Epistochronologia • EgoTurfSurf • Daskografia • Wczesniej : Sierpien 1998
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Thu, 3 Sep 1998 01:17:56 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Zmarl general Jozef Kuropieska
Julek-kronikarz zanotowal:
> Smierc generala > Wczoraj w nocy w Warszawie zmarl w wieku 94 lat > general broni Jozef Kuropieska [--] W latach 50. > zostal oskarzony o szpiegostwo i skazany na kare > smierci. W roku 1956 zrehabilitowany, a w 1968 > przeniesiony w stan spoczynku za sprzeciw wobec > antysemickich nagonek w wojsku.
Byl zawodowym zolnierzem od wczesnych lat dwudziestych, a z szeregow wojska wyrwal sie przed wojna do szkoly oficerskiej. W kampanii wrzesniowej dostal sie do niewoli i trafil do najslynniejszego z oflagow - Woldenbergu, gdzie siedzial z elita intelektualna polskiego korpusu oficerskiego, w tym z wieloma rezerwistami ze swiata nauki i kultury. Nie znam historii tego obozu, ale wiem, ze to bylo niezwykle miejsce, tam dzialaly instytucje samoksztalceniowe i kulturalne na najwyzszym poziomie.
Kuropieska nalezal do tych polskich oficerow zawodowych, ktorzy opowiedzieli sie bez wahania po stronie komunistow. Bylo ich niemalo, wychodzili z zalozenia, ze zolnierz sluzy ojczyznie, a nie systemowi politycznemu. Wrocil do Warszawy z niewoli w polowie maja 1945 i przez kolegow-woldenberczykow, juz wtedy czynnych w nowym wojsku, trafil do pulkownika Wiktora Grosza, szefa Glownego Zarzadu Polityczno-Wychowawczego WP.
Grosz, czlowiek wielkiego wdzieku i inteligencji, przedwojenny dzialacz komunistyczny i publicysta, nazywal sie naprawde Izaak Medres. W 1939 roku znalazl sie we Lwowie, nastepnie stal sie jednym z tworcow Zwiazku Patriotow Polskich i armii polskiej w ZSRR. Z racji zajmowanego stanowiska i bliskich zwiazkow z Rosjanami byl w pewnym sensie szara eminencja nowoodrodzonego po wojnie Wojska Polskiego, w ktorym marszalek Rola-Zymierski byl tylko figurantem. To Grosz montowal pierwsze po wojnie struktury wywiadu i kontrwywiadu wojskowego. Z jego rekomendacji w czerwcu 1945 Kuropieska, juz zweryfikowany w stopniu majora, zlozyl podanie o przyjecie do PPR, powolujac sie na udzial w nielegalnej komorce komunistycznej w Woldenbergu.
W pazdzierniku 1945 Kuropieska odlecial do Londynu jako szef sztabu Polskiej Misji Wojskowej, ktorej celem bylo pozyskanie do powrotu do Polski jak najwiekszej czesci korpusu ofierskiego, pozostalego na Zachodzie. Szefem misji zostal oficjalnie przedwojenny general Izydor Modelski, ale jego zastepca byl pulkownik Wiktor Grosz.
W niedlugi czas potem Kuropieska zostal attache wojskowym ambasady RP w Londynie. Jego przelozonym byl nowomianowany szef Oddzialu II Sztabu Generalnego, general Waclaw Komar, przedwojenny funkcjonariusz wojskowych struktur KPP i eks-dowodca miedzynarodowej brygady czesko-jugoslawianskiej w Hiszpanii, ktory spedzil wojne w niemieckich obozach wojennych. Komar, absolwent sowieckich szkol wojskowych, byl odpowiedzialny za stworzenie polskiego wywiadu po wojnie, zarowno wojskowego, jak i cywilnego. Oparl sie glownie na swoich dawnych podwladnych, w znacznym stopniu Zydach, co miano mu potem wielokrotnie zarzucac.
Jedna z najwiekszych akcji tego wywiadu bylo sprowadzenie do Polski Funduszu Obrony Narodowej, znajdujacego sie w rekach rzadu londynskiego. Zajmowal sie ta sprawa polski attache wojskowy w Londynie, juz wtedy pulkownik, Kuropieska. Z zarzadzajacymi Funduszem gen. Tatarem, plk. Utnikiem i plk. Nowickim negocjowal najpierw zastepca szefa Oddzialu II, plk. Stanislaw Flato, jedna z najbarwniejszych postaci polskiego komunizmu, uczestnik chinskiego Wielkiego Marszu, przyjaciel Czou-En-Laja i lekarz Mao-Tse Tunga, zwany doktorem Fu. (Na fotografii mojej pierwszej klasy widze Jerzyka Flato, w ktorego lagodnym usmiechu kryja sie tajemnice Wschodu).
Wkrotce rozmowy z gen. Tatarem podjeli generalowie Komar, Szyr i Spychalski. W czerwcu 1947 10 metalowych skrzyn ze zlotem Funduszu Obrony Narodowej znalazlo sie w ambasadzie polskiej w Londynie. W ksiazce o tej historii czytam, ze pierwszy transport eskortowal do Warszawy por. Leon Szwajcer, a nastepny - pracownica Sztabu Generalnego, Pola Landau. W sumie przekazano do Polski ponad trzy miliony dolarow i kilkadziesiat tysiecy funtow, znaczna czesc w zlocie, sume na owe czasy ogromna. Warszawskie autobusy Chausson, ktore pamietam z mlodych lat, zanim jeszcze pojawily sie wegierskie Ikarusy, czeskie Karosy i Jelcze, ich polskie odpowiedniki licencyjne, pochodzily z zakupow za pieniadze FON. Nie wszystkie fundusze wydano na rownie zbozne cele.
****
W drapieznych czystkach poznego stalinizmu wzieto ich wszystkich - tych z Londynu i tych z Warszawy, tych, ktorzy pieniadze ofiarowali, i tych, ktorzy kierowali operacja. Sprawa generala Tatara i tzw. 'procesy odpryskowe', czyli powiazane, stanowily akcje olbrzymiego zasiegu, dotykajaca najwyzszych jeszcze niedawno funkcjonariuszy panstwowych, w tym Gomulki, Spychalskiego, Roli-Zymierskiego i innych. Sledztwo wobec wszystkich bylo wyjatkowo brutalne, aresztowano i torturowano zarowno setki oficerow, w tym cale kierownictwo wywiadu - Komara, Ledera, Flate, ktory wrocil z Kanady, wiedzac o aresztowaniach w Oddz. II. W maju 1950 aresztowano gen. Jozefa Kuropieske. W czerwcu 1952 zostal skazany na kare smierci.
Polski stalinizm byl krotki, brutalny, ale - choc zabrzmi to paradoksalnie - stosunkowo malo krwawy. W kontrascie z innymi krajami satelickimi, ze juz nie wspomne o ZSRR, nie odbyl sie proces kierownikow komunizmu, oskarzonych o odszczepienstwo - Polska nie miala swojego Slansky'ego, Kostowa czy Rajka. Od roku 1949 aresztowano ok.300 oficerow, oskarzajac ich o spisek i szpiegostwo. W piecdziesieciu kilku procesach zapadlo czterdziesci wyrokow smierci, z czego polowe wykonano.
General Wiktor Grosz umarl na wolnosci, wczesnie, chyba jeszcze w czterdziestych latach, na serce. General Komar wyszedl w grudniu 1954, Kuropieska - w grudniu 1955. Zrehabilitowano go w miesiac pozniej. Pozna wiosna 1956, po smierci Bieruta i tajnym referacie Chruszczowa, na krotko przed wypadkami poznanskimi, Komar, przywrocony do rangi generala, objal dowodztwo Wojsk Wewnetrznych - Wojsk Ochrony Pogranicza (...Na granicy jest straznica...) i Korpusu Bezpieczenstwa Wewnetrznego, elitarnej formacji uderzeniowej, ktora Warszawa zaczela natychmiast nazywac <Mosquito Boys>.
W pazdzierniku 1956, podczas przesilenia politycznego, dojscia Gomulki do wladzy, grozby zamachu stanu, plenum KC, nieoczekiwanej wizyty Chruszczowa i kierownictwa sowieckiego w Warszawie, wyjscia wojsk sowieckich z baz w Polsce i ich marszu na Warszawe, a wreszcie usuniecia Rokossowskiego - Korpus Bezpieczenstwa Wewnetrznego gen. Komara zostal uzyty do ochrony najwazniejszych obiektow publicznych, a jego czolgi ulokowano na drogach prowadzacych do stolicy. Jednym z generalow WP, nalezacych do grupy dowodcow, dazacych do czesciowego przynajmniej uniezaleznienia armii polskiej od Sowietow byl gen. Jozef Kuropieska.
***
Dziwnym zrzadzeniem losu, w drugiej polowie lat 50-tych zamieszkali w tym samym, niewielkim budynku, o krok od Parku Lazienkowskiego: Kuropieska na drugim pietrze, Komar na pierwszym. Corka pulkownika Wodnara z parteru, przesliczna Ola, romansowala na zmiane z lagodnym olbrzymem, Jedrkiem Kuropieska i szczuplym, zywym jak rtec Michalem Komarem. (O Komarze wiadomo bylo, ze pedzic bedzie zycie klasycznego intelektualisty, Jedrek marzyl o morzu, i tak sie tez stalo; Komar jest pisarzem, krytykiem i eseista, Kuropieska, zonaty z kolezanka z klasy - kapitanem zeglugi wielkiej. Ola Wodnar-Filipowicz jest naukowcem w Szwajcarii.)
