Epistochronologia • EgoTurfSurf • Daskografia • Wczesniej : Sierpien 1997
To: reunion-blahe@xxxxxxx.se
Date: Thu, 04 Sep 1997 10:49:40 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Sen o Goldhagenie
Czesc, Sabina, dziekuje za ciekawe uwagi.
1. Piszesz, ze Niemcy celowo umiescili obozy zaglady na ziemiach polskich, co ma przyswiadczac rzekomo szczegolnym cechom polskiego antysemityzmu. Jest to argument czesto uzywany, choc niepoparty nawet zdzblem historycznego dowodu. Dokumentacja zbrodni hitlerowskich, a takze koncepcji i mechanizmow zaglady jest niezwykle bogata, ze wspomne tylko o konferencji w Wannsee czy procesie Eichmanna. Nie istnieje jednak zaden przekaz historyczny, potwierdzajacy, ze Niemcy istotnie brali pod uwage polski klimat polityczny i moralny przy podejmowaniu decyzji rozlokowania obozow. Co wiecej, historia przyswiadcza, ze wszelkie warunki, panujace na okupowanych terenach byly Niemcom obojetne - vide ich brak powazniejszego zainteresowania masowym antysowietyzmem po wejsciu na Ukraine, Bialorus etc. Dla Niemcow byli to tylko podludzie.
Wyobrazam sobie, ze jest wielu Zydow, ktorzy daliby wiele, aby moc taki dowod historyczny przeprowadzic. Prawda jest taka, ze nawet niechetni Polsce historycy uwazaja, iz decydujacym czynnikiem byla obecnosc na ziemiach polskich najwiekszego skupiska Zydow w Europie.
Na marginesie: przypomina mi to polskie dyskusje o pogromie kieleckim. Znajomy historyk, zajmujacy sie m.in. historia stosunkow polsko-zydowskich powiedzial mi kiedys, ze zna Polakow, ktorzy chetnie zaplaciliby kazda sume za jakikolwiek dokument przyswiadczajacy, ze to NKWD, UB, Rosjanie, syjonisci...
2. Piszesz, ze polski antysemityzm w swym "kulturowo-genetycznym" wymiarze nie rozni sie od niemieckiego. Zabraklo lidera, "kultu jednostki", charyzmatycznego przywodcy, ktory pociagnalby za soba narod w tym wlasnie kierunku. Czyli, jak rozumiem, niewiele brakowalo. Mam nadzieje, ze nie przekrecam Twoich mysli i nie wkladam Ci w usta slow niewypowiedzianych.
Podoba mi sie Twoje okreslenie "patologicznego antysemityzmu", w sensie patologii spolecznej. Genetyke odrzucam, bo to mi pachnie sama wiesz czym. Krociutko o polskim antysemityzmie:
- Historia nie zajmuje sie tym, co mogloby sie zdarzyc, ale tym, co sie naprawde zdarzylo. Nie minimalizuje polskiego antysemityzmu, szczegolnie tego w dwudziestym wieku. Ale Polacy, pragnacy rozwiazac "problem zydowski", marzyli o masowej emigracji (nie o przymusowym wysiedleniu) na Madagaskar i negocjowali z Zabotynskim - a nie o Chelmnie, Oswiecimiu i Treblince. To jest pierwsza roznica pomiedzy polskim i niemieckim antysemityzmem.
- Charyzmatycznych przywodcow nie bylo, bo Polacy za nimi nie poszli. Kandydatow nie brakowalo, ze zaczne tylko od Boleslawa Piaseckiego. Niemcy, jak udowadnia historia, a ilustruje Goldhagen, poszli. I to jest ta druga roznica.
Bardzo serdecznie,
Henryk
To: reunion-blahe@xxxxxxx.se
Date: Thu, 04 Sep 1997 23:06:53 -0400
From: Wlodzimierz Rozenbaum <wrozenba@xxxx.org>
Subject: Re: Sen o Goldhagenie
Dobrze, ze mamy reunion-blahe, bo odpowiedz Juliana na list Henka Dasko swietnie tam pasuje (pisze o tym z okropnym bolem serca, bo Julian to moj kuzyn). Z kolei list Henka pasuje doskonale do reunion-wazne. Nie widze czego sie tam mozna czepiac i to bez cytowania solidnych autorytetow. W dyskusji na taki powazny temat nalezy jak najbardziej unikac spekulacji w rodzaju "co by bylo gdyby". To ze Zydzi w Niemczech czuli sie do lat 30-ych bezpiecznie nie jest wystarczajacym dowodem na to, ze nie bylo tam antysemityzmu. Sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana i teorie, ze Niemcy nagle zaczeli nienawidziec Zydow, bo urzekl ich Hitler mozna miedzy bajki wlozyc razem, zreszta, z twierdzeniem, ze gdyby Polska miala swojego Hitlera, to Polacy by utworzyli obozy koncentracyjne dla Zydow. Faktem jest, ze mimo wielu prob bojowki faszystowskie Piaseckiego nie mialy szerokiego poparcia w spoleczenstwie (i nie pomoglo im flirtowanie z faszystami w Niemczech; pewne analogie widac tu z ruchem Mosley'a w Anglii), a i sam Piasecki przez pewien czas przesiedzial w obozie w Berezie Kartuskiej.
