To: reunion-blahe@xxxxxxx.se
Date: Tue, 05 Aug 1997 10:25:19 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Piesn ujdzie calo....
Aleksander Niemand wrote:
> Pozwalam sobie zacytowac cos ze zbioru: "PIESN > UJDZIE CALO...- antologia wierszy o Zydach pod > okupacja niemiecka". Wydala to w 1947 roku > Centralna Zydowska Komisja Historyczna. Wydaje > mi sie ze te archiwa sa godniejsze naszej uwagi > niz scp czy "Polskie Towarzystwo Historyczne".
> W lecie 1942 roku produkowal sie na jednej > z ulic ghetta pewien slawny magik. Opisal > to AMAR (prawdziwego nazwiska nie ustalono) > PTAK > Pod golym niebem, na ulicy > Namiot swoj rozbil slynny mag > Nad wejsciem dziwny widnial znak > Symbol straszliwej tajemnicy....
Nazwisko autora znane jest od lat szescdziesiatych. Wierszem 'Ptak' debiutowal w getcie warszawskim Antoni Marianowicz, pozniej znany satyryk i autor komedii muzycznych. Szczegoly we wspomnieniach Marianowicza pt. 'Zycie surowo wzbronione', Czytelnik 1995.
Pozdrowienia,
Henryk Dasko
To: reunion-blahe@xxxxxxx.se
Date: Tue, 05 Aug 1997 12:18:09 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Piesn ujdzie calo....
AN> Heniek, dziekuje. Ja mam tylko pierwsze AN> wydanie z 1947 roku, wtedy jeszcze pewnie AN> sie nie ujawnil. Olek
Marianowicz pisze, ze przypadkiem natknal sie na francuski przeklad swojego wiersza w 'Les Temps Modernes' w poczatku lat 60-tych. Jak i w antologii 'Piesn ujdzie calo', wiersz przedstawiony zostal jako utwor anonimowy. Od tego czasu autorstwo przestalo byc zagadka, chociaz - o ile wiem - nie drukowano tego w Polsce poza tym jednym zbiorem.
Trzymaj te antologie Borwicza - to dzis spora rzadkosc, jak zreszta wiekszosc judaikow z konca lat 40-tych.
Pozdrawiam,
Henryk
To: reunion-blahe@xxxxxxx.se
Date: Tue, 05 Aug 1997 22:52:36 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: RE: [Fwd: Re: Young poles, New Jews]
Wlodzimierz Rozenbaum wrote:
> Nauczylem sie operowacie skrotami, ale w e-mail > to nie zawsze dobrze wychodzi. Praca rodzicow > moze miec bardzo pozytywny wplyw na dzieci, ale > nie jestesmy przeciez dziecmi i nie o tym mowa. > Przyklady, ktore podalem mialy zasadniczy wplyw > na dzieci, gdyz chodzilo tu nie tyle o prace > rodzicow jako taka ale o ich stosunek do religii > i narodowosci zydowskiej i co oni robili w tym > (czesto przeciwnym) kierunku w domu. Wychodzi > to wyraznie w artykule Burumy. Na czym polega > heroizm Jarka Lipszyca i Ruty Spiewak - jak chce > p. D? Na zawiedzeniu krzyza na scianie? Jews for > Jesus klaniaja sie.
Chetnie Panu wyjasnie. Po pogromie marca 68 w Polsce zanikly niemal wszystkie przejawy zbiorowego zycia spolecznosci zydowskiej. Michael Steinlauf pisze w "Bondage to the Dead", ze "'The American Jewish Year Book', which published news of the tiniest Jewish communities throughout the world, ceased reporting on Poland for most of the 1970s". [Rocznik Zydowsko-Amerykanski, zamieszczajacy wiesci z najmniejszych skupisk zydowskich na calym swiecie, ustal z publikacjami o Polsce w latach 70-tych."] Opozycje polityczna charakteryzowano jako Zydow, KOR okreslano jako organizacje szpiegowska, w ktorej sklad wchodza zdrajcy i Zydzi, oplacani przez Izrael i Organizacje Gehlena. Ryszard Filipski realizowal antysemickie spektakle, dziennikarze spod czerwono-czarnych sztandarow publikowali zydozercze teksty, policyjna propaganda insynuowala zydowskie pochodzenie ludziom o pogladach liberalnych. Slowo "Zyd" zniklo nie tylko z publicznie uzywanej polszczyzny, ale, by znow zacytowac Steinlaufa, nie pojawialo sie nawet w rozmowach ludzi bliskich.
Pan i ja mieszkalismy wtedy w krajach, gdzie Zydem moze byc kazdy - w takim wymiarze, w jakim ma sie na to ochote. A i z tym roznie bywalo, i nie brak przykladow wsrod naszej emigracji na czesto wieloletnie kamuflowanie wlasnego pochodzenia. W Polsce, jak Pan moze wie, bylo to regula, i z dobrych powodow. Zalozenie jarmulki na glowe i publiczne powiedzenie "jestem Zydem", w latach siedemdziesiatych, w srodku Warszawy, gdzie straganiarz w Alejach Jerozolimskich sprzedawal "Protokoly Medrcow Syjonu", a kiosk "Ruchu" - antysemickie broszurki, w miescie, gdzie profesor mowil do studentki, wyjezdzajacej na zydowski cmentarz w lubelskiem "niech pani wezmie obstawe i gaz", gdzie dzieci Geberta regularnie bito w szkole - stanowilo, prosze Pana, akt heroizmu.
Dlatego wlasnie Pan i ja mozemy sobie dzisiaj poczytac w NYT artykul o egzotycznych Zydach w Polsce. Pyta Pan, dlaczego na scianie Ruty Spiewak wisi krucyfiks. Powiem Panu dlaczego. Bo ona chce, zeby wisial.
Henryk Dasko
To: reunion-blahe@xxxxxxx.se
Date: Wed, 6 Aug 1997 21:29:50 -0400
From: Margaret Lifsches <XxxxxxxxX@XXXXXXX.COM>
Subject: RE: [Fwd: Re: Young poles, New Jews]
Kilka uwag na temat patetycznego tekstu pana Dasko. Razi mnie okreslanie marca 68 pogromem. Pokazano nam wtedy drzwi i zachecano na rozne sposoby zebysmy sie wyniesli. Ale nie mordowano i nie rabowano a to wlasnie w jezyku polskim znaczy slowo pogrom w odniesieniu do ludnosci zydowskiej. Pan Dasko moze sobie to sprawdzic u Doroszewskiego w tomie szostym na stronie 801.
Wyjechalem z Polski dopiero za trzecim podejsciem, we wrzesniu 1981. Nigdy nie widzialem ani nie slyszalem zeby w Alejach Jerozolimskich straganiarze sprzedawali Protokoly Medrcow Syjonu a kioski RUCHU antysemickie broszurki. Do 1989 roku antysemityzm byl w Polsce narzedziem polityki, uzywanym gdy byl wygodny, zawieszanym na kolku gdy nie byl potrzebny. Za Gierka wisial na kolku, zdjela go stamtad SOLIDARNOSC uzywajac okazjonalnie a po 1989 roku, wespol z Kosciolem, na pelny regulator. To wlasnie w kosciolach sprzedawano antysemicka literature, koscielni dygnitarze, solidarnosciowi dziennikarze i politycy - od Glempa do Walesy - wycierali i wycieraja sobie Zydami geby. Skala i zasieg dzisiejszej kampanii antysemickiej w Polsce porownywalna jest z latami 30.
Tyle ze dzis w Polsce nie ma Zydow poza starcami i zydowska cepelia w rodzaju trojcy Gebert, Krajewski, Datner, o ktorych czytalem co najmniej kilkanascie razy w zachodnich gazetach. Zareklamowala ich ksiazka Niezabitowskiej "Remnants" i chyba od czasu jej publikacji w Stanach przed ca. 10 laty kazdy szanujacy sie zachodni dziennikarz piszacy o dzisiejszych Polskich Zydach rozmawia z nimi i powtarza te same komunaly. Jak ktos chce byc w Polsce Zydem to po co opowiada o tym wszystkim dookola i gdzie w tym heroizm?!
Andrzej Lifsches
To: reunion-blahe@xxxxxxx.se
Date: Wed, 06 Aug 1997 23:05:23 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: [Fwd: Re: Young poles, New Jews]
Margaret Lifsches wrote:
> [...] Jak ktos chce byc w Polsce Zydem to > po co opowiada o tym wszystkim dookola > i gdzie w tym heroizm?!
Andrzeju,
Ad: pogrom. Ladnie piszesz: "pokazano nam wtedy drzwi i zachecano na rozne sposoby zebysmy sie wyniesli". To wlasnie wtedy przestales siadywac na owej lawce w Alejach Ujazdowskich, gdzie zwyklismy spotykac sie kilka razy w tygodniu: Adam, Danek i Heniek siedzieli, aresztowano Michala, kilku z nas relegowano z wilczym biletem po komisjach dyscyplinarnych, niektorzy dostali powolania do jednostek specjalnych. Istotnie, nie rabowano i nie mordowano. Nie siegnieto wtedy jeszcze po metody przemocy fizycznej, zastapil je spektakularny pokaz terroru psychicznego i masowej pacyfikacji nie tylko Zydow, ale znacznej czesci spoleczenstwa. Latwo sprawdzic histeryczna pasje prasy z tamtych dni, porownywalna semantyka z artykulami z okresu "procesu lekarzy" i pamietam, ze w srodowisku moich rodzicow panowal autentyczny lek przed gwaltem. Jak sadze, masowa emigracja tamtych czasow (nie znam badan na ten temat, wiec to moja prywatna opinia) spowodowana byla tak szykanami i represjami administracyjnymi, o ktorych wspominasz, jak i uczuciem kompletnego osaczenia w obliczu atmosfery, ktorej nie potrafie okreslic inaczej, niz pogromowa. Te rozszerzona definicje znajdziesz na cytowanej przez Ciebie stronie Doroszewskiego, pod haslem 1*.
