydem, tylko dlatego, ze jest umyslowo chory.

Tereska ma racje. Czlowiek, ktory byl katem w UB, czy zlodziejem, czy donosicielem, czy jakimkolwiem innym przestepca, robil to nie dlatego, ze byl Zydem, tylko dlatego, ze byl przestepca. Ci ludzie, Zydzi, i nie-Zydzi, ktorzy czuli sie zmuszeni lub wyperswadowani, lub uwazali, ze to ich ludzki obowiazek, wstapic do partii lub pracowac w MSW, UB, w wywiadzie, w sluzbie wojskowej, itp., nie popelniali zadnych przestepstw, i nie maja sie czego wstydzic. Tylko przestepcy maja sie czego wstydzic. A my nie musimy sie wstydzic za przestepcow dla "zasady", dlatego, ze niektorzy z nich byli Zydami. To sa takie rasistowskie uogolnienia, ktore bardzo antysemitom odpowiadaja.

Danka

On Sun, 31 May 1998 pollin@xxx.com wrote:

TP>    [...] Bardzo mnie zaciekawila wymiana wiadomosci
TP>    i statystyk na temat zbyt wielkiej, proporcjonalnie,
TP>    reprezentacji Zydow w urzedach sledczych, wiezien-
TP>    nictwie i UB - ale szybciutko wszyscy przeszli na
TP>    plucie na samych siebie - nasze ulubione zajecie.
TP>    Ojciec tej i matka tamtej takie swinstwa robili, ze
TP>    az wstyd, ale ja wam napisze.

TP>    Dziwne towarzystwo jestesmy. Z jednej strony
TP>    wyszukujemy powody do samo nienawisci i wstydzimy sie
TP>    przyznac do sukcesow, a z drugiej strony (dobrze, ze
TP>    nie ma wiecej stron) chcemy byc traktowani jak wszyscy
TP>    inni.

TP>    No to jak bedzie? Wszyscy inni tez maja powody i do
TP>    dumy i do wstydu. Co to bedzie z ta natura ludzka,
TP>    ze nie chce sie zdecydowc na jednowymiarowosc. Nie

TP>    wydaje mi sie bysmy byli (Zydzi) ani lepsi ani gorsi
TP>    od reszty ludzkosci. Mamy wielkie sukcesy do zaliczenia
TP>    w wielu dziedzinach nauki i kultury. Mamy rowniez
TP>    reprezentantow w przestepczosci plitycznej i krymi-
TP>    nalnej. Czy ktos z Was mysli, ze Einstein wymyslil
TP>    E=mc2 dla Zydow? Czy Marks napisal swoje wypociny
TP>    (moim zdaniem) dlatego, ze poczuwal sie Zydem? Ci
TP>    mali panowie co po Yiddish bili tez to robili nie
TP>    z przydzialu zydowskiego. Ten prokurator w Pol. Afryce
TP>    nie wsadzil Mandeli do ciupy dlatego, zeby polepszyc
TP>    byt Zydow- wspolziomkow z Vilna czy Kowna. Chyba tylko
TP>    o przywodcach syjonistycznych mozna powiedziec, ze
TP>    ich dzialalnosc byla poswiecona narodowi zydowskiemu.
TP>    Mowa tylko o kilku osobnikach.

TP>    Ja sie nie poczuwam do kolektywnego wstydu
TP>    przynaleznosci do narodu zydowskiego, ale czasami
TP>    jestem dosyc dumna. Ktos juz napisal kiedys, ze gdybym
TP>    miala wybor, to albo bym sie czula dumna albo nie,
TP>    ale poniewaz nie mam wyboru w sprawie pochodzenia to
TP>    juz raczej bede dumna. Chyba na tym zakoncze moje
TP>    wymadrzania sie z okazji urodzin Janusza Weissa.

TP>    Tereska

TP>    PS Jesli dotarles, Misiu, do konca tej epistoly -
TP>    urodziny Danki sa 19-go czerwca. Konczy 29 lat.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 31 May 1998 10:08:34 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: SV: Kto kogo bil ? i jak mocno ?

Leo Kantor, o Zydach w UB, pastwiacych sie nad innymi Zydami:

LK> W Lodzi w aferze walutowej posadzono w koncu juz
LK> lat 50-tych wiele osob w tym sporo pochodzenia
LK> zydowskiego. Lamano im najpierw palce i nosy
LK> i inne kosci bito i torturowano [...]