Przy okazji, tym ktorzy nie widzieli jeszcze, polecam niemiecki film fabularny, "The Nasty Girl" (1990), o Annie Rosmus, uczennicy liceum, ktora, szukajac materialow do eseju na konkurs dla szkol europejskich, odkryla prawde o zachowaniu sie mieszkancow jej miasta w czasie wojny. Anna Rosmus zmuszona potem byla opuscic swoje miasto i w koncu znalazla sie w USA. Napisala ona rowniez ksiazke. Julianie, czytaj szybciej Goldhagena, moze ktos juz czeka w kolejce.
Wlodek Rozenbaum
To: reunion-blahe@xxxxxxx.se
Date: Sat, 06 Sep 1997 23:13:58 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Niemcy winni i niewinni
Ja, za pozwoleniem, jeszcze o dyskusji Goldhagen - Niemcy / Polacy, etc. Leon starl sie z Julkiem Bielickim na temat jego koncepcji "dobrych Niemcow", a z Julkiem Ilickim - na temat jego tezy, ze Holocaust mogl rownie dobrze zdarzyc sie w jakimkolwiek innym kraju, gdzie antysemityzm byl powszechny. Obaj panowie J. kwestionuja teorie Goldhagena, twierdzacego, ze antysemityzm niemiecki byl na tyle specyficzny i wyjatkowy, iz stworzyl warunki dla ogolnonarodowej akceptacji zbrodniczych planow Hitlera. Julek B. uwaza, ze Hitler i jego kadra wymordowali badz sterroryzowali zasadniczo normalny i moralny narod niemiecki; Julek I. twierdzi, ze pojawienie sie przywodcy podobnego do Hitlera w Polsce, Austrii, Francji etc. zapewne przyniosloby w miare zblizone rezultaty.
Kilka uwag do Julka B:
Julku, wydaje mi sie, ze popelniasz blad, porownujac Niemcy dzisiejsze z Niemcami z pierwszej polowy naszego wieku. W ciagu ostatniego polwiecza Niemcy znalazly sie pod pregierzem moralnym, jakiego historia dotad nie znala. Proces denazyfikacji byl nieskonczenie mniej znaczacy administracyjnie niz emocjonalnie, a Ty, psychoterapeuta, rozumiesz to bez porownania lepiej niz ja. W Niemczech (mysle tu o bylym RFN) w ogromnym stopniu przekuto swiadomosc, moralnosc i psychike narodowa; ergo, ludzie, szepczacy dzis intymne wyznania z Twojej kozetki niewiele maja wspolnego z tymi, ktorych ogladamy w filmach Leni Riefenstahl. To pierwsza sprawa.
Po drugie, nie przekonuje mnie obarczanie pozbawionych sumienia kapitalistow wina za hitleryzm i obozy koncentracyjne. Nie mam zamiaru oczyszczac niemieckich przemyslowcow, bauerow itd. z odpowiedzialnosci za wykorzystywanie niewolniczej sily roboczej (tylko mi nie pisz, ze szwajcarscy kapitalisci z Alusuisse tez mieli fabryki w Niemczech). Ale nadrzednym celem Belzca i Treblinki byla zaglada, a nie powiekszanie niemieckiego majatku narodowego. To, jak mi sie wydaje, nie podlega interpretacji historycznej.
Po trzecie, nie bardzo rozumiem Twoje argumenty o Zydach, z poczatku popierajacych Hitlera i potajemnie nalezacych do SS. Zdarzaly sie takie wypadki - historia Salomona Perela z "Europa, Europa", Jozefa Makowskiego z "Wehrmachtgefolge" czy Izaaka Hirschlanda z powiesci Remarque'a "Czas zycia i czas smierci" - ale byli to ludzie usilujacy przezyc, a nie zakamuflowani zwolennicy hitleryzmu. Piszesz, ze Zydem byl niemiecki minister spraw zagranicznych Walther Rathenau - ale Rathenau, polityk z czasow wczesnej Republiki Weimarskiej (nota bene postrzeganej masowo w Niemczech jako "Judenrepublik") zostal zamordowany przez faszystowska i antysemicka bojowke w 1922 roku.
Wydaje mi sie, ze swoja argumentacje opierasz w znacznej mierze na wlasnych pozytywnych doswiadczeniach z Niemcami z okresu ostatnich trzydziestu lat. Moge sie tylko cieszyc, ze tyle sie zmienilo i potrafiles stworzyc sobie tam dom; ale nie probuj, Julku, tlumaczyc doswiadczen hitleryzmu jednym czy dwoma procentami wariatow, ktorzy, jak piszesz, sa czescia kazdego narodu. W najgorzym razie to nieprawda, a w najlepszym - myslenie ahistoryczne.
Kilka slow do Julka I:
Ale w przedwojenej Polsce zylo ponad trzy miliony Zydow, w przewazajacej mierze odmiennych nie tylko etnicznie, ale i kulturowo, jezykowo itd. W Niemczech mieszkalo 1% w wiekszosci zasymilowanych i zniemczonych Zydow (Leon, skoryguj, prosze, jesli sie myle, tylko, na litosc boska, nie bij!). W Niemczech "problem zydowski" - w klasycznie antysemickim znaczeniu tego pojecia - nie istnial. A jednak...Piszesz, Julku, ze hitleryzm to "historyczny przypadek", ze w kazdym kraju o "gleboko zakorzenionym antysemityzmie" to sie moglo zdarzyc. Masz racje, ze antysemityzm niemiecki mial podstawy nie odmienne od innych krajow europejskich: w Polsce i we Wloszech rowniez zyli katolicy, a Szwecja byla niemniej luteranska od Niemiec.
