Epistochronologia • EgoTurfSurf • Daskografia • Wczesniej : Luty 1998
To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sun, 01 Mar 1998 10:09:13 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Slonimski i inni
Jerzy Holcman 4245. wrote:
JH> (Slonimskier) Tak nazywal Slonimskiego Tuwim (por. JH> Jarmark Rymow "... i Ajzyk Slonimsker za szafem....") JH> dlugo przed marcem, anawtt sporo przed wojna!
No, niezupelnie. Tuwim tylko sparodiowal jezyk "Prosto z mostu", gdzie skamandrytow atakowano z pozycji stricte rasistowskich, i tam wlasnie pisano o Slonimskim - Slonimsker, o Mieczyslawie Grydzewskim, wydawcy "Wiadomosci Literackich" - Grycendler, a o samym Tuwimie - Jojne Tuwim.
Najbardziej obcobrzmiace nazwisko wsrod skamandrytow mial Kazimierz Wierzynski, z pochodzenia Niemiec. Nazywal sie naprawde Wirstlein, a nazwisko zmienil na bardziej slowianskie w wieku lat osiemnastu. Nie znam wypadku, zeby Wierzynskiemu kiedykolwiek wypomniano obce pochodzenie. Ze skamandrytami w ogole byla ciekawa historia, bo Iwaszkiewicz byl z pochodzenia Rusinem, a Lechon - Tatarem. Czystej krwi Lechite trudno byloby tam znalezc. Nota bene narodowcy twierdzili od poczatku, ze to jest poezja w calosci obca duchowi Polakow.
Henryk D.
To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sun, 1 Mar 1998 12:21:35 -0500
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Re: Slonimski i inni
Heniu, czy Lechon nie byl czasem z tych samych Tatarow-Chazarow, co Lenin?
Az sie w glowie nie miesci na jakie to pomysly w ktos nie posadzil o niewlasciwe pochodzenie. NB nie bylo to wylacznie cecha Zydow w Europie Srodkowo-Wschodniej, podobne ambicje mialo wielu Zydow na Zachodzie. Pracuje ze mna jeden Irlandczyk od wielu pokolen, ktory zafascynowany historia swojej rodziny zabral sie za studia genealogiczne.
I... niedawno odkryl, ze pochodzi od irlandzkich Zydow, ktorzy bardzo sprytnie ukryli swoje pochodzenie wiele pokolen temu. On jest tym zafascynowany i wcale go to nie boli. Dla mnie od poczatku mial on dobry wyglad zydowski moze dlatego, ze interesowaly go bardzo sprawy zydowskie. Ach te geny!-Wlodek Rozenbaum
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 01 Mar 1998 13:52:42 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Slonimski i inni
Wlodzimierz Rozenbaum wrote:
> [...] niedawno odkryl, ze pochodzi od irlandzkich Zydow
Nie, Wlodku, Lechon nie byl Zydem, nawet irlandzkim. Niektore zrodla przypisuja mu pochodzenie tatarskie (na co wskazuje jego prawdziwe nazwisko, Serafinowicz), inne - ormianskie. Byl wprawdzie poeta-Ormianin i Zyd rownoczesnie, ale to ktos inny.
Pamietasz oczywiscie jego najlotniejsza fraze:
Spij, majorze,
swit niedaleko,
widzisz:
ksiezyc zaciaga warte;
szosty rok juz nie spi Bezpieka,
strzegac ziemi panom wydartej.O Leninie - nic nie wiem. Wygladal z mongolska, ale mowia, ze po pochwie z naszych...
H.
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 1 Mar 1998 15:08:13 -0500
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Re: Slonimski i inni
Heniu, teraz to go dopiero zdemaskowales. Czyzbys zapomnial o sp. Serafinowiczu z telewizji? Ten przynajmniej nie udawal, ze byl Tatarem i nie chowal sie za aryjskim nosem. W kazdym razie, z tego co ja widzialem z Lechonia i o Lechoniu, to nie mam zadnej watpliwosci, ze jemu mogla pomoc tylko operacja plastyczna (ale co zrobic z zachowaniem, gestykulacja, sposobem myslenia?). Szkoda, ze takie wielkie talenty musialy marnowac energie na zaspokajanie swoich pochodzeniowych paranoi.
-Wlodek Rozenbaum
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 01 Mar 1998 18:21:54 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Lechon-aryjczyk
Wlodzimierz Rozenbaum wrote:
WR> Szkoda, ze takie wielkie talenty musialy WR> marnowac energie na zaspokajanie swoich WR> pochodzeniowych paranoi.
Wlodek, to jest pornografia, niegodna Twojej profesji. Od Ciebie wymaga sie bardziej naukowych dowodow. Zyd Mickiewicz Ci nie wystarczy? Zostaw Lechonia w spokoju, nie mial nic z Zydami wspolnego. Byl inwertyta, oni wtedy wszyscy mieli smutna aparycje, zreszta mu nie szlo. Poczytaj sobie "Dzienniki".
H.
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 1 Mar 1998 16:34:16 +0100 (CET)
From: Wiesiek <reunion@xxxxxxx.se>
Subject: TRYMAND
Czesc..
Przedchwila zakonczyl sie w TV Polonia film, wspomnienia o Trymandzie. Swietnie zrobiony, barwnie opowiedziany.
Troche zadumany nad filmem, siedzialem dluzej, patrzac na czarny ekran i spokojnie przesuwajace sie napisy. Nagle
Pomysl do filmu : Henryk Dasko.
Mowili o Tymandzie.............................
Henryk DaskoHeniek ktory z tych Panow to Ty..
Program film wspanialy...
uff... nie moge ochlonosc..Wiesiek
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 01 Mar 1998 10:54:13 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Tyrmand
WK> Heniek ktory z tych Panow to Ty...
Jak to - ktory to ja? To oczywiste - ta wysoka blondynka z dlugimi nogami i konskim ogonem.
Dziekuje za entuzjazm, ale pomysl nie moj, przeczytales nie calkiem uwaznie. Zrealizowalem dla TVP fragment o amerykanskim okresie Tyrmanda, ale autorem pomyslu i tworca filmu jest Jerzy Sztwiertnia, warszawski dokumentalista. Ciesze sie, ze Ci sie podoba, bo reakcje byly nie tak jednoznacznie pozytywne jak Twoja. Przy okazji powiem Sztwiertni, ucieszy sie bardzo, bo to czlowiek niedopieszczony.
Jesli Cie to interesuje - moge Ci poslac szkic o Tyrmandzie, duzo ciekawych faktow.
H.
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 01 Mar 1998 10:08:42 -0700
From: Alexander Sharon <xxxxxxx@cadvision.com>
Subject: Re: TRYMAND
Wiesiek,
Nie odbieram tu TV Polonia. Czy bylo cos w tych wspomnieniach o Tyrmandzie o czasach wilenskich/ podwilenskich podczas wojny? Jezeli przypominasz to dyskutowalismy te historie z Heniem Dasko w prywatnym gronie.Dla niewtajemniczonych: Ojciec mojej zony, Ani i grupa studentow z Uniwersytetu Stefana Batorego aktywnie uczestniczyli w ratowaniu Zydow z Wilna i Kowna podczas okupacji. Moj tesc, Henryk Klimowicz z rodzina, rodziny Hhryniewiczow i Ginko wyrabiali aryjskie papiery i ukrywali Zydow po podwilenskich i bialoruskich wsiach. O Tyrmandzie slyszalem z opowiadan mojej tesciowej, ktora spotkala go w kryjowce, gdy wydostala sie juz z Ghetta w Wilnie. Tyrmand (oraz matka Ani z mezem) uratowali sie w ten sposob, ze dobrowolnie zglosili sie na wyjazd na roboty do Rzeszy.
Po naszej rozmowie zazwonilem do Katowic, azeby porozmawiac z ciocia Ani, siostra zmarlego dawno mojego tescia Henryka Klimowicza. Ciotka ma juz sporo ponad 80-ke i jest glucha jak pien. Duzo innych szczegolow o Tyrmandzie nie dowiedzialem sie.
Dr Ginko (byl profesorem Akademii Medycznej w Katowicach), zmarl tez przed laty.
sasza
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Mon, 2 Mar 1998 11:07:37 +0100
From: stefan.burg@xxxxxxxxx.com
Subject: Re[2]: Tyrmand
Dlugie nogi sa niewatpliwa zaleta, choc osobiscie przedkladam nizsze i ciemnowlose. Niestety, nie zawsze z wzajemnoscia.
Co do Tyrmanda: ciekaw jestem, kto jeszcze pamieta "Zlego"? Wydal byl jeszcze w Polsce "U brzegow jazzu". Innych polskich wydan nie znam.
Bedac z glebokiej prowincji nie mialem wszystkich kluczy do "Zycia Towarzyskiego i Uczuciowego" (czy dobrze pamietam tytuly?, pisze z pracy), ale podejrzewam ze pare osob musialo sie niezle powiercic.
Czy ktos ma videokopie filmu? O szkic tez Cie, Henryku prosze. A moze pusc na Reunion/ artykuly?
Serdecznosci,
Stefan
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Mon, 02 Mar 1998 21:53:52 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: WARSZAWA,MARZEC 68
adekvat wrote:
LK> Mysle, ze nasza albo moja czy tez Julka Ilickiego, LK> Leona Rozenbauma i innych misja polega wedlug mnie LK> wylacznie na probie przekazania przy tej okazji LK> naszych wlasnych doswiadczen, wg. mnie nienajwe- LK> selszyc i w wiekszosci za wyjatkiem moze jednej LK> ksiazki Agaty Tuszynskiej, nieznanych w Polsce.
Ksiazke o emigrantach marcowych napisala Joanna Wiszniewicz, a nie Agata Tuszynska. Obydwie Cie udusza, jesli je publicznie w Warszawie pomylisz. Jedz zdrowo i najlepiej mow ogolnie, starajac sie unikac szczegolow.
Good luck,
H.
To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sat, 07 Mar 1998 22:18:37 +0900
From: Josef Zorski <josef@xxxxxxxxx.xx>
Subject: wywiady-98%fikcja
>> Heniu, >> co to jest inwertyta? HD> Odchyleniec.
A ja myslalem,ze to czlowiek zamkniety w sobie,jak gdyby introwertyk ktory konwertowal na czlowieka otwartego aczkolwiek w sposob odchylajacy. Inwertyta= przechszczony introwertyk,chociaz tylko troche. Wedlug bylego szefa kontrwywiadu polskiego,Andrzeja Przymiska-Wasowskiego,wypuszczono w latach 1968-70 znaczna ilosc inwertytow na Zachod,jak i na Bliski Wschod.
Inwertyci ci charakteryzuja sie erudycja,znajomoscia kultury i sztuki zydowskiej oraz polskiej,lubia popic,pospiewac,popisac i w ogole po. Wedle Przymiska-Wasowkiego nie zostali oni jeszcze uruchomieni, poza kilkoma przypadkami.Sa oni tzw sleeping agents,a raczej writing-agents.Niektorzy maja typowe polskie nazwiska konczace sie na ski,inni zas typowo zydowskie,konczace sie na-baum itp.
Dluzszy artykol o tym nieznanym aspekcie wojny wywiadow zamieszcony jest w pismie polskim "Wywiadowca Polski" (nr 4/1994)
Jozek
PS Lechon nie byl pochodznie tego. Lesmian natomiast tak.
PS Klub Jankiel publikuje za chwile Odezwe do Misia, lojalnie w stosunku do Reunion 69.
To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sun, 08 Mar 1998 15:24:39 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Konsulat NRF; Rzym, 1969
sabina way pisze:
SW> To byly niezwykle czasy, i przyjmowanie polskich SW> Zydow i czeskich uciekinierow politycznych bylo SW> modne, z jakiegokolwiek powodu i pod jakimkolwiek SW> pretekstem. Kanada ma faktycznie normalne prawa SW> obywatelskie "po ziemi", ale wtedy przyjela kwote SW> bezpartyjnych emigrantow jak powyzej wedlug SW> systemu punktowego za wiek, zawod, i ewentualna SW> gwarancje pracy.
Sabinko, o ile pamietam - z Kanada bylo troche inaczej. Pod koniec lat 60-tych Kanada miala bardzo liberalna polityke imigracyjna i nietrudno bylo sie tu dostac - ale dla Zydow z Polski (a chyba takze i dla Czechow) nie stosowano zadnej taryfy ulgowej. Jesli ktos mial sponsora - wjezdzal wzglednie szybko, jesli nie - czekal swojej kolejki. System punktowy obowiazywal wszystkich niesponsorowanych emigrantow, bez wzgledu na miejsce pochodzenia i o ile wiem, nikt z naszych nie mial specjalnych preferencji. Pozwalano natomiast na sponsorowanie przez organizacje zydowskie.
Sadze, ze mialo miejsce cos innego: pod koniec lat 60-tych kanadyjski system imigracyjy system byl dosc elastyczny i pracownicy placowek konsularnych, jesli chcieli - mogli duzo. Mozliwe, ze sporo osob z Rzymu pojechalo do Kanady "na Sugihare", dzieki dobrej woli lokalnego konsula - ale o ile wiem, zadnych przywilejow dla nas nie bylo.
Z bezpartyjnymi tez bywalo roznie - do Kanady znacznie latwiej sie bylo dostac z komunistyczna przeszloscia niz np. do Stanow. Wizy imigracyjne dostawali nawet ludzie powiazani w przeszlosci z tzw. aparatem represji.
Serdecznosci,
Henryk D.
