Epistochronologia  •  EgoTurfSurf  •  Daskografia  •  Wczesniej : Pazdziernik 1997

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sat, 01 Nov 1997 21:23:56 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Minister Geremek

Leon Rozenbaum wrote:
        [--]

LR> Marzec 1968 splynal po Geremku bez moralnej reakcji
LR> bo wlasnie on uwazal Zydow za "innych" od siebie.
LR> W ksiazkowym wydaniu wywiadu z nim twierdzil, ze nie
LR> odczuwal nic wspolnego z Zydami, i tymi religijnymi
LR> i tymi syjonistami. Dlatego sie bardziej przejal
LR> Trzechoslowacja. Ma do tego prawo ale ja tez mam
LR> prawo to jemu wytykac.

Leon, nie rozumiem. Co mu chcesz wytykac: ze sie przejal Czechoslowacja, czy brak identyfikacji z Zydami? Czy jedno i drugie? I na czym opierasz stwierdzenie, ze marzec "splynal po nim bez moralnej reakcji"?

Henryk D.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Mon, 3 Nov 1997 22:57:32 +0100
From: "Res. de Tusch-Lec" <de_tusch_lec@xxx.dk>
Subject: Kabaret "Bubel"

Moi drodzy wlasnie zostalam wlaczona w zycie towarzyskie i spiesze z uzupelnieniem TSKZ-etowskich warszawskich wspomnienin Leona R. Otoz to, dosc istotne, ze oprocz "Babla" byl takze kabaret "Bubel". W jakich okolicznosciach powstal? nie pamietam, chyba na zimowisku studenckim w Zarach w 1966 roku. Zalozyli go Jozek Sobelman i Natan Tenenbaum, a ktory zostal przejety potem, w Warszawie, przez Szymona Szurmieja. Szymon jaki byl taki byl, ale umial czarowac i kazda z nas bez wzgledu na wiek i urode, czula sie dobrze w jego towarzystwie. Robilo to specjalna atmosfere na probach a my, smakowalysmy pierwsze powiewy "doroslego" zycia.

Poniektore byly w Szymonie smiertelnie zakochane. Pamietam, ze Rima Galer spiewala ambitna piosenke Natana, o Rozy. Ja spiewalam piekna, specjalnie dla mnie napisana, przez Jozka Sobelmana, piosenke "Kamienna dziewczyna". Oczywiscie piosenek bylo duzo wiecej, ale jakie? Pamietam natomiast, ze w kabarecie wystepowaly takze: Tereska Korczewska, Manka Ajchen, Joanna Rose i od dawno nie zyjaca Joanna Mebel. Akompaniowal nam Jozek Sztern a scenografie robil Janek Lec. Nie pamietam kto wystepowal z plci meskiej. Chyba Edek Gilert i Wladek Bibrowski? Chlopcy jakos nie dostrzegali "tego" uroku w Szymonie Szurmieju [i chwala im za to - chwilowa uszczypliwosc red. dyzurnego)].

Nie ulega watpliwosci, ze wszyscy mielismy duzo frajdy z naszego kabaretu. Przygotowywalismy sie chyba przez pol roku, potem dalismy wystep i nie wiem czy kabaret istnial nadal, czy tylko ja, skupilam wszystkie moje talenty, wylacznie na scenografie. Poza tym o ile pamietam "wieczorki taneczne" w TSKZ-ecie na Nowogrodzkiej odbywaly sie zawsze w niedziele. Wracajac stamtad czesto ganiali za nami zule antysemici z "Salusa" Przed "Bublem" byl tez zespol w ktorym spiewalam. Sasza Lazer gral na gitarze, Mendel Szafir na pianinie i nie pamietam kto na perkusji, dalismy na pewno wystep w TSKZ-ecie, bo mam stamtad zdjecie i bylismy z wystepami goscinnymi w Lodzi.Oprocz mojej siostry blizniaczki Eli, z ktora spiewalam na dwa glosy, nikogo wiecej nie pamietam. Musialo byc nas jednak duzo wiecej, bo caly autokar do Lodzi byl wypelniony.

Nie zapomne natomiast wystepu mlodziezy TSKZ-etowskiej z jakies okazji w Teatrze Zydowskim, gdzie 3 razy zaczynalam "Okularnikow" nie mogac wejsc w odpowiednia tonacje. Moze dobrze, ze zmienilam swe zainteresowania? Acha, Wlodek Kofman moze byl jeden raz w TSKAZ-ecie, a Adama M. pamietam, ze byl na akademii w rocznice Powstania Getta Warszawskiego chyba w 1965 roku. Akademia byla przygotowana przez rezysera Teatru Zydowskiego Michala Rajskiego, ale nie pamietam kto jeszcze bral w niej udzial. Ja mowilam wiersz "Powiedz droga mamo, co to znaczy slowo Zyd, czy to jakas hanba, jakis wstyd". Sergiusz Zadrozny, studiujacy chyba wtedy aktorstwo w Teatrze Zydowskim, nas tez ambitnie instruowal. Od dawna chodze z zamiarem opisania wspomnien kolonijnych, poczawszy od Srodborowa. Jak sie teraz zorientowalam, nie jestem jedyna. Nie szkodzi, na szczescie, kazde wspomnienia sa inne, nawet jesli z tego samego Srodborowa, z tego samego roku i z tego samego miesiaca. Moje, w kazdym razie beda z sierpnia roku 1959 roku. Nie przypuszczam, zeby Rozenbaum byl na tym samym turnusie, nie znajduje go, bowiem, w mej pamieci (z tamtych lat), chyba, ze... byl, wtedy, malenka, cichutka, niezauwazalna myszka?

Pozdrawiam tych co mnie pamietaja i tych ktorych ja pamietam a tych jest naprawde duzo, duzo wiecej. Moze znalezliby sie tacy, ktorzy uzupelnili by luki w mej pamieci i wspolnymi silami dalibysmy pelen obraz naszej swietlicy nowogrodzkiej. Kto pamieta jak to bylo z ogloszeniem drobnym "Sprzedam Harleya z przyczepa"?

Wybaczcie, jesli za duzo pisalam o sobie, ale wydarzenia zwiazane posrednio lub bezposrednio ze mna pamietam najlepiej.

Anka Lec (Karpinska)

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Mon, 03 Nov 1997 18:37:06 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Minister Geremek

Leon Rozenbaum wrote:

LR>     HENIEK, (dobrze wiesz, ze) WYTYKAM MU (Geremkowi)
LR>     to, ze "BARDZIEJ" a nie ze sie przejal. Najazd
LR>     na Czechoslowacje odwazni ludzie odrzucali. Prof.
LR>     Geremek mogl tez potepic Marzec z puli szlachetnych
LR>     Polakow, ktorych wtedy w PAN-ie nie brakowalo.
LR>     Zarzucam mu brak solidarnosci z losem zydowskim
LR>     ale wybaczylbym mu to, gdyby protestowal jako
LR>     Polak. Byly tez niezydowskie, bardzo tragiczne
LR>     ofiary Marca. Pawel Jasienica, na przyklad. Na
LR>     tym opieram moje stwierdzenie, ze Marzec po nim
LR>     splynal... Opieram sie tylko na wrazeniach
LR>     zewnetrznych. Byc moze, wewnetrznie cierpial.
LR>     Moze mial zgage w Marcu 1968 a moze nawet
LR>     niezyd zoladka. Pozdrawiam. LeonR.

Drogi Leonie, gdybym wiedzial, nie pytalbym. Teraz wiem, bo napisales.

Masz na ten temat wiecej wiadomosci, bo cytujesz ksiazke, ktorej nie czytalem, wiec pisze troche "in abstracto". Nie znam szczegolowo genealogii Geremka, nie wiem tez, co mial czy ma do powiedzenia na temat Marca. O ile pamietam z tego, co obilo mi sie o uszy, to Geremek nigdy nie poczuwal sie do tozsamosci zydowskiej i uwazal sie zawsze za Polaka. Trudno miec o to do niego pretensje - jego prawo. O ile wiem, wychowal go ojczym, dzialacz mikolajczykowskiego PSL-u, a sam Geremek przed wstapieniem do ZMP nalezal do Sodalicji Marianskiej. Ostatecznie Fujimori tez sie nie uwaza za Japonczyka, a Ty i ja znamy amerykanskich Wlochow, identyfikujacych sie wylacznie z Amerykanami, etc. Jesli nie zgadzam sie z internowaniem Japonczykow po Pearl Harbor, jesli odrzucam poglady tow. Wieslawa wyrazone tak dobitnie w czerwcu 1967 - musze uznac bez zastrzezen prawo Geremka do samostanowienia. To pierwsza sprawa.

Reakcji Geremka na Marzec nie znam, ale bez konkretnej informacji nie uzylbym Twojego sformulowania. Byloby szlachetne i odwazne, gdyby zwrocil wtedy czlienskij biliet, ale nie moge miec pretensji, ze tego nie zrobil. Unless proven otherwise, nalezy zalozyc, ze zachowal sie wowczas nie inaczej niz inni przyzwoici Polacy. Poza zwroceniem legitymacji partyjnej mozliwosci protestu publicznego w Polsce podowczas nie bylo. To sprawa druga.

Rozumiem tez, ze dla czlowieka postrzegajacego swiat w kategoriach historii i geopolityki inwazja Czechoslowacji byla wydarzeniem nieskonczenie wazniejszym niz Marzec. Byla. Pamietasz protesty Andrzejewskiego, Mrozka, Mycielskich - przyswiadczaly nie temu, ze po tych ludziach "Marzec splynal bez moralnej reakcji", ale temu, co naprawde ta interwencja oznaczala. Co wiecej, w Polsce czas polaczyl oba wydarzenia, wiec widze w reakcji na Czechy takze i reakcje na Marzec, raczej niz wybor "albo-albo". Pomysl o tym.

Serdecznosci,

Henryk D.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Mon, 03 Nov 1997 22:29:07 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Minister Kultury/ Podsumowanie

Leon Rozenbaum wrote:

LR>     A wlasciwie po co potrzebne jest Ministerstwo
LR>     Kultury? Poza obnizaniem bezrobocia, jakiemu
LR>     to jeszcze celowi sluzy? Czy proces rozdawania
LR>     pieniedzy artystom wymaga setek posrednikow?
LR>     Jeszcze za komunizmu minister mogl decydowac,
LR>     jaka sztuka czy film pojda, ale dzisiaj? Francja
LR>     potrzebuje takiego ministra do walki z amery-
LR>     kanskim zalewem (99% dzialalnosci). Polska
LR>     przeciez lubi ten zalew. Pozdrawiam. LeonR.

Drogi Leonie, nawet za komunizmu o repertuarze kin nie decydowal minister kultury. Decydowal jego szef w KC, a czasami nawet pierwszy sekretarz. Kiedy w filmie Aleksandra Forda "Osmy dzien tygodnia" Sonia Ziemann stracila cnote i Gomulka zobaczyl plame krwi na przescieradle, wybiegl ze zgroza z kolaudacji, krzyczac "Swinstwo! swinstwo!". Film, nota bene okropny, zapolkowano na wieki. Byla to tradycja szlachetna i uwarunkowana historycznie, albowiem Jozef Wissarionowicz namietnie lubil kino, a najbardziej amerykanskie.

Minister kultury mogl niewiele. Nieodzalowanej pamieci Jozef Prutkowski, Zyd, satyryk, cynik i alkoholik, ujal to najtrafniej. Pojawil sie, dobrze juz napity, na jakims waznym raucie w Kordegardzie, gdzie owczesny minister kultury, Lucjan Motyka, biegal zaaferowany w czarnym smokingu. Prutkowski zlapal go za ramie i wybelkotal: "Pan tu podaje?"

Najlepszego,

Henryk D.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Mon, 03 Nov 1997 22:45:07 -0500
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Re: Minister Geremek

Heniu,

Z tego co pamietam (w swoich zbiorach powinienem miec wiecej na ten temat), to Andrzejewski, Mycielski i Mrozek byli w grupie intelektualistow, ktorzy niepochlebnie wyrazali sie o kampanii antysemickiej i atakowano ich w prasie i szkodzono im zawodowo. Andrzejewski mial zreszta bardzo ladna karte juz od 56 roku (wlacznie z pozegnaniem sie z partia). Geremek byl dzialaczem partyjnym w PAN-owskim Instytucie Historii. Pokazna grupa polskiej inteligencji, tym inteligencji katolickiej pieknie zachowala sie przed, w czasie i po Marcu. Nawet Slonimski, ktory zawsze trzymal sie w bezpiecznej odleglosci od Zydow nastepujaco wyrazil sie o przemowieniu Gomulki w 1967 roku:

"Rozumiem, ze kazdy powinien miec jedna ojczyzne,
ale dlaczego ma byc nia Egipt
."

Gomulka mu tego nie darowal w Marcu. Pisalem juz wczesniej, ze inwazja Czechoslowacji byla hanba, ale swiatla czesc spoleczenstwa polskiego, lacznie z inteligencja katolicka, dzialaczami partyjnymi nie mogla zamknac oczu na kampanie antysemicka. Wspomnialem juz poprzednio o dyrektorze mojego instytutu, ale tacy jak on byli w instancjach partyjnych, ministerstwach, fabrykach, organizacjach spolecznych. Jestem przekonany, ze zachowanie tych ludzi dodalo odwagi Geremkowi i ulatwilo mu pozniejsza dzialalnosc opozycyjna, ktora uczynila z niego czolowego polityka wspolczesnej Polski. Nic dziwnego, ze jego zycie i dzialalnosc znajduja sie pod mikroskopem. Nic dziwnego tez, ze ludzie roznia na niego reaguja. Dyskusja moze nam wiele spraw wyjasnic, ale nie ludzmy sie, ze dzieki niej zaczniemy myslec tak samo. To by dopiero byla prawdziwa kleska.

Wlodek Rozenbaum

Henry Dasko wrote:

HD>    Drogi Leonie, gdybym wiedzial, nie pytalbym.
HD>    Teraz wiem, bo napisales.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Tue, 04 Nov 1997 23:03:53 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Filmy wg. Hlaski

Majka Krakowski wrote:

AK>     Tutaj tez pytanie do Henia D... Czy widziales
AK>     "Osmy dzien tygodnia"? Jako jedenastolatek
AK>     petalem sie tam po planie. Jesli mnie pamiec
AK>     nie myli, to film poszedl na polke decyzja
AK>     tow. Wieslawa z powodu ucieczki Marka Hlaski
AK>     ... Chetnie bym ten film w koncu zobaczyl
AK>     z powodow czysto rodzinno-wspomnieniowych.