Zgadzam sie z Toba, ze poklosie pierwszej wojny stworzylo w Niemczech szczegolna glebe; zgadzam sie, ze Goldhagen uprawia psychologiczny redukcjonizm, przypisujac Niemcom sklonnosci niemal diaboliczne; zgadzam sie, ze hitleryzm byl pewnego rodzaju historyczna aberracja. Ale Ty, jak sie zdaje, twierdzisz, ze w podobnych warunkach historycznych gdziekolwiek indziej (zakladajac istnienie antysemityzmu) konsekwencje rowniez bylyby podobne. A to, Julku, uwazam nie tylko za poglad pomniejszajacy to, co naprawde zdarzylo sie w Niemczech, ale - co gorsza - za uniwersalizacje zla. I tu nasze drogi sie rozchodza, albowiem ja widze swiat i jego mieszkancow w zupelnie innych barwach.
I jeszcze do Leona:
Cos w tym jest. Istotnie, sporo sie czyta o innych narodach - ostatnio np. o Francuzach. Polacy zazwyczaj twierdza, ze to antypolonizm, czyli spisek miedzynarodowego zydostwa. Ty twierdzisz, ze jest w tym swego rodzaju wybielanie Niemcow.Piszesz: "Wiecej sie czyta o Polakach, ktorzy mordowali Zydow niz o Niemcach. A jak nie Polacy, to Ukraincy, Wegrzy czy Rumuni. Kazdy jest "lepszym" morderca niz Niemiec. Przeciez to narod Goethego i Schillera a nie prymitywni Slowianie czy Hunowie."
Mysle, ze nie o to chodzi. Ogrom ekspiacji Niemcow za to, co uczynili wydaje mi sie udokumentowany i autentyczny. Niemcy, by uzyc prostego slowa, odpokutowali, a przynajmniej dokonali wielkiego, zbiorowego wysilku (prawda, ze pod swiatowa kuratela) aby owa pokute odbyc. Dlatego, jak sadze, swiat - czy, jesli wolisz, Zydzi - w znacznym stopniu przyjal to za dobra monete i po polwieczu uwaza Niemcow za narod, ktory rozliczyl sie z wlasna przeszloscia.
Nie zarzucam zadnemu innemu narodowi, wliczajac Ukraincow, Lotyszow i kogo tam jeszcze, wspoluczestnictwa w procesie zaglady. Ale zaglada nie odbywala sie w prozni, i wiele narodow ma z tamtego czasu obok kart chwalebnych takze i karty jednoznacznie mroczne. Niemcy po wojnie ugieli glowy, po czesci dlatego, ze ich do tego zmuszono. Nikt nie zmuszal innych narodow, aby dokonaly rozrachunku ze swoja najnowsza historia.
Nie chce sie wdawac w szczegoly. Czas, wbrew przyslowiu, nie zaleczyl ran, a raczej je poglebil. W tym wlasnie widze przyczyne, ze dzisiaj czytasz tyle o "Ukraincach, Wegrach czy Rumunach".
Bardzo serdecznie,
Henryk
To: reunion-blahe@xxxxxxx.se
Date: Wed, 10 Sep 1997 08:39:25 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Chopin - Zyd francuski
VD.XXXXX@MEMO.XXXXXX.SE wrote:
> Matka Chopina byla zydowska przechrzta pierwszgo > pokolenia
??? Mozesz podac zrodla i szczegoly?
> i jako taka przyjela, bardzo wsrod neofitow > popularne nazwisko, Krzyzanowska. Pochodzi > od frazy 'nowa przy(do) krzyzu(a)'.
??? Istniala jedna rodzina, uszlachcona, ale to z semantyka nie mialo nic wspolnego. Bardzo popularne? Zrodla?
> Dosc czestym zjawiskiem wsrod dzieci neofitow > byla ucieczka w antysemityzm w celu 'zmazania > skazy' zydoskiego pochodzenia i wydaje mi sie, > ze w jego antysemityzmie wlasne pochodzenie > moglo odgrywac najistotnniejsza role.
??? Zalozmy na chwile, ze Justyna Krzyzanowska istotnie byla neofitka. Czy istnieja jakiekolwiek dokumenty (np. korespondencja Chopina), potwierdzajace, ze o tym wiedzial? Moze cos w tworczosci, np. jakis majufes zamiast mazurka?
> Bawi mnie dawniejsze zakupienie przez Polakow > Zelazowej Woli, ktora nigdy wlasnoscia Chopinow > nie byla, a to w celu wiekszego "upolszczenia" > wielkiego Fryca
Jako pachole bywalem entuzjastycznie w Muzeum Lenina w Poroninie. Moze to cos w polskich genach?
> jak i bawi mnie ich dzisiejsze pisanie jego > nazwiska w transkrypcji 'Szopen', oczywiscie > w tymze samym, a tak wznioslym celu.
Ciekawa teza. Donosze uprzejmie, ze Polacy przywlaszczaja sobie rowniez Szekspira, a takze Szajloka, kupca weneckiego, tez Zyda. Marian Brandys (neofita?) przywlaszczyl sobie szwolezerow. Amerykanie zamiast "vice versa" mowia "wajse wersa", ale o nich wiemy, to jest narod imperialistyczny, takze i kulturowo.