W latach szescdziesiatych, kiedy w MSW i w wojsku przeprowadzano prosowieckie i antysemickie czystki, stopniowo odsuwano obu - Komara jako Zyda, Kuropieske za zwiazki z liberalnymi generalami. W listopadzie 1967 gen. Moczar wnioskowal o przesuniecie gen. Komara na rente ze wzgledu na pogarszajacy sie stan zdrowia i trudnosci w wykonywaniu obowiazkow sluzbowych. Kuropieske, Polaka i przedwojennego oficera, wrew pozorom usunac bylo trudniej.
Pierwszy wiec na SGPiS-ie mial miejsce w poniedzialek, 11 marca 1968. Michal Komar byl jednym z mowcow na wiecu i wspolautorem pomyslu rezolucji. Nastepnego dnia, kiedy rezolucje redagowano, nie pojawil sie na uczelni - ojciec, doswiadczony funkcjonariusz sluzb specjalnych, rozumial lepiej od nas, co sie swieci i zamknal Michala pod klucz. Nie zmienilo to nic - jak wielu z nas, odsiedzial swoje kilka dni, a 16 maja komisja dyscyplinarna wykluczyla go ze studiow z wilczym biletem na trzy lata, wraz z Jozkiem Kligerem (Izrael), Stefanem Bekierem (Francja), Andrzejem Olechowskim (Warszawa, pozniej minister finansow i minister spraw zagranicznych) i nizej podpisanym. Bekier i ja bylismy jeszcze na trzecim roku, Jozek Kliger, ktoremu zarzucano podzeganie studentow i zapalne hasla, mial zelazne alibi (siedzial w Lublinie u chorej matki, co potwierdzaly lokalne wladze), Olechowski jako wojujacy katolik mial szanse w komisji odwolawczej - ale na Komara, ktory byl szesc tygodni przed magisterium, zawzieto sie. Komisja podjela jednoglosna decyzje o jego usunieciu. O wyjezdzie nie bylo mowy, mial kategorie A, wygladalo, ze pojdzie do wojska.
Nie pamietam szczegolow, ale wydaje mi sie, ze komisja odwolawcza Michala Komara nie odbyla sie nigdy. Dopuszczono go do dyplomu zaocznie, na prawach eksterna, przyjeto i zaakceptowano jego prace magisterska. Mowiono, ze w jego sprawie interweniowal w maju Gomulka. Michal uporczywie dementowal pogloski, ze ojciec poszedl do tow. Wieslawa i przypomnial mu pazdziernikowe dni, kiedy w gmachu KC Chruszczow wygrazal mu przed nosem piescia, ale <ubrat'> nie powiedzial - przed budynkiem staly patrole zolnierzy Komara.
Byla to prawda. Stary Komar, czlowiek hardy i niezlomny nawet w sprawach dotyczacych wlasnej rodziny, do Gomulki nie poszedl. Poszedl jego sasiad, general Kuropieska, podowczas komendant Akademii Sztabu Generalnego. Poszedl do domu, na Frascati, i zapytal Gomulke, czy jeszcze pamieta, co to sa falszywe oskarzenia i falszywe wyroki. W kilka tygodni pozniej Michal Komar dostal dyplom magistra.
Kiedy Michal odbieral dyplom, rozkazem Ministra Obrony Narodowej, marszalka Polski Mariana Spychalskiego (niegdys wspolwieznia Kuropieski i Komara) przeniesiono gen. Jozefa Kuropieske w stan spoczynku. Wnioskodawca byl szef Glownego Zarzadu Politycznego, gen. Wojciech Jaruzelski, sprawujacy funkcje, jaka dwadziescia pare lat wczesniej pelnil Wiktor Grosz. W latach 1967-1969 usunieto z wojska ok. trzystu oficerow - z grubsza tylu, ilu aresztowano w fali terroru przelomu lat czterdziestych i piecdziesiatych.
Nikt z nich nie zostal aresztowany i nikt - przynajmniej pozornie - nie zostal ani poddany torturom, ani zamordowany.
Henryk D.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Thu, 3 Sep 1998 17:33:15 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: General Kuropieska/S.Flato
Leon R., o pulkowniku Stanislawie Flato:
LR> [--] w 1957 przy okazji wizyty Czou-En-Laja LR> w Warszawie, kiedy to na bankiecie chinski LR> dygnitarz po uscisnieciu reki Gomulce i roz- LR> gladnieciu sie wokol, zapytal wprost: "A gdzie LR> jest Flato?" To pytanie zakonczylo polityczne LR> wygnanie czy nawet uwiezienie Flato, ktory LR> jeszcze tego samego wieczoru zostal "dostawiony" LR> na bankiet.
Czesc, Leon. To jest b. ladna historia, drukowana nawet kiedys w POLITYCE, tyle, ze ciut podkolorowana. Czou-En-Laj zapytal, Flato przyjechal - ale nie z celi ani z banicji. Wyszedl z wiezienia prawie trzy lata wczesniej, na poczatku grudnia 1954, a o ile wiem - zrehabilitowano go w pierwszej polowie 1956 roku.
Najlepszego, Henryk D.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Thu, 3 Sep 1998 23:10:57 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Zmarl general Jozef Kuropieska
JSB> Heniu, [gen. Kuropieska (w 1945 r.)] "odlecial do JSB> Londynu" i wzial ze soba dzisiejszego najbardziej JSB> znanego i wplywowego krytyka literackiego w Niem- JSB> czech, Marcela Reich-Ranickiego, ktory wtedy byl JSB> pracownikiem wywiadu "dwojki", w tejze londynskiej JSB> misji wojskowej. JSB> Tak przed ca. pieciu laty mial MRR duze tarapaty JSB> z tego powodu, bo tutaj nikt nie odroznia wywiadu JSB> zagranicznego od UB i zarzucali mu bycie Ubekiem, JSB> ktorym on nigdy nie byl. MMR popadl wkrotce pozniej JSB> w nielaske [w PRL] i w 50-ch latach wyemigrowal JSB> (zpowrotem) do Niemiec. Jego syn jest profsoerm JSB> matematyki w Anglii.
Nie calkiem, Julo. W dziewiecioosobowym skladzie misji MRR nie bylo, nie istnial tez jeszcze - do poczatkow 1946 - wywiad Polski komunistycznej. II Oddzial byl, ale przy rzadzie londynskim, dopiero w poczatkach 1946 Komar zalozyl dwojke w Warszawie.
Pamietam afere MRR, byl z nim wywiad w POLITYCE, ale zdawalo mi sie, ze to chodzilo o pozniejsze lata, 49-50?
Best, H.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Fri, 4 Sep 1998 13:17:33 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Archiwa CKZP/TSKZ......
Saszka Sharon, w oryginalnym podsumowaniu historii Zydow w PRL i nowej genezie Marca:
AS> potrafilismy sami pomoc wladzom PRL rozpieprzyc AS> nasze wlasne demokratyczne organizacje, dochodze AS> do wniosku, ze Marzec byl wlasciwie historycznie AS> uzasadnionym przedluzeniem Pazdziernika i swego AS> rodzaju odwetem historycznym. Szkoda ze nasi AS> komunistyczni dzialacze zydowscy przy zlobie nie AS> siegali od czasu do czasu do lektury prorokow AS> biblijnych - moze by im mgla wczesniej spadla AS> z oczu.
Saszka, przyjacielu -
Nie bylo mnie przez pare dni, a potem czytalem liste nieuwaznie i przepuscilem poczatkowa wymiane listow pomiedzy Toba i Markiem. Twoj ostatni list mnie zaskoczyl, bo jestes zasluzonym seniorem list dyskusyjnych i swietnie znasz reguly: nikt nie wypisuje sie z listy dlatego, ze na jego posting nadeszlo za malo odpowiedzi. Na pewno zas nie wypisuje sie facet, ktorego nazwisko widnieje w naglowku listy jako jednego z Ojcow Zalozycieli.
Czytam w Twoim liscie, ze chodzi nie tylko o niewielki odzew, ale rowniez o odzew n i e t a k i - Felek Cieszynski, piszesz, na calego sie obrazil. Zajrzalem do archiwum (dziala bez zarzutu), list Felka znalazlem, wyczytalem tam, ze mu sie Twoje uwagi nie podobaly, ale o obrazie niczego doszukac sie nie moglem. Znalazlem tez Twoj inny list, w ktorym przepraszasz czytelnikow - moim osobistym zdaniem nie tyle pochopnie, co calkiem niepotrzebnie. Nie widze w Twojej korespondencji (i chyba nigdy nie widzialem) niczego, za co nalezaloby sie kajac.