To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Mon, 9 Mar 1998 02:32:18 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Marzec i Gomulka
Majka Krakowski wrote:
MK> Jest w prawie amerykanskim cos co nazywa sie MK> "intent" - intencja. Nikt nie jest w stanie mnie MK> przekonac, ze Hitler i Gomulka nie mieli te MK> samej intencji - zalatwienia "kwestii zydowskiej" MK> w swoim kraju. [--] pozycja Gomulki wydawala MK> i wciaz wydaje mi sie bardziej przerazajaca, bo MK> sam majac zone zydowke i syna, ktory przezyl wojne MK> jako Zyd, (ukrywajac sie u Strzeleckiego), znajac MK> skutki intencji Hitlera i efekty Holocaustu, MK> potrafil znalezc w sobie tyle obojetnosci by MK> akceptowac listy imienne na ktorych znajdowali MK> sie jego towarzysze walki, przyjaciele, znajomi... MK> a jesli nie znajomi, to w kazdym razie ludzie, MK> ktorych laczylo z nim chociazby to ze byli tego MK> samego pochodzenia co jego wlasny syn.
Czesc, Andrzej. Ja to widze troche inaczej.
Odlozmy na bok te analogie pomiedzy Gomulka a Hitlerem, bo to w zadnym kontekscie nie jest najszczesliwsze skojarzenie, i stad, jak sadze, uwagi Tereski i Marka. Kilka slow o samym Gomulce.
Otoz mnie sie wydaje, ze Gomulka tego nie pojmowal w kategoriach narodowosciowych, tylko politycznych. Mysle tez, ze byl pod koniec lat 60-tych odciety od informacji, manipulowany, kurczowo trzymajacy sie stolka i przerazony, ze ktoregos dnia Rosjanie go zdejma - jak w 1964 zdjeli Chruszczowa. Przy tym wszystkim, tak samo jak i Ty uwazam go za tego, ktory cala orkiestre zaprosil, wyglaszajac slawetne przemowienie o "piatej kolumnie" w czerwcu 67.
Ale moim zdaniem samemu Gomulce nie chodzilo o zalatwienie "kwestii zydowskiej w Polsce" - chodzilo mu raczej o zalatwienie tej kwestii w partii, w aparacie wladzy, gdzie postrzegal Zydow jako rewizjonistow, ludzi o podwojnej lojalnosci etc. Zostal mu uraz z 48-ego roku, kiedy Berman z Mincem i Zambrowskim sie nad nim znecali za "odchylenie prawicowo - nacjonalistyczne", a takze z okresu pazdziernika, kiedy liberalowie chcieli reform, a on chcial wziac za morde. Mysle wiec, ze bez zbytnich skrupulow zaakcepowal koncepcje pozbycia sie Zydow ze stanowisk - ale nie wierze, ze pomysl wypedzenia Zydow z Polski byl jego czy tez nawet mial jego imprimatur. Nie pisze tego gwoli obrony Gomulki, ale dla zachowania prawdy historycznej, takiej, jaka ja widze.
Bogatej bibliografii nie ma, ale przeciez troche jest. Wynika z tego jednoznacznie, ze w marcu Gomulka kompletnie stracil panowanie nad aparatem partyjnym. To sie dzialo w znacznej mierze poza nim i poza tradycyjnymi strukturami wladzy. Artur Starewicz, Zyd, ktory jako sekretarz KC byl w marcu odpowiedzialny za prase, opowiadal w 1988 roku dziennikarce, ze nie mial zadnych mozliwosci wplyniecia ani na to, co wowczas drukowano, ani na Gomulke. Biurko Gomulki zawalone bylo tajna poczta MSW, dostarczana do rak wlasnych, i materialami przygotowywanymi przez jego osobistego sekretarza, Walerego Namiotkiewicza, jednego z najbardziej zawzietych hunwejbinow marcowych.
Eisler pisze, ze jesienia 1967 do Gomulki przyszla delegacja KW, proszac, zeby zainicjowal akcje "antysyjonistyczna". Gomulka odmowil. Rozne zrodla podaja, ze byl wtedy bodaj jedynym, ktory interweniowal w indywidualnych sprawach z niejakim skutkiem: 26 marca na spotkaniu z Komitetem Warszawskim mowil o "polowaniu na Zydow". "Terrorem moralnym" nazwal sprawe wdowy po Janku Krasickim, ktora na zebraniu partyjnym musiala sie tlumaczyc, ze nie jest Zydowka. Mojemu przyjacielowi, relegowanemu dyscyplinarnie z uczelni z trzyletnim wilczym biletem na dwa miesiace przed magisterium, pozwolono zrobic dyplom na skutek interwencji Gomulki.
Ujalbym wiec to inaczej: nazwalbym Gomulke odpowiedzialnym za wszystkie wymiary marca. To byla jego partia, on nia autokratycznie rzadzil, on dokonywal wyborow politycznych przez dwanascie lat - wiec na niego musi spasc to odium. W najlepszym razie trzeba bylo glupoty szczegolnej, zeby nie wiedziec, co z tego wyniknie. Ale to nie Gomulka byl motorem tej kampanii, nie on wymyslil polskie "rozwiazanie problemu" i sadze, ze widzial to w kategoriach politycznych, a nie rasowych. Zas dla tych, ktorzy naprawde marzec robili, kryteria polityczne byly bez znaczenia - im chodzilo tylko i wylacznie o Zydow. Wszystko inne nie mialo zadnego znaczenia.
Serdecznosci,
Henryk D.
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Mon, 09 Mar 1998 03:07:54 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Szpieg przyzwoity
Wlodzimierz Rozenbaum wrote:
WR> Moze jestem nietypowy, ale mnie placzacy plk WR> Gabrys nie wzrusza. Ja pamietam innego dyplomate, WR> Zbigniew Duchowski, ktory jako oficer wywiadu WR> grasowal po USA z ambasady w Waszyngtonie. WR> [--] Mam nadzieje, ze jak zawita w okolice WR> Waszyngtonu nie bedzie mnie szukal, zeby WR> w imieniu Kwasniewskiego przepraszac i moczyc WR> mi kabel telefoniczny.
Ty, Wlodek, jestes twardy facet. Malka bardzo pieknie i wzruszajaco napisala, a Ty - zeby Ci kabla nie moczyc. Merytorycznie masz oczywiscie racje - attache wojskowy to szpieg, w kazdym kraju i w kazdym systemie.
Zdarzaja sie wyjatki, i wierze, ze Malka wlasnie na takiego trafila. Przypomnial mi sie dzisiaj Chiune Sugihara - japonski konsul w Kownie, ktory w sierpniu 1940 wystawil Zydom (w wiekszosci polskim) 2139 japonskich wiz tranzytowych. Wedle danych japonskiego MSZ, 2132 osoby do Japonii dotarly, przejechawszy cala Rosje i Bog wie co jeszcze. Autor ksiazki o Sugiharze, Hillel Levine, pisze, ze byl on rezydentem wywiadu japonskiego, blisko wspolpracujacego z Niemcami: nie istnieje zadne logiczne wytlumaczenie, dlaczego Sugihara, wyjezdzajac 3 wrzesnia 1940 z Kowna do Berlina, wydawal Zydom wizy jeszcze przez okno ruszajacego pociagu.
Jedna z pierwszych wiz Sugihary dostal Ludwik Salomon, krakowski Zyd. Salomon otrzymal w Polsce wize amerykanska, ale zanim dostal sie do zajetego przez Rosjan Kowna, wiza wygasla. Amerykanski konsul na Litwie odmowil jej przedluzenia. Salomon poszedl do Sugihary, ktory obejrzal paszport z niewazna wiza USA, nalal mu kubek herbaty, powiedzial "No problem" i wypisal prawo wjazdu do Japonii. Salomon zyje w Stanach po dzis dzien.
Uklony dla Malki i plka Gabrysia.
Henryk D.
To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Mon, 09 Mar 1998 10:02:01 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Sv: Uroczystosci marcowe i dziwne uczucie
Julian S. Bielicki wrote:
JSB> Moj kolega ze studiow jeszcze z Warszawy, JSB> Edzio Bialek, ktory pozniej razem ze mna JSB> w Kasrlsruhe studiowal, popelnil samobojstwo, JSB> moim zdaniem wylacznie z powodu obczyzny.
Julku, on nie byl jedyny. W Szwecji, w niedlugi czas po emigracji, popelnil samobojstwo Marek Orlanski. Kiedy skonczyla sie nasza fala wyjazdow, w Warszawie rzucil sie z okna moj przyjaciel, Danek Baumritter. Przez trzydziesci lat nie moge przestac o nim myslec. Pamietam, ze nie przyszedl na dworzec i nigdy sie z nim nie pozegnalem. Mam w Warszawie naszego dawnego wspolnego kolege, ktory po dzis dzien mysli, ze to on Danka nie upilnowal.
Henryk D.
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Mon, 09 Mar 1998 19:19:02 -0500
From: Leon Szyfer <soleil@xxxx.com>
Subject: Re: Szpieg przyzwoity
Henry Dasko wrote:
HD> Przypomnial mi sie dzisiaj Chiune Sugihara - HD> japonski konsul w Kownie, ktory w sierpniu 1940 HD> wystawil Zydom (w wiekszosci polskim) 2139 HD> japonskich wiz tranzytowych. Wedle danych HD> japonskiego MSZ, 2132 osoby do Japonii dotarly, HD> przejechawszy cala Rosje i Bog wie co jeszcze.
Poznalem jednego z takich Zydow, ktory otrzymawszy wize od Sugihary pojechal do Japonii. Z Japonii trafil do Kanady. Tutaj zglosil sie na ochotnika do armii polskiej formowanej w Anglii. Razem z nim byla spora grupa Polonusow z USA, ktorzy po pierwszej walce szybciutko do Hameryki wrocili z pelnymi portkami. A Kazimierz Bem, muzyk, dzisiaj emerytowany profesor Royal Conservatory of Music, doczekal zwyciestwa w Europie i powrocil do Kanady.
Leon S.
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Mon, 9 Mar 1998 21:16:24 -0500
From: "hdasko" <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Slowa na tablicy
Jozek Zorski napisal o moich uwagach o Henryku Grynbergu:
JZ> [--] pasus "ale jest to przy tym pisarz JZ> madry",powoduje,ze odbiera sie w tym zakonczeniu jakoby JZ> ukryta dewaluacje lub pomniejszanie pisarza ktory pisze JZ> tylko o Zydach i antysemityzmie.Wiem,ze miales w JZ> podswiadomosci zydowski partykularyzm i ograniczenie JZ> pola widzenia,ale pokaz mi jednego zydowskiego pisarza JZ> ktory pisal o Zydach i antysemityzmie ,a przy tym nie JZ> byl pisarzem madrym.
Jozek, rozczarujesz sie. O podswiadomosc nalezaloby zapytac Julka, ale akurat myslalem nie o tym, co sugerujesz. To przeciez nie mialoby sensu - ocenianie pisarzy wedle tematyki ich ksiazek. Chodzilo mi o to, co lepiej wyrazil Janusz - ze Grynberg bywa pisarzem paradoksu i jego rozwiazania nie sa proste. Mysle tez, ze na tym wlasnie polega roznica pomiedzy pisaniem ksiazek a literatura. Wczesne tytuly Grynberga pamietam slabiej (wydawaly mi sie autowtorne), ale to wlasnie znalazlem w "Kadiszu" i dlatego m.in. tak cenie te ksiazke.
Wierze natomiast, ze nie temat czyni pisarza. Nie jestem znawca literatury o Zydach, ale przypuszczam, ze napisano o nas tylez marnych stron, co na kazdy inny temat. Mozna bez talentu pisac o Zagladzie i Panu Bogu, a z talentem - o wizycie u fryzjera. Przed wojna wychodzily w Polsce stosy marnych powiescidel zydowskich (bylo na to okreslenie, ktore nie calkiem pamietam, chyba "powiesci szundowskie"). W Stanach takie rzeczy tez pisuja pod schemat, mozesz to znalezc w kazdym sklepiku w Miami Beach. Cecha dobrych pisarzy jest to, ze n i e p o t r z e b u j a nosnego tematu. Jednym z moich ulubionych autorow jest (a raczej byl, bo umarl 10 lat temu) amerykanski pisarz Raymond Carver. Pisal o niczym. Czytalem jego opowiadania po kilkanascie razy i wiecej.
Zeby pisac madrze o Zydach, niekoniecznie trzeba byc Zydem, nawet w Polsce.
Stas Matwin przyslal mi swego czasu znakomita powiesc Wlodzimierza Pazniewskiego, zatytulowana bodajze "Tamte dni" - wlasnie o Zydach. Pazniewski mieszka na Slasku i do niedawna byl, jesli dobrze pamietam, redaktorem naczelnym "Trybuny Robotniczej", a z Zydami nie ma nic wspolnego. Jednym z najwiekszych dokonan we wspolczesnej literaturze polskiej jest niezwykla, urokliwa i jedyna w swoim rodzaju powiesc Pawla Huelle "Weiser Dawidek". Huelle, gdanszczanin, jest z pochodzenia Niemcem. Kazimierz Brandys, ktory za Zyda sie nie uwazal, jako mlody pisarz napisal nieslusznie dzis zapomnianego "Samsona", ksiazke gleboka i wzruszajaca.A jesli juz musimy po nazwiskach - to IB Singera uwazalem zawsze za pisarza daleko nienajwyzszych lotow, zarowno artystycznych, jak i intelektualnych. To naturalnie swiadczy zle nie o Singerze, tylko o moich gustach literackich, bo komitet noblowski na razie nie chce mnie sluchac, Singerowi dali, a kilku tym, ktorych uwazam za wielkich - nie.
Serdecznosci,
Henryk D.