Andrzeju, widzialem. Ogladalem to w Nowym Jorku na jakims festiwalu w poznych latach siedemdziesiatych. I ja mialem sentymenty, choc raczej natury literacko-historycznej, bo to na planie tego filmu Hlasko poznal Sonie Ziemann, a nowela zaczytywalismy sie w latach, kiedy nalezy czytac Hlaske, tj. w liceum. Film jest kila wyjatkowa, nawet jak na Aleksandra Forda. Pisze to jako zagorzaly wielbiciel adaptacji filmowych Hlaski, lubie i cenie "Petle" i "Baze ludzi umarlych". Fordowi udalo sie osiagnac rzecz niezwykla, tj. Hlaske wypral z tego calkowicie, natomiast wsadzil tam wlasna estetyke, tzn. Starowke zamiast ulicy Brzeskiej i malowniczy skwerek zamiast Zieleniaka. Wyszla "Przygoda na Mariensztacie II", tylko z kopulacja, nota bene odarta z erotyki, ale co Ford mogl wiedziec o erotyce?

Kaseta, o ile wiem, jest dostepna. Zerknij na Best Video albo Movies Unlimited. Bywa tez w polskich wypozyczalniach. Jesli musisz, to Ci moge poszukac po tutejszych kielbasiarniach, ale ostrzegam, ze bedziesz cierpial. W Polsce film przemknal przez ekrany jak meteor chyba w latach 80-81, a moze dopiero w 89tym, ale wtedy woleli ogladac martyrologie chrzescijanska.

Serdecznosci,

Henryk D.

PS: Ad Twoj list do Lilki. "Osmy dzien tygodnia" powstal wedlug opowiadania pod tym samym tytulem. Z "Nastepnego do raju" nakrecono "Baze ludzi umarlych". Roboczy tytul filmu brzmial "Glupcy wierza w poranek" - tak tez nazywala sie pierwsza wersja noweli, drukowana w odcinkach w "Panoramie". Potem tytul filmu zmieniono jako zbyt pesymistyczny, choc mozna sie zastanawiac, czy "Baza ludzi umarlych" rzeczywiscie brzmiala weselej. Hlasko usunal swoje nazwisko z czolowki filmu po decyzji Petelskich wmontowania pozytywnego zakonczenia, innego niz w ksiazce.

Sprawa polek dla "Osmego dnia tygodnia". Piszesz:

AK>     A tu nagle w trakcie "Osmego dnia tygodnia",
AK>     nie dosc ze Hlasko romansuje z Sonia Ziemann
AK>     ("jakby nie bylo w Polsce ladnych kobiet") to
AK>     jeszcze ucieka na zachod. "Osmy dzien tygodnia"
AK>     idzie na polke (zeby jak twierdzil tow. Wieslaw
AK>     "nauczyc panow Braunerow  i innych" --- Artur
AK>     Brauner, zyd z Lodzi od 45-tego roku mieszkajacy
AK>     w Berlinie, byl zachodnio-niemieckim koproducen-
AK>     tem, a "nasz" I-szy Sekretarz bardzo nie lubil
AK>     kapitalistow).

Bylo troszke inaczej. Kolaudacja "Osmego dnia" odbyla sie w maju 1958, po czym film wycofano z festiwalu w Cannes. Hlasko poprosil o azyl dopiero piec miesiecy pozniej, a sprawa jego powrotu do Polski byla otwarta do pierwszych dni pazdziernika. Historie o reakcji Gomulki na scene lozkowa opowiadali Stanislaw Dygat (bodajze obecny na kolaudacji), Agnieszka Osiecka i Roman Zimand, czytalem ja tez gdzies w identycznej wersji. Wierze, ze Gomulka powiedzial slowa, ktore cytujesz - ale "Baza ludzi umarlych" weszla na ekrany w sierpniu 1959, blisko rok po otrzymaniu przez Hlaske azylu w Berlinie Zachodnim, a "Petle" grano w kinach z niezmieniona czolowka, w ktorej Hlasko figurowal przynajmniej dwukrotnie - jako autor noweli i wspolautor scenariusza. Faktu pozostania Hlaski na Zachodzie raczej nie naglasniano. Jak wiesz, Hlasko staral sie o powrot do Polski od konca 1958 roku. Nigdy nie otrzymal odpowiedzi, a Osiecka twierdzila, ze decyzje odmowna Gomulka podjal dopiero na poczatku lat 60-tych. Wtedy tez nazwisko Hlaski ostatecznio oblozono zapisem cenzorskim.

To szczegoly. Natomiast Twoje wspomnienia czytam zachlannie i kolekcjonuje pieczolowicie.

Najlepszego,

H.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Tue, 4 Nov 1997 17:13:37 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: RE: Legitymacja

Leon R. o tozsamosci Geremka i jego reakcji na Marzec:
                [--]

LR>     ZLOZENIE LEGITYMACJI PARTYJNEJ nie bylo,
LR>     moim zdaniem, publicznym protestem, a raczej
LR>     dosc prywatnym. Swiadczylo to o koncu
LR>     tolerowania klamstwa i falszu i oczywiscie
LR>     ryzykowalo sie szykany wobec siebie i rodziny.
LR>     W koncu sam akt nie odbywal sie na placu
LR>     Konstytucji a w zadymionych salach pelnych
LR>     tak samo wystraszonych delikwentow. Mozna
LR>     bylo wyslac legitymacje poczta. Mozna bylo
LR>     sie tez przylaczyc do tzw. rewizjonistow
LR>     Kolakowskiego.

Leon, Leon. Zartujesz sobie ze mnie. Zajrzalem do Eislera, tam jest taki dlugi, stustronicowy rozdzial "Polityczna rozgrywka". On tez nie przytacza wypadkow oddawania legitymacji partyjnej w marcu. To by byla wtedy demonstracja polityczna duzego kalibru. Szczuto poszczegolnych ludzi, wiec zwrot legitymacji oznaczalby nie tyle protest przeciwko konkretnemu wydarzeniu (jak to mialo miejsce z Czechoslowacja), co gest w obronie tej jednostki. Bardzo to by bylo szlachetne, ale poza dwiema czy trzema osobami, ktore emigrowaly z Polski nie znam takich wypadkow. Pamietam natomiast proby tzw. stopniowego wystepowania.

Moja matka pracowala w polskiej redakcji tygodnika "Nowe Czasy", ideologicznego gniota wydawanego w Moskwie i tlumaczonego na wszystkie mozliwe jezyki, tak bratnie jak i niebratnie. Redakcja skladala sie glownie ze starych Zydowek, popularnie zwanych "sierotami po Berii", a wkraczajac tam czlowiek mial wrazenie, ze wchodzi w glab rezerwatu albo skansenu. Marzec przeszedl im lagodnie, bo zeby osiagnac jakiekolwiek wyniki na froncie walki z syjonizmem te kobiety musialyby sie same pooskarzac i powyrzucac. Tym niemniej przezyly to ciezko, a jednej z nich odbilo na dobre, choc pamietam, ze i przed Marcem nie byla calkiem w porzadku.

Otoz kiedy mojego ojca wyrzucono z partii i z pracy, mnie relegowano z uczelni z wilczym biletem na trzy lata, a do drzwi co pare tygodni pukalo UB z nakazami rewizji i aresztowania, moja matka obrazila sie i postanowila wystapic z PZPR. Zapisala sie do partii zaraz po wojnie, pod wplywem mojego ojca, ale w gruncie rzeczy przez cale zycie pozostala lagodna Zydowka z niezamoznej, mieszczanskiej lodzkiej rodziny. Byla czlowiekiem wielkiej skromnosci, ale mam wrazenie, ze w Marcu poczula sie niedowartosciowana. Wokol, poza "Nowymi Czasami", ktorych nawet ona nie traktowala calkiem powaznie, cieto po skrzydlach, usuwajac kogo popadnie - a jej nikt nie ruszal. Rozumiala oczywiscie, ze jakakolwiek czystka w redakcji bylaby czyms w rodzaju autokanibalizmu weza, konsumujacego wlasny ogon, ale byl to argument marny, Postanowila dzialac.

Cale zycie unikala konfliktow, wiec i sposob na dezercje obrala sobie szczegolny. Wymyslila sobie, ze przestanie placic skladki czlonkowskie i po dwoch czy trzech miesiacach skresla ja z listy. Wkrotce zreszta polowa redakcji wyemigrowala, a druga polowa wymarla nie tyle z powodu antysemityzmu, co ze wzgledu na wiecej niz sedziwy wiek. Nowe "Nowe Czasy" redagowali mlodzi ludzie po rusycystyce i przed kariera, ich parteitagi mialy ewidentnie inny charakter i na obecnosc mojej matki na zebraniach nikt nie nal[-]swiecie przekonana, ze owej wiosny dokonala aktu heroicznego. Strony w jej legitymacji partyjnej, do 1968 sumiennie wylepiane znaczkami, zialy pustka. Umarla w listopadzie przed dziesieciu laty; chowalem ja w Warszawie, w gronie przyjaciol. Dzien przed pogrzebem zadzwonil telefon. Dzwonil jakis facet z Komitetu Dzielnicowego. Powiedzial, ze Dzielnica przysle kogos, kto powie pare slow o towarzyszce z ponad czterdziestoletnim stazem partyjnym. Musialem sie bardzo natrudzic, aby go przekonac, ze to zbyteczne.

Najlepszego,

Henryk

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sun, 09 Nov 1997 01:28:45 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Podobne hobby

Julius Pilpel wrote:

JP>     Od tego czasu okres stalinowski i sama
JP>     osoba Stalina - to moj konik. Dziesiatki
JP>     ksiazek, filmow, broszur i gazet wypelniaja
JP>     osobna gablote w mej bibliotece.

Julku, to zabawne - zbieram podobne rzeczy, potocznie okreslane jako staliniana. W moim przypadku nie dotyczy to osoby Stalina, ale wylacznie Polski. Interesuja mnie najbardziej rzeczy, ktore mozna okreslic jako swiadectwa czasu - glownie druki, glownie z zakresu kultury, za wyjatkiem publikacji prasowych, bo to jest dostepne w bibliotekach. Zbior, dosc obszerny, nie jest usystematyzowany, kupuje przypadkowo, glownie w Polsce. O wydawnictwa z okresu stalinowskiego jest tam dzis znacznie trudniej niz np. o XIX wiek. Zbieraczy - za wyjatkiem malarstwa, bo na to bywaja amatorzy - prawie nie ma. Literature piekna po czesci mozna dostac i glowne pozycje, autorstwa znanych pisarzy, mam prawie w komplecie. Jednak inne interesujace mnie rzeczy, np. ksiazki polskich autorow dla dzieci i mlodziezy, zniknely calkowicie. Byla np. taka broszurowa seria "Od ksiazeczki do biblioteczki", ktorej szukam od lat, to mialo kilkadziesiat tytulow w nakladach dochodzacych do 100 tysiecy - nigdy nie udalo mi sie znalezc ani jednego egzemplarza. Od lat szukam tez broszurki "Jak zdobyc odznake SPO" (sama odznake kupilem za spore pieniadze na pchlim targu po dlugich poszukiwaniach). Broszurka miala naklad kilku milionow egzemplarzy i przepadla bez sladu. Za jedno z najcenniejszych kuriozow uwazam mala ksiazeczke "W naszej swietlicy ZMP / W rocznice Manifestu PKWN, 22.VII.1949". Miala 20,000 nakladu, a nie ma tego nawet Biblioteka Narodowa. Jak i Wlodek Rozenbaum w swoim poetyckim cytacie, dyskretnie przemilcze autorow.

W 1990 roku antykwariat na Nowym Swiecie mial na skladzie komplet mebli z gabinetu Bieruta, ktory przetrwal do czasu obalenia komunizmu. Sprzedawano go nawet niedrogo, ale uznalem, ze sciaganie tego do Kanady byloby jednak przesada.

Zaczalem zbierac nie tyle z sentymentu, co z przekory. Otoz

kiedy nastala nowa Polska, bardzo szybko poczeto nie tylko odklamywac historie, ale i ja na nowo zaklamywac. Powstala nowa, obiegowa, bojowo- patriotyczna wizja lat powojennych, wedle ktorej stalinizm robila wylacznie garstka Zydow i zaprzancow, zas caly narod stal z bronia u nogi i walczyl moralnie, wypisujac antykomunistyczne slogany w szaletach.

Poniewaz dokumentacji kultury stalinizmu nie ma (za wyjatkiem publikacji ideologicznych, majacych na celu wykazanie, ze ktos byl Zydem wzgl. zaprzancem), zaczalem to kolekcjonowac. Najciekawsza czescia tego zbioru jest jego szczatkowosc, choc przez ostatnia dekade zaangazowalem w to kilku dobrych antykwariuszy, z raczej marnymi skutkami.

Filmow nie zbieram, bo popularyzacja wideo spowodowala, ze mozna je wszystkie w Polsce kupic. Wyjatkiem jest "Czapajew" w oryginalnej wersji, trudno dostepny nawet w Rosji. Poszukuje natomiast spiewnikow z lat 46-55, bardzo dzis rzadkich, choc wydawnictwa mlodziezowe i organizacyjne publikowaly ich wtedy wiele. Mam tylko jeden, wydany przez Ksiazke i Wiedze w 1950 roku: "Polskie piesni rewolucyjne z lat 1918-1939", zawierajacy nader ekspresyjne slowa, ktore pamietam z dziecinstwa:

...Wtem z defensywy szpicel parszywy
Podchodzi, mierzy. Slychac huk.
On juz sie wije, wola "Niech zyje
Powstanie zbrojne " - i padl na bruk...

Teraz problem z tym, ze nie mam gdzie tego trzymac. Kilka tygodni temu w Warszawie kupilem od pewnego mlodego antykwariusza skrzynke znakomitych i bezcennych pozycji, wliczajac wspanialy album "Nasi pogranicznicy", ale poniewaz i tak wracalem przez ocean z waliza ksiazek, musialem to tam zostawic do nastepnego wyjazdu.

Pozdrawiam,

Henryk D.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sun, 9 Nov 1997 19:43:51 +0100
From: "Julius Pilpel" <julpil@xxxxxxx.dk>
Subject: Sv: Minister Kultury/Podsumowanie

Drogi Henio,

Odczytuje (po prawie tygodniowej przerwie) ciekawe listy i przypomniales mi Prutkowskiego.

Jozek (za ktorym powtarzalo cale srodowisko artystyczne Warszawy: "wus zukce?") przychodzil codziennie do SPATIF'u o godz. 12.00. Pokazywal bramkarzowi, legendarnemu juz panu Franiowi gwiazde szeryfa i mowil: "W samo poludnie". Do podchodzacej kelnerki, slicznej Basi (zony Jerzego Duszynskiego) mawial: "Raz kozie cwierc". Ona wiedziala, ze chodzi o cwiartke wodki. Jozek, zreszta, nie wypijal wiecej, niz wlasnie te cwierc litra. Ale robil to codziennie. Lubil mnie bardzo, gdyz bylem chyba jedynym, autentycznym i nieklamanym Zydem, siedzacym przy stole.

Bylo ich trzech braci - i kazdy o innym nazwisku. Martula, Nacht (to ich prawdziwe nazwisko) i wlasnie nasz Jozek. Ktory nazwisko swoje wzial, jak wiadomo od Kuzmy Prutkowa.