Ad: broszurki antysemityckie.
Jesienia 1978 kupilem na straganie po poludniowej stronie Al. Jerozolimskich, pomiedzy PAP-em i dawnym barem "Praha", z pol tuzina (a tytulow bylo wiecej) ksiazeczek, skserowanych reprintow przedwojennych wydawnictw antysemickich, w tym "Protokoly Medrcow Syjonu". Chyba z rok pozniej, w kiosku "Ruchu" na rogu Swietokrzyskiej i Marszalkowskiej, kupilem "Marzec 1968" Hillebrandta, "Mechanizm propagandy syjonistycznej" Walichnowskiego i kilka szkicow Orlickiego, gdzie pisal, ze pogrom kielecki wywolali Zydzi, aby spowodowac masowa emigracje do Palestyny. Niewiele roznily sie od asortymentu straganiarza z Alej Jerozolimskich. Wszystkie materialy do wgladu podczas Twojej nastepnej wizyty w Toronto.
Ad: czasy Gierka. Nie podzielam Twojej opinii, ze za Gierka antysemityzm "zawieszono na kolku". Zszedl tylko z czolowek gazet, zmieniono front: to w 1976 roku byl proces Andrzeja Czeczota, gdzie Kozniewski przedstawial zestaw antysemickich cytatow, to wtedy Filipski i Kanicki wystawiali swoje nacjonal-jaselka, to wtedy Kozak gral role nikczemnych Zydow w filmach zespolu "Profil" Poreby, Kur, Misiorny, Drozdowski i Wysznacki drukowali to, co drukowali, a Roszewski pisal o "obcych narodowo" filmach Agnieszki Holland. To za Gierka pisano o KOR-ze nie inaczej, niz pisywano w marcu (vide ksiazka Lipskiego i "Dziennik" Brandysa), to wtedy UB otwarcie wymyslalo aresztowanym ludziom opozycji od Zydow, czego bodajze nawet w marcu nie robiono.
Nie moge oprzec sie refleksji: ja wyjechalem w 1969 i marzec jest dla mnie tym, czym jest; Ty wyjechales w 1981, a Solidarnosc widzisz tak, jak widzisz. Nie wykluczam, ze jest w tym pewna prawidlowosc.
Henryk Dasko
To: reunion-blahe@xxxxxxx.se
Date: Thu, 07 Aug 1997 00:10:31 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: [Fwd: Re: Young poles, New Jews]
Wlodzimierz Rozenbaum wrote:
> Dlaczego ma byc dla mnie autorytetem Michael > Steinlauf? Skad pochodza jego wiadomosci?
Nie wiem, dlaczego. Prosze przeczytac ksiazke, to sie Pan dowie.
> Filipski byl faworyzowany przez wladze, ale > lekcewazony przez wiekszosc widzow. Jego > teatr "RF" miescil, sie w malej sali > i kolejek do kasy nie bylo
Rzeczywiscie? Teatr istnial osiem lat (1966-1974) i specjalizowal sie w antysemickich i antyliberalnych produkcjach, glownie autorstwa Ryszarda Gontarza: "Ja i moj brat", o wydawaniu przez Zydow w rece gestapo polskich patriotow, oraz "Przed grudniem", gdzie ze sceny padaly slowa "znalazla sie przed grudniem garstka Polakow godnych tego miana - Gontarz, Kur, Machejek, Kakol, Drozdowski, Walichnowski". Teatrzyk jezdzil po Polsce, wystepujac w szkolach, jednostkach wojskowych, zakladach pracy i wiekszych miastach, m.in. w Starej Prochowni w Warszawie. Na scene wnoszono kwiaty, po zakonczeniu spektakli urzadzano owacje. Zapis cenzorski nie zezwalal na jakakolwiek krytyke "Erefu", zdjeto m.in. tekst w "Polityce". W 1974 Filipski, czlonek KW w Krakowie, otrzymal wieksza scene - zostal dyrektorem Teatru Ludowego w Nowej Hucie, gdzie wystawil kolejny spektakl Gontarza "Nasza patetyczna". Zwiazany z Filipskim i "Erefem" Bohdan Poreba otrzymal wlasny zespol filmowy - "Profil"...
> Milicjanci przyjezdzajacy po Michnika nie > mogli sie nadziwic, ze mieszkal on na jednej > z najbardziej ekskluzywnych ulic w Warszawie > majac za sasiadow b.wysoko postawionych > dzialaczy partyjnych i panstwowych. A takich > jak on bylo wiecej.
Wie Pan - nie mam pojecia, czemu dziwili sie milicjanci...
> [slowo Zyd zniknelo nie] tylko z publicznie > uzywanej polszczyzny, ale, by znow zacytowac > Steinlaufa, nie pojawialo sie nawet w rozmowach > ludzi bliskich. Co za banialuki!
Jak wyzej.
> Nie wiem skad sie wzieli straganiarze > w Alejach Jerozolimskich. Moze pozowali > do jakiegos filmu.
Tak. Pewnie pozowali.
> Skad wiadomo, ze on (Gebert) juz wtedy wiedzial > o swoim pochodzeniu? Wielu z "nowonarodzonych" > dowiedzialo sie o swoim zydowskim pochodzeniu > po 68 roku i Marzec znaja z anekdot i nie > zawsze autorytatywnych relacji (czasami wlasnych > kolegow).
Niech mi Pan uwierzy na slowo, ze wiedzial. Nie z anegdot i nie od kolegow. I nie stad, ze jego siostra wyemigrowala w 1968.
> Podobnie jest chyba z ich wiedza o Judaizmie, > historii Zydow. Dlatego czasami wieszaja sobie > w domu krzyze. Wolno im. Ale mnie wolno > kwestionowac autentycznosc ich wierzen.
Bezsprzecznie, wolno, wszystko wolno. Jednak nadal nie wiem, na jakiej podstawie. Sadze, ze Panski sceptycyzm mialby wiecej ciezaru gatunkowego, gdyby poparl go Pan konkretnymi przeslankami, a nie tylko wlasnym, niezupelnie dla mnie zrozumialym, brakiem sympatii do opisywanych przez Burume ludzi.
Henryk Dasko
To: reunion-blahe@xxxxxxx.se
Date: Sun, 10 Aug 1997 21:28:37 +0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Pytania i przyczynki
Nie nadazam z czytaniem - a raczej z przetrawieniem - pasjonujacych listow ostatniego tygodnia, z ktorych wiele zachowuje "na pozniej": Julka Bielickiego, Edka Szprucha, refleksji Leona Rozenbauma i Andrzeja Krakowskiego, znakomitej syntezy Leszka Kantora. Kilka uwag do ew. dyskusji:
1. Nie tylko o New York Timesie. Podnioslo sie kilka glosow twierdzacych, ze Buruma de facto ignoruje nasze istnienie. Mysle, ze to na wyrost. Ludka slusznie zauwaza, ze to tekst prasowy, a nie dzielo naukowe. A jeszcze prosciej: to tekst o Zydach w Polsce, a nie o polskich Zydach poza Polska. Ja rowniez zaluje, ze na ten ostatni, wielowymiarowy temat napisano niewiele, choc w Polsce ksiazek o Zydach wychodzi w brod, a i na calym swiecie sporo. Sa ksiazki o marcu, ale prac o naszej emigracji prawie nie znam: poza cienka ksiazeczka Joanny Wiszniewicz nie potrafie niczego wymienic, jesli nie liczyc kilku utworow beletrystycznych. Dwa pytania: i) czy ktos zna jeszcze jakies prace o emigracji 68? ii) dlaczego tak malo?
2. Dom i tozsamosc. Edek wsadzil kij w mrowisko, poruszajac niezwykle ciekawy temat: kto juz dojechal do siebie. Pisal o poczuciu bycia na swoim w Izraelu i zadal pytanie:
> Ilu z Was , moze powiedziec , ze jest Szwedami , > Dunczykami , Amerykaninami czy Kanadyjczykami ? > Mam wrazenie , ze wielu z Was jeszcze nie > dojechalo z Polski do nowego miejsca .
Otoz mam wrazenie, ze zostaly tu przemieszane dwa pojecia: tozsamosci i wlasnie "domu". Wydaje mi sie, ze niekoniecznie musza oznaczac to samo.
Jak sadze, a raczej jak wynika z glosow w dyskusji, sprawa tozsamosci u znacznej czesci naszej emigracji jest dosc prosta: uwazamy sie za polskich Zydow, przy zaakceptowaniu pelnego wachlarza znaczen, zawartego w tym pojeciu. Sam, pytany o narodowosc, pochodzenie wzgl. tozsamosc odpowiadam jednoznacznie, ze jestem polskim Zydem. Jestem nim - jak w wypadku kazdj tozsamosci - z wyboru, z przywiazania do mojej, jaka by nie byla, tradycji, z braku tradycji innej, z kultury wreszcie. Nie oznacza to jednak - i sadze, ze dotyczy to wiekszosci - braku domu. Kanade, a raczej Polnocna Ameryke, bo kilka lat spedzilem w Stanach, gdzie aklimatyzowalem sie wyjatkowo latwo - uwazam za swoj kraj, swoje miejsce - no, niech bedzie, za swoj dom. Jestem u siebie. Czescia bycia u siebie jest wlasnie to, ze moge byc tym, kim chce. Ktos rozmilowany w paradoksach zauwazylby, ze ci, ktorzy za wszelka cene staja sie Dunczykami etc. (wylaczam Izrael) to wlasnie ci, ktorzy jeszcze nie dojechali.