> Muzyka Chopena jest niewatpliwie polska > w swoim charakterze, ale czyz nie jest > hiszpanskie Bolero Ravela, ktory przeciez > Hiszpanem nie byl?
Swiete slowa. Logiczne. Karl (nie Karol!) May nie byl Apaczem, a Maurice (nie Maurycy!) Maeterlinck, autor "Zycia pszczol" i "Zycia termitow" nie byl ani pszczola, ani termitem...
Czego to wszystko dowodzi?
Henryk Dasko
To: reunion-blahe@xxxxxxx.se
Date: Thu, 11 Sep 1997 00:38:37 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Chopin - Zyd francuski
Leon Rozenbaum wrote:
> W roku 1991-ym, warszawskie wydawnictwo WEMA wydalo
> ksiazke pt: Z Rodu Zydowskiego (zasluzone rodziny
> polskie krwi niegdys zydowskiej). Autorem jest,
> zmarly w drodze do Oswiecimia, Mateusz Mieses.
> Ksiazka ta jest skrocona (o 50%) wersja poprzedniego
> wydania z roku 1938-u. Na stronie 66-ej stoi jak byk
> (cytuje): Genialny muzyk Fryderyk Chopin, byl z ojca
> Francuza i matki neofitki. Znany poeta Antoni Lange
> pisze w swej broszurce "O sprzecznosciach sprawy
> zydowskiej" (1911), ze Fryderyk Chopin przez matke
> swoja Justyne Krzyzanowska nalezy w polowie do
> narodu zydowskiego.
Drogi Leonie,
Tak wlasnie myslalem. Jestes czlowiekiem jak malo kto doceniajacym wage szczegolu w historii, so here I go.
Antoni Lange, swietny poeta, wybitny krytyk i tlumacz, z pochodzenia Zyd, nalezal do gatunku "przechrzta nikczemna". Broszurka, ktora cytujesz, jest - nie przesadzam - stekiem antysemickich plwocin, opisujaca Zydow jako barbarzyncow pozbawionych instynktu spolecznego, a religie zydowska - jako polpoganskie wierzenia, ktore cywilizowany swiat winien wytepic. Naczelnym postulatem broszurki jest przepedzenie Zydow z Polski, najchetniej do Rosji. Metodologia Langego byla rownie solidna jak owego Hindusa, ktory Twojemu imiennikowi (a mojemu kanadyjskiemu krajanowi) usilowal sprzedac Wagnera jako zydowskiego bekarta.
To jedna sprawa. Druga - moja z Bolkiem - to ta, ze tlumaczenie rzekomego czy prawdziwego antysemityzmu Chopina rzekomo semickim pochodzeniem jego matki wydaje mi sie, delikatnie mowiac, teoria rownie watla, jak zdrowie wielkiego Fryderyka.Jesli spojrzysz uwaznie w Miesesa, zobaczysz, ze wzmianka o Chopinie jest potraktowana w sposob bardziej niz marginesowy. Mieses, niezwykle precyzyjny w wyszukiwaniu dat i detali historycznych siegajacych czternastego (!) wieku, nie przytacza zadnych szczegolow dotyczacych Justyny Krzyzanowskiej, poza jednozdaniowym powolaniem sie na Langego. Co wiecej, nie ma o tym ani slowa w opisie neofickiej rodziny Krzyzanowskich. Nikt inny wsrod setek wymienionych postaci nie spotyka sie z rownie nonszalanckim potraktowaniem; dla przykladu, Mickiewiczowi, zblizonemu ranga do Chopina, Mieses poswieca ponad szesc stron. Nie pamietam tez, abym cokolwiek na temat pochodzenia matki czytal w znanych mi pracach o Chopinie.
Najlepszego,
Henryk
To: reunion-blahe@xxxxxxx.se
Date: Tue, 16 Sep 1997 21:23:49 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Postchopinowskie remanenty
Bolku,
To ja, Dasko. Ten od blyskotliwych, nie na temat i nienajlepszej jakosci.
Mam wrazenie, ze sam podsuwasz argumenty swoim interlokutorom. Mozna wiec napisac, ze Twoja supozycja o "ogromnej rzetelnosci" Antoniego Langego, nazywajacego Zydow barbarzyncami, a judaizm - polpoganskim balwochwalstwem jest, w jakimkolwiek wymiarze tego samego kontekstu, malo przekonywujaca. Mozna Cie zapewnic, ze teza o rzekomo powszechnej wiedzy o rzekomo zydowskim pochodzeniu matki Fryderyka Chopina jest historycznie nieprawdziwa. Ze przypisywanie zydowskiego pochodzenia Boleslawowi Piaseckiemu, po mieczu i po pochwie potomkowi zubozalej, czysto sarmackiej, gleboko religijnej i z gruntu narodowej szlachty, jest absurdem z gatunku teorii, w mysl ktorych Hitler nienawidzil Zydow, bo mial zydowska prababke, a Stalin mordowal Polakow jako rzekomy bekart hr. Przewalskiego. O Tuwimie pisac nie bede, bo wbrew pozorom jestem czlowiekiem golebiego serca i gotow jestem przyjac, ze albo niewiele na ten temat wiesz, albo Ci sie palec na klawiaturze omsknal.
O to wszystko jednak nie warto kruszyc kopii, bo sa to sprawy w najlepszym wypadku przyczynkowe. Ale w swoim liscie piszesz o tym, kto w Twoim pojeciu jest, a kto nie jest Zydem. Ty wlasnie ujales to dosadnie i precyzyjnie, choc podobne opinie przewijaja sie w Swietlicy nierzadko.