Opowiadala wowczas cala Warszawa dowcip (Prutkowski nie zaprzeczal, ale tez nie potwierdzal), ktory byl ponoc autentykiem:

Na spotkaniu autorskim w Akademii Sztabu Generalnego podszedl do Prutkowskiego oficer, proszac o autograf.

"Pana nazwisko?" - zapytal Jozek.

"Pulkownik Huszcza" - (ten wlasnie!) Huszcza jeszcze nie byl generalem. Jozek wpisal mu, co nastepuje:

"Zadna baba sie nie spuszcza, kiedy ja pierdoli Huszcza".

Przepraszam wszystkie dziewietnastolatki na swietlicy (chociaz mam przeczucie, ze to piecdziesieciolatkow trzeba przeprosic). No, ale tak to bylo i cytowac nie mozna w inny sposob.

Jozef Prutkowski odszedl, nieodzalowany. Piszesz: "Zyd, satyryk, cynik i alkoholik". Ja jeszcze dodalbym: Ciekawa i barwna osobowosc.

Inaczej bylby zapomniany.

Sciskam Cie
Julek Pilpel

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sun, 09 Nov 1997 14:48:27 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Jozef Prutkowski

Julius Pilpel wrote:

> "Pulkownik Huszcza" - (ten wlasnie!)
> Huszcza jeszcze nie byl generalem.

Julku drogi, wspaniale wspomnienia o Prutkowskim. Klasyka. Jedno drobne sprostowanie: bohaterem i adresatem cytowanego przez Ciebie dwuwiersza nie byl gen. Zygmunt Huszcza. Prutkowski napisal to na przelomie lat 40-tych i 50-tych, kiedy Tuwim notowal swoje dwuwiersze o kolegach-poetach, zatytulowane "Dla rymu".

Pamietasz je:

"Wyrzuc swe piorko i kalamarzyk,
        Druhu Adamie, nazwiskiem Wazyk
."

albo:

"Tresc bardzo piekna, forma misterna,
        Wole Sternowa, niz wiersze Sterna
."

Bylo tych dwuwierszy ze dwa tuziny. Choc nie publikowane, cytowano je obficie w srodowisku literackim. Prutkowski, nie przyznajac sie do autorstwa (co slusznie zaznaczasz), puscil wowczas w obieg dwuwiersz o poecie (niezlym) i satyryku (marnym) Janie Huszczy, podowczas szeroko drukowanym.

Istnieje inna angedota o Prutkowskim i wojsku. Zapowiadal kiedys koncert piosenki zolnierskiej w Kolobrzegu, gdzie powiedzal: "Dyrygowal pulkownik Iksinski, i chor z nim..."

Serdecznosci,

Henryk D.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sun, 09 Nov 1997 15:36:19 -0500
From: czarnoch@xxxxxxxx.net
Subject: Re: Jozef Prutkowski

Elizabeth Sachs wrote:

>> Bylo tych dwuwierszy ze dwa tuziny. Choc nie publikowane,
>> cytowano je obficie w srodowisku literackim.

> Czy: "Dla Peipera i Putramenta
>         szkoda papiera i atramenta."

> jest z tej samej serii?

Tak, to z tej samej serii jak rowniez te dwuwiersze:

"Wole napady zbojeckich band od
        wierszy z podpisem Jerzy Jurandot
."

"Baka, Rozbicki, "Zloty oltarzyk"
        - Wszystko to lepsze niz Adam Wazyk
."

"Kostek Galczynski? Galczynski Kostek,
        Jak zmierzyc, to mi nie siegnie kostek
."

"Wole powiesci Marii Rodziewicz,
        Niz to, co kwili Tadzio Rozewicz
."

"Tolek Slonimski? Slonimski Tolek,
        Zmiazdzony moim geniuszem - polegl!
"

                                Dorota

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sun, 09 Nov 1997 17:06:31 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Rodowod Stalina

Julius Pilpel wrote:

JP>        W jednej z biografii Stalina, jej autor, Hindus
JP>        pisze: "Nazwisko Dzugaszwili wywodzi sie od Zydow
JP>        portugalskich, ktorzy przybyli do Gruzji z portu-
JP>        galskiej wyspy Dzuga. Dodano im do nazwiska:
JP>        "szwili".

Jozef Stalin mial skomplikowana genealogie. Jego matka, Keke Geladze, pochodzila z kaukaskiego plemienia Osetyncow, cieszacych sie opinia podejrzliwych i okrutnych, chetnie najmowanych w carskiej Rosji na policjantow i straznikow wieziennych. Oficjalnie za ojca Stalina uchodzil jej wiecznie pijany maz, szewc Beso Dzugaszwili. Jednakze...

Otoz Keke, aby zwiazac koniec z koncem, sluzyla w zamoznych domach tyfliskich. Jak glosi popularna po dzis dzien w Sowietach legenda, wykorzystal ja tam znany podroznik i badacz Nikolaj Michajlowicz Przewalski ("z" z kropka), znany z tego ze odkryl w Mongolii dzikiego konia, nazwanego jego nazwiskiem, a takze dzikiego wielblada. Keke rzekomo zaszla z nim w ciaze i urodzila malego Soso.

Wielka Radziecka Encyklopedia poswiecala Przewalskiemu nieprawdopodobna wrecz ilosc miejsca w czolobitnych artykulach, zdobionych barwnymi fotografiami o hagiograficznym charakterze. Na fotografiach Przewalski odznaczal sie uderzajacym podobienstwem do Stalina; to samo czolo, ta sama linia wlosow, identyczne wasy. Portretowano go najczesciej w mundurze, co jeszcze bardziej potegowalo wrazenie podobienstwa do generalissimusa. Co wiecej, w szkolach radzieckich wbijano dzieciom do glow najdrobniejsze szczegoly zycia i osiagniec Przewalskiego, a w ksiegarniach sprzedawano liczne monografie o jego dokonaniach. W Radzieckiej Akademii Nauk wisial jego portret, wiekszy rozmiarami i w bogatszych ramach niz portrety Mendelejewa, Lomonosowa i Miczurina.

Mikolaj hrabia Przewalski pochodzil ze zruszczonej rodziny polskiej. Tak wiec, w mysl owej opowiesci, Jozef Stalin byl nie Zydem, lecz - w polowie - czystej krwi Polakiem. Zwolennicy personalistycznej wizji historii wytlumacza sobie w ten sposob interesujacy paradoks: nienawisc, jaka Wodz Narodow zywil po rowni tak do Polakow, jak i do Zydow.

Pozdrowienia,

Henryk D.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sun, 9 Nov 1997 23:39:04 +0100
From: "Julius Pilpel" <julpil@xxxxxxx.dk>
Subject: Jeszcze o Prutkowskim

Heniu,

Dzieki za sprostowanie. Chociaz bardzo czesto starym zdarzeniom przypisuje sie nowe, i tak w kolko.

Prutkowski bardzo czesto powtarzal: "Czy Pan tu podaje?" - mowiac to do kazdego wchodzacego na sale. A historia (jak mowil sam Prutkowski!) miala miejsce w Ministerstwie Kultury podczas rozdawania nagrod zasluzonym dzialaczom Kultury. Wtedy wlasnie powiedzial Motyce te legendarne juz slowa. O ile pamietam, to sam Prutkowski byl autorem genialnego powiedzonka, ktore krazylo po Warszawie w pamietnych marcowych dniach: "Zawsze mowilem, ze Dajczgewant powinien zmienic nazwisko na "Ost-dajczgewant" i nie mialby zadnych problemow." Powiedzonko to uslyszalem pozniej od Olka Drozdzynskiego, ktory sobie przypisal autorstwo. Albo moze bylo na odwrot?... Gdyby ciekawi ludzie nie byli megalomanami i kabotynami - jakze ubozszy bylby nasz swiat.

Sciskam Cie

Julek Pilpel

P.S. Opowiedziano mi w Warszawie w zeszlym tygodniu autentyk (!?) o Walesie. Lubi on uzywac obce slowa, ktorych znaczenia nie zawsze rozumie. Koledze, ktory doniosl mu o tym, ze Iksinski go (Walesy) nie lubi, odparl: "Moze mnie pocalowac w dupe. I vice versa.."

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sun, 09 Nov 1997 20:00:58 -0500
From: pollin@xxx.com
Subject: Stalin

Mam nadzieje, ze moja sostra, Danka wtraci sie do tej dyskusji i pomoze mi w moich wspomnieniach. Przez wiele lat nasza mama meczyla mnie jak i moja nauczycielke muzyki, Pani Nizielska, zmuszajac mnie do grania na pianinie. Granie - to duza przesada, po trzech - czterech latach jedyna melodia jaka potrafilam wystukac to Fale Dunaju. Od tego czasu nabawilam sie chronicznych migren, ktore przychodzily co tydzien, dokladnie o 3:55, w czwartek, na 5 minut przed przjsciem pani Nizielskiej. Ale do Stalina: na pianinie staly dwie moje ulubione postacie, z bialego, pieknego gipsu - jeden to byl dziadzia Lenin a drugi - dziadzia Stalin. Chyba w 55 roku wujaszek Stalin zniknal - zamartwialam sie, podejrzewalam siostre, ze zrzucila i rozbila i jak zwykle skonczy sie na tym, ze to ja bede oskarzona. Ale nic... cisza, jakby go nigdy nie bylo. Biedny Lenin sam zostal na czarnym, blyszczacym pianinie. Po roku on tez zniknal - bez tlumaczen.

Wszystko co zostalo to dziesiatki plyt 78 z przemowieniami towarzysza Stalina. Nie pamietam, by kiedykolwiek ktos ich sluchal, ale byly. W 1966 nie moglam byc inna niz moi wszyscy przyjaciele i absolutnie musialam miec jeansy. Pojechalam na bazar Rozyckiego i ku mojemu zdziwieniu bez klopotow sprzedalam wszystkie plyty - starczylo jak raz na spodnie , chyba 700 zl. Z innych bardzo waznych pozesji moich rodzicow byl set encyklopedii sowieckiej, ze 40 tomow. W lutym 68, przygotowujac sie do wyjazdu, nie wiedzielismy co z tym fantem zrobic. Nikt nie chcial kupic (rodzice sie pewnie bali nawet zaproponowac), wyrzucic na smieci tez strach, a nuz nasz dozorca, Pan Szydziak (nie zartuje) doniesie i zabiora nam paszporty.

Moj dzielny Tata wymyslil, ze codziennie kazdy z domownikow bedzie wynosil po jednym z tomow i wrzucal w zaspe brudnego sniegu na naszej ulicy Narbutta. Tak i bylo - ciekawe jaka byla reakcja po odwilzy. Nigdy sie nie dowiedzialam.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sun, 9 Nov 1997 19:04:36 -0500
From: edharley@xxxx.com (Ed Harley)
Subject: Re: Sv: Minister Kultury/Podsumowanie

> Date: Sun, 9 Nov 1997 13:47:55 -0500 (EST)
> From: esachs@xxx.xxxxx.edu (Elizabeth Sachs)

ES>     Syn Prutkowskiego, ktorego imie wylecialo mi
ES>     z pamieci, romansowal przez pewien czas z moja
ES>     kolezanka, Zosia Z. i kiedys bylismy cala grupa
ES>     na wakacjach nad morzem. Nie wydaje mi sie,
ES>     zeby odziedziczyl dowcip ojca a juz na pewno
ES>     nie mial jego, powiedzmy "bezposredniego",
ES>     sposobu bycia. Wrecz  przeciwnie, zadreczal
ES>     nas przesadnym przestrzeganiem zasad savoir
ES>     vivre'u, niekonczacymi sie "czy mozna",
ES>     "przepraszam", "dziekuje", "prosze" i "nie
ES>     ma za co". W dodatku, za kazdym razem gdy,
ES>     choc na chwile, wychodzil z pokoju, w ktorym
ES>     wszyscy przesiadywalismy, pukal - wracajac
ES>     - do drzwi i nie wszedl poki ktos nie
ES>     powiedzial "prosze". O ile sie nie myle,
ES>     romans nie przezyl tych wakacji...

ES>     Przypomina mi to anegdote o Swiatopelku
ES>     Karpinskim, ktory, przy okazji jakiejs
ES>     calonocnej podrozy koleja, z kazdej stacji
ES>     wysylal narzeczonej telegram KOCHAM STOP
ES>     SWIATEK. Zanim dojechal do miejsca przez-
ES>     znaczenia,  narzeczona zerwala zareczyny...

ES>     Milej niedzieli zycze,

> Elzbieta

Syn Jozka sie nazywa Janusz Prutkowski. O ile pamietam, to po romansie z Z.Z. stracil duzo z tej przesadnej grzecznosci. Od dawna, niestety, stracilem z nim kontakt. O ile wiem, to Janusz sie ozenil z Ela Manelli i mieszka gdzies w USA, moze w Pittsburgu, bo pracowal w firmie, ktora produkuje stal. Jesli ktos z reunionistow/ek wie cos wiecej, dajcie znac. Ed.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sun, 9 Nov 1997 19:21:56 -0500
From: edharley@xxxx.com (Ed Harley)
Subject: Re: smierc Stalina

On Sun, 9 Nov 1997 12:45:17 +0100 "Ludwika Wujec"
<xxxxxxx2@xx.com.pl> writes:

LW>     Ja bylam wtedy w podstawowce. Na korytarzu
LW>     w honorowym miejscu wisial portret Stalina
LW>     przewiazany krepa  i harcerze (przedszkolakom
LW>     do wiadomosci - nie ZHP, tylko OH wzorowana na
LW>     pionierach, ideologicznie sluszna i z obowiaz-
LW>     kowymi czerwonymi chustami) stali przed nim
LW>     na warcie z reka podniesiona do czola
LW>     w pionierskim salucie.
                   .........
> Ludka

Pozwole sobie przeslac to wspomnienie o Stalinie, ktore juz raz kiedys poslalem Leonowi R. Leon - wybacz!

W marcu 53go bylismy z Ewa i rodzicami na wakacjach w jakims pensjonacie resortu kultury w Bierutowicach (czy one sie jeszcze tak nazywaja?). Kiedy oglosili smierc Stalina i byla minuta ciszy, wszyscy wyszli przed pensjonat. Wozy drabiniaste staly w miejscu, syreny fabryczne i klaksony ciezarowek trabily. Dorosli (ja mialem wtedy 7.5 a Ewa 6 lat) stali na bacznosc i plakali. Jak sie ta tak zwana minuta skonczyla, chcielismy wrocic do pensjonatu, ale sie okazalo, ze ktos w tak zwanym miedzyczasie wysmarowal wszystkie klamki gownem.

Z pachnacymi pozdrowieniami,

Ed.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sun, 09 Nov 1997 21:03:24 EST
From: majka.ek@xxxx.com (Majka Krakowski)
Subject: Re: Spiewnik... i smierc Stalina...