3. Dziwni Zydzi. Kilku kolegow - Leon, a moze Wlodek - pisalo trafnie, ze nasza emigracja nie ma znaczacych zwiazkow z tradycja Zydow polskich sprzed 1939 roku. To prawda. A jednak trudno zakwestionowac nieslychanie silne poczucie wspolnoty, tozsamosci, wewnetrznych zwiazkow naszej emigracji.
Otoz, kak wsiem izwiestno, po swiecie od lat toczy sie dyskusja na temat wynaradawiania sie Zydow, odchodzacych od religii. Przed paroma tygodniami czytalem obszerny tekst na ten temat w tygodniku "New York". Buruma, ktory porusza te sprawe na marginesie, pisze: "American and Western European Jews who have rejected the religious life often find there is little left of their Jewishness but vague family memories, a taste for Woody Allen and bagels and a sometimes morbid preocupation with the Holocaust." [Zydzi amerykanscy i zachodnioeuropejscy ktorzy odeszli od wiary, zwykle czuja maly zwiazek z ich zydowskoscia ponad poziom metnych wspomnien rodzinnych, apetyt na filmy Woody Allena i bajgielki, i czasami chorobliwe wrecz zaabsorbowanie sprawami Holocaustu."] Zglaszam protest.
Moje osobiste potyczki z "nowymi Zydami" z Polski (a takze z Buruma) nie dotycza prawdziwosci lub nieprawdziwosci ich wiary, i nie tylko dlatego, ze nie jestem w stanie, a a takze nie chce tego oceniac. Mam wrazenie, ze ich wybor religii jako jedynego czynnika mogacego zhomogenizowac polskich Zydow byl w jakims sensie negacja mojej wlasnej tradycji - Zydow swieckich, zasymilowanych kulturowo, spadkobiercow liberalnego dziedzictwa postepowej inteligencji, badz do inteligencji aspirujacych, a przy tym Zydow absolutnie swiadomych wlasnej tradycji i przywiazanych do niej w stopniu niemniejszym niz jakakolwiek inna grupa etniczna czy spoleczna. Twierdze, ze w pokoleniu Reunion takich jest bardzo wielu, moze wiekszosc. Malo kto, jak sadze, odwazylby sie zakwestionowac czy zanegowac poczucie tozsamosci naszej emigracji jako Zydow, choc z mojego doswiadczenia religii tam niewiele. Jak to wiec jest z tym wynaradawianiem?
4. Silni, zwarci, gotowi. Polscy Zydzi, ktorzy wyjechali po wojnie (do roku 1948) wydaja mi sie wyjatkowo zintegrowani - na tym kontynencie szczegolnie mocno zachowane zostaly wiezi srodowiskowe, kulturowe, etc. To samo da sie powiedziec o naszej emigracji. W latach 1956-60 wyjechalo z Polski ponad 40,000 Zydow, a wiec liczba wieksza od emigracji '68. Mam wrazenie, niepoparte zadnymi konkretnymi danymi, ze emigracja lat 56-60 owych zwiazkow nie zachowala, ulegla w jakims sensie rozmyciu, po czesci wchlonieciu w emigracje powojenna, po czesci nawet w nasza. Prawda? Nieprawda? Jesli prawda, to czemu przypisac niezwykla sile integracyjna naszej emigracji? Mam swoje teorie, ale chetnie poslucham innych.
Best,
Henryk Dasko
To: reunion-blahe@xxxxxxx.se, reunion-wazne@xxxxxxx.se
Date: Tue, 12 Aug 1997 23:58:32 -0400
From: Margaret Lifsches <lifschesM@XXXXXXX.COM>
Subject: Dyskusja
Probuje od dawna zrozumiec marzec 68 jako zjawisko historyczno-socjologiczne i jakos je zdefiniowac dlatego tez nie odpowiada mi slowo pogrom poniewaz marzec byl czyms unikalnym, jedynym w swoim rodzaju i przez to domaga sie adekwatnego okreslenia. Mysle, ze na marzec trzeba patrzec z perspektywy historycznej, jako na epizod w procesie czystki etnicznej dokonujacej sie od odzyskania przez Polske niepodleglosci w 1918 r. Antysemicka prasa, wydawnictwa, organizacje a po smierci Pilsudskiego pogromy, bojkot ekonomiczny, getto lawkowe na uniwersytetach, dyskusja w Sejmie nad wysiedleniem Zydow z Polski i td. byly czyms na porzadku dziennym. Pozniej byl Holocaust, po wojnie poprawka po Holocauscie dokonana juz przez Polakow (pogrom kielecki byl tylko epizodem), do 1948 roku duza fala emigracyjna, nastepnie pazdziernik 1956, cicha emigracja do 1967 roku i wreszcie marzec.
Ktos wymyslil wowczas i prawie zrealizowal iscie dabelski sposob na pozbycie sie z Polski Zydow. Wyrzucanie z pracy, uczelni, partii, branie do wojska, pietnowanie po imieniu w mediach mialo na celu zaszczucie ale pozwolono na salwowanie sie ucieczka. Drzwi byly otwarte, Zachod nas przyjmowal jako uchodzcow politycznych. Wyjazd z Polski po marcu byl samowygnaniem, prawdopodobnie najbardziej bolesna forma opuszczenia na stale kraju urodzenia. A autorzy marca mieli rece czyste o tyle, ze nikogo sila z Polski nie usunieto, tak jak np. Solzenicyna czy Brodskiego z Rosji.
W marcu i po marcu nie pozbyto sie z Polski Zydow do konca miedzy innymi dlatego, ze nie wszyscy dali sie zaszczuc. Np. spora grupa starych komunistow przeczekala marzec trafnie przewidujac, ze nagonka na Zydow kiedys musi sie skonczyc, dostana z powrotem legitymacje partyjne i jesli nie wroca do pracy, to wyladuja na rencie partyjnej. Lata 70. byly spokojne (nie wiem po co p. Dasko demonizuje je), Filipskim i jemu podobnym nikt normalny sie nie przejmowal, watek antysemicki wprowadzila w obieg w 1981 roku Solidarnosc (dla mnie byl to impuls do wyjazdu), podjal go Kosciol. Trwalo to przez lata 80., na niskich obrotach, po 1989 nastapila eksplozja. Jesli ktos sledzi to co sie w Polsce dzieje to wie o czym mowie. W tym kontekscie zupelnie nie rozumiem twierdzenia Staszka Krajewskiego, ze dzisiejsza Polska jest panstwem prawa gdzie kazdy moze robic co chce, miedzy innymi byc Zydem. Nie bardzo rozumiem jak mozna byc Zydem w kraju zawladnietym antyzydowska paranoja, gdzie w nagonce na Zydow biora udzial glowa panstwa i glowa Kosciola, prawicowa prasa, gdzie mury upstrzone sa napisami Zydzi do gazu!, gdzie wreszcie niezawisly sad orzeka o niskiej szkodliwosci spolecznej wieloletniej, publicznej kampanii antysemickiej prowadzonej przez ksiedza Jankowskiego. Staszek Krajewski musi zyc w kompletnej izolacji od polskiej rzeczywistosci skoro tego nie widzi i jeszcze namawia nas do powrotu!!!
Dla Zydow i dla Polakow najlepiej by bylo, gdyby w Polsce nie bylo ani jednego Zyda...
Andrzej Lifsches
To: reunion-wazne@xxxxxxx.se
Date: Wed, 13 Aug 1997 14:26:23 +0200
From: Ludwika Wujec <xxxxxxx2@xx.com.pl>
Subject: Odp: Dyskusja
Andrzej Lifsches pisze:
AL> Mysle, ze na marzec trzeba patrzec z perspektywy AL> historycznej, jako na epizod w procesie czystki AL> etnicznej dokonujacej sie od odzyskania przez AL> Polske niepodleglosci w 1918 r.
Dlaczego zaczynasz w 18 roku? Czy antysemityzm byl wymyslem niepodleglej Polski? A co w zaborze carskim? Jak koniecznie chcesz szukac kontynuacji procesu, to mozesz miec problem z ustaleniem poczatku.
AL> Pozniej byl Holocaust, po wojnie poprawka AL> po Holocauscie dokonana juz przez Polakow
Na marginesie dyskusji nad dobieraniem slow. Czy odrobinke nie zaburzyles proporcji?
AL> (pogrom kielecki byl tylko epizodem)
Co to znaczy?
AL> Ktos wymyslil wowczas i prawie zrealizowal AL> iscie dabelski sposob na pozbycie sie AL> z Polski Zydow. AL> Myslalam, ze ten ktos zostal z grubsza AL> historycznie ustalony. Lata 70. byly spokojne AL> (nie wiem po co p. Dasko demonizuje je), AL> Filipskim i jemu podobnym nikt normalny sie AL> nie przejmowal, watek antysemicki wprowadzila AL> w obieg w 1981 roku Solidarnosc
Andrzeju, zwracam uwage na to, ze w latach szescdziesiatych i siedemdziesiatych istniala ostra cenzura. O pogladach i zachowaniach ludzkich wiedziales wiec albo wtedy, kiedy sam sie z nimi bezposrednio zetknales, albo kiedy wladze chcialy, zebys o nich wiedzial, albo (jak w Marcu) kiedy te poglady wladze organizowaly. W zwiazku z tym nie odwazylabym sie autorytatywnie rozstrzygac, na ile Filipski ze swoja produkcja odpowiadal statystycznemu Polakowi. Jedno jest pewne, ze do czasu ktos we wladzach go lubil. Po powstaniu Solidarnosci, w zwiazku z natlokiem poloficjalnych biuletynow, drugim obiegiem ksiazkowym musiala poluzowac i oficjalna cenzura. Dodatkowo doszla wolnosc zgromadzen i publicznych wypowiedzi. Wolnosc slowa oznacza niestety nie tylko wolnosc pieknego slowa. Prawdziwsze wiec bedzie stwierdzenie, ze w latach osiemdziesiatych ujawnil sie istniejacy antysemityzm.