Chcialbym Ci przypomniec, ze wymieniamy teraz miedzy soba te listy, bo trzydziesci lat temu ktos inny postanowil za nas decydowac, za kogo mamy i za kogo nie mamy prawa sie uwazac. Pamietasz, wymyslono wtedy ladne slowo: samookreslenie. Mowiono: "Okreslcie sie. Gdzie naprawde jest wasza ojczyzna?"
Powiesz, ze w Twoim przypadku to tylko opinia, do ktorej kazdy ma prawo. Zapewne. Chcialbym jednak wierzyc, ze tamte czasy nauczyly nas, ze poczucie i wybor wlasnej tozsamosci jest decyzja w pelni prywatna i indywidualna. Innymi slowy, nie mnie i nie Tobie sadzic, w jakim stopniu Wit Stwosz byl czy nie byl Polakiem, a Puszkin Abisynczykiem. Czlowiek jest tym, za kogo sie uwaza. Jego decyzja, a nie nasza. O tozsamosci Michnika decyduje Michnik, a nie Ty, ja, czy Leon Szyfer. O konsekwencjach decydowania za kogos nie wspominam, bo sam je znasz.
Pozdrowienia,
Henryk Dasko
XX.XXXXX@MEMO.XXXXX.SE wrote: [--]
> W przeciwienstwie do jednej z wypowiedzi na temat > zydowstwa, nie uwazam za Zydow tych, ktorzy sie za > Zydow uwazaja, nie majac do tego zadnych podstaw. > Dwa milenia presladowania i mordowania naszych > przodkow przez chrzescian czynia, ze nie uwazam > za Zydow zadnych chrzescian, nawet bedacych Zydami > z pochodzenia. Natomiast jestem zwolennikiem > negatywnej wersji tej zasady, mowiacej, ze nie > jest Zydem ten, kto Zydem byc nie chce. To > stanowisko powoduje, ze nie uznaje za Zydow: > Slonimskiego, Tuwima, Brzechwy, Baczynskiego, > Mickiewicza, Slowackiego, Chopina, Matejki, > Wieniawskiego, Michnika, G(i)eremka, Boya- > Zelenskiego, Meissnera, Bolewslawa Piaseckiego, > kilka ostatnich generacji Toeplitzow itd itp > (kolejnosc wymieniania przypadkowa) i to nawet > jezeli chrzescianami nie byli. [--] > Odpowiedz bodajze Dasce (jak zwykle skasowalem mail > przed czasem). Starasz sie uzywac blyskotliwej > argumentacji i chwala Ci za to, ale moim zdaniem > wazniejesza od blyskotliwosci jest waga i rzetelnosc > uzywanych argumentow. Niechetnie odpowiadam na Twoja > argumentacje gdyz jest nie najlepszej jakosci, > a w duzym stopniu nie na temat. [--] > Usilujac zdyskredytowac Langego jako zrodlo wiedzy > o matce Chopina, piszesz o nim jako o ex Zydzie > i antysemicie. Nie uwazam, zeby to napewno zmniejszalo > jego wiarygodnosc. Moze byc wrecz odwrotnie. Jezeli > Lange byl patriota polskim, to jako taki winien chciec > zachowac najwiekszego, polskiego kompozytora dla > wlasnego narodu. Jezeli tak to pisanie przez niego > o zydowstwie matki tegoz moglo byc wynikiem ogromnej > rzetelnosci lub byc wymuszone powszechna wiedza na > ten temat wsrod Polakow jego generacji. [--] > Bolek
To: reunion-blahe@xxxxxxx.se
Date: Sat, 20 Sep 1997 09:44:28 -0400
From: Leon Szyfer <xxxxxxx@xxxxxx.ca>
Subject: Re: Chopin
jacob bekker wrote:
> Panie Josef, musze sie z Panem nie zgodzic: Zyda
> poznaje sie nie gorzej niz pomidora. Polacy (przed
> wojna) bardzo trafnie poznawali Zydow. Nawet
> nieletnie dzieci.
> Jasno wiec z tego wynika, ze Pana twierdzenie moze
> zgadza sie, jesli chodzilo o owczesnych Niemcow ale
> nie o Polakow. Oni poznawali Zyda bezblednie na
> odleglosc.
> Pozdrawiam, moze tez byc z talmudycznym (uczylem
> sie wiele lat Talmudu),
> Jakub
(...)
Tutaj w Toronto Polacy maja jeszcze jedno kryterium, wg. ktorego potrafia "wyczuc Zyda na odleglosc". Slyszalem juz wielokrotnie: "Ten facet cos za dobrze mowi po polsku, to pewnie Zyd". Ciekaw jestem czy Henryk Dasko slyszal cos takiego.
Leon S.
To: reunion-blahe@xxxxxxx.se
Date: Sat, 20 Sep 1997 15:04:13 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Rytual plemienny
LS> "Ten facet cos za dobrze mowi po polsku, LS> to pewnie Zyd".
Obserwacja Leona jest wyjatkowo trafna. Ja sie akurat z tym nie zetknalem, ale moge to sobie znakomicie wyobrazic. Przypadkowo przed kilkoma dniami ktos inny, tez w Toronto, poruszyl w rozmowie ze mna ten sam temat.
