Epistochronologia  •  EgoTurfSurf  •  Daskografia  •  Wczesniej : Marzec 1998

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Wed, 01 Apr 1998 00:37:58 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: sprawa Hollanda

Wlodzimierz Rozenbaum wrote (o kulisach sprawy Hollanda):

WR> [---] Z opublikowanych materialow na temat sprawy
WR> Hollanda wynika, ze prowadzono sledztwo w sprawie
WR> przekazywanych informacji na Zachod. Gomulka zazadal
WR> tego osobiscie. Prawdopodobne jest, ze probowano
WR> zrobic z tego sprawe zydowska, ale nie bylo
WR> wystarczajacych dowodow. [---]

WR> Co do ilosci przesluchiwanych osob w sprawie Hollanda
WR> w celu "zrobienia" sprawy zydowskiej, to watpie, zeby
WR> objela ona 300 osob. Zydzi w Warszawie wiedzieli by
WR> o tym i w wielu domach by sie o tym mowilo, a takze
WR> pisaly by o tym czolowe gazety na Zachodzie i mowila
WR> by o tym "Wolna Europa." Nie zapominajmy, ze wtedy
WR> jeszcze pracowalo troche Zydow w wywiadzie i kontr-
WR> wywiadzie, wiec taka masowa akcja nie mogla zostac
WR> przeprowadzona w tajemnicy. W jednej z polskich
WR> publikacji wspomina sie, ze sprawy Hollanda i Bryna
WR> prowadzone byly w tym samym okresie, ale nie byly
WR> one polaczone (nawet jesli moze starano sie ustalic
WR> jakis zwiazek).

Jozek, zastanowilem sie nad tym jeszcze raz i wydaje mi sie, ze Twojego znajomego zawodzi pamiec. Powiazania z Haszomer Hacair to pierwsze wyjazdy komandosow do Francji, czyli nie wczesniej niz rok 1963, a glownie okres pozniejszy, po 1965. Zrodla oparte na materialach UB (historyk Bohdan Hillebrandt) podaja, ze wielu komandosow mieszkalo w Paryzu u Lei Jagodzinskiej, przedwojennej dzialaczki HH.

Przedtem to wygladalo zupelnie inaczej; tenze Hillebrandt podaje, ze do kwietnia 1964 KC ZMS zapraszal regularnie do Polski jednego z przywodcow IV Miedzynarodowki (trockistowskiej). Ofensywa partyzantow w polowie lat 60- tych napotkala na tak niewielki opor w kregach wladzy m.in. dlatego, ze mogli sie powolac na calkowita bezkarnosc owych zwiazkow z trockistami, syjonistami etc. Koncepcja masowych przesluchan i wielkiego procesu w roku 1961 nie wytrzymuje krytycznego spojrzenia, a uwagi Wlodka o nieuchronnym naglosnieniu calej sprawy sa trzezwe i sensowne. Nalezy przypuszczac, ze Twoj znajomy sie myli.

Henryk D.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Fri, 03 Apr 1998 00:50:49 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Kto palil Bieszczady

Wlodzimierz Rozenbaum wrote:

WR>    W Polsce byla parszywa akcja WISLA przeciwko
WR>    Ukraincom roku kiedy to polaczone sily Wojska
WR>    Polskiego, Czechoslowackiej Armii Ludowej
WR>    i Armii Czerwonej spacyfikowaly niewinna
WR>    ludnosc i wypalily Bieszczady.

Umowmy sie, ze zanim jeszcze polaczone sily podpalily Bieszczady, przedtem palila je nie calkiem niewinna UPA.

Henryk D.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sat, 04 Apr 1998 18:42:53 -0500
From: Leon Szyfer <soleil@xxxx.com>
Subject: Ewa Hoffman

Do wiadomosci swietlicy.

2 i 3 kwietnia z inicjatywy Polish Jewish Heritage Fundation przebywala w Toronto Ewa Hoffman, autorka dwoch ksiazek: "Lost in Translation" i "The Shtetl". "Lost in Translation" jest opowiescia autobiograficzna. Ewa Hofmann opuscila w 1959 roku Krakow, w ktorym urodzila sie 13 lat wczesniej i jej losy sa w zasadzie podobne do wielu czlonkow swietlicy. Powinna wiec jej ksiazka byc interesujaca chociazby ze wzgledow porownawczych.

"The Shtetl" jest o Bransku, tym samym, o ktorym mowil reportaz (film) Mariana Marzynskiego.

Nie uczestniczylem w spotkaniu Polish Jewish Heritage Fundation od lat. Zniechecily mnie pierwsze spotkania, na ktorych Polacy i Zydzi skakali sobie do oczu podobnie jak co poniektorzy shtetliczanie, chociaz przyznac musze, ze w shtetlicy bylo duzo mniej kultury i powsciagliwosci. Wyobrazcie sobie wiec moje zaskoczenie kiedy w czwartek (2 kwietnia) zobaczylem okolo 200 osob, prawdopodobnie pol na pol Zydow i Polakow, ktore przyszly posluchac pani Hoffman. Musze przyznac, ze obydwie "strony" zachowaly sie z godnoscia. Jedyne "prowokacyjne" pytanie padlo z ust kogos, kto mowil po angielsku bez jakiegokolwiek akcentu. Zapytal on Ewe Hoffman czy czuje sie ona Polka, Zydowka, czy Amerykanka. Ewa Hoffman odpowiedziala ze kazdym po troche.

Nastepnego dnia Konsul Generalny RP w Toronto wydal cocktail na czesc autorki. Bylem po raz pierwszy gosciem Konsulatu. Dwie poprzednie wizyty zwiazane byly z ubieganiem sie o polska wize. I znow towarzystwo bylo wymieszane pol na pol. Jak pisano kiedys w prasie polskiej "spotkanie przebieglo w milej, serdecznej atmosferze". Tyle ze tym razem to byla prawda.

Nie czuje sie powolany do recenzowania ksiazek Ewy Hoffman. Nie probuje sie brac za cos, czego nigdy nie robilem. Moge jedynie polecic "Lost in Translation" tym, ktorzy chcieliby porownac wlasne doswiadczenia imigranta z innymi, w tym wypadku z wieloma podobienstwami.

"The Shtetl" przybliza postac Zbigniewa Romaniuka, domoroslego historyka, zafascynowanego losami Zydow, ktorych dzis w Bransku nie ma, ale ktorzy pozostawili swoj slad na jego historii. Nie jest on wyjatkiem. Sa obecnie w Polsce ludzie, ktorzy "Zyda na oczy nie widzieli", laknacy wiedzy o Zydach i ich wplywie na polska historie i kulture.

I tak juz tylko na marginesie. Gdyby Heniek Dasko nie znal Ewy Hoffman osobiscie, nie zawitalaby ona do Toronto. Henryku! Dzieki!

Was sprawozdawca

Leon S.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 05 Apr 1998 21:36:27 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Ewa Hoffman, Yaffa Eliach

Alexander Sharon wrote:

AS>    Przeczytalem Lost in Translation i bylem
AS>    bardzo wzruszony tym utworem. [--] Czy
AS>    Heniek D. mozesz nam opowiedziec o Ewie.

Otoz o Ewie wiele powiedziec nie moge, poniewaz jest to osoba strzegaca wlasnej prywatnosci i dosc tajemnicza. W Swietlicy jest kilka osob, ktore znaja Ewe dawniej i blizej ode mnie i moga na jej temat napisac obszerniej. Kiedy Ewa zgodzila sie wstapic do Toronto w drodze z Ann Arbor, gdzie miala wyklad na University of Michigan, poprosilismy ja, zeby nam przyslala biogram, bo chcielismy zainteresowac jej wizyta kanadyjskie media, zorganizowac jakies wywiady telewizyjne i prasowe. Ewa przyslala moze cztery minimalistyczne zdania, zawierajace mniej informacji niz to, co juz Leon Szyfer tu napisal. Jest to osoba niezwyklej wrecz skromnosci, nieudawanej i autentycznej, a takze wielkiego wdzieku. Pomimo skromnej informacji, zainteresowanie mediow Ewa bylo natychmiastowe i powazne, co tez jest w pewnym sensie ewenementem, bo Toronto nigdy nie mialo wlasnej inteligencji w sensie klasycznym, czyli pozaakademickim, a Ewa jest autorka stricte inteligencka, zajmujaca sie dywagacjami o rozterkach duszy i paradoksach historii. Toronto sie zmienia na lepsze i pojawia sie cos w rodzaju mlodej inteligencji, ale Ewa jest czlowiekiem tradycji i przeszlosci, a nie awangardy, wiec jej odbiorca, jak sadzilismy, nie jest odbiorca szczegolnie mlodym.

Jak Leon interesujaco napisal, na jej wieczor przyszlo moze dwiescie osob, na Toronto - niemalo. Na imprezy Polish-Jewish Heritage Foundation przychodza juz to zblazowani, aroganccy Zydzi mojego pokroju, juz to osoby majace prywatne rozliczenia z problemem polsko-zydowskim. Zdarzaja sie - prawda, ze nieczesto - pyskowki. Jednak podstawowa cecha owych wieczorow, prezentowanych, jak pisal kiedys Wlodek Roz., po czesci ku dobremu samopoczuciu organizatorow, jest to, ze kazdy z uczestnikow wie  lepiej.  Polacy (wiem, ze upraszczam i uzywam stereotypu) wiedza, iz Zydzi, choc w kierownictwie UB bylo ich ok. 13%, ciezar gatunkowy mieli bez porownania wiekszy, nizby na to cyfry wskazywaly. Zydzi (wiem, ze upraszczam etc.) wiedza, ze choc w marcu orkiestre zamowila partia, widzow bijacych brawo bylo nieskonczenie wiecej niz publicznosc w Sali Kongresowej i na fabrycznych wiecach.

Sadzilem wiec, ze po prelekcji Ewy zabiora glos Prawdziwi Polacy, potrzasajacy sekata piescia i uskarzajacy sie, ze nieetyczna konkurencja zydowskiej siuchty spowodowala bankructwo dziadkowego mlyna, a w nastepstwie degrengolade i upadek sarmackiego rodu; oczekiwalem, iz wstana osoby, ktore slyszaly od innych wiarygodnych osob, iz nieopodal ich rodzinnego miasteczka oddzialy Armii Krajowej wyrznely w pien tylu to a tylu Zydow. Nic z tego. Wypowiadali sie ludzie, twierdzacy, ze ksiazki Ewy - a szczegolnie "Zagubione w przekladzie" - byly dla nich wedrowka po ich osobistym doswiadczeniu. Kobieta z francuskojezycznej prowincji Quebec, gdzie ludzie mowiacy po angielsku stanowia nie calkiem rownouprawniona mniejszosc, powiedziala, iz fragmenty ksiazki "Sztetl" nasunely jej skojarzenia z jej wlasnymi kolejami losu. Ewe szczegolnie lubia kobiety, mezczyznom (poza Saszka, oczywiscie) zazwyczaj brakuje subtelnosci, zeby jej pisarstwo docenic.

Ewa jest przy tym postacia kontrowersyjna, uwazana przez wielu za apologetke Polakow. To nie jest prawda, ale trudno zaprzeczyc, ze bardzo sie stara, aby w jej slowach nie bylo jakichs krzywdzacych uogolnien. Taki ma charakter, zawsze mysle o niej (nie wiem, czy slusznie) jako o czlowieku wielkiej lagodnosci, sprawiedliwosci i troski o innych. Gdyby kazano mi ja obsadzic w filmie, powierzylbym jej role kobiety, opiekujacej sie chora jaskolka.

Miala, o ile wiem, zostac pianistka, a muzyka byla jej wielka namietnoscia. Jej druga miloscia jest jezyk angielski i w rozmowach wspomina czasem, ze dla angielszczyzny porzucila fortepian. Jej angielszczyzna jest bezbledna i znakomita, ale zaskakujaco silnie akcentowana, bo Ewa przyjechala do Kanady jako dziewczynka chyba 15-letnia, a wiec bardzo mloda. To zreszta u pisarzy czeste - Conrad, Nabokov, Kosinski, Tyrmand i Skvorecky pisali po angielsku jak w ojczystym jezyku czy nawet lepiej, ale wymowe mieli, delikatnie mowiac, zgrzytliwa.

Ewa przez wiele lat (chyba z dziesiec) pracowala w New York Timesie, gdzie redagowala dodatek literacki i troche pisala. Przed kilku laty przeniosla sie do Londynu, nie bardzo wiem dlaczego. Pytana o to, odpowiada, ze to idealne miejsce pomiedzy Krakowem i Manhattanem. Pamietam,ze jej przeprowadzka byla dla mnie zaskoczeniem, bo w latach osiemdziesiatych bywalem u niej w Nowym Jorku dosc czesto i zawsze mialem wrazenie, ze jest u siebie w domu.

Henryk D.

PS. Jozek Zorski pisze w liscie do Wieska na temat Yaffy Eliach: "Czy mozesz np odpowiedziec na pytanie:co powoduje,ze wierzysz polskiemu akowcowi opisujacemu wydarzenia w Ejszyszkach, a nie zydowskiej, cudem ocalalej kobiecie, ktorej Polacy zamordowali rodzine?"

Ewe Hoffman pytano tu pare razy w prywatnych rozmowach o Yaffe Eliach. Ewa twierdzi, ze Yaffa manipuluje wlasna historia i zdaje sobie z tego sprawe. To samo mowia historycy, zajmujacy sie tamtym okresem, w tym historycy z YIVOZIH-u. Pamietam, ze przed kilkoma laty czytalem tekst Yaffy Eliach, bodajze w New York Timesie, choc pewien nie jestem, zatytulowany "Pogrom w Ejszyszkach". Pogromu oczywiscie nie bylo, a jej matka i brat zgineli nie jako Zydzi, tylko jako ofiary wojny domowej, co wprawdzie w zadnym stopniu nie zmniejsza tragedii, ale czyni ja czyms innym. Jesli Eliach o tym wie - uwlacza pamieci tych wszystkich ofiar, ktore w tamtych latach zamordowano tylko dlatego, ze byli Zydami, a bylo ich wiele.

Mierzenie wiarygodnosci wedle kryteriow narodowosciowych wydaje mi sie co najmniej dziwne, ale wspominam to, bo Jozek napisal te same slowa dwukrotnie. Zakladam, ze Jozek napisal niejasno i w zwiazku z tym zle odczytuje.

H.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 05 Apr 1998 21:40:50 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Temperatura slow

Do Swietlicy zapisal mnie osiem miesiecy temu Wiesiek Kochanski, ktory pod maska czlowieka dobrodusznego, zainteresowanego glownie gigabajtami i megahercami, ukrywa osobowosc prawdziwie machiaweliczna. Zapisal mnie bez mojej wiedzy i zgody, w kilka miesiecy po prywatnej i pelnej obustronnych docinkow wymianie listow, spowodowanej artykulem Wieska na polskiej sciepie, jaki wpadl mi w rece.

Moja obecnosc w Swietlicy zaczela sie od karczemnej awantury z Wlodkiem Rozenbaumem, ktorego ja postanowilem nauczyc historii, a on mnie - manier. O ile pamietam, zaden z nas nie osiagnal jednoznacznego zwyciestwa, ale zawieszenie broni nastapilo chyba po trzech czy czterech dniach. Zachowalem czesc listow z tamtych miesiecy. Pisalo wtedy kilkanascie osob, w wiekszosci nadal w swietlicy obecnych: polemizowano na temat artykulu o polskich Zydach w New York Timesie, Olek Niemand pytal o autora okupacyjnego wiersza, Ania Lec pisala o swoich niezwyklych doswiadczeniach marcowych. Toczyla sie ostra dyskusja na temat obszernego listu, jaki Staszek Krajewski napisal na Swietlice.

Otoz czytajac tamte listy trudno mi sie oprzec wrazeniu, ze porozumiewalismy sie wtedy nieco innym jezykiem. Polemiki, ostre i bezwzgledne, dotyczyly zazwyczaj pogladow, a nie ich autorow; argumenty "ad personam" zdarzaly sie rzadko; istniala, jak mi sie wydaje, pewna konwencja, powstrzymujaca nawet najbardziej zapalczywe piora (w tym moje wlasne) przed uderzaniem w pewne klawisze, w ktore uderzac nie nalezy.

Byly wyjatki. Swego czasu pisywal do nas inteligentny skadinad kolega, od kilku miesiecy juz tu nieobecny, lubiacy podowczas brac na warsztat nie tyle temat, co osobe piszaca. Sam odszedl, a moze go wytupano - nie pamietam. Ktos inny, z pozniejszej emigracji, rozliczal przez jakis czas publicznie swoje stare i prywatne resentymenty; dzis tez nie ma go na liscie subskrybentow Swietlicy. Swietlica sie zmienila, okrzepla i rozrosla, ale etos rodziny pozostal. Rzekomo.

Przed paroma dniami zlapalem sie na tym, ze w prywatnej korespondencji uzylem okreslenia "rasizm" na opinie Julka Bielickiego na temat obecnosci Elzbiety Holcmanowej w Swietlicy. Przeczytalem wlasny list nastepnego dnia i pojalem, ze to nonsens. Jest dla mnie oczywiste, ze Julek rasista nie jest: czytuje go od wielu miesiecy niemal codziennie, wiem o jego idiosynkrazjach tylez, ile on o moich, Julek bywal swiadkiem rozmaitych moich odjazdow, a ja - jego. Jak i Leon Sfard, poglady Julka na sprawe, o ktorej tu mowa (Julek zreszta nie trzyma sie ich az tak kurczowo, jak moznaby przypuszczac), uwazam za niezaslugujace na racjonalna polemike - ale rasizm? Okropne slowo. Rasistami okreslano zwolennikow apartheidu w RPA i segregacji na poludniu Stanow Zjednoczonych, ludzi z White Power i Aryan Nations. Czy naprawde chce uzyc tego samego slowa w odniesieniu do Julka? Nie. Na pewno nie.

Czytam tu od paru tygodni o tejze Elzbiecie. Nie podobal jej sie tekst Grynberga i ostro o nim napisala. Uwaza, ze obrazal Polakow. Ktos odpowiedzial, ze Elzbieta jest antysemitka. Zalala mnie krew i chcialem odpisac w podobnym tonie, tego samego dnia. Chcialem przypomniec, ze rowno trzydziesci lat temu ktos w tejze parszywej Lodzi powiedzialby do tejze Elzbiety "zastanowcie sie, kolezanko Stradecka, po co macie sobie zycie i kariere marnowac", a troche wiecej niz 50 lat temu poslaliby ja do obozu za Rassenschande, a moze i gorzej. Odczekalem i uspokoilem sie troche, ale chcialbym przypomniec sobie i wszystkim innym, ze antysemita nazywamy tego, ktory napisal "Protokoly Medrcow Syjonu" i tego, ktory redagowal "Stürmera", i tego, ktory organizowal proces lekarzy kremlowskich. Wiec moze ostrozniej z ta semantyka. I prosze mi nie odpowiadac, ze bywaja rozne rodzaje antysemityzmu. Istotnie, bywaja - ale to nie ma nic, ale to nic wspolnego ani z tym, co tu piszemy, ani z opinia o tekstach Grynberga, nawet najbardziej niesluszna.

Wiec, zaczynajac od siebie, apeluje o obnizenie temperatury slow. Apeluje bez nazwisk, bez pokazywania palcem, bez wprowadzania podzialow na tych i na tamtych. O uwazniejsze czytanie i chec zrozumienia, co inni pisza: Leon Sfard nie napisal, zeby Julka od Swietlicy odciac, i, jak go znam, nie mial tego na mysli. Opinia na temat historii, rozniaca sie od naszej nawet najbardziej diametralnie, nie jest rownoznaczna ani z antysemityzmem, ani z polakozerstwem.

Swietlica sklada sie ze slow i nic wiecej w niej nie ma. Nie po to istnieje, zeby sobie nawzajem wymyslac i zeby obrazac innych. Nie tym jezykiem rozmawia sie w prawdziwej rodzinie.

Serdecznosci,

Henryk D.