AL> Nie bardzo rozumiem jak mozna byc Zydem AL> w kraju zawladnietym antyzydowska paranoja AL> (...). Staszek Krajewski musi zyc w kompletnej AL> izolacji od polskiej rzeczywistosci skoro AL> tego nie widzi i jeszcze namawia nas do AL> powrotu!!!
Rozumiem, ze blizej jest sie polskiej rzeczywistosci czytajac na Zachodzie gazety, niz w Polsce mieszkajac.
AL> Dla Zydow i dla Polakow najlepiej by bylo, AL> gdyby w Polsce nie bylo ani jednego Zyda...
Pozwolisz, ze o tym bedziemy decydowac kazdy z osobna na wlasny rachunek, bo to nasze zycie i nasz los.
Przykro mi z powodu koniecznosci uzywania ostrego tonu. Ale jest to odpowiedz na ton duzo ostrzejszy.
Ludka
To: reunion-wazne@xxxxxxx.se
Date: Wed, 13 Aug 1997 23:01:52 -0700
From: Adekvat <adekvat@xxxxxx.se>
Subject: Z reka na sercu...Z reka na sercu
W odpowiedzi na pytanie Leona Szyfera: dlaczego Leszek?
Moj Drogi wspolimienniku Leonie Szyfer z Kanady,
Zaspokoje Twoja ciekawosc i opowiem Ci najautentyczniejsza i prawdziwa historie "Dlaczego Leszek ?". Otoz wiele lat temu swietej pamieci moi rodzice, mieszkajacy w malym miasteczku na Dolnym Slasku w ktorym najpierw bylo okolo 3 tysiecy zydowskich imigrantow a potem w koncu lat 60-tych juz tylko pare rodzin,cale zycie przygotowywali sie tez do wyjazdu do Izraela. Ojciec moj bardzo religijny czlowiek i syjonista modlil sie cale zycie do Izraela i trzy razy skladal na paszporty.Mama moja natomiast rosyjska Zydowka z Charkowa, wpadala wdety w rozpacz, ze nigdy nie zobaczy mieszkajacych nadal w Rosji swoich braci i siostr ani matki. Zalewala sie lzami i ojciec oddawal paszporty spowrotem. Ale w tym dlugim programie przygotowawczym na wyjazd mama moja, kobieta bardzo nowoczesna jak na tamte czasy i zawodowo samodzielna wymyslila, ze do Izraela nalezy sie jednak porzadnie przygotowac a najlepszym zawodem dla mnie, bo akurat ukonczylem szkole podstawowa, bedzie Technikum Budowy Silnikow Lotniczych na Psim Polu pod Wroclawiem, ktore najpierw musze skonczyc, a potem bedziemy juz sie zbieali sie do tej dalekiej wymarzonej podrozy.
I tak tez pewnego dnia majac lat 14 ocknelem sie w internacie wsrod samych gojow, ludzi ciekawych, czesto zdolnych ale dosc obcesowych ze tak powiem, niuanse nie byly im znane byli zazwyczaj prostolinijni, bo i kto to wtedy zdawal do takich szkol.
Technikum to a zwlaszcza internat byl katorga i plaga niesamowita, rezym byl iscie wojskowy, pobudka, apele, wyjscie tu wyjscie tam, bacznosc spocznij, apel wieczorny, apel poranny, scielenie lozek, nauka wlasna itp. No i po kazdym apelu wieczornym w internacie, poznym wieczorem mycie podlog, dlugich korytarzy i toalet wchodzilo w program tej cywilnej wprawdzie, ale ostrej i bezwzglednej edukacji. Internat skladal [sie] z 10 barakow, bo szkola ta byla duza, jedna z najwiekszych w Polsce, samolot ruski stal nawet na podworku jako dekoracja. W moim baraku mieszkalo 80 osob, a toalety tylko 4, wiec tego moczu i innych, przepraszam za slowo, gowien bylo wiele. Komendanci - przewaznie uczniowie straszych klas, katowali nas wszystkich pierwszoklasistow ostro a zwlaszcza mnie, bo na apelu porannym i wieczornym stalem prawie przedostatni pod wzgledem wzrostu w szeregu, i kiedy wyznaczano do mycia ubikacji, czesto wyznaczano wlasnie mnie. Kiedy kiedys zapytalem jednego z komendantow dlaczego ja w tym samym tygodniu poraz trzeci mam myc kibel, odpowiedzial mi jeden z nich : "Bo ty Kantorku jestes Zydek i musisz sie nauczyc porzadnie pracowac". I tak to trwalo przez pewien czas. Po paru miesiacach tej katorgi, pewnego dnia przyszlo do mnie dwoch wysokich z kumpli z baraku, Wojtek Kozlowski z Koszalina i Kazik Dera z Wielunia i powiadaja do tak do mnie: "Ty kantorek musisz dwie rzeczy zmianic, aby ci latwiej bylo tu zyc z nami, zamiast Leon dla ciebie bedzie lepiej jak sie bedziesz nazywal Leszek, a my przypilnujemy zeby to sie przyjelo i zacznij tez cos trenowac bo jestes zbyt cherlawy do ciezkiej pracy sie nie bardzo nadajesz a myc kible do pozna w nocy to robota nie latwa. Bo inaczej kantorku bedziesz wpierdol dostawal cale zycie a szkoda ciebie bo jestes chlopak wesoly, paczkami zywnosciowymi, ktore z domu dostajesz dzielisz sie sprawiedliwie i wogole jestes przez nas lubiany a przez komendantow jak widzisz nie bardzo. My tu bedziemy w internacie rzadzic w przyszlosci a przeciez pare lat razem tu bedziemy zyc az w koncu na swoje wyjdziemy".
Posluchalem tych rad, innego wyjscia jakos wtedy nie widzialem i tak juz zostalo to moje imie dodatkowe i szlo ono za mna na mojej calej czasem kretej czasem polskiej drodze zycia.
Od tego czasu mam straszna awersje - drogi prokuratorze, Leonie z Kanady - do zaszczanych klozetow i do takich nie wchodze, ale ten pseudonim okupacyjny Leszek zostal przy mnie od czasu jak na tych aryjskich papierach na tym Psim-Polu pod Wroclawiem sam tkwilem wsrod setek uczniow majac lat 14 i bedac niskiego wzrostu i nieslusznej postury.
Tych dwoch imion uzywam do dzisiaj najczesciej w kontekstach polsko-zydowskich
Jednakze jakas byc moze korzysc z tych rad byla, jak mowili nasi Zydzi Polscy "nie ma tego zlego czego by nie wyszlo na dobrego" bo zaczalem potem po kilku latach trenowac plywanie wygrywalem nawet akademickie mistrzostwa w plywaniu na 200m motylkiem i 100 klasycznym a i jeszcze w Ashkelonie w 1989 roku w wieku juz zupelnie dojrzalym zrobilem tam 35 metrowy basen pod woda bez zadyszki, chociaz pilismy tam co wieczor zdrowo, na co mam wielu swiadkow z pierwszego Renion.
Dostalem przez te treningi tez troche wiekszych barow, podciagnelem sie wzrostem nieco, bylem nawet instruktorem WF-u na kilku koloniach zydowskich, zanim zostalem kierownikiem na a potem na kilku zydowskich obozach studenckich.
I juz na drugim roku studiow na Wyzszej Szkole Pedagogicznej w Opolu (teraz Uniwersytet Opolski) bo ucieklem od tej techniki na kierunek humanistyczny, potrafilem juz niezaleznie i samodzielnie bez pomocy wyzszych i starszych osobiscie dac w morde niejakiemu na ten przyklad Wilibaldowi Lubszczykowi z Katowic za to, ze mnie od Zydow wyzwal w klubie studenckim, kiedy chcialem zatanczyc z jedna dziewczyna , ktora mi sie podobala a nazywala sie Jolka i byla z nim na tym samym roku na polonistyce. Krew sie wtedy lala obficie po nim i po klubie studenckim bo dostal skutecznie, chociaz byl wyzszy i krepiasty jak na Slazaka przystalo.
Dla potwierdzenia, bo widze ze jestes czlowiekiem dokladnym, mozesz zadzwonic do Wlodka Greczanika z Legnicy, ktory to wszystko widzial bo tez studiowal w Opolu na fizyce a teraz mieszka w Lundzie w Szwecji, jest nauczycielem w gimnazjum i w czasie wolnym prowadzi rewelacyjny kabaret Zydowsko-Polski, gdzie wystepuje z ogromnym powodzeniem m.in. Bozena Werbart, ktora w cywilu jest docentem Uniwersytetu w Lundzie, mozna od czasu do czasu ja i innych tam podziwiac, jak sie ma szczescie dostac bilet i trafic na przedstawienie.
Kozlowski jest bodajze inzynierem lotnictwa w Mielcu i buduje helikoptery ostatnio jezdzi jak uslyszalem do Izraela (do ktorych to Izrael podlaczyl ostatnio kilka rakiet o strasznej sile uderzenia ) a Kazik Dera jest wiceministrem w Ministerswie Oswiaty i Szkolnictwa Wyzszego tej nowej Rzeczypospolitej w rzadzie Kwasniewskiego. A ja jak widzisz siedze w Sztokcholmie, korzystajac z tego wspanialego wynalazku na rozmowe jakim jest Internet i skladam Cii innym czytelnikom, bo mnie zapytales publicznie, raport i wyjasniam jakie byly zakrety na mojej sciezki zycia.