Nie znam ani jednego wypadku zrodlowej dokumentacji, aby kogokolwiek w polskich wiezieniach torturowano pod koniec lat 50-tych, a juz szczegolnie w sprawach kryminalnych. Do momentu ujrzenia takiej dokumentacji uwazam te opowiesci za, delikatnie mowiac, niesprawdzone i malo wiarygodne, podobnie jak legendy o zydowskich oprawcach, pastwiacych sie ze szczegolna luboscia nad Zydami.

Stefan upomina sie o zydowskie ofiary UB. Wiem, ze tak bylo w Rosji, poczawszy od Altera i Ehrlicha i skonczywszy na przesladowaniach Zydow w latach czterdziestych, o czym kilkakrotnie pisal Filek. Czy tak bylo w Polsce - nie wiem. Widze jednak wyrazna roznice pomiedzy Polakiem, aresztowanym i torturowanym za wolnosciowa gazetke, a Zydem, wsadzonym za szmugiel waluty i zlota. Koszmarem stalinizmu bylo mordowanie za przekonania, a nie za przemyt, niezaleznie od drakonskich i krwiozerczych praw, dotyczacych wszelkich dziedzin zycia.

LK> Bo ogol[n]ie rzecz biorac jak juz jestesmy przy
LK> biciu mysle, chociaz nie wiem czy mam racje, ze
LK> w naszej tradycji kulturowej z tej jej najlepszej
LK> strony "bicie" nie bylo uznawane jako srodek
LK> argumentacji czy zalatwiania sprawy. Byly male
LK> wyjatki jak u I. Babla w Odessie bylo paru
LK> zydowskich bandytow.

Nie, Leszek, nie masz racji. Wystarczy poczytac Singera. Swiat przestepczy mial swoich Zydow, nie tylko w Odessie, ale i w Warszawie czy w Nowym Jorku. Zydzi i potomkowie Zydow ze Wschodniej Europy stworzyli zorganizowana przestepczosc w USA w niemniejszym stopniu niz Wlosi, i cechowala ich niemniejsza brutalnosc. Zydzi rosyjscy sprowadzili do USA i Kanady w latach 70-tych nowy styl przestepczosci. Sowieckie sluzby sledcze - ktos juz o tym pisal - mialy znaczny procent Zydow.

Nie sadze, aby istnial wyznacznik kulturowy "lagodnosci" Zydow. Przyjemnie byloby tak myslec, ale to jest, zdaje sie, wishful thinking. Nie nalezy tego odczytywac odwrotnie, czyli przypisywac Zydom jakichs szczegolnych predyspozycji do bicia w morde w kazamatach, etc.

Leon Sz. i Wlodek zastanawiali sie wczoraj, czy wysoki procent Zydow w NKWD, UB itd. byl wynikiem celowej polityki. To jest troche szersze zagadnienie, ktore rozciaga sie ogolnie na mniejszosci narodowe (np. Lotyszow), chetnie zatrudnianych przez ZSRR w aparacie przemocy. Bolszewicy imitowali imperialna polityke wielkoruska, ale opierali sie w znacznym stopniu na mniejszosciach narodowych. Dyskryminacja etniczna, tak charakterystyczna dla Rosji carskiej, nie istniala, a przyklady Dzierzynskiego, Stalina czy Ordzonikidze mozna rzeczywiscie mnozyc w nieskonczonosc. To z kolei przyciagalo mniejszosci narodowe do sprawy sowieckiej i nastapilo, jak mysle, sprzezenie zwrotne: przedstawiciele mniejszosci wykazywali sie wiernoscia, a aparat potrzebowal wyprobowanych kadr... Jak i Wlodek, nie sadze, zeby istniala oficjalna polityka w tej sprawie. Zreszta sprawa nie ograniczla sie do Zydow: zarowno Dzierzynski jak jego nastepca, Mienzynski, pochodzili z polskiej szlachty. Wiem tez, ze Gruzini, ktorych procent w kadrach bolszewickich byl niewspolmiernie wysoki, borykaja sie z podobnymi pytaniami.