To: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Date: Mon, 06 Apr 1998 10:36:00 +0200
From: ____Lucjan Feldman____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Ewa Hoffman, Yaffa Eliach [ex reunion-serio]

>>   PS. Jozek Zorski pisze w liscie do Wieska na
>>   temat Yaffy Eliach: "Czy mozesz np odpowiedziec
>>   na pytanie: co powoduje, ze wierzysz polskiemu
>>   akowcowi opisujacemu wydarzenia w Ejszyszkach,
>>   a nie zydowskiej, cudem ocalalej kobiecie,
>>   ktorej Polacy zamordowali rodzine?"
        [...]

HD>    Mierzenie wiarygodnosci wedle kryteriow narodo-
HD>    wosciowych wydaje mi sie co najmniej dziwne,
HD>    ale wspominam to, bo Jozek napisal te same slowa
HD>    dwukrotnie. Zakladam, ze Jozek napisal niejasno
HD>    i w zwiazku z tym zle odczytuje.

Henryku,

masz oczywiscie racje co do idiotyzmu wazenia wiarygodnosci miarka narodowosciowa; ale czy w relacji owego Agawy nie uderza Cie pewien stereotyp "kwiozerczosci" Zydow, jakby nie bylo tych samych ludzi ktorzy uwazaja krew (a co dopiero ludzka krew) za cos nieczystego, do tego stopnia ze usuwaja ja z zyl przed zaszlachtowaniem zwierzecia?

# Date: Sat, 28 Mar 1998 01:05:18 +0100
# From: Josef Zorski <josef@xxxxxxxxx.se>
# Subject: Re: malpa mowi

>    [...] Zeszyty Historyczne Kultury paryskiej,
>    Zeszyt 120, 1997. Na str 86-93 opisany
>    jest przez naocznego swiadka [...] Witold
>    Andruszkiewicz, pseudo Agawa, zamieszcza
>    artykul "Holocaust w Ejszyszkach".

> [...]
>    Potem Mosze przekonuje zolnierzy aby zastrzelili
>    jencow. (placi im za to) "bezposrednio po strzalach
>    Mosze Sonenson rzucil sie na drgajace jeszcze
>    zwloki i zaczal ciepla krwia obmywac twarz i rece.
>    Wyspiewywal przy tym jakies wersety po hebrajsku.
>    Byla to prawdopodobnie modlitwa......."

Tylko z tego powodu, jesli kiedykolwiek czytalem cos malo wiarygodnego, to ta wlasnie relacje. A ze Yaffa Eliach nazywa "pogromem" cos co zaczelo sie jako akcja na wojnie domowej, a dotknelo ja osobiscie, to inna rzecz. Pytanie jednak, jak miala to nazwac? Jak to zwal tak to zwal, ale fakt pozostaje faktem ze przyszli jacys z lasu i ciapneli jej matke. Pozniej my mozemy sobie racjonalizowac to do woli. W takich momentach przypomina mi sie Ida Kaminska w tym znanym czeskim filmie --jak mu bylo, bo chyba to nie "Ulica Graniczna"?-- gdzie gra sklepikarke do ktorej nie dochodzi, co to za "zbiorka" na rynku. Dopiero jak pada slowo "pogrom"... nie pamietam juz czy z jej wlasnych ust, czy "pomagiera", klocki NATYCHMIAST ukladaja sie na miejsce. Bo w swiadomosci Zydow "pogrom" jest czyms nie wymagajacym dalszego elaborowania.

__Lucjan

To: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Date: Mon, 06 Apr 1998 10:36:30 +0200
From: ____Lucjan Feldman____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Temperatura slow [ex reunion-serio]

Henryku,

jeszcze jedno.... jestem w shtetlicy dopiero od niedawna (aczkolwiek na sieci od 1989 r.), wiec narazie sie tam nie odzywam; czytajac Twoje "wspomnienia" zaluje ze wczesniej sie nie zapisalem.... wiedzialem co prawda o jej istnieniu, ale, szczerze mowiac, obserwujac poczynania kol. Kochanskiego na innych listach, ktore nie wzbudzaly mego zaufania, nie mialem specjalnej ochoty zglaszac sie do "jego" forum.

Mowisz ze nadal posiadasz niektore z tamtych listow (czy watkow?). Czy mialbys ochote zebrac je do kupy i mi je przeslac? Moge w razie czego "wypucowac" je troche, tzn ujednolicic format zeby bylo latwiej czytac --malo kto tu poza Toba i mna rozumie potrzebe pisania przejrzyscie, krotkimi, dobrze oddzielonymi akapitami, nie mowiac juz o wyrazaniu sie zdaniami posiadajacymi poczatek, srodek i koniec-- dla ew. dalszej redystrybucji wedle potrzeby dla (przyszlych) zainteresowanych. Moze nawet mozna by to zamiescic na reunion-WWW?

Z gory dzieki. Ja tez chce sobie poczytac o cudzych resentymentach!!! ;-))

__L

HD>    Moja obecnosc w Swietlicy zaczela sie od
HD>    karczemnej awantury z Wlodkiem Rozenbaumem,
HD>    ktorego ja postanowilem nauczyc historii,
HD>    a on mnie - manier.

To: Feldman Lucjan <ianf@xxxxxx.se>
Date: Mon, 06 Apr 1998 07:53:34 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Polprawdy

____Lucjan Feldman____ wrote:

>   masz oczywiscie racje co do idiotyzmu wazenia
>   wiarygodnosci miarka narodowosciowa; ale czy
>   w relacji owego Agawy nie uderza Cie pewien
>   stereotyp "kwiozerczosci" Zydow, jakby nie bylo
>   tych samych ludzi ktorzy uwazaja krew (a co
>   dopiero ludzka krew) za cos nieczystego, do
>   tego stopnia ze usuwaja ja z zyl przed
>   zaszlachtowaniem zwierzecia?

Czesc, Lucjan. Dzieki za list. Szkoda, ze nie na "serio" - wierze, ze im wiecej listow rozsadnych, tym mniej belkotu, na zasadzie sprzezenia zwrotnego. Nie po kolei.

1. Pamietam z Warszawy b. mila dziewczyne - Ewe Feldman. Rodzina?

2. Krwiozerczy Zydzi. Tekstu "Agawy" nie czytalem. Nie w tym rzecz. W zeszlym roku, na miedzynarodowej konferencji, Piotr Wrobel, polski historyk mniejszosci narodowych, b. pracownik ZIH-u, ktory sam nauczyl sie jidysz, powiedzial do niej publicznie "You lie" (wybuchl skandal). Lucjan, Yaffa klamie. Kropka.

To nie znaczy, ze "Agawa" pisze prawde. Nie mam pojecia i to nie ma zadnego znaczenia, czy jego opis ekscesow Sonensona jest prawdziwy, czy nie. Historycy - Steinlauf, Michnik, Szapiro, Kerstenowa, Paczkowski, tenze Wrobel - zgodnie twierdza, ze Yaffa manipuluje. To jej historie czytalem w NYT, a nie "Agawy", ja nakrecil Marzynski, ona wystepuje na konferencjach. W Ejszyszkach nie bylo pogromu - pogromy byly w Krakowie, Kielcach, Radomiu i wielu innych miejscowosciach.

Nie zgadzam sie, ze "przyszli jacys z lasu", wiec wlasciwie wszystko jedno. W Polsce trwala wojna domowa, w ktorej znaczna czesc formacji podziemnych walczyla z nowa wladza, a takze z Rosjanami. W domu Eliach stacjonowalo NKWD. To byl powod i kontekst, dla ktorego zamordowano jej rodzine. "Pogrom" po polsku (nie zagladam do slownika) oznacza niekontrolowane mordowanie ludzi z powodow narodowosciowych. To nie mialo miejsca.

Czy "Agawa" klamie? Wolalbym przeczytac tekst, zanim cokolwiek powiem, bo zdaje mi sie, ze Jozek zamiesci wlasne streszczenie, a nie cytaty. Nie wykluczam, ze "Agawa" konfabuluje. Moze calkiem klamie i Zydow nienawidzi. Co z tego?

Best, H.

To: Feldman Lucjan <ianf@xxxxxx.se>
Date: Mon, 06 Apr 1998 08:05:49 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Temperatura slow [ex reunion-serio]

LF>   Z gory dzieki. Ja tez chce sobie poczytac
LF>   o cudzych resentymentach!!! ;-))

Mam sporo listow, chociaz ostatnio wyrzucam coraz wiecej - nie dlatego, ze nieciekawe, tylko nie ma systemu archiwizacji, wiec to sie robi trudne do czytania. Pamietam, ze wczesna jesienia kruszylem kopie o stworzenie pelnego archiwum, bodaj niezorganizowanego, ale zachowujacego material, ktory dla historii polskich Zydow wydaje mi sie wazny. Nie udalo mi sie tego przeforsowac, wszyscy uznali za cenny pomysl etc., ale nikt nie chcial sie tym zajac, bo ludzie nie maja czasu. Moze i dobrze byloby to powiesic na "Reunion", ale trzeba sie zastanowic.

Ktoregos dnia przejrze i Ci posle, ale na razie jestem potwornie zaganiany i nie mam wolnego wieczoru. Za kilka dni wyjezdzam sluzbowo na dwa tygodnie, ale przypomnij mi przy okazji.

Piszesz:

LF>   malo kto tu poza Toba i mna rozumie potrzebe
LF>   pisania przejrzyscie, krotkimi, dobrze
LF>   oddzielonymi akapitami, nie mowiac juz
LF>   o wyrazaniu sie zdaniami posiadajacymi
LF>   poczatek, srodek i koniec

Przesadzasz, Lucjan. To nie jest tak, ze ci ludzie celowo pisza niechlujnie. Pewnie, paru takich jest. Ale wiekszosc nie bardzo umie pisac inaczej, czesc stracila polszczyzne, czesc jej nigdy nie miala. Bardzo wielu podciagnelo sie jezykowo, Swietlica pomogla im zrozumiec zasady lepszego pisania, przypomniala jezyk polski. Wiesz, np. Gurnicht - Filek - zdaje sie nigdy w Polsce nie mieszkal i bardzo sie stara, zeby mozna go bylo zrozumiec, napisal ladne wspomnienia z Rosji. Azymut miewa swietne teksty, teraz, po jakiejs awanturze, malo pisze, ale mnie sie wydaja, ze on w ogole ma zdolnosci literackie i dobry redaktor zrobilby z tego cos do druku.

Best, H.

PS - pojaw sie na Swietlicy, bardzo zachecam.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Mon, 06 Apr 1998 14:04:00 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Koledze Bergmanowi, publicznie

JB> [...] Toda raba haver
JB> Jebe rebe [--]

Drogi kolego Bergman,

Zwracam sie do Ciebie z osobista i uprzejma prosba.

1. Czy nie bylbys laskaw uszczesliwiac listy "forum" czescia swej tworczosci - ta bardziej frywolna, jak np. fragment cytowany powyzej, jeden z wielu podobnych?

2. Czy zechcialbys ograniczac rozsylanie swojej obfitej produkcji do jednorazowych wysylek? Dzis otrzymalem w poczcie podpisanej Twoim nazwiskiem fragment Gombrowicza, ktory juz, dzieki Tobie, niedawno czytalem. Odpowiesz, ze Gombrowicza mozna czytac bez konca. Zgoda, ale na wlasne zyczenie i wedle wlasnego - a nie Twojego - harmonogramu.

Co gorsza, w tejze poczcie znalazlem kolejna wersje tekstu z otwarcia wystawy tarnowskiej, ktorego Ty jestes autorem. Otrzymalem go juz uprzednio i pragne Cie zapewnic, ze jeden raz wystarczylo.

3. W kilku listach wspominasz, ze ktos Cie prywatnie prosil o jakis tekst, wiec "korzystajac z okazji" wysylasz go wszystkim. Tu moja kolejna prosba. Czy moglbys na te prywatne apele odpowiadac w ten sam sposob - prywatnie? Poslac zadany tekst osobie, ktora Cie o niego prosila, a nie jeszcze stukilkudziesieciu innym abonentom? Dobrze?

Z podziekowaniem,

Henryk D.

To: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Date: Mon, 06 Apr 1998 22:26:00 +0200
From: ____Lucjan Feldman____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Polprawdy [ex reunion-serio]

HD> 1. Ewa Feldman. Rodzina?

Jak mowia nasi bracia Amerykanie: alas.
        [...]

HD> 2. Yaffa Eliach klamie.

Nie dysputuje. Zareagowalem przede wszystkim na ten opis "Agawy", ktory mi sie o prostu nie miesci w lepetynie.

HD> Nie wykluczam, ze "Agawa" konfabuluje. Moze
HD> calkiem klamie i Zydow nienawidzi. Co z tego?

Jasne, nic z tego. Musimy jednak pamietac ze Giedroyc zalozyl Zeszyty historyczne wlasnie po to, zeby nie _musiec_ drukowac materialow niewatpliwie ciekawych, ale o watpliwej wartosci historycznej w dziale listow w "Kulturze". Tam jest szwarc, mydlo i powidlo.

__L

To: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Date: Mon, 06 Apr 1998 22:37:00 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Temperatura slow [ex reunion-serio]

HD>    wyjezdzam sluzbowo na dwa tygodnie,
HD>    ale przypomnij mi przy okazji.

Dobrze, Henryku. Bede Ci od czasu do czasu przypominal, jak nostalgia du temps perdu bedzie mi dokuczac.

HD>    Przesadzasz, Lucjan. To nie jest tak, ze ci
HD>    ludzie celowo pisza niechlujnie. Pewnie, paru
HD>    takich jest. Ale wiekszosc nie bardzo umie
HD>    pisac inaczej, czesc stracila polszczyzne,
HD>    czesc jej nigdy nie miala.

Nie zrozumiales (czybym wyrazil sie az tak niejasno?) Nie chodzilo mi o poprawnosc gramatyczna, czy nawet jakosc czy _celowosc_ zawartosci -- mowilem wylacznie o przystepnosci formy podazu. Wiekszosc z tekstow na swietlicy jest taka wizualna sieczka, jesli nie "biegunka", ze po prostu nie sposob sie rozeznac gdzie poszczegolne mysli sie koncza a nowe zaczynaja. Ty jestes jednym z niewielu tam ktorzy porafia wyrazic sie wlasnie krotkimi akapitami, dobrze oddzielonymi od innych, wiec latwymi do ogarniecia wzrokiem. A nadto jeszcze to co piszesz trzyma sie kupy (ale o tym cichosza, zeby nie zapeszyc! ;-))

HD>    PS - pojaw sie na Swietlicy, bardzo zachecam.

Dzieki, moze z czasem. Narazie na pewno nie.

__Lucjan

To: Feldman Lucjan <ianf@xxxxxx.se>
Date: Mon, 06 Apr 1998 17:47:00 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Jak pisac?

____Textpert Alert____ wrote (o stylu pisania w Swietlicy)

LF>   Przeciez dokladnie te sama tresc mozna ubrac
LF>   w forme (wyrazic) przystepnie i "belkotliwie",
LF>   graficznie zagmatwanie i bez widocznych granic
LF>   co jest czym (co jest cytatem a co nie itp).

Pewnie, ale mnie sie to wydaje immanentna cecha medium. Czy inne grupy internetowe porozumiewaja sie inaczej? Bardzo rzadko zagladam pod Deja News, ale na moje oko - nie. Niewykluczone nawet, ze u nas jest wiecej autorow przywiazujacych wage do zasad efektywnej komunikacji.

Prawda jest natomiast, ze ludzie piszacy pospiesznie i niechlujnie produkuja wiecej tekstow. Sa tez ludzie piszacy przejrzyscie, ale z jakichs powodow akapitow nie stosuja (Leon Rozenbaum ma ostre pioro, ale zazwyczaj leci jednym dlugim ciagiem). Mnie sie wydaje, ze wymagasz wyzszej szkoly jazdy, procent ludzi piszacych jasno jest w ogole w spoleczenstwie niewielki, bo na krotko przed nami pisanie przestalo byc jedynym srodkiem komunikacji spolecznej, nie wymagajacym bezposredniego kontaktu. Ubolewam nad tym niemniej niz Ty, ale nie bardzo wierze, zeby sie to odwrocilo w nasza strone.

Napisz, prosze, pare slow o sobie - skad, co, gdzie?

Best, H.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Mon, 06 Apr 1998 19:28:58 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Zyd dobrotliwy?

Julian S. Bielicki wrote (w dyskusji z Felkiem Puchlikiem o narodowych sklonnosciach do przemocy):

JSB>    Czy Ci sie to podoba, czy nie - poszczegolne
JSB>    kultury maja mniejsza albo wieksza sklonnosc
JSB>    do agresji, w historii ludzkosci byly kultury
JSB>    bardzo pokojowe i bardzo agresywne. Na weselach
JSB>    zydowskich zdaje sie ze rzadko kogo siekiera
JSB>    zatlukli, na weselach polskich zdarzalo sie
JSB>    to dosc czesto. Idea, ze wszyscy ludzie sa
JSB>    tacy sami jest ladna, ale nieprawdziwa.

Nie wiem, czy wszyscy ludzie sa tacy sami. Zapewne nie. Ale z tymi weselami, Julek, bywalo troche inaczej.

Zorganizowanej przestepczosci w Ameryce nie stworzyli Wlosi - stworzyli ja Zydzi ze Wschodniej Europy, Twoi i moi krewni. Lucky Luciano, Frank Costello, Albert Anastasia terminowali u Zydow, a ich mistrzami byli Dutch Schultz, Arnold Rothstein, Moe Sedway, Shmuel Levine i Meyer Lansky. i nie mysl, ze to byli eleganccy przestepcy w bialych rekawiczkach - Gurrah Shapiro, Bugsy Siegel i Lepke Buchalter, nieslawny szef Murder, Inc., mordowali brutalnie, ochoczo i bez namyslu. Prawa reka Ala Capone byl Jake Guzik z Chicago, syn polskich Zydow. Las Vegas zostalo stworzone przez Zydow, m.in. z Cleveland, ktorych reprezentowal gangster Moe Dalitz. Interesow chicagoskich i kalifornijskich gangsterow - w znacznej czesci Zydow - pilnowal w Las Vegas Sidney Korshak, i to nie byl, Julku, Slowianin. Tam znali tylko jeden rodzaj wymiaru sprawiedliwosci - zabojstwo.

Nie wiem, czy istnieje solidny zapis historyczny, dotyczacy Europy Wschodniej - trzeba by spytac Marka Weba. Istnieje natomiast bogaty i precyzyjny zapis literacki, od I.B. Singera po Izaaka Babla, przyswiadczajacy istnieniu wsrod Zydow masowej przestepczosci, a moze i kultury bezprawia. Singer mial bogata fantazje,wiec szczegoly sa wymyslone - ale Babel byl pisarzem wlasnych doswiadczen, a Froim Gracz, Benia Krzyk i Miszka Japonczyk to postacie tylko po czesci fikcyjne. W Warszawie byl Urke Nachalnik i cala szkola przestepcow zydowskich, a o zydowskich burdelach i zydowskich prostytutkach napisano bardzo wiele. Orczykiem na weselu istotnie nie tlukli i siekiera nie rabali (koza nie potrzebowala orczyka, a igla krawiecka trudno bylo kogos zakluc), ale czy poszanowanie zycia ludzkiego bylo wieksze, niz w innych grupach etnicznych? Nie wiem, ale wydaje mi sie to teza nader dyskusyjna.

Kiedy FBI wreszcie rozpracowalo tradycyjne kregi mafii w USA, okazalo sie, ze maja teraz do czynienia ze zorganizowana przestepczoscia rosyjskich Zydow. Pamietam te sprawy wyrywkowo, ale czytalem, ze w latach chyba 80-tych Marat Balagula rozkrecil najwieksza afere benzynowa w historii USA, kolejnego szefa gangow rosyjskich zastrzelono w restauracji w Little Odessa, a i w Kanadzie nie brakowalo afer i brutalnosci, chociaz to jest kraj, gdzie prawo cieszy sie znacznie wiekszym poszanowaniem niz w USA.