Odpowiadal Ci rzeczowo i szczegolowo Marek Web, fachowiec w tych sprawach i czlowiek rzadkiej madrosci piora. Nie chce stracic Twojego glosu, jednego z moich ulubionych, wiec pare slow napisze, choc akurat historia organizacji zydowskich nie jest moja mocno strona. Sam rozumiesz, ze odzywam sie rowniez jako czlonek niejawnej sekty, dzialajacej w swietlicy, skrycie decydujacej o tym, jakie tematy wolno, a jakich nie wolno poruszac. Nie musze dodawac, ze sekta powstala przed polwieczem i [Uwaga! IRONIA] juz jako niemowleta ze smakiem ssalismy z mlodym Krakowskim i mlodym Matwinem krew Prawdziwych Polakow [Ironii koniec (red.)], dzis zrzeszonych na sciepie; a takze [Uwaga! IRONIA] krew nieskazonych nikczemna ideologia Zydow z Tarnowa i okolic. [Ironii koniec (red.)]
1. potrafilismy sami pomoc wladzom PRL rozpieprzyc
nasze wlasne demokratyczne organizacje.
Istotnie, potrafilismy. Redukowanie tego do Zydow, Bundu, nawet Polski jest oczywistym bledem, co jako czlowiek zainteresowany historia swietnie rozumiesz. Komunizm byl systemem totalitarnym, dazacym do monopartyjnosci i likwidacja wszystkich innych ugrupowan, w tym socjalistycznych, byla jego immanentnym elementem. To samo mialo miejsce najpierw w Rosji, a potem we wszystkich krajach, ktore znalazly sie w orbicie ZSRR po wojnie. W powojennej Polsce bylo osiem partii zydowskich, glownie syjonistycznych. Z czasem zniknely wszystkie, podobnie jak zniknely polskie partie, ktorych po wojnie tez bylo kilka, w tym PPS, <polaczony> z PPR-em w 1948 roku.
Frakcja PPR pod kierownictwem Zachariasza odegrala istotna role w likwidacji Bundu, ale to nie byl jedyny powod rozbicia partii. Bozena Szaynok, historyk polskiego zydostwa we wczesnych latach powojennych, pisze w ostatnim MIDRASZU, ze <dzialalnosc Bundu zalamala sie po pogromie kieleckim w lipcu 1946 roku>. Postpogromowa emigracja do Palestyny, a potem powstanie panstwa Izrael to byly sprawy, z ktorymi Bund nie calkiem mogl sobie poradzic. Wiosna 48 na naradzie Bundu wykreowaly sie az cztery orientacje:
- przylaczyc do PPR
- przylaczyc do PPS
- rozwiazac i wyjechac
- zachowac jako Bund.Daleko wiec nie bylo jednomyslnosci, ktora mialby storpedowac spisek garstki bolszewickich agentow pod wodza Zachariasza. Nie wiem, ilu czlonkow mial Bund (Marek wie), ale w maju 1947 Frakcja PPR liczyla 7 tysiecy czlonkow - na ogolna liczbe 90 tys. Zydow w Polsce. Komunisci, Saszka, okolo roku 1947 byli zapewne u szczytu swojej popularnosci.
2. nigdy nie rozumialem tej ciagoty bylych szewcow
krawcow do wladzy w komunie po tym, co wiedzieli co
sie dzialo w Rosji przed wojna z Zydami komunistami
przy wladzy, i po tym jak juz sie zaczely procesy
Slansky'iego, w Bulgarii i na Wegrzech oraz szykowano
w Polsce podobny proces przeciwko czlowiekowi
z Wroclawia, po co im byla potrzebna ten caly burdel?
To jest, Saszka, rosyjskie pytanie, z cyklu <Kak zhyt'?> Bardzo wielu madrych ludzi zastanawia sie nad odpowiedzia od wielu dziesiatkow lat. Wspomne tylko, ze piszac o historii nalezy byc wiernym faktom:
- przed wojna w Rosji mordowano komunistow (Zydow i nie-Zydow) jako odszczepiencow ideologicznych, a nie za narodowosc;
- procesy Slanskyego, Rajka, Kostowa etc. to okres pozniejszy, tj, od 1949 roku. Wtedy szewcy i krawcy juz raczej nie szli do wladzy;
- w Polsce szykowano proces Gomulki, ktory byl z Krosna, a nie z Wroclawia.
O reszcie na temat Twojego pytania - przy innej okazji, bo to za obszerne na dzis.
3. dochodze do wniosku, ze Marzec byl wlasciwie
historycznie uzasadnionym przedluzeniem Pazdziernika
i swego rodzaju odwetem historycznym.
Nie calkiem rozumiem Twoje slowa, ale wiem, ze mi skora od nich cierpnie. Odwetem Polakow za to, ze Zydzi ich dreczyli? Odwetem Opatrznosci za niecne czyny Szymona Zachariasza wobec wlasnych, zrzeszonych w Bundzie ziomkow? Marzec - kontynuacja Pazdziernika? Ktorego Pazdziernika?
4. Ja osobiscie zastanawiam sie nad moim dalszym
przebywaniu na serio. Jezeli to ma byc wylacznie
poswiecone dyskusjom adoracji wewnatrzgrupowej,
to mnie to wyraznie nie interesuje. [--] Obawiamy
sie drazliwych tematow, ktore teraz po wyjsciu
na swiat dokumentow, nie sa juz zadna tajemnica.
Jak na faceta z wieloletnim doswiadczeniem na sciepie okazujesz sie przerazajaco delikatny. Moge pisac tylko we wlasnym imieniu, ale nie zauwazylem, zeby ktokolwiek unikal drazliwych tematow. Mnie sie, Saszka, wydaje, ze rzecz nie w temacie, tylko w podejsciu. Pisac mozna o wszystkim, tylko zalezy jak. Czyms innym jest proba zrozumienia, pragnienie poznania historii, w tym takze wlasnej, gdzie tabu nie ma i byc nie moze - a czyms innym jest wlasnie donos. Sam zreszta doskonale wiesz, nie mnie tlumaczyc Ci takie rzeczy.
Czytam Cie od dawna, z uwaga i sympatia i mysle, ze kto jak kto, ale Ty nie masz sie z czego spowiadac. Za malo odpowiedzi na Twoj list? To przeslij, Saszka, jeszcze pare smakowitych fragmentow i bedziemy dyskutowac.
Serdecznosci, Henryk D.
P.S. Powyzsze nie powinno byc odczytane jako proba zrewidowania historycznej roli Szymona Zachariasza, ktory istotnie w tamtych czasach byl komunistycznym ortodoksa.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Sat, 5 Sep 1998 10:01:59 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: O Zydach zamordowanych w 1944-48.
> RzOnline 22.08.98 Nr 194 > HISTORIA > Nie mozemy powiedziec, jak wiele osob zabitych > w Polsce w okresie 1944-48 zginelo tylko dlatego, > ze bylo Zydami > Wina imputowana > Oboz w Swietochlowicach > MAREK JAN CHODAKIEWICZ
Czytalem poprzednio tekst Chodakiewicza, zatytulowany <Geneza rewolucji komunistycznej w Polsce>. Wowka Klamra pisal ktoregos dnia o emigracji polskiej:
Trudno znalezc lepsze slowa na okreslenie Chodakiewicza, ktory, o ile wiem, jest z Chicago. Jego najlepsze miejsce to sciepa, bo reprezentuje ten i tylko ten odlam myslenia - bogoojczyzniana Polska,...Srodowisko polskiej emigracji na zachodzie, przynajmniej ta jej krzykliwa czesc, jest czesto od rozdzierania szat, od bezgranicznej milosci ojczyzny z kosciolem na czele, wynoszaca na sztandary swoja zasciankowosc i prostacka nietolerancje. Prowadzenie jakiegokolwiek dialogu i dyskusji z tymi ludzmi jest dosyc ciezkie i czasami bezowocne...
Zydzi=komunisci=bandyci, dobry Zyd=martwy Zyd.
Mozliwosci dyskusji z nim sa zadne, bo metodologie ma z gruntu zaklamana - swiadomie falszuje kontekst cytatow. Mnie przypomina autorow stalinowskich, bo to jest dokladnie to samo podejscie do swiata, tzn. nasi sa bez skazy, a tamci - scierwa. Chodakowski pisze zreszta podobna stylistyka.
W Polsce istnieje cala grupa takich historykow i publicystow historycznych. Znaczenie naukowe maja zapewne znikome, ale wplyw na opinie publiczna - znaczny. Nie wiedzialem dotad, ze Rzeczpospolita ich drukuje.
Henryk D.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Sat, 5 Sep 1998 16:25:19 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: O Zydach zamordowanych w 1944-48.
Felek Teshinsky, o Karolu Modzelewskim:
FT> Zygmunt Modzelewski ojciec Karola nie byl FT> Zydem, matka Karola Natalia byla Zydowka.
Zygmunt Modzelewski, ekonomista, dzialacz komunistyczny i minister spraw zagranicznych w latach 47-51, nie byl ojcem Karola Modzelewskiego. Byl jego ojczymem. Zwiazal sie z matka Karola bodajze w czasie wojny, kiedy go juz wypuszczono z wiezienia (siedzial pod koniec lat 30-tych) i szykowano do objecia stanowisk w Polsce.