To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Tue, 10 Mar 1998 23:03:46 -0500
From: "Wlodzimierz Rozenbaum" <xxxxxxxx@xxxxxxx.net>
Subject: Re: Marzec i Gomulka
Heniek, mysle, ze szalenie trudno byloby odseparowac polityczny antysemityzm Gomulki od jego osobistych uprzedzen. Zaczynasz od roku 1948, ale mozna wrocic do czasow przedwojennych, do okresu okupacji. Konflikty byly juz wtedy. W czerwcu 48 Gomulka wyglosil kiepsko zakamuflowany atak na SDKPiL i KPP (i posrednio uderzajacy w czlonkow pochodzenia zydowskiego). Mozna by nawet argumentowac, ze w tym okresie Gomulka uwazal sie za wiekszego staliniste niz Zydzi (stad jego listy do Stalina). Gomulke jednak atakowali nie tylko Zydzi. Jednym z jego najwiekszych wrogow byl Ochab, ktory wcale sie z tym nie kryl. Warto tez pamietac o Bierucie, Jozwiaku i innych. Gomulka umial sobie zrazac ludzi. Pamietasz o przemowieniu Gomulki na Kongresie Zwiazkow Zawodowych 19 czerwca 67. Wyglosil je bez uzgodnienia z Biurem Politycznym i natychmiast zostal skrytykowany za to przez Ochaba i Szyra. To byl poczatek kampanii anty-syjonistycznej.
Eisler wrozy z fusow, bo w sierpniu powolano w KC tajny zespol do spraw weryfikacji kadr kierowniczych w celu wyizolowania "syjonistow" i "rewizjonistow" (obydwa terminy byly uzywane na przemian i rownoczesnie kiedy chodzilo o Zydow). Na plenum Komitetu Warszawskiego Kociolek wydawal sie zaniepokojony kierunkiem kampanii, Kepa nie mial zadnych watpliwosci o jej slusznosci. W grudniu Kociolek wyladowal w Gdansku, Kepa zajal jego miejsce w Warszawie. Gomulka tego chcial. Kociolek byl do tego czasu jego pupilkiem. Bardzo wygodne jest tlumaczenie, ze Gomulka polegal tylko na materialach podsuwanych mu przez MSW poprzez Namiotkiewicza. Przede wszystkim, MSW od lat zajmowalo sie preparowaniem materialow na Zydow o czym Gomulka doskonale wiedzial. Moczar byl dla Gomulki bardzo uzyteczny. Gomulka stracil panowanie nad aparatem partyjnym, bo nie potrafil powstrzymac swojej irracjonalnej animozji do Zydow.
Kiedy jednak chodzilo o osoby mu bliskie badz te na ktorych mu z roznych powodow zalezalo potrafil je bardzo szybko i skutecznie obronic. Bo Gomulka moze byl manipulowany przez Namiotkiewicza w biurze, ale Gomulka byl rowniez odwiedzany w domu przez bliskie i szanowane przez niego osoby. Wiedzial wiec co sie dzieje.
Wyrazone to zostalo w poufnym liscie Egzekutywy Komitetu Warszawskiego PZPR p.t. "O niektorych aktualnych problemach w pracy partyjnej" w czerwcu 68. W tym liscie wymieniono konkretne wypadki "przegiec" w kampanii i o naprawieniu krzywd niektorym osobom, przewaznie Polakom. Mialem ten dokument w reku kiedy ukazal sie. Gomulka potrafil bez problemow wybronic Starewicza i Szyra, bo mu na tym zalezalo. To prawda, ze Gomulka nie wymyslil "rozwiazania problemu zydowskiego" w Polsce ale podobalo mu sie rozwiazanie i dal sygnal do kampanii. Jak mozna zapomniec piane na jego ustach 19 marca! Gomulka byl rasowym politykiem..........
Wlodek Rozenbaum
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Mon, 09 Mar 1998 15:28:45 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Slowa na tablicy
Mariana Solan wrote:
MS> Julek, MS> "Tu wiecej zostawili po sobie niz mieli" pisze MS> na tablicy. Parafraza Staszka "zostawili tu czesc MS> siebie" wydawala mi sie wystarczajaco jasna.
Grynberg pisal o sobie i wlasnych uczuciach, wiec Kama ma racje, ze warto go poprosic o interpretacje. Nigdy nie myslalem o nim jako o poecie, uwazam, ze jest swietnym prozaikiem - ale ta fraza mi sie podoba. Kazdy ja rozumie inaczej, a dla mnie znaczy dwie rzeczy - to, co zostalo i to, co zostawilismy.
Mysle, ze Grynberg widzi to przez pryzmat wlasnych doswiadczen. To jest pisarz goryczy, rozdarcia i oplakiwania. Wszystko, co czytalem - a "Kadisz" zrobil na mnie wstrzasajace wrazenie - to wlasciwie jedno wielkie lkanie. Co ciekawsze, Grynberg nie placze za utracona Arkadia dziecinstwa, jak to robi np. Konwicki. U niego tej Arkadii nie ma, wszystko jest mroczne i tragiczne - a jednak obsesyjnie do tego wraca. Jest to przy tym pisarz, ktory po trzydziestu latach w Ameryce nadal pisze po polsku, choc jego kultura jest bezsprzecznie zydowska, a obraz Polski w jego ksiazkach jest niedwuznacznie ponury. Przypuszczam, ze wlasnie o to chodzi w tym zdaniu umieszczonym na tablicy: pepowina, laczaca go z Polska okazala sie trwalsza od tragedii jego ojca, zamordowanego przez polskich chlopow, i silniejsza od jego wlasnych dramatow, ktorych przezyl wiele. W skrocie - to, co go z przeszloscia wiaze, bez wzgledu na swoj negatywny wymiar, okazalo sie w przeciagu jego zycia silniejsze od innych uczuc.
Jest tez sprawa tego, co zostalo. Nazwisko Grynberga przez wiele lat nie istnialo w obiegu publicznym, a jesli juz - to w jezyku i symbolice publicystow marcowych. To jest czlowiek trudny i zgorzknialy i przypuszczam, ze fakt jego oficjalnego nieistnienia w Polsce, wsrod ludzi mowiacych mowa jego ksiazek, odbil sie na nim ciezko. Ale w czasach komunistycznych ksiazki Grynberga do Polski przemycano, co chwila ktos blagal go o dodatkowe egzemplarze, zeby je tam zabrac albo wyslac. Kiedy powstaly podziemne wydawnictwa, zaczeto go wydawac, a po roku 1989 przywrocono mu range, na jaka zasluguje jako pisarz. "Drohobycz, Drohobycz" wyszedl w warszawskim wydawnictwie WAB, to jest mala, ambitna i prestizowa oficyna, nastawiona na awangarde literacka. Dziewczyny, ktore to wydawnictwo prowadza mialy po trzy lata, kiedy Grynberg wyjezdzal z Polski. Na jego wieczorach autorskich lzy w oczach maja nie tylko wiekowe Zydowki, ale takze mlodzi ludzie, ktorzy Zydow znaja tylko z jego ksiazek - i z antysemickich napisow na murach. Dla niego to wszystko musi byc przezyciem niezwyklym i mysle, ze te slowa sa takze o pamieci, ktorej wymazac sie nie da, i o cieniu wiekszym od przedmiotu, ktory go rzuca.
Grynberg pisze w swoich ksiazkach wlasciwie tylko o tragedii Zydow i o antysemityzmie. Ale jest to przy tym pisarz madry, ktory widzi swiat jako konstrukcje zlozona i niejednowymiarowa. To, mysle, jest w tych paru slowach umieszczonych na tablicy - bo inaczej nie zastanawialibysmy sie nad nimi.
Serdecznosci,
Henryk D.
To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Wed, 11 Mar 1998 08:06:29 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Zyd podziemny
Julian S. Bielicki wrote (o wizji Zyda u polskich antysemitow):
JSB> Ty i ja i nasza reszta, i Eisenstein albo JSB> Trotzki, nawet i Henio Dasko w tej typologii JSB> nie maja miejsca, ludzie sa bezradni co maja JSB> z nami robic, my nie egzystujemy w topologii JSB> kognitywnej Zydowstwa u gojow.
Mnie sie zdaje, Julek, ze to w Polsce troche inaczej wyglada. W wizji ks. Jankowskich, o ktorej pisal Janusz, dominuje tzw. Zyd podziemny. Jest to najgrozniejsza odmiana Zyda, cos w rodzaju wirusa HIV, w pelni odporna na dzialanie srodkow, ktorych normalnie sie do walki z plaga uzywa.
Zyd podziemny nie posiada zewnetrznych znakow identyfikacyjnych, normalnie Zydom wlasciwym (pejsy, czosnek, numer na przedramieniu, sposob mowienia przypominajacy plywanie stylem klasycznym, czyli zabka). Zyd taki ma zjawisko mimikry doprowadzone do perfekcji, poczynajac od nazwiska (Bielicki, Trocki, Michnik). Szczegolnie niebezpieczna jest zdolnosc Zyda podziemnego do wladania prawidlowo jezykiem narodu, ktory go w nieswiadomosci i szlachetnosci swojej przygarnal. Poniewaz Zyd podziemny, jak kameleon, przybiera takze i inne zewnetrzne cechy otoczenia, staje sie tym grozniejszy - wyobrazmy sobie wirusa HIV, przenoszonego droga bezgrzeszna. Dewastacja narodowego organizmu, jakiej potrafi dokonac Zyd podziemny jest wszystkim znana i nie musze poswiecac jej dodatkowego miejsca. Jako jeden z nielicznych na swiecie, Kazdy Prawdziwie Patriotyczny Narodowy Katolicki Polak wyposazony jest przez p.B. w zmysl - a moze nawet organ - specjalny, sluzacy do wykrywania Zyda podziemnego. Wsrod odmian Zyda podziemnego najgrozniejszy jest Zyd z piorem, albo, co gorsza, Zyd z mikrofonem. Bardzo chcialbym o tym jeszcze pisac, ale sie spiesze. Moze Janek dokonczy?
Henryk D.
To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Wed, 11 Mar 1998 11:32:17 PST
From: "Boris Lasman" <borislasman@xxxxxxx.com>
Subject: Re: Zyd podziemny
Henryku, czy opierasz swoja, sluszna zreszta, teorie "Zyda Podziemnego", (a nie tylko "Wiecznego Tulacza", ale i "Wiecznego Konspiratora i Wroga Chrzescianstwa") m.i. na naukowej pracy p.t. "Protokoly Medrcow Syjonu"?
Twoja teza nareszcie wyjasnila mi, czemu moi rodzice przylaczyli sie do odzialu partyzantow: przeciez to rzec naturalna dla Zyda Podziemnego, aby w sposob perfidny, z zasadzki, potajemnie mordowac Chrzescian-Niemcow. Chcilbym tu dodac, ze pewnikiem Zyd jest zawszec grozny, czy to uzbrojony w pioro i mikrofon, czy tez pod bronia!
Ciao, b.l.
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Wed, 11 Mar 1998 08:42:54 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Lista Gazety Wyborczej
Gazeta Wyborcza szykuje liste "strat kultury polskiej po Marcu 68". Leon Sz. zwrocil wczoraj uwage, ze dzielenie naszej emigracji na osoby zasluzone i niezasluzone nie jest najbardziej fortunnym pomyslem. Dokladnie to samo powiedzial mi Henio Kaye w rozmowie telefonicznej.
Skontaktowalem sie z Gazeta Wyborcza. Dziennikarka przygotowujaca material stwierdza z cala stanowczoscia, ze lista nie jest ograniczona ani do Zydow, ani do Marca w sensie konsekwencji, jakie mial dla nas. Traktuja te date umownie, jako rodzaj cezury czasowej i zamierzaja tam wlaczyc nazwiska tych wszystkich, ktorzy opuscili Polske w ostatnich latach Gomulki i wczesnych latach Gierka. Faktem jest, ze na projekcie listy, ktora Ilek Mlodszy nam rozeslal, jest sporo nazwisk - nie wiem jak to wlasciwie nazwac - aryjskich.
Henio i Leon maja racje - jakby na to nie patrzec, to nie jest dobry pomysl. Sila rzeczy musi sie tam znalezc moc nazwisk z naszej emigracji, bo istnieja opublikowane dane MSW, wyszczegolniajace osoby z zakresu nauki i kultury, ktore zlozyly podanie na wyjazd do 31 sierpnia 1969. W ten sposob na liscie znajda sie Slawomir Mrozek, Leszek Kolakowski i towarzyszka Pipscikowska z redakcji "Wsi socjalistycznej", a kol. Apfelbaum z Bialegostoku, ktory wyjechal jako student i na Zachodzie wydal osiem ksiazek - nie. Tym niemniej, Gazeta podkresla, ze nie jest ich intencja wprowadzanie jakichkolwiek podzialow czy stwarzanie skali wartosci.
Henryk D.
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Wed, 11 Mar 1998 10:43:57 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Nazwiska aryjskie i lista Gazety
Niejasno sie wyrazilem, nieporozumienie. Nie mialem na mysli niczyich nazwisk - chcialem powiedziec, ze Gazeta na swojej liscie umieszcza nie tylko Zydow, m.in. Grzedzinskiego, Mrozka, Lisiecka etc.
Henryk D.
To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Wed, 11 Mar 98 18:31:16 PST
From: "Janusz Weiss" <jweiss@xxx.xxx.pl>
Subject: Re: Zyd podziemny
Zyd podziemny dlugo kluczyl, zanim przybral postac ostateczna (?).