Czy Polacy sa bardziej agresywni fizycznie? Zapewne tak, chociaz podejrzewam, ze ogromna role odgrywa w tym alkohol, ktorego Zydzi w porownywalnym stopniu nie uzywaja. Jednak historia polityczna Polski ostatnich dwudziestu lat jakos tej agresji przeczy, bo Polska okazala sie - ku mojemu zaskoczeniu - krajem pokojowego i konsensualnego rozwiazywania konfliktow. Pisze o zaskoczeniu, jako ze wlasne dziecinstwo z powojennej Warszawy pamietam jako okres gwaltu i agresji, ktorych ofiara regularnie padalem. Pastwily sie nade mna te same lagodne dzieci, ktore pozniej bawily sie grzecznie z Julkiem, majacym calkiem inne wspomnienia z dziecinstwa. Wiec kto wie - moze tlukli mnie z a s l u z e n i e  ? Moze  z a  m a l o ?

Henryk D.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Mon, 6 Apr 1998 20:01:51 -0400 (EDT)
From: esachs@sas.xxxxx.edu (elizabeth sachs)
Subject: Re: Zyd dobrotliwy?

At 7:28 PM 4/6/98, Henry Dasko wrote:

HD>    Czy Polacy sa bardziej agresywni fizycznie? Zapewne
HD>    tak, chociaz podejrzewam, ze ogromna role odgrywa
HD>    w tym alkohol, ktorego Zydzi w porownywalnym stopniu
HD>    nie uzywaja.

Nie znam liczb ani statystyk ale wiem, ze istnieja w Stanach organizacje zydowskich alkoholikow, ktorzy poza wszystkimi problemami zwiazanymi z uzaleznieniem, maja jeszcze jeden dodatkowy, spowodowany wlasnie faktem, ze Zyd postrzegany jest jako osobnik niepijacy (lub pijacy z umiarem).

Elzbieta

To: ianf@xxxxxx.se
Date: Tue, 07 Apr 1998 01:34:19 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Geneza "Zeszytow"

____Lucjan Feldman____ wrote:

LF>    Musimy jednak pamietac ze Giedroyc zalozyl
LF>    Zeszyty historyczne wlasnie po to, zeby nie
LF>    _musiec_ drukowac materialow niewatpliwie
LF>    ciekawych, ale o watpliwej wartosci histo-
LF>    rycznej w dziale listow w "Kulturze". Tam
LF>    jest szwarc, mydlo i powidlo.

Rzeczywiscie? Nie czytam od chyba dwudziestu lat "Kultury", w "Zeszytach" czasami zerkam na jakies fragmenty o historii wspolczesnej. Mam wrazenie, nie poparte zadnym systematycznym doswiadczeniem, ze "Zeszyty" zaczely sie jako nader ambitne przedsiewziecie, a w ostatnich latach poszly w kierunku, ktory trafnie okreslasz, bo w Polsce wszystko mozna oficjalnie opublikowac. Czy nie jest tak?

H.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Tue, 07 Apr 1998 02:18:55 +0200
From: Julian S. Bielicki <J.S.Bielicki@xxxx.xxxxxx.de>
Subject: Re: Zyd dobrotliwy?

Heniu,

kazdy narod ma tez swoja pamiec historyczna - to jest polskie przyslowie, "raz na wozie, raz pod wozem", chyba dlatego przeciwnika politycznego za bardzo nie ugniataja, bo nie wiedza czy ten przeciwnik jutro nie bedzie przy wladzy.

Gdzies mialem artykul naukowy, statystyke, ze morderstwa i fizyczna agresja jest wsrod Zydow amerykanskich o wiele mniejsza, niz ich procentualna ilosc w narodzie amerykanskim.

A jezeli chodzi o przestepczosc gospodarcza, mafie i burdele, to Zydzi we Frankfurcie byli po wojnie w tym przodujacy - ale jak sie przezyje jako dziecko oboz koncentracyjny, to wartosci moralnych sie zadnych nie ma. Byt ksztaltuje swiadomosc.

A mnie faktycznie nikt nie bil, ale tez u nas na podoworku i w szkole bylo bardzo duzo Zydow, ale tez nie wyczulem nigdy nienawisci ze strony polskich dzieci wtedy.

A jezeli chodzi o roznice - faszyzm wloski i hiszpanski Zydow nie mordowal.

Tutaj w Niemczech jest wyrazna roznica miedzy agresywnoscia w bylej NRD do kolorowych (jest tam o wiele wieksza) i w zachodnich Niemczech (jest tu o wiele mniejsza). Homo sovieticus swoje zrobil.

Tez i w samych Niemczech sa roznice regionalne: Bawarczycy sa znani ze swego chamstwa, w Hamburgczycy z "angielskiej" powciagliwosci. Nawet zartuja, ze gdyby burmistrz Hamburga mial takie skandale jak Clinton, to w Hamburgu by powstala wielka wichura: bo wszyscy Hamburgczycy by naraz brwi podniesli.

Julek - na tropach straconego czasu

Henry Dasko wrote:

HD>    [...] Pastwily sie nade mna te same lagodne
HD>    dzieci, ktore pozniej bawily sie grzecznie
HD>    z Julkiem, majacym calkiem inne wspomnienia
HD>    z dziecinstwa. Wiec kto wie - moze tlukli
HD>    mnie z a s l u z e n i e ? Moze z a  m a l o ?

To: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Date: Tue, 7 Apr 1998 09:52:12 +0200
From: ____Lucjan Feldman____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Geneza "Zeszytow"

Tak daleko jak sie orientuje Giedroyc zalozyl Zeszyty Historyczne w 1972 (chyba) roku, po tym jak z Polski na fali pierwszego samizdatu zaczelo naplywac sporo nowych, glownie publicystycznych materialow. W odroznieniu od "Kultury", ktora jest _jego_ glosem, wiec pieczolowicie edytowana i propagujaca scisle okreslona wizje polityczna, Zeszyty sa w zasadzie nieredagowne i funkcjonuja jako kanal publikacji potencjalnych materialow zrodlowych do dalszej obrobki przez historykow. Jak wiemy historia jest nauka, ktorej podstawowa metodyka (a z ogonkiem) jest uwiarygodnianie, wazenie i korelacja rozmaitych zeznan z przeszlosci (w tym tez literackich i statystycznych) do budowy obrazu (teorii) danego okresu dziejow. Wiec potrzebna jest jej (nauce) maksymalna ilosc tych cegielek.

Zakladam ze teksty nadeslane do Zeszytow oceniane sa tylko z grubsza co do ich wiarygodnosci historycznej, a poza tym pod katem waznosci dla studiow o Polsce jako takiej. Dlatego tez mozna tam znalezc wcale niemalo tekstow judeofobicznych, podczas gdy takowych w Kulturze w zasadzie nie ma (z malymi wyjatkami, i wtedy zwykle w dziale "Dokumentow"). Nie czytam Zeszytow na biezaco —choc co najmniej raz na rok obiecuje sobie, ze pojde w koncu do biblioteki na kilka dni i przewertuje pare rocznikow— wiec trudno mi ocenic czy w ostatnich latach zmienily profil. Jedno jest pewne, ze od czasu powstania miesiecznika historycznego "Karta", Zeszyty nie sa juz jedynym zrodlem materialow historycznych. "Karta" jest redagowana, a opracowania tam sie ukazujace jak najbardziej zweryfikowane historycznie. Co nie oznacza ze jest calkowiecie bez uprzedzen (czy tendencji, w tym wypadku martyrologicznych).

__L

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Tue, 07 Apr 1998 22:02:33 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Probuje wtracic jedno zdanie

Julku drogi, przenosze na "forum", bo o tym mowa, a Tobie posylam kopie, jako ze nie wiem, czy czytasz. Chce Cie oficjalnie zawiadomic, ze intensywnosc i wylewnosc Twoich pieszczot napawaja mnie straszliwymi podejrzeniami. Powiedz, ze sie myle.

Piszesz, ze sam sie pienie. Po pierwsze, to nie znaczy, ze mam racje, bo pienie sie czesto - tak mam ustawiony zaplon. Po drugie, w calej obfitosci moich rozmaitych eksplozji nie pamietam przypadku, bym komukolwiek wymyslal za poczucie humoru, jego rodzaj lub brak. Stanowiloby to hipokryzje najwyzszego stopnia.

Przed niewielu laty (mialem juz dobrze po czterdziestce) odwiedzilem przyjaciela, mieszkajacego w kraju sasiadujacym z Twoja obecna ojczyzna. Spedzilismy w jego goscinnym domu weekend, a zachowywalismy sie tak, ze skandynawska zona przyjaciela, osoba wielkiej tolerancji i lagodnosci, uciekla po kilku godzinach, porwawszy ze soba mloda, przesliczna i podatna na wplywy corke. Wbrew deterministycznym teoriom Jozka Zorskiego nie zebraly sie tam dzieci wozakow i straganiarek, ale miedzynarodowa slawa medycyny, wybitny specjalista od inteligencji maszyn, profesor krolewskiego uniwersytetu, dwoch niezle prosperujacych przedsiebiorcow i ja. Uczciwie przyznaje, ze w porownaniu z humorem, jaki nas bawil w tamten weekend wyczyny naszych przyjaciol w Swietlicy mozna uznac za najciensza, najsubtelniejsza, najbardziej wyrafinowana ironie. Jestem czlowiekiem wierzacym w trwalosc umowy: "forum" jest do wszelkich przejawow zycia towarzyskiego, bez ograniczen. "Serio" jest do czegos innego. Tertium, jak dotad, non datur.

Cytatu nie rozpoznaje. Sadzac po kalekiej gramatyce - Karin Stanek, bozyszcze Twojej i mojej mlodosci.

Serdecznosci,

Henryk D.

Julius Pilpel wrote:

Henryku najdrozszy,

Po tym wstepie nie moze byc watpliwosci, ze zywie
do Ciebie najcieplejsze uczucia. Zreszta pisze
o Tobie w superlatywach, ba, o kim jest wiekszosc
moich limerykow?

Moderator Ty moj jedyny! Sumienie Swietlicy
i Reunionu! Kto sie smieje na "forum" z Mrozka?
Oni nawet z Jaremy Stepowskiego sie nie smieja!
O jakich brytyjskich czasopismach Wacpan mowisz?
To chyba pobozne zyczenie!

Jesli bedziesz tak pisal, to nawet ludzie
z "forum" przestana miec do Ciebie szacunek.
Nie znasz tego o czlonkach klubu, ktorzy nie
chca byc czlonkami... Allen Koenigsberg ukradl
to u Groucho, a kazdy psycholog uzywa tego
w codziennej praktyce. Wiec strzez sie. Mow
ludziom to, na co zasluzyli. A oni wiedza,
na co zasluzyli. Ciebie irytuje to samo,
co i mnie. Nawet wybuchales kilka razy.

Tak wiec: "nie bedziemy mowic niepotrzebne
rzeczy, hej!" (pamietasz, skad ten cytat?).

I love you more
Julius Jackson

P.S. Jesli Norka sama nie napisze, pisze ja:
Norka nazywa sie oczywiscie Ibsen(stein).

>> Julku, nie irytuj sie. Ludzie smieja sie z rozmaitych
>> rzeczy: ten z Mrozka, tamten z Jaremy Stepowskiego,
>> jednego bawi abstrakcyjny humor z brytyjskich
>> czasopism, innych - skatologia. Tak samo na Swietlicy:
>> jeden mysli, ze biesiaduje z hydrocefalem, drugi -

>> ze z Pytia. Po to jest "forum", zeby ludzie mogli
>> zartowac w sposob, jaki uwazaja za zabawny. Mozna
>> miec pretensje, ze sobie nawzajem wymyslaja, ze pisza
>> na "serio" bez szacunku dla minimalnych zasad, jakie
>> staramy sie utrzymac - ale narzucac komus rodzaj
>> poczucia humoru? Mnie sie to wydaje absurdalne.
>> A jesli Cie denerwuje - kto Ci kaze czytac, dlaczego
>> sie nie wypiszesz?

>> Norko, nie bij nas. Napisz, jak Ci zasugerowala
>> Elzbieta, cos konstruktywnego, np. o sobie. Ladne
>> imie - Norka. Nazwisko tez masz?

To: ianf@xxxxxx.se
Date: Tue, 07 Apr 1998 22:37:33 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Jak pisac?

Lucjan, dzieki za list. To dla mnie bardzo ciekawe. Zaluje, ze nie chcesz tego pisac publicznie. Tam przeciez jest sporo inteligentych i ciekawych ludzi, w przeciwnym razie nie czytalibysmy tego.

O immanentnych cechach Internetu:

LF>    Problem w tym, ze do epoki Internetu istnialy
LF>    pewne "fizyczne" progi, ktore dawaly dostep do
LF>    massmediow tylko tym z minimum jakiegos talentu
LF>    (czy ogolniej umiejetnosci) wyslawiania sie,
LF>    tym ktorych zwiemy pisarzami (plastykami itd).
LF>    Tych zas bez talentu, ktorym tez sie to udalo,
LF>    zwalismy grafomanami.

LF>         Internet od pierwszego dnia dal tym drugim
LF>         nieograniczone tanie (i bezkonsekwencyjne!)
LF>         mozliwosci belkotu na odleglosc.

To jest wlasnie ta immanentna cecha - spod palca na maszyne drukarska. Zauwaz, ze tak juz kiedys bylo, kiedy ksiazki wydawano wlasnym sumptem, badz gdy wydawca nie spelnial zadnej funkcji edytorskiej. Oczywiscie z innym zasiegiem i w innej skali.

LF>    Na Twoje pytanie/ stwierdzenie ze byc moze
LF>    mamy proporcjonalnie wiecej utalaentowanych
LF>    na serio (niz statystycznie) moge autorytatywnie
LF>    odpowiedziec: nie mamy. Na pewno nie. Dlaczego
LF>    nagle mielibysmy byc lepsi od innych? "Ludzie
LF>    pisma"? Gimme a break ;-))

Nie upieram sie, zreszta malo wiem o innych grupach. Z tego co widzialem - wizualnie wydaja mi sie podobne.

HD>> Mnie sie wydaje, ze wymagasz wyzszej szkoly
HD>> jazdy, procent ludzi piszacych jasno jest
HD>> w ogole  w spoleczenstwie niewielki, bo na
HD>> krotko przed nami pisanie przestalo byc
HD>> jedynym srodkiem komunikacji spolecznej,
HD>> nie wymagajacym bezposredniego kontaktu.

LF>    Nie wymagam, ale tez nie rozgrzeszam z gra-
LF>    fomanskich przewinien. Jezeli Ty potrafisz
LF>    wyrazic sie przystepnie, i ja, i paru innych,
LF>    to dlaczego nie kazda Kasia, Jas i Grzech?

Lucjan, nie masz racji. Pisanie nie jest rzecza latwa ani masowa. W Polsce powojennej w ogole nie uczono pisac, nie istnialo cos takiego jak szkola technik pisania. Studia dziennikarskie mialy charakter polityczny, a nie fachowy, a poziom publicystyki, poza samorodkami talentu - byl do niedawna zenujacy. Nikt ich nie uczyl, ze czlowiek powinien pisac to, co wie, a nie tylko to, co mysli. Wiesz, bardzo wielu moich przyjaciol w Warszawie to ludzie mediow, czesto zwiazani z amerykanska szkola dziennikarstwa. Od czasu do czasu daje tam jakis wyklad o zachodnim stylu dziennikarstwa czy publicystyki. Poziom jest bardzo slabiutki, co gorsza - poziom wykladowcow. Nie bylo i nadal prawie nie ma podrecznikow pisania. To sie zaczelo juz dawno, moja polonistka w liceum uwazanym za dobre mowila "Franciszek Rabeljas" i nie miala pojecia kim byla Irena Krzywicka. To nie jest grafomania - to jest absolutne dyletanctwo i nieznajomosc przedmiotu.

Poza tym po polsku tak jak Ty pisza moze jeszcze dwie osoby - Stefan Burg i Elzbieta Sachs. Reszta utracila jezykowa ostrosc - jesli ja kiedykolwiek miala. Wierz mi, jestem rownie nietolerancyjny jesli chodzi o zle pisanie jak Ty - ale tu robie wyjatek. To nie jest konkurs literacki.

LF>    Warszawa, do 1959r. na Nowolipkach, pozniej na
LF>    Grochowie. Produkt dazen emancypacyjnych dwojga
LF>    osob, z ktorych jedna chciala uciec od kupiectwa,
LF>    a druga ze wsi. W marcu mialem studniowke, do tego
LF>    bylem zakochany, i nie w glowie mi byly jakies
LF>    tam demonstracje. W ogole bylem nieuswiadomiony
LF>    pod wzgledami religijnym, kulturowym, etnicznym
LF>    i politycznym. Z wyksztalcenia wzornik przemyslowy,
LF>    z inklinacji krytyk literacki tudziez a "Human
LF>    Factors tinker and thinkerer" (jesli cos to Ci
LF>    mowi).

Ogromnie ciekawe. Po kim Cie nazwali "Lucjan" - po Szenwaldzie? Do ktorej szkoly chodziles? Srodowisko? Gdzie teraz mieszkasz?

Jestem od Ciebie troche starszy (rocznik 47), pochodze z Mokotowa i Srodmiescia, z tzw. sredniego aparatu. Moj ojciec byl przedwojennym komunista z biedoty lodzkiej, skonczyl zaocznie prawo, matka - z lodzkiej rodziny mieszczanskiej, niebogatej, ale z tradycjami. Z zawodu konsultant od marketingu, w Toronto od 1970 (z przerwami), kilka eks-malzonek, dwoje malych dzieci, skomplikowane zycie osobiste.

Best, H.

To: ianf@xxxxxx.se
Date: Tue, 07 Apr 1998 22:47:16 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Geneza "Zeszytow"

LF>    [...] "Karta" jest redagowana, a opracowania
LF>    tam sie ukazujace jak najbardziej zweryfikowane
LF>    historycznie. Co nie oznacza ze jest calkowiecie
LF>    bez uprzedzen (czy tendencji, w tym wypadku
LF>    martyrologicznych).

Swieta prawda. Cale ich srodowisko jest takie. To jest kontynuacja tradycyjnej wizji historii Polski - przedmurze, okopy, Winkelried narodow etc. Druga wojna, a szczegolnie czesc sowiecka, pasuje im jak ulal, te kibitki jadace na Sybir zamieniaja sie w wagony towarowe. To oczywiscie prawda, ale nie cala prawda. Ja na te ich wizje historii mowie "Wszy, wszy, Kazachstan, wszy", ale w Polsce tego glosno oczywiscie nie mozna powiedziec. Zastanawiajace, ze z historii wspolczesnej tam jest stosunkowo malo materialow.

Dlaczego nie mozemy tej rozmowy prowadzic publicznie???!!!

H.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Wed, 08 Apr 1998 07:42:42 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Mickiewicz - mistyk zydowski

Joanna Istner-Byman wrote:

>    Studia na ten temat prowadzil Ignacy Henner. Zmarl
>    on kilka miesiecy temu w Danii. Materialy zbierane
>    przez niego sa prawdopodobnie w posiadaniu zamieszkalego
>    w Danii syna.

>    Joasia

Joasiu, dziekuje. Ktos z Polski mnie o to indaguje. Pytalem polonistow, ale nie wiedza, a skoro ten pan nie zyje...

Twoje panienskie nazwisko cs mi mowi. Filip Istner? Krewny? Ojciec?

Best, H.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Wed, 08 Apr 1998 08:48:06 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Probuje wtracic jedno zdanie

Eran Zunz wrote:

EZ>    Leosiu, rodniaku,

EZ>    Moze mi opowiesz o co tam chodzilo na serio?
EZ>    Wyglada na kolejna burze. To nie fair ze za
EZ>    moimi plecami ktos o mnie mowi. Dyskusja co do
EZ>    forum powinna byc udostepniona dla wszystkich,
EZ>    nie tylko dla tych, ktorzy sie cenia. Moze
EZ>    Pilpelek jest dla bab ale baby nie dla niego.
EZ>    Mnie to nie obchodzi jak ktos dostaje orgazmy
EZ>    od dlugich... artykulow, natomiast bardzo nie
EZ>    lubie plotkarzy i aferystow. Czy tu ktos ma
EZ>    jakis zawodowy kompleks na poziom? A moze
EZ>    tylko jakis pociag do wiecznych klotni, na
EZ>    kazdy temat?