Ojciec Karola nazywal sie Aleksander Rudniewicz. O ile dobrze pamietam, Karol widzial go tylko raz, w 47-mym roku: pojechal z matka do Moskwy, gdzie w jakims mieszkaniu pokazano mu mezczyzne w splowialym mundurze i zapytano, czy chce mieszkac z matka, czy z ojcem. Rudniewicza aresztowano w czasie wielkiej czystki, tj. okolo 10 lat wczesniej.
Henryk D.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Sun, 6 Sep 1998 01:50:07 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Rosja vs Niemcy w 1941?
Adam Wolkowicz, o operacji <Barbarossa>:
AW> Wczoraj rozmawialem z 42-letnim Rosyjskim Zydem, AW> ktory przyjechal do US z Kiszyniowa 7 lat temu. AW> Twierdzil on, ze Stalin przygotowywal sie zaatakowac AW> Niemcy w 41 roku. Wojsko szykowalo sie do ataku, AW> a nie do obrony, kiedy Niemcy ich zaatakowali AW> wczesniej. Gdyby Rosjanie zaatakowali pierwsi, AW> kto wie gdzie by sie zatrzymali? Poniewaz nie byli AW> przygotowani do obrony, dlatego dostali w tylek AW> na poczatku wojny.
Adam, nie nalezy wierzyc kiszyniowskim Zydom... Historycy sa zgodni - Stalin do konca pragnal uniknac konfliktu i wierzyl, ze uda mu sie przekonac Hitlera do odroczenia wojny. Opisuja to jednym glosem wszyscy biografowie Stalina, przytaczajac przekonywujace przyklady odmowy zaakceptowania grozby inwazji ZSRR przez generalissimusa. Do momentu ataku, a nawet pozniej, Stalin odmawial podjecia jakichkolwiek krokow, mogacych jego zdaniem sprowokowac Hitlera.
Stalin ignorowal szczegolowe ostrzezenia wywiadu i codzienne loty szpiegowskie Luftwaffe nad terytorium sowieckim, co w efekcie pozwolilo Niemcom zniszczyc na ziemi znaczna czesc lotnictwa sowieckiego. Ignorowal dokladne dane o koncentracji niemieckiej, otrzymane od Brytyjczykow i wyjscie wszystkich statkow niemieckich z sowieckich portow. Odmowil zezwolenia na uzupelnienie stanow armii i przesuniecie wojsk na lepsze pozycje. Kiedy dezerterzy niemieccy doniesli o wydanych rozkazach ataku, Stalin nie zezwolil na postawienie oddzialow przygranicznych w stan pogotowia.
Alan Bullock pisze, ze kiedy w nocy z 21 na 22 czerwca Zukow poinformowal Stalina, ze Niemcy bombarduja Minsk, Kijow i Sewastopol - Wissarionowicz twierdzil, ze <powinna nadejsc jakas formalna deklaracja, negocjacje, spotkanie ministrow spraw zagranicznych>. Nawet po dostarczeniu przez ambasadora niemieckiego, von der Schulenburga, noty Hitlera, juz w trakcie dzialan wojennych Stalin nadal zabranial oddzialom radzieckim przekroczenia granicy.
Stalin oczywiscie nie byl naiwny i wojny sie spodziewal, moze nawet badziej, niz jego generalowie. Historycy pisza, ze pragnal jej nie tyle uniknac, co odsunac na rok - i stad jego taktyka dazenia do negocjacji za wszelka cene. Jak wiemy, taktyka zawiodla.
Pozdrowienia,
Henryk D.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Sun, 6 Sep 1998 11:35:23 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@total.net>
Subject: Re: Rosja vs Niemcy w 1941?
Alexander Sharon wrote:
Thomas Jozefowicz wrote: TJ>> W 1995 roku odwiedzilem Rosje. Po drodze Z Moskwy TJ>> do Rygi spotkalem Zyda, ktory powiedzial mi to TJ>> samo odwolujac sie do ksiazki Suworowa "Ledokol". TJ>> Wywiazala sie dyskusja, w ktorej ja twierdzilem TJ>> to samo, co Heniek. Na to moj rozmowca poprosil TJ>> mnie o przeczytanie tej ksiazki. Po powrocie do TJ>> Moskwy kupilem te ksiazke i przeczytalem. Ksiazka TJ>> naszpikowana jest faktami nie do odrzucenia, TJ>> ktore zasialy powazna watpliwosc w moj poglad TJ>> na te sprawe. TJ>> Heniek, radze Ci przeczytac te ksiazke. Moze TJ>> ona wstrzasnac Twoim pogladem na temat wybuchu TJ>> drugiej wojny swiatowej. Prawda lezy najpraw- TJ>> dopodobniej gdzies po srodku. AS> Najbardziej zacieklym oponentem "Ledokol: Kto AS> nachal Vtoruiu mirovuiu vojnu?" jest chyba Gabriel AS> Horodecki z wydzialu sowietologii tel awiwskiego AS> Uniwersytetu. Jego ksiazka "Mit Ledokola" (orygi- AS> nalnie wydana po angielsku) omawia "prowokacje" AS> Suworowa, ciekawa jest rowniez reakcja Suworowa AS> na ksiazke Horodeckiego. AS> Ja tam osobiscie nie przepadam za Horodeckim, AS> ktory wyglada mi na bardziej papieskiego niz AS> sam papiez, ale jeden fakt w ksiazce Suworowa AS> mnie osobiscie nie wydawal sie wielce prawdo- AS> podobny. Pisze on mianowicie, ze jakas tam AS> wersja czlogow radzieckich specjalnie byla AS> zachowywana z tego powodu, ze nadawal sie AS> ten czolg do szybkiej jazdy po autostradach. AS> O jakich autostradach mogla byc wojna w Polsce AS> (zajetej od 1939 przez Rzesze) mogla byc mowa? > Sasza
Suworowa nie czytalem, wiec nie moge sie wypowiadac na temat <LODOLAMACZA>, choc oczywiscie sporo slyszalem, bo wiele wokol tego bylo halasu. Mam jednak pare uwag natury ogolnej, ktorymi chcialbym sie podzielic.
1. Jest taki gatunek literacki, ktory po angielsku nazywa sie <faction> od polaczenia slow <fact> i <fiction>. Oznacza to proze artystyczna, wykorzystujaca jako tlo czy budulec rzeczywiste wydarzenia badz sytuacje. W polskiej literaturze to jest rzadkie, bo Polska od dziesiecioleci prawie nie ma przyzwoitej prozy, ale kazdy, kto czytal <Ragtime> Doctorowa czy <W pierwom krugu> Solzenicyna zna ten gatunek.
W takich ksiazkach proporcje faktu i fikcji moga sie roznic znacznie. Kiedy Forsyth pisal <The Day of the Jackal>, oparl sie na wielu prawdziwych szczegolach zamachu na De Gaulle'a - ale kiedy John Le Carré opisywal zdemaskowanie sowieckiego agenta Kima Philby'ego w <Tinker, Tailor, Soldier, Spy>, cala historie zbeletryzowal prawie nie do poznania.
Z punktu widzenia h i s t o r i i zarowno Forsyth jak i Le Carré znajduja sie dokladnie w tym samym miejscu - zadnego z nich nie mozna uznac za zrodlo historyczne, albowiem zadaniem pisarza jest wymyslanie wlasnej rzeczywistosci. Roznice w metodzie - wiecej faktow, mniej faktow - sa wyborem artystycznym tworcy, a nie mniej lub bardziej wiernym odbiciem historycznej prawdy. Mozna i nalezy korzystac z tej literatury jako wizji czasow czy wydarzen - ale nie mozna wyciagac wnioskow o prawdziwym biegu historii. Z <Wojny i pokoju> mozna sie bardzo duzo dowiedziec o Rosji, ale historycznej prawdy o kolejach kampanii napoleonskiej szukac tam nie nalezy.
2. Wydaje mi sie ciekawe, ze Adam i Tomek opisuja ten sam przypadek - spotkali Rosjanina, ktory im opowiedzial historie, wyczytana u Suworowa. Traktuja to jako fakty. Otoz mam wrazenie, ze w Rosji stosunek do historii jest w ogole dosc literacki, bo tak potoczyly sie ich losy. Tam przez dziesiatki lat, a moze i wiecej, nie bylo historiografii w sensie zachodnim i opierano sie na literaturze jako materiale historycznym.
Dotyczy to nie tylko drugiej wojny swiatowej, ale chyba wlasnie jej w najwiekszym stopniu. <Szosa Wolokolamska> Beka, <W okopach Stalingradu> Niekrasowa czy trylogia wojenna Simonowa to oczywiscie ksiazki p r a w d z i w e - ale powiesci, i tylko powiesci.
Tak tez, mysle, jest z Suworowem. Nie czytalem, wiec nie wiem, ale nie zdziwilbym sie, gdyby nalezal do gatunku pisarzy paradokumentarnych - takich, ktorzy stwarzaja fikcyjna rzeczywistosc, majaca imitowac historyczna prawde. Trzeba pamietac, ze to jest metoda literacka i tylko tyle - tak, jak ktos inny pisze bialym wierszem, zdaniami bez znakow przestankowych, czy trzynastozgloskowcem.