Mysle, szanowny Leonie z Kanady, ze Ci wszystko wyjasnilem przyznajac sie do wszystkiego z reka na sercu, nic nie ukrywajac tym razem.
A musze jednak w tym momencie tez jednak zazanaczyc, ze tylko dwa razy w zyciu zapytano mnie o to imie. Pierwszy raz jak mnie wyrzucano z asystentury w Opolu w marcu 68 i stanalem przed specjalna komisja a teraz Ty, Drogi moj wspolimienniku. A przezylem przeciez ponad pol wieku i tysiace osob sie o mnie otarlo, bo uczestnicza w zyciu otwartym czesto i w polemikach na temat identyfikacji narodowej wystepuje publicznie pod tymi dwoma imionami na szerokim przeciez forum dialogow i sporow o sprawy drazliwe i nielatwe, czasem nawet tzw. duzej prasie. Zagladnij na ten przyklad do tygodnika "Wprost", wychodzi w ponad polmilionowym nakladzie w Polsce do numeru 29, 1995 na strone 11, jak tam lapie za ucho publicyste o antysemickich sklonnosciach Zygmunta Kaluzynskiego, za to ze zaczal grzebac sie w zyciorysie Romana Polanskiego z niewlasciwej strony, analizujac jego pochodzenie i przynaleznosc narodowa I zwroc potem uwage ze jednak podpisalem ten artykul tym razem Leo-Leszek Kantor, Szwed polsko-zydowskiego pochodzenia urodzony w Rosji a nie Viking Svensson czy Bjorn Pettersson.
Ale Twoja dociekliwosc jest uzasadniona a ze jestes ciekawy swiata,ludzi, spraw i detali zycia swiadcza chociazby wedlug mnie Twoje spostrzegawcze analizy o rasizmie w Kanadzie, ktore wzbudzily moje zainteresowanie i szacunek bo nie wiedzialem o tym wczesniej.
Pozdrawiam Cie serdecznie i jak dozyjemy do nastepnego Reunion w Ashkelonie 1998 i jak przyjedziesz to sam zobaczysz, ze ja wygladam jednak tak jak Leon powinien wygladac chociaz plywam,klne i pije jak Leszek. I juz dzisiaj zapraszam Cie na na nowo wyprodukowana wodke pod nazwa "Cymes", ktora jest zatwierdzona przez Naczelnego Rabina Rzeczypospolitej Joskielewicza w Warszawie, o ile bedzie ona w barze hotelowym.
Dla pelnego obrazu mojej prywatnosci,lojalnie musze uzupelnic, ze moja zona nazywa sie Regina, zdrobniale Inka a powinna nazywac sie Rywka o co mam do niej pretensje cale zycie, nigdy sie nie ukrywala, bo nie musiala bo byla sliczna blondynka i chodzila do Zydowskiej szkoly w Lodzi im. Pereca. W szkole tej panowala atmosfera serdeczna, dopiero rzucano kamieniami z polskiego podworka na zydowskie dzieci w drodze do albo ze szkoly, Lodz pod tym wzgledem byla trudnym miastem, Heniek Chmielnicki o tym chyba wie wiecej.
Synka naszego nazwalismy przezornie Mark, zeby na wypadek czegos w Europie, zawsze mogl uciec do najlepszego miasta na swiecie dla Zydow do Nowego-Yorku a tam mu przeciez zawsze moj kochany, stary przyjaciel,jeden z najbardziej chyba z nas wszystkich zasluzony dla ratowania kultury zydowsko-polskiej Marek Web, zeby zyl do 120 lat i byl zdrowy ze swoja zona Zosia, tez z Dolnego Slaska, da na bajgelka a moze nawet na bajgelka z serkiem Philadelphia, niezaleznie od tego, ze Marek ostatnio tupal na mnie nogami w podloge za czesc mysli w mojej publikacji na temat:"Pogrom czy zaproszenie do podrozy".
Przy okazji tegoz listu, listu przepraszam Henka Dasko za pomylke, ale kiedys dalem mu bilet za darmo na przedstawienie Teatru Rozmaitosci z Warszawy, ktory sprowadzilem do Sztokcholmu ze spektaklem "Przyjechala Zydowka" z Ryszarda Hanin w roli glownej, na ktore on osobiscie przylecial samolotem z Kanady, azeby spektakl ten zobaczyc - mysle, ze moje do niego niezwykle pozytywne nastawienie mnie dzisiaj wytlumaczy. Do naszej Tamarki oddzielnie list dlugi napisze, ale juz prywatnie.
Gwoli sprawiedliwosci i prawdy musze jeszcze dopowiedziec, bo chodzi tu wkoncu o nasze polsko-zydowskie relacje, ze kikla lat potem, kiedy bylem asystentem w Opolu, wydawalem skromne przyjecie z okazji slubu z moja kochana do dzisiaj zona dla kolegow z uczelni, Wilibald Lubszczyk, ten ktory mnie od parchow wyzwal byl wtedy na piatym roku studiow, nie zaproszony na to przyjecie przyszedl i przyniosl mojej zonie z wlasnej inicjatywy kwiaty i zlozyl przeprosiny na jej rece. Chociaz jak dostawal lanie, jeszcze Inki nie znalem , sprawa przeciez poszla o Jolke. Takie tez byly tez nasze polsko-zydowskie czasami.
Mama moja nigdy nie doczekala sie, aby ujrzec wolny swiat, zostala na cmentarzu zydowskim we Wroclawiu, musze sprawdzic teraz czy sie uchowal od powodzi. Ojciec moj poki zyl, modlil sie w niezreformowanej tradycyjnej synagodze w Sztokcholmie za mnie za Ciecie chyba tez i za wszystkich Zydow.
Caluje Was wszystkich zajnt mir gezunt
Leo, Lejb, Lonia, Leszek Kantor
Sztokcholm/Szwecja
To: reunion-wazne@xxxxxxx.se
Date: Sun, 17 Aug 1997 11:20:40 -0400
From: Jennifer Klein <gklein@xxxxxxxx.com>
Subject: "Zawodowi" Zydzi
Zgadzam sie 100% z listem Henka Chmielnickiego. Bardzo trafnie okreslil on dzisiejszych "zawodowych" Zydow w Polsce. "Zawodowi" Zydzi ukazali sie takze w emigracji 1968. Korzystajac se swoich zydowsko/niemiecko brzmiacych nazwisk uciekli z Polski na fali naszej emigracji. Widzialo sie ich w holenderskiej ambasadzie, a potem we Wiedniu i Rzymie gdzie byli utrzymywani przez HIAS za zydowskie pieniadze. Czy myslicie ze ci ludzie sa dzisiaj Zydami? Znam pewna rodzine ktora do dzis jest dumna z tego ze im sie udalo zwiac z Polski za zydowskie pieniadze. Dzisiaj juz nie potrzebuja byc Zydami.
Stefcia Biber-Klein
P.S. Henryk Dasko pytal w jednym ze swoich listow czy ktos wie o publikacjach na temat Marca 1968 z punktu widzenia naszej emigracji. Otoz jest ksiazka p.t. "Krajobraz po szoku" wydana w 1989r. Jest to zestaw wywiadow przeprowadzonych m. in. z Natanem Tenenbaumem, J. Dajczgewandem, J. Litynskim, H. Szlajferem, Zygmuntem Baumanem, Barbara Dabrowska, Teresa Bochwic, Stefanem Morawskim, Aleksandrem Perskim i Gustawem Holubkiem. Sa w niej takze urywki z polskiej prasy z tego okresu.
Pozdrawiam wszystkich!
Stefcia
To: reunion-wazne@xxxxxxx.se
Date: Tue, 19 Aug 1997 22:01:07 +0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: "Zawodowi" Zydzi itp
Podpisuje sie oburacz.
Henryk Dasko
Wlodek Gdanski wrote:
WG> Widze, ze mamy specjalistow od dzielenia Zydow na WG> "zawodowych" i "amatorow". Stad juz niedaleko do WG> podzialu na "dobrych" i "zlych" Zydow. Skadinad WG> temat do dyskusji z antysemitami - co poniektorzy WG> z nich tez sie takimi podzialami zajmuja. Czytajac WG> niektore wypowiedzi nie moge sie oprzec wrazeniu, WG> ze niektorzy z pomarcowych emigrantow wydali sobie WG> samym dyplomy "Ostatnich Zydow Rzeczypospolitej" WG> i trudno im przyjac do wiadomosci, ze takimi de WG> facto nie sa. WG> Wypowiedzi ich nie grzesza przy tym na ogol WG> tolerancja wobec osob, ktore z roznych wzgledow WG> podjely inne decyzje w kwestii wyboru miejsca WG> zamieszkania, a ton w jakim sa utrzymane wskazuje WG> raczej na ich po czesci terapeutyczny charakter. WG> W dyskusji na temat obecnosci Zydow w Polsce WG> i roznych aspektow stosunkow polsko-zydowskich WG> warto tez miec na uwadze fakt, ze historia tej WG> obecnosci to nie 50, 100 ani nawet 200 lat i ze WG> historia ta, bez wzgledu na to czy to sie komus WG> podoba czy nie, bynajmniej nie dobiegla jeszcze WG> konca. Ktorys z dyskutantow sugeruje w swoim WG> liscie, ze polscy Zydzi powinni wyjechac do WG> jakiegokolwiek innego kraju swiata. WG> Do zobaczenia w Teheranie, > Wlodek
To: reunion-blahe@xxxxxxx.se
Date: Tue, 19 Aug 1997 22:49:25 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Marzec i Polacy
Jerzy Holcman 4245. wrote:
JH> Czesc Julek, JH> W Twoim liscie piszesz o marcu z pozycji "co widzialem JH> & co przezylem". Fine, ale czy sa jakies materialy, JH> z Twojego metieru, dokumentujace (statysycznie?) reakcje JH> spoleczenstwa polskiego na pomarcowa kampanie czystki JH> etnicznej czy tez, plainly speaking , odzydzania Polski? JH> Z moich niefachowych (wyjechalem w lipcu 1971) obserwacji JH> wynika, ze byl to historycznie najwiekszy "hit" polityczny JH> jakiego dokonala ekipa komunistyczna, mierzac oczywiscie JH> poparciem czy entuzjazmem mas, rowny, w moich oczach, JH> pozniejszej popularnosci Solidarnosci. Owszem, na JH> zasadzie "kazdy ma swojego moska", spotkalem sie JH> z empatia w stosunku do poszczegolnych osob, ale nie JH> spotkalem sie z masowym kwestionowaniem zasadnosci JH> ogolnej polityki, za to nieproporcjonalnie wiele JH> dobrego obiecywano sobie na okolicznosc polskiego JH> "endlösung"..... JH> Tell me I am wrong.