Znany jest kamuflaz pod nazwa: Zyd polny, dostatecznie jednak wczesnie rozpoznany pod siermiega, w lapciach, z glutem u nosa. Znane sa jeszcze bardziej wyrafinowane, na szczescie odosobnione przypadki kamuflazu niemal doskonalego: Zyd polarny, w osobach malzenstwa Centkiewiczow. Mlodziez jedynie-polska powinna wprawiac sie w rozpoznawaniu Zyda podziemnego. Przydatne tu sa zjazdy tychze, odbywane z okazji waznych dla Zyda: rocznice, obchody, pogrzeby itp. Zyd, z natury sentymentalnym bedac, nie przepusci takich okazji, by sie gromadzic, z innymi Zydami spotkac. Warto wiec przyjrzec sie Zydowi przy okazji takich okazji. Dostrzec mozemy, jak mylace jest mniemanie, ze Zyd (o czym juz byla mowa w pracy: H. Dasko, "Zydowie a czosnek i cebula - ksiazka kucharska") to osobnik czerniawy, z haczykowatym nosem, wydzielajacy won czosnku badz cebuli. Nic bardziej mylacego! Otoz Zyd podziemny moze miec wyglad... kazdego z nas! Co naturalnie nie znaczy, ze kazdy z nas, jedynie-polakow moze byc Zydem, choc w pewnych srodowiskach i tak sie uwaza (sic!).
To ja tyle, kto dalej?
Janusz Weiss
JSB>> my nie egzystujemy w topologii JSB>> kognitywnej Zydowstwa u gojow.
To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Wed, 11 Mar 1998 17:59:28 +0900
From: Josef Zorski <josef@xxxxxxxxx.se>
Subject: Re: Zyd podziemny
HD> [...] Dewastacja narodowego organizmu, HD> jakiej potrafi dokonac Zyd podziemny jest HD> wszystkim znana i nie musze poswiecac jej HD> dodatkowego miejsca.
Trafiles w sedno antysemityzmu nowoczesnego,Heniu. Ten proces strachu przed Zydami ktorych nie mozna rozpoznac,rozpoczal sie juz w koncu XVIII wieku.Pamietasz chyba "Chor Przechrztow" u Krasinskiego. szczegolnie jednak na Zachodzie nastapila konsternacja, gdy po upadku mur gettowych nastepna generacja pojawila sie nie tylko w europejskich ubraniach,ale i na pozycjach lekarzy,adwokatow i bankierow,nie mowic o dziennikarzach i wydawcach ksiazek. Ciekawe jest,ze ten proces paranoidalnej obawy przed "obcymi",jest doskonale rozumiany i tlumaczony przez nie-Zydow,natomiast nie trafia do percepcji Zydow. Co ciekawsze,judeofobia nie bierze pod uwage faktu,ze wiekszosc obiektow strachu przestaje uwazac samych siebie za Zydow,lub w wyniku malzenstw z otaczajacym narodem dawno zatracila identyfikacje z tzw "zydostwem".
Ja osobiscie mialem "komiczna" przygode w Sosnowcu,gdy w 1969 r "zdawalem" ksiazeczke wojskowa na komendzie miejskiej (wojskowej,to mialo jakas nazwe)Przed wyjazdem trzeba bylo przeciez oddac ksiazeczke,jako student szkolony (mielismy wojsko raz w tygodniu na akademii medycznej,dziewczyny tez) Wiec stoje (w cywilu) przed grubym majorem,a on kartkuje w mojej ksiazeczce. "Dokad wyjezdzacie"? "Do Izraela obywatelu majorze". W pokoju stal jeszcze jakis st.szeregowy ktory ostrzyl bodajze olowek, i jakas cywilna panna pisala na maszynie.Przestala pisac,a szeregowy gapil sie na mnie. Zapadla cisza,i konsternacja. Major patrzal sie na mnie pustym raczej spojrzeniem. "Jak ich cholera rozpoznac",powiedzial ni to siebie,ni to do swojego personelu,ni to do mnie. "Jozef,syn Zygmunta,Zorski.."mowil ni to do siebie,ni do ksiazeczki. "Zygmunt..syn Jana i Rozalii..",wycedzil. Patrzal sie na mnie.Stalem i patrzalem sie w niego cielecym spojrzeniem, na bacznosc (nie wiem dlaczego,bo bylem w cywilu przeciez) "Zolte gwiazdy",przelecialo mi przez glowe. St.szeregowy przesunal sie zpod okna i rzucil do majora-"Jozef znaczy Josek!" "Jankiel i Roza",pomyslalem o rodzicach ojca. Major odwrocil sie,cos tam przysteplowal,juz nie pamietam co jeszcze powiedzial,cos dostalem,poszedlem. Idac,dziwilem sie troche,ze mnie nie rozpoznal,z moim wygladem. Ale byl mlody,wychowanek PRL,wiec nie rasista. Na zajutrz mial isc moj Ojciec,aby zdawac swoja ksiazeczke. tam bylo zas napisane,ze przeszedl kampanie wrzesniowa,jakie bitwy i inne duperelki,ktore ojciec mial tam wpisane.Nie bylo tylko,ze byl plutonowym podchorazym w tej przegranej armii,bo na wszelki wypadek ukryl ten fakt po 1945 r.Pisalo pamietam,ze byl plutonowym. (Kiedy jego pulk,73 plk piechoty rozbity zostal ostatecznie w ostatnich dniach wrzesnia,nie mial juz,ani on ani nikt inny srebrnych zygzakow. Wszyscy zerwali je troche wczesniej,17 wrzesnia,kiedy radzieckie kukuruzniki zrzucaly nad pulkiem ulotki "zolnierze,bijcie i mordujcie waszych oficerow.Nadeszla godzina wolnosci" Wiec i podoficerowie zrywali.(Moze to i uratowalo mu zycie,gdy po wzieciu do niewoli Niemcy pytali kto jest Zydem.Rozstrzeliwali od razu za chalupa. Jego lubiano,nie mial wrogow,wiec nikt nie powiedzial,ze jest jude. Nie wszyscy mieli takie szczescie.) No wiec moj ojciec pojdzie do tego majora jutro.On mu pokaze.Delektowalem sie mysla.Opowiedzialem cala historie tacie. Nazajutrz zapytalem niecierpliwie,no jak,powiedzial Ci cos ? Nie,powiedzial tylko "bilo sie Niemcow,co"? A co Ty mu powiedziales.? Ja powiedzialem,kto bil to bil,pan chyba nie bil. I co dalej,co mu jeszcze powiedziales,powiedziales cos w zwiazku ze mna!? Tato popatrzal sie na mnie i pokiwal w zamysleniu glowa,poznawalem juz jego spojrzenie,i jego mysli: "Oj Josele,Joselelejbm,ty niepoprawny glupi harcerzyku". A mialem juz przeciez 22 lata.
Josef Zorski
To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sun, 22 Mar 1998 09:50:30 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Nie tylko o Grynbergu
No, odetchnalem. Okazuje sie, ze moja obecnosc nie jest niezbedna do awantur.
Pare slow o mowie Henryka Grynberga ["Rachunek za Marzec" wygloszony podczas obchodow 30-lecia rocznicy Marca 1968 w Sztokholmie, przedrukowany potem we WPROST 15iii1998, s. 30-31]. Reakcja Wieska, wedlug mnie merytorycznie sluszna, wydaje mi sie po czesci nieporozumieniem. To, co Grynberg napisal we "Wprost" mozna bylo w identycznej formie przeczytac w jego ksiazkach, pisanych na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat. Zarzut, ze nie przezyl Marca w Polsce i w zwiazku z tym wie o tym malo jest rownie bezzasadny. Grynberg nie jest dzialaczem politycznym czy spolecznym, nie jest historykiem, nie jest nawet publicysta - jest pisarzem, autorem jednego, obsesyjnie powtarzanego tematu - martyrologii Zydow, i to bynajmniej nie ograniczonej do Holocaustu. Jego stosunek do swiata, a nie tylko do Polakow, opiera sie na schemacie "my i oprawcy", a czasami - "ja i oprawcy". Przyjaciolka Grinbusow nie jest ani antysemitka, ani idiotka - w podobny sposob na Grynberga reaguje wielu porzadnych ludzi, ktorzy w jego pisarstwie widza oskarzenie Polakow en gros, i po trosze trudno im sie dziwic.
Prawda jest taka, ze Polacy funkcjonuja u Grynberga jako tzw. "wytrych literacki", spelniajac funkcje po czesci umowna. Grynberg jest autorem swietnej i dramatycznej ksiazki "Kadisz", ktorej akcja dzieje sie w USA, i gdzie tradycyjne miejsce "zlych" w jego utworach zajmuja juz to rdzenni Amerykanie, juz to sami Zydzi. Ale nie kazdy to czytal i nie kazdy pamieta. Przy tym Grynberg to nie Havel - u niego co slowo, to siekiera. Mysle, ze nienajszczesliwiej sie stalo, ze to wlasnie jego postawiono przed mikrofonem - ale przy takich okazjach ciagle pokutuje symbolika "inzynierow dusz" i od pisarza oczekuje sie prawd objawionych. Z tego wynikaja nieporozumienia, bo pisarze - nie zawsze, ale czesto - artykuluja w wystapieniach publicznych swoja literacka wizje swiata, ktora sila rzeczy musi sie roznic od rzeczywistosci. Prowadzilem kiedys dyskusje z Leonem R. na temat Juliana Tuwima, zahaczajaca o ten sam temat.
W swiecie literackim istnieje traktowane nie calkiem serio pojecie "wlasciciela Holocaustu". Powiedzenie to ukuto bodajze dla Elie Wiesela, ale w Polsce uzywa sie go takze w odniesieniu do Grynberga. W obu wypadkach chodzi o autorow, ktorych tragedia osobistego doswiadczenia utwierdzila w niezachwianym przekonaniu, ze tylko ich wlasna wizja swiata, historii i cierpienia jest wizja sluszna. Mialem kiedys z Grynbergiem ostre i publiczne starcie, kiedy napisal, ze "Malowany ptak" Kosinskiego "nalezy bardziej do tradycji opowiesci o sierotce Marysi niz o Holocauscie, a zaliczanie tej ksiazki do literatury holocaustowej jest nonsensem." To jest w ogole czlowiek kontrowersyjnych opinii, ale przy tym swietny pisarz. Krysia, Wlodek i Gabrys w roznych slowach wspominali, ze brakuje swiadectw jednostkowych, wizji Marca innej od tej skompilowanej przez historykow. To sie wiaze po czesci z wystapieniem Grynberga, ktorego wsrod ludzi piora nie bardzo mial kto zastapic. Prawda jest taka, ze nasze pokolenie - zarowno Zydzi, jaki i Polacy - wlasciwie nie wydalo z siebie prozaikow. Grynberg, urodzony w 1936 roku nalezy do ostatniej generacji polskich pisarzy, po ktorych na dlugie lata proza uschla. Nieopisany jest nie tylko Marzec, ale nawet powojenne doswiadczenie Zydow polskich, choc wsrod naszej emigracji jest ogromny procent ludzi wyksztalconych i sprawnie wladajacych piorem. Nie calkiem rozumiem przyczyne tego stanu rzeczy, ale polskich prozaikow w naszym wieku prawie nie ma (choc sa poeci).
O "Wprost". Mozna miec zastrzezenia do takich czy innych szczegolow ich rocznicowej publicystyki - wystapienie Grynberga, nie zawsze rozsadne stwierdzenia J.S. Maca (np. obrazliwe i krzywdzace ustawienie Zygmunta Broniarka w jednym szeregu z Kakolem i Gontarzem), jezyk, moim zdaniem nie zawsze pasujacy do pisma, stawiajacego sobie za misje obieektywna informacje. Przy tym wszystkim uwazam, ze zrobili dobra robote, bo przypomnieli, szeroko, wielowymiarowo i emocjonalnie, doswiadczenie Marca.
Dostalem z Polski troche wycinkow z roznych pism, m.in. z "Rzeczypospolitej" i musze powiedziec, ze jestem zaskoczony rozmiarem informacji, a takze jej temperatura. Zostalo to potraktowane w sposob niezdawkowy, zamieszczono wiele waznych i ciekawych tekstow, telewizja nadala serie programow. Marek Krol, naczelny "Wprost" jest bylym dzialaczem komunistycznym, Piotr Aleksandrowicz, naczelny "Rzeczypospolitej" nalezy do pokolenia od nas mlodszego, w TV rzadza ludzie jeszcze mlodsi, o przekonaniach czesto prawicowych. Doceniam role Goldy i Leszka, ktorzy niezaleznie od siebie stali sie spiritus movens roznych aspektow tych obchodow. Ale przy tym wydaje mi sie niewatpliwe, ze po raz pierwsze polskie media, a przynajmniej znaczna ich czesc, same, z wlasnej inicjatywy zapragnely zajac sie Marcem. Mysle, ze warto o tym pamietac i warto tez zrozumiec, ze dzisiejsza Polska i Zydzi to nie tylko napisy na murach.
Pozdrawiam,
Henryk D.