Pozdrowienia, Henryk D.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 31 May 1998 16:26:31 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Zydzi w KPP

Edek Szpruch pytal:

ES>    Czy ktos z was zna liczby co do etnicznego
ES>    skladu KPP sprzed 1939 roku ? Ilu tam bylo
ES>    Zydow ??

Przed czterema laty wyszla ksiazka pt. "KPP w woj. kieleckim 1918-1938", oparta m.in. na zachowanych aktach policyjnych, szczegolowych, choc niekompletnych. Wojewodztwo kieleckie obejmowalo teren od Radomia po Czestochowe i Zaglebie Dabrowskie, a wiec znaczny. Autor ksiazki, Jozef Lawnik, pisze, ze w malych miasteczkach Zydzi stanowili polowe i wiecej ogolu ludnosci. Dane o skladzie narodowosciowym czlonkow KPP i jej mlodziezowych przybudowek sa niepelne, ale mozna ze spora doza prawdopodobienstwa zalozyc, ze w miare typowe dla calosci ruchu komunistycznego w Polsce.

Praca Lawnika podaje 23 zestawienia, dotyczace rozmaitych lat i regionow woj.kieleckiego. Statystycznie, Zydzi stanowia okolo polowy czlonkow organizacji, choc wahania pomiedzy poszczegolnymi regionami sa znaczne. Wynika to m.in. z malej liczebnosci organizacji. W miare uplywu lat procent Zydow - czlonkow organizacji komunistycznych zwiekszal sie znacznie.

Te sama cyfre - ok. 50% udzialu Zydow - podawaly szacunkowe dane MSW dotyczace rozkladu poszczegolnych narodowosci w Zwiazku Mlodziezy Komunistycznej w 1930 r. Polacy mieli stanowic zaledwie 20% ogolu czlonkow, reszte, czyli 30%, Ukraincy i Bialorusini.

Jest tez ksiazka pt. "Tragedia KPP", ktora zawiera zestawienia czlonkow i zastepcow czlonkow KC KPP z lat trzydziestych. Podane sa zarowno pseudonimy, jak i prawdziwe nazwiska. Mniej wiecej polowa owczesnej czolowki komunistycznej to Zydzi.

ES> Jak wygladalo organizowanie armii Andersa
ES> w Rosji ?? Moj s.p. Ojciec, ktory znalazl
ES> sie w Rosji po zajeciu Lwowa przez Rosjan
ES> w 39 roku opowiadal mi , ze do organizujacej
ES> sie armii nie bardzo chetnie przyjmowali
ES> Zydow.

To jest eufemizm. Jesli mogli uniknac - nie brali. Przed zarzutem antysemityzmu bronili sie, twierdzac, ze gdy zaczeto nabor, do armii zglaszaly sie dzikie tlumy Zydow, pragnacych opuscic ZSRR. Niewykluczone, ze to prawda, ale niechec andersowcow do przyjmowania Zydow opisano szczegolowo w wielu wspomnieniach i pamietnikach z tamtego okresu.

Troche Zydow z Andersem wyszlo, w tym najslynniejszy - Begin. Zdarzaly sie dziwne wypadki - aide de camp gen. Andersa byl Zyd.
EpistoChronologia  1967 
 1989 
 i   x   1990 
 ii   iii   v   vi   vii   viii   ix   x   xi   1991 
 ii   iv   v   vii   viii   ix   xii   1992 
 i   ii   iii   iv   vii   ix   1993 
 iii   v   1994 
 i   v   ix   1995 
 iii   v   ix   xi   1996 
 v   viii   ix   x   xi   xii   1997 
 i   ii   iii   iv   v   vi   vii   viii   ix   x   xi   xii   1998 
 i   ii   iii   vii   viii   ix   x   xi   xii   1999 
 i   ii   iv   v   vi   vii   viii   ix   x   xi   2000 
 i   iii   iv   v   vi   ix   x   xi   xii   2001 
 ii   iii   viii   xi   xii   2002 
 xii   2003 
 iii   vi   v   vii   viii   ix   x   xii   2004 
 ii   iii   iv   vii   viii   ix   x   xi   2005 
 i   iii   iv   v   vii   ix   2006 
                                                                                          

EgoTurfSurf  •  Daskografia  •  Dalej : Czerwiec 1998