Henryk Dasko napisal:

HD>     ... Mam tylko jeden, wydany przez Ksiazke
HD>     i Wiedze w 1950 roku: "Polskie piesni rewolucyjne
HD>     z lat 1918-1939", zawierajacy nader ekspresyjne
HD>     slowa, ktore pamietam z dziecinstwa:

        ...Wtem z defensywy szpicel parszywy
	Podchodzi, mierzy. Slychac huk.
	On juz sie wije, wola "Niech zyje
	Powstanie zbrojne " - i padl
        na bruk..."

Heniu,

z tego samego spiewnika pamietam piesn ktora czasami ojciec nucil:

"Wymoczek, obloczek,
cymbal, glizda,
pusty leb,
reakcjonalista,

wysoka posadka
marzen szczyt,
droga gladka
maly wstyd...
"

Wiecej nie pamietam. Ale nigdy tez mi nie odpowiedzial o kogo mu chodzilo bo spiewal w latach 50-tych a spiewnik byl, jak sam pamietasz, z lat 1905(?) do 39.

A co do smierci Stalina to pamietam jak dzis... Na przelomie lutego i marca '53 roku, tradycyjnie jak co roku, bylismy z rodzicami w Zakopanem. Ostry rezym sportowy. Rano narty z ojcem, po poludniu rodzice na kawe ze znajomymi do "Kmicica" a dzieciaki na oranzade z ciastkiem. Towarzystwo bardzo mieszane, troche rzadu, troche kultury. Wsrod stalych bywalcow byl miedzy innymi Julian Tuwim. Ktoregos dnia, pod koniec lutego, przy drzwiach do "Kmicica" stala zaplakana kelnerka. Zobaczywszy ojca, wybuchla ponownie placzem i szlochajac wystekala-- "Oj, takie wielkie nieszczescie, towarzysz Tuwim umarl!". Oczywiscie szok, poprzedniego dnia wszyscy razem pili kawe (i nietylko). Ojciec otrzasnal sie pierwszy i ja lekko ofuknal: "OBYWATEL Tuwim, prosze pani". Tego dnia dorosli nie pili juz kawy. Bodajze tydzien pozniej (warto by bylo sprawdzic daty) ta sama zaplakana kelnerka oznajmila nam przy drzwiach. "Co za nieszczescie, obywatel Stalin umarl!". I tym razem ojciec (ktory w tych czasach byl w jakims sensie jej szefem) znowu ja skorygowal: "Nie, pani Zosiu, tym razem TOWARZYSZ Stalin... Towarzysz!..." I znowu polala sie wodka.

Pozdrawiam,

Andrzej Krakowski

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Mon, 10 Nov 1997 00:55:13 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Poeci i rewolucja

        "Wymoczek, obloczek,
        cymbal, glista,
        pusty leb, reakcjonista,
        rzadowa posadka - marzen szczyt,
        droga gladka - maly wstyd..."

Autorem piosenki zatytulowanej "Korporancik", powstalej w latach trzydziestych, byl Lucjan Szenwald, zdolny i dzis calkiem zapomniany poeta. Uchodzil za czolowego barda przedwojennego ruchu komunistycznego w Polsce. W czasie wojny w ZSRR, m.in. byl czyms w rodzaju szefa literackiego I Dywizji im. T. Kosciuszki. Zginal w wypadku samochodowym w 1944 roku.

AK>     [...] Bodajze tydzien pozniej (warto by bylo
AK>     sprawdzic daty) ta sama zaplakana kelnerka
AK>     oznajmila nam przy drzwiach "Co za nieszczescie,
AK>     obywatel Stalin umarl!". I tym razem ojciec
AK>     (ktory w tych czasach byl w jakims sensie jej
AK>     szefem) znowu ja skorygowal: "Nie, pani Zosiu,
AK>     tym razem TOWARZYSZ Stalin... Towarzysz!..."
AK>     i znowu polala sie wodka.

No, niezupelnie... Zawsze mowie, ze diabel mieszka w szczegolach. Julian Tuwim umarl blisko rok po Stalinie, pod koniec grudnia 1953. Ciekawe, ze wsrod wierszy powstalych na smierc Stalina nie pamietam utworu Tuwima, choc pisali wtedy wszyscy wazniejsi. Slonimskiemu, ktory przed wojna pisal ostre felietony przeciwko Rosji Sowieckiej, pozwolono nie pisac...

Pozdrowienia,

Henryk D.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Mon, 10 Nov 1997 07:53:42 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Poeci i rewolucja

Gurnicht wrote (o smierci Lucjana Szenwalda):

FG>     A czy wiadomo kto mu ten "wypadek" uczynil?
FG>     Meyerhold tez tak zginal...

Filek, jestes czlowiekiem podejrzliwym. Skad takie pomysly, to czysta propaganda antyradziecka...

Wsiewoloda Meyerholda, jednego znajwybitniejszych tworcow teatru rosyjskiego, rozstrzelano w Moskwie w lutym 1940 (efekt byl ten sam, ale ja wierze, ze historia sklada sie ze szczegolow). Mam wrazenie, ze masz na mysli Salomona Michoelsa, znakomitego zydowskiego aktora i przewodniczacego Zydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego. Michoelsa istotnie zamordowano, po czym upozorowano przejechanie przez ciezarowke. Szenwald zginal inaczej.

Wypadek mial miejsce w sierpniu 1944 pod Kurowem, na szosie lubelskiej, w chwile po nalocie samochodow niemieckich. Szenwald jechal otwartym jeepem. Z szesciu pasazerow przezylo troje, dwoch zginelo na miejscu, sam Szenwald zmarl w szpitalu w kilka godzin pozniej.

Pozdrawiam,

Henryk D.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Mon, 10 Nov 1997 15:02:22 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: The Pope's Penis lub swietlica czy szambo.

jacob wrote (o poetce amerykanskiej Sharon Olds):

JB> Elizabeth Sachs wrote:

ES>> Niedawno bylam na wieczorze autorskim Sharon Olds
ES>> [--] Postanowilam Wam tu jeden wiersz przepisac:

The Pope's Penis

It hangs deep in his robes, a delicate
clapper at the center of a bell.
It moves when he moves, a ghostly fish in a
halo of silver seaweed, the hair
swaying in the dark, and the heat -- and at night,
while his eyes sleep, it stands up
in praise of God.

JB> Czy ktos zna blizej [wiersze] tej poetki? Czy nie
JB> jest ona troche stuknietym zboczencem? Juz predzej
JB> by to pasowalo na stuknietego zboczonego mezczyzne.
JB> A moze ona chciala pokazac jaka jest "odwazna"
JB> i nowoczesna?

Drogi Panie Jakubie,

Ja ja znam. Jak i Elzbieta, bylem kiedys na jej wieczorze autorskim. Sadzac po atrybutach znanych publicznie - aparycja, zachowanie, tworczosc - stuknieta nie jest. Nie jest tez na pewno mezczyzna. Czy jest "zboczencem" - nie wiem, przede wszystkim dlatego, ze zboczenie jednych jest codzienna przyjemnoscia drugich. Prosze sie poradzic Julka B., on jako psychoanalityk lepiej to Panu wyjasni.

Prosze przyjac uklony etc.,

Henryk Dasko

P.S. Ciekawe - nie sadzilbym, ze wlasnie ten posting wybierze Pan ze Swietlicy jako przyklad "szamba". Nowy dzien, nowe niespodzianki...

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Mon, 10 Nov 1997 18:11:32 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: RE: Poeci i rewolucja

Elzbietko,

Od dzis uznaje Cie za najwyzszy autorytet w sprawach poetyckich. i to ogolnie, a nie tylko w kwestiach dotyczacych Jozefa Stalina badz przyrodzenia Ojca Sw.

Czolobitnie,

Henryk D.

-----Original Message-----
From: Elizabeth Sachs [SMTP:esachs@xxx.xxxxx.edu]
Sent: Tuesday, November 11, 1997 3:41 AM

Ciekawe, ze wsrod wierszy powstalych na smierc
Stalina nie pamietam utworu Tuwima (...)

Henryku,
Nie masz pojecia jak sie ciesze, ze czasem czegos nie pamietasz. Listy Twoje i Anki Lec spowoduja, ze przedawkuje Ginko... Masz tu drobny prezencik:

POTEGA KTOREJ NIC NIE ZLAMIE 

Wielka jest nasza ziemia
- a nie ma na niej, jak dluga i szeroka,
takiego kilometra kwadratowego
przestrzeni, na ktorym ludzie nie
oplakiwaliby smierci ukochanego swego brata,
obroncy, nauczyciela, prawodawcy sumien
- Jozefa Stalina.

Julian Tuwim
poeta

Choc zdrugiej strony:

HOLDY 

A to co za makabryczna kolejka?
Kto do cienia z holdami sie tloczy?
Dobrze cieniu, ze masz ciemne oczy,
Jeszcze lepiej, ze usta twoje
smierc wieczystym zamknela spokojem,
Milosierna smierc dobrodziejka.
A najlepiej ze juz nie masz sily,

(Grudzien, 1953)

Pozdrawiam serdecznie,

Elzbieta

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Tue, 11 Nov 1997 13:51:10 EST
From: majka.ek@xxxx.com (Majka Krakowski)
Subject: Re: Poetry in motion...

Zastanawia mnie reakcja niektorych naszych swietliczan na wiersz Sharon Olds... Skad to nagle oburzenie na Elzbiete, kwestionowanie klasy, itd?... O co nam naprawde chodzi? Ze wiersz o czlonku papieza i to po angielsku jest niedopuszczalny? A przypomnijmy sobie jak jeszcze nie tak dawno biegalismy cytujac naszego ukochanego Juliana Tuwima:

..."I ty ksiezulu co kutasa
zawiazanego masz na supel,
by ci przypadkiem nie pohasal,
pocalujcie mnie wszyscy w dupe
..."

(Cytuje fragment z pamieci, wiec moze nie dokladnie -- nasi filologowie, prosze o pomoc! Kto pamieta reszte?)

Podwojny standart, czyz-nie?

Pozdrawiam,

Andrzej Krakowski

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Tue, 11 Nov 1997 17:19:32 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Przyrodzenie Ojca Swietego

jacob wrote (o zboczencach i poetce amerykanskiej Sharon Olds): [--]

JB> Jestem bardzo tolerancyjnym i staram sie rozumiec
JB> kazdego czy to zboczenca, czy tez niezboczonego
JB> "zboczenca". Nie moge sie tylko pogodzic z tym, ze
JB> niektorzy zboczency, np. homoseksualisci, demonstruja
JB> noszac plakaty lub wywolujac: "Jestem dumny z tego,
JB> ze jestem humoseksualista". Nie widze ja w tym zadnej
JB> dumy. Niektorzy nawet twierdza, ze wlasnie oni sa
JB> tymi normalnymi. To by znaczylo, ze natura jest
JB> nienormalna. Dlatego tez z okresleniem normalny czy
JB> zboczony nie powinno byc zadnych trudnosci. Normalne
JB> jest to, co jest naturalne i co charakteryzuje
JB> wiekszosc ludzi.

Drogi Jakubie,

Nielatwo nam bedzie sie porozumiec. Nasze drogi rozchodza sie w chwili, kiedy homoseksualistow zaczyna sie okreslac mianem zboczencow. To nie jest moja semantyka i nie chce nawet podejmowac polemiki na ten temat. Nie chce sie wdawac w dyskusje, czy uznanie preferencji homoseksualnych za dopuszczalna norme spoleczna zaowocuje jutro akceptacja kopulowania z kozami i z dziecmi.

Co do normalnosci - nie mnie decydowac. Wiekszosc? Za duzo widzialem aberracji zbiorowych, zeby siegac po uogolnienia. Natura? Doberman moich przyjaciol probuje mnie pokryc przy kazdej okazji, i ze wstydem przyznaje, ze kilka razy mu sie prawie udalo.

JB> [--] ten wiersz. Wywolal u mnie niesmak. Poza tym, jest
JB> szarganiem czyichs swietosci. Nie jestem religijnym,
JB> nie bylem nim juz od mlodosci, a jednak wstret we mnie
JB> wywolala przedwojenna mlodziez komunistyczna, ktora
JB> w soboty, a szczegolnie w Sadne Dni, stawali przed
JB> boznicami i w czasie kiedy Zydzi wychodzili z modlitwy,
JB> zapalali im na zlosc papierosy.

Ze wiersz Sharon Olds wywolal w Tobie niesmak - wierze. Twoje prawo, Twoja estetyka. Sam uwazam go za niepotrzebnie prowokujacy obrazem, choc swietny poetycko. Wierze tez, ze mozesz go uznac za obraze cudzej wiary. Moglbym tu napisac, ze dyskusja nad prawem artysty do szargania swietosci jest rownie stara, jak nasza cywilizacja. Ale - nie w tym rzecz.

Wczoraj pytales, czy Sharon Olds jest "zboczencem", a moze nawet "zboczencem - mezczyzna". Rozumiem z Twojego dzisiejszego listu, ze chodzi Ci o homoseksualistow, i to im przypisujesz "szarganie swietosci", oraz estetyke, ktora budzi w Tobie niesmak. Ciekawe. Mam do Ciebie tylko jedno pytanie: a Zydom tego nie przypisujesz?

Uklony,

Henryk D.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Tue, 11 Nov 1997 20:07:12 -0800
From: "Gurnicht" <shylock@xxxxxxx.net>
Subject: Re: Poeci i rewolucja

Masz racje, pomylilem sie. Mialem na mysli Michoelsa. A co dotyczy Meyerholda, to dla czego obluzniles go ze mial on cos wspolnego z teatrem rosyjskim. Byl on rezyserem i actorem w teatrze Zydowskim (juz za czasow Gorbaczewa pokazali na telewizji jego monolog Krola Lira na jidisz. Malo co zrozumialem z tego, ale krytycy sowieccy powiedzieli ze to jest dobre, a jezeli sowietcka cenzura chwali cos Zydowskie, trzeba temu wierzyc). A propos, wkrotce po smierci Meyerholda teatr ZYDOWSKI BYL zlikwidowany, za kosmopolityzm, a w budynku od tego czasu (nie wiem czy nie do dzisiaj) byl zorganizowany Teatr Cyganow (co tez bylo na dobrej skali, bo kilka zydow wciaz gralo tam cyganow).

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Tue, 11 Nov 1997 23:38:26 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Dwaj panowie M.

Filek, po raz drugi: Michoels, nie Meyerhold. Wsiewolod Meyerhold nie mial nic wspolnego z teatrem zydowskim. Byl czolowym przedstawicielem rosyjskiej awangardy teatralnej. Po rewolucji kierowal calym teatrem sowieckim z ramienia Ludowego Komisariatu Oswiaty, a od 1920 - zalozonym przez siebie Teatrem Republiki Rosyjskiej. Teatr zamknieto po aresztowaniu Meyerholda w 1938.