Jurku -
Nie, chyba nie masz racji.
Badan socjologicznych zajmujacych sie nastawieniem Polakow do marca oczywiscie nie ma. Istnieje jednak bardzo wiele relacji indywidualnych, istnieje tez wiedza o zasiegu marca w poszczegolnych instytucjach, jak np. wojsko czy uczelnie wyzsze. Z tego uklada sie pewien obraz calosciowy, ktory mozna uznac za calkiem dokladny.
Kilka uwag:
1. Nie zgodzilbym sie z teza, ze zasieg poparcia dla marca w spoleczenstwie polskim byl porownywalny z entuzjazmem dla Solidarnosci. Jesli w ogole jakiekolwiek generalizacje maja sens, to mam wrazenie, ze dla spoleczenstwa polskiego marzec byl czyms raczej obojetnym, przyczynkowym, toczacym sie obok, dotyczacym innych - Zydow, syjonistow, literatow, bananowcow, stalinowcow, prowokatorow etc. (niepotrzebne skreslic). Zasieg spoleczny marca i pamiec o marcu (poza wyjatkami, o ktorych ponizej) wsrod Polakow wydaja mi sie wrecz znikome, nieporownywalne rzedem wielkosci nie tylko z Solidarnoscia, ale z grudniem czy nawet wypadkami roku 1976. Sadze natomiast, ze dla Zydow marzec byl przelomem o rownej wadze emocjonalnej, jak pozniej dla Polakow Solidarnosc.
Nie znam swiadectw marca - naukowych, literackich czy osobistych - ktore opisywalyby zbiorowe zachowania Polakow, przyswiadczajac masowemu czy entuzjastycznemu poparciu. Rozumiem, ze i Ty rowniez pamietasz te wiece w zakladach pracy, obficie transmitowane w telewizji - ale nie stawialbym znaku rownosci pomiedzy propaganda rezimu, zaklamana przez blisko polwiecze, i ogolna euforia z powodu antysemickiej kampanii.
2. Stawiasz ciekawe pytanie: w jakim stopniu marzec obciaza Polakow jako spoleczenstwo i narod? Jesli przyjac, ze dla wiekszosci Polakow marzec byl obojetny, to samo w sobie ma oczywista wymowe - ale nie jest rownoznaczne z "politycznym hitem". Innymi slowy, nie znam faktow, ktore obciazalyby Polakow calosciowo i dlatego wydaje mi sie, ze nalezy im sie "benefit of the doubt". Marzec, ktory uwazam za jeden z najplugawszych momentow we wspolczesnej historii Polski, uznawany jest za wynik dzialania okreslonych grup, jednoznacznie zydozerczych - ale wydaje mi sie, ze rozciaganie tej hanby na ogol Polakow jest, w tym konkretnym wypadku, nieuzasadnione, a przeto i niesprawiedliwe.
3. Istnialy cale srodowiska, dla ktorych marzec byl blogoslawienstwem i ziszczeniem nadziei. Marca nie zorganizowal samotrzec Moczar z Kepa, ale byl to wynik takich, a nie innych dzialan pokaznej czesci aparatu partyjnego. W szkolnictwie wyzszym mianowano blisko szesciuset "szturmdocentow", do partii wstapilo kilka tysiecy nowego narybku, w administracji i przemysle na stanowiska, z ktorych rugowano Zydow i ludzi nazywanych Zydami, rzucila sie, jak kiedys na pozydowskie mienie, wyglodzona tluszcza. Gloszono hasla, niczym nie rozniace sie od "Bij Zydow, spasaj Rassiju". Nastapila, jak to pisal w trzy lata pozniej Kolakowski, "inwazja pluskiew, masowa promocja nieukow, donosicieli lub zgola opryszkow". Miedzy innymi z tych wlasnie powodow uwazam marzec za pogrom, i nie przekonuja mnie rozmaite eufemizmy, ktore proponuja nasi koledzy. Ale pomimo wszystkich argumentow przestrzegalbym przed rozciaganiem tego odium na caly narod: prowodyrami marca byly jednostki z marginesu zawodowego i spolecznego, postaci czesto trudne do zidentyfikowania, uprzednio blizej nieznane, szumowiny, ktore w tym burzliwym momencie wyplynely na powierzchnie.
4. Nie oznacza to bynajmniej, ze w mojej ocenie narod polski stanal ramie w ramie z Zydami. Nie stanal. Powodow bylo wiele i nie tu miejsce na ich rozstrzasanie. Kazdy z nas zna, czesto calkiem liczne, wypadki indywidualnej sympatii i poparcia - ale ograniczaly sie one wlasnie do tego, tj. cichego wyrazania wspolczucia. Byly zapewne polskie srodowiska - przede wszystkim intelektualisci, po czesci srodowisko literackie i naukowe - ktore potraktowaly marzec jak to, czym w istocie byl. Byly to moze przypadki o znacznej randze moralnej, ale sadze, ze liczebnie nikle. Dlatego wydaje mi sie, ze Polacy potraktowali marzec jak cos, co ich w gruncie rzeczy nie dotyczylo. Nie sadze, aby stalo sie tak tylko dlatego, ze spoleczenstwo bylo spacyfikowane i nie wytworzylo sobie metod protestu, choc i to oczywiscie gralo znaczna role. Mysle, ze mozna tu mowic o obojetnosci, o potwierdzeniu obcosci Zydow i nie uznawaniu ich za swoich - ale to ciagle nie to samo, co entuzjazm.
Pewnie mozna mi zarzucic dzielenie wlosa na czworo, ale gorzko nauczony doswiadczeniem historycznym staram sie unikac oskarzen zbiorowych...
Pozdrawiam,
Henryk Dasko
To: reunion-blahe@xxxxxxx.se
Date: Mon, 25 Aug 1997 23:50:27 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Borensztajn contra Rozenbaum
Drogi kolego Borensztajn,
Piszesz, ze "dyskusja jest chyba zbyteczna", i ze nie masz zamiaru nie tylko odpowiadac na cudze argumenty, ale nawet ich czytac. Niezrazony Twoimi przestrogami zabieram jednak glos, bo chodzi o sprawe w moim pojeciu wazna.
Rozenbauma w zyciu na oczy nie widzialem, a jego brat skopal mnie elektronicznie i ad personam, kiedy sie okazalo, ze mamy rozne poglady na KPP. Zle mi sie robi na widok kolejnego "ODPOWIADAM". Jestem czlowiekiem pozbawionym poczucia humoru, wiec ironia Leona zdecydowanie wykracza poza moje pole odbioru. Inny Rozenbaum - nie wiem, moze kuzyn - zabral mi kiedys nader obiecujaca panienke w sposob niski i podstepny.
To rzeklszy, chce Ci napisac, ze Twoj posting uwazam za cos w rodzaju intelektualnego kopa w jaja (przepraszam Sz.Czytelniczki). Masz swiete prawo sadzic co Ci sie zywnie podoba o Leonie i jego tworczosci. Masz swiete prawo o tym pisac. Ale Ty, jak mi sie zdaje, chcialbys Leonowi zalozyc kaganiec, i dlatego wytaczasz ciezka artylerie, uzywajac straszaka rozpadu grupy. A do tego prawa - mam oczywiscie na mysli prawo moralne - nie masz.
Fenomen Internetu polega na tym, ze jest to forum nieograniczone, nieskrepowane, pozbawione cenzora i redakcji. Na tym polega jego moc, i wstyd mi, ze ja, dyletant i neofita, musze Ci o tym pisac. "Reunion" dostaje od kilku zaledwie tygodni; podziwiam niezwykly dynamizm wymiany mysli - jakie by nie byly - tej grupy, zlaczonej kiedys drobnym wirazem historii, teraz, po trzydziestu latach nagle szukajacej integracji. Twierdze, ze owa integracja nie bylaby bez Internetu mozliwa (np. ja nie pisalbym teraz do Ciebie); twierdze tez, ze bez Leona, jak i bez Ciebie, a takze kazdego innego z nas, stalaby sie bardziej krucha, niepelna. "ODPOWIADAM" Leona nie grozi rozbiciem "Reunionu"; nalozenie Leonowi namordnika, nawet przy Twoich najszlachetniejszych intencjach, prowadzi wlasnie do tego.
Pisze ten list nie po to, zeby Ci nawymyslac. Pisze go dlatego, ze jesli kiedys, na jakimkolwiek forum - niekoniecznie internetowym - ktos bedzie probowal Twoje slowa cenzurowac, nazywajac je demagogia, arogancja czy lekcewazeniem wspolrozmowcow - mozesz na mnie liczyc. Bede po Twojej stronie i zrobie wszystko, zeby do tego nie dopuscic. Polemizuj z Leonem. Zmieszaj go z blotem. Wykaz, ze to co pisze jest demagogiczne, aroganckie etc. Ale nie probuj Leonowi temperowac olowka na swoja modle. Jest nas na swiecie niewielu, lacza nas jakies elektroniczne transmisje, ktorych sie nawet nie staram zrozumiec. Bez duzych liter Leona umkneloby nam w eter cos, czego zastapic sie nie da.