Pan ten - nazwijmy go Iks - jest starym, wspanialym polonusem, ze znaczkiem dywizji gen. Maczka w klapie marynarki i herbowym krwawnikiem na palcu. Ma piekne, dwuczlonowe nazwisko i arystokratyczna aparycje, a sciany jego mieszkania zdobia rodowe pamiatki, przyswiadczajace wzlotomi upadkom ostatnich paruset lat historii Polski - ryngrafy i szkaplerze, konterfekty syberyjskich zeslancow i dagerotypy ruszajacych w pochod legionistow, podobizny ksiezy patriotow i kapelanow wojskowych, ulanskie czaka i powstancze opaski. Jest honorowym czlonkiem i zasiada w prezydiach licznych organizacji, majacych w swoim godle orly, krzyze i skrzydla husarskie. W swej dzialalnosci wsrod torontonskiej Polonii polozyl wielkie zaslugi na niwie kulturalno- spolecznej, jest czlowiekiem bezinteresownym i ofiarnym, szlachetnym Sarmata, na poly z Sienkiewicza, na poly z Zeromskiego.
Otoz niedawno p. Iks wystapil na kolejnej akademii rocznicowej, na jakich sie od czasu do czasu pojawia. Jak zwykle, wyglosil przemowienie patriotyczne w tresci i podniosle w duchu. Mowil pieknie, zarliwie i porywajaco, wyciskajac zebranym lzy z oczu, a gdy skonczyl, zerwala sie burza braw. Wychodzac po zakonczeniu wieczoru, p. Iks. uslyszal rozmowe dwoch kobiet : "Wie pani, ten Iks chyba jednak jest Zydem..."
Tak wiec moj wspolziomek Leon Sz. przyswiadcza prawdzie. Nie wiem tylko, czy istnieje bezposredni zwiazek pomiedzy polskimi szmalcownikami, z autentyzmem opisanymi przez. p. Bekkera, a sytuacjami przytoczonymi powyzej. Nie ulega watpliwosci, ze podejrzewanie otoczenia o zydostwojest czyms w rodzaju sportu narodowego Polakow. Antropolog zuwazylby jednak, ze pozornie dziwaczne obrzadki i rytualy wlasciwe sa wielu kulturom. Peruwianczycy swietuja dzien pozerania kotow. Jedno z afrykanskich plemion wprowadza sie co miesiac w stan zbiorowego transu, tanczac do ostatecznego wyczerpania poczas pelni ksiezyca. Polacy z zapamietaniem doszukuja sie wokol Zydow. Zydzi z rownym entuzjazmem zarzucaja wszystkim wokol, ze sa antysemitami. Gotow jestem to wszystko przyjac za rodzaj kulturowego "couleur locale", cos tak jak spodniczki u Szkotow (noszonych, jak wiadomo, zeby odglos suwaka owiec nie ploszyl).
A szmalcownicy - to jednak zupelnie inna historia.
Pozdrawiam,
Henryk Dasko
To: reunion-blahe@xxxxxxx.se
Date: Sun, 21 Sep 1997 00:15:08 +0100
From: Julian Ilicki <Julian.Ilicki@xxx.xx.se>
Subject: Re: Polski sport narodowy?
On 20 Sep 97, Mariana Solan wrote:
Ilek>>> Nie ulega watpliwosci, ze podejrzewanie Ilek>>> otoczenia o zydostwo jest czyms w rodzaju Ilek>>> sportu narodowego Polakow. Antropolog Ilek>>> zuwazylby jednak, ze pozornie dziwaczne Ilek>>> obrzadki i rytualy wlasciwe sa wielu Ilek>>> kulturom.[...] Henryk>> Nie nazwalbym jednak tego rytualem czy Henryk>> obrzadkiem w sensie antropologicznym. Raczej Henryk>> moze zbiorowym spowodowanym historycznym Henryk>> doswiadczeniem. My mamy przeczuleniem Henryk>> doswiadczenie z antysemityzmem. Jakie bolesne Henryk>> doswiadczenie u Polakow powoduje to ciagle Henryk>> szukanie ukrytych natomiast zbiorowe Zydow? Henryk>> I czy mozna traktowac ow "polski sport Henryk>> narodowy" jako wyraz (polskiego) antysemityzmu? MS> Polski sport narodowy czy rytual wlasciwy wielu MS> kulturom? Nie wdajac sie zbytnio w dyskusje MS> sportowo/ antropologiczne wspomne swoich MS> rodzicow. MS> Jak dzis pamietam spacerujac z nimi w obcym MS> miescie, czasie wakacji np., jak okiem rzucali MS> na przechodnia/czke i miedzy soba wymieniali MS> krotka acz celna uwage "Amhu?" (z naszych?). MS> Czy to znaczy ze ja wlasciwie jestem Polka?
Marysiu,
Mam podobne doswiadczenia, i to nie tylko z moimi rodzicami ale tez i z samym soba. :-)
A moze mysmy sie po prostu zarazili od Polakow ich sportem narodowym? :-)
Ilek
To: reunion-blahe@xxxxxxx.se
Date: Mon, 22 Sep 1997 02:23:22 -0500
From: jacob bekker <xxxxxxx@xxxxx.net>
Subject: Re: Polski sport narodowy?