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 22 Mar 1998 09:25:07 +0100
From: Josef Zorski <josef@xxxxxxxxx.se>
Subject: sprawa Hollanda
Ludwika Wujec wrote:
>> Od: Stan Matwin : SM>> (...) SB przeprowadzilo rewizje u Hollanda, SM>> zdaje sie ze bylo to przy Alei Szucha w Wwie. LW> Nie w Alei Szucha (wtedy I Armii WP) ale na ul. LW> Nowotki (teraz Andersa). SM>> Pogrzeb Hollanda byl dla czesci bardziej liberal- SM>> nych komunistow manifestacja poczucia zagrozenia SM>> i zniechecenia. Gomulka, dowiedziawszy sie o tym, SM>> powolal speckomisje, ktora przesluchiwala wszystkich SM>> uczestnikow pogrzebu, domagajac sie wyjasnien. LW> M. in. pytala (wedlug relacji Romany Granas), kto LW> zaintonowal Miedzynarodowke SM>> No i tyle, SM>> Staszek Ludka
No,moze nie tylko dlatego.Przeciez Holland byl centralna postacia w gigantycznym procesie ktory przygotowywala grupa parytzancka w MSW. Juz zanim H.wyskoczyl,przesluchiwano masowo,razem ok.300 osob. Opowiadala mi o tym osoba,ktora przesluchiwana byla w tym samym dniu kiedy H.zginal.Ten czlowiek(moj rozmowca)przesluchiwany byl tylko przez 15 min.
Cala historie montowano w MSW juz dawno,i kiedy aresztowano plk B. ktory byl attache wojskowym w Japonii,pod zarzutem szpiegostwa,to juz sprawa toczyla sie na calego.B.dostal przeciez kare smierci,i umarl pokrotce w wiezieniu.Zarowno B. jak i Holland,jak i moj rozmowca,no i wielu innych na liscie proskrepcyjnej MSW byli jako mlodzi ludzie czlonkami Haszomer Hacair w przedwojennej Warszawie,niektorzy jako 13 latkowie. MSW przygotowywalo gigantyczny proces pokazowy,prawdziwy pogrom o wielkich rozmiarach.
Nie wiadomo,czy smierc Hollanda nie pokrzyzowala tych planow. Moj rozmowca opowiadal mi,ze zona Hollanda pokazala mu odpis tasmy magnetofonowej z przesluchania meza.
Wynikalo z niej,ze oficerowie sledczy byli zaskoczeni,zdezorientowani, i w panice,w pierwszych sekundach i minutach po wyskoczeniu H. faktem jest tez,ze teorie o zamordowaniu H.tez sa aktualne,vide np ksiazke Banasia "Scapegoats".
Moj rozmowca byl przekonany,ze H naprawde wyskoczyl sam,w stanie rozpaczy i chwilowej utraty psychicznego balansu.Rozumial ogrom potwornej antysemickiej akcji przygotowywanej przez moczarowcow,i to go moze zlamalo.Moj rozmowca spotkal Hollanda dzien wczesniej,i nie zauwazyl zadnych oznak depresji czy tez umylowego braku balansu. Dodac tez mozna,ze Gomulka sam bal sie tej historii(tzna montowania procesu i oskarzen przeciwko "syjonistom" bo wiedzial,ze godzi to i w niego.
Wydaje mi sie,ze sprawe Marca nalezy tez widziec przez pryzmat tego spisku MSW przeciwko zydowskim komunistom i pracownikom aparatu i wywiadu polskiego.Moczarowcy szykowali pogrom ktorego odpowiednika nie byl w historii.Przeprowadzili go potem,ale juz o innym charakterze.
Jozek Zorski
PS Pisze B. bo nie jestem pewien,czy nazwisko bylo Bryn,zapomnialem po prostu.
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 22 Mar 1998 10:37:38 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Kabaret Pietrzaka
stefan.burg@xxxxxxxxx.com wrote:
SB> Nie wiem, czy ktos jeszcze pamieta oslawiona SB> telewizyjna "szopke noworoczna" z sylwestra SB> 1967/68. Miedzy innymi ze Stuermerowskim SB> wizerunkiem Moshe Dajana. Autorzy: Lech SB> Moczulski (tak, ten z redakcji STolicy, a potem SB> KPN!) oraz - wlasnie - Jan Pietrzak.
Stefan, to chyba nie tak. To nie Pietrzak byl autorem tych slow. Marek Gronski pisal we wspomnieniach o kabarecie "Pod Egida", zalozonym na poczatku 1968 i kierowanym przez Pietrzaka:
"... nie chcial pisac telewizyjnych szopek, gdzie kukielka Dajana spiewala: 'Mosze, nasze Mosze'..."
Niewykluczone, ze byl wspolautorem szopki, ale zarzucanie Pietrzakowi jakichkolwiek antysemickich skrzywien jest absolutnie nieprawdziwe. Tu ktos jeszcze o nim pisal w dosc pejoratywnych slowach. Pietrzak istotnie miewa populistyczne ciagoty i po sukcesie lat 80-tych, kiedy "Zeby Polska byla Polska" o malo nie stalo sie nowym hymnem narodowym, ciut mu uderzylo do glowy - ale ludzie, ostrozniej z tym ferowaniem wyrokow. To jest czlowiek, ktory ma ladna i czysta karte z lat siedemdziesiatych i osiemdziesiatych, a kabaret "Pod Egida" to caly rozdzial kultury tamtego dwudziestolecia.
Best,
Henryk D.
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 22 Mar 1998 10:40:33 -0500 (EST)
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: sprawa Hollanda
Josef Zorski wrote (o sprawie Henryka Hollanda, ktory w trakcie przesluchania i rewizji prowadzonych przez SB w grudniu 1961 wyskoczyl, badz zostal wyrzucony przez okno wlasnego mieszkania):
JZ> [...] Wydaje mi sie,ze sprawe Marca nalezy tez widziec JZ> przez pryzmat tego spisku MSW przeciwko zydowskim JZ> komunistom i pracownikom aparatu i wywiadu polskiego. JZ> Moczarowcy szykowali pogrom ktorego odpowiednika nie JZ> byl w historii. Przeprowadzili go potem,ale juz JZ> o innym charakterze.
To jest, Jozek, legenda. Proby zorganizowania takiego procesu w 1961 nie bylo i byc nie moglo, o czym ponizej. W listach na ten temat laczy sie kilka roznych, choc oczywiscie zwiazanych ze soba spraw. Wlodek Rozenbaum opisal biografie Henryka Hollanda, wiec ja tylko dodam troche tla calej historii.
1. Tajny referat Chruszczowa. Hollanda aresztowano w grudniu 1961 i nie mialo to nic wspolnego z przekazaniem kopii tzw. "tajnego" referatu Chruszczowa z XX zjazdu na Zachod. Chruszczow wyglosil swoj referat w lutym 1956, czyli blisko szesc lat wczesniej.
Referat Chruszczowa istotnie przeciekl na Zachod przez Polske, ktora w tamtym okresie byla najbardziej liberalnym ogniwem obozu. W Warszawie mialy swoja siedzibe biura wiekszosci korespondentow zachodnich dziennikow, a przede wszystkim "Le Monde" i "The New York Times". Korespondentem "Le Monde" byl wspomniany juz Philippe, czyli Filip, Ben, polski Zyd, a dla "NYT" pracowal wtedy Sidney Gruson, dziennikarz wybitny, o wielkim zrozumieniu bloku komunistycznego i takichz kontaktach. Zona Grusona byla piszaca po dzis dzien w "NYT" Flora Lewis, swietna komentatorka polityczna. Zarowno Ben jak i Gruson mieli liczne kontakty, i to nie tylko w polskim aparacie wladzy - Gruson np. grywal w tenisa z ambasadorem radzieckim.
Jest kilka wersji przecieku referatu Chruszczowa, ktory w Polsce rozpowszechniono kanalami partyjnymi w nakladzie co najmniej 3000 egzemplarzy. Chruszczow strescil tez swoj referat w Polsce na wpol publicznie, na szostym plenum KC, w marcu 1956, a wydrukowany dokument byl ogolnie dostepny wsrod dzialaczy partyjnych i funkcjonariuszy administracji nawet sredniego stopnia. Byl to niby "druk scislego zarachowania", ale w atmosferze 1956 nikt sie tym nie przejmowal i ta broszurka nawet dzis jest w miare latwo dostepna. Opisuje to, zeby bylo jasne, ze w szesc lat pozniej nie mozna bylo o to nikogo oskarzac. Na Zachod przedostalo sie zapewne kilka egzemplarzy broszurki, i to bardzo szybko, z tego czesc kanalami dziennikarskimi, przez Grusona i Bena.
2. Co i komu mial powiedziec Holland. Hollanda przesluchiwano dwukrotnie. Po raz pierwszy wczesna jesienia 1961, jako swiadka w sprawie o szpiegostwo, dotyczacej trzech oficerow WP. Sprawe umorzono, Hollanda przesluchano jeden raz, oficerow wypuszczono. Chodzilo o "przeciek za granice tajnego dokumentu". Nie wiadomo, jaki to mial byc dokument, ale z referatem Chruszczowa z 1956 nie mial nic wspolnego.
Na XXII zjezdzie KPZR, w 1961 roku, Chruszczow opowiadal w kuluarach szczegoly likwidacji Berii. Wersji krazylo przedtem kilka, a prasa zachodnia pisala o tym od 1954 roku, ale szczegoly podane przez Chruszczowa byly pikantne. Uslyszal je w Moskwie Gomulka, ktory po powrocie do Warszawy opowiedzial to Arturowi Starewiczowi, podowczas jednemu z najblizszych sobie ludzi. Starewicz powtorzyl historie m.in. Stanislawowi Brodzkiemu, wtedy zastepcy naczelnego tygodnika "Swiat" i jego zonie, dziennikarce Irenie Rybczynskiej. Rybczynska, ktora zyje do dzis, jest matka Agnieszki Holland i Magdy Lazarkiewicz. Byla tez pierwsza zona Henryka Hollanda, ktory utrzymywal z nia i z Brodzkim przyjacielskie stosunki.
O Hollandzie pisza roznie, niektorzy bardzo cieplo i pozytywnie, inni - mniej. Faktem jest, ze srodowisko dziennikarzy partyjnych w Warszawie w poczatku lat szescdziesiatych bylo dobrze poinformowane i stamtad plynelo na Zachod sporo informacji. Holland niezbyt madrze opowiedzial historie smierci Berii w mieszkaniu Jeana Wetza, owczesnego korespondenta "Le Monde", z ktorego zona, Alicja Zawadzka, przyjaznil sie. Wetz mieszkal w pensjonacie "Zgoda", wybudowanym specjalnie dla cudzoziemcow mieszkajacych czasowo w Warszawie i zapewne wyposazonym w urzadzenia do podsluchu. Sprawa wrocila bumerangiem do Gomulki i Hollanda aresztowano 19 grudnia 1961. W dwa dni pozniej zginal podczas rewizji w mieszkaniu w Alejach Jerozolimskich (a nie na Szucha czy Nowotki). Szczegoly smierci Hollanda pozostaja nieznane, nie wiadomo, czy go z okna czwartego pietra wyrzucono, czy popelnil samobojstwo, czy tez - rownie prawdopodobne - byl to "wypadek prz pracy" SB, np. grozacej Hollandowi, ze go wyrzuca.
3. Sprawa "gigantycznego procesu", czyli rozmowca Jozka Zorskiego.
Jozku, to jest nie tylko nieprawdziwe, ale absolutnie nieprawdopodobne i ahistoryczne. Grupa partyzancka w roku 1961 jeszcze nie calkiem okrzepla, a jej kluczowe postaci (np. pulkownik Teodor Kufel) nie osiagnely jeszcze stanowisk, ktore umozliwily im pozniejsza batalie. Centralny aparat partyjny, a po czesci i gora Sluzby Bezpieczenstwa, byly na poczatku lat 60-tych wciaz jeszcze czesciowo podzielone i tzw. "liberalowie" mieli nadal wplywy. Sprawa Hollanda stanowila bezsprzecznie wazny moment i stala sie katalizatorem ofensywy partyzantow - ale nie ze wzgledu na rzekomo przygotowywany proces, tylko na pogrzeb Hollanda.
Pogrzeb, dokladnie opisany w raporcie Sluzby Bezpieczenstwa, mial dwa wymiary. Zebralo sie tam ponad 200 osob, w znacznej czesci ludzi, jak i Holland, zwiazanych od lat z ruchem komunistycznym. Ludzie ci wiazali ogromne nadzieje z pazdziernikiem 56, a smierc Hollanda stala sie dla nich ilustracja niereformowalnosci rezymu i w jakims sensie takze pogrzebem dawnych idealow. Po latach stalinizmu smierc przyjaciela i towarzysza miala w tym srodowisku bardzo szczegolny i symboliczny wymiar.
Dla Gomulki i jego otoczenia pogrzeb Hollanda, z odspiewana "Miedzynarodowka", byl ilustracja frakcyjnosci wewntrzpartyjnej, istnienia rewizjonistycznej hydry, zydokomuny, czy jak kto woli to nazwac. W pogrzebie uczestniczyli ludzie b. zasluzeni, m.in. prof. Oskar Lange, ktory wtedy byl wiceprzewodniczacym Rady Panstwa, generalowie Juliusz Hibner i Jerzy Zarzycki, Jerzy Morawski, do niedawna sekretarz KC. Powolano powazna komisje Biura Politycznego do rozmow z uczestnikami pogrzebu, a w jej sklad wchodzili Gomulka, Cyrankiewicz, Kliszko, Nowak i Strzelecki. Komisje kontroli partyjnej nizszych szczebli indagowaly wielu obecnych, udzielono licznych nagan i kar partyjnych.
To wszystko jednak nie ma nic wspolnego z jakimkolwiek masowym procesem czy pogromem. Sprawa pulkownika Jerzego Bryna, o ktorej wspominasz, nalezy do zupelnie innej teczki. Bryn byl istotnie attache wojskowym w Japonii, podejrzanym i oskarzonym o wspolprace z wywiadem izraelskim. Mialo to zwiazek z wpadka dwunastu agentow polskiej siatki szpiegowskiej na Zachodzie i rownoczesna ucieczka Bryna. Polskie sluzby specjalne porwaly zone Bryna we Francji i przywiozly ja sila do Polski, po czym Bryn wrocil. Zostal skazany na kare smierci, zamieniona nastepnie na dozywocie. Dalszych jego losow nie znam, ale Bryn byl kadrowym pracownikiem polskiego wywiadu i nie nalezy bezposrednio laczyc jego historii z polityczna walka w aparacie partyjnym.