Pozdrawiam Cie,
Henryk Dasko
langusta@xxxxx.net.il wrote:
> Dzien Dobry! > Kiedy tydzien temu kol. Aleksander Szaron nazwal > Leona Rozenbauma moderatorem, przez chwile chcialem > sarkastycznie pogratulowac mu poczucia humoru lub > wyobrazni, bo mnie taki tytul nie przyszedl do glowy. > Arogancja i zlosliwosc, demagogia, lekcewazenie > wspolrozmowcow ich pogladow i uczuc oraz ich > osmieszanie, ignorancja, dokuczliwa zarozumialosc > i inne podobne cechy charakteryzujace listy Leona, > nie kojarza mi sie z moderowaniem. > Te codzienne, prawie zawsze zbyteczne komentarze > niemal wszystkie listow naplywajacych do swietlicy, > w ktorych Leon systematycznie staral sie udowodnic, > ze ma bardzo wiele nic do powiedzenia, stwarzaja > nieszczera atmosferke glupawego, niby zartobliwego > cynizmu i ze tak powiem erudycji. Nie sadze, aby > sprzyjala ona odnawianiu starych kontaktow czy > nawiazywaniu nowych i mam prawo watpic, czy > osmielila ona kogokolwiek do zabrania glosu. Mysle, > ze 30 lat ktore minelo, anuluja potrzebe stwarzania > sztucznych przeszkod w formie wyglupow. > Nie mam powodu przypuszczac, ze osobowosc, wiedza > i poglady Leona Rozenbauma sa kluczowym tematem > nurtujacym mlodsza generacje Zydow z Polski. Nie > uwazam tez, ze poziom intelektualny uczestnikow > swietlicy uniemozliwia im samodzielne zrozumienie > publikowanych tekstow. A jest to wrazenie jakie > z latwoscia moze odniesc postronny czytelnik > korespondencji. > Leon pisze, ze bardzo zalezy mu aby lista nie > zasnela. Mnie bardzo zalezy na tym, aby jej swoim > zachowaniem nie rozwalil. Taka rzecz moze sie przy- > darzyc uczestnikowi swietlicy, ktory po hitlerowsku > zbluzgal Zyda przezwiskiem "Schwein" i szeroko > uzasadnial celowosc takiego bluzgania, aby po dwu- > miesiecznej refleksji dojsc wniosku, ze byc moze > przesadzil. Nie sadze aby mialo znaczenie, czy > rozpad swietlicy nastapi po kolejnym przykreceniu > temperatury (cytat!) czy tez wskutek zniechecenia > do czytania listow z naglowkiem "ODPOWIADAM" > a przy tej okazji wszystkich innych. > Chcialbym wierzyc, ze nonszalancja z jaka Leon > traktuje ewentualnosc rozbicia listy nie jest > skutkiem rutyny. Z jego relacji, do ktorej przeciez > nikt go nie zobowiazywal wynika, ze w roku 68 miedzy > innymi jego zachowanie posluzylo za pretekst do > rozbijania instytucji zydowskiego zycia spolecznego > w Polsce. > Wielu, absolutnie Leonowi nieznanych czlonkow tej > spolecznosci, mialo swoje prawo czuc wskutek tego > rozbijania, smutek czy zaskoczenie. Trudno pogodzic > mi sie z mysla, ze jedyna roznica w omawianym > przypadku mialby byc fakt, ze rozpad kolejnej insty- > tucji nie bedzie zaskoczeniem, a lista poszkodowanych > (Baza adresow) bedzie dokladnie znana. Wyrazenie obawy > rozbicia, jedynej obok Biuletynu instytucji ogolnej > jaka udalo nam sie stworzyc, nie wydaje mi sie > patetyczna i chyba nie zasluguje na krytyke. > Gdybym byl katolikiem, moglbym sie zalic, ze Leon > nie wykazuje dostatecznej pokory w obliczu wlasnych > czynow, czy jakos podobnie. Poniewaz nim nie jestem, > moge miec jedynie pretensje do siebie samego i wszyst- > kich czlonkow listy ktorych tolerancja, poblazliwosc > czy obojetnosc, umozliwjaja te czasem wprost infan- > tylne wybryki. Szczegolna odpowiedzialnosc spada na > osoby, ktore wola widziec w takich rozrobach, rodzaj > rozrywki czy przejaw stylu osobistego. > Formy dialogu, przyjete byc moze w niektorych nowo- > jorskich audycjach radiowych, moga obowiazywac wylacznie > osoby, ktore wyrazily na nie zgode. Propozycja Leona > co do transplantacji skory na grubsza zupelnie mi nie > odpowiada. Niewykluczone, ze pewne formy moga byc > nawet zabawne w kontaktach bezposrednich. Nalezy jednak > pamietac, ze wielu uczestnikow Reunion spotka sie > osobiscie, dopiero latem przyszlego roku. Czuje sie > dziwnie, ze musze o tym wszystkim przypominac, bo > zyje w kraju w ktorym komunikacja miedzyludzka jest > uznawana za bezposrednia i stosunkowo nieformalna . > To zenujace, publiczne wyglaszanie uwag korekcyjnych > stalo sie koniecznoscia, po tym jak Leon polemizowal > na lamach swietlicy z przedstawionym mu prywatnie > zarzutem prob zdominowania listy, ktorego autor nie > jest mi znany. Zdajac sobie sprawe z szans wyjasnienia, > ze nie idzie mi o urazy osobiste, nawet go nie probouje. > Dla unikniecia zludzen, ze omawiana sprawa moze > "rozwinac dyskusje" (co w odniesieniu do przeszlosci > listy jest twierdzeniem niezgodnym z prawda), chcialbym > zaznaczyc, ze nie zamierzam odpowiadac na argumenty. > Przepraszam tez z gory za akt autentycznej arogancji, > bo nie zobowiazuje sie tez do ich czytania. > Dyskusja jest chyba zbyteczna. Moja opinia i przykre > doswiadczenia z cierpliwej, rozpoczetej w kwietniu > lektury korespondencji, moga zaslugiwac na uwzglednienie, > nawet jesli sa calkowicicie odosobnione, czego wcale nie > jestem pewien. Byloby mi przykro, gdyby ich wyrazenie > zostalo potraktowane jako proba pozbawienia kogokolwiek > prawa do wypowiadania wlasnych opinii i pogladow.
To: reunion-blahe@xxxxxxx.se
Date: Wed, 27 Aug 1997 10:04:05 +0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Stuknieci
Andrzeju,
Dziekuje, ze o mnie pamietasz. Ten czwarty stukniety, nalogowo jezdzacy do Polski i czesty gosc polskiej placowki dyplomatycznej - to oczywiscie ja. Ladnie, ze umieszczasz mnie w towarzystwie ludzi, ktorych szanuje - Ludki, Staszka, Adama.
Nietrudno Ci odpowiedziec. Manipulujesz slowami Ludki i Staszka - jak sadze, swiadomie - imputujac im nonsensy, np. usprawiedliwianie antysemityzmu. Ci ludzie spedzili znaczna czesc zycia aktywnie z antysemityzmem walczac, takze wtedy, kiedy Ty i ja czytalismy o tym w Kanadzie. Michnik sterczal Ci oscia w gardle juz trzydziesci lat temu - nie chce sie zastanawiac nad przyczynami, jak i wtedy nie chcialem.
Latwo zakwestionowac Twoja bezgranicznie uproszczona wizje polskiej rzeczywistosci - antyzydowskiego spisku Kosciola i wladz, oraz nabierajacych wode w usta intelektualistow. Ale nie w tym rzecz. Masz prawo do swoich pogladow i do takich metod polemicznych, jakie wybierasz, wliczajac tych stuknietych i psychiatryczne diagnozy.
Mam do Ciebie dwa pytania:
1. Polske widzisz jako sabat judofobow, polski program w kanadyjskiej TV oceniasz jako "znany z otwartej niecheci do Zydow". Bardzo pryncypialne podejscie; mozna by wywnioskowac, ze niewiele chcesz miec z tym wspolnego. Ale przeciez Ty, czlowiek wyksztalcony, z zawodem, socjolog po dziesieciu latach uniwersytetow, od lat zyjesz z handlu z Polska i Polonia wlasnie, prowadzac w swoim miescie polska ksiegarnie. Jesli dobrze pamietam Twoj katalog, nie zauwazylem, zebys go cenzurowal ideologicznie, usuwajac np. wszelkie wydawnictwa zwiazane z Kosciolem, "tak intensywnie judzacym przeciwko Zydom".
Czy nie przychodzi Ci do glowy, ze Twoje slowa to zwykla hipokryzja?
2. Swoje ostre pioro kierujesz przeciwko Ludce, Staszkowi czy Adamowi.Wiemy, kim sa ci ludzie, od lat prowadzacy dzialalnosc raczej malo w Polsce popularna. Dla Ciebie sa tylko apologetami polskiego antysemityzmu.
Dobrze. Ale gdzie Ty, grzmiacy ex cathedra, przypisujacy im - nam - chorobe umyslowa, zdobywales swoje szlify opoki moralnej? Gdzie moge przeczytac Twoje drapiezne pamflety przeciw czarnosecinnym kazaniom klechow czy wladzy, skrycie dyskryminujacej Zydow? Nie pamietam, zebym je czytal nawet w tak cieplo przez Ciebie wspominanej, lagodnej dekadzie lat siedemdziesiatych - kiedy Adam siedzial w wiezieniu, Ludke wyrzucano z pracy, a nam dobrotliwa wladza dawala trzydniowe wizy losowe na pogrzeb rodzicow.