Ja bym antysemityzm nie przylepil do zadnego narodu. Po mojemu antysemitysz jest miedzynarodowy. Pasowaloby tu haslo: Antysemici wszystkich krajow laczcie sie. Antysemita nie jest patriota swego kraju, choc tak mysli i chce innym tak wmawiac. Antysemici i komunisci maja to do siebie, ze obaj sa ponadnarodowi. Polskiemu antysemicie jest blizszy antysemita francuski czy holenderski a nawet niemiecki, niz patriota polski nie-antysemita. Bo jak inaczej rozumiec rozrastajacego sie neo-nazizmu w panstwach dla ktorych nazizm byl najwiekszym wrogiem.
[...]Pozdrawiam rowniez,
Jakub
P.S. Jest wielka roznica miedzy Zydem szukajacego "amchu" a Polakiem szukajacego Zyda. Zyd szukajac drugiego zyda, szuka sojusznika, szuka kogos przy ktorym by sie czyl bezpieczniej, natomiast Polak (Francuz czy Rosjanin itp), szukajac Zyda w swoim otoczeniu, czyni to albo by wiedziec kogo nienawidziec, a juz w najlepszym wypadku, aby przed nim sie miec na bacznosci. Ma sie rozumiec, ze mowie tu o takich, ktorzy nie sa przychylni do Zydow. Bywaja tez filosemici, ktorzy szukaja Zydow, aby moc im wyrazic swoja przychylnosc. Czesto antysemici posadzaja ich tez o zydostwo. W ich lepetynie nie moze sie miescic, aby nie-Zyd lubil Zyda. J.
To: reunion-blahe@xxxxxxx.se
Date: Fri, 26 Sep 1997 20:03:07 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Kobieta samotna
jacob bekker wrote:
> Ja uwazam, ze to Henry Dasko wymillil Azima. Czytalem > kiedys o samotnej kobiecie, ktora marzyla o milosci. > Poniewaz nie miala szczescia i nikt jej sie nie nawinal > pod reke, wymyslila sobie kochanka. Pisala do niego > plomienne milosne listy i otrzymywala od niego nie > mniej plomienne w odpowiedzi, jakie pisywala sama > do siebie w imieniu tego wyimaginowanego kochanka. > Wszystko jest mozliwe na swiecie.
Przysiegam, ze nikogo nie wymyslilem. Moze i bym chcial, ale cierpie na chroniczny niedowlad wyobrazni. Ostatnio wyobrazalem sobie, ze Statut, ktory wspolredagowalem, spodoba sie kolezankom i kolegom. Okazalo sie, ze jestem jednym z hersztow polnocnoamerykanskiej junty, stawiajacej sobie za nikczemny cel opanowanie Swietlicy i czerpanie z tego znacznych korzysci materialnych. Co wiecej, pisze nielogicznie, niegramatycznie i nie wiem, co to jest przydawka.
I Pan sie dziwi, ze marze o plomiennej milosci?
Podrawiam serdecznie,
Henryk Dasko
To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Sat, 27 Sep 1997 17:34:33 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Urlopowe rozmyslania o pewnym dokumencie
langusta@xxxxxx.xxxxxxxx-xxxxx.net wrote:
Dzien Dobry!
[--]
Drogi kolego Borensztajn,
Wiesiek odpisal Ci szczegolowo, Heniek Ch. - delikatnie, a ja Ci napisze to, co naprawde mysle.
Pomysl 96-ciogodzinnego terminu byl moj, i byl to pomysl niesluszny. Wypowiedzialo sie w tej sprawie kilkanascie osob, a wiekszosc z nich podziela Twoje zdanie. Dzien przed Twoim listem Heniek przedluzyl termin do 15 pazdziernika i zaproponowal dodatkowe rozwiazanie alternatywnych statutow. Trudno mi uwierzyc, ze list Henka, wyslany na reunion-wazne, do Ciebie nie dotarl.
Tobie, jak mi sie zdaje, chodzi o cos innego. Pisalem Ci przy okazji Twojego ataku na Leona R., ktoremu chciales zalozyc knebel, ze specjalizujesz sie w zadawaniu intelektualnych kopow w jaja. Powtarzam to sformulowanie jeszcze raz.
Wtedy straszyles widmem rozpadu swietlicy. Teraz siegasz po mozdzierze wiekszego kalibru: quasi-faszyzm, komunistyczne bezprawie, Marzec 68, brak zrozumienia kultury demokratycznej, etc. Nie wiem, od kogo uczyles sie semantyki, ale wydajesz sie czlowiekiem inteligentnym, pioro masz sprawne, a forme poprawna. Po raz kolejny - trudno mi uwierzyc, zebys nie zdawal sobie sprawy, ze moze Twoja argumentacja nadaje sie do uzycia w przemowieniach do plutonu albo do podstawowej organizacji partyjnej, ale na pewno nie jest to jezyk, jakim sie rozmawia z przyjaciolmi. Proponuje Ci, zebys na chwile zdjal mundur i koturny i zajrzal do listu Elzbiety Sachs z 25 wrzesnia. Elzbieta podziela Twoje zdanie w sprawie terminu. Mam wrazenie, ze bedziesz sie mogl czegos nauczyc.
Proponujesz, zeby ci, ktorzy juz glosowali, uniewaznili swoje glosy. Masz przed soba te same klawisze co ja i widzisz, ze stosunek glosow "za" do "przeciw" wynosi w chwili, gdy pisze te slowa, dziesiec do jednego. I Ty masz czelnosc uzywac okreslenia "samozwanczy" w stosunku do kogokolwiek innego?