EZ>    Chce wiedziec, Heniu, co to jest to cos dla
EZ>    ktorego stworzono forum-serio.

>     Roza.

Roza, prywatnie. Opowiedziec Ci, co jest na "serio"? To jest jezyk Julka, ktory twierdzi, ze "forum" nie czyta, bo etc. Dyskusja jest dostepna dla wszystkich. Wystarczy prenumerowac obie listy - chyba, ze ktos demonstracyjne nie chce, np. Pilpel.

EZ>    Mnie to nie obchodzi jak ktos dostaje orgazmy
EZ>    od dlugich... artykulow, natomiast bardzo nie
EZ>    lubie plotkarzy i aferystow. Czy tu ktos ma
EZ>    jakis zawodowy kompleks na poziom? A moze tylko
EZ>    jakis pociag do wiecznych klotni, na kazdy temat?

Mnie sie zdaje, ze te klotnie zaczynaja sie od braku szacunku dla innych, od epitetow, wymyslania, podzialow na jednych i drugich.

EZ>    Chce wiedziec, Heniu, co to jest to cos dla
EZ>    ktorego stworzono forum-serio.

Naprawde, Roza, nie wiesz? Wystarczy przeczytac statut. At the risk of redundancy: "forum" - zycie towarzyskie, "serio" - wymiana pogladow i opinii. Bez ograniczen. W czym problem?

Pozdrawiam, H.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Wed, 08 Apr 1998 11:06:39 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Gdzie logika? - Probuje wtracic jedno zdanie

Mariana Solan wrote:

MS>    Nie mam nic przeciwko JulkowiP. Nie lubie
MS>    jednak jego "systemu pracy". Nie raz mialam
MS>    juz okazje znalesc sie sflakowana kolejnym
MS>    "denerwo-ego" emailem JulkaP. Tlumaczenia
MS>    nie pomogly, moze jak zaczne kopiowac jego
MS>    metody - pomoze.

Marysiu mila, kazdy orze jak moze. Jeszcze nawet u nas nie wprowadzono obowiazujacych metod argumentacji. Julek P. pisze jak lubi i jak umie, mozna sie z nim nie zgadzac i polemizowac, ale nakazac mu takie, a nie inne sposoby prowadzenia dyskusji?

Musze zaznaczyc, ze wypowiadam sie czysto teoretycznie, bo nie mam pojecia o co chodzi. W moim wieku i tak teoria jest juz wazniejsza od praktyki (Hlasko pisal: "Najprzyjemniejsza czescia gry milosnej jest dla mnie zarcie").

Henryk D.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Wed, 8 Apr 1998 12:51:22 -0400
From: Mariana Solan <solanm@xxxxxxxx.xxx.net>
Subject: Re: Gdzie logika? - Probuje wtracic jedno zdanie

Henryku mily, niczego nie nakazuje - choc widocznie jesli piszesz o tym, tak to zabrzmialo. Zdaje sobie sprawe ze w dyskusji z Julkiem pozwalam sobie na wiecej niz pozwolilabym sobie z innymi kolegami. Powody tego staralam sie wytlumaczyc w powyzszym emailu. Niewatpliwie byla w nim takze zawarta krytyka.

Metody argumentacji stosowane przeze mnie do dzisiaj okazaly sie nieuzyteczne w wypadku Julka. Tematy ktore porusza on ostatnio wydaja mi sie jednak zbyt wazne, zeby po prostu machnac reka i przestac reagowac. Dlatego tez probowalam przerzucic sie na jego styl argumentacji w nadziei ze w ten sposob znajdziemy wreszcie wspolny jezyk. Oczywiscie, jak zawsze, istnieje mozliwosc ze sie myle tak w ocenie sytuacji jak i w metodach.

Marysia

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Thu, 09 Apr 1998 19:39:30 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Tekst Szczypiorskiego

Jurek Holcman przeslal z Polski niezwykle ciekawy szkic Andrzeja Szczypiorskiego pt. "Marzec i Polacy", zamieszczony w Gazecie Wyborczej z ub. tygodnia. Szczypiorski jest m.in. autorem swietnej powiesci "Msza za miasto Arras", wydanej w poczatku lat 70-tych i uznanej za alegorie do wydarzen marcowych. W polowie lat 80-tych wydal para-autobiograficzna powiesc "Poczatek", tez bardzo ciekawa, ktorej akcja dzieje sie tuz przed likwidacja warszawskiego getta. Powiesc miala duze powodzenie w Niemczech, gdzie Szczypiorski cieszy sie znaczna popularnoscia.

Julek B., czy mozna prosic o powieszenie tekstu Szczypiorskiego w gazetce?

Henryk D.

To: hdasko@astral.magic.ca
Date: Thu, Apr 09 1998 05:29:45 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Jak pisac?

HD>    Lucjan, dzieki za list. To dla mnie bardzo
HD>    ciekawe. Zaluje, ze nie chcesz tego pisac
HD>    publicznie. Tam przeciez jest sporo inteli-
HD>    gentych i ciekawych ludzi, w przeciwnym
HD>    razie nie czytalibysmy tego.

TWA [Towazydostwo Wzajemnej Adoracji (red.)], i zbyt wielu grafomanow. Ja mam ciety jezyk, i predzej czy pozniej doszlo by do tego ze zaczalbym rozliczac niektorych z ich schizofrenii (juz mne rece swedzily, jak Ygrek pojawil sie na Polandelu). Tylko po co. Zreszta ja z grubsza "polozylem lache" na pisanie na listy wysylkowe... jak juz mam szastac plemnikami myslowymi, przyszlym pokoleniom niewinnych dzieci szkolnych ku przestrodze, to trzeba myslec o czyms bardziej trwalym na www. Co zreszta robie, tylko slamazarnie, na http://www.kultura.org/ (nie ma tam jeszcze wiele).

HD>    To jest wlasnie ta immanentna cecha - spod palca
HD>    na maszyne drukarska. Zauwaz, ze tak juz kiedys
HD>    bylo, kiedy ksiazki wydawano wlasnym sumptem,
HD>    badz gdy wydawca nie spelnial zadnej funkcji
HD>    edytorskiej. Oczywiscie z innym zasiegiem
HD>    i w innej skali.

To teraz tez jest mozliwe, nawet niezbyt drogie --slyszalem o kosztach rzedu US$1.50/egz. przy minimum 500 egz-- ale jak wiemy nie ma to zadnego impaktu, bo istota wydawania ksiazek jest nie sama ich produkcja (co ooferuja po przystepnych cenach vanity presses) ale _dystrybucja_ i marketing towaru, mozliwosc (jesli nie umiejetnosc) rozprowadzenia i uplynnienia chlamu.

LF>>    Nie wymagam, ale tez nie rozgrzeszam
LF>>    z grafomanskich przewinien. Jezeli Ty
LF>>    potrafisz wyrazic sie przystepnie, i ja,
LF>>    i paru innych, to dlaczego nie kazda
LF>>    Kasia, Jas i Grzech?

HD>    Lucjan, nie masz racji. Pisanie nie jest rzecza
HD>    latwa ani masowa. W Polsce powojennej w ogole nie
HD>    uczono pisac, nie istnialo cos takiego jak szkola
HD>    technik pisania. Studia dziennikarskie mialy
HD>    charakter polityczny, a nie fachowy, a poziom
HD>    publicystyki, poza samorodkami talentu - byl do
HD>    niedawna zenujacy.

Fajnie, ale wiekszosc z nas spedzila jednak te 30 lat w warunkach wolnego dostepu do prasy swiatowej; jesli ja mieszkajacy caly czas w Szwecji mam niezle rozeznanie w publicystyce amerykanskiej (i to nie z telewizji, tylko z prasy, od Huntera S. Thompsona w latach 70-tych poczynajac), to nie widze powodu dlaczego inni mieliby sie domagac taryfy ulgowej. W szkole na klasowkach z polskiego dostawalem zawsze pochwale za wprowadzenie, oraz troje z rozwiniecia i konkluzji. Ale ja juz nie jestem w szkole. Henryku, jeszcze raz podkreslam: ja nie wyrazalem krytyki wobec syntaksu czy semantyki wypowiedzi na reunion, ale jej semiotyki, w tym wypadku krzyczacej na odleglosc "tu wolno srac slowami". Doprawdy nie oczekuje ze ludzie beda potrafic sie wyrazac wlasciwie; ale jesli na dodatek sa na tyle nieumotywowani, ze nawet nie staraja sie wyrazac —fizycznie rzec biorac— p r z e j r z y s c i e, to co mi z nimi gadac?

HD>    Po kim Cie nazwali "Lucjan" - po Szenwaldzie?
HD>    Do ktorej szkoly chodziles? Srodowisko? Gdzie
HD>    teraz mieszkasz?

Po ciotce Lusi, ur. 1924 r, zmarlej 24 lub 25 VIII 1944 r. w Birkenau. Mialem tez drugie imie nadane mi po wujku po kadzieli, zmarlym na robotach przymusowych w Reichu, ale jakims dziwnym zbiegiem okolicznosci, jak wystawiano mi dokument podrozy, nie pofatygowano sie go tam wpisac; wiec je stacilem (i cale szczescie, bo nigdy go nie uzywalem). Moi rodzice tez sa z Lodzi i Piotrkowa Trybunalskiego, ale ja jestem prawobrzezny warsiawiak, choc lubie tez Krakow.

HD>    Z zawodu konsultant od marketingu, w Toronto od
HD>    1970 (z przerwami), kilka eks-malzonek, dwoje
HD>    malych dzieci, skomplikowane zycie osobiste.

Skad ja to znam? aczkolwiek mi jeden potomek w zupelnosci wystarcza ;-))

__L

To: ianf@xxxxxx.se
Date: Thu, 09 Apr 1998 00:08:06 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Estetyka i poblazliwosc

Czesc, Lucjan. Dzieki za list.

LF>    Ja mam ciety jezyk, i predzej czy pozniej doszlo
LF>    by do tego ze zaczalbym rozliczac niektorych
LF>    z ich schizofrenii

Dlaczego "schizofrenii"? Ze dwoista tozsamosc? To nie on, to historia...
       [.....]

LF>    Doprawdy nie oczekuje ze ludzie beda potrafic sie
LF>    wyrazac wlasciwie; ale jesli na dodatek sa na tyle
LF>    nieumotywowani, ze nawet nie staraja sie wyrazac
LF>    --fizycznie rzec biorac-- p r z e j r z y s c i e,
LF>    to co mi z nimi gadac?

Semiotyka, powiadasz. Nie wiem, czy akurat tak bym to ujal, ale trudno Ci racji nie przyznac. Rozumiem, ze to po czesci zwiazane z Twoim fachem, ale tylko po czesci. Jestem czlowiekiem o b. slabo rozwinietym zmysle estetyki, a przeciez zgadzam sie z Toba - sposob ulozenia znakow na stronie ma takze i dla mnie istotne znaczenie.

Zastanawiam sie wiec: dlaczego to czytam? Przeciez gdyby cos takiego przyszlo zapakowane w koperte, wyrzucilbym ze wstretem. Wartosc poznawcza, mowiac szczerze, jest bliska zeru. Towarzystwa mi nie brakuje, mam dokola siebie kilka ciekawych osob. A jednak...

Nie ulega watpliwosci, ze z wieloma z tych ludzi laczy mnie poczucie szczegolnej bliskosci i gotow jestem im wybaczyc znacznie wiecej, niz nieeleganckie pisanie. W moim zyciu marzec byl momentem definiujacym, wiec moi wspoltowarzysze podrozy to znacznie wiecej niz ziomkowie. Nie mam tez rodziny - wychowalem sie jako jedynak, w Polsce oprocz moich rodzicow nie zostal nikt. Potem z wlasna rodzina rozstalem sie z wyboru, wiec w zastepstwie stwarzam sobie cos w rodzaju rodziny elektywnej.

Gdzie Ty mieszkasz? Wybieram sie do Szwecji na dzien-dwa wczesna jesienia, mam tam bliskich przyjaciol.

H.

To: hdasko@astral.magic.ca
Date: Thu, Apr 09 1998 12:59:00 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Estetyka i poblazliwosc

Henryku, nie musisz dziekowac.

HD>    Dlaczego "schizofrenii"? Ze dwoista tozsamosc? [...]

Wiesz, zawsze jest ten problem jak co nazywac. Schizofrenia (tych osob ktore obserwuje; znaczy rozdwojenie jazni) wydaje mi sie najbardziej adekwatna etykietka, bez wchodzenia w detale. Sa tez granice mojej tolerancji. To co najwyzej powazam u ludzi (w ogole) jest ich kompetencja okreslana swiadomoscia granic ich inkompetencji [*], a pod tym wzgledem Ygrek nie stoi u mnie wysoko (i nie ma to najmniejszego zwiazku z jego dyslekcja). W koncu produkowanie sie na pismie nie jest czyms koniecznym do przezycia, wiec nie mozna tej aktywnosci oceniac bezkrytycznie.
      [.....]

HD>    Jestem czlowiekiem o b. slabo rozwinietym zmysle
HD>    estetyki, a przeciez zgadzam sie z Toba - sposob
HD>    ulozenia znakow na stronie ma takze i dla mnie
HD>    istotne znaczenie.

Tu nie chodzi tyle o estetyke, co o motywacje, stopien motywacji tych co pisza. Ci, ktorzy wysylaja teksty optycznie zagmatwane, nie reflektuja nad tym co produkuja (albo sa nieswiadomi, inkompetentni co do ich "wymowy"; nie wiem co gorsze), wiec mozna smialo oczekiwac, ze ich mysli tez sa zagmatwne; malo istotne. A dzien w koncu ma ograniczona ilosc godzin. Dlatego uzywam subjektywnie na pierwszy rzut oka odczuwana _przystepnosc_ tekstu jako papierka lakmusowego czy warto jest mi go ogole czytac. Nie moge nie robic inaczej, bo w koncu codziennie od 11+ lat zalewany jestem potokiem slow, i musze _jakos_ wybierac. Zastanow sie, ze gazet tez nie czytasz w calosci, tylko stosujesz mniej czy wiecej podswiadome metody selekcji co warte jest Twej uwagi.

HD>    Zastanawiam sie wiec: dlaczego to czytam? Przeciez
HD>    gdyby cos takiego przyszlo zapakowane w koperte,
HD>    wyrzucilbym ze wstretem.

OTOZ TO. Co Ci sie stalo... w trakcie naszej dyskusji zaczales nagle jesc sledzie? (ponoc duzo fosforu)
      [.....]

__L

[* mam to chyba "we krwi", bo zachowal sie odpis listu mego ojca do
Ministra Przemyslu Lekkiego z 1950 roku (chyba, nie sprawdzam
na zywo) proszacego o odwolanie go z funkcji dyrektora jakiegos
instytutu rozwoju przemyslu wlokienniczego, PONIEWAZ na tym
stanowisku potrzebny jest inzynier chemik, a nie tylko taki technik
wlokienniczy jak on (powiodlo sie; znalazl wtedy prace w Warszawie).
Uwazam to za szczyt kompetencji z jego strony, i powod do dumy
dla mnie (on zmarl w 1965r).

To: hdasko@astral.magic.ca
Date: Fri, 10 Apr 1998 08:10:05 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Tekst Szczypiorskiego [ex reunion-serio]

HD>    Jurek Holcman przeslal z Polski niezwykle ciekawy
HD>    szkic Andrzeja Szczypiorskiego pt. "Marzec i Polacy",
HD>    zamieszczony w Gazecie Wyborczej z ub. tygodnia. [...]
HD>    Szczypiorski jest m.in. autorem swietnej powiesci
HD>    "Msza za miasto Arras", wydanej w poczatku lat 70-tych
HD>    i uznanej za alegorie do wydarzen marcowych.

Moral jej jest nastepujacy: mieszczanie miasta Arras urzadzili sobie kilkudniowy pogrom, narozrabiali, a pozniej przyjechal biskup z Brabancji, poswiecil nowoobmyte z zydowskiej krwi schody katedry i dla uzdrowienia miasta nakazal uznawac ze "co bylo nie bylo". Alegoria-szmalegoria.

HD>    W polowie lat 80-tych wydal para-autobiograficzna
HD>    powiesc "Poczatek", tez bardzo ciekawa, ktorej akcja
HD>    dzieje sie tuz przed likwidacja warszawskiego getta.
HD>    Powiesc miala duze powodzenie w Niemczech, gdzie
HD>    Szczypiorski cieszy sie znaczna popularnoscia.

Nie wiem nic o jej auto-biograficznosci, ale ow "Poczatek" nie jest bynajmniej tak jednoznaczny, ze zaslugiwalby na bezkrytyczna pochwale. Zalaczam (do Twego prywatnego wgladu) dyskusje m/in nt temat z innego forum, skupionego nominalnie wokol wwwwitryny miesiecznika Ex Librisa (ktorego druga, nieoficjalna, wwwwitryne http://www.kultura.org/ prowadze ja). Wlasnie przymierzam sie by napisac drugi moj dluzszy wklad do debaty (w sumie trzeci).

p.s. wiekszosc dyskutantow znam osobiscie, i gwarantuje za nich despite differences of opinions.

__L

To: ianf@xxxxxx.se
Date: Fri, 10 Apr 1998 09:46:24 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Szczypiorski

Lucek, dzieki za bardzo ciekawa dyskusje. Ladnie pisza.

LF> [...] "co bylo nie bylo". Alegoria-szmalegoria.

Wiesz, mam przyjaciela w Warszawie, znanego krytyka i intelektualiste, ktory wymyslil swietna gre towarzyska: trzeba zgadnac tytul ksiazki z mozliwie najkrotszego opisu, np. "dzieci ida na wojne, jednym zdaniem". Tak samo z Twoim komentarzem.

Ktos z Twojej listy zarzucil Szczypiorskiemu, ze pisze ksiazki publicystyczne. Oczywiscie, ze tak, on przez cale lata byl zawodowym dziennikarzem, radiowcem, autorem sluchowisk etc. Ale podobnych pisarzy jest bardzo wielu i trudno wymagac of golebia, zeby wisial nad polem i spiewal. W tworczosci Szczypiorskiego "Msza" jest, moim zdaniem, najlepsza ksiazka, a w kategoriach okresu, w ktorym zostala wydana - ewenementem literackim. Wtedy, na przelomie lat 60-tych i 70-tych, tworzyla cala grupa znakomitych polskich prozaikow - od Andrzejewskiego i Konwickiego po mlodszych, w rodzaju Iredynskiego. "Msza" jest jedyna znana mi proba rozliczenia sie z marcem, jaka powstala w tamtym okresie. Ksiazke cenie wysoko, a Twoj zarzut, jesli go piszesz powaznie - uwazam za redukcjonistyczny. "Msza" jest o procesie i jego mechanizmach, a nie o wizycie biskupa. Mozna jej zarzucic slabosci warsztatowe (ktos z Twojej listy pisal, ze Szczypiorski manipuluje figurkami i cos w tym jest), ale kwestionowac jej wybory moralne - to mi przypomina argumentacje Grynberga.

LF>    Nie wiem nic o jej auto-biograficznosci, ale ow
LF>    "Poczatek" nie jest bynajmniej tak jednoznaczny,
LF>    ze zaslugiwalby na bezkrytyczna pochwale.

Ad: 1. Pawelek Krynski to postac oparta o osobiste doswiadczenia Szczypiorskiego. Pani Seidenman byla postacia autentyczna, tak sie w rzeczywistosci nazywala. Jej maz, z ktorym rozwiodla sie przed wojna, mecenas Ludwik Seidenman, zyje w NYC. Szczypiorski byl ich sasiadem.