Najslynniejszym zydowskim aktorem w Rosji byl Solomon Michoels. To on, a nie Meyerhold, byl wspoltworca Panstwowego Teatru Zydowskiego w Moskwie, zalozonego w 1920 roku (ze sciennymi malowidlami Chagalla) i zostal jego dyrektorem w 1928. Tam wlasnie odtwarzal Krola Lira w 1935 roku. W 1939 roku dostal Nagrode Leninowska.

W 1942 roku zostal przewodniczacym Zydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego, a w 1943 pojechal z delegacja do USA, Kanady, Meksyku i Anglii. Michoelsa zamordowano w 1948 roku, pozorujac wypadek samochodowy. Swietlana Allilujewa pisala, ze byla swiadkiem wydania przez Stalina rozkazu likwidacji Michoelsa.

Pozdrowienia,

Henryk D.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Wed, 12 Nov 1997 10:20:51 -0500
From: xxxxxxxx@eve.xxxxxxxxxx.edu (Rena Maltzman)
Subject: Re: HENRYK GRYNBERG

Drohobycz coverDrogi Leonie, Spotkalam Henryka Grynberga na odczycie tutaj dwa tygodnie temu na uniwerku w okolicach Bostonu. Poniewaz publicznosc byla w wiekrzosci "english speaking", czytal po angielsku urywki ze Zwyciestwa (Victory). Brzmialo to tak sobie, ale Alan (moj amerykanski maz) byl zadowolony. Potem przeczytal ostatnia strone po polsku. Roznica jak miedzy dniem i noca.

Zareagowalam calkowicie inaczej, duzo bardziej emocjonalnie. Urywki z Drohobycza byly tez czytane po angielsku przez kobiete , ktora "Drohobycz, Drohobycz" obecnie tlumaczy. Mam nadzieje , ze Henryk bedzie czytal po polsku. Eva miala racje. A lot gets lost in translation. Bawcie sie dobrze, Rena (Skowronek) Maltzman.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Wed, 12 Nov 1997 14:30:41 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: kto mi przetlumaczy

Res. de Tusch-Lec wrote:

AL>     Coraz bardziej intryguje mnie ta sprosna
AL>     poezja wyslana przez frywolna Elzbite. Czy
AL>     jednak, ktos nie mogl by mi go przetlumaczyc,
AL>     tylko prosze ze wszystkimi detalami.

Aniu droga,

Rozczarujesz sie, bo sprosnosci ani na lekarstwo. A oto doslowny - nie poetycki - przeklad.

Pozdrowienia,

Henryk D.

Sharon Olds

Czlonek papieza
Zwisa w glebi jego szat, delikatne
serce we wnetrzu dzwoneczka.
Rusza sie, gdy i on sie rusza, widmowa ryba w
koronie srebrnych wodorostow, wlosow
falujacych w ciemnosci i w zarze — a w nocy,
gdy jego oczy spia, powstaje
ku chwale boskiej
.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Fri, 14 Nov 1997 01:32:07 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Poetka chrzescijanska

jacob wrote (o poetce Sharon Olds):

JB> Czy ona jest Zydowka?

Nie. Zdaje sie, ze jej pradziadkiem byl Ransom Eli Olds, tworca najstarszej z istniejacych do dzis marek samochodowych w USA (w tym roku stulecie). Poza Sharon Olds, pradziadek mial jeszcze inny wklad do kultury masowej. Glosna na przelomie lat 70-tych i 80-tych grupa rockowa REO Speedwagon przyjela nazwe od modelu samochodu wyprodukowanego przez Oldsa w 1904 roku i nazwanego jego inicjalami.

Henryk D.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sun, 16 Nov 1997 11:10:49 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Cena przezycia

Leon Rozenbaum wrote (do Jozka Zorskiego na temat "taktyki przezycia" Zydow wspolpracujacych z Niemcami):

LR>     Jakie postawy czlonkow judenratow, kapow
LR>     w obozach, zydowskich policjantow w gettach
LR>     czy nawet zydowskich konfidentow Gestapo
LR>     wydajacych Zydow, byly podyktowane czymkolwiek
LR>     innym niz checia przezycia i ratowania bliskich?
LR>     Nie chcesz mi powiedziec, ze pod wplywem glodu,
LR>     smrodu i grozby smierci oni polubili Hitlera?

Leon, nie w tym rzecz.

Truizmem jest to, co piszesz o warunkach zaglady: "okrutne czasy wywoluja okrutne instynkty w niektorych ludziach. Kto wie jak my bysmy sie zachowali wtedy?" Kwestia jednak nie w "checi przezycia", bo to wspolne dla wszystkich - kwestia w cenie, jaka sie za to placi. A tu zakres postaw byl ogromny i mam wrazenie, ze o tym Jozek pisze - od Korczaka po Calela Perechodnika, czlonkow Jüdischer Ordnungsdienst czy literacka postac Apfelbauma / Jablkowskiego z "Samsona". Zydzi sa narodem nie innym od reszty ludzkosci, wiec i w warunkach Holocaustu nie brakowalo wypadkow proby przedluzenia wlasnej egzystencji za cene zycia innych.

Pytasz o prawo do osadu. Sa dwa osady - ten prawny i ten moralny. O prawnym pisal historyk Piotr Wrobel w b. ciekawym tekscie, ktorego niestety nie moge w tej chwili znalezc. Dotyczyl przeprowadzanych w Polsce po wojnie procesow czlonkow Judenratow, o ile pamietam w wiekszosci zakonczonych werdyktami stwierdzajacymi, ze litera prawa nie potrafi rozstrzygnac dylematow tamtego czasu i tamtych warunkow. Obaj wiemy jednak, ze byly wypadki skazania zydowskich agentow na kare smierc przez organizacje badz sady podziemne.

Jozek nie broni marcowej tworczosci i pisze o tym wyraznie. Nie probuj mu sugerowac czegokolwiek innego, bo to nieprawda. Ale to absolutnie nie znaczy, ze kazda proba opisania ciemnych kart historii zydowskich agentow jest sui generis antysemicka czy tez moralnie nieczysta. Tak nie jest. Jesli stawiamy na piedestale Korczaka, to miedzy innymi dlatego, ze m  i a l inne wyjscie. Ostateczne wybory Appla, Diamanda, Brandstaetterowej i innych zydowskich konfidentow pozostaja ich wyborami, jak pozostaja nimi decyzje Lubetkin, Edelmana czy Anielewicza.

Tak, byli ofiarami. Moim zdaniem, warto sie jednak zastanowic nad pytaniem, pod ktorym, jak sadze, i Ty sie podpiszesz: w jakim momencie ofiara rezygnuje z prawa do miana ofiary? W odniesieniu do spraw, o ktorych tu mowa, jest to temat, ktory - niestety - zazwyczaj oddajemy antysemitom walkowerem.

Pozdrowienia,

Henryk D.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sun, 16 Nov 1997 16:16:12 -0500 (EST)
From: Stan Matwin <stan@xxxx.xxxxxxx.ca>
Subject: Re: Cena przezycia

On Sun, 16 Nov 1997, Henry Dasko wrote:

HD>    [...] Zydzi sa narodem nie innym od reszty ludzkosci,
HD>    wiec i w warunkach Holocaustu nie brakowalo wypadkow
HD>    proby przedluzenia wlasnej egzystencji za cene zycia
HD>    innych.

Calkowicie zgadzam sie z Henrykiem. Mysle, ze probierzem dojrzalosci i glebi narodu czy tez wspolnoty religijnej jest wlasnie to: jak gleboko ludzie Ci sa sklonni przyjrzec sie sobie samym, swojej historii, nie odrzucajac zadnego jej epizodu, nie pomijajac zadnej jednostki. I nie chodzi tu o zadne niemile uogolnienia, do ktorych pojedyncze postaci w rodzaju Sabiny czy Perechodnika absolutnie nie uprawniaja nikogo. Chodzi po prostu o uczciwosc i wiarygodnosc. Jesli wymagamy od Polakow, aby moralnie rozliczyli sie ze szmelcownikow, to nie mozemy zamykac oczu nawet na jeden tego typu wypadek wsrod Zydow. A prawo do oceny moralnej? Mysle, ze w naszym pokoleniu, w ktorym wszyscy jestesmy w tej materii rowni, w tym sensie ze nikt z nas Holocaustu nie przezyl, mamy je wszyscy.

Staszek

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Mon, 17 Nov 1997 06:08:10 -0500
From: Leon Rozenbaum <irony@xxxxxxxx.xxx.net>
Subject: Re: Cena przezycia

At 11:10 97-11-16 -0500, Heniek Dasko napisal
        komentujac ponizsze:

HD>> Leon Rozenbaum wrote (do Jozka Zorskiego
HD>> na temat "taktyki przezycia" Zydow
HD>> wspolpracujacych z Niemcami):

JZ>>>    Jakie postawy czlonkow judenratow, kapow
JZ>>>    w obozach, zydowskich policjantow w gettach
JZ>>>    czy nawet zydowskich konfidentow Gestapo
JZ>>>    wydajacych Zydow, byly podyktowane czymkolwiek
JZ>>>    innym niz checia przezycia i ratowania bliskich?
JZ>>>    Nie chcesz mi powiedziec, ze pod wplywem glodu,
JZ>>>    smrodu i grozby smierci oni polubili Hitlera?

HD> [...] Zydzi sa narodem nie innym od reszty ludzkosci,
HD> wiec i w warunkach Holocaustu nie brakowalo wypadkow
HD> proby przedluzenia wlasnej egzystencji za cene zycia
HD> innych.

TRUIZMY, NAWET TE NAJBARDZIEJ wyswiechtane, nadal pozostaja prawda. Mysle, ze nie szkodzi przypomniec te nawet najbardziej banalne prawdy. Nikt z nas nie ma prawa sie przymierzac tylko do oprawek fotografii bohaterow getta. Mozliwe, ze wiesz lepiej co Jozek chcial napisac. Ja tylko komentowalem to co napisal. Cytuje: "...ja nie jestem pewien, czy wszystko co ta niedoszla pani minister pisala o Rumkowskim i Lodzi bylo li tylko antysemityzmem (bylo oczywiscie ze wzgledu na okres i cel w jakim pisala, itp ale czysto historycznie...)." Dlaczego korespondentka Sledzinska nie ujawnila tych prawd historycznych w innym roku, na przyklad 1963 albo 1964? Mialem wtedy dosc anty-syjonistyczne poglady i chetnie ja poczytal! Nie zgadzam sie z Jozkiem, ze zydowskie wojenne grzechy sa szkieletami w naszej zydowskiej szafie. Nie w mojej! Nie brakuje przeciez literatury na ten temat. A wiec o co chodzi! Zeby sie zrewanzowac tym Polakom, ktorzy szlachetnie opisuja nieslawne momenty z czasow wojny? Przeciez oni to robia dla zaspokojenia glebokiej potrzeby utrwalenia raz na zawsze prawdy historycznej a nie jakiegos tam historycznego ping-pongu: "Dam ci trzech zydowskich policjantow i czlonka judenratu za tuzin szmalcownikow!" Piszesz, ze kwestia nie w "checi przezycia" ale w cenie jaka sie za to placi. Kto z truizmami wojuje, ten od truizmow...

HD>> [...] Obaj wiemy jednak, ze byly wypadki skazania
HD>> zydowskich agentow na kare smierci przez organizacje
HD>> badz sady podziemne.

TO, ZE POWOJENNE SADY ICH zwolnily nie jest dowodem ich niewinnosci ani argumentem przeciwko ich sadzeniu. Samo czlonkowstwo w Radzie Zydowskiej nie bylo dowodem kolaboracji z okupantem. W Izraelu tez odbylo sie kilka procesow po wojnie przeciwko zydowskim policjantom i jednemu, bodajze, zydowskiemu kapo (wszyscy wiemy, ze bylo ich wiecej). Wszystkie skonczyly sie uniewinnieniem lub zwolnieniem.

HD>> Jozek nie broni marcowej tworczosci i pisze
HD>> o tym wyraznie. Nie probuj mu sugerowac
HD>> czegokolwiek innego, bo to nieprawda.

NIE PRZESZKADZA MI HENIEK, kiedy walczysz z demonami i od czasu do czasu sie do Ciebie przylaczam. Tutaj niestety krytykujesz sugestie, ktorej nie bylo. Podalem powyzej jeszcze raz doslowny cytat z Jozka listu, z ktorego bez cienia watpliwosci wynika, ze wydaje mu sie, ze historycznie p. Sledzinska mogla miec racje.

Nie wydaje mi sie, ze musimy takie stwierdzenie bezkrytycznie przyjac. Przynaleznosc do judenratu i policji zydowskiej nie byla w zadnej mierze typowa reakcja Zydow na wprowadzony przez Niemcow anty-zydowski rezym. Nie uznaje tez, ze jakakolwiek "marcowa" tworczosc moze byc przyczynkiem do poglebienia prawdy historycznej. Pisanie o Rumkowskim w 1968-ym roku, ze byl szuja i kanalia nic nie dodalo do obiektywnej prawdy o okresie wojny. Poza tym, zadnemu z nas nie wydrukowaliby wtedy listu do redakcji, w ktorym nazwalibysmy taka ocene postaci Rumkowskiego truizmem.

Ale to absolutnie nie znaczy, ze kazda proba opisania ciemnych kart historii zydowskich agentow jest sui generis antysemicka czy tez moralnie nieczysta. Tak nie jest. Jesli stawiamy na piedestale Korczaka, to miedzy innymi dlatego, ze m i a l inne wyjscie. Ostateczne wybory Appla, Diamanda, Brandstaetterowej i innych zydowskich konfidentow pozostaja ich wyborami, jak pozostaja nimi decyzje Lubetkin, Edelmana czy Anielewicza. Tak, byli ofiarami. Moim zdaniem, warto sie jednak zastanowic nad pytaniem, pod ktorym, jak sadze, i Ty sie podpiszesz: w jakim momencie ofiara rezygnuje z prawa do miana ofiary? W odniesieniu do spraw, o ktorych tu mowa, jest to temat, ktory - niestety - zazwyczaj oddajemy antysemitom walkowerem. Pozdrowienia, Henryk D.

POWYZSZY PARAGRAF ZACZALES matka wszystkich truizmow na ten temat. Rozumiem, ze czesto musisz uzywac tego typu argumentow, ale czy w naszej dyskusji potrzebne jest wywazanie otwartych drzwi? Nigdy nie pisalem, ze kazda negatywna ocena postaw niektorych Zydow jest antysemityzmem. Uwazam natomiast, ze jest antysemityzmem przypisywanie tych cech ogolowi Zydow i ignorowanie innych postaw. Moje okreslenie ich jak ofiary nie ma nic wspolnego z dosc popularna w Stanach tendencja do widzenia wszystkich uczestnikow kolejnej tragedii w kategorii ofiar, od sprawcow do poszkodowanych. Raczej wyrazam w ten sposob moja niezgode z widzeniem zaglady Zydow tylko przez pryzmat zydowskich pomocnikow. Latwo zapomniec w ten sposob, kto rozpoczal wojne w ogole a wojne przeciw Zydom w szczegole. Wyglada to wtedy, jak gdyby jedni Zydzi przyjechali do drugich Zydow, zamkneli ich w gettach, zamorzyli glodem i wyslali ocalala reszte do obozow, itd.,itp. Czy z czyms takim warto dyskutowac? Antysemita nauczy sie rozrozniac kata od ofiary? Not in my life! To nie walkower ale unik. Myslisz, ze jak sie zgodzisz z antysemita na temat paskudnych Zydow to on zostawi reszte w spokoju i zostanie takim sobie antypaskudnymsemita? Jestem przekonany, ze nie bylo w getcie wyboru i trzeba bylo wybrac to, co sumienie dyktowalo. Korczak by sie chyba ze mna zgodzil, ze wyjscia nie mial.