3. Czolgi, o ktorych wspomina Saszka. Nie wiem, czy o to chodzi - ale jest taka znana historia o czolgach T-34. Rosjanie nie calkiem sprawnie wyciagneli wnioski z Blitzkriegu i sukcesow niemieckich broni pancernych. Opierali sie na wnioskach z wojny hiszpanskiej, gdzie czolgi funkcjonowaly w roli pomocniczej. Alex de Jonge, autor popularnej biografii Stalina, pisze tez, ze <as an old Cavalry Army man, Stalin also believed in that arm and expanded it accordingly>.
W pierwszych miesiacach 1941 roku Rosjanie wyprodukowali ponad 1000 czolgow T-34, ktore na pewno nie ustepowaly czolgom niemieckim. Ale zamiast stworzyc z nich osobne oddzialy pancerne, rozlokowano je w jednostkach, wyposazonych w czolgi przestarzale, wolne i czesto wymagajace remontu. To zneutralizowalo walory bojowe nowych czolgow, ktore rozmyly sie w masie starego uzbrojenia. Kiedy przyszlo do walki z niemieckimi oddzialami pancernymi w czerwcu i lipcu 1941, T-34 nie odegraly zadnej roli. Mozliwe, ze te historie opisuje (a raczej fikcjonalizuje) Suworow jako strategiczna decyzje zachowania czolgu do dzialan zaczepnych.
Henryk D.
To: chawerim@XXXxxxxxxx.com
Date: Wed, 9 Sep 1998 11:35:44 +0200
From: "Jerzy Holcman 4245." <jerzy.holcman@XXXXX.DK>
Subject: Jak mozna krytykowac naszych rodzicow za komunizm?
Hi
Bardzo latwo. Ale czy to rozsadne?Ich sympatie dla komunizmu wyrosly ze swiata, ktory ich otaczal, ktory rozni sie zasadniczo (moze wlasnie czesciowo dzieki komunizmowi) od naszego systemu referencj. To taki sam paradoks jak szkola, w ktorej nauczyciele na podstawie doswiadczen z poprzedniego pokolenia przygotowuja mlode pokolenie do doroslego zycia w nastepnym pokoleniu.
Czy oni byli glupsi od nas?
Nie sadze. Ich wiara w idee mogla sie utrzymac tak dlugo z powodu braku informacji, w ktorej my dla odmiany toniemy i z powodu braku generalnej perspektywy.
Czy dali sie oszukac bardziej niz inni?
Nie sadze. Lepiej poinformowane elity intelektualne (nawet specjalisci) na zachodzie uwazaly za swiety obowiazek intelektualistow w taki czy inny sposob bronic "nowego systemu". Np Laureat Nagrody Nobla (1970 ?), amerykanski ekonomista o cieplo brzmiacym nazwisku Samuelson(?) autor chyba najbardziej poczytnego podrecznika z ekonomii, w swoim podreczniku przewidywal termin, w ktorym Zwiazek Radziecki wyprzedzi USA, modyfikujac go co prawda od wydania do wydania.
Czy nie przeoczylismy czegos?
Sadze, ze tak. Uwazam, ze jakosc i warunki zycia spoleczenstw zachodnich, w ktorych tak bohatersko zakwitlismy, z a w d z i e c z a m y komunizmowi -- wymuszeniu na skutek istnienia konkurujacego i zagrazajacego bloku komunistycznego. Czesc z tych osiagniec jest teraz (na skutek upadku ideologii) radosnie zwijana do lamusa, a wartosc czlowieka ocenia juz sie prawie wylacznie jego zdolnoscia do zarabiania pieniedzy. Ciekaw jestem czy ktos kiedys oszacowal te wplywy?
"Ta emigracja i te 30 lat to znakomity walec wyrownawczy. Moze warto zaczac oceniac nas pod katem co mysmy sami stworzyli..." (A. Krakowski)
I tu lezy chyba pies pogrzebany. Moim zdaniem besserwisserowska krytyka naszych komunistycznych rodzicow jest spowodowana frustracja. Oni, przynajmniej czesc z nich, mieli format i kaliber. Format, ktory genralnie czyni ich mniej anonimowymi niz my sami, i ktorego, byc moze, im zazdroscimy. Poprawcie mnie jesli sie myle, ale moim zdaniem jestesmy grupa, ktora najlepiej charakteryzuje pewna mieszanina hedonizmu, oportunizmu i bezideowosci.
Gabrys w swojej balladzie pyta czy nasze dzieci beda z nas dumne... Ja zapytalbym rownie glupio:
"Za co?"
W poprzedniej balladzie pisze Gabrys przeciez, ze pieniedzy na koncie w banku za duzo nie zostawimy...
JH
To: chawerim@XXXxxxxxxx.com
Date: Wed, 9 Sep 1998 20:30:10 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Kuropieska, Grosz, Mirski......
Wlodzimierz Rozenbaum wrote:
WR> Tak na marginesie, to Szyrowi nie udalo sie WR> uzyskac stopnia generalskiego, a Komarowi nie WR> powierzono dowodztwa Wojsk Ochrony Pogranicza. WR> Przypomne rowniez, ze w latach 50-ych KBW WR> przypominalo bardziej ZOMO niz "elitarna WR> formacje uderzeniowa".
Wlodku, dziekuje za poprawki i uzupelnienia. Nie ze wszystkim sie zgadzam:
1. Komar, pisze Kuropieska w czesci pierwszej cytowanych przez Ciebie wspomnien, zostal dowodca Wojsk Wewnetrznych, na ktore skladaly sie WOP i KBW. Podobna informacje podaja tez inne zrodla. Popularna historiografia przez wiele lat przypisywala Komarowi dowodzenie KBW, nad ktorym mial nadzor z racji szefowania Wojskom Wewnetrznym, ale nie bezposrednia komende. Dowodca KBW byl nieprzerwanie do r. 1965 gen. Wlodzimierz Mus, ktory nota bene w r. 1990 protestowal goraco, ze w pazdzierniku to wlasnie on popedzil kota Koniewowi i Rokossowskiemu.
2. Korpus Bezpieczenstwa Wewnetrznego to nie formacja uderzeniowa, ale ZOMO? Wolne zarty...
W pazdzierniku 1956 KBW mial pod bronia 33 tysiace ludzi, wliczajac lotnictwo lacznikowe, artylerie przeciwlotnicza, 9 pulkow, 4 brygady, w tym kadrowa Brygade Nadwislanska, jednostke czolgow, wkrotce przeformowana na samodzielny pulk pancerny, oraz cztery szkoly kadry i zespol piesni i tanca. Jak widzisz, roznica zasadnicza - w ZOMO nikt nie tanczyl...
Serdecznosci, Henryk
To: chawerim@XXXxxxxxxx.com
Date: Wed, 9 Sep 1998 21:42:54 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Jak mozna krytykowac naszych rodzicow za komunizm?
Jurku,
Bardzo mi sie Twoj list o rodzicach spodobal, chociaz nie ze wszystkim sie zgadzam.
A wiec:
JH> Czy oni byli glupsi od nas? JH> Nie sadze. Ich wiara w idee mogla sie utrzymac JH> tak dlugo z powodu braku informacji, w ktorej my JH> dla odmiany toniemy i z powodu braku generalnej JH> perspektywy.
Mysle, ze chodzilo o cos wiecej, niz brak informacji, chociaz to oczywiscie trafny argument. Mnie sie wydaje, ze niewybaczalnym grzechem komunizmu byl jego absolutny dogmatyzm i rezygnacja z racjonalistycznego kwestionowania ustalonego porzadku.
Komunisci w i e r z y l i . Jaff Schatz, nasz szwedzki ziomek i autor ksiazki <The Generation>, najobszerniejszego studium o polsko-zydowskich komunistach, porownuje ich z wyznawcami Sabataja Zwi, syna handlarza drobiu z tureckiej Smyrny, ktory w siedemnastym wieku oglosil sie Mesjaszem. (Te sama teze znalazlem u Staszka Krajewskiego.)
To jest, mysle, naciagane porownanie, bo u Sabataja poza mesjanizmem nie bylo nic, a komunisci wymyslili sobie calkiem precyzyjnie nowy porzadek swiata, wiec ideologia funkcjonowala niezaleznie od przywodcy, tj. np. Iljicza z powodzeniem zastapil Wissarionowicz, a Wilhelma Piecka - Walter Ulbricht.
Mnie sie ta wiara raczej kojarzy z kontynuacja europejskiej tradycji romantycznej, ktora zsyntetyzowal Mickiewicz: <Czucie i wiara silniej mowi do mnie / niz medrca szkielko i oko.>
To prawda, ze informacja nie byla tym, czym jest teraz. Ale nawet, kiedy dowiadywano sie o pewnych rzeczach, ta w i a r a, to calkowite odrzucenie racjonalistycznej tradycji Oswiecenia zamykaly oczy, uszy i rozsadki na rzeczywistosc, na to, co dzialo sie naprawde.