Nie chce Ci imputowac zlych intencji i zastanawiac sie, dlaczego piszesz tak, jak piszesz. Z niecierpliwoscia czekam na Twoja wersje statutu. Mam nadzieje, ze bedzie lepsza, i ze bede mogl na nia z przekonaniem glosowac. Mam tez nadzieje, ze nikt mi potem nie zasugeruje, ze powinienem uniewaznic swoj glos.
Henryk Dasko
To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Tue, 30 Sep 1997 08:58:30 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Okrutne zarty
Nadzieja, ze osoby piszace duperele zechca je wysylac na liste "duperele", wydaje sie nie tyle plonna co naiwna. Zgodnie z upiorna logika oblakania nalezaloby im zostawic liste "wazne", a samemu przeniesc sie na ubocze.
Pamietam z gimnazjum nieco starszego ode mnie kolege M., swiecie i niewzruszenie przekonanego, ze jest w prostej linii potomkiem ksiecia Pepi. Jak i jego szlachetny praszczur, M. pojawial sie w szkole pijany, na lekcjach wychowania obywatelskiego grzechotal kubkiem z koscmi, a na wsystkich wokol wrzeszczal: "Chamy! Batogiem!". Byl roslym i popedliwym osilkiem i proby ew. perswazji nie wchodzily w rachube.
Wystarczylo jednak zwrocic sie do kolegi M. per "Wasza Wysokosc", ew. "Wasza Ksiazeca Mosc", a stawal sie potulny jak baranek. Z czasem podporzadkowal sobie nawet aroganckie i nieprzywykle do uleglosci Cialo Pedagogiczne.
Pozdrawiam,
Henryk D.
To: reunion-forum@xxxxxxx.se
Date: Tue, 30 Sep 1997 22:29:24 -0400
From: Henry Dasko <hdasko@astral.magic.ca>
Subject: Re: Nowy temat - ksiazka o nas
Zapis historyczny losow i swiadomosci emigracji '68 jest przerazajaco nikly, by nie rzec - nieistniejacy. Sprawa ma szerszy charakter niz ksiazka Joanny Wiszniewicz, bo nalezy sadzic, ze jest to temat interesujacy rowniez dla miesiecznika "Midrasz", ktory wydaje w Warszawie Kostek Gebert pod patronatem Fundacji Laudera, a takze dla innych osob, zajmujacych sie tymi sprawami czy to zawodowo, czy amatorsko.
Moim zdaniem Joannie (czy Malgosi Melchior, jesli ja to interesuje) nalezy pomoc w najszerszym mozliwie zakresie, co nie znaczy, ze trzeba im dac carte blanche na publikowanie swietlicowych tekstow. Nie. Taka byla m.in. geneza statutu, ktory osoby zajmujace sie pisaniem o polskich Zydach czy naszej emigracji mialby zobowiazac do przestrzegania norm, uznawanych przez czlonkow Swietlicy za wiazace. W chwili obecnej nic - poza wewnetrzna busola moralna - nie powstrzymuje kolezanki Iks czy kolegi Ygreka przed napisaniem obszernego reportazu na temat swietlicowych potyczek, nocnych igraszek na koloniach kolegi Edelmana, rozpustnych nowojorskich bankietow itp.
Bylo kiedys takie ladne powiedzenie - nic o nas bez nas.
Pozdrowienia,
Henryk Dasko
Henry Chmielnicki wrote:
> Moi drodzy, > Nasz proponowany statut zawiera klauzule "Swietlica > ani listy i adresy czlonkow nie moga byc wykorzysty- > wane do jakichkolwiek celow komercjalnych". W zwiazku > z ta klauzula mam zapytanie do wszystkich. > Joanna Wiszniewicz jest Zydowka, urodzona po wojnie, > ktora zdecydowala pozostac w Polsce po marcu '68. > Od kilku lat pisze ksiazke o nas, o naszym pokoleniu > emigracji '68. Ostatnio otrzymala fundusz z Zydowskiego > Instututu Historycznego (YIVO) w Nowym Jorku na > kontynuacje pracy nad ksiazka. Joanna znajduje sie na > naszej liscie adresowej und du ligt der hint bagrubn. > Fundusz YIVO moze byc przez niektorych ludzi uznany > za cele komercjalne. Co prawda suma funduszu jest > w kategorii az ochn wej, oddzial cu fil cu sztarbn und > cu veinik cu lejbn, ale bedac w ciagu jednego tygodnia > zakwalifikowanym do partii quasi-faszystowskiej > i do partii komunistycznej chcialbym dac wiekszosci > kolezenstwa mozliwosc dolaczenia sie do jednej z tych > partii. > Joanna chce oglosic w naszej swietlicy detale swojego > projektu. > Kto powie tak, kto powie nie, kto powie aczkolwiek? > Heniek
EpistoChronologia 1967 1989 i x 1990 ii iii v vi vii viii ix x xi 1991 ii iv v vii viii ix xii 1992 i ii iii iv vii ix 1993 iii v 1994 i v ix 1995 iii v ix xi 1996 v viii ix x xi xii 1997 i ii iii iv v vi vii viii ix x xi xii 1998 i ii iii vii viii ix x xi xii 1999 i ii iv v vi vii viii ix x xi 2000 i iii iv v vi ix x xi xii 2001 ii iii viii xi xii 2002 xii 2003 iii vi v vii viii ix x xii 2004 ii iii iv vii viii ix x xi 2005 i iii iv v vii ix 2006 EgoTurfSurf • Daskografia • Dalej : Pazdziernik 1997