Pozdrawiam, LeonR.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Mon, 17 Nov 1997 07:27:09 -0500
From: Leon Rozenbaum <irony@xxxxxxxx.xxx.net>
Subject: Re: Cena przezycia

Staszek>    Jesli wymagamy od Polakow, aby moralnie rozliczyli
Staszek>    sie ze szmelcownikow, to nie mozemy zamykac oczu
Staszek>    nawet na jeden tego typu wypadek wsrod Zydow.
Staszek>    A prawo do oceny moralnej? Mysle, ze w naszym
Staszek>    pokoleniu, w ktorym wszyscy jestesmy w tej materii
Staszek>    rowni, w tym sensie ze nikt z nas Holocaustu nie
Staszek>    przezyl, mamy je wszyscy.

To swietnie, Staszek, ze sie z Henkiem zgadzasz. Mnie to sie tez czesto zdarza. W tym wypadku jednak on polemizuje, w odpowiedzi na moj list, z pogladami, ktorych nie posiadam. Chociaz znam Zydow, ktorzy nie chca nic wiedziec o niemilych zydowskich epizodach to chcialbym wiedziec ilu takich typkow czyni narod zydowski niedojrzalym i plytkim? A moze to jest definicja absolutna? Jeden taki glupi Zyd i cala glebia na nic! Nie podoba tez mi sie transakcja wiazana miedzy polskim a zydowskim rozliczaniem sie. Co ma jedno wspolnego z drugim? Rozliczac sie trzeba ze swoich paskudztw bez wzgledu na to czy wszyscy to robia w rownym stopniu. Nigdy nie zamykalem oczu na zydowskie dranstwa i gdybym czekal az Polska rozliczy sie ze swoich to bym dawno zasnal z nudow. Polska jest na dobrej drodze do normalizacji i zrobi to w swoim czasie, bez naszego poparcia i zadan. Zgadzasz sie, widze, z Henkiem, ze Zydzi sa narodem nie innym od reszty ludzkosci. Tutaj zgody nie osiagniemy, chyba ze Heniek chcial powiedziec "ludzmi" a nie "narodem". Jako narod jestesmy zdecydowanie inni od wszystkich innych narodow. Tak, mamy takie samo prawo (choc czesciowe, o czym zaraz) do oceny moralnej okresu zaglady. Wiesz jakie prawo? Zadne! Od ogolnej oceny do poszczegolnej kategoryzacji pojedynczych osob dosc daleka droga i niebezpieczna. LeonR.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Tue, 18 Nov 1997 02:15:08 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Cena przezycia

Drogi Leonie,

Chetnie skrzyzuje piora, bo kilka spraw rzeczywiscie widzimy inaczej.

Ad: prasa w Marcu i uwagi Jozka Zorskiego. Mam wrazenie, ze walczysz z cieniem. Slowa Jozka odczytalem nie jako rewizjonistyczna wizje marcowej publicystyki - tu nie ma o czym dyskutowac - ale jako komentarz na temat prawdziwosci lub nieprawdziwosci pewnych podawanych podowczas faktow. Nie bardzo pojmuje, jak mozna to inaczej interpretowac. Mozna natomiast zastanowic sie nad meritum jego uwag. To wszystko.

Ad: szkielety. Piszesz:

LR>     Nie zgadzam sie z Jozkiem, ze zydowskie
LR>     wojenne grzechy sa szkieletami w naszej
LR>     zydowskiej szafie. Nie w mojej! Nie brakuje
LR>     przeciez literatury na ten temat. A wiec
LR>     o co chodzi! Zeby sie zrewanzowac tym
LR>     Polakom, ktorzy szlachetnie opisuja
LR>     nieslawne momenty z czasow wojny?

Po kolei. Umowmy sie, ze nie ma grzechow zydowskich. Zydzi byli, jak slusznie piszesz, ofiarami, wiec sa jedynie grzechy jednostek. Czy literatury na ten temat nie brakuje - to kwestia do dyskusji, i o tym wlasnie pisal Jozek. Moja wiedza na ten temat jest zdecydowanie ograniczona - jednak nie pamietam, zeby wpadly mi w rece jakies opracowania o tym traktujace. Zgadzam sie z Jozkiem, ze jest to zazwyczaj przemilczany aspekt Holocaustu, nie jedyny zreszta. Jak wiesz, czesc polskiej historiografi uporczywie promuje wersje o masowym akcesie Zydow do wspolpracy z wladza sowiecka po 17 wrzesnia. Interesuje mnie ta sprawa - ale udalo mi sie znalezc tylko jeden wspolczesny tekst na ten temat, piora Janka Grossa. O Judenratach jest oczywiscie wiecej, ale jesli chodzi o zydowskich kolaborantow - mam wrazenie, ze sprawa wyglada podobnie. Jesli sie myle - poprosze Cie o przyklady.

Pytasz: "o co chodzi?", sugerujac, ze idzie o jakies moralne rozliczenia z "dobrymi" czy "zlymi" Polakami. Drogi Leonie, obaj wiemy, ze rzetelna historia nie ma nic wspolnego z jakakolwiek kunktatorska gra. Jest natomiast badaniem wszystkiego co zaszlo, bez wzgledu na to jak szlachetne lub nieszlachetne moga byc karty przeszlosci. Jak i Ty, nie zgadzam sie tu ze Staszkiem Matwinem: to nie ma nic wspolnego z "dojrzaloscia narodu", to jest wylacznie kwestia wiedzy i rzetelnosci historycznej. Wspominasz slusznie, ze udzial w policji zydowskiej nie byl postawa typowa. Swieta prawda. Okapi tez nie jest typowym zwierzeciem, ale czy to oznacza, ze zoologia sie nim nie zajmuje? A moze nawet zajmuje sie b a r d  z i e j ?

Bogiem a prawda nie wiem, jak tych Polakow do tematu wlaczyles, wydaje mi sie to dosc karkolomnym przeskokiem intelektualnym. Zydowski agent Gestapo nie ma ani nic wspolnego z polskim szmalcownikiem, ani nie jest dla niego usprawiedliwieniem. Chetnie wroce do tematu szmalcownikow kiedy bedziemy mowic o wojennej historii Polakow.

Ad: uogolnienia. Piszesz:

LR>     Nigdy nie pisalem, ze kazda negatywna ocena
LR>     postaw niektorych Zydow jest antysemityzmem.
LR>     Uwazam natomiast, ze jest antysemityzmem
LR>     przypisywanie tych cech ogolowi Zydow
LR>     i ignorowanie innych postaw. [--] wyrazam
LR>     w ten sposob moja niezgode z widzeniem
LR>     zaglady Zydow tylko przez pryzmat
LR>     zydowskich pomocnikow

Tu lezy pies pogrzebany. Gdzie znalazles to przypisywanie negatywnych ocen ogolowi Zydow? To ignorowanie innych postaw? W liscie Jozka tego nie ma, moim tez nie, wiec z kim ta polemika? Szanuje Twoje przekonania i nie chcialbym, zebys pomyslal, ze w jakimkolwiek stopniu probuje Cie dotknac. Nie moge jednak oprzec sie wrazeniu, ze przedstawiasz tu szczegolny rodzaj myslenia, ktorego zaakceptowac nie moge: istnienie zydowskich kolaborantow mialoby uwlaczac pamieci ofiar, uczynic je ofiarami m n i e j s z y m i . A to oczywista nie prawda.

I na koniec: piszesz:

LR>     Myslisz, ze jak sie zgodzisz z antysemita na
LR>     temat paskudnych Zydow to on zostawi reszte
LR>     w spokoju i zostanie takim sobie anty-
LR>     paskudnymsemita?

Nie, Leon. Ja w ogole nie chce szukac plaszczyzny porozumienia z antysemita i nie bardzo chce z nim rozmawiac. Chce natomiast, zeby moi ludzie nie lekali sie wlasnej przeszlosci.

Bardzo serdecznie,

Henryk D.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Thu, 20 Nov 97 23:39:21 PST
From: Janusz Weiss <jweiss@xxx.xxx.pl>
Subject: Re: Jakie filmy dzis robia

Polskie kino przezywa prawdziwy renesans. Wlasnie polski kompozytor Michal Lorenc bedie pewnie nominowany do Oskara za muz. filmowa. Mowi sie takze o nominacji filmu Jerzego Stuhra, o ile ne pomylilem tytulu, bo jeszcze nie widzilem : "Historie milosne". Wlasnie pojawil sie doskonaly, lekki, z satyrycznym podtekstem o kryminalnym watku "Kiler". Kolejki ustawiaja sie pod kinami na film "Bandyta". Po raz pierwszy od lat pojawily sie koniki, sale sa pelne. Wczesniej kilka znakomitych filmow zrobil Kutz. M.In. "Pulkownik Kwiatkowski" (o lekarzu wojskowym, ktory aby zaimponowac dziewczynie udaje oficera UB, rzecz dzieje sie po wojne), "Zawrocony" - wybitny, moim zdaniem, film. Niestety, nie udal sie film Markowi Piwowskiemu ("Porwanie Agaty" [Uprowadzenie Agaty]), ale zrobil wysmienity dokument o kroku defildowym naszego wojska w kontekscie wejscia tym krokiem do NATO.

No, wiele by wyliczac! Oswiadczm, ze w polskim filmie zaczelo sie niezle dziac. Nie wymieniam Kieslowskiego, bo nie przepadam. Agnieszka Holand robi filmy za granica. Acha, byl niezly, jak na Zanussiego [uwypuklenie red. dyz.; nudnik niebywaly] "Cwal".

----------
zunz family wrote:

>> Janusz Weiss wrote:

JW>     Uslyszalem wlasnie w TV, ze ok. 30% Polakow
JW>     nie wyrazilo by zgody na przetoczenie krwi
JW>     od Zyda, nawet w sytuacjii zagrozenia zycia.
JW>     Pocieszajace jest tylko to, ze tez ok. 30%
JW>     nie przyjelo by krwi od Rumuna, Ukrainca,
JW>     Murzyna i Cygana, wiec prawdopodobienstwo,
JW>     ze taki idiota zdechnie z uplywu krwi jest
JW>     nieco wieksze, niz gdyby nie chcial przyjac
JW>     tylko od Zyda. Zasmucajace zas jest to, ze
JW>     liczba Zydow, Rumunow, Ukraincow, Murzynow
JW>     i Cyganow jest w Polsce nadal zbyt mala
JW>     i kretyni wciaz maja spore szanse na
JW>     przezycie, niestety...

>> Janusz,

RZ>> Czy ty sie gapisz na polska TV? Co oni jeszcze
RZ>> madrego nadaja? Ja pamietam programy o tym bohaterze
RZ>> Zorro. A w ogole dlaczego w Polsce jeszcze sie mowi
RZ>> o Zydach?. Niech nas zostawia w spokoju. Niech
RZ>> o Rosjanach gadaja. Albo o Ukraincach.! Kulturalne
RZ>> programy oni tez maja? Jakie filmy dzis robia? Czy
RZ>> pozostali jacys architekci w Polsce? Co oni buduja?

>> Roza.

Ja corocznie jezdze do Polski i zawsze staram sie
obejrzec najnowsze filmy polskie. Jest ich coraz mniej.
Na poczatku maja byly dwa: "Niemcy" (wedlug sztuki
Kruczkowskiego)- film polsko-amerykanski ze Szwedem
w glownej roli, mowili po angielsku; i film pod tytulem
"Sara". Myslalam, ze to o Zydowce, ale to chodzilo
o corke, ktorej tatus wynajal ochraniacza. Film, jak
mowi moj ojciec duzo mordobicia. To jest prawdopodobne,
ze bogaty tata wynajmie bylego komandosa, ale zeby
corke nazwal Sara - to nie mozliwe.

Rita Rozenbaum

To: Reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Thu, 20 Nov 1997 21:51:49 -0500
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Re: Jakie filmy dzis robia

Janusz,

Czy ten Renesans nie zaczal sie od kultu "Stawki wiekszej niz zycie"? Nie pamietam czy Stanislaw Mikulski byl w grupie ostatnich generalow mianowanych przez Walese i czy jest on teraz jednym z kandydatow na ambasadora w Moskwie, ale jeszcze niedawno publika szalala za jego serialem. Sam widzialem i slyszalem jak sie dziwil w telewizji ze spadajacej mu manny z nieba.-Wlodek Rozenbaum

JW> Polskie kino przezywa prawdziwy renesans. [...]

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Fri, 21 Nov 1997 15:14:37 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: ogloszenie...

Wiesiek wrote:

WK> Jedna z osob piszacych na P-L niejaki Pan
WK> Kobos.. zwrocil sie do mnie z prozba o pomoc.
WK> Chcialby on odszukac jak sadze kogos z nas..
WK> Pisze on tak :

AK>>    Czy nie zetknal sie Pan kiedys w Szwecji
AK>>    z Halina (prawie napewno Halina) Rubinstein?

UWAGA: Jesli w/w to Andrzej Kobos z Edmonton - jest to autor skrajnie antysemickiego artykulu, drukowanego swego czasu w torontonskiej polonijnej "Gazecie" i zatytulowanego "Zydzi w najnowszej historii Polski".

Dwuczesciowy tekst byl klasycznym przykladem antysemickiej argumentacji. Padaly tam m.in. zdania "to Zydzi organizowali stalinowskie ludobojstwo w Polsce"; "przed wojna Zydom nie bylo az tak zle, mogli uzyskiwac bardzo dobre wyksztalcenie"; "na mojej ulicy wszystkie budynki nalezaly do Zydow"; "Zydami byla wiekszosc rzadzacych na samych szczytach panstwa", etc. Artykul Kobosa byl obrzydliwy i pamietam, ze napisalem dosc brutalna w stylu polemike, ktora "Gazeta" zamiescila.

Widzialem go tylko raz. Pojawil sie kiedys w Toronto na wieczorze Marka Edelmana, ktory po zakonczeniu swojej prelekcji poprosil o pytania na karteczkach. Na sali bylo chyba z szescset osob, mniej wiecej polowa Zydow i drugie tyle Polakow, bo Edelman przyjechal nie tylko jako bohater Getta, ale takze "Solidarnosci". Siedzialem za Kobosem i widzialem, ze zaczal pisac cos o Zydach i UB. Wyrwalem mu ten swistek i zamierzalem naklasc po mordzie po zakonczeniu wieczoru [...].