Leon R. trafnie wspomnial klasyczna ksiazke Koestlera <Ciemnosc w poludnie>; dwa podstawowe pytania do komunizmu to <dlaczego sie przyznali> i <dlaczego wierzyli>, a Koestler stara sie odpowiedziec na oba. Dlaczego sie przyznali - wiemy dobrze. Dlaczego wierzyli - miedzy innymi dlatego, Jurku, ze nawet kiedy istniala informacja, odrzucali ja bez reszty jako sprzeczna z dogmatyczna wiara, i wierzyli, chcieli wierzyc, ze Zinowiew byl japonskim szpiegiem, Piatakow pragnal oddac Ukraine Niemcom, a stonke Amerykanie zrzucali na spadochronach.
W tym, mysle, lezal pierworodny grzech komunizmu, nasiona kleski, od poczatku zaprogramowane w DNA tego ruchu.
Saszka im nie moze wybaczyc, ze pomagali rozbijac Bund. Oni wyznawali teorie oblezonej twierdzy, calkowitego okrazenia, a kazdy spod innego sztandaru wydawal im sie wrogiem. Czesc tego to fanatyzm i paranoja - ale hasla i nazwy w czasach przedwojennych bywaly niemniej konfundujace niz dzisiaj.
Gustav Noske, rzeznik i wyplatacz koszykow, ktory zdlawil berlinskie powstanie Spartakusa i zalal miasto krwia, uwazal sie za socjaliste; socjalizm mial w nazwie swojej partii Hitler; Mussolini, syn kowala, redagowal socjalistyczne <Avanti>. W swiecie pelnym niejasnosci komunizm oferowal prostote rozwiazan - nasi i wrogowie.
JH> Uwazam, ze jakosc i warunki zycia spoleczenstw JH> zachodnich, w ktorych tak bohatersko zakwitlismy, JH> z a w d z i e c z a m y komunizmowi — wymuszeniu JH> na skutek istnienia konkurujacego i zagrazajacego JH> bloku komunistycznego. Czesc z tych osiagniec JH> jest teraz (na skutek upadku ideologii) radosnie JH> zwijana do lamusa, a wartosc czlowieka ocenia juz JH> sie prawie wylacznie jego zdolnoscia do zarabiania JH> pieniedzy. Ciekaw jestem czy ktos kiedys oszacowal JH> te wplywy?
Tu, mysle, zagalopowales sie. Odczytuje Twoje slowa jako teze, ze gdyby nie przodujace demoludy, zylibysmy nadal w czasach Dickensa. To jest, Jurku, wypisz-wymaluj komunistyczna propaganda z lat naszej mlodosci.
Okrutna madrosc kapitalizmu polega na jego elastycznosci, i to nie osiagniecia klasy robotniczej w NRD spowodowaly, ze Konrad Adenauer rozkul kajdany ciemiezonych mas po drugiej stronie granicy. Powszechnej opieki lekarskiej w Kanadzie nie wywalczyla ani lokalna partia komunistyczna, ani strach, ze rewolucja przypelznie z Kamczatki przez zamarznieta Arktyke. Pragne Ci tez zwrocic uwage, ze w kwestii dobrobytu klasy robotniczej nawet ten nienajbogatszy kapitalizm nie odstawal za Bulgaria i Mongolia.
Co wzial kapitalizm od komunizmu, system spoleczny w Szwecji czy W. Brytanii od ZSRR? Nie potrafilbym podac przykladu.
Serdecznosci,
Henryk D.
To: chawerim@XXXxxxxxxx.com
Date: Thu, 10 Sep 1998 20:07:44 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Jak mozna krytykowac naszych rodzicow za komunizm?
AS> Od komunizmu Heniek? Dlaczego obawiasz sie AS> wymowic, ile dziesiejszy socjalizm europejski AS> posiada spuscizny faszystowskiej.
Saszka, wyjasnij szerzej. Nie rozumiem argumentu.
Best, Henryk
To: chawerim@XXXxxxxxxx.com
Date: Thu, 10 Sep 1998 20:50:25 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Kuropieska, Grosz, Mirski......
Wlodzimierz Rozenbaum wrote:
WR> 1. Wojska Wewnetrzne w 1956 roku to twor bardziej
WR> paperowy niz rzeczywisty. Zwiazane to bylo z pomyslami
WR> reorganizacji KBW jako formacji wojskowej w ramach MSW
WR> (zastanawiano sie nawet powaznie nad jego rozwiazaniem,
WR> po uprzednich rozwazaniach nad polaczeniem KBW i WOP
WR> w jedna formacje Wojsk Wewnetrznych). Czerwcowe
WR> wydarzenia poznanskie sprawily, ze do rozwiazania KBW
WR> nie doszlo. Plk Dominiczak jest tutaj mniej wiarygodny
WR> niz plk Jaworski ("Korpus Bezpieczenstwa Wewnetrznego,
WR> 1945-1965", Warszawa, 1984). NB w okresie XI.57-VII.59
WR> Mus studiowal w Moskwie i nie dowodzil KBW.
Drogi Wlodku, informacja o gen. Komarze i Wojskach Wewnetrznych w cytowanym przez Ciebie powyzej opracowaniu dobrego plka Jaworskiego, str. 299.
WR> w poznych latach 50-ych wychylali sie rozpijaczeni WR> z okien koszar na Rakowieckiej w Warszawie i przy WR> dzwiekach akordeonu ryczeli "Raz Maniana szla WR> pijana....."
Zrodlo wyliczanki jak wyzej, czyli Twoj plk. Jaworski, Aneks. nr. 9. Tamze stan osobowy i informacja o Brygadzie Nadwislanskiej z wrzesnia 1956.
Tresure psow i telefonie kanalowo-nosna gen. Komar (nienawidzil zwierzat i telefonow, lubil piosenki z wojny hiszpanskiej i <Poliuszko-polie>) zamienil natychmiast na ladnie przez Ciebie zapamietana <Maniane>. Ci z akordeonem to byl wlasnie zespol piesni i tanca Korpusu, szykujacy repertuar zgodny z duchem czasu.
Serdecznosci, Henryk
To: chawerim@XXXxxxxxxx.com
Date: Fri, 11 Sep 1998 17:44:14 -0400
From: hdasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: komunizm - wiara i rozum
Edek Szpruch, na temat komunizmu, wiary i rozumu:
ES> Mysle tez , ze dziesiejsza rzeczywistosc pokazuje, ES> jak nieudanym modelem jest kapitalizm , liberalna ES> gospodarka. W Rosji ten eksperyment doprowadza ES> cale panstwo do kompletnej korupcji.
Edziu, co Ty piszesz? W Rosji jest korupcja, bo wprowadzili kapitalizm? Zarty sobie z nas robisz. O skali rosyjskiej korupcji nieco wczesniej mozesz sobie poczytac u Gogola, o latach ciut pozniejszych - u Ilfa i Pietrowa. Trzy czwarte stulecia ZSRR dobrze doszlifowalo te metode na zycie, vide ich eksport najwymyslniejszych afer na caly swiat. Kapitalisci (nota bene w Ameryce malo przekupni) moga sie u ich kolan uczyc abecadla (a takze alef bejt gimel) korupcji.
Chcesz obejrzec wprowadzanie kapitalizmu, to raczej popatrz na Polske, gdzie to calkiem przyzwoicie dziala. Korupcja ? Oczywiscie, ale nie bez kozery ostatnie pare lat nosily miano "Rzeczpospolitej kolesiow", bo to nie kapitalisci rozdawali, tylko postkomunisci. Trudno mi zreszta wyobrazic sobie wieksze naduzycia niz np. za czasow Gierka. Jego okres zupelnie otwarcie nazywano kleptokracja.
Pozdrowienia, Henryk D.
To: chawerim@XXXxxxxxxx.com
Date: Sat, 12 Sep 1998 00:08:00 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Rozum, wiara, Zydzi, komunisci
| <...Wszelkie glosy krytyczne, kwestionujace lub podajace w watpliwosc prawdziwosc oskarzen nie docieraly do naszej swiadomosci, nie budzily naszego sumienia (mowa o terrorze lat trzydzies- tych w ZSRR - HD). Pobyt w Zwiazku Radzieckim w latach wojny, rozmowy z ludzmi o roku 1937 sklonily mnie do pewnego krytycznego spojrzenia na praworzadnosc. Lecz nie widzialem zrodel zla. Kladlem wszystko na karb wypaczen dokonanych przez n i z s z a administracje. Totez gdy w latach 1948-1952 bylismy swiadkami nowej tury procesow - w szerszym zakresie - znow uwierzylem. I musiala dopiero przyjsc smierc Stalina, aby bielmo spadlo z naszych oczu, abysmy mogli spojrzec na te sprawe obiektywnie, zobaczyc prawde w calej jej zgrozie i ohydzie...> | ![]() |
|
Michal Mirski, "Biegiem marsz" Ksiazka i Wiedza 1958 |
||
Ja chcialbym tylko dodac do rozwazan o semantyce i moralnosci tekstu z <Nowych Drog>, ze to byl standartowy jezyk tamtych czasow. My sobie dzis nie w pelni zdajemy z tego sprawe, ale mowa stalinizmu to z jednej strony niewyobrazalne balwochwalstwo i idolatria, a z drugiej - jezyk najciezszych oskarzen, jezyk donosu. Kazda gazeta, kazdy periodyk, kazdy podrecznik roily sie od tego typu frazeologii. Zeby sobie to dzis w pelni uswiadomic nie wystarczy zajrzec do literatury z tamtych lat, bo ksiazki, nawet te bardzo zle, pisano jednak w mysl troche innych zasad - ale w publicystyce przy kazdej okazji ciskano slowami, w jakie dzis trudno uwierzyc. Mam gdzies opis marszalka Tito z calkiem powaznego tygodnika, okreslajacy go jako <krwawy pomiot smierdzacego osla>.