Co powoduje, ze wlasnie przeciwko tym ludziom kierujesz swoje ataki?
Henryk Dasko
Margaret Lifsches wrote:
ML> Od tygodni dyskutujemy na serio nad Staszkiem ML> Krajewskim, Ludka Wujec, Adamem Michnikiem i innymi ML> Zydami pozostalymi w Polsce doszukujac sie w ich ML> postepowaniu watkow racjonalnych. Nic z tej dyskusji ML> nie rozumiem bo jakos nie potrafie traktowac ML> w kategoriach racjonalnych kogos kto podaje sie za ML> Zyda, przybija do futryny w swoim mieszkaniu mezuze ML> z p r z e k o r y, chodzi do katolickiego kosciola ML> i kleczy na mszy, uwaza, ze w demokratycznej Polsce ML> antysemityzm jest uprawniona forma ekspresji pogladow. ML> Albo kogos, kto w marcu dowiaduje sie, ze jest Zydem, ML> szuka oparcia najpierw w buddyzmie i religiach wschodu, ML> nastepnie studiuje chrzescijanstwo, chodzi do kosciola, ML> prosi katolickiego ksiedza aby go nawrocil na ML> katolicyzm(*), wreszcie odkrywa judaizm i uczy sie go ML> z amerykanskich ksiazek, usprawiedliwia antysemityzm ML> w Polsce odwolujac sie do wolnosci slowa, nawoluje ML> emigrantow marcowych do powrotu, wzywa nas abysmy po ML> chrzescijansku powiedzieli mea culpa za grzechy ML> naszych ojcow Zydow-komunistow. ML> Czy wreszcie kogos kto bedac od lat w centrum zycia ML> publicznego podaje sie raz za Zyda raz za Polaka, ML> przyjmuje tytul Zyda Europy, bedac polskim poslem ML> w polskim sejmie, raz twierdzi, ze zawsze byl ML> antykomunista z ojca antykomunisty, innym razem, ze ML> wychowal sie w domu komunistycznym i byl komunista, ML> zawsze mowil, ze jest ateista ale chrzci syna a sam ML> oglasza publicznie, ze jest bliski przyjecia chrztu ML> i wstapienia do Kosciola katolickiego(**). ML> A wychodzac poza Polske, co jest racjonalnego ML> w postepowaniu marcowego emigranta, potepiajacego ML> publicznie marcowych oprawcow, nalogowo jezdzacego ML> do Polski, publikujacego w Polsce, w miejscu ML> swego zamieszkania czestego goscia polskiej ML> placowki dyplomatycznej gdzie spotyka byc moze ML> owych oprawcow albo ich kolegow zza sasiedniego ML> biurka a dzis polskich dyplomatow, dajacego tam ML> prelekcje, wystepujacego w polskim programie ML> telewizyjnym znanym z otwartej niecheci do Zydow. ML> Co jest racjonalnego w takich biografiach? Jestem ML> z wyksztalcenia prostym socjologiem, mam za soba ML> tylko 10 lat uniwersyteckiej edukacji, w polowie ML> w Polsce w polowie na Zachodzie i jedyne wytlu- ML> maczenie jakie mi przychodzi do glowy to to, ML> ze wszyscy ci ludzie i im podobni sa po prostu ML> stuknieci i tracimy czas starajac sie ich ML> zrozumiec. ML> Jezeli wsrod reunionczykow sa psychiatrzy to moze ML> oni by nam wyjasnili o co - w kategoriach medycznych ML> - w takich zachowaniach chodzi. Nasza dyskusje ML> natomiast moglibysmy na przyklad skoncentrowac nad ML> tym na czym polega dzis "kwestia zydowska" w Polsce - ML> po co Fundacja Lauderana probuje budowac za pewno ML> duze pieniadze zydowski skansen? Dlaczego nie ma ML> w Polsce oddzialu B'nai Brith, ktory mialby zajecie ML> na okraglo? ML> Dlaczego Kosciol katolicki tak intensywnie judzi ML> przeciwko Zydom? Dlaczego wladze w zaden sposob temu ML> nie przeciwdzialaja? Dlaczego polscy intelektualisci ML> a szczegolnie ci sposrod nich uchodzacy za Sumienia ML> Moralne Narodu, majacy do swej dyspozycji media ML> i trybune sejmowa, milcza jak zakleci jakby niczego ML> nie dostrzegali? Dlaczego wreszcie milcza Polscy ML> Zydzi? I jak to wszystko ma sie do kwestii zwotu ML> mienia zydowskiego, ktore podczas i po wojnie ML> przeszlo w polskie rece, w tym rysunku Picassa ML> nalezacego ongis do ojca naszego kolegi ML> reunionczyka? ML> Andrzej Lifsches ML> (*) Sa to zwierzenia Staszka Krajewskiego ML> uwiecznione przez Malgorzate Niezabitowska ML> w jej ksiazce "Ostatni. Wspolczesni Zydzi ML> polscy", na stronie 57 wydania w jezyku ML> polskim. ML> (**) Tak przedstawia sie Adam Michnik w ksiazce ML> "Miedzy panem a plebanem" bedacej zapisem ML> jego rozmowy z ksiedzem Jozefem Tischnerem.
To: reunion-wazne@xxxxxxx.se
Date: Fri, 29 Aug 1997 19:37:18 +0200
From: Ludwika Wujec <xxxxxxx2@xx.com.pl>
Subject: Odp: Stuknieci
Andrzej L. napisal:
AL> Od tygodni dyskutujemy na serio nad Staszkiem AL> Krajewskim, Ludka Wujec, Adamem Michnikiem AL> i innymi Zydami pozostalymi w Polsce doszukujac AL> sie w ich postepowaniu watkow racjonalnych (...). AL> jedyne wytlumaczenie jakie mi przychodzi do AL> glowy to to, ze wszyscy ci ludzie i im podobni AL> sa po prostu stuknieci i tracimy czas starajac AL> sie ich zrozumiec.
Uwaga!!!
Pisze stuknieta.
Chyba rzeczywiscie, bo gdyby Wam tego Andrzej nie uswiadomil (Wam, bo do polemiki ze mna sie nie znizyl), do tej pory nie wiedzialabym, ze dyskutujecie nade mna. Ciagle zylabym w przeswiadczeniu, ze prowadze rozmowe z kolegami, a czesto nawet przyjaciolmi.
A teraz krotki komentarz. Nie do Andrzeja, do przyjaciol. Tych, ktorych znam osobiscie i tych, ktorych poznalam internetowo.
Marysia Solan slusznie pisze:
MS> Rozmawiajac ze soba na odleglosc, bez bezposredniego MS> kontaktu z rozmowca latwo jest pojsc ten jeden krok MS> dalej w ataku, niz przy spotkaniu twarza w twarz. MS> Latwiej jest tez kategoryzowac, uzywac stereotypow MS> z braku dostatecznej informacji o wspolrozmowcy. MS> Stad do obrazy niedaleko.
Tekst Andrzeja powinnam odebrac wlasciwie jako wypowiedzenie mi miejsca w swietlicy. Ale nic z tego. Za bardzo jestem Was ciekawa. A sadze, ze i ja mam cos ciekawego do powiedzenia jako reprezentantka swietlicowej mniejszosci.
Polemizujac z ktoryms z listow Andrzeja, wedlug ktorego
AL> lata siedemdziesiate byly spokojne, Filipskim AL> i im podobnym nikt normalny sie nie przejmowal, AL> watek antysemicki wprowadzila w obieg w 1981 AL> roku Solidarnosc
napisalam do niego:
LW> w latach szescdziesiatych i siedemdziesiatych LW> istniala ostra cenzura. O pogladach i zachowaniach LW> ludzkich wiedziales wiec albo wtedy, kiedy sam sie LW> z nimi bezposrednio zetknales, albo kiedy wladze LW> chcialy, zebys o nich wiedzial, albo (jak w Marcu) LW> kiedy te poglady wladze organizowaly. (...) Po LW> powstaniu Solidarnosci, w zwiazku z natlokiem pol- LW> oficjalnych biuletynow, drugim obiegiem ksiazkowym LW> musiala poluzowac cenzura. (...). Wolnosc slowa LW> oznacza niestety nie tylko i oficjalna wolnosc LW> pieknego slowa. Prawdziwsze wiec bedzie stwierdzenie, LW> ze w latach osiemdziesiatych ujawnil sie istniejacy LW> antysemityzm.
Wedlug Andrzeja oznacza to, iz uwazam, "ze w demokratycznej Polsce antysemityzm jest uprawniona forma ekspresji pogladow". Nie pisze tego do mnie, bom niegodna.
Czy poslugujemy sie tym samym jezykiem?
Serdecznosci dla wszystkich
Niegodna lecz pogodna
Ludka
EpistoChronologia 1967 1989 i x 1990 ii iii v vi vii viii ix x xi 1991 ii iv v vii viii ix xii 1992 i ii iii iv vii ix 1993 iii v 1994 i v ix 1995 iii v ix xi 1996 v viii ix x xi xii 1997 i ii iii iv v vi vii viii ix x xi xii 1998 i ii iii vii viii ix x xi xii 1999 i ii iv v vi vii viii ix x xi 2000 i iii iv v vi ix x xi xii 2001 ii iii viii xi xii 2002 xii 2003 iii vi v vii viii ix x xii 2004 ii iii iv vii viii ix x xi 2005 i iii iv v vii ix 2006 EgoTurfSurf • Daskografia • Dalej : Wrzesien 1997