O ile wiem, historia o transkrypcji zapisu magnetofonowego z przesluchania Hollanda, znajdujacej sie w rekach Ireny Rybczynskiej jest nieprawdziwa. Nie oznacza to, ze reakcje funkcjonariuszy SB nie mogly tak wlasnie wygladac. Na ksiazce Banasia "Scapegoats" tez bym specjalnie nie polegal, bo od czasu jej wydania ukazalo sie wiele lepszych i dokladniej udokumentowanych opracowan.
Twoj rozmowca, Jozek, konfabuluje. Przenosi zywcem sowiecki scenariusz z przelomu lat 40-tych i 50-tych do PRL w ponad dekade pozniej. Nie bylo przygotowan do mega-procesu czy tez mega-pogromu. Jak slusznie zauwazasz, pogrom istotnie sie odbyl, przy pierwszej nadarzajacej sie okazji, a Ty i ja bralismy w nim udzial; dzieki temu mam nieklamana przyjemnosc korespondencji z Toba. Pisze to nie dlatego, zeby bronic moczarowskich partyzantow, tylko gwoli historycznej prawdzie. Byl to system wystarczajaco nikczemny i dodatkowych diablow nie nalezy wymyslac.
Serdecznosci,
Henryk D.
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 22 Mar 1998 10:40:58 -0500 (EST)
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Warto przeczytac!
Marek Web wrote (o komisji, przesluchujacej uczestnikow pogrzebu Hollanda):
MW> Ja to tez gdzies czytalem, ale nazwiska nie moge
MW> sobie przypomniec, chyba jednak byl to ktos bardziej
MW> ogolnie znany niz Leonard Finkielsztajn. Wersja
MW> ktora ja znam byla ociupine inna, ale ta "ociupina"
MW> jest w tym przypadku tak samo wazna jak slawny
MW> telegram Trockiego. Otoz ow czlowiek zapytany
MW> dlaczego byl na cmentarzu w czasie pogrzebu
MW> Hollanda mial odpowiedziec, bez zdziwienia
MW> i lakonicznie:
MW> -Bo umarl.
[--]
Marek ma racje, cytowano to dokladnie tak. Tez nie pamietam kto, zdaje sie, ze ktos ze swiata literackiego. Pawel Hoffman?
Henryk D.
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 22 Mar 1998 17:53:51 -0500
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Re: sprawa Hollanda
Jozek,
Kilka dodatkowych uwag.
1. Sprawa Hollanda byla poprzedzona kilkoma duzymi niepowodzeniami polskiego wywiadu i kontrwywiadu i Gomulka oraz "miecz partii" MSW poczuly sie zmuszone zadzialac, zeby odstraszyc innych. Wpadka Jerzego Bryna nalezala do tej serii (Heniek D. juz o nim wspomnial).
2. O sprawie Hollanda bardziej wiarygodne sa zrodla archiwalne we wspomnianym przeze mnie "Gomulka i inni" niz Banas.
3. MSW nie przygotowywalo sie do pogromu, ale Departament III MSW zajmowal sie inwigilacja mniejszosci zydowskiej i pelna identyfikacja osob pochodzenia zydowskiego w Polsce. Chodzilo przede wszystkim o odsuniecie Zydow od stanowisk "wymagajacych afirmacji narodowej," czyli kierowniczych. Robiono to stopniowo do 67 roku. O kulisach tego planu pisal Andrzej Werblan w "Przyczynku do genezy konfliktu" (Miesiecznik Literacki, lipiec 68).
4. Sprawa Hollanda nie miala nic wspolnego ze "spiskiem MSW przeciwko zydowskim.....pracownikom wywiadu polskiego," bo takich wtedy mozna bylo na palcach policzyc. W samym MSW tez juz rozpoczeto pozbywanie sie resztek Zydow, ocalalych po masowych pazdziernikowych czystkach. Liberal Alster, chociaz wiceminister, nie mial wiele do powiedzenia i zrezygnowal wkrotce po smierci Hollanda (zostal wiceministerem Gospodarki Komunalnej i zabral sie za rysowanie weglem (mial spory talent w tym kierunku). Natomiast w wojsku tow. gen. Grzegorz Korczynski dzialal szybko i skutecznie w kierunku usuniecia Zydow w wywiadzie i kontrwywiadzie dzieki swojej pozycji, kontaktom i autorytecie (bardzo sprawnie pomagal mu gen. Teodor Kufel, jako zastepca szefa WSW, a od 65 szef).
5. I tak doszlismy do Korczynskiego, ktorego wspominalo kilka osob. Mozna o nim dlugo..... Ale sprobuje sie streszczac: Prawdziwe nazwisko - Stefan Kilanowicz. Urodzony w 1915 w Warszawie. Stary KPP-owiec. Walczyl w Hiszpanii, m.in. na stanowiskach dowodczych. Mowiono, ze odznaczal sie duza odwaga ale i sklonnoscia do awanturnictwa. Potem dzialal w Komunistycznej Partii Francji (m.in. kierowal technika i Polskimi Grupami FPK). Byl w grupie "dabrowszczakow" przerzuconych do pracy w kraju. Byl dowodca oddzialu Gwardii Ludowej w Lubelskim, awansowal do zastepcy dowodcy Obwodu Lubelskiego. Pozniej zostal szefem Wydzialu Operacyjnego Sztabu Glownego GL, po czym wrocil do Lubelskiego jako dowodca Obwodu AL. W 44 byl w stopniu plk pierwszym komendantem wojewodzkim MO w Lublinie. Wkrotce przeniesiony na takie same stanowisko do Warszawy, a w 45 zostal szefem Wojew. UB w Gdansku i czlonkiem KC PPR. Na plenum KC skrytykowal go Gomulka za prace w Gdansku. Nie przeszkodzilo to mu w awansie na wicemin. Bezpieczenstwa Publicznego i gen.brygady. W 48 zaliczono do reprezentantow odchylenia prawicowo- nacjonalistycznego. Dzieki samokrytyce przeniesiony na zast. czl. KC PPR (na krotko). przeniesiony do rezerwy byl dyr. Centrali Handlowej Przemyslu Drzewnego, ale w 50 oskarzono go m.in. o wymordowanie grupy Zydow w Lubelskim. W tajnym procesie w 54 skazany na dozywocie (na polecenie Moczara akta procesu zostaly usuniete z Prokuratury Generalnej i ukryte w MSW). Zwolniony na mocy amnestii w 56 r. Natychmiast spotkal sie z Gomulka, z ktorym byl blisko zaprzyjazniony. Otrzymal partyjna rehabilitacje, ale panstwowy proces rehabilitacyjny nie zostal przeprowadzony. Mianowany wkrotce szefem wywiadu wojskowego a w 57 awansowany do gen.dywizji. Czl. KC. W 61 ukonczyl Akademie Sztabu Generalnego. W 65 zostal wicemin. i Glownym Inspektorem Obrony Terytorialnej Kraju (pomoglo w czystkach w lotnictwie w 67 roku). Wiceprzew. Zarz. Glownego ZBoWiD. W 70 jako jeden z obserwatorow z ramienia Biura Politycznego zarekomendowal uzycie broni na Wybrzezu, po czym mianowany zostal szefem 5-osobowego sztabu koordynujacego w Gdansku. Mimo protestow Kociolka rozkazal stosowac ostra amunicje przeciwko robotnikom. Po upadku Gomulki odwolano go z wojska i mianowano ambasadorem w Algerii. Tam zmarl w nie wyjasnionych okolicznosciach (podczas operacji w szpitalu albo popelnil samobojstwo). M.in. odznaczony Orderem Lenina.
Mial brata, Jerzego Kilanowicza, ktory byl rowniez przedwojennym komunista, oficerem Sztabu Glownego AL, do 47 kier. wydzialu w Min. Bezpieczenstwa Publicznego, do 55 represjonowany, po czym plk w wojsku, attache wojskowy w Kanadzie, Egipcie i Libanie
Wlodek Rozenbaum
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Sun, 22 Mar 1998 18:34:01 +0100
From: "Julius Pilpel" <julpil@xxxxxxx.dk>
Subject: Re: Kabaret Pietrzaka
Wrocil Dasko i od razu "zyc stalo lepiej i weselej".
Autorem wspomnianej szopki byl Marcin Wolski, dzis czolowy satyryk. Nie pomoze tlumaczenie, iz mial wtedy dwadziescia kilka lat. Przypomniano mu to zreszta tydzien temu w tygodniku "NIE". Czarna plama, ktora trudno bedzie zmyc. Debiutowal wlasnie "Pod Egida" u Kofty i Pietrzaka. Ale ani Janek, ani tym bardziej Kofta nie uczyli go pisac swinstwa.
Sciskam
Julek P.
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Mon, 30 Mar 1998 01:21:51 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Polish concentration camp
Yossi HaYored wrote (o liscie Saszki Sharona, twierdzacego, ze czesc winy za zaglade zostala przerzucona na Polakow):
AS>> lansowane osttnio w prasie Stanow "Polish AS>> concentration camps". Plakow oskarza sie AS>> o zbrodnie popelnione przez szwabow na AS>> naszym narodzie. YH> Sasza, YH> Natychmiast przestan czytac sciepe. YH> Nie wierze ze Ty w to wierzysz. YH> Przerazony, YH> Yossi HaYored
Jozek, on niestety tego nie wymysla:
"Arrested. Alfons Goetzfried, 78, former Gestapo foot soldier, for allegedly shepherding some 70,000 people at a Polish concentration camp..." Time, March 16, 1998, str. 17.
Idz tlumaczyc Polakom ze "Gestapo foot soldier" jest rownie dokladne, jak "Polish concentration camp". Nie zgadzam sie z Saszka na temat powstania w Pradze, francuskiego Ruchu Oporu i powodow wizyty Wiesela w Kielcach, ale wizja Polakow w filmach o zagladzie jest jednoznacznie haniebna. Koncowke "Listy Schindlera", z niewiadomych powodow zestawiajaca liczbe ocalonych z liczba Zydow w Polsce, trudno uznac za przypadkowa niezrecznosc. Lanzmann nakrecil film pod okreslona teze, co moze byloby i do przelkniecia, gdyby nie przemilczenie zbrodni innych, poza Polakami, narodow w filmie mianujacym sie dzielem definitywnym. Film Marzynskiego oceniam inaczej niz Saszka, nie widze, aby mial jakiekolwiek antypolskie akcenty. O Yafie Eliach: pamietam, ze jeden z jej tekstow zatytulowany byl kiedys "Pogrom w Ejszyszkach". Nie mam zamiaru bronic ludzi, ktorzy mordowali kobiety i niemowleta - ale napasc na budynek, w ktorym spia rosyjscy oficerowie wyklucza zakwalifikowanie wydarzenia jako pogrom. To nie byli pogromszczycy - to byli "contras", czyli bojownicy o wolnosc i demokracje.
Henryk D.
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Mon, 30 Mar 1998 01:34:06 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Shoah
Julian S. Bielicki wrote:
JSB> antysemityzm w Polsce rosnie z roku na rok JSB> w postepie geometrycznym i ze nie zdajemy JSB> sobie sprawy, jak daleko te nastroje JSB> antysemityczne juz zaszly. JSB> 6) Chcesz pisac na temat antysemityzmu JSB> w innych krajach, albo jak takie filmy jak JSB> Shoah i podobne sa szkodliwe dla Polakow: JSB> pisz, ja to chetnie wloze do internetu jako JSB> uzupelnienie, nawet jezeli wiekszosc Polakow JSB> puknie sie wtedy w czolo, ze my juz zupelnie JSB> zwariowalismy. JSB> Jestem przeciwny temu haslu, ze informowanie JSB> o antysemityzmie polskim jest czyms antypolskim JSB> - antypolskim jest polski antysemityzm!
Julek, to sa dwie rozne, niezwiazane ze soba sprawy:
Dzisiejszy antysemityzm polski i w Polsce jest bezdyskusyjny. Kazde uczciwe stwierdzenie na ten temat jest wlasnie takie - uczciwe. Widzenie Polski jako kraju w y l a c z n i e antysemickiego jest absurdem, podobnie jak wiara, ze jest to kraj w ktorym antysemityzm ograniczony jest do malej garstki oszolomow. Z zaglada nie ma to nic wspolnego.
Laczenie polskiego antysemityzmu z wspoludzialem w zagladzie badz z wspolodpowiedzialnoscia za zaglade jest nieuczciwe i bezzasadne. Jest to logika identyczna z winieniem Zydow za komunizm.
Henryk
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Mon, 30 Mar 1998 15:23:01 +0200
From: "Julian S. Bielicki" <J.S.Bielicki@XXXX.Xxxxxx.De>
Subject: Re: Shoah
Heniu,
wiec ja tego nie lacze i nie znajdziesz mojej wypowiedzi, gdzie bym twierdzil, ze to lacze.
Julek - rozlaczny
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Tue, 31 Mar 1998 01:30:25 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Sprawy moje i nie moje
> From: Aleksander Niemand [--] > Zauwazam pewna regularnosc komentarzy: Wypowiedzi > pietnujace polski antysemtyzm, obojetnie czy obecny > czy dawny, sa natychmiast uznawane (przez niektorych) > za objaw antypolskosci. Wyczuwam jakies oczekiwanie > na zalagodzenie krytycznej wypowiedzi, cos w stylu: > "W Polsce jest antysemityzm" - jest nie do przyjecia, > prawidlowa wypowiedz wydaje sie byc: "W Polsce sa > antysemici ale wiekszosc Polakow to porzadni ludzie".