Pamietam, ze kiedy pierwszy raz czytalem cytowana wyzej ksiazke Mirskiego, znakomicie napisane wspomnienia z Berezy, zrobila na mnie wielkie wrazenie. Wychowalem sie w kulturze romantycznej i ciagnelo mnie od dziecka do tej romantyki rewolucyjnej, rysunkow Renato Guttuso, wierszy Swietlowa, <Czerwonych Diablat> i smetnych piosenek o Asturii. Nie wiem, moze to juz pisalem: ulubionym filmem mojego dziecinstwa byl nie <Sadko> czy <Sindbad Zeglarz>, ale <Czapajew>. Ogladalem to wielokrotnie w kinie <Moskwa>, zamarly z przerazenia podczas <psychologicznego ataku> bialogwardyjskich szeregow szturmowego batalionu generala Kappela: na czarnych mundurach trupie czaszki, paradowy krok, bagnety na sztorc. Zamykalem oczy i nigdy nie zobaczylem slynnej sceny, w ktorej proletariuszka Anna, wyczekawszy ostatniej chwili, kladzie zaporowy ogien Maxima po bialych kolumnach. Dwudziesta Piata wziela Ufe!
Odrzucilo mnie wczesnie, i to wcale nie ze wzgledu na procesy, tortury i Katyn. Odrzucilo mnie wlasnie ze wzgledu na jezyk i na balwochwalstwo, na fakt, ze wlasne, w jakimkolwiek stopniu odrebne zdanie, czynilo w r o g a nawet z calkiem prawomyslnego delikwenta. Nie uwazalem sie za wroga, wierzylem w hasla sprawiedliwosci spolecznej, z przejeciem demonstrowalem pod ambasada amerykanska, ze <Rece precz od Kuby!> - ale z ubezwlasnowolnieniem intelektualnym pogodzic sie nie moglem.
Mnie bylo latwo, dopiero zaczynalem zycie, ale moj ojciec, od szkoly w ruchu komunistycznym, miana <wroga> przyjac nie byl gotow, a juz najbardziej we wlasnych oczach. Nie chcial i nie potrafil zaprzeczyc starym dokumentom, pisanym cyrylica przez fioletowa kalke: <...Nie sczitajas' z raboczim wriemieniem, tow. Daszkiewicz rabotal dniem i noczju...>. Rozstalismy sie przez to wczesnie, bardzo wczesnie. Czasami zastanawiam sie, czy za to, ze od bardzo mlodego wieku wlasciwie nie mialem ojca, powinienem winic komunizm - czy siebie samego.
Henryk D.
To: chawerim@XXXxxxxxxx.com
Date: Sat, 12 Sep 1998 11:58:39 +0200
From: Wlodek Richter <wlodek.richter@XXX.XX.SE>
Subject: Re: Rozum, wiara, Zydzi, komunisci
At 00:08 1998-09-12 -0400, you Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET> wrote:
HD> okazji ciskano slowami, w jakie dzis trudno HD> uwierzyc. Mam gdzies opis marszalka Tito HD> z calkiem powaznego tygodnika, okreslajacy HD> go jako <krwawy pomiot smierdzacego osla>.
W szmatlawcu szwedzkich "komunistow-rewolucjonistow" czytalem jeszcze w 80-tych latach o publicyscie (nie z ich obozu): z pamieci - "jak zobaczycie towarzysze tego tlustego wieprza na ulicy, walcie go piescia prosto w wypasiona morde".
Pewnie i dzis tak pisza i zawsze beda...
Wlodek
To: chawerim@XXXxxxxxxx.com
Date: Sun, 13 Sep 1998 00:01:53 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Suworow
No wiec kupilem <LODOLAMACZA> Suworowa i spedzilem nad tym kilka godzin. Nie moge powiedziec, ze przeczytalem calosc, bo to by bylo klamstwo, ale przeczytalem pierwszych sto stron i w miare dokladnie przekartkowalem reszte.
Musze tu napisac, ze nie jestem historykiem i nie mam ku temu zadnego przygotowania teoretycznego czy zawodowego. Interesuje sie od wielu lat historia komunizmu i staram sie sporo na ten temat czytac, a takze staram sie zrozumiec i w miare mozliwosci zapamietac to, co czytam - ale robie to wszystko jako dyletant i amator. Czytuje zarowno historiografie i biografistyke amerykanska i angielska (obie cenie wysoko), jak i ksiazki autorow z Europy Wschodniej, w tym Rosjan (ktore cenie mniej).
Aby powtorzyc teze Suworowa, przytoczona tu przez Hanie, Saszke i Tomka: przed wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej 22 czerwca 1941, Stalin szykowal sie od wielu lat do napasci na Niemcy, zgodnie z leninowskimi planami swiatowej rewolucji, pochodzacymi z okresu pierwszej wojny swiatowej i wczesnych lat dwudziestych. Przygotowania byly zaawansowane w najwyzszym stopniu, a inwazja Niemiec miala nastapic nie pozniej niz w lipcu 1941. Stad zaskoczenie Stalina i dramatyczne porazki Armii Czerwonej w poczatkowych stadiach wojny, albowiem wszystkie plany ZSRR zakladaly wojne ofensywna, a nie defensywna.
Otoz z mojego punktu widzenia, przy moim stanie wiedzy historycznej wszystko, co pisze Suworow jest wyssane z palca. Trzeba tu powiedziec, ze Suworow nie jest jedyny, ktory te teze propaguje: rosyjski dramaturg i pisarz Edward Radzinski, autor najgorszej biografii Stalina, jaka kiedykolwiek czytalem, sugeruje to samo (tyle, ze strategia wojny ofensywnej miala byc nie dzielem Lenina z drugiej dekady stulecia, ale Zukowa - z 15 maja 1941). Suworow natomiast buduje z tej teorii cala ksiazke.
Metode literacka Suworowa okreslilbym jako <fikcje historyczna>, albo <rewizjonizm historyczny>. Ksiazka posluguje sie klasycznymi elementami literatury faktu, stwarzajac w ten sposob pozory prawdy historycznej. W rzeczywistosci jej dokumentacja jest na dobra sprawe zadna. W calej ksiazce Suworow uzywa badz materialu anegdotycznego i pamietnikarskiego, ktory w zaden sposob nie potwierdza jego tez, badz tez opisuje rzekome fakty bez podania jakichkolwiek zrodel. Nie chce byc posadzony o goloslownosc, wiec oto kilka przykladow.
Saszka zacytowal opisana przez Suworowa historie lekkiego czolgu BT (Bystrochodnyj Tank), zdolnego do poruszania sie ze znaczna szybkoscia na kolach, po zdjeciu gasienic. Mial to byc czolg przeznaczony do jazdy po autostradach niemieckich, a gasienice mialy zostac uzyte jedynie na polskich bezdrozach. Te, jak pisze Suworow, <wspaniale wozy bojowe>, przeznaczone byly do <kampanii na doskonalych autostradach zachodnich>.
Wszystko dobrze. Ale w rozdziale na temat tego czolgu, jednego z koronnych argumentow Suworowa, nie ma a n i j e d n e eg o przypisu zrodlowego. Prawda? Nieprawda? Opinia autora? Fikcja literacka? Zapewne wszystko razem, ale na pewno nie historia.
W tym samym rozdziale jest mowa o wizycie Guderiana w fabryce parowozow w Charkowie w 1933 roku, produkujacej takze czolgi - 22 dziennie. Jest to absurd. W okresie szczytowego wysilku sowieckiej produkcji wojskowej przed wybuchem wojny cala produkcja czolgow w ZSRR wynosila 10 sztuk dziennie.
Na papierze Rosjanie istotnie mieli znaczna przewage w czolgach nad Niemcami. Stan wyposazenia jednostek wynosil 9 do 10 tysiecy maszyn, a Niemcy rozpoczeli Barbarosse ze stanem ok.3500 czolgow. Co wiecej, radzieckie czolgi T-34 i KW-1 byly lepsze od pancernej broni niemieckiej i odporne na ogien niemieckich rusznic przeciwpancernych. Jednakze tylko 30% czolgow sowieckich znajdowalo sie w stanie sprawnosci bojowej. Brakowalo zalog, przeszkolonych w obsludze nowych czolgow, ktorych Rosjanie mieli w sumie zaledwie ok. 1800 sztuk. To wszystko jest szczegolowo udokumentowane, zarowno w ksiazkach o historii II wojny, jak i ksiazkach o historii ZSRR, i tam wlasnie te szczegoly znajduje - ale u Suworowa jest tylko jego wlasna, niczym niepoparta narracja.