Ad: 2. Umowmy sie, ze polemizujemy z tym, co zostalo napisane i nie ustawiamy jelenia pod muszka. Napisalem, ze ksiazka jest bardzo ciekawa i podtrzymuje to; to nie ma nic, ale to nic wspolnego z "bezkrytyczna pochwala". Jest to ksiazka zarowno ciekawa jak i wazna, pomimo licznych punktow spornych i dyskusyjnych, o ktorych pisza m.in. autorzy z Twojej listy.

Podobnie z zalaczonym artykulem Szczypiorskiego - tez jest ciekawy, co nie znaczy, ze nalezy go bezkrytycznie oklaskiwac. "Ciekawy" oznacza, ze jest o czym dyskutowac i ze naswietla sprawy z niesztampowego punktu widzenia.

Ad: 3. czyli merytorycznie o "Poczatku", Grynbergu et al. To jest standartowy zarzut - ze ksiazka upraszcza, Polacy sa uniwersalnie szlachetni i bez wyjatku przescigaja sie w probach ratowania Zydow etc. W "Korczaku" Wajdy jest scena, umieszczona tam przez autorke scenariusza, Agnieszke Holland: wysiedleni z getta Polacy pragna wrocic do swych ukochanych zydowskich sasiadow i szlochaja, tlukac glowa w brame (zapewne przejaskrawiam, ale nie bardzo). Zgadzam sie z ta krytyka Szczypiorskiego, uwazam, ze jest to obraz historycznie nieprawdziwy - z jednym "ale". Przez wiele lat kruszylem kopie (m.in. na lamach tegoz ExLibrisu) o prawo Jerzego Kosinskiego do napisania takiej p o w i e s c i, jaka chcial napisac. Podobnie z "Poczatkiem" - to jest jego pamiec, jego wizja czasu i do konca zycia bede sie upieral, ze ma do tego prawo. Jak kazda powiesc, te rowniez nalezy oceniac w wielorakich kategoriach, a nie tylko z doraznie politycznego punktu widzenia. Na mnie "Poczatek" wywarl mocne wrazenie, uwazam, ze Szczypiorski pisal o sprawach, ktore mu bardzo na sercu leza i umial to w narracji, ktora uwazam za plastyczna i wiecej niz sprawna, przekazac.

O ile pamietam, nie jest prawda, ze ksiazka wyszla najpierw w Niemczech. Jego tlumacz, chyba Dedecius, przelozyl to blyskawicznie (niespelna 160 stron), a wydawca niemiecki zapewne byl lepiej zorganizowany od Instytutu Literackiego - ale to byla ksiazka pisana dla polskiego czytelnika, a nie dla "Niemcow", co ktos pisze na Twojej liscie. Jakby nie bylo, uwagi o "niemieckich pieniadzach", koniunkturalizmie etc. wydaja mi sie cyniczne i w zlym smaku (to say the least) i bardzo bym sie cieszyl, gdyby polscy prozaicy pisali wiecej ksiazek, zdobywajacych popularnosc w Niemczech, Patagonii etc.

Grynberg, Brumberg etc: otoz Szczypiorskiemu mozna zarzucic landrynkowosc wizji Polakow, i bedzie to zapewne zarzut sluszny. Nie tak wygladala historia, wiec w ksiazce, pretendujacej do opisu czegos wiecej niz tylko jednostkowego losu to jest bezsprzecznie mankament. Natomiast zarzucanie jemu czy Wajdzie antysemityzmu...

Do tego naprawde trzeba Grynberga czy Lanzmanna, uwazajacych sie za wlascicieli Holocaustu. Stad ich chec pomniejszania badz przedstawiania w negatywnym swietle dokonan innych i calkowite odrzucenie wizji Shoah rozniacych od wlasnej. Rozumiem, ze osobiste i tragiczne doswiadczenie tak Grynberga skrzywilo, bardzo to smutne, bo to swietny prozaik - ale zgadzac sie z tym? Nigdy. Mnie sie w ogole widzenie powojennego swiata przez pryzmat Holocaustu (zarowno u Grynberga jak i u Szczypiorskiego) wydaje niewlasciwe, choc historia mojej rodziny i moja wlasna jest wlasnie taka.

Ad: szmalcownicy. Z tego, co czytalem, najszerzej to opisuje Brandys w "Miedzy wojnami", a szczegolnie w "Samsonie" (postac Zenka Kwietnia). Brak zapisu historycznego nie jest trudny do wytlumaczenia. Zreszta to roznie bywalo: Irena Krzywicka odmowila pojscia do getta i spedzila prawie cala wojne na aryjskich papierach, w wynajetym domku na Czerniakowie. Krzywicka byla jedna z najlepiej znanych postaci przedwojennej Warszawy i w czasie wojny utrzymywala kontakty z dziesiatkami ludzmi, ktorzy swietnie wiedzieli, kim jest. I ona, i jej matka poruszaly sie po miescie - wedle jej slow, bez wypadkow zagrozenia wydaniem w rece Niemcow. Podobnie, pisze Krzywicka (nie calkiem dokladnie), przezyli wojne Kazimierz Brandys i Adolf Rudnicki. Wyjatki? Bezsprzecznie. Ale to byli ludzie obracajacy sie w srodowisku po czesci zblizonym do tego co opisuje Szczypiorski w "Poczatku", wiec moze ksiazka Szczypiorskiego nie jest az tak nieprawdopodobna?

Pozdrowienia. Chetnie bym cos wiecej z Twojej listy przeczytal. Feel free to re-post any of the above. Serdecznosci,

H.

# GW/74 1998/03/28-1998/03/29, str. 1, wyd. BIB
# ANDRZEJ SZCZYPIORSKI
# Rys. Janusz Stanny

# GW/74 1998/03/28-1998/03/29, str. 10, wyd. BIB
# SWIATECZNA PUBLICYSTYKA
# Marzec i Polacy
        [...]

To: ianf@xxxxxx.se
Date: Fri, 10 Apr 1998 17:32:36 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Swiat wymyslony

____Textpert Alert____ wrote:

LF> Artykul Szczypiorskiego istotnie bardzo ciekawy,
LF> lepszy niz myslalem, ale jest tam pare wielce
LF> watpliwych stwierdzen ktorych obecnosc tam swiadczy
LF> albo o naiwnosci (ku czemu sie nie sklaniam), albo
LF> jednak o obludzie. Niech bedzie ze resztkach tej
LF> samej obludy z ktora autor zdaje sie walczyc.

Lucek, to nie jest czlowiek obludny. To jest pisarz, ktory postanowil zostac moralista, ale nie przyszedl do tego jak Moliere, z talentu danego reka boza, tylko z powiesci kryminalnych i sluchowisk. Jego swiat jest po czesci swiatem wymyslonym, swiatem watku d o s k o n a l e g o, w ktorym wszystko sie zgadza i nie ma luk. Kariere literacka zaczynal na przelomie lat 50-tych i 60-tych; Hlasko wtedy chwalil sie Tyrmandowi, ze w jego powiesciach i opowiadaniach watek sie nie gubi, wszystko ma zelazna konskewencje. KTT zas czynil Hlasce zarzuty, ze kiedy ten drukowal pierwsza wersje "Nastepnego do raju" na odcinek w "Panoramie" pt. "Glupcy wierza w poranek", zapominal w trakcie pisania, kogo w poprzednim rozdziale usmiercil.

Swiat spojny, bo taka byla tradycja powiesci modernistycznej. Ale swiat spojny nie jest, Kazimierz Kakol byl zdeklarowanym lajdakiem, czarnosecincem, osobiscie odpowiedzialnym za zlamanie zycia niezliczonym ludziom. Jego nazwisko stanowilo symbol i synonim zla. Potem zostal szefem Glownej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich i z pasja pomagal Zydom na calym swiecie w dokumentowaniu zbrodni. Teraz ma wsrod Zydow wielu przyjaciol, ktorzy jadaja u niego kolacje. Wyczytalem to w wycinku z "Gazety Wyborczej" na dwa tygodnie przed artykulem Szczypiorskiego.

LF> Napisze cos jutro (chyba). Kiedy pisales do Ex
LF> Librisa? Czy znasz osobiscie kogos stamtad?

Do Ex Librisu pisywalem przez kilka lat, od powstania pisma do mniej wiecej roku przed koncem jego drukowanej egzystencji. Bylem czlonkiem redakcji. Pozostaje w przyjaznych stosunkach. Dlaczego pytasz?

H.

To: hdasko@astral.magic.ca
Date: Sat, 11 Apr 1998 08:26:20 +0100
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Swiat wymyslony

HD>    [...] Swiat spojny, bo taka byla tradycja powiesci
HD>    modernistycznej. Ale swiat spojny[m] nie jest,
HD>    Kazimierz Kakol byl zdeklarowanym lajdakiem, czarno-
HD>    secincem, osobiscie odpowiedzialnym za zlamanie
HD>    zycia niezliczonym ludziom. Jego nazwisko stanowilo
HD>    symbol i synonim zla. Potem zostal szefem Glownej
HD>    Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich i z pasja
HD>    pomagal Zydom na calym swiecie w dokumentowaniu
HD>    zbrodni. Teraz ma wsrod Zydow wielu przyjaciol,
HD>    ktorzy jadaja u niego kolacje. Wyczytalem to
HD>    w wycinku z "Gazety Wyborczej" na dwa tygodnie
HD>    przed artykulem Szczypiorskiego.

Nic nie rozumiem. Chyba ze podales to jako przyklad banalizacji zla. Jestem daleki od okreslania swiata w barwach czarno-bialych, (nie mowiac juz o bialo-czerwonych), ale chyba istnieja jakies niepodwazalne zasady moralne (w ramach naszej, ogolnie pojmowanej, spuscizny zydowsko-chrzescijanskiej) w imie ktorych podlosci nie mozna odkupic pozniejszymi dobrymi uczynkami? Tym bardziej, ze w tym wypadku, nie widze jak moglyby to byc dobre uczynki, a nie zwykla praca (na dodatek dana mu zeby tym bardziej podkreslic gdzie wladza ma te sprawy). Tu bowiem nie zgodze sie z Toba, ze komus odpowiedzialnemu za wykonywanie czegos, do czego zostal zatrudniony, nalezalyby sie pozniej podziekowania za dobrze wykonana prace. To tak, jakbysmy wychodzili z zalozenia ze norma jest nierobstwo, i szkodzenie blizniemu.

A swoja droga to ciekawa sprawa, ci Zydzi na kolacyjkach u Kakola. Skoda ze nie ma tam zadnego pisarza, ktory zechcialby to pozniej ujac w formie "Raportu z obiadu proszonego u K. Kakola 20 lat po Marcu".
      [.....]

HD>    Do ExLibrisu pisywalem przez kilka lat, od powstania
HD>    pisma do mniej wiecej roku przed koncem jego druko-
HD>    wanej egzystencji. Bylem czlonkiem redakcji. Pozostaje
HD>    w przyjaznych stosunkach. Dlaczego pytasz?

Wlasnie sie zastanawialem, bo kojarzylem oczywiscie Twe nazwisko. Niestety zindeksowalem tylko te egzemplarze, ktore posiadam (#1, #5 i pozniej od #87 chyba do konca). W tychze figurujesz 3 razy, do przedostatniego miesiaca ukazywania sie. Beata Chmiel obiecala mi brakujace numery (ok 70-tki), ale narazie twierdzi ze nie ma dostepu do tej piwnicy czy strychu na ktorym sie znajduja. Na tym utknelo. Pewnie wyjdzie na to, ze jesli tam nie pojade i nie zawroce jej glowy osobiscie, to nigdy nie znajdzie na to czasu.

NB. O ile pamietam Jurek Krzystek napisal swoj wlasny mini-esej nt Le Carrégo w oparciu m in o Twoj tekst z Ex Librisa #1; ( winien byc w http://www.info.unicaen.fr/%7espojrz/ascii/SPO.14 )

__L

  Ex Libris #1, X 1990
                http://www.kultura.org/exl_001.html#DaskoH
   Henryk Dasko "Szpieg Niedoskonaly: o tworczosci Johna Le Carre"

  Ex Libris #5, III 1991
                http://www.kultura.org/exlibris/exl_005.html#DaskoH
   Henryk Dasko "Slownik na czasie" Monika Neymann, Mieczyslaw
                Pulawski, Jerzy Malec, Angielsko-polski slownik
                biznesmena i menedzera, Wydawnictwo "Tesa",
                Warszawa 1990

 Ex Libris #99b IX 1996
                http://www.kultura.org/exlibris/exl_099b.html#DaskoH
   Henryk Dasko "Nasz czlowiek w Njujorku" Janusz Glowacki Scieki,
                skrzeki, karaluchy -- Utwory prawie wszystkie,
                Polska Oficyna Wydawnicza BGW, Warszawa 1996

To: ianf@xxxxxx.se
Date: Sat, 11 Apr 1998 07:59:02 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Swiat wymyslony [2]

____Textpert Alert____ wrote:

LF> [...] nie zgodze sie z Toba, ze komus odpowiedzialnemu
LF> za wykonywanie czegos, do czego zostal zatrudniony,
LF> nalezalyby sie pozniej podziekowania za dobrze wykonana
LF> prace. To tak, jakbysmy wychodzili z zalozenia ze norma
LF> jest nierobstwo, i szkodzenie blizniemu.

Bardzo slusznie, Lucku, piszesz. Na tym wlasnie polega niedoskonalosc i niespojnosc naszych czasow. Narracja przestala miec bieg ciagly i linearny, jak w "Pulp Fiction". Ktoregos dnia ktos napisze ksiazke urwana wpol zdania, nakreci film urwany wpol klatki. Albo stworzy dziela, zakonczone halasem. Jak i Ty, nie twierdze, ze KK naleza sie jakiekolwiek podziekowania; ale w zagmatwaniu wspolczesnych imponderabiliow inni w to wierza, a "najwieksza gazeta w Europie Wschodniej" zamieszcza to obok wizerunku Hakkinena z trojramienna gwiazda Mercedesa na kombinezonie.

Czy zastanawiales sie kiedys, ze ta gwiazda na masce spelnia role celownika? Ze modernizm zakladal wiedze swiadomie o g r a n i c z o n a, niepelna, przedtechnologiczna? Oszukancza pomyslowosc Verne'a (kapitan Nemo podrzuca rozbitkom skrzynie ze sprzetem w "Tajemniczej wyspie") nadal budzi we mnie wiekszy podziw niz animowane ludziki Pixara, a wspolczesne powiesci SF cofaja sie w wymyslona p r z e s z l o s c, bo przyszlosci wymyslec niesposob, a terazniejszosci nie potrafimy objac spojrzeniem.

Na to konto nabylem wczoraj biografie Verne'a - przeceniona do cwierci oryginalnej ceny. Moj niespelna jedenastoletni synek ziewa w sklepie z elektronicznymi cudami; przed kilkoma tygodniami zabralem go na narty do Szwajcarii, odwiedzilismy muzeum w Martigny, gdzie m.in. maja kolekcje starych samochodow. Dygotal z podniecenia, patrzac Mercedesa SSK, na ktorym Caracciola wygrywal Der Grosse Preiss von Deutschland na torze Nurburgring w 1929 roku.

LF> A swoja droga to ciekawa sprawa, ci Zydzi na kolacyjkach
LF> u Kakola. Skoda ze nie ma tam zadnego pisarza, ktorry
LF> zechcialby to pozniej ujac w formie "Raportu z obiadu
LF> proszonego u K. Kakola 20 lat po Marcu".

Nikt juz takiego raportu, Lucku, nie napisze. Andrzeja Brychta pochowano 11 marca pod plotem cmentarza, w najtanszej kwaterze, gdzie nie stawia sie pomnikow, tylko wmurowuje male tabliczki, rowno z ziemia. Cmentarz znajduje sie na tutejszych Balutach, wsrod stalowni i proletariatu z trade unionow. Brycht z pierwszych Balut uciekl, bo tam w klatkach schodowych szczano na glowe, a posadzki byly z blota. Umarl na Balutach z ogrodkami, kanadyjskich, protestanckich, pelnych upiorow, skrytych za schludnymi zazdrostkami. Z tych Balut nie ma dokad uciec.

Na pogrzebie bylo moze z osiem osob, wliczajac jego dwie ostatnie zony. Ta koncowa przyprowadzila ze cztery kolezanki z pracy, stare panny, z gatunku, jakiego Brycht nienawidzil. Wsrod obecnych, ja jeden czytalem jego ksiazki.

LF> Wlasnie sie zastanawialem, bo kojarzylem oczywiscie
LF> Twe nazwisko. Niestety zindeksowalem tylko te egzem-
LF> plarze, ktore posiadam (#1, #5 i pozniej od #87 chyba
LF> do konca). W tychze figurujesz 3 razy, do przedostatniego
LF> miesiaca ukazywania sie. Beata Chmiel obiecala mi
LF> brakujace numery (ok 70-tki), ale narazie twierdzi
LF> ze nie ma dostepu do tej piwnicy czy strychu na
LF> ktorym sie znajduja.

Do XL napisalem kilkanascie, a moze wiecej, tekstow, niektore bardzo obszerne. Najlepsze - o Nabokovie, Tyrmandzie i Kosinskim.

Pozdrawiam Cie, H.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 12 Apr 1998 11:35:08 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Nie tylko o Szczypiorskim

Mariana Solan wrote:

MS>    Jurek H. wyslal pare dni temu ciekawy artykul
MS>    Andrzeja Szczypiorskiego ktory para sie, miedzy
MS>    innymi, z problemem antysemityzmu w Polsce. Czy
MS>    ktos mial okazje przeczytac?

Ja czytalem. To jest ciekawa postac, w pewnym sensie ciekawsza, niz jego poglady na sprawy Zydow, marca, antysemityzmu etc. W latach 60-tych to byl pisarz i publicysta, autor sluchowisk radiowych i zbiorow reportazy, ale zdenalezal do tzw. drugiego rzutu. Nie zaliczano go do czolowki polskich prozaikow i wydawalo sie, ze tak juz zostanie, bo debiutowal w polowie lat piecdziesiatych i jest o pare lat starszy od Konwickiego. Pisywal o wojnie, pisywal reportaze, pisywal tez kryminaly pod pseudonimem Maurice S. Andrews - wtedy panowala taka moda, zapoczatkowal ja krakowski tlumacz Maciej Slomczynski, piszac jako Joe Alex. Powiesci Szczypiorskiego (te powazne, nie kryminaly) nie byly zle. Jednak w latach 60-tych trzeba bylo prawdziwego talentu, zeby stanac w jednym szeregu z Andrzejewskim, Brandysem, Dygatem czy Konwickim, a takze z mlodszymi, z pokolenia Iredynskiego, Brychta czy Glowackiego. Szczypiorski nie mogl sie przez to wszystko przebic, recenzje mial niezle, ale ksiazki malo kto czytal, bo ogol czytelnikow entuzjazmowal sie "Sennikiem wspolczesnym", "Disneylandem" czy "Dancingiem w kwaterze Hitlera". Tak bylo do konca lat 60-tych i pomarcowej masakry literatury, po czym Szczypiorski nieoczekiwanie wydal ksiazke, ktora zrobila furore i zrobil z niego pisarza znacznie wyzszej rangi.

Ksiazka nazywala sie "Msza za miasto Arras" i wyszla na poczatku 1971 roku. Byla to powiesc historczna, jej akcja dziala sie w pietnastym wieku we Francji. Traktowala o przesladowaniach Zydow i heretykow, jakie jesienia 1461 bez zadnego wyraznego powodu wybuchly w Arras, o terrorze, procesach i paleniu na stosie. Nie bylo cienia watpliwosci, ze jest to ksiazka o wydarzeniach marcowych, ubrana w forme nader przejrzystej alegorii. Szczypiorski byl przedtem pisarzem czasu terazniejszego, troche pisal o wojnie (walczyl w powstaniu warszawskim jako zolnierz AL), troche o Niemcach - ale zarzucano mu zawsze, ze uprawia proze publicystyczna, ktorej brak rozmachu prawdziwej literatury. "Msza" zrobila z niego wiecej niz pisarza - dala mu range autorytetu moralnego, bo tematu marca nikt wtedy nie dotykal, jeden Brandys przemycil kilka slow na ten temat w "Wariacjach pocztowych". Szczypiorski opisal to zarowno z talentem, jak i z wielkim ladunkiem emocjonalnym.