Potem, o ile pamietam, wyjechal do Edmonton. Z wyksztalcenia jest fizykiem lub geologiem. Podejrzewam, ze to ten sam, bo to niezwykle rzadkie nazwisko. Nie wiem - moze go oswiecilo i zostal na stare lata milosnikiem Zydow, ale moim zdaniem - trzymac jak najdalej od swietlicy!

Henryk D.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sun, 23 Nov 1997 14:26:59 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Odp: Kreska kresce nierowna

Ludwika Wujec wrote:

LW>    Liga Republikanska to niewielka organizacja
LW>    wchodzaca w sklad AWS a skladajaca sie glownie
LW>    ze studentow i bylych dzialaczy Niezaleznego
LW>    Zwiazku Studentow. Znana jest wylacznie
LW>    z politycznych happeningow takich jak zrywanie
LW>    i zakrzykiwanie wiecow przedwyborczych
LW>    Kwasniewskiego, obrzucanie jajkami Jerzego
LW>    Wiatra - ministra edukacji w poprzedniej
LW>    kadencji w czasie jego wizyty na Uniwersytecie
LW>    Jagiellonskim, proba uniemozliwienia wejsca
LW>    prezydentowi Kwasniewskiemu na inauguracje
LW>    roku akademickiego na UW, zbiorowe  wymyslanie
LW>    poslowi Urbanczykowi (SLD) w czasie skladania
LW>    przez niego kwiatow w rocznice niepodleglosci
LW>    Polski.

Czy to nie z Ligi Republikanskiej byl wlasnie ow mlody czlowiek, ktory na jubileuszu 90-lecia Juliana Stryjkowskiego w kawiarni "Czytelnika" w Warszawie wstal i zaczal go publicznie lzyc od Zydow, komuchow i pedalow? Ludka, pamietasz?

Henryk D.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sun, 23 Nov 1997 17:32:22 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Mlodzi rewolucyjni

Wlodzimierz Rozenbaum wrote:

WR>    nie bylem w ZMP wystapilem w 56 roku wraz
WR>    z Bolkiem Srebro i Jurkiem Boguslawskim na
WR>    tym samym zebraniu na ktorym nas przyjeto,
WR>    bo odmowiono tego honoru innemu naszemu
WR>    koledze o "nieslusznych" pogladach specjalnie
WR>    nie nazywam reunionistow, ktorzy nas przyjmowali
WR>    i byli bardzo zbulwersowani naszym protestem.

W 1956 za poglady nie przyjmowali? Zaskakujace. Mialem wrazenie, ze w 1956 w ZMP premiowano nie ortodoksje polityczna, ale dazenie do zmian, vide "Po prostu", podowczas organ Zarzadu Glownego ZMP. Jakiez to byly poglady?

Nie bardzo tez chyba bylo do czego wstepowac, albowiem ta nieszczesna organizacja wlasnie wtedy dokonywala zywota. W 1956 ulegla raptownej, totalnej i samorzutnej dezintegracji, i tak w styczniu 1957 powstal ZMS. Nastapil ogolny upadek standartow: zaniechano interesujacego graficznie emblematu ZMP, w ktorym projektant przemycil elementy konstruktywizmu i Art Deco - kolo zebate, znicz i szlachetne liternictwo w stylizowanym wiencu z klosow. Nowy symbol ZMS zwracal uwage szpetota i prostactwem formy, a znaczek do noszenia w klapie marynarki, miast solidnej, stalinowskiej szypulki z gwintem i zgrabna zakretka, trzymal sie na zle przylutowanej szpilce, gnacej sie przy kazdej probie wpiecia w material, za to chetnie i zlosliwie klujacej palce.

Z perspektywy czasu rozumiem, ze byla to zapowiedz tego, co mialo wkrotce nastapic. Samochod "Warszawa" - niemiecki "Hanomag" model 1935 - uwodzil w wersji pierwotnej szara, puszysta podsufitka, rozlozystymi fotelami, zdolnymi ogarnac nawet najbardziej masywne, germanskie zady, oraz delikatnymi przelacznikami i ciegielkami, imitujacymi kolorem kosc sloniowa. 20 wrzesnia 1957 Rada Ministrow powolala Polska Rade Motoryzacyjna. "Trybuna Ludu" rzucila haslo: "Kierunek - milion rowerow i 200 tys. motocykli", w zwiazku z czym w niedlugi czas potem wyprodukowano samochod "Syrena", wzorowany na "Lloydzie P300" niemieckiej firmy Borgward, wlasnie szykujacej sie do bankructwa. "Syrena" roznila sie od oryginalu tym, ze dach miala od wewnatrz z blachy rdzewnej malowanej, a silnik od strazackiej motopompy. Wkrotce zreszta Fulgencio Batista oddal Kube Fidelowi Castro, w Kongo poczeto szykowac sie do zjedzenia Lumumby, a w Wyscigu Pokoju cierpiacy na czyraki Fornalczyk przyprowadzil do mety polska druzyne pol godziny za zwycieskim teamem ZSRR. Wchodzilem w wiek swiadomy.

Henryk D.

To: Reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sun, 23 Nov 1997 19:58:16 -0500
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxxxxx.net>
Subject: Re: Mlodzi rewolucyjni

Heniu drogi,

Moja notka nie byla pisana az w takim powaznym tonie, zebys musial sobie specjalnie odswiezac pamiec o wydarzeniach, ktorych nie mozesz dobrze pamietac. Poza tym dotyczyla ona konkretnej sytuacji w jednej z wielu tysiecy organizacji zetempowskich istniejacych w tym okresie, m.in. w szkolach srednich. Zebranie, o ktorym wspomnialem, faktycznie mialo miejsce w okresie kiedy ZMP bylo juz ciezko chore, ale dzialalnosc nie byla zakonczona i nowych czlonkow przyjmowano. Z naszej nieuczonej perspektywy moment do wstapienia byl dobry wlasnie dzieki odswiezajacym wiatrom w polityce kraju i nadziejom na poprawe. Kolega, ktorego nie przyjeto mial od lat bardzo krytyczny stosunek do rzeczywistosci i nasi zrzeszeni koledzy, a takze niektorzy z nas poza ZMP, prowadzili z nim dlugie i zazarte dyskusje. W 56 roku okazalo sie, ze nasz kolega mial wiele racji, ale rowniez on odczul pozytywne zmiany w klimacie politycznym i zachecil sie do dzialalnosci organizacyjnej. Czlonkowie organizacji obecni na zebraniu pamietali naszemu koledze jego krytyczne uwagi w przeszlosci i nie potraktowali jako szczerej deklaracji jego zapewnienia o gotowosci uczestniczenia w pracach organizacji w nowych warunkach. Nowoprzyjete osoby, ktore wspomnialem, byly jedynymi, ktore glosowaly za przyjeciem tego kolegi.

Maly szczegol o tym koledze. Mieszkal on w mieszkaniu, ktorego okno wychodzilo na dziedziniec Wiezienia Centralnego Nr 1 na ul. Rakowieckiej w Warszawie. Nie wychodzilo ono dlugo, bo wladze je zamurowaly, ale wychodzilo wystarczajaco dlugo, zeby zarejestrowac w pamieci kolegi "drazliwe" obrazy.

Nie bylismy wtedy bardzo wyrobieni politycznie, ale nie przejelismy sie specjalnie ZMS-em i chyba nikt z nas, lacznie z kolegami ZMP-owcami do niego nie wstapil. [Heniu, jesli bedziesz w Ashkelonie i zobaczysz Tadzia Koronczyka, popros, zeby opowiedzial ci o swojej barwnej dzialanosci ZMP-owskiej w Lodzi; on sie tez nie nabral na ZMS mimo, ze byl (a moze dlatego) nietuzinkowym dzialaczem ZMP]. Mysmy debatowali rzeczywistosc m.in. w Klubie TSKZ na Nowogrodzkiej (chociaz Jurek Boguslawski wolal "walterowcow" a i Bolek, chyba, z nimi troche flirtowal).

Przestalismy delektowac sie "Zielona Gesia" i innymi "odkrywanymi" utworami Galczynskiego. Jednym z najpowazniejszych tematow byl: wyjechac czy nie. Klub pustoszal - glosowano nogami. Owszem, czytalismy "Po prostu" od deski do deski, ale Gomulka coraz mniej podniecal. Pamietam kiedy zamknal gazete. Bylem wieczorem w Klubie. Kilka osob, nic sie nie dzialo. Uslyszelismy demonstrujacych studentow i syreny wozow milicyjnych, bieganine. Wyszlismy z Waldkiem Zelazo na ulice z zamiarem powrotu do domu. Nie bylo to latwe. Milicja zamknela ulice dookola i rewidowala przechodniow, zwlaszcza mlodziez, ktora co chwile gdzies prowokowala, atakowala. Waldek mial w kieszeni scyzoryk, byl to jego okres "konfrontacji" ulicznych. Dosc poteznie zbudowany, nie mial duzych szans, zeby przejsc przez kordon. Ja, maly, drobnej budowy, moglem probowac. Rozdzielilismy sie. Dojechalem szczesliwie do domu. Rodzice byli bardzo zaniepokojeni i nawrzeszczeli na mnie. Waldek tez szczesliwie dostal sie do domu. Taki byl moj 57-y.

Heniu, kolej na twoje wspomnienia.

Wlodek Rozenbaum

Henry Dasko wrote:

HD> W 1956 za poglady nie przyjmowali? Zaskakujace. Mialem
HD> wrazenie, ze w 1956 w ZMP premiowano nie ortodoksje
HD> polityczna, ale dazenie do zmian, vide "Po prostu",
HD> podowczas organ Zarzadu Glownego ZMP. Jakiez to byly
HD> poglady?

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Wed, 26 Nov 1997 00:14:55 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Automobilizm i erotyka

O samochodach okresu realnego socjalizmu, Szymek wrote:

>    Zapomniales w tej historii o Mikrusie, ktorego
>    bedac na studiach "wlasnymi recami" przestawialismy
>    z miejsca na miejsce. [--]

Andrzej Krakowski wrote:

AK>    Skoro wspominacie Syrenke i Mikrusa, to nie
AK>    zapominajcie o Smyku, co otwieral sie z przodu
AK>    jak wloska Isetta i niemiecki Messerschmitt [--]

Prosze kolegow o niewpuszczanie mnie w tematy nostalgiczno- automobilowe, bo zadrecze Swietlice na smierc. z zazaleniami na dlugosc ponizszej epistoly prosze sie zwracac do Szymka i Andrzeja. Osoby niezainteresowane ponurym doswiadczeniem lat mojego dorastania winny nacisnac guzik "delete"  j u z  t e r a z.

Mikrusa pamietam dobrze. Nalezal do szczegolnej ery rodzimej produkcji przemyslowej: krajowych dzinsow koloru bordo, obuwia zwanego pionierkami, zegarkow "Blonie", adapterow "Karolinka" i fotoaparatow "Druh" z wkrecanym na gwint, plastikowym obiektywem. Polska rosla w sile i dobrobyt.

Motoryzacja byla marzeniem wszystkich. Lektor Polskiej Kroniki Filmowej radosnie komentowal obraz listonosza, rozwozacego poczte na motorowerze marki "Komar" (chytry rezyser, pragnac uniknac niespodzianek, sfilmowal go zjezdzajacego z gory). W niedziele udawano sie na pielgrzymke Krakowskim Przedmiesciem; tam, pod hotelami "Bristol" i "Europejski", stateczni ojcowie rodzin w religijnym gescie sklaniali tulow, zagladajac z czcia do srodka Volkswagenow - garbusow, ktorymi obrotni Szwedzi przywozili dziewczyny na skrobanki w Polsce, tanie i ogolnie dostepne. Glownym zajeciem szefa gabinetu premiera bylo rozdzielanie talonow na skutery i samochody, sprowadzane w tajemnicy przed Gomulka na importowy kontyngent Targow Poznanskich. Indie zakupily licencje motocykla SHL z kieleckiej fabryki, specjalizujacej sie dotad w produkcji pralek. Rozentuzjazmowane tlumy marzly w dluga, grudniowa noc na slimaku ulicy Karowej, gdzie odbywala sie gorska proba szybkosci Rajdu "Barburki" i mozna bylo z bliska obejrzec wypadek. Cwierc wieku przed obaleniem muru berlinskiego wkraczalismy - a raczej wjezdzalismy - do Europy. To Mikrus mial nas tam zawiezc.

Isetta, ktora wspomina Andrzej, nie byla w pelni samochodem wloskim. Produkowalo ja BMW, choc przygotowanie koncepcji istotnie zlecono Wlochom. Jej ojcem byl Giotti Bizzarrini, legendarny wspoltworca najwspanialszych samochodow klasy Gran Turismo tamtej ery: Ferrari Testa Rossa, Lamborghini 3500GTIso Rivolty 340GT. Rozmiarem i estetyka Isetta przypominala sredniej wielkosci szaflik. z tylu znajdowal sie chlodzony powietrzem silnik motocykla BMW Sahara, znanego z radzieckich filmow wojennych: na siodelku wehrmachtowiec z goglami na helmie, na przyczepie karabin maszynowy IMG, w okopie Pietia z amerykanska bazooka z lend-lease'u.

Isetta zmarla mlodo: Niemcy przeszly cud gospodarczy, samochody wielkosci puszki do konserw, obdarzone dzwieczna nazwa "Goggomobil" zniknely z rynku, a BMW zajelo sie produkcja wozow pieknych, szybkich i nietrwalych. Powrocmy jednak do Mikrusa.

Witaly go fanfary, ale fanfary w Polsce pobrzmiewaja krotko. Nie pamietam jego parametrow technicznych, choc nietrudno je sobie wyobrazic: Syrena z roku 1962, z dwucylindrowym, trzydziestokonnym silnikiem osiagala oszalamiajaca szybkosc 80 km/godz w przeciagu 36 sekund. Mikrus, o jeden stopien ewolucji ponizej, przegrywal haniebnie w konkurencji z dorozkami, wozkami dzieciecymi i staruszkami poslugujacymi sie laska. Miast obiektem pozadania, stal sie wkrotce nabytkiem wstydliwym, czyms w rodzaju sztucznej szczeki, wkladanej na noc do szklanki z woda.

Nauki pobieralem w szkole, znajdujacej sie na styku dzielnicy dobrej i dzielnicy zlej. Sklad spoleczny moich towarzyszy niedoli odzwierciedlal polozenie geograficzne: na boisku zabieral nam kanapki osobnik o imponujacej ksywie "Hitler", ktorego ramiona zdobily wytatuowane swastyki. W ubikacji drugiego pietra, w chlodnym luksusie bialych kafli, niejaki Pastuszynski trzymal bank przy porannej grze w oko. Trzej bracia Nawarowie ukradli debowe drzwi szkolnej piwnicy, aby spozytkowac je jako surowiec na trzy elektryczne gitary: prowadzaca, basowa i akordowa. W kotlowni palacz Frymus pedzil samogon. Fizyk Warchlewski ozenil sie z nieuwazna uczennica, ktora zdawala mature w stanie ewidentnie odmiennym.