Olek, ja to widze inaczej niz Ty, ale takze inaczej niz np. Saszka.
1. Polski antysemityzm. Stefan napisal ktoregos dnia, ze postawy antysemickie nie sa w Polsce marginesowe, ale powszechne. Trudno sie z tym nie zgodzic. Ania Lec twierdzi, ze to istnialo zawsze w podobnym wymiarze, i ze ostatnie lata jedynie wypuscily te upiory na swiatlo dzienne. Nie wydaje mi sie, zeby tak bylo; mam wrazenie, ze w ciagu ostatnich lat w Polsce nasilila sie niechec do Zydow, i ze jest to cecha trans-srodowiskowa, penetrujaca zarowno warstwy prymitywne, jak i ludzi wyksztalconych, choc oczywiscie motywacje i formy ekspresji sa inne. Polska wspolczesna w sensie swiadomosci narodowej Polakow w znacznym stopniu przypomina dzis Polske przedwojenna i mam wrazenie, ze zachowania sa podobne, choc roznic jest, oczywiscie, wiele.
Czy wiekszosc Polakow to "porzadni ludzie"? Zapewne. Istnieje niedawno wydane, solidne, trzystustronicowe opracowanie socjologiczne, badajace nastawienie Polakow do Zydow. Przyswiadcza ono zarowno powszechnosci pogladow niechetnych Zydom, jak i temu, ze wiekszosci Polakow te uczucia sa obce.
Nie widze zadnych, absolutnie zadnych powodow, zeby lagodzic i tonowac krytyke antysemityzmu w Polsce, ew. wywazac ja pieszczotami w rodzaju "Polacy tez ucierpieli w kazamatach UB" etc. Ale przy ocenianiu jakiegokolwiek zjawiska (niekoniecznie antysemityzmu) oczekuje standartow uniwersalnych, wspolnej, jednakowej miarki.
2. Zydzi i Polacy. Od ponad dekady zajmuje sie, ze skutkami raczej nierownymi, dialogiem polsko-zydowskim, glownie w Kanadzie i w USA. Pisalem juz o tym kiedys i stalo sie to przedmiotem polemiki pomiedzy Wlodkiem Roz. i mna. Prawda nie jest ani tak ponura, jak widzi ja Wlodek, ani tak rozowa, jak chcialbym ja widziec ja. Ale - nie o tym. Otoz uczestniczac w tym dialogu obserwuje od lat zachowania jednostkowe, z ktorych tworzy sie pewien obraz kolektywny.
Nie ulega dla mnie zadnej watpliwosci (pisze to z pelna odpowiedzialnoscia za wlasne slowa), ze resentymenty Zydow amerykanskich w stosunku do Polakow sa bez porownania bardziej intensywne niz np. w stosunku do Niemcow. O ile wiem, jest to temat nietkniety piorem historyka, socjologa czy psychologa, choc fachowcy od dialogu i historii przyznaja potrzebe poruszenia tych spraw. Reakcje indywidualne sa bardzo czesto skrajne, proby dyskusji owocuja wybuchami pasji, nienawisci, nierzadko pluciem, wyrazajacym pogarde.
Reakcje w dyskusjach o Niemcach sa inne, pozbawione emocjonalnej temperatury cechujacej rozmowy o Polsce. Pod pewnym wzgledem reakcje Zydow sa zwierciadlanym odbiciem reakcji Polakow; Polak dla Zyda staje sie wprawdzie uosobieniem zla, ale uosobieniem abstrakcyjnym, niekonkretnym, dalece nie indywidualnym.
Do Toronto przyjechalem zima 1970. Panowal kryzys i moja pierwsza praca bylo liczenie pekow rajstop elastycznych w piwnicach zydowskiej fabryki, zywcem przeniesionej z ktorejs ze smutniejszych powiesci Dickensa. Zarzadzal nia polski Zyd, z aparycji pirat, z charakteru drapieznik, niegdys komunista, potem kolejno wiezien Stalina, zolnierz Andersa, pionier Ben Guriona i wreszcie manager spod znaku klonowego liscia. Byl zarowno krwiopijca, jak i szowinista zydowskim, Polakow nienawidzil, a mnie, mimo mych kombatanckich doswiadczen z marca, uwazal jak najbardziej za Polaka. Cechowaly go tendencje klasycznie schizofreniczne: jak napisalem, Polakami gardzil, ale jednoczesnie do pracy przyjmowal prawie wylacznie Polakow i Polki, troszczyl sie o nich, i, jak kucharz w Gulagu (a tak, mlodzian wrazliwy i niedoswiadczony, widzialem wowczas moje miejsce pracy), wylawial dla nich warzachwia co gestsze porcje z dna kotla.
Wlascicielem firmy byl potomek Zydow wegierskich, ktory stracil czesc rodziny w siedmiogrodzkim bezprawiu roku 1945 i budapesztenskich linczach rewolucji 1956. Zatrudniano tam wiec takze Wegrow, w tym paru o dosc nieslawnej okupacyjnej przeszlosci.
Otoz podzialy pomiedzy Wegrami i wegierskimi Zydami na tej dziwnej, malenkiej planecie byly nie etniczne, lecz klasowe, wyznaczone pochodzeniem spolecznym, fotografiami z czasow KuK i wspomnieniami z letnich miesiecy, spedzanych w Konstancy i na balatonskich plazach. Zaproszono mnie kilkakrotnie na ich rodzinne uroczystosci i nie ulegalo watpliwosci, ze stare wasnie zostaly pogrzebane, zas laczylo ich - przynajmniej w owe sobotnie wieczory, spedzane w ogrodkach przy dymiacym grillu - wiecej niz dzielilo. Polacy i polscy Zydzi trzymali sie jak najdalej od siebie.
Od tego czasu minelo blisko trzydziesci lat. Choc to paradoks, wydaje mi sie, ze owe wasnie polsko- zydowskie ulegly, jak powiedziala Julkowi Magda Umer, zaognieniu. Ze strony amerykanskich Zydow - Zydow nieglupich, dobrze sytuowanych, a wiec pozbawionych wewnetrznej potrzeby transferencji wlasnych niepowodzen - slysze frazeologie nienawisci, slysze ja czesciej niz kiedys. Nie uwazam "Listy Schindlera" za, jak ktos tu pisal, "szmatlawca", to okreslenie wydaje mi sie wysoce nie na miejscu - ale niezauwazenie tendencyjnosci pewnych scen mozna wytlumaczyc tylko zaslonieciem sobie oczu. Mozna tez sie dlugo zastanawiac, dlaczego Marzynski do filmu o Bransku wlaczyl tragiczna, ale niejednoznaczna historie Yaffy E. z calkiem innej miejscowosci. Jestem dosc uwaznym czytelnikiem amerykanskiej prasy i nie ulega dla mnie zadnej watpliwosci, ze np. New York Times, ktory szanuje ogromnie, od lat traktuje antysemityzm w Polsce calkiem inaczej niz np. w Rosji czy na Wegrzech. Mozna oczywiscie powiedziec, ze to efekt antysemickiej hydry w Polsce - ale ja mysle, ze to cos innego.
Krystyna Kersten, historyk Polski powojennej, a takze stosunkow polsko- zydowskich uzyla kiedys sformulowania "wyjsc z przekletego kregu". Uzyla go w zwiazku z problemem nieco innym, ale te slowa zapadly mi w pamiec. Byloby mi latwiej, gdyby moi wspolplemiency, znaczeni niezagojona rana Shoah, z podobna niechecia i nieufnoscia traktowali otoczenie en gros. Ale Zydzi amerykanscy (uogolniam, ze wszystkimi mankamentami uogolnien) nie czuja nienawisci do Stalina za zbrodnie popelnione na Zydach, nie zalewaja sie piana na mysl o vichystowskich policjantach, wygarniajacych Zydow z mieszkan, ba, nawet na mysl o Ukraincach wzruszaja ramionami. Polacy, twierdze, traktowani sa inaczej.
3. Zasluzyli? Moze i tak. Powodow, dla ktorych niechec Zydow do Polakow pali sie plomieniem goretszym od inych jest wiele, i wiekszosc z nas te powody zna. Ale ja wlasnie chcialbym wyjsc z owego przekletego kregu. Nie dlatego, ze "antypolonizm" rozdraznia polskich antysemitow. Polscy antysemici malo mnie w gruncie rzeczy obchodza. Za nich odpowiedzialni sa Polacy. Ja jestem odpowiedzialny za Zydow, to oni sa moja sprawa.
W kwestii drugiej wojny swiatowej historia wydala swoj wyrok. Nie ma - slusznie czy nieslusznie - takiego trybunalu, ktory Polakom przypisze wine za wspoludzial w zagladzie. Ten werdykt apelacji nie podlega. Moje wlasne rozliczenia z Polakami nie sa inne od kogokolwiek z nas, nie sa mniej tragiczne od doswiadczen tych amerykanskich Zydow, o ktorych pisze. Nie chce byc zle zrozumiany. Nie chodzi o wybaczenie. Ja po prostu nie chce, zeby moje dzieci oddziedziczyly po mnie nienawisc - nie tylko do Polakow, ale do kogokolwiek. I nie tylko dlatego, ze kultura polska jest i pozostanie moja kultura (Jozek Zorski napisze, ze podwojna identyfikacja jest oznaka rozdwojenia jazni), bo to w gruncie rzeczy przypadek. Mnie chodzi o te jednakowa miarke, o zasady uniwersalnej sprawiedliwosci, o wyrwanie sie poza obreb retoryki "my-oni", o odrzucenie moralnej korozji plemiennych instynktow. Ja nie chce przykladac reki do dalszej nienawisci, obojetne z ktorej strony, i jesli to oznacza, ze mam zapomniec o moich - naszych - krzywdach z przeszlosci, so be it.
Henryk D.
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Tue, 31 Mar 1998 08:55:47 -0500 (EST)
From: esachs@xxx.xxxxx.edu (elizabeth sachs)
Subject: Re: Sprawy moje i nie moje
At 1:30 AM 3/31/98, Henry Dasko wrote:
HD> 1. Polski antysemityzm. HD> Ania Lec twierdzi, ze to istnialo zawsze w podobnym HD> wymiarze, i ze ostatnie lata jedynie wypuscily te HD> upiory na swiatlo dzienne. Nie wydaje mi sie, zeby HD> tak bylo; mam wrazenie, ze w ciagu ostatnich lat HD> w Polsce nasilila sie niechec do Zydow, i ze jest HD> to cecha trans-srodowiskowa, penetrujaca zarowno HD> warstwy prymitywne, jak i ludzi wyksztalconych, HD> choc oczywiscie motywacje i formy ekspresji sa inne. HD> 2. Zydzi i Polacy. HD> Nie ulega dla mnie zadnej watpliwosci (pisze to HD> z pelna odpowiedzialnoscia za wlasne slowa), ze HD> resentymenty Zydow amerykanskich w stosunku do HD> Polakow sa bez porownania bardziej intensywne HD> niz np. w stosunku do Niemcow.
Heniu,
Milo i ciekawie znow Cie czytac przy porannej herbatce. Zgadzam sie w pelni z Twoimi konkluzjami i postawa. Jednak moj instynkt (bo zadnej obiektywnej miary "nasilenia niecheci" nie mam) podszeptuje mi co innego niz Tobie. W przypadku antysemityzmu polskiego uwazam, ze obserwujemy jedynie uboczny skutek demokratyzacji. W przypadku Zydow mieszkajacych na Zachodzie, dokladnie te same roznice w intensywnosci uczuc do Polakow i Niemcow obserwowalam od lat w srodowisku polskich Zydow, ktorzy wyemigrowali po wojnie (w tym przypadku do Francji).
Elzbieta
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Tue, 31 Mar 1998 11:50:15 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Polish concentration camp
Yossi HaYored wrote (o obarczaniu Polakow wina za wspoludzial w Shoah):
YH> Czesciowo zgadzam sie z Saszka jesli chodzi o fakty, YH> ale zupelnie nie zgadzam sie z interpretacja tych YH> faktow. Saszka sugerowal ze z powodu odszkodowan YH> niemieckich ktos stara sie przerzucic wine na Polakow - YH> i przerazila mnie mysl ze Saszka w to wierzy. Pisanie YH> "polish concentration camps" to ignorancja i glupota, YH> a nie spisek czy odszkodowania niemieckie. Inna sprawa YH> jest ze Polacy sa nieslychanie uczulenie na "image" YH> ich kraju, kazda informacja krytyczna w stosunku do YH> Polski jest odbierana jako atak na Polske. Wszelkie YH> wpomnienia o polskim antysemityzmie od razu sa YH> atakowane przede wszystkim przez Polakow wymachujacych YH> na codzien "zydowska bezpieka", Bermanem i Mincem.
Jozek,
Mysle tak samo.
H.
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Tue, 31 Mar 1998 17:46:12 -0500
From: "hdasko" <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: sprawa Hollanda
Josef Zorski wrote (o szczegolach sprawy Henryka Hollanda):
JZ> jak pisalem przedtem,powracam do tego tematu,
JZ> aby nie stracic watku w nawale innych listow.
[...]
JZ> Tyle na dzisiaj,powroce do tego jak tylko mi
JZ> czlowiek wiecej opowie. Wtedy tez podam jego nr
JZ> telefonu,jak i nr Rybczynskiej (o ile ona
JZ> sie na to zgodzi,on bedzie z nia o tym rozmawial)
Jozku, dzieki za wyczerpujaca informacje. Telefon p. Rybczynskiej mam, wiec podziekuj Twojemu znajomemu.