Po stanie wojennym Szczypiorskiego internowano. Wrocil wtedy do publicystyki politycznej (a pod koniec lat siedemdziesiatych byl aktywny w opozycji) i widac bylo, ze bardzo sie pasjonuje wspolczesnoscia. Ale po kilku latach, w roku 1986 znowu wrocil do przeszlosci. Napisal wtedy "Poczatek", ktory przyniosl mu slawe miedzynarodowa. W polskiej literaturze powojennej od konca lat czterdziestych wlasciwie nie pisano o Zydach. To nie jest calkiem prawdziwe - bylo kilku pisarzy- Zydow, tak sie identyfikujacych i tak postrzeganych (Wygodzki, Stryjkowski, Grynberg etc.), piszacych o tematyce zydowskiej - ale zasadniczo w polskim powiesciopisarstwie obraz Zyda nie istnial. Nie istnial Zyd przedwojenny, widziany jako sasiad, kochanek, zlodziej, wrog itd., nie istnial tez Zyd powojenny. Czasem - z rzadka - pojawial sie Zyd okupacyjny, widziany w schemacie mydlo/popiol. W latach osiemdziesiatych to sie ogromnie zmienilo. Zniknelo tabu. Zaczeto wydawac IB Singera, ktory wkrotce stal sie niezmiernie popularny. Pojawilo sie sporo literatury wspomnieniowej. Pisarze polscy, i to rozmaitego autoramentu, nagle zainteresowali sie tematem zydowskim. Zydzi pojawili sie w wielkiej obfitosci jako temat glowny, badz tez jako postacie drugoplanowe, stali sie czescia krajobrazu literackiego. Zadna polska ksiazka o Zydach (poza "Zdazyc przed Panem Bogiem" Hanny Krall) nie osiagnela takiego sukcesu jak "Poczatek" Szczypiorskiego.

Jest to powiesc po czesci autobiograficzna, ktorej akcja dzieje sie w Warszawie tuz przed wybuchem powstania w getcie warszawskim. Postaci jest tam wiele, ale koncentruje sie to wokol warszawskiej kamienicy, gdzie mieszka dziewietnastoletni Pawelek Krynski (alter ego Szczypiorskiego), zakochany w pieknej, starszej od siebie sasiadce, pani Irmie Seidenman (postac autentyczna, o ile wiem - nazwisko takze, niegdys zona zyjacego nadal w Nowym Jorku mecenasa Ludwika Seidenmana). Zbliza sie ostateczna likwidacja getta, a ksiazka opowiada o losach Zydow i losach Polakow, a takze, po trosze, o losach kilku Niemcow. Szczypiorski zastosowal niezwykly manewr literacki - akcja dzieje sie na przestrzeni zaledwie kilku dni, ale losy wszystkich bohaterow doprowadzone sa do konca, czasami wybiegajacego w odlegla przyszlosc. To powoduje, ze ksiazka jest czyms znacznie wiecej niz tylko fotografia momentu, dodaje jej jakiegos znacznie wazniejszego wymiaru.

"Poczatek" przyjeto kontrowersyjnie. Szczypiorskiemu zarzucano, ze ksiazka jest wybielaniem Polakow, ktorzy w powiesci niemal bez wyjatku zajmuja sie ratowaniem Zydow. Henryk Grynberg oskarzyl go o antysemityzm, jak to ma w zwyczaju robic w stosunku do wiekszosci innych, piszacych o Zagladzie. Tzw. "prawdziwi Polacy" twierdzili, ze szkaluje Polakow, bo wlaczyl tam postac szmalcownika. Nie tutaj miejsce na rozstrzyganie tego sporu - ale ksiazke przelozono na wiele jezykow, a w Niemczech Szczypiorski stal sie jednym z najbardziej czytanych pisarzy. Kiedy czytalem "Poczatek" przed z gora dziesieciu laty, nie moglem sie oprzec wzruszeniu, a czasem wiecej. Do metody literackiej i wymowy ksiazki mozna miec zastrzezenia, ale teraz przeczytalem to jeszcze raz i doszedlem do wniosku, ze aspekt literacki mnie malo obchodzi, bo nadal nie moge tego czytac bez emocji. Polecam jako lekture obowiazkowa, chociaz wymowa ksiazki jest zdecydowanie dyskusyjna.

Pisze to wszystko, bo tekstu Szczypiorskiego, zamieszczony w "Gazecie Wyborczej" nie mozna wlasciwie odczytac bez zrozumienia roli, jaka tragedia Zydow polskich odgrywa w jego literaturze.

======

A wlasciwie - po co ja to pisze? Jurek Holcman przyslal z Polski tekst kilka dni temu, Julek Bielicki pieczolowicie powiesil go na sieci, podal informacje. i cisza. Poza Marysia, niesmialo pytajaca, czy ktos na to zwrocil uwage - ani slowa. A przeciez jest to tekst wazny, wywolal natychmiastowa, burzliwa i inteligentna dyskusje zarowno w Polsce, jak i na polskich grupach internetowych. Kopie tej dyskusji udostepnil mi uprzejmie ktos z naszej "milczacej wiekszosci", czlowiek swietnie wladajacy piorem, ktorego bezskutecznie usilowalem namowic na publiczne zabranie glosu w tej sprawie.

Casus Szczypiorski, jak sadze, to najlepszy przyklad tego, co sie naprawde ze Swietlica stalo w ciagu ostatnich miesiecy. Pamietam dyskusje na temat artykulu o polskich Zydach, jaki ukazal sie w New York Timesie - nie mozna bylo sie dopchac z wlasnym listem, kazdy mial na ten temat cos do powiedzenia. Takich przykladow mam wiele. Dzis glownym, najczesciej dyskutowanym tematem Swietlicy jest k o n f l i k t. Ludzie o bezsprzecznej inteligencji, deklarujacy publicznie bliskie, rodzinne zwiazki ze wszystkimi innymi uczestnikami Swietlicy, zajmuja sie dyskusja na temat w a sn i , na temat s p o r u . Wszyscy deklaruja dobra wole i chec wspolzycia, po czym - wszyscy wiemy, jak to wyglada. Temat pozostaje w sprzezeniu zwrotnym z frazeologia: jak pisac o klotni jezykiem koncyliacji? To trudne nawet dla zawodowcow, a przeciez wiekszosc z nas zajmuje sie na codzien czyms zupelnie innym.

Zniknelo ze Swietlicy wiele nazwisk, ktore trudno mi zastapic innymi. Ten wyjechal, tamtemu reperuja kabel telefoniczny, innemu modernizuja serwer, jeszcze ktos jest zajety redagowaniem czegos innego. Moze tak jest naprawde, a moze nie. Nie pisze tego wszystkiego ex cathedra - pisze to jako ten, ktory ma swoj udzial w swietlicowym konflikcie, i ktoremu, mimo najszczerszych checi, nie udalo sie tego zmienic. Drodzy Przyjaciele, nie tego przeciez szukalem w Swietlicy. Co wazniejsze, nie to mnie do Swietlicy przyciagnelo.

Tak sie sklada, ze jakis czas mnie nie bedzie, co - musze przyznac - przyjmuje z poczuciem pewnej ulgi. Zycze wiec wszystkim lepszych czasow i ciekawszych tematow. Dostep do Internetu bede mial, ale w znacznie ograniczonym wymiarze, wiec prosze o branie tego pod uwage przy wysylaniu prywatnej korespondencji.

Serdecznosci,

Henryk D.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 12 Apr 1998 18:15:52 +0200
From: Julian S. Bielicki <J.S.Bielicki@xxxx.xxxxxx.de>
Subject: Re: Nie tylko o Szczypiorskim

Racja, w Niemczech jest to najbardziej dzisiaj znany ogolnie polski pisarz. Ta ksiazka "Poczatek" wyszla tutaj w Tysklandii pod tytulem "Piekna Pani Seidemann".

Ciekaw jestem, czy by ja bohater ksiazki chcial tez ratowac, gdyby nie byl piekna, a brzydka. Do ratowania pieknych kobiet zawsze sie jakis krolewicz znajdzie. Moja mame wypuscil SS-man z getta, bo mial z jej przyjaciolka zwiazek, czy jak to nazwac.

Poniewaz nie lubie tloku, melduje sie na ochotnika do ratowania brzydulek.

Radze tez posluchac opowiadania Rod Steiger´a o historii jako takiej, a w szeczegolnosci o zydowskieh historii, jest to moim zdaniem wyjatkowo madry tekst. Znajdziecie go na:

http://www.webkultur.com/piast/piast-37.htm

sciskam

Julek

To: ianf@xxxxxx.se
Date: Sun, 12 Apr 1998 21:23:40 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: ExLibris

____Textpert Alert____ wrote:

LF>    Nie traktuje siebie jako "swietnie wladajacego
LF>    piorem", wrecz przeciwnie. Wszystko co pisze
LF>    wydaje mi sie takie kwieciste, dalekie od tej
LF>    lakoniczosci o ktora zabiegam.

Czesc, Lucyno. Nie piszesz "kwieciscie". Rozumiem, ze jak i ja uczyles sie stylu na niepowtarzalnej zwiezlosci amerykanskich pior. Ale jezyki slowianskie zawsze beda leciutko zapijaczone, nieostre, co fraza to ambiwalencja... Piszesz logicznie i jasno. Pewnie nie piszesz dosyc i czujesz, ze brakuje Ci treningu. To jak wszystko inne - trzeba uzywac, bo rdzewieje.

LF>    "Pieczolowicie?" Wyrazmy to delikatnie: "niechlujnie".
LF>    W zasadzie nieczytelnie (zolty tekst na szary/czarnym
LF>    tle) Dlaczego? Bo taki po prostu nie rozumie (i nie
LF>    musi) ze kazde medium ma swoje wymogi i ograniczenia.
LF>    Rowniez te. Jemu wystarczy, ze jemu to nie przeszkadza
LF>    i juz.

OK, OK. Nie widzialem, ja tam nigdy nie zagladam. Nie wylewaj zolci. Czlowiek robi spoleczna robote, nalezy mu sie uznanie. Wiesz dobrze, co mialem na mysli.

LF> Moze wiec dla odmiany pozwolilbys sie zwerbowac do
LF> ExLibrisa? Ma ta zalete ze jest niskofrekwencyjny. Od
LF> czasu do czasu mamy jakas mini-dyskusje w kulturalnym
LF> gronie; w tam pozatym cisze przerwana notatkami/
LF> ciekawostkami literackimi. Nie jest to grono orlow,
LF> ale przynajmniej wiekszosc sprawdzona przez kilka lat
LF> obcowania na innych listach co do kultury wypowiedzi.
LF>       [.....]

Z wielka przyjemnoscia. To, co mi przyslales jest ciekawe, inteligentne i pisane z szacunkiem dla wspolrozmowcow. Poczuje sie zaszczycony, etc. Ale dopiero po Swiecie Pracy, bo przedtem mnie nie ma.

Dzis dzwonila Beata. Bede wkrotce w Warszawie, zobacze, czy nie da sie tych starych XL-ow dla Ciebie odnalezc - ale wielkich nadziei nie ma, to zawsze funkcjonowalo po harcersku.

Best, H.

PS. Poslij te dyskusje Elzbiecie Sachs esachs@xxx.xxxxx.edu. Prosila mnie, ale ja nie robie takich rzeczy bez upowaznienia. Swietna kobieta.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 12 Apr 1998 21:48:44 -0400
From: Mariana Solan <xxxxxx@xxxxxxxx.xxx.net>
Subject: Re: Nie tylko o Szczypiorskim

Henry Dasko wrote:

HD>    Pisze to wszystko, bo tekstu Szczypiorskiego,
HD>    zamieszczony w "Gazecie Wyborczej" nie mozna
HD>    wlasciwie odczytac bez zrozumienia roli, jaka
HD>    tragedia Zydow polskich odgrywa w jego
HD>    literaturze. [...] Henryk D.

Przeczytalam. Co szczegolnie zwrocilo moja uwage to nie tak bardzo kwestia samego marca, ile wyjasnienie Szczypiorskiego dotyczace specyficznego kolorytu jaki przybral antysemityzm w Polsce w odroznieniu od reszty Europy. Rozbiory Polski i utrata niezaleznosci pozostawily w rekach Polakow ich wiare jako jedyna (?) podstawe do samookreslenia sie, a zatem odrzucenie tych ktorzy tej wiary nie dzielili. No i - jak zwykle - podloze ekonomiczne swoje zrobilo. Dla mnie, nie za dobrze obeznaniej z przedmiotem, jest to podejscie nowe i niezmiernie ciekawe. Ciekawie takze przedstawil sprawe ustosunkowania sie Polakow do Holocaustu, ich postawy wobec Zydow w czasie wojny. Bardzo niedawno chyba zaczela sie jakas dyskusja na ten temat na swietlicy?

Mowisz Henryku ze "Poczatek" ulatwi zrozumienie tekstu - swietnie. Czy ktos moglby mi poradzic gdzie moge znalezc? Ukazal sie moze przeklad na angielski?

No i ja takze, za przykladem Elzbiety, zwroce sie do tajemniczego nieznajomego, ktory Henrykowi D. przeslal kopie dyskusji nad tekstem Szczypiorskiego - Czy tez moglabym dostac? Moze moglbys przeslac na swietlice?

Z gory dziekuje,

Marysia

To: hdasko@astral.magic.ca
Date: Mon, Apr 13 1998 20:26:00 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: ExLibris

Niech bedzie Lucyna (nie mam przesadow, a gdyby dane mi bylo wybierac kim mam sie urodzic, to wolalbym jako dziewczyna... jak byc chlopakiem juz wiem i nie rekomendowalby tego nawet wrogowi). Co zas do pisania to, niestety, nie dorastam do wlasnych idealow; m/in dlatego ze bedac osoba o zdolnosciach werbalnych od 30 lat wegetuje w kraju gdzie takowe sa raczej przeszkoda niz atutem w zyciu; a wiec sie nie rozwijam. Bo w tej kulturze obowiazuja zupelnie inne walory; w tym —mowie to zupelnie serio— atawistycznie z generacji na generacje przekazywana telepatia. A w kazdym razie cos na ksztalt takowej.

Nie dosc ze ci ludzie tutaj komunikuja ze soba w jakis sposob bez slow, poza nawiasem slyszalnej wymiany, na dodatek kazdy objaw nieprzecietnosci, w tym zwlaszcza takiej tracacej elokwencja i erudycja uznawany jest za podejrzany.

Jest tu garstka dobrych publicystow (w tym jeden Polak, Maciej Zaremba, autor m in "Tryumfu Wiejskiej Wspolnoty" —niestety niezbyt dobrze tlumaczone ze szwedzkiego— w numerze 8/88 ResPubliki). Ale ja, pomimo idiomatycznej znajomosci szwedzkiego nie potrafie z nimi komunikowac w ich wlasnym jezyku. Juz predzej (wydaje mi sie) po angielsku. Takie uklady.

HD>    Z wielka przyjemnoscia. To, co mi przyslales
HD>    jest ciekawe, inteligentne i pisane z szacunkiem
HD>    dla wspolrozmowcow. Poczuje sie zaszczycony, etc.
HD>    Ale dopiero po Swiecie Pracy, bo przedtem mnie
HD>    nie ma.

To jest Labour Day, koniec wrzesnia? Mozesz brac udzial takze z Warszawy. Ewentualnie, jesli nie bedzisz mial mozliwosci czytania na biezaco, moge Ci przesylac prywatnie wybrane artykuly, a Ty przeze mnie swoje teksty.

HD>    Dzis dzwonila Beata. Bede wkrotce w Warszawie,
HD>    zobacze, czy nie da sie tych starych XL-ow dla
HD>    Ciebie odnalezc - ale wielkich nadziei nie ma,
HD>    to zawsze funkcjonowalo po harcersku.

O, tak, dzieki. Mysle ze jak sie jej przypomnie o tym pare razy, to cos z tego wyjdzie. Przypuszczam ze sprawa odszukania tych numerow dla mnie jest u niej podswiadomie zwiazana z prospektem ewentualnej wizyty u Gretkowskiej pod Sztokholmem (wyszla za Piotra Pietuche i tu sie osiedlila). Wiec jak ta dojdzie do skutku, to znajdzie sie tez czas na odszukanie i dostarczenie mi tych numerow. Na wszelki wypadek zalaczam spis tych ktore juz posiadam.

HD>    PS. Poslij te dyskusje Elzbiecie Sachs. Prosila
HD>    mnie, ale ja nie robie takich rzeczy bez
HD>    upowaznienia. Swietna kobieta.

Tak, oczywiscie, zrobie to, ale wpierw musze powiadomic pro-forma autorow.

__L

To: ianf@xxxxxx.se
Date: Mon, 13 Apr 1998 15:52:33 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: ExLibris

____Textpert Alert____ wrote:

LF>    Nie dosc ze ci ludzie tutaj komunikuja ze soba
LF>    w jakis sposob bez slow, poza nawiasem slyszalnej
LF>    wymiany, na dodatek kazdy objaw nieprzecietnosci,
LF>    w tym zwlaszcza takiej tracacej elokwencja
LF>    i erudycja uznawany jest za podejrzany.

W Kanadzie podobnie. Tyle, ze Stany pod bokiem, wiec jest co czytac. Myslisz, ze to klimat?

LF>    To jest Labour Day, koniec wrzesnia?

Nie, Lucek. Ja jestem tradycjonalista, a moj ojciec byl bolszewikiem. Swieto Pracy to 1 maja. Wlasnie wyjezdzam i bede za dwa tygodnie.

LF>    Przypuszczam ze sprawa odszukania tych numerow
LF>    dla mnie jest u niej podswiadomie zwiazana
LF>    z prospektem ewentualnej wizyty u Gretkowskiej
LF>    pod Sztokholmem

Don't hold your breath. Znasz Manuelke? Niezwykla kobieta, kiedys czytala mi w Paryzu, poznym wieczorem, "Kabaret metafizyczny" z maszynopisu. Mam to w domu, zachowalem jako sam nie wiem - skarb literatury? curiosum?

Best, H.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Mon, 13 Apr 98 23:48:51 +0200
From: Janusz Weiss <jweiss@xxx.xxx.pl>
Subject: Re: Mickiewicz - mistyk zydowski

Moj przyjaciel, Michal Nekanda Trepka, ozeniony z Zydowka, zreszta moja kolezanka ze szkoly (14 Warszawa), za co zostal wyklety i wydziedziczony przez arcypolska rodzine prowadzil programy w TV o kulturze zydowskiej, najogolniej rzecz ujmujac, a byly to przewaznie filmy dokumentalne ktore otrzymywal za posrednictwem ambasady Izraela w Polsce. Zawsze wyglaszal slowo wstepne przed filmem, czasem zapraszal gosci. Kiedys powiedzial o zydowskiej matce Mickiewicza. Kilka dni pozniej spotkal sasiadke, ktora na jego widok rozplakala sie, mowiac: - Zawsze bylam dumna, bo moja rodzina pochodzi, nie w prostej linii, ale od samego Mickiewicza, a pan wczoraj powiedzial, ze mial matke Zydowke. Wiec i ja i moje dzieci sa w jakims procencie Zydami. Jest pan podly! Ja nie wiem, jak bede teraz mogla zyc!

Janusz Weiss

Jerry Bergman wrote:

JB> Ciekawy jestem, jak ten posting adresowany tylko
JB> do Dasko, dostal sie na Reunion-serio? Przy okazji
JB> chce wspomiec o dawniej czytanej ksiazce o powia-
JB> zaniach Mickiewicza z zydostwem, autorstwa zydowki,
JB> ktorej nazwisko nie pamietam ani tytulu. Jset to
JB> dobrze udokumentowana ksiazka a mianowicie: rozwija
JB> tam slowa poety "...od matki obcej...". Moze ktos
JB> ja pamieta?

JB> Czesc,
> jakub

>> Podobno zaczeto pisac o tym takze i w Polsce. Slyszalem.
>> Z dokumentacji mam gdzies artykul H. Grynberga we "Wprost".
>> Mam ale nie wiem gdzie. Rozmawialem z nim tez na ten
>> temat ale wydaje mi sie, ze nie przerobil on tego tematu
>> do konca.....