A przeciez nie omijal tej szkoly oddech wielkiego swiata. Moj starszy kolega Janek Grosfeld, podowczas nasz wspolplemieniec, dzis filar organizacji chrzescijanskich, korzystal z czestych nieobecnosci ojca, znanego partyjnego historyka, ostentacyjnie parkujac szmaragdowego Fiata 1500. Drobna i sniada Magde Janczerska porywala spod szkoly Lambretta Alana Starskiego, kolegi Andrzeja Krakowskiego i pozniejszego laureata Oskara. Po Inge Zawadzka, dziewczyne o wdzieku sennej lasicy i popielatych wlosach, przyjezdzal szarym Mercedesem jej ojciec, eks-dyplomata i urzednik panstwowy niezlego stopnia. Wieloletni mistrz Polski w plywaniu, delfinista Andrzej Wakowski, odjezdzal w srodku zajec wisniowa Jawa Ogar, obleczony w koszulki polo i tergalowe kurteczki, przywozone z miedzynarodowych mityngow. Tomek Nowak, w czarnej, skorzanej kurtce z pagonami, z papierosem w kaciku ust, jednym kopnieciem zapalal swojego Harleya, a gang silnika, jak koncert Wojskiego, gral w szybach szkolnych bez konca. W pogodne, sobotnie popoludnia na nasze dziewczeta oczekiwal honorowy szpaler skuterow. Wsiadalem do autobusu linii 120.

Lekcji geografii udzielal nam zlachany starzec nazwiskiem Siekaj. Uzywam okreslenia "starzec", ale niewykluczone, ze mial lat nie wiecej niz ja w chwili, gdy pisze te slowa. Byl otyly i niechlujny, swiecaca lysine przedzielal mu mizerny kosmyk, a u kostek wiedly skarpetki "helanco" w kolorze listopadowego nieba. W cieniu dwoch rachitycznych drzewek przed budynkiem szkoly parkowal swojego Mikrusa. Marny wehikul Siekaja wydawal mi sie rownie nieapetyczny jak jego wlasciciel - do chwili, gdy pewnego wieczora, wychodzac ze szkolnej zabawy w przykro siapiacy deszcz, uchwycilem spojrzenie Joanny K., jak zwykle umykajacej ustami przed moim pocalunkiem. Wpatrywala sie uwaznie w zaparkowany pojazd. Joanna, z pieprzykiem na policzku i ambitnymi planami zostania gwiazda filmowa, przypominala Betty Bop z amerykanskich komiksow. Wiedzialem, ze opatrznosc lubi odbierac niewykorzystane szanse szybko i definitywnie.

Ojciec moj ulegl wdziekom motoryzacji jeden raz. W polowie latach 50-tych, a moze nieco wczesniej, nabyl w pogodny dzien grudniowy przedwojenny, niemiecki, dwucylindrowy kabriolet DKW z przednim napedem. Proweniencji samochodu nie udalo sie ustalic, choc ojciec nie zaprzeczal supozycjom, ze wladza ludowa odebrala ow przedmiot rozpustnego luksusu spekulantowi, kulakowi, a moze nawet wrogowi klasowemu. Przez kilka dni dekawka warczala ochoczo, popierdujac klebami niebieskiego dymu, po czym ojciec wyjechal na miesiac do Czechoslowacji. Spadly obfite sniegi. Zima okazala sie dluga i ciezka.

Kiedy wiosna stopnialy zaspy i dekawka wychynela spod kupy sniegu, poczulem lod w sercu. Rozeschniete drzwi (ludowe porzekadlo rozszyfrowywalo skrot DKW jako "dykta, klej, woda") wyszczerzaly szerokie na dlon szpary, zawilgle siedzenia zapadly sie, a na drewnianej podlodze rosl grzyb. Zawezwany mechanik z odraza poradzil ojcu, aby zwrocil sie do ciesli i do tapicera. Od owych niewesolych dni przez nastepna dekade ojciec odmawial jakichkolwiek rozmow na temat nabycia kolejnego samochodu, a moje blagania o skuter ucinano logiczna skadinad argumentacja, ze uczen klasy maturalnej o sredniej trzy minus z podstawowych przedmiotow winien odsunac zycie uczuciowe na nieco dalszy plan. Ale to nie mojego ojca dniami i nocami dreczyly obsesyjne mysli o ukrytych szczegolach anatomii Joanny K.

Postanowilem wiec kupic samochod. Na ksiazeczce mieszkaniowej mialem wtedy dziewiec tysiecy zlotych, co stanowilo sume niewygorowana. Motoryzacja nie byla tania: za trzy i pol tysiaca, plus piecset dla kierownika sklepu, mozna bylo kupic wschodnioniemiecki rower "Diamant". Nowa Syrena, na ktora trzeba bylo czekac trzy lata, kosztowala 60.000 zlotych. Zreszta i tak nie wchodzila w rachube, albowiem mial to byc samochod produkcji z a g r a n i c z n e j.

Szukalem go dlugo, bolesnie i bezskutecznie. W Polsce nie bylo samochodow za dziewiec tysiecy zlotych, a najbardziej spodlone P70, o karoserii z gietej masy celulozowej, pogardliwie zwane "mydelniczka", kosztowalo dwa razy tyle. Zblizala sie zima. Waski pasek ciala Joanny K., widoczny pomiedzy rabkiem jej krotkiej spodniczki i gora siegajacych powyzej kolan kozaczkow, grozil mi szalenstwem.

Anons, na jaki natknalem sie pewnego dnia w rubryce "Sprzedam samochod" w dziale ogloszen drobnych "Zycia Warszawy" uderzal swoja zwiezloscia. Skladal sie z dwoch przekonywujacych slow: "Natychmiast. Przystepnie.", oraz z numeru telefonu. Sploszona kobieta, z ktora rozmawialem, nie potrafila mi podac zadnych szczegolow technicznych, oprocz tego, ze samochod jest dwuosobowy, ma odkrywany dach, a maz poszedl na odwyk.

- Ile pani chce? - spytalem ostroznie.
- Niedrogo - powiedziala - bardzo niedrogo, byle szybko...
- Odkrywany? Sportowy? Nie polski? - krzyknalem z sercem w gardle.
- Nie - rzekla - polski nie, chyba czeski...

Pognalem taksowka na dalekie peryferie, zachecajac szofera obietnicami sutego napiwku. Przypomnialem sobie powtarzana czesto legende o bialym Mercedesie Göringa, rzekomo odnalezionym w jakiejs stodole pod Olsztynem, kupionym za bezcen i zamienionym przez fabryke na najdrozszy z nowych modeli [zob. artykul Jacka Szczerby "Mercedes Goeringa",  GW 22 iv 2007 (red. dyz.)]. Czeski kabriolet, dwuosobowy... Przed oczyma zamigotalo mi smukle torpedo Aero 6, na jakim von Galacsyi wygral w 1935 roku Puchar Alp, przelamujac hegemonie Bugatti i Bentleya, oraz oplywowa Tatra 33C Hansa Ledwinki, od ktorego sztuki projektowania samochodow uczyl sie Ferdinand Porsche.

Sklonna go byla sprzedac za cztery tysiace. Przypinany mial nie tylko dach, ale cala karoserie, uszyta z grubej, brazowej dermy. Mial ksztalt smiertelnie chorej wrony, trzy szprychowe, odrazajaco cienkie kola i szkielet z drucianych palakow, a zamiast okien - celuloidowe wizjery. Aby dostac sie do srodka, nalezalo wpierw odpiac zaslone przypominajaca wejscie do namiotu i sluzaca za drzwi. Zaslone przytrzymywaly zaciski, jakie przed wojna umieszczano na tanich, fibrowych walizkach. Wewnatrz, miast samochodowej kierownicy z emblematem, widniala umieszczona poprzecznie rurka .

http://www.velorex.com/images/pictures/1954_q.jpg

Nazywal sie "Velorex" i byl konstrukcja niezwykla. Skladal sie z motocykla Jawa, wyposazonego w osprzetowanie dla osob niesprawnych, oraz trzeciego kola i brezentowej budy. Pomyslowi Czesi zaprojektowali go jako zmechanizowany wozek inwalidzki, i tak tez wygladal. Przypominal upiorny pomiot parasolki i nietoperza. Dlugo jechalem do domu zatloczonym o tej porze tramwajem. Ktos z pasazerow zapytal, czy przypadkiem nie jest mi slabo.

(O dalszych losach Joanny K. - wylacznie w korespondencji prywatnej.)

Henryk D.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Wed, 26 Nov 1997 13:41:27 +0100
From: Julius Pilpel <julpil@xxxxxxx.dk>
Subject: Sv: Automobilizm i erotyka

Heniu, skurczybyku,

Wiesz doskonale o tym, ze listow Twych nikt nie deletuje. Podstepnie jednak dodales slowo"erotyka", juz dla pewnosci.

Wyczuwalem z Twoich poprzednich listow, iz jestes nieprzecietnym znawca motoryzacji i milosnikiem samochodow. Dzisiejszy Twoj wklad w zupelnosci to potwierdzil. What a story!

Z filizanka kawy w reku, polykalem kazde slowo. Nie lubie i nie znam sie na samochodach, ale to Twoj opis owczesnej Polski jest pasjonujacy. Za wszelka cene prowokowac bede nowe tematy, po to tylko, aby dac Ci mozliwosc kraso- mowczego popisu.

Przypomnial mi sie "motoryzacyjny" fakt ze szkoly.

Nauczycielem fizyki i chemii w mojej zydowskiej szkole byl Ryszard Baczkowski (czyt. Bonczkowski). Wysoki i przystojny, zawsze w elegancko skrojonych garniturach, byl postrachem szkoly. Do jego lekcji przygotowywac sie trzeba bylo bardzo starannie. Zawsze wydawalo mi sie, ze mial wlasny system wywolywania do tablicy, moze pod wplywem "Szatana z siodmej klasy". System ten nie dawal mi spokoju ni w dzien, ni w nocy. I kiedy juz myslalem, ze uniknalem kompromitacji przed klasa, nastepowalo zlowieszcze: "Pan Pilpel do tablicy".

Ktoregos dnia "Rysio" - tak nazywalismy go - zajechal pod szkole nowym "Trabantem". Od tej pory niemalze codziennie trzeba bylo pchac ten "samochod" przed odjazdem Rysia do domu. A sam wlasciciel zaczal przychodzic do szkoly nieogolony, zmeczony i tesknym wzrokiem patrzyl gdzies w dal. Samochod, jak kochanka, zniszczyl go, odbierajac sen, a takze spore sumy pieniedzy.

Skad o tym wiedzielismy? Rysio nie mial juz na sobie tych pieknych garniturow, w ktore bylismy zawsze wpatrzeni...

Czas z pewnoscia dodal troche fantazji do mojego opowiadania. Cos na ten temat powiedziec moze Marek Web, ktory pracowal z Rysiem w naszej szkole. Jak juz wspomnialem, moje zainteresowanie motoryzacja jest rowne zeru. Samochod moze istniec lub nie - jest mi wszystko jedno. Nie umiem i nie chce nic przy nim robic. Wlasnie stoi przed oknem moja Mazda 626. Stoi i stac bedzie jeszcze przez kilka dobrych dni. Nie umiem, bowiem zmienic kola.......

Sciskam
Julek P.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Wed, 26 Nov 1997 16:32:27 -0500
From: "hdasko" <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Pozory myla

Andrzej Krakowski wrote (o samochodach BMW Isetta w Kalifornii):

AK>    Jakas firma kurierska z siedziba w Culver City ma
AK>    ich chyba z dwadziescia i uzywa ich do rozwozenia
AK>    listow  i paczek po miescie. Jak oni przebrneli
AK>    przez kalifornijskie przepisy dotyczace wyziewow
AK>    spalinowych nie mam zielonego pojecia.

Andrzeju drogi,

Sa dwie mozliwosci. Jesli Isetty sa autentyczne, podpadaja pod tzw."grandfather clause". Samochody wyprodukowane przed pewnym rokiem (nie wiem dokladnie ktorym, zdaje sie, ze 1965) nie musza spelniac wspolczesnych wymagan emisji, bezpieczenstwa etc. Isette robiono w latach 1954-1960.

Nie bardzo wierze, zeby to byly oryginalne samochody. Isetty maja swoich entuzjastow i nie ma ich wiele na rynku. Doprowadzenie blisko polwiecznego samochodu do stanu uzywalnosci w warunkach uslug kurierskich w LA - tez raczej nieprawdopodobne, nie mowiac juz o calej eskadrze.

Te samochody to prawdopodobnie "replicars", sprzedawane w formie skladakow. Produkuje je brytyjska firma Tri-Tech Autocraft na bazie silnika motocyklowego Hondy 250ccm. Skladaki sa traktowane troche jak stare samochody, wiec tez nie musza spelniac parametrow emisji itd.

Serdecznosci,

H.

To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Wed, 26 Nov 1997 18:31:19 -0500
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Henryk, powiedz tylko...

Staszek Matwin wrote:

SM>    ile osob zglosilo sie po ciag dalszy, dotyczacy
SM>    "... paska ciala Joanny K., widocznego pomiedzy
SM>    rabkiem jej krotkiej spodniczki i gora siegajacych
SM>    powyzej kolan kozaczkow"

Stasiu, nie przejmuj sie. Zglosilo sie istotnie pare osob, niektore nawet z egzotycznymi propozycjami, o ktorych nie chce pisac publicznie - ale numer telefonu Joanny K. zachowam, po starej przyjazni, wylacznie dla Ciebie.

Best,

H.
EpistoChronologia  1967 
 1989 
 i   x   1990 
 ii   iii   v   vi   vii   viii   ix   x   xi   1991 
 ii   iv   v   vii   viii   ix   xii   1992 
 i   ii   iii   iv   vii   ix   1993 
 iii   v   1994 
 i   v   ix   1995 
 iii   v   ix   xi   1996 
 v   viii   ix   x   xi   xii   1997 
 i   ii   iii   iv   v   vi   vii   viii   ix   x   xi   xii   1998 
 i   ii   iii   vii   viii   ix   x   xi   xii   1999 
 i   ii   iv   v   vi   vii   viii   ix   x   xi   2000 
 i   iii   iv   v   vi   ix   x   xi   xii   2001 
 ii   iii   viii   xi   xii   2002 
 xii   2003 
 iii   vi   v   vii   viii   ix   x   xii   2004 
 ii   iii   iv   vii   viii   ix   x   xi   2005 
 i   iii   iv   v   vii   ix   2006 
                                                                                          

EgoTurfSurf  •  Daskografia  •  Dalej : Grudzien 1997