Jestem przyzwyczajony do historiografii i literatury faktu, jakie sie uprawia w Ameryce ("Just the facts, Madam"), a Suworow pisze jezykiem emocji, co wedlug mnie z opisem historycznym nie licuje, podobnie jak i jego teorie. Pisze o roku 1923: <...eksterminacja chlopstwa w guberni tambowskiej nalezy do najpotworniejszych kart w dziejach ludzkosci... bez ryzyka bledu mozna mowic o setkach tysiecy zabitych...> I znowu - zadnych zrodel, zadnych faktow.
Mowa o rewolcie Antonowa, jednej z wielu rebelii chlopskich wczesnych lat dwudziestych. Bolszewicy z wystepujacym przeciwko nim chlopstwem rozprawiali sie krwawo, ale okreslenia Suworowa naleza nie do warsztatu historyka, tylko do marnego dziennikarstwa. Co wiecej, cyfry podawane przez historykow sowieckiej wojny domowej roznia sie o rzad wielkosci od tych, ktorymi operuje Suworow.
U Suworowa znalezc mozna nie tylko teorie, ale setki faktow i dziesiatki cytatow z pamietnikow i prasy. Wszystko ma udowodnic jego teze, nie poparta ani jednym dokumentem archiwalnym, ani jednym sladem, noszacym znamiona autentyzmu. Jesli Niemcy bombardowali transporty z zolnierzami - to te dywizje szykowano do ataku. Jesli bombardowali lotniska - to samoloty rozlokowano w przygotowaniu do desantu. Jesli bombardowali sklady paliw - to paliwo mialo byc uzyte (przez czolgi na kolach) do inwazji. Jesli ktos milczy (a w ksiazce ktos milczy co rusz) - to po to, aby ukryc prawde. W podobny sposob, operujac odpowiednio dobranymi cytatami, mozna latwo dowiesc, ze glownym tematem naszej swietlicy sa wojny punickie.
Taka bywa, niestety, literatura faktu w krajach bylego bloku. <LODOLAMACZ> przypomina mi rozmaite polskie ksiazki rewidujace historie - te, w ktorych komunistyczna partyzantka to Zydzi i kryminalisci, i te, gdzie pogrom kielecki jest efektem sowiecko-komunistyczno-syjonistycznej prowokacji. Moze strawilbym Suworowa latwiej - ale w ksiazce o napasci Niemiec na ZSRR nie znalazlem ani slowa o czystkach lat trzydziestych, w ktorych Stalin wytracil olbrzymi procent dowodztwa i kadry oficerskiej Armii Czerwonej. A jesli o tym nie pisac, to wedlug mnie wszystko inne to czysta fikcja.
Przepraszam, ze tak obszernie, ale obiecalem, ze przeczytam i potraktuje powaznie.
Henryk D.
To: chawerim@XXXxxxxxxx.com
Date: Sun, 13 Sep 1998 15:27:23 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Jerzy Pomianowski
Gabrys Lawit szuka kuzynow:
GL> Jerzy Pomianowski jest w jakims tam dziwnym GL> ukladzie spokrewniony z moja mama. Nawet nas GL> kiedys odwiedzil w Dzierzoniowie i mam jego GL> zdjecie z tego czasu. Czy ktos cos o nim GL> wie? Moze ktos go znal? Moze jego rodzine.?
Jerzy Pomianowski nalezy do najciekawszych postaci swiata literackiego PRL-u i okolic. Twoj kuzyn urodzil sie w 1921 roku i jest z zawodu lekarzem, wyksztalconym w Moskwie. W czasie wojny byl w ZSRR. Do Polski wrocil chyba w roku 1947, a w rok pozniej juz byl wspolautorem nagradzanej i popularnej komedii teatralnej. O ile wiem, w tym samym czasie byl chyba wicedyrektorem albo nawet dyrektorem departamentu w Ministerstwie Zdrowia. Potem to rzucil, wybral slowo pisane i w latach 50-tych byl redaktorem <Nowej Kultury>, a potem <Dialogu>.
W 1955 roku rez. Jan Rybkowski (Andrzej wie) sfilmowal jego powiesc <Koniec i poczatek>, a Pomianowski dostal za scenariusz nagrode panstwowa. Przez dziesiec lat byl tez kierownikiem literackim Zespolu Filmowego <Syrena> i czlonkiem komisji scenariuszowej Ministerstwa Kultury.
Jako krytyk pisal duzo i dobrze, ale prawdziwa kariere zrobil przekladami - to on przelozyl i spopularyzowal Babla w Polsce, zyskujac blyskawicznie range wybitnego tlumacza. Jako popularyzator Babla ma wielkie zaslugi, nie tylko w Polsce. W 1968 wyjechal do Wloch, gdzie wykladal literature polska i rosyjska na uniwersytecie w Bari. Pod pseudonimem <Michal Kaniowski> wydal przeklady Solzenicyna w paryskim Instytucie Literackim - pamietam, ze czytalem je krotko po wyjezdzie z Polski i zrobily na mnie wielkie wrazenie.
Teraz znowu mieszka w Polsce, bodajze w Krakowie. Jest erudyta, a przy tym czlowiekiem wielkich walorow towarzyskich i niecodziennych zachowan. Jest takze czlowiekiem eleganckim i dba o powierzchownosc, ale dziwacznie - ubiera sie od lat w jakies teatralne zakiety o tyrolskim kroju, a w latach stalinowskich cieszyl sie nawet (ze wzgledu na troske o wlasna aparycje) ksywa <Bazant pokoju>. Wyglada niezwykle mlodo, jest pelen energii i sil witalnych - moze dlatego, ze ma sporo mlodsza zone, Ole Kurczab, kobiete, ktora zazwyczaj widuje owinieta w szale, zawoje, tiule, szyfony, brokaty etc.
W sumie, Gabrys - masz swietnego kuzyna. Jak chcesz, to Ci skombinuje adres. Mysle, ze bardzo by mu sie Twoje ballady spodobaly.
Serdecznosci,
Henryk D.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Tue, 29 Sep 1998 20:52:29 -0400
From: hdasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Sprawozdanie II, czyli Clinton
Dorotka, w polemice z Leonem R. n/t niefortunnych losow prez. Clintona:
DC> Problem Clintona jest tragedia rodzinna (tylko DC> i wylacznie), ktorej glownymi ofiarami sa jego DC> zona i corka. Tragedia jest rowniez i to, ze DC> cala Ameryka zostala uwiklana w ten wlasnie DC> problem.
Moim skromnym zdaniem problem Clintona polega na nieprzestrzeganiu zdrowego rosyjskiego porzekadla: "Nie jebi gdie zywiosz".
Henryk D.
To: SERIO@SMULTRON.XXXX.XXXXXXX.SE
Date: Wed, 30 Sep 1998 18:48:51 -0400
From: hdasko <hdasko@TOTAL.NET>
Subject: Re: Lustro
Edek III-ci, w dalszych dywagacjach n/t duetu Tencer-Szurmiej:
> [...] Okazalo sie ze kiedy moj obecnie > jedenastolatek chodzil do zydowskiego przedszkola > zalozonego przez Golde to bylo tylko kilkoro dzieci > w wieku przedszkolnym. Teraz kiedy jest w 5 klasie, > chcialem go zapisac do Zydowskiej Szkoly to okazuje > sie,ze nie ma juz w niej miejsc i stale przybywa > w niej dzieci. Moze teraz jak zabralem glos > w dyskusji na temat Krajewsko-Szurmiejowski moze > sie okazac,ze w ogole nie ma dla mnie miejsca. > Zobaczymy. Pozywiosz uwidisz!
Wiesz, Edek, ja tez mam jedenastolatka. Nie moge sie oprzec refleksji: gdybym ludziom prowadzacym szkole mojego dziecka przypisywal podobnie nikczemne intencje, rowny brak walorow moralnych jak Ty to przypisujesz Szurmiejom - nie poslalbym. W domu bym uczyl, ale bym nie poslal. Zastanow sie. Pare dni temu napisales, ze facet zostal w Polsce, zeby zrobic zyciowa kariere na marcu 68, co mu sie najwyrazniej udalo. I Ty to chcesz popierac, wlasne dziecko oddawac w takie rece? Nie mowie juz o tym, ze ktos z boku moglby Twoje postepowanie uznac za hipokryzje. Na zakonczenie mam dla Ciebie jeszcze grozniejsza wiadomosc: oni oboje sa zakumplowani z Lonka (dla Ciebie Lejbem) F. Jak to bylo w piosence? "To wszystko mafia, cholerny gang..."
Henryk D.
EpistoChronologia 1967 1989 i x 1990 ii iii v vi vii viii ix x xi 1991 ii iv v vii viii ix xii 1992 i ii iii iv vii ix 1993 iii v 1994 i v ix 1995 iii v ix xi 1996 v viii ix x xi xii 1997 i ii iii iv v vi vii viii ix x xi xii 1998 i ii iii vii viii ix x xi xii 1999 i ii iv v vi vii viii ix x xi 2000 i iii iv v vi ix x xi xii 2001 ii iii viii xi xii 2002 xii 2003 iii vi v vii viii ix x xii 2004 ii iii iv vii viii ix x xi 2005 i iii iv v vii ix 2006 EgoTurfSurf • Daskografia • Dalej : Pazdziernik 1998