Nie jestem historykiem, wiec moja wiedza na ten temat jest ograniczona. W liscie do Ciebie i w moich osadach opieralem sie wylacznie na ogolnie dostepnych materialach, a nie na informacjach niepublikowanych. Zawsze jest mozliwe, ze Twoj znajomy zna fakty dotad nieujawnione. Ciekawilaby mnie opinia Wlodka Roz., ktory tym sie interesuje jako zawodowiec, znam tez dwoch czy trzech innych historykow polskich, specjalizujacych sie w tych sprawach.
W Polsce duzo osob przesluchiwano, ale to nie znaczy, ze szykowano jakis mega- proces. Nie bardzo rozumiem, skad p. Wolpe, ktory nie robil w tamtych latach wrazenia czlowieka o najwyzszych koneksjach, mialby znac te szczegoly. Dora Gromb i Helena Lemanska zachowaly swoje pozycje zawodowe dlugo po 1961 roku. Dyrektorem generalnym MSW w poczatkach lat 60-tych byl gen. Komar, ktory mial swoje doswiadczenia z montowaniem prowokacyjnych procesow, nie byl zreszta jedynym Zydem, ktory sie tam ostal. Gdyby Twoj przyjaciel twierdzil, ze cos takiego szykowano w 1966 - nie upieralbym sie. Ale w 1960-61? Wlodku, co sadzisz?
Henryk D.
To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Tue, 31 Mar 1998 18:02:57 EST
From: majka.ek@xxxx.com (Majka Krakowski)
Subject: Spielberg, Lantzmann, Marzynski...
Zaczalem zbierac swietlicowe wypowiedzi na temat ich filmow, ale zebralo sie tego troche za duzo by polemizowac z kazdym po kolei, wobec tego pare ogolnych prawd od czlowieka, ktory w tym siedzi.
Pozwolcie ze Wam opisze scene z wlasnego zycia... W 1989 roku, scenariusz — ktory zaczalem jeszcze w Polsce a skonczylem w '79 roku— doczekal sie realizacji. Nazywal sie "Triumph of the Spirit" ["Tryumf Ducha", tytul do porownania z "Triumph of the Will/ Triumph das Willens/ Tryumfem Woli" Leni Riefenstahl z NSDAP Reichspareitag w Norymberdze 1934 (red. dyz.)].
Historia greckiego Zyda, Salamo Aroucha, ktory przezyl Auschwitz boksujac. Autentyczna historia, czlowiek zyje w Izraelu do dzisiaj dnia, byl z nami w trakcie zdjec. Zdjecia – w samym Oswiecimiu! Abstrahujac od tego ze zajelo nam ponad dziesiec lat zeby zorganizowac pieniadze na ten film, abstrahujac od kilku falstartow, gdy wydawalo sie ze juz, juz – tenze film, podobnie jak kazdy inny, stal sie bolesna lekcja kompromisow... A kompromisy zaczely sie od momentu gdu skonczylem scenariusz – producer, ktory w koncu zgodzil sie dac pieniadze, zazadal dopisania watku milosnego. Ja odmowilem, motywujac to faktem ze mamy do czynienia z zyciem czlowieka, ktory wciaz istnieje. Ktos inny, kto nie byl blisko tego tematu, nie mial tych zastrzezen i watek milosny dopisal. Moglismy wtedy powiedziec – nie, i filmu nie zrobic. Ale przewazylo zdanie ze to w gruncie rzeczy maly kompromis, a wazne zeby mlodziez dowiedziala sie cos o Holocauscie.
Za pozwolenie krecenia na terenie obozu w Oswiecimiu i placenia im za to w ciezkich dolarach, rzad polski wymogl od nas wyrzucenie jednej z najwazniejszych —bardzo symbolicznych— scen, twierdzac ze jest anty-polska. Lew Rywin, nasz polski uslugodawca, dwoil sie i troil, ale niewiele zdzialal. Albo—albo.
I znowu —ten sam dylemat— czy powinnismy zatrzymac produkcje, stracic pieniadze juz w nia wlozone, czy wazniejsze bylo zeby zrobic "cos" w przeciwienstwie do "nic"... Wygrala opcja - malo jest wiecej niz nic. James Edward Olmos w trakcie zdjec postanowil dopisac sobie scene w ktorej spiewa cyganska piosenke. Zaczely sie dyskusje— skad cyganska piosenka u Zyda? A on musi byc Zyd? Cyganie tez byli w Oswiecimiu. Olmos postawil wszystko na jedna karte. Albo cyganska piosenka albo on wyjezdza.
Rezyser, ktory o 2-giej Wojnie Swiatowej uczyl sie z New York Times'a, poparl aktora. A prawda historyczna? To przyciagnie wiecej Cyganow do kina— to byl jego argument. O co chodzilo Olmosowi dowiedzielismy sie pozniej, gdy wychodzil CD z muzyka z filmu. Chodzilo oczywiscie o dodatkowe tantiemy za piosenke... Z historycznie wiernego scenariusza powoli zostawalo coraz mniej... Na koncu, cieszylismy sie ze film w ogole powstal. Dzisiaj, tenze film jest jednym z podstawowych punktow w programach o Holocauscie w amerykanskich szkolach filmowych...
Nie myslcie ze z filmem Spielberga bylo inaczej. W latach 86-89 bylem blisko tego projektu. Na prosbe Spielberga zrobilem mu dokladna dokumentacje fotograficzna z Plaszowa i z "Emalii". Gdy kolejni scenarzysci pisali nastepna wersja, ktora Universal odrzucal, spedzalem dlugie godziny opowiadajac Stevenowi o Schindlerze, ktorego zdazylem jeszcze poznac przed jego smiercia. Najwierniejsza zyciu wersja byla jedna z pierwszych napisanych przez Kurta Ludtke (Oscar za "Pozegnanie z Afryka'), zrobiona zostala w koncu wersja Stevena Zailiana do ktorej wszyscy mamy zastrzezenia... Pamietam, jak moj byly adwokat, Tom Pollock — wtedy szef Universalu — obcinal Spielbergowi kolejne budzety, majac nadzieje ze ten zrezygnuje z tematu. Dopiero "Jurassic Park" dal Spielbergowi taka pozycje ze mogl zrobic "Liste Schindlera" i to tez z duzo mniejszym budzetem niz planowal.
I pomimo ze Spielberg jest bez watpienia najbardzej dochodowym rezyserem w historii filmu— musial jednak zgodzic sie na warunek ze nie wezmie ani grosza ze swojego wynagrodzenia az dopiero na koncu, gdy bedzie juz wiadomo ze nie przekroczyl budzetu. W wypadku gdyby przekroczyl, pierwsze pieniadze, ktore poszlyby na nadwyzki, bylyby jego...
Tak, ze gdy slucham Wasza krytyke filmow, ktore maja jedna rzecz wspolna — sa ambitnymi probami odsloniecia rabka historii — mysle o tym co musieli przejsc tworcy tych dziel by doprowadzic do tego by te filmy w ogole powstaly...
Wiec nie krytykujmy za to czego w tych filmach nie ma, bo nawet z tego co rezyser chcial miec prawdopodobnie duzo nie zostalo. Krzys Kieslowski kiedys mi powiedzial - "Gdy na ekranie pozostanie 65% z tego co zamierzam, to uwazam to za olbrzymi sukces."
Pozdrawiam,
Andrzej Krakowski
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Tue, 31 Mar 1998 21:36:00 -0500
From: "Wlodzimierz Rozenbaum" <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Re: sprawa Hollanda
Kilka uwag w zwiazku z informacja uzyskana przez Jozka Zorskiego. Zgadzam sie z Henkiem, ze trudno sie autorytatywnie wypowiadac w sprawach o ktorych niewiele wiadomo. Nie znam rozmowcy Jozka i nie wiem jaka wartosc maja jego informacje, nawet jesli sprawiaja wrazenie wiarygodnych. Poniewaz temat jest ciekawy sprobuje dowiedziec sie z dobrych zrodel w Warszawie. Z opublikowanych materialow na temat sprawy Hollanda wynika, ze prowadzono sledztwo w sprawie przekazywanych informacji na Zachod. Gomulka zazadal tego osobiscie. Prawdopodobne jest, ze probowano zrobic z tego sprawe zydowska, ale nie bylo wystarczajacych dowodow. W tym czasie przekazywal cenne informacje i uciekl na Zachod jeden z najlepiej poinformowanych oficerow polskiego wywiadu, plk Michal Goleniewski, ktory Zydem nie byl. Spowodowalo to zdjecie ze stanowiska i niedlugo potem zwolnienie z MSW plk Witolda Sienkiewicza, szefa wywiadu.
Szczegolne zainteresowanie mniejszoscia zydowska ze strony sluzby bezpieczenstwa rozpoczelo sie wkrotce po wojnie i kontynuowano je nawet po 68 roku (pisalem juz o tym i na forum i w publikacjach), prawdopodobnie do 1989. Przez lata przygotowywano pelna kartoteke Zydow polskich. Przydala sie w latach 67-68.
Co do ilosci przesluchiwanych osob w sprawie Hollanda w celu "zrobienia" sprawy zydowskiej, to watpie, zeby objela ona 300 osob. Zydzi w Warszawie wiedzieli by o tym i w wielu domach by sie o tym mowilo, a takze pisaly by o tym czolowe gazety na Zachodzie i mowila by o tym "Wolna Europa." Nie zapominajmy, ze wtedy jeszcze pracowalo troche Zydow w wywiadzie i kontrwywiadzie, wiec taka masowa akcja nie mogla zostac przeprowadzona w tajemnicy. W jednej z polskich publikacji wspomina sie, ze sprawy Hollanda i Bryna prowadzone byly w tym samym okresie, ale nie byly one polaczone (nawet jesli moze starano sie ustalic jakis zwiazek). Ciekawe, ze wedlug gen. Jana Sejny, w 67 roku kierownictwo partyjne w Czechoslowacji otrzymalo z Polski dokument o syjonistycznej konspiracji w Wojsku Polskim i nie laczono jej z "syjonistami" w innych instytucjach (mimo, ze MSW, ktore przygotowalo ten dokument, mialo juz materialy rowniez na innych Zydow). I jeszcze jedna rzecz, zadna z publikacji, ktore mi sa znane nie wspomina o tasmie z przesluchania Hollanda w posiadaniu Rybczynskiej.
Wlodek Rozenbaum
To: reunion-serio@xxxxxxx.se
Date: Tue, 31 Mar 1998 22:55:59 +0200
From: Josef Zorski <josef@xxxxxxxxx.se>
Subject: Re: sprawa Hollanda
Henry Dasko wrote:
HD> Byl to system wystarczajaco nikczemny HD> i dodatkowych diablow nie nalezy wymyslac.
Drogi Henryku.Tak jak pisalem przedtem,powracam do tego tematu,aby nie stracic watku w nawale innych listow.
Moj rozmowca slusznie stwierdzil,ze cokolwiek ja napisze,to i tak nie mam dowodow.On chce pozostac anonimowy na swietlicy,ale powiedzial,ze moze podac Tobie swoj numer telefonu domowego.
On jest tez gotowy podac Tobie numer tel. do zony Hollanda,tzn do Ireny Rybczynskiej,abys sam mogl do niej zadzwonic.
Prosi mnie jednak,aby dac mu troche czasu,on ja doskonale zna,i rozmawial z nia kilka dni temu.
Jego komentarz do Twojego listu jest taki:
Mylisz sie,istnialo powiazanie i to jak najbardziej,miedzy sprawa "szpiegowska" Bryna a Hollandem. M.in. Holland,moj rozmowca,Lemanska (szef kroniki filmowej),Dora Gromb(z "Czytelnika") (nie wiem czy dobrze pisze nazwisko) byli wszyscy przesluchiwani,poniewaz byli jako b.mlodzi ludzie przed wojna czlonkami tej samej "druzyny" w Hashomer Hatzair,komndantem tej grupy (rosz kvuca) byl Izrael Bryn,pozniejszy attache wojskowy w Japonii. Przesluchiwano masowo,byla silna grupa juz uformowana w MSW,ktora chciala zrobic sprawe "syjonistyczna" na dlugo przed marcem.Grupa ta istniala juz od Natolina.
Moj rozmowca dowiedzial sie od Wolpa (dyplomata w Moskwie),ze przesluchano juz 300 osob.Sam byl przesluchiwany mniej wiecej w tym samym czasie co Holland.
Zona Hollanda miala odpis przesluchania meza,moj rozmowca widzial ten odpis na wlasne oczy.
Tyle na dzisiaj,powroce do tego jak tylko mi czlowiek wiecej opowie. Wtedy tez podam jego nr telefonu,jak i nr Rybczynskiej (o ile ona sie na to zgodzi,on bedzie z nia o tym rozmawial) do uslyszenia
Jozek Zorski
EpistoChronologia 1967 1989 i x 1990 ii iii v vi vii viii ix x xi 1991 ii iv v vii viii ix xii 1992 i ii iii iv vii ix 1993 iii v 1994 i v ix 1995 iii v ix xi 1996 v viii ix x xi xii 1997 i ii iii iv v vi vii viii ix x xi xii 1998 i ii iii vii viii ix x xi xii 1999 i ii iv v vi vii viii ix x xi 2000 i iii iv v vi ix x xi xii 2001 ii iii viii xi xii 2002 xii 2003 iii vi v vii viii ix x xii 2004 ii iii iv vii viii ix x xi 2005 i iii iv v vii ix 2006 EgoTurfSurf • Daskografia • Dalej : Kwiecien 1998