>> Czy ja teraz dobrze rozumie jezeli powiem, ze Ciebie
>> tylko jedna ksiazka i to na ten jeden temat interesuje ?
>> Jezeli tak to dobrze bo nie bede musial sie wysilac
>> z opisywaniem innych spraw.
>> A co jeszcze Wiesz na temat tej ksiazki ?
>> W dalszym bowiem ciagu istnieje mozliwosc, ze bede
>> mogl Ci byc pomocnym.
>> Pozdrowienia
>> J.b.

To: hdasko@astral.magic.ca
Date: Tue, Apr 14 1998 00:13:34 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: Re: Swiat wymyslony [2]

HD>    [...] Brycht z pierwszych Balut uciekl, bo tam
HD>    w klatkach schodowych szczano na glowe, a posadzki
HD>    byly z blota. Umarl na Balutach z ogrodkami,
HD>    kanadyjskich, protestanckich, pelnych upiorow,
HD>    skrytych za schludnymi zazdrostkami. Z tych Balut
HD>    nie ma dokad uciec.

Tak, znam te Baluty na wylot, zwlaszcza od Lagiewnickiej. Moja ciotka miala tam (pozydowskie oczywiscie, bo jakie) mieszkanie na Tokarskiej 2 na samym polnocno-wschodnim rogu "malego" rynku, nad barem. W latach szescdziesiatych na podworku byly wychodki oraz komorki na wegiel. Jak wrocilem tam ~10 lat temu, to nadal bylo tak samo, tylke ze ktos w miedzyczasie wymurowal te komorki. Widocznie bylo taniej zrobic to cegla, niz z nowych desek.

HD>    Na pogrzebie bylo moze z osiem osob, wliczajac
HD>    jego dwie ostatnie zony. Ta koncowa przyprowadzila
HD>    ze cztery kolezanki z pracy, stare panny, z gatunku,
HD>    jakiego Brycht nienawidzil. Wsrod obecnych, ja
HD>    jeden czytalem jego ksiazki.

Co on takiego porabial w tej Kanadzie....? Czy Ty pojechales specjalnie z Toronto do tej miesciny gdzie go pochowano? A swoja droga, widze w opisanej przez Ciebie sytuacji niesamowity "zaczyn" prozaicki, niemal scenopis. Stoi sobie kilka osob na scenie wokol wykopanego grobu, i jedna z nich zaczyna (stad "zaczyn" ;-)) reflektowac, "myslec glosno" o denacie. Taki monodram, tyle ze nie jedna osoba na scenie, a kilkoro ALE milczacych (mogli by to nawet byc poczatkujacy aktorzy, dla ktorych bylby to sprawdzian czy potrafia byc ludzkimi rekwizytami przez poltorej godziny.... pogrzeb z przerwa na cpanie hierbatki i licytowanie sie dekoltami nie wchodzi w rachube). Moze nawet mowi na glos w drugiej osobie, tryb stanowczy?

Apropos, zapomnialem Ci powiedziec, ze w zeszlotygodniowym numerze POLITYKI, nr 14 (28 marca 1998), na stronie 85-ej jest felieton Gronskiego pt "Smierc w Kanadzie" wlasnie o Andrzeju Brychcie. Michalowi Moszkowiczowi, ktory Brychta dobrze znal, ale nie lubi Gronskiego ("bo stary komuch") sie podobal; mnie tez. Refleksyjny taki, dosc smutny. Sam Brychta znam tylko z tych dwoch jego ksiazek "Dancing itp" oraz "Raport z Monachium", ale nie jestem zachwycony zadnym z nich.... rozumiem ze to specyficzny gatunek, piszarz ciut upozowany, a ciut margines spoleczny, ale mnie to nie podnieca. Zapewne dlatego, ze to juz nie te czasy, kiedy proza lekko niekonformistyczna automatycznie byla czytana pod katem gry z cenzura w myszke i kotka.

Jezeli tego numeru nie masz/ nie znajdziesz latwo w Polsce, to zrobie Ci kopie i podesle. Aha i jeszcze jedno: zdobadz (j/w) Slowo Zydowskie #6(162) 20 III 1998. Jest tam ciekawy artykul Feliksa Tycha, "Kilka uwag historyka o marcu 1968" —jak dotychczas najbardziej a-sentymentalna, trzezwa analiza genezy(?) i podloza Marca. Bez ceregieli, co mnie poniekad dziwi, bo Tych nie nalezy do tych[sic!] najbardziej chetnych do "ikono-klastykowania". Tamze relacja z obchodow itp; notatka o niedoszlym Muzeum Holocaustu w Ottawie (dla porownania z mym tekstem z 1994 r. http://www.english.upenn.edu/ ~afilreis/Holocaust/disowning.html) oraz recenzja interesujacej ksiazki Noacha Lasmanna "Wspomnienia z Polski. 1 sierpnia 1944 - 30 kwietnia 1957", wyd ZIH Warszawa 1997, s. 1311. Interesujacy zyciorys, no i ten okres!

__L

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Tue, 14 Apr 1998 11:55:07 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: My ZMP, my ZMP...

Drodzy Przyjaciele,

Pisze w pospiechu, wiec z gory prosze o wybaczenie za pewne skroty myslowe i uproszczenia.

Oto mamy nowy temat - Leszka Kantora i jego charakter. W Swietlicy odbywa sie zebranie ZMP, na ktorym zdrowy kolektyw usiluje zawrocic kol. Kantora z drogi prowadzacej w grzezawisko burzuazyjnego indywidualizmu. Od kol. Kantora oczekuje sie zlozenia samokrytyki.

Czytam te listy z poczuciem lekiego zdumienia, a moze nawet wiecej. Wydaje mi sie, ze mamy tu do czynienia z pomieszaniem paru spraw, ktorych moim zdaniem laczyc nie nalezy.

Pierwsze to kwestia artykulu we "Wprost", obchodow marcowych etc. Jest to sprawa konkretna, dotyczaca w jakims sensie nas wszystkich. Leszek zostal tam zaprezentowany jako "tworca i animator Reunion'68". Szereg osob ma zastrzezenia do tej formuly i domaganie sie od Leszka wyjasnienia, jak do tego doszlo, wydaje mi sie zarowno sensowne, jak i sprawa publiczna, interesujaca ogol P.T. Swietliczan.

Ale obecna dyskusja przybrala inny obrot. Nakierowana jest nie tyle na slowa, zamieszczone w tygodniku "Wprost", co na pytanie: jaki to Leszek naprawde jest? Zaczelismy sie zastanawiac nad charakterem Leszka: dlaczego lubi ogladac swoje nazwisko na afiszu literami wiekszymi niz te, ktore my uwazamy za stosowne, co mowi ludziom na bankietach, jak sie z kims rozliczyl. Andrzej Krakowski, czlowiek o delikatnosci Pana Jezusa, usiluje sprawe zalagodzic, zmieniajac temat dyskusji na role zaimka osobowego w jezykach polskim i angielskim. Jestem czlowiekiem nieskonczenie mniej od Andrzeja subtelnym i napisze, co mysle.

Nasza prywatna opinia na temat cech charakteru Leszka Kantora, a takze kogokolwiek innego, nie jest sprawa do dyskusji na arenie publicznej, w przytomnosci stu kilkudziesieciu czlonkow Swietlicy. Pouczanie czlowieka w tzw. kwiecie wieku, posiadajacego kariere, dom, zone, kochanke, psa, dzieci z zona, dzieci z etc., jak ma sobie wyregulowac osobowosc wydaje mi sie w najwyzszym stopniu niestosowne i sprzeczne z zasadami Swietlicowego etosu. Powracam uporczywie do czasu, kiedy ta szlachetna instytucja dzieki uprzejmosci Wieska Kochanskiego otwarla dla mnie swe podwoje.

Nadrzedna i niewzruszona zasada dzialania Swietlicy - a w szerszym zakresie Reunion'68 - wydaje mi sie regula wzajemnej akceptacji. Nie widze zadnej mozliwosci odstepstwa od tej zasady, wprowadzania elementu krytyki czyichs piegow czy brodawek, a pragne tu przypomniec, ze nikt nie jest ich pozbawiony. Naleze do najbardziej zapalczywych krytykow konkretnych dzialan i konkretnych wystapien i o prawo do takiej krytyki - ad rem, a nie ad personam - bede uporczywie walczyl. Ale nie chcialbym, aby ktokolwiek, miast rozliczac sie ze slowami, ktore tu pisze, zaczal mi wymawiac ogolne czy wrodzone belferstwo, arogancje, medrkowanie, badz tez - a i to mialo juz miejsce - niewlasciwe pochodzenie spoleczne.

W ostatnich miesiacach, drodzy Przyjaciele, zaakceptowalismy przesuniecie granicy tego, co w Swietlicy dopuszczalne. To sie nie stalo z dnia na dzien, mialo to charakter i n w a z j i  p e l z a j a c e j, cos tak, jak w sztuce "Nosorozec" Ionesco. Dyskusja na temat Leszka - nie tego, co Leszek zrobil, ale tego, jaki Leszek jest - to objaw przesuniecia tej granicy. Bardzo bym pragnal, zeby to byla ostatnia dyskusja tego rodzaju - bowiem niezaleznie od tego jaki Leszek jest i niezaleznie od tego, jaki ja jestem, pozostajemy przyjaciolmi z Reunion, pelnymi respektu dla wzajemnych idiosynkrazji.

Pozdrawiam wszystkich,

Henryk D.

PS. Przepraszam, ale zapewne nie bede mogl zareagowac na ewentualne komentarze - wyjezdzam.

PS-2. Przed kilku (chyba juz dziesieciu) laty Leszek odwiedzil mnie w Toronto. Byl to nasz pierwszy kontakt osobisty, uprzednio znalismy sie tylko ze slyszenia. Podeslala mi go Ewa Harley i przez krotka chwile mialem nadzieje, ze przyjedzie razem z nim.

Spedzilem z Leszkiem upalne popoludnie lipcowe w moim ogrodku. Odziany byl w wytworne, azurowe polbuty, spodnie z surowego jedwabiu w kolorze perlowym, tzw. szantungu, oraz nieskazitelnie uprasowana (choc pod koniec popoludnia juz mocno zwilgotniala) koszule, zapewne rowniez jedwabna, na ktorej malymi literkami wypisano nieskonczona ilosc razy: Christian Dior Christian Dior Christian Dior Christian Dior . Kazal sobie przyrzadzic biale wino z lodem i kropelka soku z grenadiny. Ja siedzialem nieogolony, w podartym podkoszulku nie pierwszej czystosci i takichz szortach. Na podkoszulku napisano - wprawdzie tylko jeden raz, ale za to wyraznie: Bruce Springsteen 1974 USA Tour. Obuty bylem w stare pantofle tenisowe, sklejone tasma elektryczna. Pilem piwo z puszki, a kilka oproznionych opakowan walalo sie nam pod nogami. Podejrzewam, ze moglem cuchnac. Moze dlatego Ewa Harley nie przyjechala z Leszkiem?

Z owego popoludnia zachowaly sie dwie fotografie. Jedna przedstawia Leszka, patrzacego na mnie, druga - mnie, patrzacego na Leszka. Sa uderzajaco podobne, obaj mamy identyczny wyraz twarzy. We wzroku kazdego z nas da sie odnalezc cien leciutkiego niesmaku, ktory wielkim wysilkiem woli staramy sie zamaskowac. H.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Tue, 14 Apr 1998 12:01:42 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: nieuleczalny optymista

Elzbieta Dubinska wrote (w dyskusji z Jakubem, o antysemityzmie w Polsce):

>>    Ja bym byl ostrozny z procentami. Moze to
>>    doprowadzic do wypaczen, poniewaz nie ma
>>    takiej statystyki i byc nie moze. Nawet,
>>    gdyby przeprowadzilo sie badanie opinni
>>    publicznej na ten temat, watpie czy kazdy
>>    antysemita by sie za takiego deklarowal. [--]

ED> Dlaczego nikt nie zrobil (a przynajmniej nie
ED> opublikowal takich badan)? Czy wsrod roznych generacji
ED> emigracji zydowskiej z Polski nie ma socjologow lub
ED> psychologow spolecznych zaiteresowanych ta problematyka
ED> i zdolnych "postawic sie z boku? Czy trudno byloby
ED> znalezc sposora takich badan?

Takie badania sa. Ksiazka nazywa sie "Czy Polacy sa antysemitami?" i jest to ponad trzystustronicowy, solidnie opracowany zbior naukowych tekstow pod redakcja Ireneusza Krzeminskiego. Badania przeprowadzono w maju 1992 na statystycznie reprezentatywnej grupie Polakow. Wydawca: Oficyna Naukowa Warszawa 1996.

Henryk D.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Tue, 14 Apr 1998 16:09:14 +0100
From: pc85042@xxxxx.xxxxx.se
Subject: Warszawa-korespondencja prywatna

            [...]
Skoro juz o prywatnych listach mowa, to niech i ja cos z tego mam. Otoz chce poinformowac Henka Dasko ze nikt z naszej swietlicy, ani z reszty "towazydostwa" nie chodzil ze mna do szkoly. Bylem jednym z dwoch zydowskich uczeszczajacych do technikum gorniczo- mechanicznego w Bytomiu. Tym drugim byl pan dyrektor (sekcja gornicza). Moj wybor szkoly nie mial nic wspolnego z jego osoba, wybralem kierunek mechaniczny z innym dyrektorem. Zeby zejsc nieco z tematu to dodam, ze nie przypominam sobie antysemickich wyskokow (z wyjatkiem jednej swastyki) ze strony moich kolegow, podczas "pobierania przeze mnie nauk" w tej instytucji. Moze dlatego ze bylem jedynym w szkole Dawidem. Z jednym z nauczycieli utrzymuje korespondencje do dzisiaj. Z kolegami z tego okresu mam lepszy kontakt niz z kumplami z politechniki, gdzie powiewalo lekko antysemitymem, nawet przed marcem. Henku, wyczulem tresc Twojego listu (tym o moderatorze), a przyczepilem sie tej mojej szkoly tylko dlatego, zeby o niej troche powspominac. Moje zydowskie koneksje to przede wszystkim dom i srodowisko moich rodzicow, wizyty teatru Idy Kaminskiej, TSKZ i kolonie, spoldzielnia w ktorej pracowal moj ojciec. List Twoj byl na swoj sposob trafny mimo ze "nie przez szkole".

Pozdrawiam wszystkich, Dawid K.

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Tue, 14 Apr 1998 14:54:22 -0500
From: esachs@sas.xxxxx.edu (Elizabeth Sachs)
Subject: Re: My ZMP, my ZMP...

At 6:55 AM 4/14/98, Henry Dasko wrote:

HD>    Ja siedzialem nieogolony, w podartym podkoszulku
HD>    nie pierwszej czystosci i takichz szortach. Na
HD>    podkoszulku napisano - wprawdzie tylko jeden raz,
HD>    ale za to wyraznie: Bruce Springsteen 1974 USA
HD>    Tour. Obuty bylem w stare pantofle tenisowe,
HD>    sklejone tasma elektryczna. Pilem piwo z puszki,
HD>    a kilka oproznionych opakowan walalo sie nam
HD>    pod nogami. Podejrzewam, ze moglem cuchnac.

Wszystkich swietliczan zaszokowanych tym obrazem Marlona Brando w roli Stanleya [Kowalskiego], nie licujacym ze znana im elegancja mysli i slowa autora, informuje, ze to czysta kokieteria. Widzialam Henryka zima w N.Y. Wygladal dystyngowanie, ubrany byl, jak zwykla mawiac moja mama, w dobrym tonie (typu oliwkowy sztruks + granatowa welna), pachnial dobra meska woda i wprawnie jadl sushi paleczkami.

Elzbieta

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Wed, 15 Apr 1998 01:27:40 +0200
From: Janusz Weiss <jweiss@xxx.xxx.pl>
Subject: Re: My ZMP, my ZMP...

Sushi - paleczkami?! Dlaczego nikt mi wczesniej nie powiedzial?

Skompromitowalem sie w NY, bo jak dali goraca, mokra sciereczke, to od razu wiedzialem, ze to nie pieluszki, czyli pampers, tylko do odswiezenia rak i jadlem sushi... palcami!!! Wybaczcie siostry i bracia, bom nie wiedzial, nieszczesny, ze paleczkami! I ja to jeszcze maczalem w miseczce, do ktorej dodalem takiego ostrego, pistacjowego! A ubrany bylem w dzinsy i flanelowa koszule. Ale buty zdjalem, jak nalezy. I smakowalo mi...

Janusz Weiss

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Tue, 14 Apr 1998 20:01:35 -0400
From: Mariana Solan <solanm@xxxxxxxxx.xxx.net>
Subject: Re: My ZMP, my ZMP...

Janusz, no i co Ty sie tyle przejmujesz? Smakowalo? To najwazniejsze. U nas, w NJ naprzyklad uznawana jest zasada ze kazdy je jak mu wygodnie.

Troche mnie to razilo na poczatku, panienka z dobrego europejskiego domu oprocz gry na pianinie powinna potrafic takze poslugiwac sie sztuccami. A tu przy stoliku towarzystwo nagminnie kroi porcje na kawalki, widelec w prawa reke - i szups! Zasuwa! Panowie na dotatek elegancko zarzucaja sobie krawaty przez ramie zeby im do zupy nie powpadaly.

Po tym jak bosowa nieprzyjaznym okiem rzucila na moj noz od ktorego uzytku nie moglam sie odzwyczaic, przerzucilam sie na kanapki. Jak jej chce dokuczyc zamawiam pizza i jem za pomoca noza i widelca a spagetti - no co Cie bede straszyc, mam nadzieje ze nikt Cie nie zaprosil do wloskiej restauracji?..:-)))

Marysia

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Wed, 15 Apr 1998 07:06:20 +0300
From: Stefan Burg c/o Gurnicht <shylock@xxxxxxx.net>
Subject: Aktyw

Obawiam sie, ze niektorzy wzieli sobie zbytnio na serio wypowiedz Henryka Dasko (cytat wyrwalem z kontekstu, ale jest on moim zdaniem adekwatny): "W Swietlicy odbywa sie zebranie ZMP, na ktorym zdrowy kolektyw usiluje zawrocic XX z drogi prowadzacej w grzezawisko burzuazyjnego indywidualizmu. "

Nic dodac niz ujac. Henryku, przykro mi, ale chyba bedziesz na przyszlosc zmuszony czesciej uzywac Smileya :-)

Dalej, o postepujacym obnizaniu sie poziomu swietlicy:

HD> "To sie nie stalo z dnia na dzien, mialo to
HD> charakter  i n w a z j i  p e l z a j a c e j

Tutaj musze zaprotestowac: okreslenia "degeneracja" czy "inwazja" nie swiadcza chyba o nadmiernym poszanowaniu zdania i idiosynkrazji dyskutantow, ktorych poglady a i czasem i sposob ich wypowiadania odbiegaja od wyobrazen "aktywu", whatever it is. Pelzajaca (creeping) bywa takze paranoja, bez jakichkolwiek osobistych wycieczek.

Niezaleznie od aktualnie panujacej linii, Swietlica jest jak ten dzinn. Wypuszczony z butelki, zyje wlasnym zyciem, mutuje, czasem plata bziki. Przyznam sie, ze jest mi smutno gdy widze, ze tworzy sie jakis aktyw, chce nas uszczesliwic i wtloczyc z powrotem do butelki.

Oczywiscie zawsze mozna mi zarzucic, ze to dlatego ze nie naleze. Ale mam wprawe w nienalezeniu. Nie nalezalem takze do ZMS, Sodalicji Marianskiej i paru innych zgromadzen. czasami dobrowolnie, czasami mnie nie chcieli. Czasem nawet, jak Jozek Zorski (chwala ci, Jozku) sam odmawialem uczestnictwa.

Doskonale rozumiem takze i podzielam oburzenie Julkow P. i B. Aktywie! Potepiajac dzialalnosc rozlamowa, sami dzialacie "wbrew". Naprawde nie jest mi potrzebny Dobrowolny Upowszechniacz Porzadku Absolutnego (c.f. Stanislaw Lem). Osoby prywatne, ktore chca sobie pokorespondowac na DOWOLNE tematy, takze na temat zlego wychowania niesfornego ogolu, moga to robic PRYWATNIE, i miec swoje prywatne mailing lists do wymiany takich czy innych pogladow.

Wiesiek, prosze Cie w zwiazku z tym o ZLIKWIDOWANIE listy reunion-aktyw, jako sprzecznej z duchem swietlicy. W koncu wszycy czlonkowie Swietlicy partycypuja takze i w kosztach jej utrzymania - a wcale nie jestem pewien, czy referendum na temat "chcemy, czy nie chcemy placic za liste AKTYW" daloby w wyniku "trzy razy TAK".

Wszystkich, wraz z aktywem, serdecznie pozdrawiam,

Stefan Burg (od Filipa, ale on spi i - prosze Aktywu - nie ponosi odpowiedzialnosci ).

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Wed, 15 Apr 1998 08:49:59 -0400
From: Mariana Solan <solanm@xxxxxxxxx.xxx.net>
Subject: Re: Aktyw

Stefan,

Z wielka przyjemnoscia przeczytalam Twoja wypowiedz. Tak ogolnie to sie zgadzam. Z pewnymi "ale".

Piszesz <<Niezaleznie od aktualnie panujacej linii, Swietlica jest jak ten dzinn. Wypuszczony z butelki, zyje wlasnym zyciem, mutuje, czasem plata bziki.>>

Swietna metamorfoza. To wlasnie stanowi chyba najwiekszy urok swietlicy a takze - nie wierze ze temu dzinowi mozna zalozyc jarzmo i "udomowic". Co jakis czas ktos/cos wyskoczy i spowoduje huragan. Ale kiedy huragan uderzy milo pomyslec ze sie ma schron nad glowa. Jakies "cos" do ktorego mozna sie odwolac kiedy nagle na swietlicy zle sie poczujesz. Kazdy oglada swiat ze swojego kata. Pozwol wiec na male "wywnetrzenie sie".

Przez ostatnie pare tygodni czulam sie bardzo nieswojo na swielticy atakowana posrednio i bezposrednio. Proba zwrocenia sie do atakujacego prywatnie i na swietlicy nie dala zadnego rezultatu. Koledzy ktorzy probowali pomoc tez dostali po glowie. Prawde mowiac czulam sie wlasciwie bezradna i jedyna droga do unikniecia atakow bylo chyba wypisanie sie ze swietlicy. Ilu z nas bylo juz w takiej sytuacji? Dlaczego nie znalesc jakis drog zeby taka pomoc isniala?

<< Przyznam sie, ze jest mi smutno gdy widze, ze
tworzy sie jakis aktyw, chce nas uszczesliwic
i wtloczyc z powrotem do butelki. >>

Przyznam Ci sie ze mi tez. Ba, zdumiona. Pierwsza swietlicowa naiwna - pare miesiecy temu na mysl mi nie przyszlo ze dojdziemy do tego. Ale czy akurat chodzi tu o "wtloczenie do butelki"? Moze tylko tylko o to zeby tej butelki nikt Ci na glowie nie rozbil i ciezko skaleczyl?

Marysia

To: "Stan Matwin" <stan@xxxx.xxxxxxx.ca>,
    <hdasko@astral.magic.ca>, "Jozef Zorski" <josef@xxxxxxxxx.se>
Date: Wed, 15 Apr 1998 20:56:33 -0400
From: "Wlodzimierz Rozenbaum" <xxxxxxx@xxxxxxx.net>
Subject: Sprawa Hollanda

Professor Andrzej Paczkowski z PAN-u na moja prosbe zwrocil sie do historyka, ktory zajmuje sie sprawa Hollanda. Jego list jest bardzo ciekawy. Prosi on rowniez o dodatkowe informacje, jesli takie istnieja. Ponizej tresc listu. -Wlodek Rozenbaum

Subject: Sprawa Hollanda
Date sent: Wed, 8 Apr 1998 17:14:16

Szanowny Panie,

Profesor Paczkowski przekazal mi Panski e-mail dotyczacy sprawy Hollanda i Bryna. Interesuje sie ta sprawa od dluzszego czasu i przygotowuje jakis tekst na ten temat (duzy artykul albo niewielka ksiazeczke). Jestem wiec, jak sadze, co nieco zorientowany.

Co sie tyczy powiazania pomiedzy sprawa Hollanda a sprawa Bryna to wiem tyle, ze Holland byl przesluchiwany podczas sledztwa przeciwko Brynowi w charakterze swiadka. W 1959 roku podczas pobytu w Paryzu Holland spotkal w kawiarni zone Bryna Julie Brummerhurst, ktora skarzyla mu sie, ze jej maz zaginal, ze zostala sama z dziecmi i jest w trudnej sytuacji. Holland obiecal jej podjac interwencje w polskiej ambasadzie, aby udzielono jej pomocy materialnej. I zdaje sie, ze z kims w ambasadzie na ten temat rozmawial, ale go splawiono. Brummerhurst, zdaje sie, naciagala Hollanda na te pomoc i oszukiwala go, ze nie wie, co sie dzieje z Brynem, bo przed przyjazdem do Paryza przebywala we Frankfurcie w obozie przejsciowym prowadzonym przez Amerykanow i wiedziala, ze Bryn jest u nich.

Ten kontakt z zona Bryna i proba interwencji na jej rzecz zadecydowaly, ze Hollanda przesluchiwano w sledztwie przeciwko Brynowi. Przypuszczam tez, ze Holland wystepowal na procesie Bryna w charakterze swiadka (proces toczyl sie na przelomie 1961 i 62 roku), ale nie mam na to bezposredniego potwierdzenia.

O sprawie Bryna wiem w ogole stosunkowo niewiele. W aktach Naczelnej Prokuratury Wojskowej jest kilkanascie tomow akt sledztwa przeciwko Brynowi, ale nie mialem do nich dostepu (musialbym miec zgode rodziny). Moja wiedza o tej sprawie pochodzi wiec glownie z obszernej notatki o wynikach sledztwa przeciwko Brynowi sporzadzonej w NPW dla kierownictwa partyjnego.

Dlatego bardzo ciekawe bylo dla mnie, co Pan napisal, ze przesluchiwano osoby, ktore byly z Brynem w jednej druzynie Haszomer Hacair (notabene Holland tez byl, ale o ile pamietam, podczas przesluchania pytano go glownie o spotkanie z zona Bryna). To co Pan napisal, ze "byla silna grupa uformowana w MSW, ktora chciala zrobic sprawe syjonistyczna na dlugo przed marcem" znajduje pewien cien potwierdzenia w notatce w sprawie Bryna, o ktorej wspomnialem (z 1962 r.). Otoz oprocz opisu samej ucieczki Bryna z Tokio i jego tajemniczego powrotu, podano tam przyklady innych oficerow wywiadu wojskowego, podkreslajac ich zydowskie pochodzenie, ktorzy uciekli na Zachod lub wyemigrowali po 1956 r. do Izraela. Wiec generalnie wymowa tej notatki jest taka, ze zydowscy oficerowie wywiadu sa z definicji podejrzani. Co wiecej, podkreslano, ze kilku oficerow, w tej liczbie Bryn, zostalo do wywiadu wojskowego sciagnietych przez Komara w 1947 r. wprost z Palestyny. Wskazano tez na Boleslawa Jelenia z MSZ, ktory zalatwil Brynowi miejsce na placowce w Japonii. Pojawia sie tez chyba nazwisko Marka Thee, pracownika MSZ i wspolpracownika polskiego wywiadu.

Sprawa Bryna byla chyba rzeczywiscie dosc powazna (aczkolwiek calkowicie niejasna). Z dokumentu, o ktorym mowie, wynika, ze sypnal on znanych sobie agentow polskiego wywiadu we Francji z siatki, ktora sam kierowal pod koniec lat 40-tych. Pociagnelo to za soba aresztowania i dosc wysokie wyroki. Sam Bryn skazany zostal na smierc, ktora to kare zamieniono na dozywocie i zmarl w wiezieniu w polowie lat 70-tych.

Jesli zas idzie o sprawe Hollanda, o ktorej wiem znacznie wiecej, to powodem jego aresztowania rzeczywiscie bylo powtorzenie przez niego Wetzowi opowiesci o toascie Chruszczowa, ktora uslyszal od Brodzkiego. Holland byl mocno lekkomyslny, bo u Wetza w mieszkaniu byl podsluch (czytalem zapis tego podsluchu). Kiedy artukul Wetza ukazal sie w Le Monde, Gomulka musial sie wsciec z powodu przecieku, tym bardziej, ze wyglada na to ze Rosjanie zrobili mu wymowki. Inna rzecz, ze irytacja Gomulki mogla byc umiejetnie podsycona przez przeciwnikow Starewicza, bo sprawa ta o tyle w Starewicza uderzala, ze to wlasnie Starewicz opowiedzial tresc toastu Brodzkiemu (sam zas znal ja od Logi- Sowinskiego). Zrobienie z Hollanda szpiega nadwaloby sprawie wiekszy ciezar gatunkowy i byloby dal Starewicza bardziej obciazajace niz bycie ogniwem "zwyklego" plotkarskiego przecieku.

Hollandowi postawiono zarzut z artykulu 7 mkk (a wiec o szpiegostwo), co sie dobrze komponowalo z jego "zamieszaniem" w sprawe Bryna. W aktach sledztwa przeciwko Hollandowi jest wpieta kopia protokolu z jego przesluchania dwa lata wczesniej w sprawie Bryna (ale Hollanda podczas przesluchan w jego wlasnej sprawie nie pytano juz o sprawe Bryna). I takie sa, moim zdaniem, zwiazki miedzy tymi dwiema sprawami. Oczywiscie, moga byc jakies jeszcze inne rzeczy, o ktorych nie wiem. W kazdym razie informacja przesluchiwaniu kolegow Bryna z Haszomer Hacair bylo dla mnie naprawde zaskakujace.

Wszystko, co napisalem wyzej o sprawie Bryna i Hollanda, pisalem z pamieci, bo dawno nie zagladalem do dokumentow. Moga wiec byc w tym jakies niescislosci. Bardzo chetnie kontynuowalbym z Panem korespondencje na ten pasjonujacy temat. Byc moze takze ktos z Panskich znajomych moze udzielic informacji o dalszych szczegolach dotyczacych sprawy Hollanda i Bryna?

Lacze pozdrowienia,

Krzysztof Persak

To: hdasko@astral.magic.ca
Date: Wed, Apr 15 1998 22:44:33 +0200
From: ____Textpert Alert____ <ianf@xxxxxx.se>
Subject: jak go zwal....

Henryku, na marginesie naszej wczesniejszej rozmowy o taksonomii pogromu, zaznajom sie prosze z tym tekstem (skomentowanym przeze mnie) i powiedz czy Twoim zdaniem opisane tam zdarzenie kwalifikuje sie jako takowy.

http://listserv.acsu.buffalo.edu/cgi-bin/wa?A2=ind9705A&L=poland-l&P=7238

# Date:         Sat, 3 May 1997 09:55:02 +0200
# From: ____Endek Magnet____ <ianf@XXXXXX.SE>
# Subject:      Re: nieszczesne pomowienia wzgledem Armii Hallera

To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Thu, 16 Apr 1998 11:58:10 +0200
From: Jerzy Holcman 4245. <jerzy.holcman@xxxxx.dk>
Subject: Po co aktyw, kogo swietlica, czyj reunion

Hi,

Henryk Dasko w swoim seminalnym protescie przeciwko dobieraniu sie osobiscie do osby Leszka Kantora MIAL RACJE! Nie uwazam zeby mial racje co do tego, ze istotnym problemem jest co Leszek zrobil czy powiedzial.

Moim zdaniem Leszek mial wiecej niz wystarczajace przeslanki zeby zareprezentowac Reunion bo jak wiadomo kazdy, kto tylko zechce (nawet z mniejszymi meritami i w mniej szlachetnym celu) to tez moze... Chodzi tu glownie o to, ze skoro nie wiadomo "czyj jest Reunion?" i "czy to organizacja?" itd, to kazdy moze i powinien zaakceptowac konsekwencje tego stanu. A ewentualne niezadowolenie prowadzic winno do konstruktywnej zmiany struktury organizacyjnej (Pilpel Twoje zdrowie).

Co nas prowadzi do pytania "kogo jest swietlica?". Naturalnie w tej sytuacji swietlica jest tego, kto jest (fizycznie) w stanie ja zamknac..

Naturalnie moznaby tez spytac dla kogo jest Swietlica? I tu mam wrazenie, ze ten "aktyw", ktory sie utworzyl utworzyl sie po to, zeby Swietlica byla dla n a s  w s z y s t k i c h. Nie bede powtarzal tutaj celnych uwag Olka Niemanda o "przyjazni" na Swietlicy, w swietle jego uwag uwazam za cud, ze Swietlica przezyla "na luzie" tak dlugi juz czas...

Mysle, ze naszemu swietlicowemu-gremium dobranemu glownie wg kryterium rasowo-historycznego (Zydzi- Marzec 68), potrzebny jest "aktyw" i to aktywnie dzialajacy po to zebysmy mogli byc wszyscy razem (mogli sie wzajemnie zniesc) na takim forum jakim jest Swietlica i zeby tez Swietlica byla realna i atrakcyjna propozycja dla nas wszystkich z Reunion.

Czego bym sobie i nam zyczyl

Jerzy

To: Alek Radomski <arad@xxx.pl>
Date: Wed, 29 Apr 1998 18:34:01 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Prosba

Alek Radomski wrote:

AR>    Bardzo Was prosze o pzytywna reakcje i o szybkie
AR>    odpowiedzi, gdyby ktokolwiek z Was uznal, ze nie
AR>    odpowiadaja jej/mu te "domyslne" ustalenia, jakie
AR>    podalem wyzej.

Czesc, Alek —

W przyszlosci bardzo chetnie, ale w tym konkretnym przypadku wolalbym nie, z powodow formalnych.

Lucek przeniosl na XL (za moja zgoda) fragment przeznaczony dla zupelnie innego grona, o znikomym rozeznaniu w polskim zyciu literackim i politycznym. To, co tam napisalem jest informacja elementarna, i, jak sie zorientowalem z paru wypowiedzi na liscie XL, na pewno nie na poziomie, do jakiego uczestnicy XL sa przyzwyczajeni. Co wiecej, nie reprezentuje to moich pogladow na tekst Szcz., a jest jedynie proba szkicowego przedstawienia jego osoby zupelnie innym czytelnikom.

Serdecznosci,

Henryk D.

# Date: Wed, 29 Apr 1998 12:06:08 +0200
# From: Alek Radomski <arad@xxx.pl>
# Subject: Prosba

Moi Drodzy,

Powstal projekt, zeby opublikowac w kwietniowym
numerze Ex Librisu OnLine (http://www.exlibris.pol.pl)
fragmenty dyskusji, jaka toczylismy na Internecie,
na temat Szczypiorskiego, jego "Poczatku" i spraw
pokrewnych. Zalaczam tekst wyboru glosow w tej sprawie,
byscie wiedzieli, o jakiego typu publikacje chodzi.
        [.....]

Odrebna sprawa jest identyfikacja glosow w dyskusji.
Widze takie mozliwosci:
-- pelne imie i nazwisko (z ew. podpieciem [link] e-mail); -- inicjaly; -- identyfikator typu "Glos 3" czyli do wyboru, do koloru. Przyjalbym tu zasade, ze jesli ktos nie zdecyduje inaczej, glos bylby opatrzony imieniem i nazwiskiem (bez podpietego e-mail).

To: ianf@xxxxxx.se
Date: Thu, 30 Apr 1998 11:40:45 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: W domu

Czesc, Lucjo -

Tak, wrocilem, ale tylko na dwa tygodnie. Zapisz mnie, prosze, na XL, jesli moje obrotowe drzwi nie sprawiaja nikomu klopotow. Tego Szczypiorskiego chyba warto juz zostawic.

Widzialem go w Warszawie. Poszedlem na promocje ksiazki Miry Michalowskiej, ktora opublikowala listy Hemingwaya i jego polskiego tlumacza, Bronislawa Zielinskiego. Szczypiorski (z ladna, mloda zona, lekarka) mowil ciekawie i ze swada. Przypuszczam, ze zaadaptowal jeden ze swoich tekstow do potrzeb wieczoru: uwagi o roli kawiarni literackiej, a szerzej - o pozytywnej roli elit, i o nienawisci, jaka ludzie potrafia do nich odczuwac. Zrobil to zgrabnie, przypomnial, ze lat temu 30 wladza najbardziej nienawidzila wlasnie owego stolika kawiarnianego, po czym przerzucil to na pogardliwe okreslenia "warszawka" i "kanapa", uzywane przez tych, jak powiedzial, ktorych na kanape nie zapraszaja.

Slyszalem go pierwszy raz i zrobil na mnie spore wrazenie jako postac publiczna, nawet niekoniecznie tym co mowil (chociaz to bylo blyskotliwie napisane), ale jak mowil. A konkurencje mial, bo obok niego wystepowal Zapasiewicz. Szczypiorskiego dosc ostro atakowano, widac bylo, ze jest kontrowersyjny i nie przez wszystkich lubiany. Hen, w ramach srodwiskowych potyczek, natychmiast zarzucil mu niedokladnosci historyczne, a jakis jegomosc przy miniaturkach orderow, od tzw. "prawdziwych Polakow", zaczal od "my o panu, panie Szczypiorski, wiemy duzo i czas nadejdze, ze sie to wszystko powie..."

Wytupali go oczywiscie, bo to byla czysto srodowiskowa impreza, troche cofnieta w czasie, ewidentny przezytek ancien regime'u. Przyszly glownie dinozaury, rozgladalem sie za mlodymi, ale ja ich niewielu znam, troche ze srodowiska dawnego ExLibrisu i pare osob z http://serwisy.gazeta.pl/img/w/w.gif GW.

Ktoregos wieczora popilem ostro z Michalem Cichym z http://serwisy.gazeta.pl/img/w/w.gif GW, tym od "AKNSZ wytlukly niedobitkow", dalej pracuje w Gazecie, ale juz nie prowadzi dzialu ksiazek. Nie pytalem, czy to z tamtym artykulem zwiazane, ale podejrzewam, ze przynajmniej po czesci tak. Pilismy bulgarska morelowke, w knajpie o nazwie "Warna", skadinad nowej, ale tez jakby z innego czasu.

Beata pozdrawia Cie serdecznie. Morelowki pila malo, ale za to cierpliwie stala ze mna obok boiska w Parku Skaryszewskim, gdzie mlodzi ludzie grali w kopana, ktos usilowal zlowic kaczke na wedke i wesolo biegaly chmary psow rasy rotweiler, pitbull i rhodesian ridgeback.

Serdecznosci, H.
EpistoChronologia  1967 
 1989 
 i   x   1990 
 ii   iii   v   vi   vii   viii   ix   x   xi   1991 
 ii   iv   v   vii   viii   ix   xii   1992 
 i   ii   iii   iv   vii   ix   1993 
 iii   v   1994 
 i   v   ix   1995 
 iii   v   ix   xi   1996 
 v   viii   ix   x   xi   xii   1997 
 i   ii   iii   iv   v   vi   vii   viii   ix   x   xi   xii   1998 
 i   ii   iii   vii   viii   ix   x   xi   xii   1999 
 i   ii   iv   v   vi   vii   viii   ix   x   xi   2000 
 i   iii   iv   v   vi   ix   x   xi   xii   2001 
 ii   iii   viii   xi   xii   2002 
 xii   2003 
 iii   vi   v   vii   viii   ix   x   xii   2004 
 ii   iii   iv   vii   viii   ix   x   xi   2005 
 i   iii   iv   v   vii   ix   2006 
                                                                                          

EgoTurfSurf  •  Daskografia  •  Dalej : Maj 1998